rapid130
07.07.05, 11:31
Bez dwóch zdań - znaki poziome na trasach poprawiają bezpieczeństwo.
W nocy są wielkim pomocnikiem przy podejmowaniu decyzji - Wyprzedzać? Nie
wyprzedzać?
Ale jest tylko jeden warunek – MUSZĄ być wytyczane poprawnie.
Jeżeli jest inaczej, stanowią śmiertelne niebezpieczeństwo.
Z dwojga złego – według mnie - lepszy jest brak oznakowania poziomego niż
oznakowanie błędne.
Jeżdżę sporo (30-40 tys. km rocznie) i coraz częściej widuję na trasach
makabryczne błędy w wytyczaniu linii.
I ciekawe zjawisko – najstarsze odcinki ze znakami poziomymi są zwykle bez
zarzutu, za to wady widuję zwykle na trasach „malowanych” niedawno, najdalej
parę lat temu, a nawet po świeżutkich remontach nawierzchni.
Standardowym błędem jest linia przerywana przed zakrętami o słabej
widoczności (a bywa że na samym łuku, podkreślam słabo widocznym) i przed
czubkami wzniesień.
Prawdziwym hiciorem jest obrośnięty drzewami zakręt w prawo, biegnący pod
górę, na trasie nr 24 około 30 km ode mnie, gdzie w majestacie znaków
poziomych można wyprzedzać.
(Teraz robią tam remont, zobaczymy czy wada zniknie, czy przyklepią błąd).
Takich miejsc, tylko w promieniu 70 km od domu, mógłbym wskazać kilkanaście.
I wydaje mi się, że niektórzy drogowcy w ogóle przestali widzieć drobne
wzniesienia, dylatacje terenu, w których potrafi się na moment skryć samochód
osobowy. Dawniej widzieli takie pułapki, ale dziwnym trafem ostatnio ślepną.
Policję ani to ziębi, ani parzy – sprawdziłem.
Przypuszczam, że to skutek oszczędzenia każdej fazie projektowania drogi.
Projekt oznakowania poziomego robi się chyba zza biurka, w oparciu tylko o
mapy geodezyjne i techniczne rysunki trasy. Bez wizji lokalnej, bo
kilkukrotny dojazd na miejsce mocno podbija koszty.
Niestety, projektant oznakowania, bez samodzielnego pokonania samochodem
odcinka, dla którego wytycza się znaki (musowo w obie strony i kilka razy),
nie wyłapie mniejszych nierówności terenu, czy pogorszenia widoczności przez
przydrożne drzewa, krzaki, wysokie bariery energochłonne, itp.
Ciekawe ile osób ginie w skali roku ufając fałszywym znakom poziomym?
Liczba niesprawdzalna.
Przypuszczam, że można ją śmiało szacować na 200-300.
Ale cóż, hasło „nieprawidłowe wyprzedzanie” jest bardzo pojemne, nieboszczyk
w niesławie pirata drogowego zabiera swoją tajemnicę do grobu, a u nas nikt
nie bawi się w szczegółowy rozbiór przyczynowo-skutkowy wypadku drogowego.
Nie ma czasu, nie ma pieniędzy, nie ma chęci.
Czy ktoś z was ma podobne spostrzeżenia?