greenblack
01.07.03, 18:43
www.nowosci.com.pl/lam3.html
Organizator "Auto Tuning Show" wprowadził w błąd władze miejskie podając
rażąco zaniżoną liczbę uczestników imprezy
Wychodzą brudy
- Pozwolenie wydane przez miasto na zorganizowanie "Auto Tuning Show"
spełniało wszelkie wymogi formalne - zapewnia Marek Fischer, inspektor
wydziału spraw administracyjnych Urzędu Miasta, zajmujący się imprezami
masowymi. - Organizator przedstawił nam pozytywne opinie policji, straży
pożarnej, inspektora sanitarnego i pogotowia . Nie mogliśmy nie wydać takiego
pozwolenia. Zgłoszono nam, że uczestników będzie 5 tysięcy. Dlatego 110
ochroniarzy, których zapewnił organizator, w zupełności wystarczało.
Nadal drążymy kulisy imprezy, podczas której w sobotę doszło do śmiertelnego
wypadku. Samochód, którym jechał jako pasażer młody mieszkaniec Gdyni,
przewrócił się na bok podczas szaleńczej jazdy. Ofiara zamiast siedzieć
wewnątrz auta, wychylała się z okna. Po tym zdarzeniu władze miejskie wydały
polecenia przerwania imprezy. Mimo tego trwała ona nadal. Niebezpiecznych
sytuacji było więcej. Przynajmniej dwie kolejne osoby trafiły do szpitala.
Podwyższone ryzyko
Dlaczego organizator podał w piśmie do wydziału administracyjnego liczbę 5
tysięcy uczestników, skoro rok temu było ich 20 tysięcy? Chodziło najpewniej
o zaoszczędzenie właśnie na ochronie. Zgodnie z ustawą o bezpieczeństwie
imprez masowych, należy zapewnić 10 porządkowych na 300 uczestników oraz
jednego na każdą kolejną setkę. W przypadku 30 tysięcy uczestników, a na tyle
szacuje się tłum, który w weekend bawił się podczas "Auto Tuning Show" -
ochroniarzy powinno być 307.
Lektura ustawy nasuwa kolejne wątpliwości. ATS, po doświadczeniach
ubiegłorocznych, powinien być raczej uznany za imprezę o podwyższonym ryzyku,
a wówczas obowiązują zupełnie inne normy. Z naszych wyliczeń wynika, że
ochroniarzy wówczas powinna być cała armia, bo aż 921!
Tymczasem, przygotowując imprezę na 5 tys. osób, organizator był zobowiązany
do zatrudnienia jedynie 57 ochroniarzy.
To nie derby
- To sam organizator ocenia, czy impreza należy do tych o podwyższonym
ryzyku - tłumaczy Marek Fischer. - Osobiście uważam, że do takich ATS nie
należy. O podwyższonym ryzyku mówimy na przykład w przypadku derbów Toruń-
Bydgoszcz.
Dlaczego miasto przerwało imprezę?
- Powodem nie były wypadki, tylko wynik naszej kontroli. Mieliśmy już wówczas
opinię policji, która prosiła o zamknięcie ATS. Jednak na tym tylko nie
mogliśmy się oprzeć - dodaje Marek Fischer. - Stwierdziliśmy, że na miejscu
nie było dwóch karetek reanimacyjnych, o jakich była mowa w opinii pogotowia
ratunkowego. Była jedna karetka i to zwykła. Nie było też planowanego punktu
medycznego. Nie wywieszono nigdzie regulaminu imprezy. Tłumaczenia
organizatora, Piotra Janusza, że regulamin dostają do ręki uczestnicy,
okazały się nieprawdziwe. Osobiście dopraszałem się jakiegokolwiek regulaminu
przekraczając wejście na teren imprezy. Hostessy nie miały o czymś takim
pojęcia. Dostrzegliśmy też przypadki nieprzestrzegania przez służbę
porządkową instrukcji jej pracy, jaką przedstawił nam wcześniej organizator.
Po prostu, nikt nie reagował na nic. Zauważyliśmy więc szereg
nieprawidłowości. Oceniliśmy: zmieniły się warunki bezpieczeństwa. I na tej
podstawie wydany został zakaz kontynuowania imprezy.
Niekorzystne doświadczenia
Ciekawe były także okoliczności wydawania opinii przez pogotowie ratunkowe.
Wówczas organizator podał inną liczbę uczestników, bardziej realną.
- Organizator "Auto Tuning Show" poinformował nas, że przewiduje przybycie 20
tysięcy osób - twierdzi Wiesław Brosdowski, zastępca dyrektora toruńskiego
pogotowia. - Stwierdziliśmy, że w celu zabezpieczenia medycznego imprezy tej
wielkości, musi zapewnić stały pobyt dwóm karetkom reanimacyjnym.
Dyrektor informuje jednocześnie, że pogotowie nie zgodziło się na
zabezpieczanie medyczne tej imprezy.
- Mieliśmy po prostu niekorzystne doświadczenia z ubiegłego roku - dodaje
Wiesław Brosdowski. - Wówczas również były problemy z opanowaniem szalejących
kierowców, a dojazd naszych karetek był utrudniony.
Rozwiązana umowa
Organizator zwrócił się więc w tej sprawie do toruńskiej firmy Citomed.
- Sugerowano początkowo, abyśmy zapewnili opiekę medyczną w ramach naszego
ewentualnego sponsoringu - tłumaczy Roman Łysek, prezes zarządu Citomedu. -
Nie przystaliśmy na tę propozycję. Zgodziliśmy się jedynie na udostępnienie
jednej karetki.
To właśnie ekipa tej karetki brała udział w próbie reanimacji ofiary
tragicznego wypadku.
- Nasi pracownicy zauważyli, że sytuacja na lotnisku zaczyna wymykać się
organizatorom spod kontroli. Z uwagi na wielu pijanych kierowców szarżujących
po płycie lotniska i gęstniejący tłum ludzi uznaliśmy, że po prostu nie
jesteśmy w stanie dłużej samodzielnie zabezpieczać tej imprezy. O godzinie 7
rano, w sobotę, wystąpiliśmy do organizatorów z żądaniem rozwiązania umowy.
Daliśmy im jeszcze dwie godziny na ściągnięcie alternatywnego zabezpieczenia
medycznego. O godzinie 9 zakończyliśmy dyżur i odjechaliśmy.
Prezes opowiada także o zastanawiającej sugestii, jaką podsunęli dyżurującym
pracownikom Citomedu policjanci, którzy pojawili się w międzyczasie na
lotnisku.
- Zasugerowali nam, że w wyniku konfrontacji z pijanym tłumem nasi pracownicy
i sprzęt mogą się znaleźć w zagrożeniu - dodaje Roman Łysek.
Za rok o tej samej porze?
O ukaranie organizatora za prowadzenie imprezy, mimo zakazu władz miejskich,
policja wystąpi niebawem do Sądu Grodzkiego.
Najciekawsze jest to, że zdaniem inspektora Marka Fischera - ewentualne
ukaranie organizatora, a grozi mu kara aresztu, ograniczenia wolności albo
grzywna, nie będzie miało wpływu na decyzję o wydaniu pozwolenia na
zorganizowanie ATS za rok. Nie będzie też miało znaczenia to, że starając się
o pozwolenie w tym roku wprowadził urząd w błąd zaniżając liczbę
uczestników. - Jeżeli będą wszystkie opinie i gwarancje zabezpieczenia
ochroniarzy w odpowiednich proporcjach do podanej liczby uczestników - nie
będziemy mogli pozwolenia odmówić.
Niestety, wczoraj nie udało nam się skontaktować z organizatorem ATS, Piotrem
Januszem. Miał wyłączony telefon komórkowy.
JACEK KIEŁPIŃSKI
ADAM LUKS
Greenblack: Ten facet nie powinien mieć prawa do organizacji nawet
popłudniowego grilla, a co dopiero imprezy z udziałem kilkudziesięciu tysięcy
ludzi o nie najlepszych manierach.
Pozdrawiam