zgrzeszyłam: wcięłam się w korku

12.05.05, 09:09
Choć do tej pory wydawało mi się to wstrętne, to jednak jak zobaczyłam
dłuuuugą kolejkę aut na moim pasie (do skrętu w lewo), nie stanęłam grzecznie
za nimi tylko pojechałam prosto (środkowy był wolny), i w zasadzie płynnie,
bez wytracania prędkości i nikogo nie zmuszając do hamowania, wrzucając
kierunkowskaz, zjechałam na lewo i sobie skręciłam. Oczywiście pan za mną
zatrąbił.
POtem przed nim jechałam i miałam głupie poczucie, że brzydko o mnie mówi i
myśli. W sumie ja tez tak myślę o takich wstrętnych wciskaczach-szybkościowcach...
Wiem, że powinam była kulturalnie poczekać, wiem ze gdyby wszyscy tak jeździli
itp itd. Dlatego spowiadam się na forum:-(
    • emes-nju Re: zgrzeszyłam: wcięłam się w korku 12.05.05, 09:22
      Jezeli napiszesz, ze juz nigdy tak nie zrobisz, bedzie Ci odpuszczone :-)

      Inna zupelnie sprawa jest to, ze wciskacze ZAWSZE znajda dziure bo ruszanie ze skrzyzowan odbywa sie u nas w nieco zbyt (jak na moje nerwy) dostojny sposob. Kolejka stojaca zderzak w zderzak, po zapaleniu sie zielonego natychmiast robi odstepy na poziome 50-100 m (wszystko zalezy o ile sekund ktos zaspi). Potem, w miare przyspieszania, odstepy spadaja do 10-15 m przed nastepnym skrzyzowaniem, kiedy juz wiekszosc osiagnie predkosc 80-90 km/h wylacznie po to, zeby gwaltownie hamowac. To daje szerokie pole do popisow z wciskaniem...
      • paul_78 Re: zgrzeszyłam: wcięłam się w korku 12.05.05, 09:35
        Oczywiście. Polacy jeżdżą jak cioty. Po zapaleniu się zielonego światła
        większość przyjmuje ten fakt ze zdziwieniem, długo analizuje, co się stało,
        wrzuca bieg i powoli rusza. A co do skrętu w lewo: często jest tak, że światło
        do lewoskrętu zapala się na kilka sekund, tak żeby przepuścić 4 samochody (dwa,
        jeśli powożą Polacy) a czeka się dłuuugo. Np. tak jest przy skręcie z Alej
        Jerozolimskich (w kierunku śródmieścia) do Reduty. Ja robię coś inneg - nie
        wcinam się przed nich, tylko skręcam w prawo w ul. Smigłowca i od razu na niej
        zawracam, przejeżdżam przez Aleje. Oszczędza się na tym ładne kilkanaście minut.
        • edek40 Re: zgrzeszyłam: wcięłam się w korku 12.05.05, 13:40
          Pominales wazny drobiazg. Po wnikliwej analizie tego, co niespodziewanie wyswietlilo sie na sygnalizatorze odbywa sie paniczne poszukiwanie pierwszego biegu. Dopiero potem nastepuje ruszenie na obrotach jalowych.
      • sakhal Re: zgrzeszyłam: wcięłam się w korku 12.05.05, 15:24
        No juz tak nie fantazjuj, nie wiem czy zdajesz sobie sprawe ile to jest
        100m...albo moze zdradz nazwe tego mistycznego miasta gdzie zaspani kierowcy
        ruszajac zostawiaja 100m odstepu
        20-30m to max
        • emes-nju Re: zgrzeszyłam: wcięłam się w korku 12.05.05, 15:37
          Miasto nazywa sie Warszawa, a 100 m tak zupelnie samo mi nie wpadlo do glowy. Dzis w korku, jadaca za mna, pani w Renault Scenic zostawiala mniej wiecej taki odstep jak ruszalem. No, moze 80 m (tez wiem ile to jest!). W ciagu kilku minut zdarzylo sie jej to wiecej niz raz wiec uznalem, ze to rutyna :-P

          Ale faktycznie, przecietni zostawiaja 20-30 m. Taki drobiazg na 2 autobusy...
    • wielebas Re: zgrzeszyłam: wcięłam się w korku 12.05.05, 09:35
      Hmmmmmmmm to ja powinienem sie cały czas wstydzic bo bez wciskania nigdzie bym
      na czas nie dojechał:)
      • emes-nju Re: zgrzeszyłam: wcięłam się w korku 12.05.05, 09:47
        wielebas napisał:

        > Hmmmmmmmm to ja powinienem sie cały czas wstydzic bo bez wciskania nigdzie
        > bym na czas nie dojechał:)


        Mysle, ze zamiast sie wstydzic, powinienes z duma przyjmowac gorace podziekowanie tych (normalnych, ale wg. wciskaczy glupich), ktorzy dzieki wciskaczom nigdzie nie dojezdzaja na czas.
    • rapid130 Re: zgrzeszyłam: wcięłam się w korku 12.05.05, 14:47
      Hmmm...
      Wczoraj też się "wciąłem", jakiejś Skodzie Fabii.

      Nie było to eleganckie, chociaż kierowca w Fabii sam dał mi okazję. "Przysnął"
      przy starcie, gdy czołówka ruszyła spod świateł. W momencie kiedy już
      zmieniałem pas, postanowił jednak szybciutko zamknąć lukę. Skończyło się na
      kwiknięciu (jego) opon przy hamowaniu.

      Na moje usprawiedliwienie:
      1. Spróbujcie przeskoczyć trzy pasy ruchu na dystansie 250 metrów, przebijając
      się przez długie ogonki na dwóch pasach przed rondem. (Wyjechałem z bocznej
      ulicy w prawo i na rondzie musiałem zrobić nawrotkę).
      2. Najpierw prosząco mrugałem kierunkowskazem przez dobrą minutę, na nikogo nie
      napierając. Mimo to nie było chętnych do wpuszczenia, chociaż tirem nie
      jechałem ;-)
      3. Sam w takiej sytuacji, stojąc pod światłam, wpuszczam próbujących zmienić
      pas, w miarę możliwości.
      4. Na rozładowanie napięcia podziękowałem / przeprosiłem awaryjnymi.
      • piotrpilinko Re: zgrzeszyłam: wcięłam się w korku 12.05.05, 22:52
        Hmm, normalnie staram się tak nie robić. Ale jakiś czas temu miałem identyczną sytuację. "Wciąłem" się gościowi w fieście, który radośnie zaspał przed skrzyżowaniem. Stałem na prawym pasie (tylko do skrętu w prawo), bo wyjechałem z osiedla - i to dłuższy czas, bo korek był paskudny, a nikt jakoś nie chciał mnie puścić na środkowy (o lewym nie mówiąc). Facet się wkurzył i wysiadł z pianą próbując otworzyć moje drzwi i się naciął, bo zawsze jeżdżę z zamkniętymi. Rozmowa była krótka, ale powiem, że miał szczęście, że nie udało mu się jednak otworzyć tych drzwi, bo mimo iż jestem spokojny, to pewnych zachowań nie toleruję... Nie zamierzam się przejmować takimi sytuacjami. A do skrzyżowania wpuściłem jeszcze na "mój" pas cztery samochody, w tym dwa autobusy.

        Wnioski:
        1. Nie zamierzam się usprawiedliwiać.
        2. Następny razem będę woził w widocznym miejscu klucz francuski...
        3. Nadal puszczam na pas tych, którzy wyrażą taką ochotę (poprzez włączenie kierunkowskazu)...
        4. "Mój" pas NIE JEST moją twierdzą!
        • radonek Re: zgrzeszyłam: wcięłam się w korku 13.05.05, 10:07
          No to nie rozumiem gościa z fiesty. Ja tam toleruję jak ktoś się wciśnie, ale
          pod warunkiem, że „wciskacz” wie, do czego służy gaz (chodzi o przyspieszanie a
          nie o gotowanie :)). Wczoraj na Al. Jerozolimskich na wysokości chyba Ursusa
          wcisnęła się Toyotka Yaris. Wszystko byłoby fajnie gdybym nie musiał hamować,
          bo kierowca Toyotki zapomniał dać po garach. A przed sobą miał całkiem sporo
          miejsca. Nie wiem jak tak można robić. ))Ludzie depnijcie sobie czasami a nie
          tak jakby silniczek wypadał((
          • uasiczka Re: zgrzeszyłam: wcięłam się w korku 13.05.05, 10:25
            gaz jak gaz... KIERUNKOWSKAZY!!!!!
            • radonek Re: zgrzeszyłam: wcięłam się w korku 13.05.05, 10:32
              uasiczka napisała:

              > gaz jak gaz... KIERUNKOWSKAZY!!!!!

              Co racja to racja. Uznałem, że włączanie kierunkowskazów jest tak samo
              oczywiste jak mycie zębów. Z kolei co mi po kierunkowskazie jak komuś benzynka
              się kończy. ;-)
              • elvispresley Re: zgrzeszyłam: wcięłam się w korku 13.05.05, 12:52
                Srutu tutu klębek drutu: jestem kierowcą dość krótko, ale zatrzymuję się na
                przejściach dla pieszych, kiedy widzę, że ktoś przy nich wrasta w ziemie i za
                mną jedzie 200 aut, ustępuję pierwzeństwa przejazdu zawsze, jeśli ktoś wlączy
                kierunkowskaz. I tu metirum: bardzo wielu kierowców w Wawie nie używa
                kierunkowskazów. Można pozwalać ludziom się wlączać do ruchu, zmieniać pas -
                jeśli tylko widzimy ich tylni kierunkowskaz to nawet powinniśmy. Ale niektórzy
                po prostu zmieniają pas. I co wtedy? Lądujesz 1-2metry od niego. A jak uzyjesz
                klaksonu to ci sfuj krzywy palec pokaże. Czlowiek się wtedy 100 razy zastanowi,
                zanim kogoś wpuści, prawda?:(
                • radonek Re: zgrzeszyłam: wcięłam się w korku 13.05.05, 13:00
                  No właśnie to miałem na myśli. Czyli ktoś się wcina i nie przyspiesza albo
                  wręcz hamuje. W gęstym korku z oczywistych powodów nie można przyspieszyć i
                  wówczas niewłączanie kierunkowskazów faktycznie jest irytujące. Ja o tych
                  zębach i kierunkowskazach napisałem, aby się wytłumaczyć, dlaczego wcześniej o
                  tym nie wspomniałem. Dla wielu ludzi codzienna toaleta jest rzeczą oczywistą,
                  ale niestety nie dla wszystkich.
                  • piotrpilinko Re: zgrzeszyłam: wcięłam się w korku 13.05.05, 23:33
                    Kierunkowskazik mrugał od kilku minut (korek był jak nieszczęście, albo taki jak zazwyczaj na popapranej Legnickiej z bardzo krótkim cyklem świateł - ale w końcu to tylko główny szlak przelotowy przez Wrocław, więc po co to lepiej ustawić? Szczególnie podczas remontu placu Jana Pawła II (in spe))...

                    Widziałem, że gość coś niemrawo ruszał, zrobiła się luka na dwa samochody, więc grzechem by było, gdybym z niej nie skorzystał. Inaczej dalej kierowcy za mną by się denerwowali, iż nie mogą skręcić w prawo...
      • typson Re: zgrzeszyłam: wcięłam się w korku 14.05.05, 01:40
        > Hmmm...
        > Wczoraj też się "wciąłem", jakiejś Skodzie Fabii.
        >
        > Nie było to eleganckie, chociaż kierowca w Fabii sam dał mi okazję. "Przysnął"
        > przy starcie, gdy czołówka ruszyła spod świateł.

        Pewnie HTP

        > W momencie kiedy już
        > zmieniałem pas, postanowił jednak szybciutko zamknąć lukę. Skończyło się na
        > kwiknięciu (jego) opon przy hamowaniu.

        o! moze HTP z magnetyzerem
    • zaholec Re: rutaga 14.05.05, 15:00
      Idź i grzesz, byle ciałem, a nie carem :)))

      pozdrawiam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja