kto nauczył Was jezdzić samochodem?

02.10.02, 13:54
A może sami? Na kursie? Czy ktoś z rodziny? Wiadomo, że na kursie są jazdy,
ale przecież w ciągu tych kilkunastu godzin nie można się nauczyć.
Mnie nauczył mój chłopak (obecnie mąż). To dzięki niemu pokonałam pierwsze
stresy i lęki niedoświadczonego kierowcy, poczułam się pewnie na drodze. Jego
metoda to było "rzucenie na głęboką wodę", od razu kazał mi jezdzić w
centrum, w godzinach szczytu, po ruchliwych ulicach, a nie "czaić się" w
niedzielę na bocznych drogach. "Bo będziesz przecież jezdzić do pracy w
centrum, rano, w powszedni dzień, a nie w niedzielę po bocznych uliczkach".
Początkowo jezdził za mną swoim samochodem, obserwując (potem mi wyliczał
moje błędy), ale nigdy nie chciał siedzieć ze mną w aucie, żebym się nie
przyzwyczaiła oglądać na pomoc ("misiu, co mam zrobić????").
Wtedy uważałam go za potwora, ale potem doceniłam te metody.
    • Gość: mimo Re: kto nauczył Was jezdzić samochodem? IP: 62.29.248.* 02.10.02, 16:39
      Mnie mój ojciec :))))
    • Gość: haczbek Re: kto nauczył Was jezdzić samochodem? IP: 212.160.153.* 02.10.02, 18:41
      Najpierw Tata, potem kurs, a dalej to już własna praktyka. Moje prawko
      niechybnie do pełnoletności zmierza. Rocznie przejeżdżam ok. 10-12 tkm, a mimo
      to a może dlatego nie powiem, że umiałbym znaleźć się w każdej sytuacji.
      Pozdrawiam
    • nxa Re: kto nauczył Was jezdzić samochodem? 03.10.02, 09:07
      Chyba sam się nauczę. Jestem w średnim wieku i dopiero dwa lata temu
      zdecydowałem się na prawo jazdy i samochód. Przejechałem 40 000 km, ale ciągle
      się uczę. Wcześniej nie miałem kontaktu z samochodem. Nad "maszyną" panuję
      całkowicie. Gdyby wszyscy przestrzegali przepisów nie było by problemu - umię
      jeździć. Ciągła nauka, to umiejętne przewidywanie co niebywałego mogą wymyślić
      inni użytkownicy drogi. Na forum wystarczy popatrzeć, które wątki są najdłuższe
      (buraki, dresy, kratki, kapelusze itd). Jestem za zwiększeniem czasu jazd
      obowiązkowych na kursie. Ja miałem 20 godzin, z tego 10 na placu manewrowym. W
      czasie kursu kilka razy jeździłem w nocy samochodem syna - miałem problemy z
      ruszaniem. Zdałem za drugim podejściem (wjazd tyłem do garażu). Wykupiłem
      dodatkowo 10 godzin. Pierwsza jazda, po zakupie auta to było przeżycie! 3
      kilometry do pracy po spokojnych ulicach, wcześnie rano. Przez 8 godzin
      zastanawiałem się jak ja wrócę do domu.
      Pzdr.
      • Gość: darekk Re: kto nauczył Was jezdzić samochodem? IP: 217.153.15.* 03.10.02, 09:27
        pierwsze auto? ursus c360 u dalekiej rodziny. ciagnik byl zdezelowany
        nieziemsko wiec pozwolili mi jezdzic po lakach. mialem wtedy bodajze 14 lat.
        najwiekszym problemem bylo ruszanie i hamowanie, bo nie mialem sily wcisnac
        sprzegla. musialem na nim stawac i zapierac sie o kierownice.

        tego samego lata znajomy ustapil mi miejsca kierowcy w pks-owskim autosanie h9.
        jezdzilismy po lesnych duktach.

        rok pozniej tata posadzil mnie za kierownica malucha. to moj "pierwszy raz" w
        samochodzie osobowym. jezdzilem sobie po bocznych asflatowych drogach na koncu
        swiata. pozniej malucha "dosiadalem" coraz czesciej, wyjezdzalem z parkingu,
        parkowalem, podstawialem pod dom. z czasem malucha zastapilo subaru justy.

        kilka dni po 17-tych urodzinach zapisalem sie na prawo jazdy. nowiutki maluch.
        20 jazd po eksternistycznym egzaminie z teorii, egzamin praktyczny i odbior
        prawka. dzien po odbiorze wsiadlem w samochod ojca i pojechalem do liceum. 10
        kilometrow do centrum warszawy (z ursynowa na polna przy placu unii). nie
        zapomne tej chwili. nigdy!

        a teraz jezdze po 4000 km miesiecznie i nie wyobrazam sobie zycia bez samochodu.
    • Gość: johndoe Re: kto nauczył Was jezdzić samochodem? IP: *.tlsa.pl 03.10.02, 10:35
      nikt. i sadze, ze nikt nikogo nie nauczyl. nauczyc sie trzeba samemu. mnie zabralo to na pewno kilka /nascie?/ kkm i na pewno wieej niz rok. ofiary w sprzecie rowniez byly /chociaz to wlasciwie wina przewodu hamulcowego, ktory pekl nie wtedy co powinien/. dalej sie ucze /juz kilkanascie lat/ i sadze, ze zdarzy mi sie jescze byc zadziwionym na drodze nie raz
      pzdr
    • Gość: Mar SAM! IP: 2.4.STABLE* / 10.2.13.* 03.10.02, 10:46
      Najlepiej nauczyć się samemu.A już nie ma nic gorszego jak "troskliwy" tatuś,
      który pierdoli bez przerwy za uszami, bo się boi, żeby mu nowiutkiego Lanosa
      albo wspaniale utrzymanej Dacii nie zarysować, a już broń Boże nie popsuć
      skrzyni biegów czy sprzęgła!

      Ja sobie wyjechałem parę razy na miasto latem o świcie - gdzie nie było na
      ulicach nikogo - i nabrałem "obycia" z... pedałami, drążkami i cała resztą,
      przyzwyczaiłem sie do reakcji samochodu, który reagował jak prawdziwy samochód
      (dość wiekowa - ale Sierra!), a nie maluch, którym szkolono mnie na kursie.
    • Gość: skorpik Re: kto nauczył Was jezdzić samochodem? IP: *.icm.edu.pl / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.02, 10:56
      oczywiście, że sama!!! ale pod czujnym okiem tatusia, a potem tak jak się
      zdarza: jazdy (bez teorii) i odebranie kartonika z urzedu..... i to jest to co
      lubie najbardziej - jeździć, jeździć
      • Gość: gregor Re: kto nauczył Was jezdzić samochodem? IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 03.10.02, 11:10
        Moje pierwsze jazdy - w wieku 9 lat wartburgiem ojca po lesie. Za pierwszym
        razem krzaki, płacz, porysowany lakier! I to było jedno z dwóch uszkodzeń aut,
        jakie zanotowałem podczas całej mojej (krótkiej, ale dość treściwej) przygody
        jako kierowcy (prawko od 7 lat).

        Można powiedzieć - nauczyłem się sam, bo ojciec dawał kluczyki i KAZAŁ jeździć
        samemu po lesie! A wartburg to swoją drogą niezły był terenowiec...teraz już
        nie to samo...i te biegi!


        Gregor
    • Gość: Nina Re: kto nauczył Was jezdzić samochodem? IP: *.toya.net.pl 03.10.02, 11:12
      Rodzice nie mieli samochodu,ale w liceum mialam kumpli,ktorzy czasami
      dysponowali ojcowskimi malchami:)Warto dodac,ze benzyna byla na kartki i ojciec
      kumpla wyznaczal mu limit kilometrow,np.50,ktore moze przejechac.Wlasnie
      podczas tych jazd na poligonie dowiedzialam sie,jak odkreca sie linke od
      licznika:))Pozniej byly studia w wielkim miescie,i z moim obecnym dorobilismy
      sie malucha.Nadal bylam bez prawka,ale zawsze jdac na swieta do domu troche
      prowadzilam.Nie bylo tylu samochodow,wiec bylo latwo.Potem zrobilam kurs
      (eksternistycznie) i z wykupionych 18 godzin jazdy przejechalam moze
      5.Instruktor uznal,ze nie musi mnie niczego uczyc.Warto dodac,ze osoby,z
      ktorymi uczylam sie jezdzic,mialy nieograniczone zasoby anielskiej
      cierpliwosci,kumpel,ktory uczyl mnie pierwszy-przez jakis czas byl instruktorem
      jazdy...A potem to juz poszlo.
      PS.Co do kursu-bardzo zaluje,ze nie jezdzilam wiecej na placu manewrowym;do
      dzis mam klopoty z poprawnym parkowaniem....
Pełna wersja