ulubiony19
13.08.10, 16:47
Rwa MAĆ!!!
Zatrzymałem się na światłach... Po dłuższej chwili zapaliło się
zielone, o którym ktoś stojący za mną poinformował mnie głębokim
pierdnięciem klaksonu. Jako że właściwie nie pamiętam, czy kiedyś
strzeliłem taką gafę, to mi się okrutnie głupio zrobiło i poczułem
się jak ten kretyn-melepeta, z którego to gatunku często drwię.
Wyszczerzyłem jeszcze tylko kły jak debil, bo ludzie czekający na
przejściu gapili się na mnie, jak na trzmiela jadącego motorynką.
Najdziwniejsze jest to, że nie miałem "powodu", by zatamować ruch na
skrzyżowaniu-telefonu po aucie nie szukałem (nigdy nie szukam), żony
wcześniej nie wkurzyłem (a więc nie kombinowałem, jak ją tym razem
udobruchać), żadnej Nirvany w tym czasie nie słuchałem (w taki dzień
to lejdi gaga może lecieć tylko...), żaden niekontrolowany wzwód się
nie pojawił, w okolicy skrzyżowania nie dostrzegłem żadnej
dziewczyny w mini... A tu taka buba.
Ok. Zdarzyło się i już...
Ale nieeee!!!
Za ok. 0,5 h znalazłem się w D-O-K-Ł-A-D-N-I-E takiej samej
sytuacji! Myślę se "umieram..."
Tak się tym wszystkim przejąłem, że po jakimś czasie sam obtrąbiłem
biednego faceta na światłach. Był pas do jazdy na wprost i w prawo.
Ja chciałem w prawo, facet przede mną na wprost. Świeciła się
strzałka warunkowego, facet nie ruszył (bo i po co?), a ja
pomyślałem, że mu przypomnę:) Ale mi było głupio!
Na domiar wszystkiego o mało co nie potrąciłem chłopczyka (na
szczęście ja nic tym razem nie spiermandoliłem, to dzieciak
przeleciał przez jezdnię).
Abstrahując od jazdy autem, nigdy nie ma tak źle, żeby nie mogło być
gorzej, toteż za jakiś czas zadzwoniła do mnie moja Asia. Była
bardzo rozzłoszczona, bo jakiś wielki, zwalisty, tempy hooj o
zgnitym mózgu zerwał jej naszyjnik (to był dość cenny [i mało tani]
podarunek ode mnie:() i poszedł w długą. Ofkoz żaden rycerz
ubrudzonego stołu ,których na ulicy było pewnie pod dostatkiem, nie
rzucił się w pościg!
Oj, jakbym takiego dorwał, to bym mu skórę z wacka na ten jego
krzywy ryj naciągnął!
Ciekawym zbiegiem okoliczności było to, że jakieś parę minut przed
telefonem apelowali w radio o rozwagę pań, które zbytnio eksponują
swoje wdzięki, a przez to i biżuterię:)
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że do czasu telefonu od żony nie
byłem świadomy, że dziś piątek trzynastego:)
Placebo wykluczamy
Aha...
Zatrzymał się obok mnie na skrzyżowaniu mocno styrany życiem VW
Passat (B4). W środku chyba sześcioosobowa rodzina Rumunów w
przepoconych już po kilka razy koszulkach, a w bagażniku dywan na
dywanie, a na dywanie jeszcze dywan. Nagle połowa z nich
zapytowywuje się mnie energicznie "stacja paliw, ile kilometry?"
Odpowiadam "ok. 10 km jadąc w lewo". VW odjeżdża z hukiem,
zostawiajac mnie w kłębach dziwnego dymu (?).
Na pewno nie dojechali...:)
Dobra. Zwijam laptoka i jadę dalej. Czymcie kciuki;)
Pozdr