staruch5
08.10.05, 14:13
zeby wypowiedz nie zaginela, zawsze lepiej zreobic nowy watek, niz sie
podczepiac posd stary, choc to troche balaganienie, ale tu wszystcy (prawie)
to robicie.
Co do owej teorii, ze lepsze opony na tyl. O co tu chodzi...
Mysle glownie o zimie.
Nie mowie o lysych oponach, ale o parze opon o biezniku 4 mm (ponad TW1) i
np. 3mm.
Na przyczepnosc ma wplyw zuzycie bieznika ale i wiek gumy.
Na suchej nawierzchni - szczerze watpie, zebym wpadl w poslizg najpierw z
tylu.
Na mokrej:
tu na ogol tylne kola wjezdzaja w miejsce odgarnietej wody przez przednie,
wiec tez mi sie nie wydaje, aby tyl byl bardziej narazony.
Lod: to samo, jak przy suchej nawierzchni.
Snieg, no tu jedynie moze byc roznica. Rzeczywiscie tyl z racji mniejszego
bieznika - moze poplynac wczesniej.
Jezeli mam racje, to zastanowmy sie, jak duzo z nas jezdzacych w miescie
jezdzi w ciagu roku po sniegu...
Ja jezdze juz 0.5 Gm i zawsze daje na przod lepsze opony. Roznica przod -tyl
nie jest nigdy wieksza niz 1mm. I to sie ladnie wyrownuje. tzn. w ten sposob
moge na komplecie przejezdzic wiecej.
Raz mi sie zdarzyl taki efekt, ze przy 110-120km/h na zamarzajacym deszczu ze
sniegiem poczulem plyniecie tylu i musialem zwolnic.
Uwazam, ze ta teotria to nabijanie ludzi w butelke. wykorzystuje sie jakas
polprawde, zebysmy czesciej zmieniali opony.
Pozdrawiam