Gość: malko
IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl
19.07.01, 10:01
Dość często jeżdżę w trasę i to co widzę to prawdziwa trgedia. Przykładowo na
trasie Białobrzegi - Warszawa (ten odcinek o dwu pasach i szerokich poboczach).
1/2 samochodów jedzie jak Bozia przykazała, a reszta wyprzedza na trzeciego
zmuszając innych do zjechania na pobocze. Wielu z nich nie patrzy na to czy ma
miejsce do wyprzedzania, ale po prostu jedzie na czołówkę. Miałem ostatnio taki
przypadek, że jakiś byznesmen w swoim niemieckim samochodzie zapragnął
wyprzedzać 20-30 metrów przede mną. Gdybym wtedy np. na sekundę lub dwie
odwrócił wzrok od drogi to nie byłoby ani mnie ani jego. A jeżeli na poboczu
byłby pieszy albo rowerzysta, to miałbym koszmary do końca życia. Raz widziałem
KRÓLA SZOS, który puscił się do wyprzedzania za Vito, nie widząc zupełnie czy
coś nie jedzie z przeciwka. W efekcie koleś z Vito wyprzedził jedną ciężarówkę
i wrócił na swój pas, bo z przeciwka jechał star, a Król Szos jadący za vito
niestety nie miał się gdzie wcisnąć i musiał ustąpić starowi zjeżdżając na
pobocze po lewej stronie drogi. Czy nie uważacie, że pobocze nie są do jazdy, a
wyprzedzać należy mając dobrą widoczność i miejsce, tak aby nie stważać
zagrożenia dla siebie i innych. Nie mam nic przeciwko temu żeby ustąpić miejsca
komus kto po prostu się przeliczył i nie zdążył wyprzedzić (np. zapomniał że
warto zredukować bieg), ale zmuszanie ludzi do zjeżdzania na pobocze to szczyt
debilizmu i chamstwa. Tylko nie mówcie mi, że zachowanie takie dotyczy
kierowców samochodów jakiejś określonej marki.