Dodaj do ulubionych

Pora pośmiać sie z samych z siebie...

14.04.21, 15:39
Myślę, że każdy ma jakąś historyjkę, gdzie wyszedł na głupka a że śmiech to zdrowie, to ja zaczynam.
Czasy dość odległe, bo są to czasy premiery filmu Avatar. Pewnie z 10 lat minęło, jak nie więcej. Jest to film 3d, co jak się później okaże, ma spore znaczenie. Kino, okulary 3d, projekcja. Film niezły, ale do zapomnienia. Podobnie z efektami. Jakiś czas po projekcji spotkałem nawiedzonego kolegę, fana kina 3d, który zaczął mi tłumaczyć, że aby w pełni odebrać ten film, to nie żadne Cinema City, Multikina itd, tylko i wyłącznie Imax, kino stworzone do 3d. Mało tego, że Imax, to czwarty rząd, miejsce 8, czyli idealnie w środku rzędu. Tylko tam można w pełni odczuć magię 3d, bo obrys okularów schodzi się z obrysem ekranu. Myślę, sobie spróbuję odczuć tą magię, tę. Wybrałem się w jakiś dzień roboczy do Imax-a, na godz. 11.00, żeby kino było puste. Faktycznie sala pusta, tylko w czwartym rzędzie siedzi jakieś starsze małżeństwo. Na szczęście nie pośrodku tylko delikatnie obok środka. Ładuję się w ten czwarty rząd, oni siedzą na miejscu 6 i 7, ale (o naturo złośliwa) na miejscu 8 położyli kurtki. Pytam się zatem grzecznie pana, no bo chce w pełni odczuć to 3d, czy mógłby zabrać te kurtki, bo chciałbym tu usiąść (przypominam cała sala pusta, oni są jedynymi widzami). Pan popatrzył na mnie jak na zbiega ze szpitala przy Babińskiego (dla niezorientowanych, jest to szpital psychiatryczny w Krakowie) i pyta się, dość przytomnie: ale to akurat tutaj musi pan siedzieć? Tak- odpowiadam pewnie i stanowczo. Wzięli kurtki, przesiedli ze cztery rzędy wyżej, bo zdali sobie sprawę, że z konkretnym świrem mają do czynienia i nie ma co ryzykować konfrontacji.
Jeżeli chodzi o efekty, nie zauważyłem żadnej różnicy w porównaniu z pierwszą projekcją, ale przynajmniej na imprezkach, jest co opowiadać.


Obserwuj wątek
    • jeepwdyzlu Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 14.04.21, 15:50
      1988 rok. Berlin Zachodni.
      Ja pierwszy raz na Zachodzie.
      Świeżo po lekturze Dzieci z Dworca ZOO.
      Wysiadam z Sbahnu na Dworcu Zoo właśnie, na korytarzu siedzi żebrak. Pierwszy raz w życiu widzę żebrzącego. W kieszeni mam 40 marek i pyszną kanapkę z szynką konserwową (Krakus, z Pewexu).
      Żal mi żebraka bidul na pewno głodny, podaję mu swoją kanapkę. Bierze ją w dłoń, ogląda i jak nie jebnie ją we mnie wykrzykując wiąchę z której zrozumiałem tylko Scheisse i Dummkopf...
      • jeepwdyzlu Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 14.04.21, 15:55
        Rok później, znów Berlin, ja autem (garbus) na zakupach. Jakiś dom towarowy na Kudammie. Garbus na parkingu podziemnym. Po.zakupachy wyjeżdżam. Nie mogę znaleźć wyjazdu. Kręce się w kółko. I w kółko. Nie ma wyjazdu. Kurwa labirynt. W końcu proszę kogos o pomoc, ten wsiada i pomaga wyjechać na ulicę. Bez niego jeździłbym do dzisiaj...
      • hukers Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 14.04.21, 16:07
        jeepwdyzlu napisał:

        > 1988 rok. Berlin Zachodni.
        > Ja pierwszy raz na Zachodzie.
        > Świeżo po lekturze Dzieci z Dworca ZOO.
        > Wysiadam z Sbahnu na Dworcu Zoo właśnie, na korytarzu siedzi żebrak. Pierwszy r
        > az w życiu widzę żebrzącego. W kieszeni mam 40 marek i pyszną kanapkę z szynką
        > konserwową (Krakus, z Pewexu).
        > Żal mi żebraka bidul na pewno głodny, podaję mu swoją kanapkę. Bierze ją w dłoń
        > , ogląda i jak nie jebnie ją we mnie wykrzykując wiąchę z której zrozumiałem ty
        > lko Scheisse i Dummkopf...
        >

        Stoimy w kolejce do Muzeum Watyńskiego w Rzymie, dwóch młodych chłopaczków na trawniku obok kolejki, jeden gra na gitarze, drugi śpiewa,. Po występie zbieraja pieniądze, ludzie rzucają, ja też, bo widać, że chłopaki mają talent. Po pewnym czasie córom się pić chce, bo upał sakramencki, idziemy z kumplem do spożywczaka po napoje. Trafiamy na tych młodych artystów, biorą po bułce z szynką. Pani kroi bułkę, wkłada szynkę, daje kawalerom, oni wyciągają jakiś banknot (może 2 euro, może 5, nie zauważyłem). Pani chce dawać resztę, oni nie biorą,dziękują, wychodzą. "Każdy chce się poczuć po wielkopańsku" komentuje kumpel.
    • trypel Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 14.04.21, 16:21
      Roczna przygoda z wysokim enduro. Takim ze mając 177 cm dotykałem asfaltu czubkami palców
      Wracam z długiego wyjazdu. Jestem zmęczony.
      Jadę zakopianka.
      Tuż za Zakopanem
      Stwierdzam ze muszę się zatrzymać i rozprostować nogi choćby tu i teraz
      Staje na poboczu i... zle wybieram miejsce. Opony wciaz na asfalcie ale pobocze dobre 5cm niżej, a ja się opieram na prawa stronę.
      5 s i leżę. Na boku. Razem z motocyklem.
      Nic mi nie jest ale motocykl z sakwami tak się na mnie rozpłaszczył ze nie mam siły wyjsc
      Leżę
      Leżę
      Kurwa ruch na drodze normalny a chyba wszyscy myślą że "zmęczony motocykl ułożył się w legowisku czekając na samice - czytala Krystyna Czubówna"
      Nie wiem ile tam leżałem
      Może tylko 10 minut a mi się wydawało ze pol dnia. Ale dopiero gosc motocyklem się zatrzymał i pomógł wyjść.
      Sprzedałem GSa jak tylko wrocilem.

      Chociaż znajomi wciąż pamiętają jak mnie w Bośni niedźwiedź gonił i bardziej ich to bawi :D
      • jeepwdyzlu Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 14.04.21, 16:29
        Chociaż znajomi wciąż pamiętają jak mnie w Bośni niedźwiedź gonił i bardziej ich to bawi..

        Syberia.
        Grupa amerykańskich turystów zaatakowana przez niedźwiedzia, w popłochu ucieka.
        Wpadają na trójke Ruskich łowiących ryby. Przewracają bagaże, namiocik, lecą w las. Ruscy za nimi.
        Wracają po kwadransie, siadają. Zapalają, rozlewają. Jeden z nich mówi - Patrz, niby Amerykańce a było ciężko...
        -No... Szczególnie ten w futrze nieźle się napierdalał...
        • trypel Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 15.04.21, 13:21
          Chcesz to masz
          Rok 2004albo 2005
          Vectra C 1.9 cdti
          Następnego dnia muszę zrobić szkolenie w Trójmieście
          Myślę sobie ze jak pojadę na noc to się przynajmniej wyspie na miejscu
          Ruszyłem kolo 21.30
          Żeby się nie nudziło to zadzwoniłem do koleżanki i tak się jakoś zagadaliśmy ze minęła 1.5 h.
          23.00 ja pewnie jakieś 150 km za warszawa... I koniec paliwa
          Jedyne co kojarzyłem to ze jakiś czas temu mijałem stacje
          Gorzej ze noc, leje deszcz a ja w gajerku i lakierkach. I tak sobie spacerkiem 1.5 h chyba z 8 km na stację wędrowałem.
          Nie wiem co myśleli inni na drodze ale po 30minutach wkurwu dostałem głupawki więc szedłem i rżalem
          Kolo 1.30 byłem już z powrotem I z ulga znalazłem auto tak jak zostawiłem. (A poza kompem miałem tam projektor i po dach załadowane produkty do pokazania)
          Taki to człowiek durny nieraz
          • hukers Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 15.04.21, 13:58
            Niezła historia, na razie chyba wygrywasz.
            Twoja opowieść przypomniała mi jeszcze jedną, moją.
            Akcja mniej więcej w tym samym czasie, czyli z 15 lat temu. Ja wracam w piątek po południu z Warszawy do Krakowa a w środę gadam z kumplem, który mieszka w Warszawie ale ma dziewczynę w Krakowie. Chce do niej jechać pociągiem, ale namawiam go, że pojedziemy samochodem, będzie trochę wolniej ale kulturalniej. Ładuje się ten mój kumpel do fury w piątek ok. 17.00, jakieś kwiaty, prezenty, widać, że wyposzczony bo laski z miesiąc nie widział. Ruszamy. Nie pamiętam, czy to był październik, czy listopad, w każdym razie trafiliśmy na pierwszy atak zimy. Niektórzy na letnich oponach, wypadki, kolizje, zasypane drogi. Nie przedłużając, dojechaliśmy do Krakowa na 5.30 rano. Kolega gdzieś od 23.00 już się nie odzywał, później też nie nawiązał kontaktu.
      • waga170 Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 15.04.21, 14:25
        "czytala Krystyna Czubówna". Obejrzalem Stawy Milickie, Doline Baryczy itp tylko zeby posluchac tego glosu.
        Ekstraklasa swiatowa lektorstwa. Jezyk polski nie ma dobrego tlumaczenia z angielskiego "mesmerizing".
        A corka tydzien temu wybila sobie lewy lokiec i prawy kciuk z naturalnych "lozysk" stawowych jak walnela w kraweznik jadac na tym dwukolowym wynalazku samego Lucypera.
          • waga170 Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 15.04.21, 14:54
            Corka miala kiedys Honde jakiegos rzadkiego rodzaju ale sprzedala jak sie przesiadla na samochody. Potem jezdzila na cudzych motorach jak byla okazja, lacznie z Harleyem jednego swojego absztyfikanta. Teraz jest zamezna i mieszka dosc daleko. A jak rozmawialismy o tym wypadku to sie wila z odpowiedzia co to byl za motocykl. W koncu sie przyznala, nie Harley, nie to, nie tamto, nie 250, nie 125, tylko kurwa 75 cm3 jakies czyjes gowienko.To chyba nawet nie motocykl a jakias motorynka. No wstyd i hanba, a jedna reka w usztywniaczu a druga w gipsie.
            Juz nie chcialem jej dolowac i sie nie zapytalem jak wykonuje pewna podstawowa czynnosc higieny osobistej.
    • engine8 Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 14.04.21, 18:01
      Po przyjezdzie do USA - we wczesnych latach 80-tych - jak wiekszosc z was jeszcze ojciec w portkach nosil albo sraliscie w pieluchy (pewnie jeszvzez z tetry) to my jezdzilismy na narty - do Squaw Valley oczywiscie - Panie dziejku - tam gdzie olimpiada byla.... a co.
      I zwykle przy wiekszysch opadach - a wtedy padalo ze hey...na autostradzie stala policja i wymagala lancuchow prtzed gorami. Mozna bylo zakladac samamu ale zwykle stali ludzi i zakladali je za $25 czy $30.... zalezalo jaka pogoda i ilu klientow.... a po druguej stronie - stali i za $5 zdejmowali - Widac bylo tablice "Chains off - $5"
      No ale molody Polak przeciez sam sobie i zalozy i zdejmie...a zreszta moje pierwsze zarobki to byly $10.50 za godzine ... a wiec to byal powazna sumka
      No wiec w drodze powrotnej wyjechalismy z miasta narciarskiego ... ulice czarne a lancuchy mam na kolach...
      Internetu nie bylo wiec kto tam wiedzila czy maj byc czy nie...
      Mysle K podjade kawalek i zbacze czy stoja i wymagaja.
      Nie ujechalismy daleko i widze tablice "Chains $5 OFF"
      Mowie do zone ze im sie K w lebach poprzewracalo.. Za zdjecie lancuchow $5 - ocipieli na dobre .
      Zona mowi a daj im sciagnac nie brudz sie... Na piwo wiecej wydajesz.
      O co to to nie...Wylazlem i sam zdjalem za pare minut..... I z dumny mina jade sobie.
      Ujechalem moze ze 2 mile a tu stoi policja i mowi ze bez lancuchow nie jedziemy.
      Mowie ze przeciez bylo napisane ze zdejmuja za $5 wiec K zdjalem....
      On wywal oczy i pyta co bylo napisane? Mowie ze bylo " $5 Off" czyli zdejmuja za $5 wiec chyba logiczne co nie?
      A ten sie zaczal smiac i mowi ze to znaczy ze oni nie zdejmuja za $5 ale dzis zakladaj ale ze to $5 obnizki i zamiast za $25 to zakladaj za $20".....
      No kurna do dzis zona sie ze mnie smieje....jak ja chytry te lancuchy sam zdejmowalemi znow sam zakladalem zeby $5 zaoszczedzic...
    • cheng2 Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 15.04.21, 13:03
      Dawno temu, za górami za lasami:
      Mondeo 2.5 V6 wersja Ghia pierwsza wersja, po liftingu, moje od nowości. Mam auto ok roku i od jakiegoś czasu słyszę jakiś lekki szum. Ni jak nie mogę określić co jest przyczyną, żona też mimo że ma słuch muzyczny. Jedziemy do serwisu. Przedstawiam sprawę. Szef serwisantów wsiada do auta, zapala, słyszy lekki szum, wyłącza radio przekręcając gałkę i po kłopocie.
    • jureek Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 15.04.21, 14:14
      hukers napisał:

      > le to akurat tutaj musi pan siedzieć? Tak- odpowiadam pewnie i stanowczo. Wzięl
      > i kurtki, przesiedli ze cztery rzędy wyżej, bo zdali sobie sprawę, że z konkret
      > nym świrem mają do czynienia i nie ma co ryzykować konfrontacji.

      Dobre! Uśmiałem się :)
    • jureek Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 15.04.21, 14:39
      Połowa lat 80-tych, w niedzielę mają wpaść z wizytą koleżanka żony z pracy z mężem. Parę dni wcześniej wróciliśmy z Pragi, mój praski znajomy podarował mi książkę, taką monografię o muzeum literatury, gdzie pracował. No to wstawiam tę książkę do regału na honorowym miejscu, myślę sobie - zaszpanuję przed gośćmi, że znam czeski, a co! Książki po czesku wtedy już co prawda czytałem, ale nie takie nudy jak ta monografia. No i koleżanka żony książkę przyuważyła, bierze do ręki, kartkuje, a tam nierozcięte jeszcze arkusze. Nie wiedziałem, gdzie się schować. Krindżowo wyszło jak cholera :)
      • hukers Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 15.04.21, 14:59
        Rok 2003. Moje urodziny, imprezka. Rzecz dzieje się w sobotę. Na imprezie są goście, do których wybieramy się następnego dnia czyli w niedzielę, na pierwsze urodziny ich syna, jedynaka. Gdzieś tak około północy, zdrowo strzelony, pytam tego kolegi od urodzin: A ten twój młody to w jakim wieku jest? On na to: Nie wiem, chyba ok. 10 miesięcy. Nasze żony do dzisiaj wspominają rozmowę tatusiów.
        • jureek Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 15.04.21, 15:57
          Rocznicowe kombatanckie spotkanie, gdzieś w ogrodach w Konstancinie. Witam się z kolegą z Krakowa, nie widzieliśmy się chyba 30 lat, kolega w międzyczasie zrobił karierę w mediach. Mówię mu, że córka bardzo do niego podobna. Potem okazuje się, że to jego kolejna żona, a nie córka.
          • waga170 Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 15.04.21, 22:06
            jureek napisał:

            > Mówię mu, że córka bardzo do niego podobna. Potem okazuj
            > e się, że to jego kolejna żona, a nie córka.

            Eee, to nie byla gafa tylko komplement. Moj Ojczulo popelnil taka gafe: Zapytal pani na plazy co sie bawila z jakims dzieciakiem To pani wnuczek?
            Nie prosze pana, to moj syn odpowiedziala.
    • waga170 Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 15.04.21, 15:03
      Apropos filmu Avatar. Tam jest taki moment ze na tej planecie druga podobna ot tak wisi sobie na niebie o rzut beretem. Zeby to bylo mozliwe to ta druga planeta, zeby nie spasc na pierwsza, musialaby wirowac dookola niej ze sto tysiecy RPM a nie stac w miejscu. Nikt na widowni oprocz mnie i Crannmera o tym nie pomyslal:)
    • gzesiolek Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 17.04.21, 15:27
      To ja napiszę dla odmiany świeżą historyjkę. Wybraliśmy się z kumplem w góry co by od bab odpocząć. Wcześnie rano było jeszcze zimno, a od pewnej wysokości pięknie biało... Ale przy powrocie zrobiło się już ciepło i przy zejściu szlak zamienił się od pewnej wysokości w błotnisty strumień... A najgorsze, że w wielu miejscach z zmrożoną ziemią/lodem pod spodem... I tak lawirując schodzimy łapiąc się czego popadnie... Nagle kumpel rzekł "o tutaj jest nieco bardziej sucho..." I wywinął 1,5 tulipan z łapaniem pnia świerka po drodze... Ale ustał... Ja zacząłem się śmiać widząc, że cały i zdrowy... No i karma to dziwka... Swój śmiech skończyłem parę metrów niżej, z całym tyłem od stóp po głowę pokrytym błotem... Plecak zmienił kolor z granatowego na kolor gliny... A my przez kolejne 5minut nie mogliśmy się przestać śmiać... Niżej spotkaliśmy grupkę w mokasynach i czulenkach... Wystarczyło, że się odwróciłem i zrezygnowali z dalszej wyprawy w górę... Na szczęście do auta wszystko wyschło i się wykruszyło ;)
    • hukers Re: Pora pośmiać sie z samych z siebie... 22.04.21, 16:19
      Świeża wpadkowa historia z weekendu. Idziemy z moją żoną Zofią oraz piesełem po Zakrzówku (tereny pływacko-górzyste). To są rewiry gdzie często młodzieżówka robi sobie grille, popijawki itd. Trochę skałek, woda, trawka, można poodpoczywać od miejskiego zgiełku. W pewnym momencie stanęliśmy, bo Zofia chciała zdjęcia porobić (lazur wody itd). Stanęliśmy w miejscu fajnym, płaskim, w pobliżu jakieś pudełko po pizzy, puszka piwa. Pieseł się tym zainteresował wyjął z pudełka kawałek pizzy oddalił się na 5 metrów (długość smyczy) i spożywa znalezisko. Myślę sobie, nie będę mu przerywał, bo on wtedy wszystko stara się połknąć na raz, krztusi się, dławi i itd. Pies opierdolił pizze, a tu jakaś parka się do nas zbliża (chłop - łysy byczek, laska- minióweczka, kozaczki za kolanka, szykowna dwudziestka, uśmiechnięta i małe bambini. I ten chłop mówi: pies. Myślałem, że mu się nasza psina spodobała, bo zazwyczaj każdy się nią podnieca, ale widzę, że ten ruski (bo po akcencie słyszę, że to przybysz ze wschodu) jakiś taki niezadowolony i pokazuje na to pudełko po pizzy. Myślę se, kurwa, pies opierdolił ruskiemu pizze i mówię sorry gregory, myślełem, że to ktoś zostawił i poszedł. Ruski taki trochę niezadowolony, jakby nie kobitki, to pewnie chciałby się sprawdzić na ubitej ziemi, ale dopił piwo (mój pies ma awersję do alkoholu, tak więc piwa nie tknął) i nawet półgębkiem o dziwo się uśmiechnął. Myślę sobie może i dobrze, bo ja też, z grubsza, wyznaje zasadę Maleńczuka, że jak widzę faceta to zastanawiam się jak mu wpierdolić a jak widzę kobietę to zastanawiam się jak ją przelecieć.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka