Skad sie biorą igiełki?

03.09.10, 09:34
Jesli marzysz o Pasku "w dizlu" lub podobnym wynalazku i uważasz, ze oferty u nas są lepsze niz w
Niemczech (przecież można trafić okazję - od lekarza, bogatego, z niemiec - tani bo nie zależało mu na
kasie...itd...itd).
To artykuł dla Ciebie :-)
Nie ma to jak kupic Okazję! :-)
    • trypel Re: Skad sie biorą igiełki? 03.09.10, 10:17
      Dlatego też kupując miesiac temu nastepne prywatne auto do rodziny znalazłem
      model z najwiekszym przebiegiem (248 tys) ale za to od człowieka który kupił go
      w salonie 12 lat temu. Nie wziąłem auta "w dizlu" tylko z silnikiem benzynowym
      wolnossącym, a to co spowodowało niską wystawioną cenę (poza przebiegiem) czyli
      parę rys na bokach, wgniecenie błotnika i porysowane zderzaki było dla mnie
      gwarancją że w ciągu ostatnich 5 lat nikt nie lakierował żadnego elementu.
      Efekt - przeglad zerowy śpiewajaco, wizyta w serwisie bez żadnych uwag. I na
      razie miesiac jazdy bez problemu poza wymianą opon i felg z aluminiowych na
      stalowe :)
      Tyle że ja niewierzący jestem wiec równiez w okazje nie wierze.
      • marco_tbg Re: Skad sie biorą igiełki? 03.09.10, 10:30
        Oj już nie róbmy jaj - jak szukamy Golfa VI czy Passata z 2008 w dieslu za 40tyś
        czy szukamy innych super okazji to powodzenia.
        Jak ktoś żałuje 200zł na porządny przegląd przed zakupem to niech jeździ tą
        swoją IGŁĄ...

    • milos75 Re: Skad sie biorą igiełki? 03.09.10, 11:34
      Sam sprzedawałem niedawno Hondę Civic 1.6 ES, którą kupiłem w 2004 w salonie i jeździłem od
      nowości. Zrobiłem 100.000 przebiegu, auto w idealnym stanie, żadnego wypadku, w ogóle bardzo
      fajne auto z dobrym silnikiem i wyposażeniem (większość rynku to "gołe" 1.4). Tyle że jeździłem
      autem przez 6 lat, poza trasami,
      głównie po Warszawie, więc były różne poprawki lakiernicze na kilku elementach po drobnych
      uszkodzeniach typu parkingowego. Przecież nikt nie chce jeździć porysowanym autem, tylko trzeba
      je poprawić. Oczywiście nikt z kupujących nie zadał sobie trudu dokładnego sprawdzenia auta w
      serwisie, co proponowałem, tylko każdy mendził i marudził latając dookoła z miernikiem i udawał
      eksperta. Szlag może człowieka trafić przez tych baranów, oni po prostu chcą być robieni w konia
      przez komisy i prywatnych importerów. Chcą kupić auto z dwóch połówek lub czterech ćwiartek,
      cofnięte z 500.000 na 150.000, "w dyzlu", "w dziadku Niemcu", "w kobiecie" itp. Cudowni ludzie,
      bo wierzą w cuda. Nie ma u nas normalnego rynku aut używanych, bo kupujący zachowują się
      nieracjonalnie. Trudno też Polakowi sprzedać swoje salonowe auto za granicę, bo przecież Niemiec
      nie kupi używanego auta z Polski, a na Wschodzie pewnie tak samo liczą na okazje jak u nas.
      Generalnie jest to chore. W końcu sprzedałem Civika za zupełnie przeciętne pieniądze, bo przecież
      nikt nie da więcej za lepsze auto, tylko równa cenę dobrego auta do rynku klepanych szrotów z
      Rzeszy. Gdybym mógł, to po prostu zostawiłbym sobie tę Hondę i byłoby to najlepsze rozwiązanie.
      Ale w międzyczasie zwiększyły mi się potrzeby transportowe.
      Generalnie najrozsądniejsze rozwiązanie dla osoby prywatnej to kupować nowe auta w salonie,
      jeździć co najmniej 6 lat albo i więcej (dlatego trzeba wybrać dobrze), a na końcu sprzedać rodzinie
      lub znajomym. A cały ten pseudo rynek z pseudo klientami niech się idzie...
      Potem ci jeszcze napisze jeden z drugim cwaniaczek jeżdżący klepanym Paskiem TDi z 1999 r, że
      jesteś frajerem kupując nowe auto w salonie i dajesz się rąbać. Niech. Przynajmniej ma się spokojną
      głowę i nie ma do czynienia z tym całym półświatkiem, czyli polskim "rynkiem" samochodów
      używanych.
      • galtom Re: Skad sie biorą igiełki? 03.09.10, 12:00
        Coz... tak faktycznie jest.
        Ja w komisie (u nas) kupowalem tylko raz i wiecej juz z takich uslug nie skorzystam.
        Tylko i wylacznie od wlasciciela (i to dlugoletniego). Wole wydac troche wiecej ale miec spokoj.
        • milos75 Re: Skad sie biorą igiełki? 03.09.10, 12:19
          No właśnie niestety mało kto u nas chce wydać te trochę więcej, dlatego sprzedającym
          właścicielom przestaje się opłacać sprzedawać, a kupującym zostają szroty. Tak niestety to u nas
          wygląda. Generalnie ten co ode mnie kupił Civika, sam nie wierzył że kupuje dobre auto, chociaż
          samiast mi wierzyć na słowo, mógł to sprawdzić w serwisie inwestując 200 zł. Potem do mnie
          zadzwonił, jaki jest zadowolony, że super itd. Ehh... Za grosz sobie nawzajem nie ufamy, uważamy
          że każdy chce nas oszukać (niestety nie bezpodstawnie) ale tacy nieufni najczęściej kończą w
          komisie i tam ich już zawodowy naganiacz profesjonalnie przekona, że warto mu zaufać i że 'będzie
          Pan zadowolony...'
        • iberia.pl Re: Skad sie biorą igiełki? 04.09.10, 16:57
          galtom napisał:

          > Coz... tak faktycznie jest.
          > Ja w komisie (u nas) kupowalem tylko raz i wiecej juz z takich uslug nie skorzy
          > stam.
          > Tylko i wylacznie od wlasciciela (i to dlugoletniego). Wole wydac troche wiecej
          > ale miec spokoj.

          Podejscie moze i sluszne tylko widze jeden problem: gdzie sa ci wlasciciele aut? Bo wszedzie
          ogloszenia od handlarzy, komisow itd.
    • tiges_wiz Re: Skad sie biorą igiełki? 03.09.10, 11:46
      motoryzacja.interia.pl/news/smierc-na-a1-urwal-sie-silnik,1517065
      tam widac rdze w miejscu urwania sie przodu
    • alfik7 Re: Skad sie biorą igiełki? 03.09.10, 12:22
      Na przykład ode mnie się biorą.
      Niedawno sprzedałem 4 letni samochód (fajnie wyposażony, niezawodny, kompaktowy
      diesel na "F"), kupiony w polskim salonie.
      Autem nie jeździłem zimą, garażowałem, miał nałożony dobry wosk, zadbany lakier
      bez rys, unikałem jazdy po dziurach, krawężnikach, studzienkach, w czasie ryzyka
      gradobicia, itp., nie piłowałem na zimno, dbałem o serwis i opony.
      Samochód był dosłownie "igła", żadnych otarć, stłuczek, rys, wnętrze miało do
      początku ten sam "salonowy" zapach nówki. Dbanie o niego sprawiało mi
      przyjemność bo lubię samochody, na równi z jazdą nimi.
      Musiałem sprzedać, bo zmuszała mnie do tego sytuacja rodzinna. To był jedyny
      powód sprzedaży.
      Cenę samochodu ustaliłem sporo powyżej średniej z allegro itp. portali.
      Wyszedłem z założenia, że albo dobrze sprzedam albo w ogóle. Mogę też nim
      jeszcze jeździć.
      Sprzedałem za tyle co chciałem.
      Człowiek przyjechał oczywiście z miernikiem, próbował mierzyć i szukać. Szybko
      odpuścił.

      Teraz mam kolejną "nówkę", która jest i będzie eksploatowana identycznie z
      tamtym, który sprzedałem. Ten jest jeszcze lepszy, mocniejszy, szybszy, fajnie
      wyposażony.

      Być może za jakiś czas będzie kolejna igiełka na sprzedaż.
      • galtom Re: Skad sie biorą igiełki? 03.09.10, 13:08
        Jakby co daj znac.
        Jak sie zapewne domyslasz takich aut jak Twoje to ze swieca szukac.
        Nawet to co mozna kupic w ramach programow "pewne uzywane" w ASO to tez niestety w polowie
        szwindel.
        Kumpel z pracy opowiadal jak znajomy do pewnego ASO swoja Avensis oddal i w 3 dni z lincznika ponad
        200 tys. km wyparowalo oraz pojawila sie "nowa" ksiazka serwisowa. A auto ksztowalo oczywiscie powzej
        sredniej dla tego rocznika czy sredniej allegro.
        Nigdzie czlowiek nie moze miec pewnosci a to dlatego, ze prawo na to pozwala. Ludzie na zachodzie nie sa
        od nas lepsi ale jest u nich cos takiego jak nieuchronnosc kary i skuteczne prawo. Stad nawet na 100 euro
        raczej sie nie oplaca oszukac (o ile chce sie miec firme) bo reputacja nadszarpnieta, urzedy ochrony
        konsumenta wyraznie nazwy nieuczciwych firm podaja, czesc rzeczy podchodzi pod oszustwo (i kratki
        przed twarza) i sprawa w sadzie nie trwa 20 lat.
      • v-6 Re: Skad sie biorą igiełki? 03.09.10, 14:23
        alfik7 napisał:

        > Na przykład ode mnie się biorą.
        > Sprzedałem za tyle co chciałem.

        Też stworzyłem taką rynkową okazję, tylko że ... nie dotarła na rynek. To byl pierwszy samochód, który sprzedawałem w Polsce poza rodziną/znajomymi. Nie licząc citroena, którego kiedyś wcisnąłem z powrotem dilerowi. Yaris niecałe 5 lat, autentyczny przebieg ... 37k, z automatem klasycznym, lepszym niż nieudane MM. Bez żadnej rysy, tylko jeden kołpak żona połamała, ale to od kół zimowych - letnie miały alufelgi. Akurat nie było w okolicy zapotrzebowania, więc postanowiliśmy dać go w rozliczeniu za nowe auto. Najpierw panowie od samochodów używanych w tym salonie byli bardzo sceptyczni i zasadniczy, ale jak yariskę obejrzeli, to jej zapragnęli. Ustaliliśmy cenę, zostawiliśmy auto, odwiozłem żonę i pojechałem po zimówki, które były w przechowalni. U oponiarza dzwoni moja komórka - pan z salonu. Jest prywatny kupiec na ten samochód, żona kolegi co to w Szwecji pracuje i takie tam. Ale trzeba anulować umowę (pieniądze ze sprzedaży yariski miały pójść bezpośrednio na poczet zakupu nowego). Pytam, co ja będę z tego miał. Tysiąc złotych. Dwa mówię, bedę musiał wziąć gotówkę, pojechać z nią do banku, a lexus pali w mieście 18 ;) Dobra, dwa. I w ten sposób moja okazja nawet nie dotknęła komisowego placu ...
        Pozdrawiam
        v-6
        • lic_po Re: Skad sie biorą igiełki? 03.09.10, 17:36
          v-6
          trzeba było dać znać na forum, właśnie czegoś takiego teraz szukam i chętnie
          przepłacam sporo ponad średnią allegrową, pod warunkiem że wszystko co napisane
          w ogłoszeniu to prawda, a to niestety rzadkość.
          no i ten automat klasyczny, eh, żal mi, właśnie takiego szukam, nie chcę
          dwusprzegłowych, automanuali, ani innych wynalazków, ale właśnie taki.
          pozdr
        • maciekqbn Re: Skad sie biorą igiełki? 03.09.10, 23:54
          Też mi się wydaje, że większość rzeczywistych okazji "chodzi" poza rynkiem i
          powyżej tzw. "ceny rynkowej".

          Sam kiedyś kupiłem (bezpośrednio od Niemca, sporo powyżej ceny "rynkowej")
          14-letniego Nissana. Diesel, przebieg 108 tyś km (po 14 latach!). Auto - stan
          niemal salonowy, wyglądało lepiej niż 3-4 letnie normalnie eksploatowane i
          zadbane samochody. Po kolejnych 4 latach sprzedałem je z przebiegiem 146 tys km.
          - ani grama szpachli, lakier oryginalny (18 lat), stan choć już nie "salonowy"
          to zdecydowanie idealny, poszedł w ciągu jednego dnia od podjęcia decyzji o
          sprzedaży. Oczywiście znajomemu i powyżej "ceny rynkowej".
        • trypel Re: Skad sie biorą igiełki? 04.09.10, 09:29
          v-6 napisał:

          > Też stworzyłem taką rynkową okazję, tylko że ... nie dotarła na rynek.

          Jakiś czas temu pisałem że bede sprzedawał micre z 97 r, od poczatku w rodzinie,
          ledwo 100 tys km ale zupełny golas. Przeczytałem tu że nikt tego nie kupi a
          micra poszła w jakies 15 minut za 3500 i jeszcze dwóch chętnych sie prawie o nią
          pobiło.
          Mimo ze podobnych ale z wodotrysykami od starszych Niemców jezdzących do
          koscioła w niedziele kupa na allegro :)
          ale w sumie jakbym potrzebował taką tanią torbę na zakupy to tez bym ją wziął
      • iberia.pl alfika auteczko 04.09.10, 16:55

        alfik7 napisał:

        > Na przykład ode mnie się biorą.
        > Niedawno sprzedałem 4 letni samochód (fajnie wyposażony, niezawodny, kompaktowy
        > diesel na "F"), kupiony w polskim salonie.
        > Autem nie jeździłem zimą, garażowałem,


        LOL, w zyciu bym takiego auta nie kupila, ktore zima nie bylo jezdzone.Wychodze z zalozenia, ze
        auto jest od jezdzenia a nie od stania.
        • v-6 Ale przecież nie kupujesz alfika ... 04.09.10, 22:49
          tylko jego auto.

          iberia.pl napisała:
          > LOL, w zyciu bym takiego auta nie kupila, ktore zima nie bylo jezdzone.Wychodze
          > z zalozenia, ze
          > auto jest od jezdzenia a nie od stania.

          Jeżeli niejeżdżenie samochodem w zimie może komuś zaszkodzić, to tylko właścicielowi ;)
          Pozdrawiam
          v-6
    • zeberdee24 Re: Skad sie biorą igiełki? 04.09.10, 20:53
      Ja po obejrzeniu wielu autek używanych stwierdzam fakty - auta 3-5 lat są
      zmasakrowane(nawet niekoniecznie po wypadku, tylko zajeżdżone), i już na pewno
      nie ma co marzyć o kupieniu diesla w dobrym stanie, znośne auto można kupić 10
      letnie w benzynie od pierwszego właściciela. Z resztą na zdrowy rozum, po co
      sprzedawać porządny samochód średniej klasy ? Ludzie bogaci sprzedają dobre
      limuzyny bo potrzebują mieć nowe, ale przeciętny użytkownik auta klasy
      średniej(zwłaszcza diesla kupionego dla oszczędności) nie sprzeda go dlatego że
      mu się znudziło, tylko sprzeda je dlatego że to już jest gruchot:)
    • k2i Re: Skad sie biorą igiełki? 04.09.10, 23:14
      Tak jak pokazano z tym Paskiem to dokładnie tak samo postąpiono z moją Mazdą na która miałem szkodę całkowitą:)...chłopaki przyjechali z lawetą i tylko patrzeli czy silnik cały i przednia deska rozdzielcza nie ruszona:) dosłownie po 3ech tygodniach samochód jak nowy ujrzałem na otomoto.pl a poznałem że to mój po bardzo charakterystycznym grilu jaki sobie sam zrobiłem przed wypadkiem w którym to moja mazda straciła calutki tył łącznie z siedzeniami tylnymi:).
      A najlepsze było to że samochód był sprzedawany jako samochód krajowy, garażowany, 121.350km (realny przebieg 240tys)...po prostu igiełka;)...to z 3 lata temu było
    • q_vw No niestety, ściagane auta to złom... 06.09.10, 10:34
      Nikt mnie już nie przekona, że jest inaczej. jak ktoś chce kupić używane auto np w Niemczech, powinien liczyć na zamieszkałą tam rodzinę czy znajomych... a najlepiej kupić nowe w salonie. Rozglądałem się za używanym kombi, rodzina się powiększa i trzeba zainwestować w odpowiednio duże auto. Mam Golfa 5, którym jeżdżę od nowości (rocznik 2004) i garażuję drania, przeglądy, naprawy etc wszystko jak Bozia przykazała... No to myślałem, w swej naiwności, że znalezienie podobnie traktowanej używki problemem nie będzie... frajer i naiwniak ze mnie :) Takie cuda, jakie są odstawiane z używanymi autami to mistrzostwo świata... Nie kupię, odechciało mi się. Jednocześnie usiłowałem sprzedać Golfa, różnica pomiędzy moją ceną a oferowaną przez potencjalnych kupujących była jak "dzień do nocy" i nawet negocjacje nie pomogłyby ;) i wcale jakieś wygórowanej nie wstawiłem ! Po prostu wszyscy szukają "okazji". W efekcie zostawiłem Golfa, doinwestowałem w boxa i mam to gdzieś. Za rok kupię jakieś kombi w salonie, nowe, Golfa jak nie sprzedam za przyzwoite pieniądze, czy nie weźmie salon, zostawię w rodzinie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja