proszek01
29.09.05, 14:08
miejsce: obwodnica Białobrzegów
dozwolona prędkość: 110 km/h (droga dla pojazdów sam., dwupasmowa)
opis sytuacji: jadę sobie spokojnie coś pomiędzy 110 a 120, w pewnym momecie
zbliżam się do kolumny pojazdów. Na przedzie tej kolumny na prawym pasie
porusza się radiowóz policyjny, pojazdy przede mną boją się go wyprzedzić.
Zbliżam sie powoli do kolumny i czekam aż pojazdy na lewym pasie mnie
przepuszczą. Wszyscy grzecznie po kolei zjeżdzają na prawy pas ustawiając się
za radiowozem, ustępując mi miejsca. Powoli zwiększam prędkość, ale nie
przekraczam 115, bardzo powoli zbliżam się do radiowozu i zaczynam go
wyprzedzać. Ledwie skończyłem, zaczęła sie dyskoteka: koguty, klaksony,
światła i lizaki. Grzecznie zjechałem na pobocze, delikatnie uchyliłem szybkę
i czekam. Podleciało dwóch i zaczęli grozić mandatem za przekroczenie
prędkości. Mówię zgodnie z prawdą, że jechałem 110, no może 115. Na to
panowie policjanci z pianą na pysku, że oni jechali 110, a ja musiałem
więcej, bo ich wyprzedzałem. Coś sie chyba zorientowali, że na przekroczenie
mnie nie wezmą, bo zaczęli badać stan techniczny pojazdu (ja cały czas
grzecznie siedzę w aucie). Auto nowe, służbowe, (bad. techn. sprzed miesiąca)
więc za stan techniczny też sie nie da wlepić kary, zabrać dowodu też nie
można. I teraz uwaga:
"Powinienem wlepić Panu mandat za uporczywe trzymanie się lewego pasa - 400
złotych, w Polsce obowiązuje ruch prawostronny, lewy pas służy tylko do
wyprzedzania". Przecież ja wyprzedzałem.... "Ma pan szczęście, że mamy inne
obowiązki, inaczej otrzymałby pan madat. Do widzenia..."
Odnosze wrażenie, że jedynym moim "przestępstwem" było to, że ośmieliłem się
wyprzedzić radiowóz. Bardzo ich to zdenerwowało.
Nie lubię takich palantów...
Pozdrawiam