wielki_czarownik
09.06.03, 20:25
Dzisiaj byłem świadkiem takiej oto sytuacji: Na skrzyżowaniu przede mną stoją
na światłach 2 auta. Na lewym, pasie turbo-maluch biały z niebieskimi pasami,
ciemnymi szybami, napisem BASS z tyłu, spojlerami jak w starej 911, kapciami
jak w Ferrari, tłumikiem jak w motocyklu. Przez otawrte okna słuchać
rytmiczne "dup, dup, umpa, umpa". Kierowcy nie widzę. Obok - na prawym pasie
stoi stareńka Skoda 105S. Najstarszy z możliwych modeli - małe światła,
metalowe zderzaki, bez owiewki na tylnej klapie - model z początku produkcji -
rok 76. Żółta, zadbana jak marzenie. Za kierownicą stary dziadek w
kapeluszu! Skodzina cicho pyrka, malers ciągle robi przegazówkę. Zielone
światło. Maluch z potwornym łomotem rusza. Widać, że kierowca ciśnie ile
wlezie - silnik wyje jak potępieniec. Ale po 15-20 metrach Skoda bez wysiłku
dogania malucha i go WYPRZEDZA! Za chwilę ja zjeżdżam na prawo i też go
wyprzedzam. Patrzę się, a za kierownicą typowy dres, ale z wyrazem
nieopisanej wściekłości na twarzy. Myślałem, że padnę ze śmiechu!