jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie podaż

31.10.05, 15:10
Miałe 25 tysięcy złotych na auto + 2 tysiączki na ubezpieczenie i jakieś
oleje do wymiany. Więc zacząłem szukać. Nie chciałem żadnej okazji, ale
samochodu wartego swojej ceny. Żadna ekstra oferty za 50 procent wartości
rynkowej, bo właśnie ktoś szybko potrzebuje kasy no i włąsnie szybko auto
musi sprzedać, mnie interesowały. Chciałem kupić zwykły, normalny samochód,
za zwykłą, normalną cenę. Pod uwagę brałem 5-7 letnie: opel astra, nissan
almera, honda civic, toyoty corolla i avwensis i golf4. Koniecznie
bezwypadkowe. Podobno do Polski sprowadzono 1,2 miliona aut i jeżeli doliczyć
auta krajowe sprzedawane, to podaż powinna być ogromna. Na benzynę wydałem
majątek i straciłem kilka całych dni na dojazdy i oglądanie badziewia.
Poniżej kilka przykładów.
1. Ogłoszenie z gratki. almera 1999, pierwszy właściciel, niebita, prawie
pełne wyposażenie. No to pojechałem. Niebita rzeczywiście była, wyposażenie
też dobre, tylko, że pierwszy właściciel to był, ale w kraju. W niemczech
miała ich dwóch, a ten polski jeździł samochodem całe 2 miesiące. Czyli
pożegnałem się i sobie pojechałem. Nie można było napisać uczciwe w
ogłoszeniu? przecież i tak to wyjdzie.
2. kolejna almera, identyczne ogłoszenie. Tutaj było znacznie gorzej.
Samochód w środku śmierdział fajami, ze udusić się mozna było. W tylnim
fotelu dziura po papierosie wielkości pięści, skrzętnie zamaskowana
eleganckim pokrowcem. Niebity miał być, tylko, że przednia szyba była
wymieniana, bo innej marki. Rozumiem, mógł kamień uderzyć i dlatego
wymieniana. Tylko dlaczego jednocześnie były wymienione reflektory i to na
takie, które z kilometra było widać, ze to szajs po 100 zł za komplet.
3. ford focus, niebity, niepalony, pierwszy właściciel. Samochód na pierwszy
rzut oka cudowny: idealny lakier, czyściutka i pachnąco w środku. Już miałem
kupować, ale wcześniej pojechałem ze sprzedawcą do forda, by zweryryfkować
stan teczhniczny. I co się okazało? W samochód z tyłu wjechał chyba walec.
Miał spawaną podłogę bagażnika!!!!!!!!Nie można było napisać uczciwe w
ogłoszeniu? przecież i tak to wyjdzie.
4. kolejny focus. identyczne ogłoszenie. W tym wypadku nawet właściciel
specjalnie nie starał się ukryć dużego walenia w bok. Lakier był położony
chyba sprejem kupionym w biedronce i dobranym na oko. Nie dosyć, że miał inny
odcień, to jeszcze położony w ten sposób, że w dwóch miejscach w lakier
wczepiły się jakieś paprochy. Pewnie nie wysechł.
5. I teraz najlepszy przykład. Honda civic. autko miało niby 98 tysięcy
przebiegu. Czyli dokładnie tyle, co nic. Tylko dlaczego ten samochód prawie
nie miał sprzęgła (zwątpiłem, bo mi się wydawać nawet zaczęło, że autem nie
potrafię jeździć i szarpię nim, jakbym prawko robił na pierwszej godzinie).
Pas kierowcy praktycznie wcale się spowrotem nie zwijał. "Boczne trzymanie"
(sic.) na siedzisku fotela nie istniało. Całe wklęsłe. Żeby było jeszcze
ciekawiej, to od ostatniej wymiany oleju minęło 6 tysięcy kilometrów, a olej
nie wymieniony.
To było tylko kilka przykładów. Łącznie obejrzałem 19 samochodów. W każdym
przypadku oszustwa śmierdziały na kilometr. Na co sprzedawcy liczą? Samochód
za 4-5 tysięcy złotych mozna sprzedać każdy. Ale 25 tys. zł nikt nie wyda,
bez dokładnego sprawdzenia, bo przecież ta sławetna podaż jest ogromna i jest
z czego wybierać.
W końcu kupiłem używaną corollę od dealera toyoty. Przepłaciłem jakieś 2
tysiące, ale aby mam 3-miesięczną gwarancję jakby co i święty spokój.
    • sajkopatyk Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 15:25
      Też tego doświadczyłem . Najlepszym wyjściem to jechać i sobie sprowadzić
      samemu . Niby tyle tego sprowadzili ,a wszędzie same graty (gratka.pl to trafna
      nazwa portalu) .
      • mandaryniarz Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 15:39
        z tym sprowadzaniem to też jest różnie. Sprowadzałem samochód trzy lata temu i
        wcale to nie jest tak różowo, jak wszyscy piszą. Że nie ma oszust i w ogóle.
        Sam widuję raz w miesiącu lawetę rozbitymi samochodami na niemieckich numerach,
        które jadą do polski na naprawę i później wracają do niemiec jako bezwypadkowe
        i były sprzedawane. Akurat pod domem mam zakład blacharski, który się w tym
        specjalizuje.
        Na szukanie auta po niemczech trzeba mieć czas, znać się na tym i mieć
        kontakty. Bo kupowanie w tureckich komisach odradzam wszystkim.
      • frax1 Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 15:53
        A ja wam powiem z drugiej strony jak to wygląda. Ojciec sprowadził Mondeo, a w
        Polsce miał Xsarę. Xsara miała niecałe 70tysięcy km przejechanych ale była
        powypadkowa. Brak poduszki kierowcy. Taka została już przez nas kupiona.
        Ponieważ nie potrzebował dwóch aut to wystawił ogłoszenie na dwa samochody.
        Xsarę kupił pierwszy klient, mimo że ojciec powiedział mu co i jak, że brak
        poduszki, że była walona w przód i czasem zdarza jej się gasnąć. Miała za to
        zmieniony rozrząd i wyglądała jak nówka, pozatym pełna opcja.
        Za to Mondeo, mimo że jest 100% bezwypadkowe, drugi właściciel(jeden zagranicą,
        jeden w PL) i ma udokumentowany przebieg, po Polskich drogach zrobiło niewiele
        ponad 3tys km, nie może znaleźć kupca. Fakt nie jest to pełna opcja ale klime i
        kontrole trakcji ma. Zrobiliśmy zdjęcia na otomoto, razem z tym pokazującym
        zamalowane wgniecenie na nadkolu(szkoda parkingowa). Cena mieści się w średnich
        rocznikowych. Może zrażać przebieg 217tyś km, ale powiedzmy sobię szczerze, kto
        szuka auta z 97 roku z przebiegiem 100tyś km? Fakt takie się trafiają ale są to
        najczęsciej auta po wypadku (patrz xsara). Mimo że auto ma pare zadrapań
        (niewielkich) na zewnątrz to jest idealne pod względem technicznym, nic nie
        jęczy nic nie stuka, nie ściąga. Niestety niewiele osób na to zwraca uwage,
        ważniejsze jest to że ma przebie niby 130tyś km(x2) i piękne alusy, a nie to że
        w aucie są nowe opony, amortyzatory i mimo że nie wygląda na ideał to
        technicznie jest super.
        Pozdrawiam
        • laikkompletny Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 18:44
          o tym niedawno pisałem. Durni Polacy kupują samochody wg. wyglądu, a nie stanu
          technicznego. U mnie problemem był przerysowany zderzak i dziura w tapicerce.
          Jednego i drugiego nie ukrywałem. A mogłem to zrobić, cofnąć licznik, dać do
          lakiernika na polerkę i powiedzieć, że samochodem moja prababcia raz na miesiąc
          jeździła i durny Polak by kupił.
          Jak widzę na grat(k)ach.pl i innych alegrach, 8 letnie samochody z przebiegami
          70-80 tysięcy to mi się nóż w kieszeni otwiera. Jawne kanty w biały dzień. I
          potem kupi taki niby nowy wózek i pieprzy, że model jest do dupy, bo po takim
          małym przebiegu wszystko siada.
          To nie duży przebieg w samochodach jest problemem, ale zaniedbania
          ekslpoatacyjne. Ja np. kupiłem nissana z przebiegem 150 tysięcy. Samochód ma
          pełną dokumentację i książkę serwisową(wpisy weryfikowałem u dealera). W tym
          aucie nawet żarówka za 9 zł była wymieniana w serwisie. I takie samochody się
          kupuje, a nie samochody, którymi rzekomo babcia 90 letnia z lekką nogą do
          kościoła jeździła.
          • sajkopatyk Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 19:19
            Wierzysz dilerom i ich wpisom ? Na ich placach zdarzają się KRADZIONE samochody
            (ostatni przypadek S-klasy) !! Niemcom też bym tak nie ufał . Przecież
            potrafili wymordować bez mrugnięcia pare milionów ludzi ,bo im nie pasowali .
            • waskes29 Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 19:36
              sajkopatyk napisał:

              > Wierzysz dilerom i ich wpisom ? Na ich placach zdarzają się KRADZIONE
              samochody
              >
              > (ostatni przypadek S-klasy) !! Niemcom też bym tak nie ufał . Przecież
              > potrafili wymordować bez mrugnięcia pare milionów ludzi ,bo im nie pasowali .

              Za 500 zl mozna kupic oryginalna ksiazke servisowa do wiekszosci samochodow a
              cala odpowiednia historia servisowania przegladami i naprawami -ale ludzie
              wierza dilerom i wola czasami kupic gowno po powaznej naprawie ale od dilera
              niz dobrze utrzymany samochod ktory mial 3 wlascicieli.
              Ale argument z niemcami i mordowaniem -to wyjatkowo glupi tok myslenia,
              ciekawe czy jak bedziesz w niemczech i jak beda patrzec na ciebie jak na
              zlodzieja bo przyjechales z Polski to nie bedziesz mial nic przeciwko.
              • egon1960 Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 21:40
                Widziałem w Austrii taką CARISMĘ z książką serwisową, która miała przez 5 lat
                wpisy zrobione przez te samą osobę i tym samym długopisem. Nie uwierzę, że
                klient miał takiego farta!!!
              • sajkopatyk Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 21:41
                Rzeczywiście palnąłem z tymi Niemcami . Ujmę w takim razie to w inny sposób :
                Niemcy też są tylko ludźmi .
              • frax1 Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 23:20
                Co do książek i wpisów. Umówmy się że to jest do podrobienia. Ale po aucie to
                widać i da się odczuć, co i jak było robione. Zdaje sobię sprawę że nawet na
                zachodzie zdarzają się wałki, są jednak auta b.tanie i w cenie średniej. Te
                drugie mają i dobry stan techniczny i są pewne. Pozatym aby coś znaleźć trzeba
                mieć praktykę jako mechanik, po kilkudziesięciu tysiącach aut z jakimi miało się
                styczność sprawa wygląda inaczej.
                Pozdrawiam
                • hondziarz Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 01.11.05, 14:23
                  ale każdy normalny kupujący używane auto z ksiażkę serwisową te wpisy
                  wefyrikuje. Wystarczy zadzwonić do salonu. A oprócz wpisów do książki są też
                  przecież rachunki i faktury za naprawy. Mądry właściciel samochodu je trzyma na
                  wypadek sprzedaży by uniknąć właśnie takich podejrzeń o oszusta.
              • pocieszne Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 01.11.05, 02:15
                waskes29 napisał:

                > Za 500 zl mozna kupic oryginalna ksiazke servisowa do wiekszosci samochodow a
                > cala odpowiednia historia servisowania przegladami i naprawami

                a co to za klopot zweryfikowac wpisy z ksiazki z historia przegladow w bazie
                firmy ( oczywiscie nie przez dealera ktory sprzedaje uzywane auto ) ???
          • konrad022 Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 01.11.05, 10:58
            Co w tym dziwnego ja mam po ponad 3 latach 40tys
        • frax1 Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 23:25
          P.S Pomyliłem się, nie było poduszki pasażera.
          Pozdrawiam
    • waskes29 Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 15:51
      mandaryniarz napisał:

      > Miałe 25 tysięcy złotych na auto + 2 tysiączki na ubezpieczenie i jakieś
      > oleje do wymiany. Więc zacząłem szukać. Nie chciałem żadnej okazji, ale
      > samochodu wartego swojej ceny. Żadna ekstra oferty za 50 procent wartości
      > rynkowej, bo właśnie ktoś szybko potrzebuje kasy no i włąsnie szybko auto
      > musi sprzedać, mnie interesowały. Chciałem kupić zwykły, normalny samochód,
      > za zwykłą, normalną cenę. Pod uwagę brałem 5-7 letnie: opel astra, nissan
      > almera, honda civic, toyoty corolla i avwensis i golf4. Koniecznie
      > bezwypadkowe. Podobno do Polski sprowadzono 1,2 miliona aut i jeżeli doliczyć
      > auta krajowe sprzedawane, to podaż powinna być ogromna. Na benzynę wydałem
      > majątek i straciłem kilka całych dni na dojazdy i oglądanie badziewia.
      > Poniżej kilka przykładów.
      > 1. Ogłoszenie z gratki. almera 1999, pierwszy właściciel, niebita, prawie
      > pełne wyposażenie. No to pojechałem. Niebita rzeczywiście była, wyposażenie
      > też dobre, tylko, że pierwszy właściciel to był, ale w kraju. W niemczech
      > miała ich dwóch, a ten polski jeździł samochodem całe 2 miesiące. Czyli
      > pożegnałem się i sobie pojechałem. Nie można było napisać uczciwe w
      > ogłoszeniu? przecież i tak to wyjdzie.

      Mogles zapytac przeciez przez tel. czy kupiona w salonie oszczedzilbys drogi
      jesli to dla ciebie bylo tak wazne zeby byl od pierwszego wlasciciela-tutaj
      ewidentnie twoja wina nie sadze zeby ktos sklamal przez tel ze jest
      inaczej.Zrezta przeciez sam zakladales ze interesuje ciebie samochod
      sprowadzony z zachodu -to czego sie spodziewales ze sprowadzaja 6 latki
      nieuzywane z salonu?Wiadomo przeciez ze taki samochod musial miec wlasciciela
      wczesniej.

      > 5. I teraz najlepszy przykład. Honda civic. autko miało niby 98 tysięcy
      > przebiegu. Czyli dokładnie tyle, co nic. Tylko dlaczego ten samochód prawie
      > nie miał sprzęgła (zwątpiłem, bo mi się wydawać nawet zaczęło, że autem nie
      > potrafię jeździć i szarpię nim, jakbym prawko robił na pierwszej godzinie).
      > Pas kierowcy praktycznie wcale się spowrotem nie zwijał. "Boczne trzymanie"
      > (sic.) na siedzisku fotela nie istniało. Całe wklęsłe. Żeby było jeszcze
      > ciekawiej, to od ostatniej wymiany oleju minęło 6 tysięcy kilometrów, a olej
      > nie wymieniony.
      Pomijajac poprzednie usterki ,po czym poznales ze olej byl nie wymieniony?Bo ja
      choc wydaje mi sie ze sie troche znam na samochodach to trudno byloby mi
      ocenic po 6tys km kiedy byl wymieniony naprawde.
      • wujaszek_joe Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 16:59
        > Mogles zapytac przeciez przez tel. czy kupiona w salonie oszczedzilbys drogi
        problem w tym, że przez telefon na ogół wszystko jest cacy
        dawno nie byłem w żadnym komisie ale kilka miesięcy temu na sto obejrzanych z
        zewnątrz samochodów zaufanie budziło moze pięć. nie wiem co byłoby jakbym te
        pięć dalej sprawdzał.
        • trejo Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 19:38
          Z tym przebiegiem to nie zawsze jast tak. Mój ojciec jeździ punto sportingiem z
          98 roku i zrobił nim ok. 42 tys. Nawet mu kiedyś mówiłem, że jak go bedzie
          sprzedawał to będą kupujący patrzeć bardzo podejżliwie. Tak, że nie ma co
          zakładać, że jak z np. 98 i ma przebieg 70, 80 tys. to juz przekręt. Oczywiście
          wiele sie takich trafia, ale nie zawsze...
          • swoboda_t Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 22:10
            Ja mam na oku Astrę rocznik 93. Pierwszym właścicielem był znajomy, który
            pracuje w fabryce Opla w Bochum. Drugim jest jego siostra. Zastanawia się nad
            sprzedażą auta, a ja liczę na to, że się na to zdecyduje ;) Auto ma
            autentyczny przebiego 130tkm, nigdy nie było katowane ani rozbite (ma na koncie
            dwie stłuczki na parkingu pod marketami) itp. Inna znajoma wkrótce będzie
            sprzedawać Poloneza rocznik 94, ma go po jakimś dziadku(z tych co to ino do
            kościoła jeżdżą), sama mało jeździ. Egzemplarz jest super. Znam jeszcze kilka
            takich ciekawych aut, wbrew pozorom nie są aż taką rzadkością. Faktem jest
            jednak, że zwykle sprzedają się między znajomymi, rodziną itp. a "obcemu"
            pozostaje szukać po ogłoszeniach.
            • wujaszek_joe Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 22:30
              dlatego bardzo często kupuje się auta od znajomych
              a z przebiegiem jasne, że bywają auta o małych przebiegiem, jezdze teraz corsą
              dziadka, która ma 8lat i 56tyś km i jest na nią kolejka chętnych kupujących
              • pocieszne Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 01.11.05, 02:33
                wujaszek_joe napisał:

                > dlatego bardzo często kupuje się auta od znajomych
                > a z przebiegiem jasne, że bywają auta o małych przebiegiem, jezdze teraz
                > corsą dziadka, która ma 8lat i 56tyś km i jest na nią kolejka chętnych
                > kupujących

                szwagier ma Pony 14 lat (09.1991r) i przejechane...34tys
                faktycznie ma klopot ze zprzedaza
                • fazi_ze_sztazi Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 01.11.05, 04:35
                  pocieszne napisał:
                  > szwagier ma Pony 14 lat (09.1991r) i przejechane...34tys

                  czegos takiego nie moge zrozumiec. ale to chyba dlatego ze auto jest dla mnie
                  narzedziem, a dla niektorych czlonkiem rodziny, a wiadomo ze na czlonka rodziny
                  pieniedzy sie nie zaluje
                  • wujaszek_joe Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 01.11.05, 23:27
                    jezeli ktos potzrebuje auto raz na tydzien czy nawe miesiac i stac go na to,
                    poaz tym lubi samochody to trudno mu sie dziwic ze ma auto
              • hondziarz Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 01.11.05, 14:26
                nie kupiłbym samochodu od znajomego, ani mu znajomemu samochodu nie sprzedał.
                Lepiej nie tracić przyjaciół. :-)
          • frax1 Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 23:23
            Ale jeżeli auto ma autentyczny przebiej to się samo obroni. To widać że to jest
            50tyś a nie 200. Wiadomo nie uda się poznać pomiędzy 100 a np. 140 ale
            drastyczne różnice są widoczne.
            Pozdrawiam
        • uny też szukam używanego auta 31.10.05, 19:44
          niedawno miałem jechać do P... celem zweryfikowania samochodu. całkiem
          przyzwoite auto itp. przebieg 106k km prawie pełne wyposażenie. poprosiłem Pana
          o fotografie na emila. przysłał a jakże. auto takie jak w opisie oglądam sobie
          wnętrze i tu zdziwko. dostałem fotki dobrej jakości (nie z telefonu kom.) na
          których bardzo dobrze było widać licznik auta. a tam jak byk 163000 km.
          zadzwoniłem podziękowałem i nie pojechałem. Pan coś mówił o pomyłce itp.
          troszkę się wku... bo zorganizowanie takiego wyjazdu to pewien kłopot.
          faktycznie czy nie można uczciwie napisać o tym aucie.
          Nie wspomnę o komisie z Pułkowej, w którym to stało autko "igła mniód malyna".
          tylko czemu do ku.. nędzy było całe lakierowane od nowa???
          szkoda gadać
        • sajkopatyk Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 21:43
          W Konstancinie pod Warszawą stoi Jaguar S-type 4.0 V8 z 2000 r. i przebiegiem
          55000 km . Oczywiście na sprzedaż .
          • sajkopatyk Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 31.10.05, 21:44
            Może ktoś wie jak przyspiesza ten samochodzik i jak jest z awaryjnością ? Tak
            przy okazji pytam .
            • hiper_super_mega_max wszystko zalezy od marki 31.10.05, 23:20
              10 letnie kompaktowe auto sredniej klasy z niemiec moze miec ponizej 100 tys
              przebiegu - najczesciej jest to drugie auto w rodzinie. Jesli jest w dobrym
              stanie to jest - nie oszukujmy sie - drogie jak cholera. jesli jest tanie to
              najczesciej:
              a) pewne elementy wymagaja naprawy -sprzeglo, uklad wydechowy ip.
              b) bylo bite - drobna kolizja.

              Tanie auta w tym wieku nadaja sie na zlom, eksploatowane przez niezamoznych
              wlasciceli nie zawsze byly nalezycie serwsisowane, a jesli byly naprawiane to
              jak najmniejszym kosztem. ALe wystarczy "odswiezyc lakier", "skorygowac
              przebieg" lub "ekstra doposazyc" i juz mamy okazje ktora szybko znajdzie nowego
              wlasciciela. Przeciez o tym wszyscy wiedza.

              PS.
              czy mozna podrobic przeglad TUV? Chyba tam jest wpisany przebieg auta?
    • renata4 Macie racje mnie tez chcieli oszukac . 01.11.05, 07:43
      Nie jest mozliwe kupienie czegos normalnego w Polsce (prawie) , jezdzilam i
      sami oszusci lub udajacych prywatnych klientow komisiarze.
      Beszczelnie klamia ze auta nie bite , podkrecone km itd.
      Uwaga , do zdjec zamieszczonych a Allegro i potem przechodzacych w OTOMOTOR
      uzywali albo innych aut , albo np inne felgi (nowe) , albo tak
      fotografowali zeby nie pokazac mankamentow .
      Jezdzilam sporo po Polsce , szkoda benzyny i czasu ,sami oszusci .
      Autko kupilam w Niemczech i jestem b . zadowolona .
      • konrad022 Re: Macie racje mnie tez chcieli oszukac . 01.11.05, 15:04
        Jest jest tylko szukajacy przychodza i wyrazaja teorie nt. cofnietego przebiegu
        i nieistniejacych napraw blacharsko lakierniczych (kiedy istniejacych nie
        widza) Sprzedajacy moze sie albo smiac albo powiedziec wypier.....
    • polokokt Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 01.11.05, 11:01
      dobry zwyczaj to szukanie samochodu w jakiejs w gory ustalonej odleglosci od
      swojego miejsca zamieszkania (powiedzmy do 100km). Bo jazda po calej Polsce w
      poszukiwaniu samochodu może skończyć się tym, że koszt poszukiwań może być dość
      znaczący w porównaniu do wartości nabytego samochodu. W ogłoszeniu zazwyczaj
      wszystko wygląda kolorowo a na miejscu okazuje się, że to trup złożony z dwóch
      innych. Bo dobre samochody, z małym przebiegiem (autentycznym) i serwisowane,
      jak już ktoś trafnie zauważył mają kolejkę chetnych na ich zakup i zazwyczaj
      zanim właściciel da ogłoszenie to już dawno taki samochód sprzeda (ewentualnie
      ogłoszenie będzie już dawno nieaktualne).
      Pozdrawiam
    • tomi_22 a propos przebiegow... 01.11.05, 15:02
      W Luksemburgu auto 3/4 lata i przebieg do 80 tys to norma. Czesto auta maja np
      4 lata i 40 tys przebiegu. MAy kraj to i male przebiegi.

      Jednak to zwykle odbija sie na cenie. Auta ni jak, uzywane sa po prostu drogie
      tu. Ale cos za cos...
    • marcinc3 kazdy medal ma dwie styrony 01.11.05, 16:13
      ja powiem o kupujacych troche np 1 ktorzy przyjezdzaja do nowego 4 msc auta od
      dilera i wmawiaja ze byl bity ze sa roznice lakieru ze cytryna itp ze ta wersia
      powinna miec to i to a nie to co ma to jest temat zeka jak i w druga strone i
      po tej stronie i po tej znajduja sie debile jak i oszusci
    • nie.banalny Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 01.11.05, 18:51
      Za 25 tys. kupisz:
      Pande
      Logana
      Matiza
      Lanosa

      z gwarancja

      Malo?
      • hondziarz Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 01.11.05, 20:32
        za 25 tysięcy można też kupić 10-letnie bmw z silnikiem ze 4 litry pewnie,
        super ekstra garbusa z pełnym wyposażeniem od pasjonata, albo 20-letniego
        mercedesa SEK-a. Wszystkie te samochody mimo wieku, kosztują tyle, co laik chce
        wydać na 5-latka. Ale czy to znaczy, że ma je kupować? :-)
        Pomyśl trochę.
        • mobile5 Re: jak kupowałem samochód, czyli g..., a nie pod 01.11.05, 23:11
          hondziarz napisał:
          > Pomyśl trochę.

          Taki czas, to i humor wisielczy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja