novationen
07.02.11, 21:00
chłopaki mam pytanie, ale zacznę od początku.
Jestem w górach, wjeżdżam na parking, 300 metrów pod górę, dość spora różnica poziomów. zostawiam auto na parkingu, lekko pochylony - stoi tak, że du*pa nieco wyżej :P
za 2 godziny wracam, odpalam (bez problemu), ruszam, zjeżdżam, z tego wzniesienia w dół, na jedynce (1), totalnie bez dotknięcia gazu, aż do momentu gdy zjeżdżam na płaskie, dotykam pedału gazu i co? zgasł...
kręcę - silnik kręci, ale nic... odpuszczam. Za chwilę próbuję jeszcze raz - już prawie zapalił, ale nie. Dobra, odpuszczam. Wyjmuję kluczyk, wyłączam wszystko. Daje mu 5 minut.
Kluczyk, zapłon - cyk i chodzi. 30 sekund na wolnych obrotach, na postoju - zgasł.
Ta sama procedura, ale (nie wiem po co, coś mnie tknęło) odłączam aku, podłączam, kluczyk, kręce raz - kręci, ale nie pali, drugi raz, odpala za trzecim razem. Nie czekając na to co się będzie działo, ruszam i rura na kwaterę. I na tym koniec problemów - przejechałem kilka kilometrów, potem na stację benzynową* i do sklepu i było ok.
*** teraz pytanie: w zbiorniku było ok. 1/4 paliwa (jakieś +- 12-15 litrów), silnik DIESEL 1.7 dti. Mogło być tak, że postój na pochyłym + zjazd z góry spowodował, że pompa paliwa zaciągnęła powietrze albo jakiś syf z dna zbiornika (w związku z niewielką ilością paliwa) i stąd ten problem? że silnik się zapowietrzył? to wróciło by samo z siebie do normy tak jak w tym przypadku? czy raczej jest głębszy problem który może wyjść ponownie?
powiem jeszcze, że odległość między kwaterą a parkingiem na który dojeżdzamy jest niewielka, silnik się nie rozgrzewa.
jakby co - to dotankowałem i trochę ją przegoniłem :P
możecie się wypowiedzieć w kwestii postawionego pytania? dzięki