111slavo
14.10.08, 21:03
Właściciele kota muszą zapłacić odszkodowanie
W czwartek sędzia Okręgowego Sądu Odwoławczego orzekł, że
właściciele kota muszą zapłacić 2 tys. zł za straty właścicielowi
auta. W uzasadnieniu podał, że koty potrafią rozwiać duże prędkości
i dlatego uderzając w samochód mogą wyrządzić takie szkody.
Francik wyszedł na spacer i zdemolował samochód?
Ma 6 lat, waży 3 kilogramy i zdaniem pewnego kierowcy spowodował
zniszczenia samochodu na 4 tysiące złotych. Ten "wandal" to kot
Francik, który wpadł pod koła auta. Właściciele zwierzaka aż w
sądzie apelacyjnym w Olsztynie muszą udowadniać, że to bzdura.
W czwartek w Olsztynie rozpocznie się rozprawa apelacyjna, której
głównym bohaterem jest kot. Francik wpadł pod koła samochodu, gdy
włóczył się koło domu. Właściciel auta zażądał od właścicieli kota
odszkodowania. Sąd w Nidzicy uznał, że kierowca ma rację i orzekł
wypłatę odszkodowania.
A wszystko zaczęło się w ubiegłym roku w Wiknie koło Nidzicy.
Francik jak co dzień wyszedł na spacer po wsi. Pech chciał, że
przechodząc przez jezdnię wpadł pod koła volkswagena golfa. Kierowca
dotarł do właścicieli kota i poinformował ich, że najechał na
zwierzę. Wezwał też policję. Właściciele dostali 20 zł mandatu za
niedopilnowanie zwierzęcia. Policja nie dokonała oględzin auta.
- Od razu pojechaliśmy z kotem do kliniki w Olsztynie - opowiada
Piotr Golimowski, współwłaściciel zwierzęcia. - Lekarz ocenił, że
wystająca z auta śruba zrobiła Francik jedynie ranę w udzie. Poza
tym zwierzę było całe.
Po kilku miesiącach Piotr Golimowski, współwłaściciel kota dostał
pozew do sądu o odszkodowanie za zniszczenia auta na 4 tys. złotych.
- W ocenie rzeczoznawcy była mowa o uderzeniu w zwierzę, a nie
konkretnie w kota. A przecież takie szkody mogła wyrządzić sarna,
wielki pies, ale nie miękki kot - mówi Teresa Leszczyńska,
współwłaścicielka Francika.
Lista zniszczeń samochodu była bardzo długa: została zarysowana
środkowa część zderzaka, uszkodzona listwa ozdobna, spojler i
poszycie zderzaka, kraty wlotu powietrza, spodnia osłona zespołu
napędowego, chłodnica, wspornik zamka z osłoną chłodnicy.
Oskarżeni poprosili o powołanie biegłego sądowego, aby ten jeszcze
raz obejrzał samochód, ale kierowca sprzedał już auto. Więc biegły
na podstawie fotografii oświadczył, że większość uszkodzeń pochodzi
z innych zdarzeń drogowych. Jednak sędzia orzekł, że właściciel kota
musi zapłacić za straty, tyle że połowę kwoty. Uznał też, że pani
Leszczyńska mogła zrobić zdjęcia zniszczonego auta telefonem
komórkowym i mieć swój dowód.
Rzeczoznawca motoryzacyjny:
Hmm... nie spotkalem sie nigdy z taka sprawa. Pomyslmy, kot chodzi
nisko po ziemi. Chlodnica jest duzo wyzej - to pierwszy argument, ze
chocby ten jeden element nie mogl zostac uszkodzony. Kot moze
ewentualnie doprowadzic do pekniec czesci plastikowych w podwoziu
jesli sie dostanie pod spob auta. Tylko nasuwa sie pytanie, czy
wowczas by przezyl???