zielona-oliwka
27.10.09, 18:03
Idąc za linkami Frugala trafiłam na blog thesimpledollar.com, a dokładnie na
wpis na temat miejsc, które kuszą nas do wydawania pieniędzy oraz sposobów,
jak z owym kuszeniem sobie radzić.
Autor, jako jedną z metod, podaje przeznaczanie dla siebie pewnej kwoty, którą
można wydać na co tylko się chce, bez zupełnego poczucia winy. Autor połączył
to także z zapisywaniem rzeczy, które nas "kuszą" na kartce, odczekania 30-stu
dni z ich kupieniem, i jeżeli po tym miesiącu faktycznie będziemy chcieli
nadal mieć daną rzecz, to można ją kupić. Jeżeli cena przekracza kwotę, którą
mamy z naszego kieszonkowego, to musimy sobie uzbierać.
Czy ktoś z was stosuje te metodę? Ile miesięcznie przeznaczacie na swoje
kieszonkowe? Czy są to pieniądze wydane zupełnie "bez sensu", czy kupujecie za
nie coś, co faktycznie sprawia wam radość i czym się cieszycie długi czas
i/lub korzystacie z tego? Czy zbieracie na coś większego i porządniejszego,
czy raczej pieniądze "palą" was i nie spoczniecie, dopóki nie wydacie ich do
końca?
Ja wpadłam na ten pomysł kilka tygodni temu, a że większość zakupów robię
przez internet, to przelałam sobie pewną kwotę na Pay Pal i udzieliłam sobie
pozwolenia na całkowite "rozpuszczenie" ich. Efekt jest taki, że trochę się
męczę.

Kupiłam kilka rzeczy, z których faktycznie skorzystałam, o mały włos
jednak uniknęłam zakupu kilku bzdur, a było blisko