Dodaj do ulubionych

OT - spostrzeżenia z galerii handlowej.

11.06.22, 22:57
Polazłem z żoną (błąd!) i córką (błąd nr 2!) na zakupy do trochę zapuszczonej, ale jednak ciekawej galerii w Lublinie (Olimp się toto nazywa i jest własnością miejscowego kapitału - dlatego, trochę z sentymentu, a trochę z powodu wyboru sklepów, nadal tam zaglądam).
Jako, że niewiasty zagubiłem byłem, to postanowiłem coś "wrzucić na ruszt".
Poza lodziarnią w galerii owej jest:
- McPasza (ale na zewnątrz i nie mój gust),
- Subway (do przeżycia, ale akurat miałem ochotę na "konkret", a nie "zapychacz")
- Szwejk (sąsiadująca ze Subway-em niedroga restauracja - można sobie przy bufecie nabrać żarcia na wagę, można też coś zamówić z karty).

Stanęło na burgerze (2x200g wołowiny, więc to będzie prawie "funciak" a nie "ćwierćfunciak") i napoju marki Schweppes (nie, żebym miał jakiś sentyment do naszego forumowego korwinaziolka, ale prowadziłem, bo żona miała wczoraj imprezę firmową i nie mogłem sobie pozwolić na piwo).

Do sedna jednak.
"Szwejk" ma miękkie pluszowe kanapy i fotele dookoła, a pośrodku meble z giętego drewna.
Subway ma 4 czy 5 metalowych stolików z krzesłami wyglądającymi jak odrzut z Ikei.

Siadłem sobie na mebelku z giętego drewna, pech chciał, że przy pluszowych kanapach.
Pałaszuję sałatkę (burger miał być "do 25 minut"), a tu wpada naraz cała rodzinka z kanapkami z Subwaya i wali na pluszowe kanapy Szwejka.
Zaraz za nimi kolejni.
Żarcie, bekanie, głośne rozmowy przez telefon... to wszystko kurwa można by było znieść - gdyby trzymali dystans, ale to ja siedziałem, a oni wparowali.
Napoje przynieśli ze sobą... i postawili na stolikach, siorbiąc przy tym z zachwytem.

Do czego piję?
Wcale nie do chamów z restauracji (obsługa ich olała, zamiast wyprosić), a do tego forum.
Nie macie czasem wrażenia, że ostatnio siedzicie (na forum) tak jak ja dziś... nad wybornym burgerem z frytkami, a tu wpada banda troglodytów z sąsiedniej wsi i całe to "genius loci" burzy swoim bekaniem i ordynarnym chamstwem?
Obserwuj wątek
    • waga173 Re: OT - spostrzeżenia z galerii handlowej. 12.06.22, 00:20
      Pojsc z corka i zona do restauracji (jadlodajni) to nie blad a lekcja gdzie nie chodzic. Restauracja, dawniej zwana zajazdem czy karczma to cos na wzor "Czerwonej oberzy" i niezapomnianej roli Fernandela, goscie sa OK ale gospodarze.... Nic sie nie zmienilo!
      Mam takie nieszczescie ze sam oprocz kuku na muniu to jeszcze jestem cook amator. Jak juz gdzies musze isc z towarzystwem to kelnerowi mowie ze jutro mam kolonoskopie, albo ze lece w szesnastogodzinna podroz samolotem i wolalbym to zrobic bez pelnego zoladka wiec poprosze o wode. A goscie to niech se pozniej rzygaja psem w wolowinie albo na warszawskich bulwarach bo kelner polecil wodke z chrzanem. Ujmujac najkrociej, w restauracjach nie jadam bo sie boje ze kelner albo kuchaz mi nasmarkali na talerz przed podaniem. Oni tam pracuja bo musza I MNIE NIENAWIDZA a nie dlatego ze lubia...
      • qqbek Re: OT - spostrzeżenia z galerii handlowej. 12.06.22, 00:49
        Ale to twoje fobie.
        Ja mam takie knajpy, gdzie na progu wołam "burger", albo "beef stroganoff", albo "tatar".
        Opisany tutaj Szwejk to knajpa ze świetnymi burgerami (żarcie z bufetu, na wagę też jest dobre).

        Lubię jeść poza domem.
        Co w tym złego?
        Nie uważam, że wszyscy nastają na moje życie poza domem... daję gastronomii zarabiać na sobie, a przy tym lubię żreć... tylko tyle i aż tyle.
        • waga173 Re: OT - spostrzeżenia z galerii handlowej. 12.06.22, 02:29
          Tez chcialbym miec takie knajpy. Ale fobie mam bo kiedys wtajemniczyli mnie w szczegoly pewien Jurek L. kelner, co kucharz robi jak mu sie odesle kotleta zeby jeszcze go dosmazyl, niejaki Pawlowski wlasciciel knajpy co czaszki oskrobane z miesa i z wydlubanymi oczami zbieral do worka i dawal z powrotem kuzynowi hodowcy lisow a nie wrzucal do smietnika za knajpa bo jeszcze ktos ciekawski moglby sie dopatrzec podobienstwa do czaszki psa a konkretnie lisa, i jeszcze pewna Ewa co pracowala w Piasecznie w zajezdzie jako barmanka i mi mowila co sie pod wieczor sprzedaje pijakom:) Jedzenie poza domem ma wielkie zalety, ale to wedlug mnie musi byc tak jak u Ciebie, zanim cos powiesz to prowadza Cie do Twojego ulubionego stolika...
    • wislok1 Re: OT - spostrzeżenia z galerii handlowej. 12.06.22, 20:38
      Takie rzeczy sie zdarzaja wszedzie...

      Ja dzisiaj skorzystalem z tego reklamowanego w DE biletu za 9 euro...
      Bilet jest wazny caly miesiac, wiec zapewne jescze sie gdzies wybiore....

      Szokiem jest to, ze w DE obowiazrek noszenia maseczek upadl., ale sa wyjatki...
      Ten wyjatek to m,in, komunikacje zbiorowa
      Wiec trzeba miesc maseczka, FFP2 nie, wystarczy zwykla medyczna...
      Trzeba ja miec zalozona, ale wiekszosc ma zalozona tak, zeby byla zalozona, czyli nos odsloniety...
      Gdyby przyszla kontrola, to ulamek sekundy i sie nie ma czego doczepic...
      Ale jakies 50% twardo nosi FFP2 w pociagach...

      Poza tym wbrew katastroficznym newsom, ze w DE jest po wprowadzeniu tych bileow totalny horror, nic takiego sie nie dzieje...
      W pociagach jest sporo ludzi, ale wszyscy siedza...
      Pociagiem ja tam jechalem ostatnio przed pandemia...

      Pojechalem do Monachium, zobaczylem 4 muzea,
      za wstepy zaplacilem 3 euro...
      W zestawie Pinakoteka Stara z arcydzielami malarstwa do XIX wieku, Nowoczesna Pinakoteka ze sztuka XX wieku, tez same arcydziela,
      totalnie wypasione Muteum Egipskie, bardzo fajnie zorganizowane Muzeum w dawnej siedzibie NSDAP...
      Wszystkie BARDZO ciekawe, zeszlo dobrych kilka godzin....

      Ogord piwny w centrum Monachum, Viktualienmarkt, Mass-1 litr kosztuje 9,40.--
      Wartol, armosfera wspaniala
      MNOSTWO Wlochow, Hiszpanow, Amerykanow z USA, Japonczykow, Chinczykow, itd..
      turystyka sie odrodzila po wirusie...

      • wislok1 Re: OT - spostrzeżenia z galerii handlowej. 12.06.22, 20:47
        W muzeach bardzo duzo ludzi, szczegolnie w pinakotekach....

        W sumie trudno sie dziwic, bo muzea zarabiste, a cena jak na takie dziela sztuki wyjatkowo atrakcyjna...

        Zreszta w BARDZO wielu muzeach panstwowych Bawarii dzieci mlodziez do 18 lat ma wstep za darmo.....

        TO samo jest w Austrii...

        Jest to genialne posuniecie, dzieciaki nie moga sie w szkole tlumaczyc, ze ich nie stac na muzeum.....
      • wislok1 Re: OT - spostrzeżenia z galerii handlowej. 12.06.22, 20:53
        Bilet za 9 euro jest imienny, czyli na konkretna osobe....
        Nie da sie go nikomu udstepnic, zeby z niego skorzystal....

        Ale tez nie ma takiej opcji, ze przysluguje on tylko mieszkancom Niemiec...
        Kazdy moze go kupic...

        Na miejscu mieszkajacych w Zgorzelcu, Slubicach, Szczecinie, to bym z niego korzystal do oporu...
        Mozna bardzo duzo zobaczyc za mala kase....
        • wislok1 Re: OT - spostrzeżenia z galerii handlowej. 12.06.22, 21:05
          No i jescze jedno, BARDZO duzo Ukraincow wszedzie, na ulicach, ale tez juz pracujacych,
          w muzeach, sklepach,
          Naprawde sporo juz znalazlo prace w DE...
          Zdradza ich akcent, ale po niemiecku mowia poprawnie....
          W Monachium dzisiaj byly demonstracje przeciwko Putinowi, protestowali razem z Ukraincami Wolni Rosjanie przed ratuszem, caliem spora grupa...
        • jeepwdyzlu Re: OT - spostrzeżenia z galerii handlowej. 13.06.22, 14:56
          Na miejscu mieszkajacych w Zgorzelcu, Slubicach, Szczecinie, to bym z niego korzystal do oporu...
          Mozna bardzo duzo zobaczyc za mala kase....
          ----
          Masz rację.
          Ale w Berlinie zaciachy w weekendy były, zwłaszcza w pociągach nad morze.
          W Berlinie młodzież tez muzea ma za darmo, a dorośli od czasu do czasu - np w zeszlym roku czwartki po południu. Kiedyś - pierwsza niedziela miesiąca - podobno ma wrócić za rok.
          Prywatnie mi sie wydaje, że muzea powinny być bezplatne wszystkie. Najgorzej jest na Wawelu. Byłem z córkami i wnukiem przed pandemią zapłaciłem za 6 osób coś koło 300 zł...
          • wislok1 Re: OT - spostrzeżenia z galerii handlowej. 13.06.22, 15:58
            Tez uwazeam, ze muzea powinny byc bezplatne albo za symboliczna oplata, np. 1-2 euro..

            W czym ci powyzej 18 lat gorsi od mlodziezy ?

            W koncu ludzie zaczna wtedy sie ukulturalniac, interesowac nie tylko zakupami -----

            Jak sobie policza, ze mozna milo spedzic WOLNY czas i to praktycznie za darmo, to czemu nie do muzeum ?
            • wislok1 A ttymczasem w Wenecji... 13.06.22, 16:28
              podroze.gazeta.pl/podroze/7,114158,28576238,wenecja-rozlozyli-obrus-i-raczyli-sie-winem-musza-zaplacic.html#s=BoxOpImg9

              Wyjatkowo wku.wiajace miasto, pazernosc ich wladz budzi przerazenie.....

              Licza, ze wydoja turystow cenami wyzszymi czesto kilka razy niz 10 kilometrow dalej....

              Do tego nawet nie udaja miejscowi, ze turysta to bankomat, sa bardzo bezczelni, wrecz wrogo do turystow nastawieni, zeby tylko dali kase i spier...
              • wislok1 Re: A ttymczasem w Wenecji... 13.06.22, 16:36
                Pandemia ich niczego nie nauczyla, wrecz przeciwnie...
                Teraz chca sobie dobic straty przesladowaniem turystow, ktorzy nie mieli pojecia o ich zakazach zrobionych w celu zarobienia kasy....

                Artykul nie pisze o 1 rzeczy

                Siadanie i jedzenie na schodach, ławkach, placach, ulicach, mostach czy pomnikach jest tu zabronione i może się skończyć grzywną w wysokości od 100 do 200
                www.italiapozaszlakiem.com/wenecja-zakazy/
                  • qqbek Re: A ttymczasem w Wenecji... 13.06.22, 23:43
                    I znów - Wisłok sam sobie odpowiada 3 razy?
                    Po damski chuj?
                    Nie potrafisz się zwięźle wypowiedzieć za pierwszym razem, poczekaj aż interlokutorzy coś odpowiedzą, by sprostować.
                    Odpisywanie samemu sobie (poza ewentualnym skorygowaniem niezamierzonego błędu) jest jak walenie konia do własnego zdjęcia sprzed 20 lat... bezproduktywna próżność.
                    • trypel Re: A ttymczasem w Wenecji... 14.06.22, 07:12
                      Jeep byliśmy 2 x w od listopada w Wenecji
                      Oczywiscie spiac na miejscu
                      Raz nad Canal Grande a raz na tyłach mostu rialto.
                      Pierwszy ra jeszcze końcówka pandemii było do wytrzymania. Drugi raz na wielkanoc dostałem pierdolca po paru godzinach i zamknąłem się apartamencie. Wyszedłem dopiero w nocy. Zona z synem chodzili bo są bardziej odporni na tłum.
                      Oczywiscie również w Wenecji można znaleźć lokalna bacare (chyba tak to się nazywa) i zjeść prawdziwie i bez zadecia grajkowo cenowego (do dzisiaj pamiętam lokalne małe krewetki z cebula) i napić się czegoś w bocznej uliczce. Ale tłum psuje wszystko. Trzeba czekać do nocy aż szarancza wroci do Mestre i wtedy można pochodzić po mieście.
                      Ale ja nie stoję w kolejkach bo do muzeów nie wchodzę nawet jak dokładają za wejście.
                      Tylko łażę po mieście.
                      Pamiętam w listopadzie woda w kanałach była przejrzysta. Tak mały ruch bo mało ludzi
                      Ale to ju raczej nie wróci.
                      A co do twoich uwag do knajp pełna zgoda. Od 15 lat nigdy nie czuliśmy się oszukani w knajpie we Wloszech.
                      • waga173 Re: A ttymczasem w Wenecji... 14.06.22, 07:53
                        Czasami kazdemu z nas, przynajmniej raz w zyciu, przytrafi sie takie miejsce i czas ze sie straci poczucie miejsca i czasu. Zapomnijmy o mojej definicji kiedy pofolgowac z piciem, jak juz nie wiem ktora to godzina i gdzie jestem. Otoz wlasnie w Wenecji doznalem wrazenia ktorego nigdy nie zapomne, a bylem sam bez baby i dzieciow. Koniec wrzesnia, wieczor, deszcz napierdala rowno, pusto i ciemno, ja SAM JEDYNY w calym miescie, jakas jedenasta wieczorem a ja ide i ide no bo gdzies musi w koncu byc ta zajezdnia vaporetto. Byly tylko na pozor trzy rzeczy, deszcz, brukowana uliczka, i echo moich butow stapajacych po niej. A tak naprawde to jeszcze byla tam czwarta rzecz, ja sam, trzysta lat temu...
                • wislok1 Re: A ttymczasem w Wenecji... 13.06.22, 19:51
                  Moja siostra jezdzila co roku do Wenecji, jej znajomi Wlosi mieli tam mieszkanie....

                  Potem sie MUSIELI wyprowadzic, bo czynsze staly sie kosmiczne, nie do zaplacenia....

                  W sumie to sie nie dziwie zayjacym w centrum Wenecji, ze nienawidza turystow....

                  To nie jest normalne miasto.....

                  Ma bylismy w hotelu w Mestre, dokladnie w Novotelu Castellana i tam juz zupelnie inne ceny i inny stosunek do turystow, bardzo mile wspominamy do dzisiaj fajna kolacje, basen i inne atrakcje...


                  A na starym miescie kelner wpadl w szal, jak sie dowiedzial, ze chcemy 2 duze pizze dac na 4 talerze, bo dzieci duzych nie zjedza, a tak wyjdzie po pol pizzy na glowe........
                  Zaczal strasznie wkurzony gadac, ze 1 pizza-1osoba...
                  Nie ma wyjatkow, dzieci sie nie licza...

                  Po jego oswiadczeniu bylo jasne... NIGDY WIECEJ Wenecji w naszym zyciu
                  • wislok1 Re: A ttymczasem w Wenecji... 13.06.22, 20:00
                    Nigdy z czyms takim sie nie spotkalismy, w zadnym kraju i miejscu, poza Wenecja...

                    Generalnie ich problem,
                    oczywiscie wsrod tych zakazow sa takie, ktore raczej nie budza kontrowersji, jak zakaz obnazania sie, itp....

                    ALe turysta BARDZO nie lubi byc traktowany jak szmata, a to jest norma w Wenecji

                    • qqbek Re: A ttymczasem w Wenecji... 13.06.22, 23:35
                      1. Dlaczego prawie nigdy nie potrafisz swoich spostrzeżeń zawrzeć w jednym poście? Zamiast tego odpowiadasz sobie tak długo, aż się drzewko na telefonie mi posypie... otwieram na komputerze, a tu nie drzewko się posypało, a Wisłok sam z sobą dyskutuje. Dlaczego?
                      2. Raz się poszkodowany w Wenecji czułem, jako biedny turysta z Bolandy, płacący w 1996 (jeszcze przed klasą maturalną, jeszcze w Lirach) rachunek za kawę na placu św. Marka (z dopłatą za przygrywających grajków). Potem doszedłem do wniosku, że żadnej z kaw wypitych w domu, czy nawet w pomniejszych kawiarniach, nie będę tak wspominał, jak tej z placu Św. Marka... więc chuj z hajsem, warte to było tego.

                      Potem byłem jeszcze dwa razy w Wenecji... zawsze z kawą na placu Św. Marka.
                      • jeepwdyzlu Re: A ttymczasem w Wenecji... 14.06.22, 00:38
                        Qubek brak sympatii Wisłoka do Wenecji mogę zrozumieć - sam próbowałem zarazić sympatia do tego miasta kilka osób - bezskutecznie. Za duzo ludzi, za dużo atrakcji, najczęściej za malo czasu.
                        Protestuję tylko z tezą, że Wenecjanie są pazerni, niegrzeczni i fatalne traktowanie turystów to norma. Moim zdaniem - tak nie jest.
                        Wenecji warto dać szansę, przyjechać bez dzieci, na romantyczny wypad, nie nocowac w Mestre tylko w jednym z tysięcy hotelików w samym mieście, nie śpieszyć się, zjeść lokalne specjały a nie pizzę, przepłynąć kanał tramwajem, poszukać ducha Casanovy...
                        Wenecja jest magiczna, tylko trzeba się nieco wysilić, żeby to zauważyć.
                        • engine8 Re: A ttymczasem w Wenecji... 14.06.22, 00:59
                          My przywiezlismy z Wenecji rybe biala zrobiona tylko z czosnkiem i posypana pieruszka i olejem jakims - zona zna szczegoly.....w restaracji nad zatoka w ciepla noc.. super jedzenie i super atmosfera.
                          Ale to robimy czesto i zawsze wspomnienia wracaja.
                      • engine8 Re: A ttymczasem w Wenecji... 14.06.22, 00:54
                        Co do #2 to my mielismy podobna przygode dokladnie wtym samy miejscu z tym ze grajkow nie bylo a doplata byla doliczona...
                        Pytam za co ? Za grajkow.
                        A gdzie te grajki? - A teraz maja przerwe :)
                        To za co ja place? Za to ze siedzisz w tej strefie .
                        A skad mialem wiedziec ze to strefa z doplata za grajkow? Nie wiem ale tu tyle kosztuje kawa..
                        Nam tez to pozostalo jako przyklad wloskich serwisow
                        I nie ma zmiluj sie.. Szokujace po przyjedzie z USA i Francji gdzie taki epodejscei bylby raczej nie do pomyslenia.
                        • jeepwdyzlu Re: A ttymczasem w Wenecji... 14.06.22, 02:42
                          Nam tez to pozostalo jako przyklad wloskich serwisow
                          ----
                          Włoski serwis jest bez zarzutu - trzeba tylko znać lokalne zwyczaje. I wiedzieć że kawa przy barze kosztuje 1,2 euro a przy stoliku 3.
                          A w spektakularnym miejscu 5. W Cafe Florian 15.
                          Ale 100 metrów dalej znów 2 .
                          Trzeba odróżniać trattorię od restauracji.
                          Lunch od kolacji. Wiedzieć co to jest coperto.
                          No i uśmiech nie zaszkodzi. I choć 2 zdania po włosku.
                          • wislok1 Re: A ttymczasem w Wenecji... 14.06.22, 16:54
                            Wloski serwis jest W WIEKSZOSCI bez zarzutu, poaz pulapkami na turystow typu Wenecja czy niektore knajpy w Rzymie, Mediolanie...
                            Nie tylko w Rzymie i Mediolanie...

                            Co do coperto jest ono wedlug przepisow w 100% NIELEGALNE, po prostu tak robia turystow w wala...

                            Mozna dac napiwek, ale coeperto jest zabronione ( oficjalnie, realia sa inne )

                            W przypadku coperto mozna zadzwonic na Guardia di Finanza...

                            Tak samo calkowicie nielegalny jest brak paragonu fiskalnego, a nadal sie zdarza, ze zapominaja o tym..
                            ( tez nalezy dzwonic na Guardia di Finanza )

                            Poza tym sa tez inne pulapki...
                            Np. znajomi Niemcy o malo co nie zaplacili kosmicznie za parking w Mediolanie...
                            Oplata tylko gotowka, TYLKO PO WLOSKU napisano, ze automat nie przyjmuje reszty...
                            W ostatniej chwili ich ocalil Szwajcar wloski z Lugano i im to po niemiecku wytlumaczyl----
                            A juz chcieli uzyc banknotu 20 euro....

                            No, trzeba tez UWAZAC w sklepach, bo oszukuja czasami i DOKLADNIE sprawdzac paragony
                            W Austrii, Szwajcarii i DE mam 100% pewnosci, ze nie oszukaja, w Italii trzeba bac bardzo czujnym--
                            Nie chodzi o zwykle ceny, bez promocji....
                            Chodzi o rozne promocje, po prostu ich nie nabijaja CZASEM przy kasie...
                            Zwykle chodzi o kilka euro, klient majac caly wozek zakupow sie szybko nie zorientuje...
                            • qqbek Re: A ttymczasem w Wenecji... 14.06.22, 17:55
                              wislok1 napisał:

                              > Co do coperto jest ono wedlug przepisow w 100% NIELEGALNE, po prostu tak robia
                              > turystow w wala...

                              Chyba tylko Rzym zabronił naliczanie coperto.

                              > Mozna dac napiwek, ale coeperto jest zabronione ( oficjalnie, realia sa inne )

                              Patrz wyżej.

                              > W przypadku coperto mozna zadzwonic na Guardia di Finanza...

                              Żeby ciebie wyśmiali?
                              Śmiało.
                              A do komarów można strzelać z moździerzy oblężniczych!

                              > Tak samo calkowicie nielegalny jest brak paragonu fiskalnego, a nadal sie zdarz
                              > a, ze zapominaja o tym..
                              > ( tez nalezy dzwonic na Guardia di Finanza )

                              Kolejna bzdura.
                              Wystarczy, że udowodnią, że wydrukowali, a nie wydali... a już na to mają swoje sposoby.

                              > Poza tym sa tez inne pulapki...
                              > Np. znajomi Niemcy o malo co nie zaplacili kosmicznie za parking w Mediolanie..
                              > .
                              > Oplata tylko gotowka, TYLKO PO WLOSKU napisano, ze automat nie przyjmuje reszty

                              Są w użyciu także takie magiczne pudełka.
                              Ma toto aparat z tyłu, procesor i nadajnik czwartej lub piątej generacji w środku.
                              W połączeniu z magiczną usługą sieciową "Tłumacz" dostępną w systemie Android sprawia, że nawet chiński tradycyjny nie stanowi już większego problemu.

                              A co do "Tylko po włosku" napisanego kapitalikami - a w jakim ma być regulamin parkingu we Włoszech? W Swahili?

                              > W ostatniej chwili ich ocalil Szwajcar wloski z Lugano i im to po niemiecku wyt
                              > lumaczyl----
                              > A juz chcieli uzyc banknotu 20 euro....

                              Ale uczciwy ten Szwajcar, pomimo tego, że włoski!

                              > No, trzeba tez UWAZAC w sklepach, bo oszukuja czasami i DOKLADNIE sprawdzac par
                              > agony
                              > W Austrii, Szwajcarii i DE mam 100% pewnosci, ze nie oszukaja, w Italii trzeba
                              > bac bardzo czujnym--
                              > Nie chodzi o zwykle ceny, bez promocji....
                              > Chodzi o rozne promocje, po prostu ich nie nabijaja CZASEM przy kasie...
                              > Zwykle chodzi o kilka euro, klient majac caly wozek zakupow sie szybko nie zori
                              > entuje...

                              Wiesz, może ty tam po prostu nie jeźdź już więcej?
                              Za bardzo ciebie ten kraj stresuje, wszyscy chcą cię w nim okraść, a nawet uciekają się, kmioty jedne, do używania własnego języka!
                              Mi za to się podoba to, jak na wszystko mają "wyje_ane" (wykreskowałem, żeby się Danusia nie czepiała, żem cham wulgarny).
                              Im dalej na południe tym Włochy biedniejsze, ale i mniej spięte.
            • jeepwdyzlu Re: OT - spostrzeżenia z galerii handlowej. 14.06.22, 02:35
              Prywatnie mi sie wydaje, że muzea powinny być bezplatne wszystkie

              Ciekawe dlaczego? Przeciez to kosztowna w utrzymaniu i uzytkowaniu instutucja?
              ----
              Bilety i tak nie pokrywają kosztów. Czemu za darmo, czy tez za mała kwotę? Żeby ludzie chodzili. Bo nie chodzą.
              • engine8 Re: OT - spostrzeżenia z galerii handlowej. 14.06.22, 05:06
                A co to tobie szkodzi ze nie chodza?
                Jak ja chce zwiedzic muzeum to zaplace rosadna cene bo przeciez ktos za to i tak placi? Ni eja tzn wszyscy inni ktorzy z tego nie korzystaja - i to ma byc fair?
                Widac to nie warte centa dla nich a dla tych co warte ten cent nie bedzi mial znaczenia.
                Wiadomym jest przeciez ze rzeczy darmowych sie nie szanuje.
                Przynajmniej nie zaniczyszczja srodowiska i nie przyspieszja procesu starzenia sie eksponatow.
                Lepiej niech bedzie w srodku 5 osob ktore chca to zobaczyc niz 500 ktore przyszly bo tam jest klimatyzacja
    • nousecomplaining Re: OT - spostrzeżenia z galerii handlowej. 12.06.22, 23:05
      > Nie macie czasem wrażenia
      Ja już dawno się wyleczyłem ze stołowania się w „przestrzeniach gastronomicznych” wszelakich galerii handlowych. To, co opisujesz, było zawsze i wszędzie w takich miejscach. Stoliki różnych jadłodajni są we wspólnej przestrzeni i nikt nie kontroluje tego, kto gdzie co spożywa. Dla mnie to ostateczność spowodowana głodem. W dużych galeriach np. Silesia w Katowicach można zakotwiczyć w przybytkach typu Bierhalle albo Jeff's i tam jest ok, bo po prostu wchodzisz do restauracji.
    • only_the_godfather Re: OT - spostrzeżenia z galerii handlowej. 13.06.22, 14:31
      Generalnie Twoja analogia jest dobra choć jest pewien szczegół, jak to określiłeś najpierw "nasi" pojechali do wsi obok podkradać im frytki a dopiero potem "oni"najechali nas.

      Co do samych knajp w galeriach to tak jest wszędzie, dlatego jeśli muszę jeść w galerii to lubię pod tym względem Manufakturę, bo na rynku są całkiem fajne knajpy w których i nawet latem jak są stoliki wystawione na zewnątrz to obsługa pilnuje by przy ich stoliku siedzieli ich goście. Food Court to ostateczność.
      • qqbek Re: OT - spostrzeżenia z galerii handlowej. 13.06.22, 16:26
        Ja tu mówię o zapyziałej, lekko podupadającej galerii.
        Sęk w tym, że są tam sklepy, których ze świecą szukać w reszcie wsi, bo centrum ma ponad 20 lat i są wśród najemców nadal małe, rodzinne butiki, gdzie małżażona może kupić to, co jej odpowiada.
        A ja mam Empik z kawiarnią i tego Szwejka w razie czego.
        Dopóki Toys "R" Us nie zaczęło podupadać, to warto było dla jedynego w Lublinie sklepu tej siecówki też tam zajrzeć. Rzygam Smykiem i 5-10-15, Toys "R" Us było bardziej pod danie klientowi rzeczywistego wyboru (a i przy okazji przyzwoitych cen), a nie wycyckanie z dudków na najgorszy szajs nakierowane.
        Teraz niestety padli.
        Choć chyba to jeden z ostatnich sklepów w Polsce, który padł.
        Jeszcze w styczniu rowerka dla młodego szukałem.
          • qqbek Re: OT - spostrzeżenia z galerii handlowej. 14.06.22, 10:19
            borsuczyca.klusek napisała:

            > Główny problem z Olimpem jest taki, że go trzy razy dobudowywali, rozbudowywali
            > i teraz ciężko się połapać gdzie co jest i jak tam dojść 🙄

            To tylko, jak ktoś "niezorientowany" jest.
            Jak się bywało po każdej rozbudowie, to się zna całość na pamięć (choć rzeczywiście spacer z parkingu piętrowego, gdzie najczęściej zostawiam samochód, do najnowszej części to już niezła wyprawa - nawet sprawdziłem - od krawędzi parkingu po kino jest 400 metrów w linii prostej - a po prostej się przecież nie idzie).

            Ta ostatnia rozbudowa, kiedy dobudowali kino, Toys "R" Us i salę zabaw dla dzieci była chyba największym sukcesem.

            Ja lubię "Olimp" właśnie za to, że jest pusto.
            Jak pojadę do Felicity, albo do Tarasów, to mi się nożyk w kieszonce otwiera na te dzikie, bezmyślne tłumy - po prostu nie lubię. W Olimpie wiatr hula po korytarzach (właściwie to zastanawiam się, czy część z tych sklepów nie pierze brudnych pieniędzy, bo klienta to widzą raz na godzinę).

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka