Gość: MIrek
IP: 195.116.185.*
24.06.01, 00:00
Znaczna część dyskusji w tym forum dotyczy jakości samochodów. Mnóstwo
demagogii, miłości, uprzedzeń i mitów. A tymczasem sprawa jest prosta jak
świńska kita - jakość (rozumiana jako niezawodność i trwałość) zależy
bezpośrednio od trzech czynników (kolejność wg ważności):
1. Kultury, nie tylko technicznej, ludzi produkujących dane auta. Oczywiste, że
zdyscyplinowany i dokładny Japończyk lepiej wytoczy panewkę lub pokryje
lakierem karoserię, niż socjalistycznie ukształtowany Polak, nie mówiąc o
pijanym Rosjaninie. Dlatego ważne jest, czy dany egzemplarz np. Corolli
fizycznie wyprodukowano w Japonii czy też w Turcji. Sporo ludzi już tego
doświadczyło. Trochę zaciemnia obraz fakt, że na produkcji np. w Niemczech jest
dużo imigrantów, ale nadzór w zdecydowanej większości pozostaje rodzimy. W
Turcji nie ma (niestety) na taśmie Japończyków, a w nadzorze (niestety)
Niemców. W tym miejscu przypomina mi się slogan reklamowy Seata: "Hiszpańska
dokładność, niemiecki temperament". Zgadzam się.
2. Założeń konstrukcyjnych. Lepsze materiały, bardziej zaawansowane
rozwiązania i większa dokładność wykonania kosztują po prostu więcej, a
konstruktor dostaje z marketingu wytyczne, w jakiej grupy cenowej samochód ma
zaprojektować. Czytam wątek o Citroenie - i nad czym tu się rozwodzicie? Gdyby
w silniku był łańcuch zamiast paska, to nic takiego by się nie zdarzyło. Tylko
że Citroen musi być tani, aby się sprzedawał i w związku z tym musi mieć pasek.
To samo dotyczy choćby amorów (kto zapłaci za Bilsteiny, trzeba założyć Monroe)
czy jakości lakieru (w salonie i tak wypolerują nawet najtańszy). Tu znowu
obraz trochę zaciemnia powszechne bezwzględne obniżanie kosztów, czego
doświadczają do dziś użytkownicy VW z okresu rządów Baska (zapomniałem jak się
nazywał). Plastikowe "drewniane" wstawki w BMW 7? Czemu nie. Tyle że za to
trudno liczyć na prawdziwie drewniane w Citroenie. Jeśli już, to wycięte z
resztek drewnopodobnej tapety.
3. Złożoności konstrukcji. Po prostu im bardziej skomplikowany (szczególnie w
elektronice) samochód, tym więcej elementów. A każdy może się zepsuć.
W jakimś stopniu na jakość wpływają też wady "wieku niemowlęcego", ale tu nie
ma reguły. Poza tym, że rzeczywiście najczęściej przez pierwsze 2 lata są.
Tak więc naprawdę szkoda czasu na dywagacje o wyższości ... nad ... bo nic
ponad powyższe nie da się wymyśleć.
W żaden sposób nie można kierować się artykułami, nawet z prasy motoryzacyjnej,
ponieważ wszystkie teksty są (w taki czy inny sposób) sponsorowane. Najbardziej
śmieszne są stwierdzenia, przy wprowadzaniu nowego modelu, że ten to już jest
absolutnie przełomowy i definitywnie zrywa z nie najlepszą jakością danej
marki. Za każdym razem czytam to przy prezentacji nowych np. Citroenów i Alfa
Romeo.
Z dużym przymróżeniem oka trzeba też patrzeć na wypociny m.in. GW o jakości
samochodów na podstawie badań okresowych Dekry. Ja czytam je przy śniadaniu, bo
to z rana dobry ubaw. Ostatnio np. napisali, że Porsche 944 jest bardzo dobre,
tylko ma szczególnie słabe opony. Jeżeli już dziennikarz(?) nie rozumie tego,
co napisał, to może portier Kleofas lub pani Gienia z korekty powinni mu
delikatnie zwrócić uwagę?
Najwięcej wiedzy dają raporty ADAC o ilości wezwań do unieruchomionych aut.
Głównie z tego powodu, że najgorsza jest awaria uniemożliwiająca dalszą jazdę.
Ale tu też trzeba wziąć poprawkę. Np. Mazda ma bardzo wysokie notowania, ale
może np. dlatego, że ma małe średnioroczne przebiegi, przeciętny właściciel dba
o nią a jak mu już coś pierdyknie na szosie, to z chytrości nie zadzwoni po
pomoc drogową i jakoś doczołga się do domu. Za to kierowca służbowego 2-
letniego Merola z przebiegiem 300.000 km zadzwoni przy byle drobiazgu, żeby
szefom dać niepodważalny argument do kupna nowego.
Tak czy owak, jakość aut ogólnie bardzo się przez ostatnie 10-15 lat poprawiła.
Ale to średnia, bo dawni zdecydowani liderzy (szczególnie japończyki) też
starają się bardzo do tej średniej dojść. Ale to temat na zupełnie inną
opowieść.