mejson.e
24.10.04, 00:09
Jak ja nie cierpię Skody!!!
Ale - po kolei.
Zaczęło się to w drugiej połowie lat siedemdziesiątych.
Wtedy to mój ojciec i jego sąsiad za wyróżniającą się pracę w
socjalistycznym zakładzie, otrzymali asygnaty na nowe samochody.
Mogli wybierać - duży Fiat, Wartburg 353W albo Skoda 105.
Ojciec wybrał Fiata a sąsiad Skodę.
W domu ojciec często podśmiewał się z sąsiada mówiąc, że kupił
samochód bez jaj i prestiżu.
Gdy królowały kartki na benzynę, ojciec swój zapas oszczędzał na urlop
- zimą jeździł autobusem a znajomy czołgista pomagał mu w konserwacji
nieużywanego auta - odciążanie opon, olej w cylindrach itd.
A sąsiad kilka razy w tygodniu odpalał swojego i jeździł
- czasami bezczelnie podjeżdżał na przystanek i odsuwając szybkę proponował
z ciepłego wnętrza, ze podwiezie! Ojcie mimo mrozu czy słoty nigdy
nie skorzystał.
Co dziwne - w lecie sąsiad pojechał na wakacje w to samo miejsce co ojciec -
chyba kradł benzynę, bo skąd miałby zapas na 800 km, jak co miesiąc
przysługiwało tylko 30 litrów?
Przez dziesięć lat ojciec dwukrotnie zmieniał samochody a sąsiad nie -
kupił po dwunastu latach Skodę Favorit kombi - Furmana i jeździ nią do
dzisiaj!
Ojciec ostatnio wylądował przez sąsiada w szpitalu - gdy dowiedział
się, że sąsiad kupił sobie domek pod miastem i wyprowadza się z naszego bloku.
Ojciec nie mógł zrozumieć, jak taki szmaciarz mógł odłożyć tyle
grosza zarabiając przecież tyle samo co on, podczas gdy mnie wysyłano do
trzepania dywanów po ciemku, żeby dziur w nich nie było widać.
Ojca krew zalała i wylądował na kilka dni w szpitalu z podejrzeniem
zawału.
A z synem sąsiada pracujemy w tym samym zakładzie.
Cdn...
Mejson