v-6
29.11.10, 22:01
Wygrywania w konkursach, gdzie orzekają dziennikarze motoryzacyjni.
W 2009 roku tytuł International Engine of The Year zdobył twincharger Volkswagena 1,4 TSI o mocy 160 KM. Mniej więcej rok temu pozwoliłem sobie wyrazić wątpliwość czy słusznie, biorąc pod uwagę niepokojąco dużą liczbę awarii zgłaszanych przez nabywców aut wyposażonych w ten silnik.
forum.gazeta.pl/forum/w,20,103037243,103037243,Silnik_roku_czy_bubel_dziesieciolecia_.html
Z biegiem czasu liczba skarg rosła, pojawiły się też doniesienia o bardzo poważnych skutkach niedomagań, np. pękających tłokach. Niestety, nie znając niemieckiego jestem skazany na skąpe doniesienia z drugiej ręki. Serwisy nie potrafiły usunąć przyczyn awarii, Volkswagen AG najpierw udawał, że problem nie istnieje, potem coś kręcił. A co na to motoryzacyjni guru? W myśl starej jezuickiej zasady "Tym gorzej dla faktów!", w bieżącym roku ... po raz drugi przyznali twinchargerowi 1,4 TSI tytuł silnika roku!
To było w czerwcu. W listopadzie - o ile wiem - niemiecki VW ogłosił akcję przywoławczą dla wszystkich volkswagenów wyposażonych w ten juz dwukrotnie namaszczony silnik. To ponad 70 tys. aut, wyprodukowanych od sierpnia 2008 do maja 2010. Czyli dokładnie w okresie, kiedy rozstrzygało się przyznanie nagrody Silnik Roku 2009 i 2010! Interwencja ma polegać na wgraniu nowego softu. O ile się orientuję, akcja nie obejmuje wersji 170 i 180 KM, ale w ich przypadku jest pewien haczyk: nie spełniają Euro 5, więc dosłownie na dniach muszą być wycofane ze sprzedaży. Nagradzana wersja 160 KM spełnia nowe wymagania i jest całkiem prawdopodobne, że to właśnie leży u podstaw jej kłopotów technicznych.
Nasuwają się jeszcze dwie uwagi. Po pierwsze, wgrywanie nowego oprogramowania jest najprostszym (czytaj: najtańszym) sposobem tuszowania błędów konstrukcyjnych czy "oszczędnościowych". Wtajemniczeni mówią, że w nastepnej generacji golfa, planowanej na 2012 rok, dwukrotny champion po prostu dyskretnie zniknie z oferty.
Po drugie, ci którzy już zaliczyli nowelizację oprogramowania twierdzą, że skutecznie kastruje ono silnik z mocy i momentu. Czyli zabiera ludziom to, za co zapłacili, decydując się na kupno najmocniejszej wersji silnikowej dostepnej w zwykłym golfie. Przecież nie wybrali tego silnika dlatego, że lubią więcej płacić za benzynę.
Cała sprawa przypomina ponurą farsę: Koncern kłamał, serwisy bezproduktywnie przekładały (rzadziej wymieniały) wtryskiwacze, cewki, świece. Auta tygodniami stały w naprawie. Właścicielom śniła się po nocach kontrolka EPC. Dziennikarze świętowali w najlepsze, starannie przemilczając klopoty swojego faworyta. A pośrodku tego bajzlu tkwiło 70 tysięcy (na razie) naiwniaków, którzy chcieli tylko mieć swoje Das Auto.
Fotografia dołączona do jednego z postów w tym linku najlepiej ilustruje całą sprawę:
www.autogolf.pl/forum/viewtopic.php?f=5&t=100
Pozdrawiam
v-6