trypel
18.06.12, 08:37
nasłuchał sie człowiek historii o cudach jakie potrafią nowoczesne dałnsajzingi i jak sie pojawiła możliwosc paru dni testów to wziął naiwnie.
4 dni
500 km
200 miasto
300 trasa (autostrada w wiekszosci)
wersja 122KM, automat 7 biegów
Pierwsza uwaga - ktos kto do takiego auta wybiera felgi 17 cali obciagnięte (przepraszam za wyrażenie) kawałkiem gumy powinien do końca zycia mieć zakaz siadania na miękkim (za karę) tylko deski, i to nieheblowane.
Jedzie sie jak gokartem co na IDEALNYM asfalcie jest nawet miłe ale na pozostałych 99% dróg wliczajac w to nowego hajłeja na Berlin jest niekończacą sie mordęgą.
Jak ktos liczy na zuzycie paliwa zbliżone do danych producenta to musi auto wozić na lawecie przez 30% trasy. Osiagnięcie w miescie (w weekend!) 8l/100 jest mozliwe ale oznacza ruszanie ze skrzyżowań w tempie 70letniego rowerzysty, skrzynia wtedy działa tak ze nie dopuszcza do przekroczenia 1500 obrotow (7 bieg przy 55), norma mówi o 6,4 w miescie ale takiego miasta to ja nie znam :)
W trasie miescimy sie w 6 przy ekonomicznej jezdzie (do 100), ale na autostradzie przy 140/godz wychodzi już jakies 8 minimum a fabryczna norma poza miastem to 4,5 chłe chłe.
Zdecydowanie fajniej jest wrzucic na sport i potraktować maleństwo własnie jak gokart, wtedy mamy super prowadzenie, niesamowite hamulce i ponizej 10 s do 100. Tylko że w miescie wychodzi koło 11/100 a w trasie niewiele spada.
Oczywiscie do do jakosci wnętrza żadnych zarzutów, wszystko działa idealnie. Gdyby nie te felgi... mysle ze na 15tkach z normalnym profilem jezdziłoby sie dużo lepiej.
Ogólnie jesli uturbione benzyny to przyszlość to ja wolę klekoty z przeszłosci.