Czy straciłem szanse na darmowe lakierownie?

24.10.12, 11:13
Kilka dni temu miałem następującą sytuację: popołudniowy korek, w lusterku widzę jak audi q7 pcha się do przodu na trzeciego. Na światłach ulica rozwidla się na ok. 100 m na dwa pasy. Ja jestem po prawo, audi po lewo. Pas audi kończy się za 50 m. Ruszamy w korku, audi równolegle ze mną. Jego pas się kończy, więc bez migacza zaczyna zjeżdżać na mój pas, przy czym jesteśmy "lusterko w lusterko", blisko samochodu poprzedzającego. Nie odpuszczałem, ale dla bezpieczeństwa przybliżyłem się do prawej krawędzi. W tym momencie on był jakieś pół swojej maski dalej niż ja. Ponieważ robiło się wąsko i blisko, zatrąbiłem. Był bardzo blisko, więc w końcu odpuściłem.

Czy jakbym utrzymał swoją linię jazdy i doszłoby do przytarcia, to czy ja zachowałem się prawidłowo? Czy mógł jakoś udowadniać moją winę?
Mam w miarę nowe auto, więc może i szkoda, ale akurat na drzwiach kierowcy mam jedną większą rysę, więc akurat by się polakierowało...
    • nazimno Poczekaj, nastepna szansa w drodze! 24.10.12, 11:20
      Nie marnuj sil.
    • darmowy1 Re: Czy straciłem szanse na darmowe lakierownie? 24.10.12, 13:18
      Może i miałbyś darmowy spray ale przy sprzedaży auta dodatkowy lakier budzi u kupującego najgorsze skojarzenia.
    • rraaddeekk Re: Czy straciłem szanse na darmowe lakierownie? 03.11.12, 13:25
      Chwalisz się brakiem kultury?
      Korona spadłaby ci z głowy, gdybyś wpuścił samochód z kończącego się pasa?
      Nie trawię takich cwaniaczków, którzy przeliczają czy opłaca im się zaryzosować samochód zamiast się uśmiechać i nawzajem pomagać w korku, to chcą marnować czas na lakierników.
      • qqbek No właśnie... 03.11.12, 17:46
        ...poza brakiem kierunkowskazu to ten z Audi zachował się przepisowo - wykorzystał dostępną przestrzeń i chciał wjechać "na zamek błyskawiczny".

        Dlaczego w tym dzikim kraju korzystanie z pasa do końca uchodzi za spryciarstwo, a nie za przejaw zdrowego rozsądku i dbałość o niekorkowanie jezdni za sobą?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja