loyezoo
25.02.07, 13:38
Od wielu miesiecy patrzyla jak sie meczy. Codziennie do pózna przesiadywal w
garazu. Podziwiala go za jego cierpliwosc - nigdy sie nie skarzyl, a wrecz
staral sie zawsze wygladac na zadowolonego z siebie i swojego samochodu. Ale
jej kobieca intuicja podpowiadala, ze to wszystko jest wymuszone i sztuczne.
Wydawalo jej sie, ze patrzy z zazdroscia na sasiadów i znajomych jezdzacych
autami z salonu, siedzacych wieczorami przy grillu z rodzina... gdy on znów
rozbieral silnik...
Pewnej nocy, gdy pracowal do pózna w garazu podjela ostateczna decyzje...
Wszystko miala dokladnie zaplanowane. Okazja pojawila sie, gdy wyjechal na
pare dni na delegacje, sluzbowym samochodem. W jeden dzien zalatwila kredyt w
banku i wizyte u dealera. Na drugi zamówila lawete. Teraz pozostalo tylko
czekac...
a w garazu...
taki nowiutki...
blyszczacy...
musi mu sie spodobac...
Gdy przyjechal zaprowadzila go przed garaz, uroczystym ruchem otworzyla
drzwi...
- Gdzie mój zabytkowy ford mustang....... - jeknal tylko.
- Nooo... na zlomie, tam gdzie jego miejsce, juz nie bedzie cie
denerwowac,cieszysz sie kochanie??
Po pierwszym ciosie zadanym kluczem do kól zdazyla resztka swiadomosci
pomyslec "A moze VW golf to nie byl dobry wybór.. moze toyota... ".
Pozostalych dwudziestu szesciu juz nie czula...