ultrax
26.10.05, 12:28
A oto moja historyjka. Jadę z pracy zmęczony jak cholera, chce szybko być w
domu, bo dosłownie umierałem z głodu. Wyjątkowo pustawo na ulicach, jazda
przyjemna. Nagle jakieś zatwardzenie na drodze się zrobiło, fakt ograniczenia
do 70 km/h, ale czarna corsa porusza się dużo wolniej. Nie mam jak wyprzedzić
bo ciągła, jadące auta z naprzeciwka. Większość aut skręciła jadę
za "czarnym" ślamazarnym kierowcą corsy. Zaczynam się powoli gotować, jak
można tak jechać. Ciągle ciągłe linie, w żołądku już mam skręt kich.
Wyprzedzam gościa (oczywiście ciągła, zakaz wyprzedzania, auta z naprzeciw
nie jechały!!!) Zrównałem się z gościem i pech chciał drogówka. Przyspieszam
jeszcze bardziej, bo PAN POLICJANT odwrócony jest w drugą stronę, drugiego
nie było widać. Po wyprzedzaniu, daje po heblach, aby mieć te 70, 80 na
liczniku. Gość w corsie "piszczy". Mało brakowało, aby mi w kuperek wjechał.
Nie zrobiłem tego złośliwie tylko chciałem uniknąć "wymiaru sprawiedliwości".
Oczywiście po pisku jego hamulców PAN POLICJANT obrócił się i "lizakiem" już
macha. Hmm na mnie czy na niego? Zatrzymuję się ja i typ za mną. POdchodzi
PAN WŁADZA, Panu dziękuję, więc odjechałem z ulgą. Uff, mam nadzieję, że go
tak przetrzepali za fałszywie pojętą nadgorliwość, że na drugi raz zmądrzeje.
Zachowania kierowców, gdy ktoś mrugnie z nadprzeciwka światłami są dla mnie
niezrozumiałe. Zwolnienie o ponad 20 km/h niż pozwalają na to przepisy. Hmm?