tommi24
03.01.14, 12:21
W związku z początkiem Nowego Roku, jak wiemy niestety... na drogach... bardzo przykrym i smutnym początkiem... coś odrobinę "ku pokrzepieniu serc" i powiedzeniu sobie po raz kolejny : staraj się !!! nie rezygnuj !!! pracuj nad sobą !!!
Na Święta Bożego Narodzenia jechałem z żoną do teściów. Droga krajowa nr 7 kierunek Warszawa - Kraków. Staram się jeździć w sposób zgodny z przepisami, ewentualnie tolerowalne + 10 km/h i tu muszę się podzielić następującą obserwacją :
Jeżdżę tą trasą dziesiątki razy w roku i chyba pierwszy raz zdarzyło mi się spotkać kogoś jadącego podobnie jak ja, tzn. miałem człowieka najpierw za sobą, później troszkę przed sobą w każdym razie nie musiałem nawet myśleć o naciskaniu na hamulec, aby trzymać się w równej odległości od jego auta, a potrzeby wyprzedzania nie było w ogóle.
Był to (prawdopodobnie, bo było już ciemno) czarny Opel Insignia o numera WD.... (tak, z Warszawy - i raczej to nie policyjny radiowóz) na pewno miał mocne światła ksenonowe (może niezbyt dobrze ustawione), bo jak był za mną to trochę trudno było spoglądać w lusterka... dlatego wolałem mieć go przed sobą :-)
Ale aż przyjemnie było popatrzeć, że ktoś reaguje na znaki jakie widzi na drodze... wjeżdża w obszar zabudowany to jedzie 50-55 km/h, wyjeżdża z tego obszaru przyspiesza do prędkości jaka w danym miejscu obowiązuje.
Po prostu płynnie, spokojnie i bezproblemowo.
Miło jest wiedzieć, że przed sobą ma się kogoś kto patrzy na znaki i w ogóle reaguje na sytuację.
Podobne przypadki zachowań jak do tej pory zdarzało mi się zauważać (znacznie częściej) głownie w Niemczech.
Np. na odcinku autostrady gdzie nie obowiązuje ograniczenie prędkości, osoba prowadząca np. Mercedesa ze znaczkami AMG i używająca sporej części mocy silnika, jak zbliża się do znaku 120 to mimo iż ma przed sobą puściuteńką wstęgę autostrady zwalnia do prędkości w okolicach tego co widnieje na znaku (pewnie, że jest wiele wyjątków, ale takie zwalnianie jest tam zdecydowanie normą, a nie wyjątkiem), o jeździe w mieście to nawet nie ma co mówić, bo przecież jechać 50 km/h to żaden wstyd i nikt nie będzie miał do człowieka pretensji, że jest zawalidrogą.
Wracałem w drugi dzień Świąt - na drodze pustka... zero (słownie : ZERO) przekroczenia prędkości w stosunku do obowiązujących na drodze przepisów i znaków... i... prawy pas na ekspresówce spod Radomia do Warszawy, stała prędkość 120 km/h. Czas przejazdu ok. 2h i kilka minut, a zwykle jest to ok. 2 h 25 min (oczywiście nie od Krakowa :-), tylko mniej więcej w połowie drogi (okolice Skarżyska-Kamiennej).
Chcę tylko napisać, że płynna jazda zgodna ze (czasem nawet nie do końca zrozumiałym w danym miejscu) znakiem ograniczenia prędkości jest zupełnie OK.
Wiem, że opisany powyżej kierowca Opla Insigni... to tylko jeden przypadek, ale... można. Mnie napawa on odrobinką optymizmu.
Bo do tej pory jeżdżąc tą drogą to czasem starałem się liczyć kwoty mandatów (bez zbytniej skrupulatności) za różne wykroczenia (oprócz prędkości) jakie widywałem przed sobą lub za sobą w trakcie jednego przejazdu w jedną stronę... po paru przejazdach przestałem jednak liczyć, bo okazało się kwota jaką "uzbierałem" swobodnie wystarczyła by mi na wycieczki do teściów przez cały rok i jeszcze sporo by zostało (a często tam jeżdżę :-)).
A już na pewno miałbym używanie jako policjant w nieoznakowanym radiowozie :-) Bez większego problemu dostałbym tytuł "najbardziej efektywnego z drogówki" za ilość wystawionych mandatów. Na swoją pensję i paliwo do radiowozu na cały rok zarobiłbym już pewnie po niecałym pierwszym tygodniu jazdy i to bez żadnego przykładania się do poszukiwania "łamiących przepisy".
Ale kierowcę z tej Insigni też bym zatrzymał na moment - i pogratulował postawy :-)
Szerokiej drogi w Nowym Roku i dużo Życzliwości - nie tylko na drodze !