tiril1981
17.10.07, 22:10
Rozpoczęłam nowy wątek bo na poprzedni pt "potrzebuję pocieszenie" już chyba
nikt nie zagląda. Przepraszam za zepchnięcie czyjegoś wątku na drugą stronę
ale już raz mi dobrze poradziliście więc znowu na was liczę
Minęły już 3 dni od mojej pierwszej samodzielnej podróży, na razie na nic nie
wpadłam, było kilka porażek ale ogólnie nie jest źle.
Jak pisałam wcześniej 90% trasy przebywam sama a na pozostałe 10% zabieram 3
pasażerów i tak samo wygląda powrót.
Dzisiaj pojawił się problem gdy wysiadałam z samochodu zaczepiła mnie kobieta
która za 3 tygodnie będzie naszym pracownikiem i zapytała się czy może liczyć na
podwożenie do pracy z miejscowości w której mieszkamy wspólnie, emocje po jeździe
jeszcze nie opadły i powiedziałam że chyba tak i to był błąd
Kiedy przyszłam do domu i się na tym dokładnie zastanowiłam to doszłam do
wniosku że nie czuję się na siłach żeby przebywać całą trasę z towarzyszem.
Mieliście racje samemu jeździ się lepiej, swobodniej ,błędy tak nie zawstydzają
i nie denerwują i nie wiem jak z tego wybrnąć.
Z jednej strony ją rozumiem wiem że dojazd nie jest zbyt ciekawy i tak byłoby
jej wygodniej z drugiej naprawdę nie czuję się na siłach mój samochód jest mały
i wożenie 4 pasażerów to trochę za dużo i dla niego i dla mnie.
Mieliście dla mnie wiele dobrych rad i naprawdę czułam się pocieszona po waszych
odpowiedziach więc proszę znów doradźcie jak grzecznie powiedzieć jej że z
podwózki nici, jakich argumentów użyć by wyjść z tej sytuacji, będziemy wspólnie
pracować więc nie chcę na samym początku nieporozumień i jakiś konfliktów.