Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania.

19.11.09, 20:42
Moja mama twierdzi, że bardzo dobrze gospodaruje pieniędzmi. Wręcz, że robi to
najlepiej na świecie. Jednak z tego co zauważyłam jest bardzo rozrzutna. Kilka
przykładów to zmywanie naczyń pod bieżącą wodą, odchodzenie od zlewu w trakcie
zmywania, a woda leci sobie dalej, Kupowanie jedzenia za 900 zł miesięcznie na
2 osoby, kupowanie najdroższych produktów chemicznych, bo takie były
reklamowanie itd... Moja mama twierdzi, że jestem niepoważna z moim
oszczędzaniem, bo jej zdaniem sklepy typu Inter Marche, Biedronka czy Lidl są
dla biedaków i ona tam zakupów robić nie będzie. Co z tego, że mleczko do
czyszczenia X jest dobre, skoro nie było reklamowane i jest takie tanie, ona
go nie kupi. Jak można gotowac wode w czajniku elektrycznym... Tylko, ze my
nie mamy doprowadzonego gazu i korzystamy z butli, gdybyśmy coagle gotowali
wode na gazie to co tydzien musielibyśmy wiemieniać butlę. To tylko kilka
przykładów. Nie oszczędzam z przyjemności, tylko z konieczności. Nie mogę
wydać więcej, bo nie mam... Jak odpierac ataki mamy na mnie... Ona nie zna cen
marketowych, bo kupuje w sklepikach osiedlowych, do których ja nie chodzę w
ogóle bo kiedyś poszłam na zakupy, ale okazało się, że za jeden majonez w
osiedlowym mogę mieć w dwa takiej samej marki w markecie...
    • marzeka1 Re: Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania. 19.11.09, 21:02
      A musicie się uświadamiać wzajemnie? Po co? Niech każda robi po swojemu, skoro
      matce starcza kasy na takie życie, jak chce, to niech sobie tak żyje. Jeśli
      uważa, że w biedronce czy lidlu kupują biedacy, niech sobie gada. Jej nie
      zmienisz, zmień swoje podejście- nie poruszaj takich tematów, bo wzajemnie
      siebie nie przekonacie, a będziesz się wkurzać. Po co ci to? Ty- rób po swojemu
      i tyle.
      • miska_malcova Re: Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania. 19.11.09, 21:47
        dokładnie tak, niech każda robi swoje bez rozliczania drugiej z jej metod
        oszczędzania
      • protz Re: Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania. 20.11.09, 09:28
        > uważa, że w biedronce czy lidlu kupują biedacy, niech sobie gada

        Ale przeciez to prawda. Nie tylko biedacy oczywiscie.
    • gad.forumowy Re: Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania. 19.11.09, 21:45
      Wygląda na to, że Twoja mama cierpi na syndrom "ja zawsze wiem lepiej". Problem w tym, że to strasznie łatwo przechodzi na dzieci i Ty też pewnie masz tą samą przypadłość. Pewnie często toczysz z mamą spory próbując przekonać ją do swoich racji.
      Spróbuj przerwać to błędne koło, uszanuj czyjąś odrębność. Mamy nie zmienisz, możesz zmienić tylko siebie. Nie daj się wkręcać w mamy grę, idź własną drogą.
    • ekologik Re: Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania. 19.11.09, 22:30
      Z matką to nie problem. Problem jest wtedy, gdy PARTNER nie rozumie Twojego
      planu oszczędzania i nie chce go zaakceptować.

      Gadanie głupot przez Twoją matkę utnij raz a dobrze, że jeśli uważa, że nie
      powinnaś kupować tanich produktów w tanich sklepach, to może Ci się zawsze do
      zakupów dokładać
    • krzysztofsf Re: Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania. 19.11.09, 23:39
      Dobrze, ze mama a nie tesciowa.

      Macie wspolne gospodarstwo i dokladasz sie do wydatkow, czy mieszkasz
      niezaleznie po prostu przychodzi do ciebie pogderac?
      • 1.mysza.szara Re: Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania. 20.11.09, 09:03
        > Macie wspolne gospodarstwo i dokladasz sie do wydatkow, czy mieszkasz
        > niezaleznie po prostu przychodzi do ciebie pogderac?

        Mieszkamy niezaleźnie. Jak wpadam pogadać i rozmawiamy o tym, co n obiad, co w
        domu itd to zawszę słucham, że taniej jest zawsze gorzej i że zycie jest za
        krótkie żeby oszczędzać.

        > Dobrze, ze mama a nie tesciowa.

        Teściowa akurat rozumie moje oszczędzanie smile
        • babeth Re: Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania. 20.11.09, 09:33
          Nie ma sensu nikogo uświadamiać na siłę. Mama nie ma potrzeby. To po co. Jeszcze
          półtora roku temu absolutnie nie weszłabym do dyskontu a teraz to moje ulubione
          sklepy dzięki, którym co najmniej 30% mniej wydajemy na życie. To taki bonus z
          przymusowego oszczędzania. Jak już wyjdziemy z dołka to przynajmniej te 30%
          zamiast przepłacać zostaną w naszej kieszeni na wymarzone wakacje.
        • krzysztofsf Re: Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania. 20.11.09, 20:29
          To sie nie przejmuj.
          Nie "nawrocisz" a oboje tylko stracicie nerwy.

          Po prostu jak cos czasem pochwali, za smak itp, to mozesz wspomniec po fakcie "Z
          Biedronki..." jak w tej reklamie smile
    • magda2468 Re: Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania. 20.11.09, 09:46
      Możesz także założyć, że mama na swój sposób się o Ciebie troszczy.
      Ona wie co jest dla niej dobre i uważa że to samo jest dobre dla
      Ciebie. To normalne. Mamy tak mają. Zazwyczaj nie słuchają jeśli
      córka/syn ma inne zdanie, ni etylko w kwestii zakupów ale także
      wszystkich innych rzeczy na świecie.
      Co pomaga? Nie dać się wciągnąć w dyskusje na ragumenty bo nie o to
      chodzi. Powiedzieć mamie, że doceniasz jej troskę ale... poprosić,
      żeby przy okazji swoich zakupów kupiła coś dla Ciebie... pogadać, że
      macie inną strategię wydatków...
      Nie złość się na nią, ona chce dobrze, a wychodzi jej średnio smile
      Pamiętaj, że mama zazwyczaj ma dobre intencje i wyraża to tak jak
      umie i raczej się nie zmieni...
      PS> Moja mama jest taka sama wink i ja też pewnie będę takasmile
    • woman-in-the-city Re: Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania. 20.11.09, 09:55
      Nasi rodzice to jest inne pokolenie i niełatwo zmieniają swe przyzwyczajenia.
      Moja mama nigdy nie kupi nic w lumpku, bo się takich ubrań jak to się wyraziła -
      brzydzi, wiec wszelka dyskusja z nią na ten temat jest pozbawiona sensu. A z
      teściową to inna bajka, mogę rozmawiac z nią o wszystkimsmile
      • vaisala a moja też tak zawsze uwazała 20.11.09, 10:11
        ale ostatnio przyznała mi racje i mnie poparła.
        mam 30 lat i zaczęłam mysleć o długoterminowym oszczedzaniu, bo o biezącym
        to normalne ze myslę, też robie zakupy w biedronce i w lidlu, przeciez
        ubrania dla dziecka w lumpu są naprawdę fajne!
        mam małe dziecko i płacę hipotekę, a zarabiam duzo poniżej sredniej
        krajowej.
        jak jej powiedziałam ze zalozyłam sobie polise na emeryturę to to
        powiedziała mi że dobrze robie bo ona sama z moi ojcem jest na emeryturze i
        ledwo dają radę a to co słyszą co sie dzieje z zusem.....
      • krzysztofsf Re: Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania. 20.11.09, 20:32
        woman-in-the-city napisała:

        > Nasi rodzice to jest inne pokolenie i niełatwo zmieniają swe przyzwyczajenia.
        > Moja mama nigdy nie kupi nic w lumpku, bo się takich ubrań jak to się wyraziła
        > -
        > brzydzi, wiec wszelka dyskusja z nią na ten temat jest pozbawiona sensu.


        Mozesz sie zapytac, czy brzydzila sie kupowac zachodnie ciuchy w komisie za
        prl-u (a wtedy to byl symbol wysokiego statusu - ciuchy z Pewexu i komisow) i
        czym sie roznia ciuchy komisowe od lumpeksowych.
        • woman-in-the-city Re: Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania. 20.11.09, 21:12
          Krzysztofsf, za komuny dostawaliśmy od rodziny czasem paczki ze Stanow(rodzina
          bliska, więc rzeczy nowe), dlatego w komisach rodzice ubrań nie kupowali. Mama
          bardzo duzo rzeczy szyła też u sprawdzonej krawcowej, a z kolei jej jako dziecku
          szyła ubrania moja babcia. Skad w mojej mamie taka niechęc do używanych rzeczy?
          - może własnie z powodu komuny i tego jak trudno było kupic coś sensownego i
          nowego, a dzis mozna. Inna sprawa, ze ceny są jakie są, a dziecko mi non stop z
          rzeczy wyrasta, wiec po co przepłacac? smile Przestałam jej mówic, ze to czy tamto
          w lumpku kupiłam i mam spokójwink
          • krzysztofsf Re: Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania. 20.11.09, 21:27
            woman-in-the-city napisała:

            > Krzysztofsf, za komuny dostawaliśmy od rodziny czasem paczki ze Stanow(rodzina
            > bliska, więc rzeczy nowe), dlatego w komisach rodzice ubrań nie kupowali.


            Ale kupowanie w komisie bylo symbolem wysokiego statusu finansowego. Ciuchy tam
            byly drogie i glowne zachodnie, + rozne futra, lozuchy i skory z Polski i
            niektorych demoludow.

            Dlatego wspominam o komisie (na zakupy w ktorym malo kogo bylo stac), zeby
            rodzicielka sobie przypomniala o tym, ze praktycznie takie same ciuchy byly
            kiedys poszukiwanym elitarnym dobrem.
          • kamila.stefanowicz Re: Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania. 21.11.09, 16:12
            ech ja nie jestem pokoleniem z komuny a lumpków też się brzydzę, mają taki
            swoisty zapach, dla mnie odrażający... no i w ogóle grzebanie w takich stertach
            mnie zniechęca
            • woman-in-the-city Re: Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania. 21.11.09, 16:59
              Smierdzą tylko te z Europy, te ze Stanów nie mają żadnego zapachu i nie muszę
              ich przeszukiwac w stercie, bo są już posegregowane i wiszą na wieszakach. Nie
              ma tam ubran z wadami, wszystie są jak nowe lub z metkami, ale ten "luksus"
              kosztuje, płacę ponad 59 zł za kg. Nie ma tam rzeczy za złotówkę, wszystko
              zależy od sklepu, a lumpek lumpkowi nierówny ot i co.
              • reni_78 Re: Moja mama nie rozumie mojego oszczędzania. 25.11.09, 13:00

                a jmnie wkurza, jak te wszystkie fajne lumpki są zamykane na potrzeby
                tych śmierdzących i bylejakich

                kiedyś miałam upatrzonych kilka takich naprawdę super - czysto,
                schludnie, świeżo, ubrania posegregowane, uprane, poprasowane,
                rozwieszone rozmiarami, tu damskie tam męskie, tu spódnice tam spodnie,
                w tle muzyczka, na podłodze wykładzina, przymierzalnie w lustrami,
                sprzedawcy zawsze wiedzieli, co gdzie mają - wspomnienie to już niestety

                przyszły inne firmy, powołały się na jakieś tam ustawy, wygryźli
                konkurencje - brud, smród, typowe grzebalnie, jak już się coś kupi to
                moczeniu nie ma końca - taki syf leci, że aż ubrania kolor zmieniają,
                ręce obowiązkowo trzeba wyszorować po powrocie do domu, i absolutnie
                nie wchodzić po drodze po żadne zakupy spożywcze


                naprawdę różne te lumpki są...
Pełna wersja