smok_sielski
18.07.10, 09:56
Więc mamy fragment drogi z zamkniętym jednym pasem ruchu, ruch wahadłowy
regulowany światłami. Zbliżam się, zapala się czerwone światło więc
zwalniam i zatrzymuję się na czerwonym. Jednak ku mojemu zdziwieniu auta
jadące za mną mijają mnie i wjeżdżają na czerwonym - naliczyłem ich około
10. Za mną został tylko jeden. Teraz wiem co będzie dalej - ci co
wjechali na czerwonym zablokują auta z przeciwka, które pomimo zielonego
nie będą mogły jechać. Jak już im się zrobi zielone, to na tym zielonym
wjadą ze 2-3 i zmieni się na czerwone. Powtórzy się więc sytuacja z
drugiej strony - auta wjeżdżające na czerwonym, które mnie zablokują
wjazd kiedy już mam zielone.
Może mi ktoś powiedzieć jaki w tym jest sens? Czy nie lepiej gdyby
wszyscy wjeżdżali prawidłowo na zielonym i zatrzymywali się gdy widzą
czerwone? Czy tylko mnie to wqrwia i czy tylko ja zatrzymuję się od razu
kiedy widzę czerwone? No i druga sprawa: czy te światła ustawione przez
drogowców są jakoś "mniej ważne" od tych na skrzyżowaniu? Czy można je
sobie bezkarnie olewać? Czy ci wjeżdżający na czerwonym mają siano
zamiast mózgu i nie wiedzą, że tylko utrudniają ruch i powodują qrwicę u
jadących prawidłowo?
smok