Dodaj do ulubionych

Lęk przed jeżdżeniem po wypadku...

13.10.21, 22:11
...nadal odczuwam.
Wiem, że to irracjonalne, że choć zawiniłem, to to była sytuacja "1 na 1000", ale jak jadę obok tego filaru wiaduktu (nadal są na nim ślady farby), to mam dreszcze.
Jeżdżę po dziadkowemu, głównie prawym pasem i jakoś nie potrafię się przełamać, żeby zacząć jeździć "jak wszyscy".
Po poprzednim wypadku wsiadłem w drugi samochód prawie od razu, teraz miałem 6 tygodni odwyku i to chyba "zrobiło różnicę".

Komuś z was się przydarzyło?
Bo to takie irracjonalne - w gęstym ruchu rano czułem się źle, choć jechałem powoli, ale jechałem "w tamtym miejscu".
Po południu jechałem w daleko mniej tłocznych warunkach i nawet prawą stopę rozprostowałem raz czy dwa, czując się przy tym dobrze.
Obserwuj wątek
    • wislok1 Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 13.10.21, 22:19
      To normalne....

      Czlowiek obawia sie powtorki z rozrywki.... ( w tym przypadku trudno wypadek na serio nazwac rpzrywka )



      Malo tego, kiedy mi strzelila opona kilka lat temu na granicy DE-AT kolo Mittenwald i od tego czasu NIGDY tam nie pojechalem, tym odcinkiem ( Leutasch-Mittenwald )
      • qqbek Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 13.10.21, 22:37
        wislok1 napisał:

        > Malo tego, kiedy mi strzelila opona kilka lat temu na granicy DE-AT kolo Mitten
        > wald i od tego czasu NIGDY tam nie pojechalem, tym odcinkiem ( Leutasch-Mittenw
        > ald )

        No ja nie mam takiej alternatywy.
        Mógłbym się wlec dwa razy dłużej "opłotkami", albo nadrobić 10 km obwodnicą, ale tamta trasa jest po prostu "optymalna".

        Z tego wszystkiego otworzyłem sobie piwo i stwierdziłem, że jutro jadę MPK.
        Pojeżdżę w tę i z powrotem w sobotę i niedzielę, żeby sobie "oswoić" miejscówkę w warunkach niskiego natężenia ruchu, a potem w poniedziałek sprawdzę, czy pomogło.
      • qqbek Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 13.10.21, 22:28
        trypel napisał:

        > Te 6 tyg to błąd
        > Po pierwszym wypadku ojciec wręcz kazał mi od razu wsiąść za kierownicę i jecha
        > ć bo inaczej potem będę się bał
        >

        Tak zrobiłem po pierwszym (gdy mi dziewczynka w kuper wjechała).
        Teraz przez 6 tygodni całe jeżdżenie to było sobotnie bujanie się po bocznych dróżkach celem jazd próbnych.
        Jak wyjechałem w poniedziałek do pracy, to zaczął się dramat.
        Choć już dziś było lepiej (chyba).
            • qqbek Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 13.10.21, 23:48
              Tak przy okazji - rzeczywiście cała reszta drogi do pracy jest znośna.
              Najgorszy jest kilometr przed i kilkaset metrów za "miejscem zdarzenia".

              Jak widzę rysy i czerwony lakier na filarze, to autentycznie przechodzą mnie dreszcze.

              Choć to zupełnie nieracjonalne.
              Resztą tras jeżdżę może dużo ostrożniej niż przed wypadkiem, ale bez takich "podskórnych" reakcji. Nawet dwa dość chamskie wymuszenia dziś przyjąłem "z anielską cierpliwością", a nie panikując.
              • engine8 Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 14.10.21, 00:20
                To tak jak dopoki widzialem najpierw czerwona a potem rdzawa plame na cemencie przed wjazdem do garazu ktora byla pozostalosci z upadka z drabiny to nie mylem okien nad garazem ale jak w koncu plama zniknela to myje ale szczotka na kiju a reszte od strony pokoi i na drabine juz tam nie wlaze, :)
                I jak ludzie mowi ze teraz nie powiniem wogole na drabine wchodzic to ja odpowiadam ze drabina teraz jest najbezpieczniejszym ustrojestwem w domu - wszystko co z nia i bezpiecznestwen na nie jest zwiazane jest rozpracowane a bledy popelnine szczegolowo i naukowo wyliczone.
                O wiele bardziej niebezpieczne sa mlotki, pily tarczowe itp :) .
                Podobnie z wypadkami samochodowymi - to co sie stalo juz sie nie powtorzy
    • savignonblanc Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 14.10.21, 07:08
      Mam tak z jednym skrzyżowaniem w centrum. 15 lat temu w moje drzwi i przód wjechał naćpany małolat w starym BMW. Wiozłam wtedy babcię i malutkie dziecko. Miałam pierwszeństwo, wyjechałam na zielonym, a on z naprzeciwka (światła miał zielone) skręcił w lewo i z impetem wpasował się we mnie. Potem wyskoczył i zaczął drzeć ryja, ze miał pierwszeństwo. Zatrzymał sie jeden ze świadków i dał mi wizytówkę, żebym miała kontakt do świadka. Wszystko było jak bym oglądała film. Wezwałam policję. Tamtego zgarnęli. Do dziś staram sie ta krzyżówkę omijać i mam ścisk w żołądku jak tamtędy jadę.
      Ale tylko tam.
      A pod wiaduktami i tunelami czuje sie zawsze nieswojo :) podobnie mam na wąskich drogach z posadzonymi wzdłuż drzewami. Łatwiej ominąć w razie czego debila na drodze niż wpasować sie między takie drzewa.
      • trypel Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 14.10.21, 08:32
        Ja chyba faktycznie mam coś nie tak z emocjami
        Jakieś 17 lat temu skasowałem vectra
        Wracając z urlopu z dzieckiem i dawna zona w aucie.
        Wjechał we mnie na zakrecie pijak w Czechach w Cieszynie.
        Vectra na złom.
        My nic.
        Po przesłuchaniu i wizycie na policji, karetce itd zdążyłem już zorganizować auto zastępcze. Wsiedlismy nad ranem i do domu.
        Po tyg nawet nie pamiętałem gdzie to było.
        Teraz wiem tylko ze Cieszyn i parę km od granicy.
        Pamiętam tylko ze dobrze ze ten pijak spieprzył z auta i musieli go potem szukać bo inaczej mogłoby dojść do rękoczynów
        • qqbek Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 14.10.21, 09:09
          Ja tak miałem po poprzednim wypadku - siadłem wtedy jeszcze tego samego dnia za kierownicę, przejechałem (dwa razy) przez tamto miejsce (jeszcze widać było jak się resztki szkła skrzą w słońcu i jakieś plastiki na krawężniku) - i nic.
          • gzesiolek Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 14.10.21, 10:30
            Mi się przy wypadkach moich, czy tych obok włącza tryb robota zasilanego andrenaliną.
            Ale nigdy nie miałem takiego, gdzie dostałbym poduchą w twarz, czy nie mógł wyjść o własnych siłach.
            Najmocniej dostałem z 18lat temu w 4 litery od Pani Lancii... Ona miała silnik praktycznie w kabinie, a mi Civic VI zmienił się kształtem z 5D na zbliżony do 3D, a przodem wylądowałem na suce policyjnej, ale poza zderzakiem z przodu nic się nie stało...
            Adrenalina pozwoliła mi na pomoc babce wydostać się (drzwi wyrwałem praktycznie z zawiasów, bo zaklinowały się) , na szczęście silnik zatrzymał się przed kolanami, odciąć zapłon, wysłuchać tyrady Pani, że jak mogłem się zatrzymać (stałem jakieś 2-3m za suką która stanęła na światłach), poprosić policjantów z suki o wezwanie służb, zepchnąć auta na pobocze (ale i tak Lancia była prawie nie do ruszenia, nawet w 4 osoby tylko daliśmy bliżej krawężnika).
            Babkę wzieli na obserwację, ja odmówiłem... Dopiero jak zeszła andrenalina to mnie kark zaczął napierdzielać tak, że trzy dni się męczyłem...
            Aha jak pojechała policja to tym moim Civiciem ze skróconą o 40cm d...ą pojechałem 3km pod blok gdzie wynajmowałem natenczas mieszkanie, bo mnie wtedy nie było stać na lawetę, a pełnego assistance'a nie miałem, a nie wiedziałem jak to z OC sprawcy załatwiać...
            Ale do dziś jak hamuję przed korkiem czy światłami baczniej obserwuję auto z tyłu...

            Za to większą traumę mam z sytuacji po której nic się nie stało... Ot trafiłem kiedyś na lodowisko na drodze... tak idealne, że mimo, że jechałem wolno (generalnie było ślisko) ,auto zaczęło płynąć niczym na filmikach na youtube... Ta bezradność gdy koła nie trafiały nawet na minimum przyczepności, a auto w zwolnionym tempie suneło w stronę łuku i tam zatrzymało się z lekim zwisem nad głębokim na 2m rowem, pamiętam do dziś... Nic się nie stało zdołałem jakoś wypchnąć i bardzo delikatnie ruszyć i jakoś dotrzeć do celu podróży...
            Ale do dziś mam jakiś fetysz dobrych opon zimowych (wtedy miałem Dębice Frigo2, które na głębszy śnieg są super, ale na lód, deszcz i inne to można tak samo mieć łyżwy)
            No i w zimie mam jednak delikatnego stracha...
            • qqbek Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 14.10.21, 11:15
              Mamy podobne spostrzeżenia co do Frigo 2.
              Miałem je kilkanaście lat temu na pierwszej Astrze i od tamtej pory nie dotknąłem już żadnych "tańszych, ale jeszcze markowych" - najsłabsze co od tamtej pory kupiłem, to Dunlopy, ale większość stanowiły Micheliny i GoodYear-y :D
              • gzesiolek Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 14.10.21, 11:32
                Ja mam najlepsze doświadczenia z GoodYearami... Ale teraz w Maździe zmieniłem na Continentale i to będzie pierwsza zima, zobaczymy czy będą równie dobre...
                Za to Brzydala zakupiłem z zestawem kół z zimowymi Toyo i tutaj mam nieco wątpliwości...
                Ale jak mi się nie spodobają to kupię nowe lepsze...
        • tiges_wiz Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 14.10.21, 09:35
          Mi kiedyś strzeliło coś z tyłu, później szarpnęło i mnie obróciło na latarnie. No i nic w sumie nie było i jak przyjechała karetka, to mi 2x ciśnienie mierzyli, bo mi wychodziło po 120/80 no i nic. Brak traumy raczej wnioski na przyszłość. Podobnie jak byłem młody i mi się motocyklista schował w martwym punkcie (ale też bez rannych, nawet motocykl się nie uszkodził) i jeden koleś wyjechał spod porządkowanej (ale też prawię zahamowałem i uderzenie było lekkie). Może jakbym przydzwonił gdzieś mocniej. W latarnie to fotel ładnie zamortyzował.
    • gzesiolek Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 14.10.21, 07:15
      Nie ma wyjścia. Wsiadasz i jedziesz. W newralgicznym miejscu skupiasz się na czymś innym, nawet na nr rejestracyjnym auta przed Tobą.
      Tutaj problemem jest poczucie bezradności którego doświadczyłeś. Bo jak ktoś w Ciebie wiedzie i cały czas masz panowanie nad autem to nie ma aż takich skutków w psychice. Ot 2x częściej się odruchowo rozglądasz czy patrzysz w lusterko wsteczne, ale nie boisz się jechać... Tutaj musisz jeździć jak najwięcej. Musisz przykryć to odczucie bezradności w pamięci znowu pełnym panowaniem i tymi tysiącami km za kółkiem...
    • galtomone Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 14.10.21, 07:25
      Czas zakończyć karierę w WRC, mistrzem świata już nie będziesz ;-)

      Jeżdżę po dziadkowemu, głównie prawym pasem i jakoś nie potrafię się przełamać, żeby zacząć jeździć "jak wszyscy".

      A dojeżdżasz tam gdzie chcesz na czas czy dzień później? Bo jak na czas to w czym problem... Jedziesz sobie spokojnie prawym i masz wyj...ane na tych co są spóźnieni. Radyjko gra.... enjoy the ride. Ja tam lokalnie i mniej lokalnie już od jakiegoś czasu tak jeżdżę. Nie martwią mnie mandaty, wiszący mi na zderzaku jeszcze szybsi, nie martwię sie o pieszych, bo mam czas żeby sprawdzić (nim dojade do przejścia) co się dzieje na nim i w okolicy (co jest o tyle sympatyczne, że często i gęsto ludzi na pasach machają "dzięki" i spalanie jakiś się poprawiło.

      Minie czas, to Ci samo przejdzie albo się przyzwyczaisz, że wolniej nie jest wcale gorzej w takim ruchu jak mamy.
      • galtomone Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 14.10.21, 11:24
        klemens1 napisał:

        > racjonalnie byłoby się obawiać wszystkich.

        I najlepiej nie wychodzić z domu... Pod warunkiem, że mamy pod ręką defibrylator 😂

        Qqbek mógłby jeszcze sprawdzić jak ze stresem gdy "gra" w jeżdżenie... W GTA V sporo spotkań z ruchem można mieć 😉 - może byłaby to forma terapii? 🤷‍♂️
        • klemens1 Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 14.10.21, 12:36
          galtomone napisał:

          > klemens1 napisał:
          >
          > > racjonalnie byłoby się obawiać wszystkich.
          >
          > I najlepiej nie wychodzić z domu... Pod warunkiem, że mamy pod ręką defibrylator 😂

          Pisałem o racjonalności w kontekście porównywania sytuacji. Albo się boi wszystkich, albo żadnej (a w każdym razie boi się w takim samym stopniu). Tymczasem normą jest, że po wypadku delikwent boi się sytuacji podobnych jak okoliczności wypadku.
          Ja np. miałem przez kilka miesięcy świra na punkcie dobrych świateł i czystej szyby w nocy. Do tej pory mi trochę to zostało.

          > Qqbek mógłby jeszcze sprawdzić jak ze stresem gdy "gra" w jeżdżenie... W GTA V
          > sporo spotkań z ruchem można mieć 😉 - może byłaby to forma terapii? 🤷‍♂️

          Jako ciekawostka - OK. Ale dobrze wiesz, że symulacja nigdy nie działa tak jak real.

          • galtomone Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 14.10.21, 12:58
            klemens1 napisał:

            > Ja np. miałem przez kilka miesięcy świra na punkcie dobrych świateł i czystej s
            > zyby w nocy. Do tej pory mi trochę to zostało.

            Ja tak mam od dnia gdy zrobiłem PJ i nic mi nie przeszło. Lubię widzieć co się dzieje przed moja maska i gdzie jade. Im szybciej, tym dalej.

            Pamiętam jak wiele lat temu potrafiłem na trzech stacjach między Poznaniem a Kato stanąć, żeby nowe wycieraczki kupić, bo trafiały się same gówniane, a pogoda była beznadziejna i wieczór.

            > > Qqbek mógłby jeszcze sprawdzić jak ze stresem gdy "gra" w jeżdżenie... W
            > GTA V
            > > sporo spotkań z ruchem można mieć 😉 - może byłaby to forma terapii? 🤷‍♂
            > ️
            >
            > Jako ciekawostka - OK. Ale dobrze wiesz, że symulacja nigdy nie działa tak jak
            > real.

            Dlatego dodałem "wink", żeby nikt nie wpadł na to by traktować to jako prawdziwy eksperyment.
      • qqbek Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 17.10.21, 22:01
        hukers napisał:

        > PTSD.
        > Jak nie przejdzie, trzeba będzie skorzystać z pomocy specjalisty.

        Dzisiaj bez problemu.
        Co prawda dużo nie jeździłem (~40 km "po mieście" w różnych sprawach), ale bez jakichkolwiek problemów.
        Nawet ten nieszczęsny wiadukt minąłem bez niczego.
        Ale rano jadę do pracy i to dopiero będzie test (3x taki ruch).

        Za to coraz bardziej mi ta Zafira pasuje.
        Większa buda to i mniej narażony się człowiek czuje.
          • qqbek Re: Lęk przed jeżdżeniem po wypadku... 18.10.21, 13:30
            Dzisiaj rano było już dobrze, aż do pewnego momentu.
            Minąłem feralny wiadukt, ciągnę 74/70 prawym pasem, lewym powoli wyprzedza mnie jakaś Corolla... no i ze zjazdu wyjeżdża on, wściekły gnój.
            Ja jechałem przepisowo, Toyota może 10 ponad... gnój w Zafirze A przynajmniej 40 więcej niż Toyota... z rozbiegówki pociął prosto na lewy, mijając mnie i Toyotę o centymetry, a jak wszedł kawałek dalej w lewy łuk to mało z niego nie wypadł (zaczął od lewego, a skończył za skrajem prawego).

            No i mi cały dobry humor porannego dojazdu popsuł, bo szczerze powiem już go widziałem w bagażniku.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka