mandaryniarz
31.10.05, 15:10
Miałe 25 tysięcy złotych na auto + 2 tysiączki na ubezpieczenie i jakieś
oleje do wymiany. Więc zacząłem szukać. Nie chciałem żadnej okazji, ale
samochodu wartego swojej ceny. Żadna ekstra oferty za 50 procent wartości
rynkowej, bo właśnie ktoś szybko potrzebuje kasy no i włąsnie szybko auto
musi sprzedać, mnie interesowały. Chciałem kupić zwykły, normalny samochód,
za zwykłą, normalną cenę. Pod uwagę brałem 5-7 letnie: opel astra, nissan
almera, honda civic, toyoty corolla i avwensis i golf4. Koniecznie
bezwypadkowe. Podobno do Polski sprowadzono 1,2 miliona aut i jeżeli doliczyć
auta krajowe sprzedawane, to podaż powinna być ogromna. Na benzynę wydałem
majątek i straciłem kilka całych dni na dojazdy i oglądanie badziewia.
Poniżej kilka przykładów.
1. Ogłoszenie z gratki. almera 1999, pierwszy właściciel, niebita, prawie
pełne wyposażenie. No to pojechałem. Niebita rzeczywiście była, wyposażenie
też dobre, tylko, że pierwszy właściciel to był, ale w kraju. W niemczech
miała ich dwóch, a ten polski jeździł samochodem całe 2 miesiące. Czyli
pożegnałem się i sobie pojechałem. Nie można było napisać uczciwe w
ogłoszeniu? przecież i tak to wyjdzie.
2. kolejna almera, identyczne ogłoszenie. Tutaj było znacznie gorzej.
Samochód w środku śmierdział fajami, ze udusić się mozna było. W tylnim
fotelu dziura po papierosie wielkości pięści, skrzętnie zamaskowana
eleganckim pokrowcem. Niebity miał być, tylko, że przednia szyba była
wymieniana, bo innej marki. Rozumiem, mógł kamień uderzyć i dlatego
wymieniana. Tylko dlaczego jednocześnie były wymienione reflektory i to na
takie, które z kilometra było widać, ze to szajs po 100 zł za komplet.
3. ford focus, niebity, niepalony, pierwszy właściciel. Samochód na pierwszy
rzut oka cudowny: idealny lakier, czyściutka i pachnąco w środku. Już miałem
kupować, ale wcześniej pojechałem ze sprzedawcą do forda, by zweryryfkować
stan teczhniczny. I co się okazało? W samochód z tyłu wjechał chyba walec.
Miał spawaną podłogę bagażnika!!!!!!!!Nie można było napisać uczciwe w
ogłoszeniu? przecież i tak to wyjdzie.
4. kolejny focus. identyczne ogłoszenie. W tym wypadku nawet właściciel
specjalnie nie starał się ukryć dużego walenia w bok. Lakier był położony
chyba sprejem kupionym w biedronce i dobranym na oko. Nie dosyć, że miał inny
odcień, to jeszcze położony w ten sposób, że w dwóch miejscach w lakier
wczepiły się jakieś paprochy. Pewnie nie wysechł.
5. I teraz najlepszy przykład. Honda civic. autko miało niby 98 tysięcy
przebiegu. Czyli dokładnie tyle, co nic. Tylko dlaczego ten samochód prawie
nie miał sprzęgła (zwątpiłem, bo mi się wydawać nawet zaczęło, że autem nie
potrafię jeździć i szarpię nim, jakbym prawko robił na pierwszej godzinie).
Pas kierowcy praktycznie wcale się spowrotem nie zwijał. "Boczne trzymanie"
(sic.) na siedzisku fotela nie istniało. Całe wklęsłe. Żeby było jeszcze
ciekawiej, to od ostatniej wymiany oleju minęło 6 tysięcy kilometrów, a olej
nie wymieniony.
To było tylko kilka przykładów. Łącznie obejrzałem 19 samochodów. W każdym
przypadku oszustwa śmierdziały na kilometr. Na co sprzedawcy liczą? Samochód
za 4-5 tysięcy złotych mozna sprzedać każdy. Ale 25 tys. zł nikt nie wyda,
bez dokładnego sprawdzenia, bo przecież ta sławetna podaż jest ogromna i jest
z czego wybierać.
W końcu kupiłem używaną corollę od dealera toyoty. Przepłaciłem jakieś 2
tysiące, ale aby mam 3-miesięczną gwarancję jakby co i święty spokój.