szpilkaaa
27.12.09, 11:17
Oczywiście używając terminu ''przebudzenie'' mam na myśli świadome rozporządzanie i planowanie swojego budżetu.
Przyznam,że w moim przypadku dojście do ''przebudzenia'' było długim i żmudnym procesem.
Po częście wynikającym z tego,że w najbliższej rodzinie( matka,ojciec) miałam dwa skrajne podejścia do kwestii finansowych.
Z jednej strony skrajne rozpuszczanie pieniędzy na pierdoły(i niestety rodzina ze strony matki nadal ma taki problem),a z drugiej nadmierna oszczędność podchodząca pod skąpstwo wręcz( jak chociażby jeżdżenie po wielu sklepach,żeby zaoszczędzić po kilka/kilkanaście groszy na jednej torbie cukru).
Byłam również w związku w którym mój partner bardzo lekką ręką wydawał pieniądze,a kiedy ich nie miał to po prostu brzydko mówiąc sępił czy to na piwo czy na papierosy.
Kilka raz próbowałam się przebudzić,ale ludzie dookoła mnie ,reklamy i ''wszystkie inne znaki na niebie'' zachęcały do kupowania coraz to nowszych rzeczy.
Podjęłam pracę(3 razy w tygodniu na parę godzin)oraz rozwijam korepetycje.
I czuję się z tym coraz lepiej.
Wiem,że i tak jestem w lepszej sytuacji aniżeli większość młodych ludzi bo mam już jakąś podstawę( chodzi o mieszkanie),ale na całą resztę chcę zapracować sama.
Myślę,że dużo dały mi do myślenia przykłady ludzi,którzy mają po trzydzieści kilka lat i od kilkunastu lat są na rynku pracy,a wszystkie rzeczy biorą na raty czy kredyty.
Pozbyłam się już na szczęście maniery pouczania innych co do wydawania pieniędzy bo ile ludzi tyle priorytetów.
Dla mnie priorytetem jest dach nad głową,a dla kogoś innego podróże.
Pozdrawiam i wracam do pracy,
J.