emes-nju
05.04.05, 09:40
Wczoraj (dzis?) mialem watliwa przyjemnosc wyjscia z pracy kolo 2 w nocy. Myslalem sobie (zeby poprawic sobie humor), ze przynajmniej dojade do domu w spokoju. I nawet tak bylo, dopuki nie wjechalem na swiezutka arterie komunikacyjna Warszawy, jaka jest Wal Miedzeszynski (dla niewtajemniczonych - wszystkie bajery dla zwiekszenia bezpieczenstwa szybkiej, nowej dwujezdniowki z 50 km/h wlacznie). Niedawno przenioslem sie w rejony podwarszawskie i nocna jazda tamtedy byla dla mnie nowoscia. Troche stresujaca... Nocna jazda okazala sie nad wyraz dokuczliwa bo jakis maniak "bezpieczenstwa" poustawial WSZYSTKIE sygnalizatory na czerwone (tak jest tylko w nocy - w dzien normalnie, ze zdecydowanym priorytetem Walu). Przy pomocy magicznych czujnikow, zmienia sie ono na zielone jak ktos podjezdza. Nawet dosc wczesnie - nie ma potrzeby hamowania. Po kilku pierwszych swiatlach jechalem sobie samiutenki w zasiegu wzroku, rozluzniony, przekraczajac oczywiscie predkosc (nie za duzo bo bylem nieswiezy - nie napisze ile bo wrog czuwa!), a tu nagle niespodziewajka - swiatla nie zmieniaja sie na zielone bo z podporzadkowanej ktos wlasnie wyjezdza.
CO ZA MEGAKRETYN TO WYMYSLI???!!! PO CO?! DLA BEZPIECZENSTWA?! O! NIE!
Nawet gdybym jechal z przepisowa predkoscia, to byloby niebezpiecznie bo po 18 godzinach w pracy (o tej porze czesto jezdza tacy idioci - takie czasy nastaly) bylem zdekoncentrowany. Wpasowalem sie w kojacy rytm czerwone-zielone i jechalem. Jak zielone sie nie zapalilo, minela dluzsza chwila zanim zareagowalem - nie miescilo sie to w schemacie, ktory wymusil ten ktos, kto to wymyslil. Co za idiotyzm!!!
prdr