Życie Kasi warte 30 złotych

IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.04, 20:07
W poniedziałek około trzeciej po południu w wypadku zginęła moja znajoma.

Nie sympatia, ale kumplowaliśmy się od ponad 20 lat, ja, jej siostra i moje
siostry. W ostatnich latach widywaliśmy się rzadziej, każdy miał pracy po
uszy, nie było czasu na wizyty…

Według policji Kasia była jedynym sprawcą wypadku. Jechała wąską lokalną
drogą wojewódzką przez las. Omijając pieszą na zakręcie zjechała na lewą
stronę drogi i zderzyła się czołowo z ciężarówką.
Potem akcja ratunkowa, helikopter, zmarła w szpitalu nie odzyskawszy
przytomności. Może i tak dla niej lepiej... Miała uszkodzony szyjny odcinek
kręgosłupa z bezwładem kończyn i zmasakrowane narządy wewnętrzne…

We wtorek pojechałem obejrzeć miejsce wypadku. Od paru lat pracuję jako
reporter. Naoglądałem się skutków różnych wypadków. Miejsca takich kolizji są
dla mnie jak otwarta książka. Podrapana jezdnia, przeorana trawa, plamy
oleju, czarne ślady hamowania, odłamki pojazdów, skopane pobocza mówią mi
wszystko.

To łagodny, niezbyt długi zakręt w lesie. Bez problemów można byłoby
przemknąć nim 100 km/h. Tyle że pobocza totalnie zarośnięte. Widoczność
marna. Przebieg wypadku według świadków, według policji i według tego, co
odczytałem ze śladów, dokładnie potwierdza, że do tragedii doprowadziła słaba
widoczność.

Osobówka wchodzi w zakręt w prawo.
Dość szybko, ponad 80 km/h.
Tak jeżdżą tu wszyscy, to łagodny zakręt.
Kasia zna tę trasę prawie na pamięć.
Niespodziewanie dostrzega kobietę idącą po jej stronie jezdni, po wewnętrznej
stronie łuku.
Dostrzega ją bardzo późno.
Wcześniej pieszą zasłaniały krzaki na poboczu.

„Niespodzianka” wywołuje odruch bezwarunkowy, jak u każdego kierowcy - ominąć
przechodnia!
Manewr udaje się, lecz zaskoczenie sprawia, iż jest niepotrzebnie zamaszysty.
(Dość łatwo gwałtownie zmienić pas ruchu, ale wyzwolona wtedy energia
odśrodkowa sprawia, że powrót na dawny tor jazdy nigdy nie jest równie
sprawny).
Wóz Kasi zjeżdża na przeciwny pas.

Drugie zaskoczenie i wielki pech.
W oczach rośnie przód ciężarówki z piaskiem jadącej z naprzeciwka.
Jej kierowca jest równie zaskoczony jak Kasia.
Zabraknie czasu na obronne manewry, hamowanie, strach…

Szacunkowa prędkość sumaryczna: minimum 140 km/h.
Stosunek wagi pojazdów: 1 do 20.
Zderzenie jest potężne…
Odpalająca poduszka gazowa nie pomoże. Zaszkodzi.
Fatalny błąd Kasi: nie zapięła pasów bezpieczeństwa.
Strzęp jej samochodu odbija się od ciężarówki.
Przelatuje kilkanaście metrów wstecz, znacząc ten ostatni „lot” olejem
bryzgającym z roztrzaskanego silnika.
Gwałtowny piruet, wrak nieruchomieje w rowie.
Uderzona ciężarówka zjeżdża na pobocze, po drugiej stronie szosy, taranując
krzaki.
Zatrzymuje się niespełna 20 metrów od punktu zderzenia, znaczonego głębokimi
szramami w asfalcie, wydrapanymi przez gnące się blachy…

Od chwili dostrzeżenia pieszej do momentu zderzenia nie upływają nawet 2
sekundy.

W tym tygodniu robimy akcję z przyjaciółmi. Nasze ręce, domowe kosy spalinowe
i piły pójdą w ruch. Doprowadzimy do ładu ten odcinek zarośniętego pobocza,
który był pośrednią (ale moim zdaniem decydującą) przyczyną tego wypadku.
Zaproszę na miejsce dziennikarzy lokalnych gazet, powtórzę im to co
przeczytaliście. A potem szczerze powiemy im co myślimy o stylu pracy
Wielkopolskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich Rejon Dróg w Szamotułach (od 15 lat
nie robi nic, poza bieżącym utrzymaniem dróg). Zapowiadam, że nie będzie to
jedyne miejsce, którym się zajmę.

Mam pecha kręcić dwie trzecie przebiegu po drogach utrzymywanych przez WZDW
Szamotuły. Nie zamierzam przeprowadzać się w najbliższym czasie, więc dla
dobra mojego i znajomych, w miarę swoich możliwości technicznych, poprawię te
drogi we własnym zakresie, tam gdzie będę uważać to za stosowne. Bez pytania
kogokolwiek o pozwolenie.

Znam mniej więcej koszty odkrzaczenia poboczy. I obliczyłem.
Dla rejonu dróg WZDW w Szamotułach życie Kasi było warte 30 zł. Słownie:
trzydzieści złotych.
Ktoś powinien rzucić ten śmieszny rachunek w twarz dyrektora RD WZDW
Szamotuły. Dyrektora, który od lat nie pracuje, lecz urzęduje.

Jutro pogrzeb Kasi. Miała 30 lat. Kilka miesięcy temu wyszła za mąż.
    • cracovian smutne... 07.07.04, 20:14
      ...ale kto dzisiaj nie zapina pasow? Gdyby nie ten zakret to bylby nastepny -
      to przeciez tylko kwestia czasu.
    • Gość: pro Czy mozesz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.04, 20:22
      napisac gdzie dokladnie to bylo. To dla mnie istotne, jako pewna przestroga na
      przyszlosc. Dosc dobrze znam te okolice, wiec jadąc pewnie rozpoznam.

      • rapid130 Re: Czy mozesz 07.07.04, 23:29
        Gość portalu: pro napisał(a):

        > napisac gdzie dokladnie to bylo. To dla mnie istotne, jako pewna przestroga
        na przyszlosc. Dosc dobrze znam te okolice, wiec jadąc pewnie rozpoznam.

        Droga jest lokalna, acz wojewódzka, nr 140 Wronki - Jasionna - Krucz -
        Ciszkowo. "Trefny" (zarośnięty) jest odcinek na terenie powiatu szamotulskiego,
        czyli Wronki - Jasionna. Dalszy odcinek, pod opieką WZDW RD Czarnków, jest
        lepiej utrzymany.
        • Gość: pro OK. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.04, 23:37
          Znam drogę dobrze - dziesiątki lub wiecej razy razy jezdzilem. Ale to bardzo
          trefna, wąska i leśna droga. Pelno dziur w niej zawsze bylo. I do Jasionnej i
          od Jasionnej - ale cos tam remontowali pare lat temu. Teraz jezdze jeszcze
          gorsza droga Wieleń - Przesieki i zawsze mam duszę na ramieniu jak nią jade.
          Mijać się nie da (zreszta na tej, co piszesz też się nie dawalo dobrze mijac -
          tylko z wjazdem na pobocze). Te drogi są bardzo niebezpieczne. Ale masz racje -
          chyba od Jasionnej polozyli nowy asfakt, bo kiedys tam byl już jeden nowy pas
          asfaltu. Przykro mi z powodu Twojej przyjaciolki. Ta opowieśc niech bedzie
          ostrzeżeniem - np. dla mnie, bo bywa, ze jezdze tamtedy dosc szybko.
          Pozdrawiam.



          • Gość: Kadett_e Re: OK. IP: *.lubin.dialog.net.pl 07.07.04, 23:50
            Wiem coś na temat drogi Wieleń - Przesieki - to jak odcinek specjalny rajdu.
            Tylko czesto można tam trafić np na ciężarówkę.
            Współczuję zawieszeniu Twojego autka, chyba, że zrobili coś z dziurawym
            asfaltem tej superwąskiej dróżki
            Pozdr.
            • Gość: pro Serio - IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.04, 00:00
              od dziś już jeżdżę tamtędy wolniej i uważniej. Boże, bywało, ze jechalem tam
              100 km/h!!! Jak o tym teraz pomyślę to mi się słabo robi :((( Ale ta droga ma
              coś w sobie dziwnego - tam wielu tak pruje. Ciezarowy tam sie pojawiają w
              tydzien. W weekend ich nie ma. Alez ten los był dla mnie łaskawy. Co do
              zawieszenia - fakt, nie każdy wóz wytrzyma.
              • Gość: Kadett_e Re: Serio - IP: *.lubin.dialog.net.pl 08.07.04, 00:11
                Sam nie pamiętam, czy Kuźnica Żelichowska to jest przy tej trasie? Pamiętam jak
                tam przed kuźnicą miałem kiedyś podobną sytuację - pijany rowerzysta. Gdyby
                cokolwiek jechało z przeciwka to pewnie bym tu teraz nie pisał... Swoją drogą
                na takich drogach powinno się ZAWSZE jeździć na światłach mijania...
                • Gość: pro Jeżdzę na IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.04, 00:16
                  okrąglo na swiatlach mijania - caly rok i wszedzie. W tej kwestii nie
                  dyskutuje - to oczywiste, ze tak nalezy robic (tylko kwestia czasu, kiedy to
                  wprowadza). Tak, Kużnica Ż. jest przy tej trasie - maly oddech bo tam jest
                  troche lepszego asfaktu na ok. 300 m.
                  • Gość: Kadett_e Re: Jeżdzę na IP: *.lubin.dialog.net.pl 08.07.04, 00:26
                    Tak - o ile pamiętam dobry asfalt, ograniczenie do 40 i przejazd przez tory
                    kolejowe, które od kilkunastu lat sa opuszczone...
                    Wiem, sam jeżdżę na światłach cały czas i wściekam się jak ktoś najeżdża na to
                    i usiłuje wmówić, że to niebezpieczne. Mam nadzieje, ze niedlugo bedzie nakaz
                    jazdy na swiatlach mijania caly tok.. moze to uratuje choc jedno zyci ludzkie.
                    Warto chocby dla jednego...
          • Gość: 130rapid Re: OK. IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.04, 23:53
            Dziury na tej drodze to już (prawie) historia.
            Nie jest już ekstremalnie wąsko.

            Rok temu z okładem szosa doczekała się poszerzenia i nowego asfaltu na
            dotychczas najgorszym odcinku (prawie 10 km). Teraz od Ciszkowa do Wronek
            jedziesz stale po doskonałej, gładkiej jezdni, acz o szerokości tylko 5,0-5,5
            m. Wyjątek to odcinek w Jasionnie, około 1 km dziur w starym stylu.

            Dla mnie przypadek Kasi to też jest ostrzeżenie. Chociaż ona miała naprawdę
            okrutnego pecha, znaleźć się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze.
            Od paru dni jeżdżę wolniej po zarośniętych zakrętach.
    • Gość: Kadett_e polskie drogi i wypadki IP: *.lubin.dialog.net.pl 07.07.04, 20:38
      Przykro czytac cos takiego...wole sie nie zastanawiac, co mysli rodzina itd...
      Ja przyznam, ze kiedys cudem uszedlem z zyciem na polskich drogach:
      Piekna prosta droga, zadnych zakretow ani wiosek wiec jechalem szybciej niz
      pozwalaja przepisy (ok 130km/h). Nagle zblizajac sie do wzniesienia odruchowo
      zdjalem noge z gazu (samochod mial dosyc mocny silnik i pod górkę "szedł
      równo).
      Pamiętam ten moment - dojeżdżam do końca wzniesienia i przed soba nie widze
      drogi. Ułamki sekundy, obrót głowy w lewo i ... droga zakręcała pod kątem
      90stopni w lewo. Dobrze pamiętam, że na prędkościomierzu miałem niecałe 90km/h.
      Udało się - samochód wspaniale trzymał sie drogi i udało mi się wyjść z
      zakrętu. Potem kiedy roztrzęsiony wyszedłem z samochodu i cofnąłem sie do tego
      zakrętu widziałem mase śladów opon kończących sie w głebokim rowie. Cofnąłem
      się bardziej - nie było nigdy śladu po żadnym znaku ostrzegającym o wzniesieniu.
      Uratował mnie instynkt i oczywiście szczęście... wiem - zaraz usłyszę, że na
      polskich dorgach nie jeździ sie 130km/h ale z ręką na sercu odpowiadam, że
      czasem jazda zgodnie z przepisami to katorga. Nie bez znaczenia był tez
      samochód - maił świetne hamulce a do tego rewelacyjnie trzymał się w zakrętach.
      Jak chodzi o pasy, to nie ukrywam, że kiedyś uratowały mi życie (tamten wypadek
      to inna historia - akurat wtedy jechaliśmy zgodnie z przepisami a ktos inny
      zdecydowanie niezgodnie).
      Jeszcze 3 grosze o światłach. Są miejsa, gdzie np osoba włączająca się do ruchu
      (dokładniej jest takie miejsce gdzie zjezdza się z autostrady ze Zgorzelca w
      kierunku na Legnice - kto jezdzi to wie, ze do Legnicy nie jeżdzi sie
      autostrada bo szkoda zawieszenia). Więc wracajac do swiatel mijania - jezeli
      jadacy droga w kierunku Bolesławca maja zapalone światła mijania, sa świetnie
      widoczni, inaczej np. szare auta sa prawie niewidoczne (zasłania je barierka
      wiaduktu nad autostradą) i naprawdę może być niebezpiecznie.
      Pozdrawiam
    • Gość: Bikerzzz Re: Życie Kasi warte 30 złotych IP: *.chello.pl 08.07.04, 00:41
      Wyrazy zalu i współczucia....
      Niemniej jednak kasia nie zacowała nalezytej ostrozności...
      • Gość: Gosia Re: Życie Kasi warte 30 złotych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.04, 12:25
        > Niemniej jednak kasia nie zacowała nalezytej ostrozności...

        A kto z ręką na sercu taką ostrożność ZAWSZE zachowuje... :-( Jesteśmy tylko
        ludźmi.
        Tak, ten tekst też będzie dla mnie ostrzeżeniem. Szkoda, że tak tragicznym.
        Rapid, wyrazy współczucia.

        Właściwie wyrazy współczucia należą się nam wszystkim. Żyjemy w kraju, gdzie
        dziurawe, źle oznakowane, niebezpieczne drogi są normą. I kiedy dojdzie do
        wypadku, nikt nie ponosi za to winy. Oprócz kierowcy i pasażerów oczywiście, bo
        to oni tracą swoje zdrowie a nawet życie. "Według policji Kasia była jedynym
        sprawcą wypadku" - jakie to typowe, prawda?

        Ciekawa jestem czy zdarzyło się w Polsce, że ktoś wytoczył sprawę
        jakiemukolwiek Zarządowi Dróg, z powodu wypadku, narażenia zdrowia i życia czy
        choćby zepsutego samochodu? Może czas zacząć?


        Ps. Rapid, bardzo dobry ten tekst.
    • nelu Re: Życie Kasi warte 30 złotych 08.07.04, 13:53
      Niestety takich wąskich, krętych, źle wyptrofilowanych i z zarośniętymi
      poboczami dróg jest w Polsce bardzo wiele. Sam mieszkam w okolicy obfitującej w
      takowe. Niestety u nas np. z poprawą oznakowania, czy z tak oczywistą rzeczą
      jak koszenie pobocza czeka sie, aż coś sie stanie. Po wypadku jest wielkie
      halo, przez miesiąc głośno o sprawie, a po jakimś czasie wszystko cichnie i
      wraca do "normy".
    • Gość: Jarek Re: Życie Kasi warte 30 złotych IP: 217.8.186.* 08.07.04, 18:09
      Wyrazy współczucia.

      ot, samo życie. Życie???

      :-(
    • kierowiec1 Smutne i tragiczne, ale... 08.07.04, 20:33
      Jest rzecza zrozumiala i naturalna, ze w pierwszej chwili, razony wiadomoscia i
      bolem, szukasz winy u innych, niz u samej ofiary.

      Jednak kiedy sie juz uspokoisz, sam dojdziesz do wniosku, ze w tym konkretnym
      wypadku jedynym winnym i odpowiedzialnym jest sama ofiara.

      Piszesz, ze znala droge. Znala i wiedziala, ze widocznosc jest zla, ale jechala
      powyzej swoich mozliwosci! I w dodaku niezapinajac pasow.

      Wszelkie gadania o pechu, o byciu w niewlasciwym momencie w niewlasciwym
      miejscu etc to tylkobzdurne odwracanie uwagi od zasadniczej kwestii
      odpowiedzialnosci prowadzacego pojazd - jechac tak, aby moc sie zatrzymac na
      widzialnym obszarze drogi.

      Miejsca o ograniczonej widocznosci byly, sa i beda naturalnym objawem na
      drogach. A psim obowiazkiem kierujacego jest sie odpowiednio na takich
      miejscach zachowywac.

      Tragiczne, ze sa SWOJ WLASNY blad ona zaplacila zyciem, a jej bliscy strata
      ukochanej osoby.
      Pozytywne, ze poza osoba za wypadek odpowiedzialny nikt inny nie ucierpial
      zdrowiem i zyciem. A okazje do tego byly.

      Nie unos sie od razu za kalanie pamieci umarlej. Ale przemysl sprawe i przebieg
      i wyciagnij wnioski.

      I nie szukaj winy u osob i czynnikow za ta smierc zupelnie nieodpowiedzialnych.

      Pozdr.

      K.
      • Gość: TO JA Re: Smutne i tragiczne, ale... IP: *.honeywell.com 08.07.04, 20:51
        Moj komentarz bylby dokladnie taki sam ale obawialem sie ze spowoduje lawine
        nieprzyjaznych odpowiedzi. Nadmierna predkosc i niezapiete pasy, czego jeszcze
        potrzeba? Nie istnieje cos takiego jak wypadek. Istnieja tylko skutki czyjegos
        braku wyobrazni.
        P.S. Do autora oryginalnego postu: Czy wyciecie krzakow nie spowoduje ze
        kierowcy beda w tym miejscu jezdzili szybciej?
        • Gość: AdM Re: Smutne i tragiczne, ale... IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.04, 21:03
          Gość portalu: TO JA napisał(a):
          > P.S. Do autora oryginalnego postu: Czy wyciecie krzakow nie spowoduje ze
          > kierowcy beda w tym miejscu jezdzili szybciej?

          To już troszkę przesada. Kierując się tą logiką można udowodnić celowość
          przyciemniania fabrycznie przedniej szyby lub wprowadzenia dowolności stronności
          (jast taki wyraz?) ruchu jazdy.
          • Gość: TO JA Re: Smutne i tragiczne, ale... IP: *.honeywell.com 08.07.04, 21:08
            Przeczytalem ale nie kapuje kompletnie. Co moja i Twoja wypowiedz maja
            wspolnego?
            • Gość: AdM Re: Smutne i tragiczne, ale... IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.04, 21:15
              No to jeszcze raz. Czy uważasz, że jak gorzej widać i trzeba jechać wolniej to
              jest bezpieczniej?
              • Gość: TO JA Re: Smutne i tragiczne, ale... IP: *.honeywell.com 08.07.04, 21:23
                Oczywiscie. Aczkolwiek w Polsce nawet jakby nic nie bylo widac to kierowcy
                jechaliby dalej. Potem zastanawialiby sie dlaczego na cos najechali.
                • Gość: AdM Re: Smutne i tragiczne, ale... IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.04, 22:23
                  Gość portalu: TO JA napisał(a):

                  > Oczywiscie.

                  No właśnie. Idąc tym tropem zlikwidujmy kodeks drogowy. Będzie trzeba bardziej
                  uważać i będzie mniej wypadków. Asfalt proponuję regularnie polewać olejem,
                  stawiać jakieś znaki dla zmyłki i wpuścić pieszych na jezdnie. Jeździlibyśmy
                  pewnie dużo wolniej. I o to przecież chodzi, nie? "Kierowca skupiony to
                  kierowca bezpieczny".
        • Gość: 130rapid Re: Smutne i tragiczne, ale... IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.04, 22:06
          Gość portalu: TO JA napisał(a):

          > P.S. Do autora oryginalnego postu: Czy wyciecie krzakow nie spowoduje ze
          > kierowcy beda w tym miejscu jezdzili szybciej?

          Wiesz, to już jest trochę niebezpieczne rozumowanie...

          Owszem, można pozostawić wszystkie utrudnienia na drogach, drogowe pułapki,
          zaskakujące rozwiązania inżynieryjne, itp. Kierowcy pewnie będą bardziej
          uważać, prowadzić czujniej, ostrożniej. Będą teoretycznie rzadziej zasypiać
          za kierownicą. Niestety, wytrzymałość psychofizyczna człowieka ma swoje
          granice.

          Przejedź 300 km po Polsce i 300 km w Niemczech. I potem porównaj poziom
          fizycznego i psychicznego zmęczenia po pokonaniu tego dystansu w obu krajach.
          Wynik jest oczywisty. Pamiętaj, że zestresowany, zmęczony kierowca jest
          zagrożeniem dla otoczenia.

          P.S.
          Jakiś czas temu przeraził mnie dyrektor zarządu dróg (akurat nie tego
          opisywanego, innego). Rozumował podobnie. Podałem mu przykład fatalnej
          widoczności w pewnym punkcie.

          Wyobraź sobie. Zakręt w prawo. Historyczny pech sprawił, że na zakręcie jest
          skrzyżowanie. Boczna droga odbija od głównej w lewo. Aby skręcić w nią z
          głównej drogi (z kierunku z którego patrzysz) trzeba czujnie wypatrywać
          pojazdów wyłaniających się z przeciwka, z ciasnego zakrętu.

          Kłopot w tym, że wiosną pobocze po wewnętrznej stronie łuku oczywiście
          zarosło i widoczność "siadła" do kilkunastu metrów.

          Od chwili wyłonienia się nadjeżdżającego z naprzeciwka, do chwili gdy
          przeleciał przez skrzyżowanie upływały najwyżej 2 sekundy.

          Rosyjska ruletka.

          Jeśli musiałem, skręcałem w tę drogę na raty ;-) Przejeżdżalem normalnie
          zakręt, po 100 metrach zawracałem i zjeżdżałem z głównej drogi na zakręcie
          bez przekraczania przeciwnego pasa, bezpiecznie skręcając w prawo.

          - Po co tam kosić pobocze? Przynajmniej kierowcy bardziej uważają! -
          stwierdził pan dyrektor.

          Cholera, on nie żartował!
          • Gość: TO JA Re: Smutne i tragiczne, ale... IP: *.honeywell.com 09.07.04, 00:47
            Jezeli przy slabej widocznosci jezdza szybko, tak ze musza wykonywac nagle
            manewry na widok pieszego, to przy wiekszej widocznosci beda jechac jeszcze
            szybciej. Nie wiem dlaczego to jest nielogiczne. Tu chodzi o cos innego. Droga
            byla pewnie zbudowana dziesiatki lat temu gdy ruch byl znikomy a predkosci
            rzedu 40-60 km/h. Teraz po tej samej drodze zasuwaja dwa razy szybciej. Dopoki
            ludzie beda jezdzic za szybko jak na aktualne warunki to wypadki beda niestety
            nastepowaly. Gdyby Twoja znajoma jechala wolniej (i miala zapiete pasy) to
            pewnie by ten wypadek przezyla albo w ogole by do niego nie doszlo. Naprawde mi
            przykro ale tak uwazam. Zderzenie czolowe przy 80 km/h jest do przezycia jak sa
            pasy i poduszka. Zawsze wina jest zwalana na droge, deszcz, drzewo, pieszego,
            a jakos nigdy na nadmierna predkosc z ktora jechala ofiara wypadku.
      • Gość: 130rapid Re: Smutne i tragiczne, ale... IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.04, 23:25
        kierowiec1 napisał:

        > Jest rzecza zrozumiala i naturalna, ze w pierwszej chwili, razony wiadomoscia
        i bolem, szukasz winy u innych, niz u samej ofiary.
        >
        > Jednak kiedy sie juz uspokoisz, sam dojdziesz do wniosku, ze w tym konkretnym
        > wypadku jedynym winnym i odpowiedzialnym jest sama ofiara.

        Byłem na miejsca wypadku już po ochłonięciu z pierwszego szoku.
        Nie z potrzeby zapalenia kolejnej świeczki, z czystej dociekliwości (Dlaczego?)

        Kasia była sprawczynią wypadku. To fakt.
        Ale nie mam wątpliwości, że nie tylko ona zawiniła.

        Przypisuję Kasi 50 % winy. Nie spodziewała się przeszkody na zakręcie lub za
        nim, a powinna wziąć pod uwagę taką możliwość. Jechała za szybko.

        Co najmniej drugie tyle należy się zarośniętemu poboczu. Dobra widoczność
        pozwoliłaby dostrzec pieszą wcześniej. Dałaby kilka bezcennych sekund czasu na
        spokojny, bo zaplanowany manewr ominięcia. Byłaby rezerwą bezpieczeństwa na
        wypadek błędów Kasi.

        Drobny ułamek procenta winy ponosi też piesza (!) Jeśli ja spaceruję drogą bez
        poboczy, to na zakręcie idę zawsze po zewnętrznej stronie łuku. Widać mnie z
        dużo większej odległości. Jest mniejsze prawdopodobieństwo, że wystraszę swoją
        obecnością jakiegoś kierowcę. Wymóg zejścia z jezdni na pobocze, gdy coś
        nadjeżdża, jest oczywisty.

        W tej katastrofie drogowej krystalicznie czysty jest tylko kierowca ciężarówki,
        choć próbował stroić się na bohatera. Rzekomo zjeżdżał do rowu, bo widział co
        się święci. Nieprawda. Zjazd do rowu był tylko skutkiem zderzenia. Do miejsca
        kolizji wszystkie koła ciężarówki były na asfalcie, prawe zaczęły zjeżdżać na
        pobocze dopiero po 2-3 metrach.

        Oburza mnie powierzchowne opisywanie kolizji / wypadków przez policję. To rzecz
        powszechna. Wynika przede wszystkim z tego, że panom policjantom zwyczajnie nie
        chce bawić się w detektywa drogowego. Czasu miewają wystarczająco dużo. Po tym
        wypadku szosa była zamknięta przez dwie godziny. To wystarczyłoby nie tylko na
        zrobienie rutynowych pomiarów, rysuneczków, przywiezienie prokuratora, itp.

        Nie miałbym żadnych uwag do pracy policji, gdyby w protokole z wypadku znalazła
        się choćby dyplomatyczna sugestia dla zarządcy dróg, że zarośnięte pobocze
        mogło być okolicznością sprzyjającą do zaistnienia wypadku. Oczywiście,
        sugestia powinna zakończona stwierdzeniem, że pobocze wypadałoby jak
        najszybciej skosić. Lepiej późno niż wcale.

        Niestety, takie zapisy mogą być niebezpieczne z punktu widzenia prawnego.
        Dla rodzin ofiar wypadków byłyby niezłym argumentem do wytoczenia sprawy w
        sądzie przeciw zarządcy drogi o zaniedbanie.

        Dlatego w notatkach policji ich nie ma.
        Dlatego polskie statystyki przyczyn wypadków są powierzchowne i nie obrazują
        stanu faktycznego.
        Dlatego nasze drogi będą marne jeszcze długie lata.

        > Piszesz, ze znala droge. Znala i wiedziala, ze widocznosc jest zla, ale
        jechala powyzej swoich mozliwosci! I w dodaku niezapinajac pasow.

        Dobra znajomość trasy była dla niej zgubna.
        Jeździła tamtędy kilkanaście razy w miesiącu. Pewnie robiła to już rutynowo i
        automatycznie. I sądzę, że nie miała na tej drodze podbramkowych sytuacji...

        Braków pasy... Cóż, fatalny błąd.
        I potwierdzenie, że rodzice muszą ZAWSZE dawać dobry przykład dzieciom.
        ZAWSZE prowadzić samochód z juniorami na pokładzie bezpiecznie, rozsądnie, z
        umiarem, zgodnie z przepisami. Rodzicom Kasi (dotąd) też często zdarzało się
        nie zapinać pasów.

        > Wszelkie gadania o pechu, o byciu w niewlasciwym momencie w niewlasciwym
        > miejscu etc to tylkobzdurne odwracanie uwagi od zasadniczej kwestii
        > odpowiedzialnosci prowadzacego pojazd - jechac tak, aby moc sie zatrzymac na
        > widzialnym obszarze drogi.

        Coś jednak jest na rzeczy z tym pechem.
        Znam kilku kierowców, którzy od 15-30 lat jeżdżą nie licząc się z żadnymi
        przepisami, może poza nakazem jazdy prawą stroną jezdni. Kręcą po 50 tys. km
        rocznie i więcej. I mają czyste konta, żadnych poważnych wypadków, drobne
        otarcia parkingowe. A parę miesięcy temu, ponoć rozsądnie jeżdżącego na co
        dzień Janusza Kuliga rozniósł pociąg.

        > Nie unos sie od razu za kalanie pamieci umarlej. Ale przemysl sprawe i
        przebieg i wyciagnij wnioski.

        Nie będę się unosić.
        Burze mózgów bywają drażliwe, ale w efekcie przynoszą dużo ożywczego ozonu ;-)

        > I nie szukaj winy u osob i czynnikow za ta smierc zupelnie
        nieodpowiedzialnych.

        Zbyt łatwo zwalnia się ich z odpowiedzialności.
        Oczywiście, karanie sądem kierownika zarządu dróg byłoby głębokim
        nieporozumieniem. W ten sposób za pół roku nie byłoby chętnych do zajmowania
        tego typu stanowisko.

        Chodziło mi raczej o to, żeby ci, którzy decydują o naszych drogach pracowali
        rzetelnie, najlepiej jak potrafią. Ideałem byłoby gdyby czynili to z powołania.

        Znam kilku takich dyrektorów zarządów dróg. Oni są pocieszającym przykładem, że
        można zrobić wiele dobrego bez wielkich kosztów, bez ciągłego biadolenia, że
        nie ma na nic pieniędzy.

        Tylko to są dyrektorzy tej kategorii, że trudno ich złapać w biurze.
        Wychodzą zza biurek, wsiadają w prywatny samochód, albo rozsypujące się
        służbowe Cinquecento, na miejscu wyciągają roboczy kombinezon z bagażnika i
        osobiście włażą pod most, żeby sprawdzić czy się nie sypie.
    • mejson.e5 Gra się tak, jak przeciwnik pozwala... 09.07.04, 00:41
      Popieram stanowisko Kierowca1 - zła widoczność powinna skłonić Kasię do
      zwolnienia a nie jazdy "na pamięć".
      Pamięć, co do ukształtowania drogi, a nie co do obecności na niej innych
      użytkowników, np. pieszych.

      Mieszczenie sie w zakrętach bez pisku opon nie oznacza wcale jazdy z prędkością
      bezpieczną.

      Codziennie jeżdżę drogą z zarośniętymi poboczami, drzewami wzdłuż niej dającymi
      maskujący efekt drabinki cieni.
      Znam ją na pamięć.
      W zimie dorobiła się wielu dziur i prawie każdy oprócz wielkich ciężarówek i
      terenówek, jeździł tam wolno - góra 70/h.

      Teraz dziury zniknęły, ale nie jeżdżę wcale szybciej - mniej wypatruję problemów
      w nawierzchni a bardziej za niewidocznymi łukami.

      Mimo, że drogę znam na pamięć - nie jeżdżę szybko, mimo że nie ma tam ograniczeń
      predkości.

      Dobrze byłoby mieć widoczne łuki i gładką nawierzchnię.

      Ale jeśli tego nie ma, to od tego mamy rozsądek, by dostosować styl jazdy do
      warunków.

      Smutne gdy traci życie ktoś tak młody, jak Kasia.

      Ale ona świadomie nie zapięła pasów.

      A jeszcze smutniej byłoby, gdyby zabiła pieszego - ten nie miał wyboru.
      Nie miał pasów, mógł najwyżej uciec na pobocze.

      Dzięki za ten wątek, rapid. Już widzę, że ostrzegł wielu beztroskich - może
      ocaliłeś czyjeś życie, kto wie?

      Pozdrawiam,

      Mejson
Pełna wersja