b12
19.05.05, 15:30
Tak - zgadza się, tościema. Kilka dni temu zepsuł mi się napinacz paska
alternatora i pojechałem do znajomego, który jest majstrem w okolicznym ASO.
Zaczęliśmy rozmawiać o usterkowości nowych modeli i gość konfidencjonalnym
tonem powiedział, że tak naprawdę nie chodzi tu o żadne groźne usterki.
Mówi: słuchaj, kto po upłynięciu okresu gwarancji zagląda do ASO ?
Praktycznie nikt, bo ludzie zwyczajnie boją się zdzierstwa. Więc firma
ogłasza, że spora partia aut (zazwyczaj nie są to wozy nowe, tylko 1 - 4
letnie - część właścicieli zaczyna rozglądać się za nowym wozem - proste nie?)
No więc kierowcy przyjeżdżają, bo gratis, bo firma dba o ich bezpieczeństwo,
bo daje ciastka i kawę.. A przy okazji można obejrzeć nowe modele firmy,
podczas rutynowej kontroli rzekomo wadliwej części wychodzi na jaw, że
wymiany wymaga kilka innych elementów, których wymiane planowaliśmy na za dwa
miesiące i raczej nie w ASO.
Według mnie to świetna metoda promocji firmy (wiadomość rozprzestrzenia się
sama po wszystkich portalach i gazetach o tematyce Auto-moto) opierająca się
na zasadzie wzajemności (my dbamy o twoje bezpieczeństwo i dajemy kawę a ty
nie chcesz zostawić tych marnych kilku groszy na części ??
Może więc już czas przestać się podniecać doniesieniami koncernów i zacierać
ręce, bo inne też się psują ? ;)