krawiasty
13.08.05, 19:22
Jadę sobie Alejami Jerozolimskimi w Warszawie, okolice Macro, koleiny na
wszystkich pasach. Nagle czuję szarpnięcie i słyszę hałas. Wjechałem na jakiś
wybój. Po chwili zjeżdżam na pobocze, bo czuję, że auto jedzie na feldze. No
i okazuje się, że opona jest ROZERWANA, felga wgnieciona. Pan z zakładu
wulkanizacyjnego felgę wystukał młotkiem, ale roczna opona Dunlop poszła się
pier... . Założył mi koło zapasowe, a jako zapasowe do bagażnika dał używaną
Fuldę nałożoną na tę wystukaną felgę. Zapłaciłem 70 PLN wulkanizatorowi,
wartości opony Dunlop nie znam, ale chyba taka kosztuje więcej niż paczka
papierosów... No, jestem w plecy "dzięki" warszawskiemu Zarządowi Dróg
Miejskich. I tak sobie myślę, że rację miał mój były szef, kiedy twierdził,
że powinniśmy założyć Stowarzyszenie Warszawskich Kierowców i kierować (nomen
omen) do sądu pozwy o wszystko: opony, felgi, amortyzatory zniszczone na
dziurach, zniszczenia od soli w zimie itp.
PS. Opona do kasacji na skutek kontaktu z wybojem czy dziurą zdarza mi się
już drugi raz. Poprzednim razem nie udało się uratować dwuletniej Michelin...