gaziarz
12.07.03, 12:17
wczoraj prawie wpadl na mnie chyba pijany kierowca. Wygladal na bardzo
zmeczonego, a ruszal spod mety (ktorej podono jest stalym bywalcem).
Na poczatku pomyslalem sobie "o jaki nawalony", ale potem przyszla mysl, ze
moze cos komus zrobic (nawet swiatel nie zapalil).
Wiec ruszylem w "poscig" jednoczesnie dzwoniac na policje.
Moje zdziwienie wywolal fakt szybkosci dzialania.
Po pierwsze- natychmiast dodzwonilem sie pod 112, pan nie zadawal glupich
pytan, tylko poinstruowal mnie, zebym przez chwilke ostroznie jechal za
gosciem podajac jego polozenie.
Nie minelo poltorej minuty, jak obok goscia pojawil sie tajny polonez,
wystawil koguta i jazda sie skonczyla.
Tylko teraz nie wiem, czy moge sie czuc zupelnie bezpieczny, bo nie wiadomo,
kogo znal...