persona.bez.grata
19.09.05, 13:03
Bylo to tak:
Brat kolegi znalazl w prasie ogloszenie, ktorego mowilo, ze za 500 zl
wpisowego mozna wziac udzial w wyprawie swojego zycia. Nagroda miala byc
mozliwosc kupna samochodu w bardzo korzystnej cenie. Jako, ze u niego na wsi
juz prawie kazdy chlopek ma samochod, pozyczyl te 500 zl od ojca, sprzedal
buraki i marchew z czego uzyskal kolejne 1600 zl i zapisal sie na wyprawe.
Wyprawa rozpoczela sie bardzo wczesnie po o 5:30. Poswiecil sie i nawet nie
szedl spac, zreszta wieczorem pili do pozna z kumplami i podczas tej biesiady
dowiedzial sie wielu praktycznych rzeczy co go moze spotkac w czasie tej
wyprawy. W kazdym razie spakowal do plecaka kawalek kielbasy, pol chleba i
wyruszyl do piechote do najblizszego przystanku PKS. Mama mowila, zeby zabral
jeszcze skarpety i majtki na zmiane, ale powiedzial, ze na 3-dniowa wyprawe
przeciez nie warto brac nic na zmiane. PKS przyjechal punktualnie, dzieki
czemu za pol godziny byl juz na dworcu PKP. Pociag mial o 6:20, wiec wolna
chwile poswiecil na wymiane zlotowek na euro i zakup miesiecznika AutoSwiat,
ktore przeczytal od deski do deski w czasie podrozy. Na miejscu zbiorki na
parkingu pod Poznaniem byl cale 35 minut przed czasem, bo wyjazd mial byc
dopiero o 11.00. Dzieki temu zajal sobie miejsce przy oknie w busie, w ktorym
miala odbyc sie wyprawa. W ciagu pol godziny bus zapelnil sie towarzyszami
wyprawy. Od razu poczul sie swojsko, bo towarzystwo bardzo mu odpowiadalo.
Mial z nimi tyle wspolnych tematow, ze az sie zdziwil, iz mozna w jednym
miejscu spotkac tylu ciekawych ludzi. Wszyscy rozmawiali o nagrodach, ktore
juz dostana za 2-3 dni. Ani sie obejrzal, jak wjechali na terytorium
Niemieckiej Republiki Federalnej. Poniewaz byl to pierwszy jego wyjazd poza
granice kraju, az sie zapomnial z wrazenia i zaczal wyobrazac siebie w nowym
Golfie, choc tak naprawde jego mozliwosci siegaly duzo nizej. Ale przeciez
czlowiek bez marzen jest nikim. Po kilku godzinach przyjechali do pierwszego
autohausu. Wszyscy wypadli z busa jakby dotarli wlasnie do ziemi obiecanej. On
tez z rumiencami na twarzy zaczal biegac wsrod wrakow tego, co kiedys bylo
samochodami. Niestety spotkal go zawod - nie znalazl nic dla siebie. A marzyl
o Goflie III Speszal Edyszon. W podobnej sytuacji jak on byla wiekszosc
wyprawowiczow. Tylko jeden facet, rolnik spod Pcimia, wyjechal z autohausu
lsniacym Oplem Kadetem. Reszta ruszyla w glab kraju. Niestety w kolejnych
miejscach sytuacja powtorzyla sie. Jezdzili tak cale dwa dni, a az wreszcie
towarzystwo zdecydowalo, ze czas wracac do domu. Zeby nie wrocic z pustyki
rekami, kazdy kupil sobie po Golfie I za 300 euro, a i tak byli szczesliwi.
Drugie tyle kasy zostalo im przeciez w kieszeni.
Do domu wrocil po 4 dniach, brudny i nieumyty, ale za to wlasnym Golfem z
nalepka 'D'. Juz nie czul sie na wsi jak odsczepieniec.