Gość: Wicio
IP: Govok:* / 192.168.0.*
25.05.03, 21:32
Sytuacja była następująca:
Wjechałem na skrzyżowanie ulicy trzypasmowej z jedno- czy dwupasmową. Ta trzypasmowa rozdzielona pasem zieleni i torami tramwajowymi. Miałem zamiar zawrócić (jechałem 3-pasmową). Podjechałem tak daleko jak się dało, aby nie wjechać komuś przed maskę i czekam aż na 3-pasmówce zrobi się luźno, no albo na światła. Nagle widzę, że lewym pasem (czyli tym, na który mógłbym wskoczyć) jedzie gościu i miga, że będzie skręcał - czyli do mnie nie dojedzie, znaczy - mogę jechać. Tak też zrobiłem. Ale na szczęście jestem ostrożny. Jak tylko ruszyłem ze środkowego pasa na lewy zaczął zjeżdżać samochód. Pędził przynajmniej 100 km/h. Manewr zmiany pasa zaczął na środku skrzyżowania. Nawet nie zwolnił, tylko oparł się o klakson.
Czy gdyby do czegoś doszło to byłaby to moja czy jego wina? Coś mi się wydaje, że na skrzyżowaniu nie można zmieniać pasa ruchu, ale głowy nie dam.