friedmar
22.07.06, 11:08
W trakcie podróży przepaliła się jedna z żarówek – nie było można kupić
akurat tej- świateł mijania do Opla Astra.
Zostałem zatrzymany przez patrol Policji.
- Ba, zapłacę nawet Panu o stówę więcej jak mi Pan taką sprzeda, bo naprawdę
chciałbym mieć to z głowy! – odparłem i wytłumaczyłem Panu Policjantowi, że
po nastaniu usterki sprawdziłem wszystkie przydrożne stacje benzynowe i że
samochód jest właściwie nowy, a w poniedziałek oddaję go do fabrycznego
serwisu – Opel Mikołajczak w Bydgoszczy i w najgorszym razie to tam żarówka
zostanie uzupełniona.
- A to rzeczywiście jak firmowy to nie będzie problemu – powiedział raczej do
siebie Pan Policjant, uważnie obchodząc dookoła auto.
Bardzo surowo, nie podejmując mojego przyjaznego tonu zażądał dokumentów –
przeglądając prawo jazdy spytał o imię ojca – Stanisław odrzekłem znowu z
beztroskim śmiechem. Policjanta raczej to rozjuszyło, gdy spytał:
- co się tak Pan śmieje?! – odrzekłem być może niepotrzebnie:
- bo nie lubię policjantów.
Acha – to zabierzemy dowodzik – usłyszałem złośliwą satysfakcję pana
policjanta.
No i nie mam samochodu - bo pracuję w Bydgoszczy, leasing jest w poznaniu, i
po prostu nie mam czasu by z wynikami badań ze stacji diagnostycznej jexchać
do poznania i z tamtąd z pracownikiem leasingu do urzędu miejskkiego.
Czy kraj - buców policjantów, to wszystko na co nas stać?