Dodaj do ulubionych

życie z kredytami

06.02.10, 09:03
Witam.
Tak zaczęłam się zastanawiać nad obciążeniami kredytowymi - chodzi
głównie o hipoteczne (wiadomo mieszkanie to pierwsze potrzeba -
trzeba gdzieś mieszkac). W moim przypadku b. długo zastanawiałam się
nad wzięciem kredytu hip. Długo też zbierałam pieniądze aby go
wziąść w jak najmniejszej wysokości. Mieszkanie udało mi się kupić
tanio, biorąc pod uwagę ceny w stolicy, ale nadal tak sobie myślę
kredyt na 30 lat co mogłabym zrobić z tymi pieniedźmi, gdybym
kredytu nie miała to mam watpliwości. Jak Wy do tego podchodzicie i
radzicie sobie z takimi przemyśleniami?
Obserwuj wątek
    • hugo43 Re: życie z kredytami 06.02.10, 09:09
      jakbys nie miala kredytu,to te pieniadze rozeszlyby sie gdzie
      indziejsmilemy nie mamy kredytu,niestety i tak za duzo wydajemy,mimo ze
      dochody niezle.moze mniej by szlo na podroze,badz mielibysmy jeden
      samochod?kiedys zylismy za 2500pln,z tego 800 szlo na wynajem
      kawalerki i tez jakos musialo wystarczyc na dwie osoby.
    • agpagp Re: życie z kredytami 06.02.10, 09:58
      prawda taka że każdy kredyt jakoś nas obciąża . Nie mam hipotecznego ale są
      inne. To jednak kasa którą można by wrzucić na konto. co do hipotecznego...
      myślę nad nim. Jeżeli z przyszłym mężem zdecydujemy się zamieszkać w Poznaniu
      będzie trzeba wynająć mieszkanie. Przekonuję go że warto odkładać teraz każdy
      grosz ( przeprowadzka jak już to za półtora roku) aby mieć jakiś wkład własny i
      po prostu mieszkanie kupić. rata kredytu wyniesie nas tyle co koszt wynajmu. Ale
      na razie tylko gadam.
      --
      Jestem na dwóch dietach - na jednej byłam cały czas głodna.
      • bart_smithson Re: życie z kredytami 06.02.10, 12:45
        "Rata kredytu wyniesie nas tyle co koszt wynajmu."

        I to jest mylne... wynajmując mieszkanie nie musisz się martwić o ubezpieczenie
        mieszkania, o to, że należy zrobić malowanie (właściciel odliczy od czynszu), bo
        sąsiedzi Cię zalali/ściana w kuchni pęka (właściciela problem), że zepsuła się
        pralka (trzeba zadzwonić do niego niech przywiezie nową a starego gruchota
        wywali na śmietnik), abonament telewizyjny? - Wie Pan co? Ja tu tylko wynajmuję,
        ale zadzwonię do właściciela i mu przekażę, dobrze? smile ...

        Wynajmując mieszkanie zawsze możesz poprosić o obniżenie czynszu (w porównaniu z
        początkiem 2009 płacimy 15% mniej), jak mocno Cię przyciśnie to nawet przenieść
        się do tańszego, zmieniłaś pracę - przenieść się za pracą. Zresztą ze
        świadomością, że po 30 latach za swoje mieszkanie zapłacę 2,5x ceny obecnej -
        dziękuję, poczekam. Połowę kwoty obecnego czynszu dodatkowo odkładam na konto
        oszczędnościowe, docelowo (+podwyżki) ma mi zarobić na własne M za jakieś 10 lat.

        Nie twierdzę, że to jest jedyny dobry sposób. Jest to sposób, który sprawdza się
        w moim przypadku. Zbyt mobilny teraz jestem, zaledwie 4 lata na rynku pracy a
        sporo jeszcze przede mną... Fakt jest taki, że przenosiny 160km do mniejszego
        miasta + zdobyte wcześniej doświadczenie poskutkowały 30% podwyżką!!! Nie
        znalazłem jeszcze swego miejsca na Ziemi - nie wiem gdzie chciałbym docelowo
        mieszkać. Mój dom gdzie praca moja.
        • volta2 Re: życie z kredytami 06.02.10, 13:06
          w zasadzie i masz rację i nie do końca
          my mieszkania mamy i kredyt, a też się za pracą przenieśliśmy.
          jak dostaliśmy sygnał, że pralka się popsuła - to w ciągu 2 dni
          lokatorowi kupiliśmy przez net, firma dostarczyła i finifo!
          a nie mieszkamy w europie, tylko nieco dalejsmile



          mobilność nie zleży od posiadania mieszkania ale również od tego,
          co tkwi w głowie.
          jedni zmienią miasto, inni kraj a inni jeszcze, kontynent.

          ale oczywiście twoje myślenie nie jest złe, sama swego czasu byłam
          za taką opcją.

          a nasi polscy znajomi też wylądowali gdzie my a mieszkania nie
          zdecydowali się wynająć. bo coś im przeszkadza, że ktoś w ich łóżku
          by spał. i zrezygnowali z najmu, bo im to jakoś przeszkadzało.
          my wynajęliśmy swoje i potraktowaliśmy to jako moją utraconą pensję.
          • smonik Re: życie z kredytami 06.02.10, 13:45
            Zgadzam się z Bartem częściowo wink Przynajmniej w części, że na
            kredycie spłacasz 2.5 wartości kupionego mieszkania. Co do
            innych "ulg" wynajmowanego typu: brak zmartwień z tytułu
            ubezpieczenia, malowania, abonamentu, uszkodzeń itd. są moim zdaniem
            mocno, mocno przesadzone wink
            My mamy mieszkanko małe, dwupokojowe 36m2, ale o dobrym rozkładzie i
            w dobrym miejscu. Drugie dziecko w drodze, pewnie trzecie w planach,
            i póki co boję się brać kredyt na większe. Może jak
            skończę "rozrodczość" wink
            • bart_smithson Re: życie z kredytami 06.02.10, 14:28
              "brak zmartwień z tytułu ubezpieczenia, malowania, abonamentu, uszkodzeń itd. są moim zdaniem mocno, mocno przesadzone"

              To nie są zmartwienia - to są kwoty nie uwzględniane w kalkulacji rata kredytu wyniesie nas tyle samo co kwota wynajmu.

              Osoba wynajmująca nie płaci dodatkowo za te wszystkie pierdoły wymienione powyżej. Jeśli wynajmuję i zepsuje się pralka - nie z mojej kieszeni to pójdzie. Jeśli kupiłem chate na kredyt - kasa na naprawę pralki musi się znaleźć w moim budżecie oprócz raty kredytowej co miesiąc.
            • katarzynka200 Re: życie z kredytami 28.02.10, 07:43
              smonik napisała:

              > Zgadzam się z Bartem częściowo wink Przynajmniej w części, że na
              > kredycie spłacasz 2.5 wartości kupionego mieszkania. Co do
              > innych "ulg" wynajmowanego typu: brak zmartwień z tytułu
              > ubezpieczenia, malowania, abonamentu, uszkodzeń itd. są moim
              zdaniem
              > mocno, mocno przesadzone wink
              > My mamy mieszkanko małe, dwupokojowe 36m2, ale o dobrym rozkładzie
              i
              > w dobrym miejscu. Drugie dziecko w drodze, pewnie trzecie w
              planach,
              > i póki co boję się brać kredyt na większe. Może jak
              > skończę "rozrodczość" wink



              naprawdę troje dzieci planujesz w takiej klitce? wspólczuje
              • gggaaaddd Re: życie z kredytami 28.02.10, 15:18
                Rzeczywiście mieszkanko 36 m to jest raczej małe lokum jak się ma
                dwóje dzieci, ale z drugiej strony trudno dziwić sie ludziom, że
                mając dzieci podchodzą ostrożnie do brania kredytów. Wiadomo różnie
                w życiu bywa, a dzieci utrzymać trzeba.
          • bart_smithson Re: życie z kredytami 06.02.10, 14:32
            "my mieszkania mamy i kredyt, (...) pralka się popsuła - to w ciągu 2 dni lokatorowi kupiliśmy przez net, firma dostarczyła i finifo!"

            Mam nadzieję, że koszt wymiany pralki uwzględniliście w wysokości czynszu jaki płaci Wam lokator. W przeciwnym razie już ponieśliście stratę.

            "a nie mieszkamy w europie, tylko nieco dalej"

            Cieszę się z Waszego szczęscia.
        • stef63 Re: do bart_smithson 06.02.10, 18:02
          W Polsce z wynajmem mieszkań nie jest tak jak na tzw. zachodzie.
          Wynajem mieszkania w Polsce kosztuje bardzo dużo. Dlatego bardzo często ludzie,
          aby obniżyc koszty wynajmu wynajmują bez umowy. Wynajmując w ten sposób nie ma
          się żadnych praw np. - najczęściej nie jest się zameldowanym, remont na własny
          koszt, właściciel może dac krótki okres do wyprowadzki.
          Warunki co do wynajmu można stawiac właścicielowi jak się ma kasę.
          Ludzie bez kasy często muszą miec wiele własnych sprzętów, mebli itd., aby mogli
          zamieszkac w wynajmowanym mieszkaniu, a przy częstych przeprowadzkach to duży
          kłopot posiadac wiele rzeczy, bo każda przeprowadzka kosztuje, a i meble czy
          sprzęty się niszczą.
          Dlatego ludzie rozumują w ten sposób:
          mam płacic za wynajem dużo + normalny czynsz + wszystkie media, cokolwiek chcę
          zrobic w wynajętym mieszkaniu aby poprawic sobie standard, muszę zrobic na
          własny koszt bo właściciel mi tego nie odda. Właściciel np. zgadza się na
          położenie tapety w łazience lub pomalowanie, ale nie zgadza się na położenie
          płytek - bo to już jest koszt większy - jak położę płytki to na własny koszt.
          W praktyce to wygląda tak: płacę dużo, suma opłat za mieszkanie wynajmowane jest
          większa niż opłaty za mieszkanie które ma się na własnośc (dochodzi kwota za
          wynajem - bo czynsz jest swoją drogą), nie ma się żadnych praw do tego
          mieszkania, więc lepiej opłaca się wziąśc kredyt - spłacac duże raty, które
          często są takie jak cena za wynajem, a kiedyś to mieszkanie na kredyt będzie
          moje i już od początku mogę je sobie urządzic tak jak chcę.
          W Polsce interes z wynajmu ma tylko właściciel mieszkania.
          Nie jest tak, że ten co wynajmuje płaci mało i mieszka i w każdej chwili może
          się wyprowadzic do innego mieszkania.
          Nie ma problemu jak się ma pieniądze i kwota za wynajem nie stanowi żadnej
          przeszkody. Wtedy też można wymagac od właściciela, aby w mieszkaniu były takie
          to, a takie meble, sprzęty itd., domagac się napraw itp.
          Mieszkań na wynajem w Polsce jest wiele, ale tylko dla tych którzy mają pieniądze.
          • nvv Re: do bart_smithson 06.02.10, 19:51
            bart_smithson ma dużo racji, a Ty, stef63, racji wg mnie masz mało.
            Ceny wynajmu w Polsce są niższe niż na zachodzie. Niezależnie od tego
            jakie by ceny nie były, niektórzy i tak będą decydować się na wynajem
            bez umowy aby nie dzielić się pieniędzmi z U.S. -- ich decyczja,
            jednak podatek od wynajmu w tym roku jest dość mały (przy opłacie
            zryczałtowanej), rzędu 8,5%.

            Aby doszło do jakiekolwiek umowy (czy podpisanej na piśmie, czy
            ustnej bez zgłaszania U.S.) warunki obu kontrahentów muszą być
            spełnione: jeśli osobie najmującej się nie podoba, może szukać gdzie
            indziej; zupełnie się nie zgodzę, że osoba najmująca nie może stawiać
            warunków. Może stawiać. Natomiast jeśli chce wynajać mieszkanie "za
            grosze", to wiadomo że nie ma co oczekiwać że wynajmujący spełni jej
            ostre wymagania i jeszcze odda mieszkanie "za grosze".

            bart_smithson już wykazał, że myślenie typu "zamiast za wynajem będę
            opłacać własne mieszkanie i na jedno wyjdzie" jest błędne, bo jest
            dużo innych ukrytych czynników i kosztów.
            W jednej opcji dajemy zarobić właścicielowi mieszkania i zwalamy na
            niego martwienie się o wiele rzeczy, a w drugiej dajemy zarobić
            bankowi. Jakoś tak w Polsce jest, że jak mamy płacić bliźniemu, to
            nas cholera bierze, a jak instancji wyższej (np. bankowi), to już nas
            to tak bardzo nie boli.

            Wg mnie za kupieniem na kredyt przemawia jeden główny plus: kredyt
            hipoteczny jest mało oprocentowany i to przechyla szalę (u wielu
            osób, ale nie u wszystkich) sensu kupienia na kredyt, zamiast
            wynajmowania. No i drugi ważny czynnik to taki, że większość osób nie
            wie jak dobrze inwestować swoje pieniądze, więc zainwestowanie we
            własne mieszkanie na kredyt jest wtedy jako taką inwestycją, jeszcze
            nie najgorszą, bo dyscyplinuje aby każdego miesiąca odkładać (na
            mieszkanie) określoną kwotę.
            Ale jak widać, po przykładzie barta, czasem opłaca się wynająć, a
            własne środki przeznaczyć gdzie indziej, szczególnie jeśli chce się
            być mobilnym i nie wiążę się dalszej przyszłości z danym
            miastem/dzielnicą/krajem.

            > W Polsce interes z wynajmu ma tylko właściciel mieszkania.

            Obie strony zyskują -- jedna mieszkanie, w którym może mieszkać na
            czas określony umową, druga gotówkę. Interes jest więc obustronny.

            > Nie jest tak, że ten co wynajmuje płaci mało i mieszka i w każdej
            chwili może się wyprowadzic do innego mieszkania.

            Może, z okresem wypowiedzenia, więc zwykle dość krótko (zwykle
            miesiąc) i z minimum formalności -- zupełnie inaczej niż gdyby trzeba
            było sprzedać mieszkanie...

            > Mieszkań na wynajem w Polsce jest wiele, ale tylko dla tych którzy
            mają pieniądze.

            Jasne, że najlepiej jakby można było wynająć za psie pieniądze...
            Przypomina mi się wątek na tym forum jaka to żywność jest w Polsce
            droga...
            • araceli Re: do bart_smithson 06.02.10, 20:03
              nvv napisał:
              > bart_smithson już wykazał, że myślenie typu "zamiast za wynajem będę
              > opłacać własne mieszkanie i na jedno wyjdzie" jest błędne, bo jest
              > dużo innych ukrytych czynników i kosztów.
              > W jednej opcji dajemy zarobić właścicielowi mieszkania i zwalamy na
              > niego martwienie się o wiele rzeczy, a w drugiej dajemy zarobić
              > bankowi. Jakoś tak w Polsce jest, że jak mamy płacić bliźniemu, to
              > nas cholera bierze, a jak instancji wyższej (np. bankowi), to już nas
              > to tak bardzo nie boli.

              Tylko jeszcze jednej rzeczy w analizie nie wzięliście pod uwagę - po 30 latach kredytu masz mieszkanie, po 30 wynajmu - nie.

              Tak naprawdę więc powinno się porównywać:
              - kwotę przekazywaną właścicielowi mieszkania za wynajem
              - odsetki od kredytu + koszty ubezpieczenia, remontów itd


              PS. przy wynajmie też częściowo płaci się koszty remontów - właściciel wszelkie 'zniszczenia' potrąca zwykle z kaucji wink
              • falllen_angel Re: do bart_smithson 06.02.10, 22:27
                araceli napisała:

                > nvv napisał:
                > > bart_smithson już wykazał, że myślenie typu "zamiast za wynajem będę
                > > opłacać własne mieszkanie i na jedno wyjdzie" jest błędne, bo jest
                > > dużo innych ukrytych czynników i kosztów.
                > > W jednej opcji dajemy zarobić właścicielowi mieszkania i zwalamy na
                > > niego martwienie się o wiele rzeczy, a w drugiej dajemy zarobić
                > > bankowi. Jakoś tak w Polsce jest, że jak mamy płacić bliźniemu, to
                > > nas cholera bierze, a jak instancji wyższej (np. bankowi), to już nas
                > > to tak bardzo nie boli.
                >
                > Tylko jeszcze jednej rzeczy w analizie nie wzięliście pod uwagę - po 30 latach
                > kredytu masz mieszkanie, po 30 wynajmu - nie.

                Spróbujmy odwrotnie, załóżmy, że mamy luźne 300 000 - 400 000 PLN, które chcemy
                utopić w stercie pustaków. Jeżeli sobie zostawimy tę kasę to przyniesie nam ona
                (przy 5%) 15 000 - 20 000 PLN rocznie.

                Myślę, że pozwoli to na wynajęcie miłego gniazdka...

                Niesamowite, wynaleźliśmy perpetum mobile pierwszego rodzaju, czyli posiadamy
                ciastko i jemy ciastko smile

                > PS. przy wynajmie też częściowo płaci się koszty remontów -
                > właściciel wszelkie'zniszczenia' potrąca zwykle z kaucji wink

                Obecnie rynek wymusił pobieranie maksimum jednej kaucji, a są podobno tacy co i
                bez wynajmują.

                A taka jedna kaucja to ledwie, ledwie na rachunki mieszkańca starczy...

                A zniszczenia pokrywa właściciel z własnej kieszeni...

                W.
                • araceli Re: do bart_smithson 06.02.10, 22:44
                  falllen_angel napisał:
                  > Niesamowite, wynaleźliśmy perpetum mobile pierwszego rodzaju, czyli posiadamy
                  > ciastko i jemy ciastko smile

                  Tak? Ciekawe bo u mnie działa to w drugą stronę. Kupiłam mieszkanie na kredyt, które obecnie wynajmuję i 'spłacają' je wynajmujący smile

                  W swoim perpetum mobile zapominałeś jeszcze o inflacji - chyba, że uważasz, że uda Ci się zainwestować taką kwotę stabilnie (miesięczne odsetki) na 5% powyżej (mało realne). No i że mało kto ma 'luźnie' 300-400k - taki drobny szczegół.


                  > A zniszczenia pokrywa właściciel z własnej kieszeni...

                  Sądy mają inne zdanie.
                  • kuczyska Re: do bart_smithson 06.02.10, 23:20
                    araceli napisała:


                    > Tak? Ciekawe bo u mnie działa to w drugą stronę. Kupiłam mieszkanie na kredyt,
                    > które obecnie wynajmuję i 'spłacają' je wynajmujący smile

                    Mi też inni kupują mieszkanie smile
                      • kuczyska Re: do bart_smithson 08.02.10, 09:51
                        mazel_tov napisał:

                        > Super, za 35 lat, kiedy już będzie stare i zniszczone, będziesz sie mogła do
                        > niego wprowadzić

                        wiem, że super smile tym bardziej, że to nie będzie za 35 latsmile
                        Twoje ironiczne argumenty są totalnie bez sensu, bo
                        1.jak w mieszkaniu mieszka właściciel, to mieszkanie sie nie starzeje??
                        2. można mieszkać w mieszkaniu przez 35 lat, ani razu nie zrobić remontu i mieć mieszkanie igiełkę??

                        A jak znasz inne sposoby, by ktoś obcy za ok. 20 lat dał mi mieszkanie zupełnie za friko, choćby w stanie do kapitalnego remontu, byle w mieście uniwersyteckim, to chętnie skorzystam smile bo niestety pomysł z kredytem hipotecznym mogę wykorzystać tylko raz.
                  • nvv Re: do bart_smithson 06.02.10, 23:44
                    > Tak? Ciekawe bo u mnie działa to w drugą stronę.
                    > Kupiłam mieszkanie na kredyt,
                    > które obecnie wynajmuję i 'spłacają' je wynajmujący smile

                    Fajnie, może uda się, że najemcy spłacą Ci mieszkanie w całości i jeszcze Twój wkład własny (to się okaże za 30lat), czego Ci oczywiście życzę, ale trzeba zdać sobie sprawę, że ten zarobek jest obarczony:

                    * pewnym ryzykiem (np. Twoje mieszkanie może stracić na wartości, może za 30lat w ogóle już go nie będzie, ceny wynajmu mogą spaść, Ty możesz stracić inne dochody i możliwość spłaty kredytu, a bank zabierze mieszkanie, najemcy mogą zwinąć się bez płacenia i kaujca może nie pokryć zniszczeń poczynionych i sprzętów które wyniosą, etc.)

                    * i jest też obarczony Twoją pracą (w okresie gdy najemca odchodzi i trzeba znaleźć kogoś innego, okresy przestoju bez najemcy to koszty w plecy bo czynsz do spółdzielni trzeba zapłacić, sprzątanie po najemcach, którzy zostawili za sobą syf, czasem remonty, użeranie się czasami z niesolidnymi najemcami, niepłacącymi rachunków jeśli się trafią, a mogą się trafić i przez 30 lat pewnie wiele razy się trafią, mogą też się trafić np. tacy co nie będą płacić i nie będą chcieli się wynieść i jeszcze będą mieli małe dziecko, więc będzie prawnie problem aby ich wyeksmitować, etc. -- samo życie) i wziąć to w ogólnym rozrachunku.

                    A pieniądze na koncie dają procenty bez tej pracy i bez przestojów, bez nerwów czy Ci właśnie ktoś nie zalewa mieszkania i przy okazji 5 sąsiadów poniżej, którzy przyjdą po odszkodowania do Ciebie -- oczywiście jesteś ubezpieczona od skutków takich działań najemców i ubezpieczenie to pokryje, ale ubezpieczenie też nie jest za darmo, tylko idzie z Twojej kieszeni.

                    Owszem, wpierw trzeba mieć te pieniądze, ale jeśli ktoś ich nie ma, tylko bierze kredyt...

                    A swoją drogą, trochę zboczyliśmy z...:

                    > Tylko jeszcze jednej rzeczy w analizie nie wzięliście pod uwagę -
                    > po 30 latach kredytu masz mieszkanie, po 30 wynajmu - nie.

                    Wzieliśmy. Bart nawet napisał, że po 10 latach najmowania mieszkania będzie miał już odłożone pieniądze na mieszkanie, więc po 30 latach może będzie już miał na 3 mieszkania. wink

                    Każda sytuacja jest oczywiście inna i indywidualna (zależnie od tego jak dobry kredyt uda nam się wynegocjować z bankiem, jak tanio kupić mieszkanie VERSUS jak tanio uda nam się nająć mieszkanie i jakie mamy plany na przyszłość, czy np. za miesiąc możemy mieć pracę po drugiej stronie dużego miasta), ale na co ja bym chciał zwrócić uwagę: nie ma twardych bezmyślnych reguł typu "opłaca się wziąć kredy na mieszkanie, zamiast wynajmować", bo jak jest faktycznie -- trzeba sobie przeliczyć i wziąć pod uwagę też te koszta, które nie są w pierwszej chwili oczywiste (nawet takie jak: notariusz, podatek, prowizja dla ew. pośrednika, odpisy, hipoteka, etc.) oraz wziąć w kalkulacje "ryzyko" (ryzyko niemożności spłaty kredytu, ryzyko utraty wartości mieszkania, etc. etc.).

                    > > A zniszczenia pokrywa właściciel z własnej kieszeni...
                    >
                    > Sądy mają inne zdanie.

                    To zależy od umowy jaką podpisał najmujący z wynajmującym. Jeśli nie jest to w umowie jasno napisane, to pewnie są jakieś odgórne reguły roztrzygane ew. przez sąd, ale w interesie obu stron jest aby takie rzeczy były jasno sprecyzowane w umowie... i zwykle w umowie obciąża się tym najemce -- tj. wymaga się aby lokal oddał w stanie "niepogorszonym bardziej niż wynikałoby to z normalnego użycia", ale to nie znaczy że wynajmujący przez 30 lat będzie wynajmować mieszkanie i nie włoży ani złotówki w remonty... mieszkanie się starzeje, okna przez 30 lat trzeba będzie wymienić pewnie co najmniej raz, łazienkę odnowić, ściany pomalować, pralkę/lodówkę/etc. wymienić bo mało która wytrzyma 30 lat, a najmujący też są wybredni, panele też nie wytrzymują 30 lat, etc. -- to nie są wielkie-wielkie koszta, ale SĄ i dorzucają się do całości i trzeba brać je w ogólnym rozrachunku (włącznie z innymi kosztami, jak np. okresy przestoju mieszkania, koszt ubezpieczenia, etc.) zamiast patrzeć tylko na koszt najmu vs koszt raty.
                    • araceli Re: do bart_smithson 07.02.10, 00:05
                      nvv napisał:
                      > A pieniądze na koncie dają procenty bez tej pracy i bez przestojów, bez nerwów

                      O ile się te pieniądze ma nvv - u mnie pracuje kredyt.

                      > Wzieliśmy. Bart nawet napisał, że po 10 latach najmowania mieszkania będzie mia
                      > ł już odłożone pieniądze na mieszkanie, więc po 30 latach może będzie już miał
                      > na 3 mieszkania. wink

                      Bart założył DODATKOWE odkładanie. Dodatkowo to można odkładać i przy kredycie po czym spłacić go wcześniej (np. po upływie czasu kiedy za to się płaci).

                      > Każda sytuacja jest oczywiście inna i indywidualna (zależnie od tego jak dobry
                      > kredyt uda nam się wynegocjować z bankiem, jak tanio kupić mieszkanie VERSUS ja
                      > k tanio uda nam się nająć mieszkanie i jakie mamy plany na przyszłość

                      Dokładnie tak - nie ma jednoznacznej odpowiedzi.


                  • bart_smithson Re: do bart_smithson 07.02.10, 16:46
                    > Tak? Ciekawe bo u mnie działa to w drugą stronę. Kupiłam mieszkanie na kredyt,
                    > które obecnie wynajmuję i 'spłacają' je wynajmujący smile

                    1. Jesli mieszkasz ze współwynajmującymi - po co kupować mieszkanie na własność, żeby jeszcze użerać się z osobami za ścianą?

                    2. Jesli nie mieszkasz - masz swiadomość, że za lat kilka-kilkanaście to mieszkanie nie będzie już takie nowiutkie-świeżutkie? Że całkiem możliwe, że za te kilkanaście lat mogłabyś kupić takie samo kilkunastoletnie mieszkanie o WIELE taniej niż wyniósł Cię kredyt?

                    3. Skąd się bierze Twoje przekonanie że ceny mieszkań ZAWSZE rosną?
                    • araceli Re: do bart_smithson 07.02.10, 17:40
                      1. Nie, nie mieszkam.
                      2. A to mieszkania tracą na wartości z wiekiem? Bo mnie się wydawało, że decyduje standard, lokalizacja, skomunikowanie, infrastruktura dzielnicy, sytuacja na rynku. I jeszcze - jedno - mnie nie 'wynosi' kredyt bo płacę go z opłat za wynajem.
                      3. A gdzie ja niby tak twierdzę?
                      • bart_smithson syf na rynku mieszkaniowym + ciągłe wzrosty 07.02.10, 18:01
                        >> 3. Skąd się bierze Twoje przekonanie że ceny mieszkań ZAWSZE rosną?
                        > 3. A gdzie ja niby tak twierdzę?

                        tu:

                        > 2. A to mieszkania tracą na wartości z wiekiem? Bo mnie się wydawało, że decyduje standard, lokalizacja, skomunikowanie, infrastruktura dzielnicy, sytuacja na rynku.

                        O wzroście decyduje tyle zmiennych, że bronienie chęci kupna mieszkania na kredyt ciągłymi wzrostami na rynku jest śmieszne.

                        O kwocie za którą możesz to mieszkanie ewentualnie odsprzedać decyduje wg mnie (przede wszystkim) jego wykonanie. Naoglądałem się już 3- , 5-letnich apartamentów w Poznaniu gdzie pekają ściany w kuchniach, przecieka dach w garażu podziemnym, okna nie chcą się otwierać...

                        Kupę syfu nabudowano w Polsce przez ostatnie kilka lat goniąc za jak największą liczbą klientów za 7000pln/mkw.
                        • araceli Re: syf na rynku mieszkaniowym + ciągłe wzrosty 07.02.10, 18:08
                          bart_smithson napisał:
                          > O wzroście decyduje tyle zmiennych, że bronienie chęci kupna mieszkania na kred
                          > yt ciągłymi wzrostami na rynku jest śmieszne.

                          Człowieku - a gdzie ja coś takiego kiedykolwiek twierdziłam???? W którym miejscu wymieniałam to jako powód kupna mieszkania???

                          > O kwocie za którą możesz to mieszkanie ewentualnie odsprzedać decyduje wg mnie
                          > (przede wszystkim) jego wykonanie. Naoglądałem się już 3- , 5-letnich apartamen
                          > tów w Poznaniu gdzie pekają ściany w kuchniach, przecieka dach w garażu podziem
                          > nym, okna nie chcą się otwierać..

                          Owszem - dlatego ja kupiłam mieszkanie w dobrym budownictwie.

                          Boli Cię, że komuś się to udało czy jak?
                        • falllen_angel Re: syf na rynku mieszkaniowym + ciągłe wzrosty 08.02.10, 13:45
                          bart_smithson napisał:

                          > O kwocie za którą możesz to mieszkanie ewentualnie odsprzedać decyduje wg mnie
                          przede wszystkim) jego wykonanie. Naoglądałem się już 3- , 5-letnich
                          apartamentów w Poznaniu gdzie pekają ściany w kuchniach, przecieka dach w garażu
                          podziemnym, okna nie chcą się otwierać...

                          Te przeciekające garaże to jakaś plaga. Też mnie to spotkało:

                          patrz.pl/zdjecia/wyciek
                          aż zniszczyło mi dach w cabrio:

                          patrz.pl/zdjecia/wyciek1
                          Budynek niby z 2003 czy 2004 roku, a już była ruina. Źle zrobione odprowadzenie
                          wody, że w garażu po dobrym deszczu było po kostki, ściany od tego nasiąkały.
                          Grzyb jak nic za jakiś czas.

                          A najgorsze, że nikt o to nie dba. Moje stanowisko naprawiali ze 3-4 miesiące, a
                          potem mi się znudziło i się wyprowadziłem. Naprawiają zapewne do dziś...

                          Za 30 lat to będzie doskonała inwestycja, jak się nie zawali wcześniej oczywiście...

                          W.
              • kuczyska Re: do bart_smithson 06.02.10, 23:05
                Przy jakim mieszkaniu najem=kredyt?

                Wynajmuję mieszkanie, bo gdybym wzięła kredyt na takie mieszkanie (metrażowo)jak teraz wynajmuję, to bank by brał minimum 2x więcej niż właściciel-zależnie od roku budowy.

                Powszechnie głoszona zaleta: "za 30 lat to będzie moje mieszkanie", jest bez sensu, bo
                1. po co mi za 30 lat 4-pokojowe mieszkanie?
                2. co mi za różnica czy umrę mając akt własności, czy nie?
                3. wolę w spadku zostawić coś wartościowszego niż stare mieszkanie
                4. jak umrę przed spłaceniem ostatniej raty, to nie będzie inaczej niż bym wynajmowała

                myślałam, myślałam i wolę wynajmować i nie martwić się, że po sąsiedzku właściciel zrobił agencję towarzyską a moją mobilność hamuje kredyt. Albo że szkoła pod którą podlegam ma kiepską opinię i muszę liczyć na szczęście by dzieciak poszedł do lepszej.
                • araceli Re: do bart_smithson 06.02.10, 23:13
                  kuczyska napisała:
                  > Wynajmuję mieszkanie, bo gdybym wzięła kredyt na takie mieszkanie (metrażowo)ja
                  > k teraz wynajmuję, to bank by brał minimum 2x więcej niż właściciel-zależnie od
                  > roku budowy.

                  To masz rewelacyjną umowę wynajmu.
                  • joankb Re: do bart_smithson 07.02.10, 19:50
                    Niekoniecznie.
                    Patrzysz z punktu widzenia dużego miasta, gdzie na ceny najmu niebagatelny wpływ
                    mają studenci i młodzi tuz po studiach.
                    W mniejszych miastach (mam na myśli małopolskę, tu ceny znam) mieszkania też
                    ostro podrożały przez ostatnie kilka lat.
                    A ceny najmu - dużo mniej.
                    Mieszkanie, które trzeba by kupić za 200-220.000 można wynająć za 400-600 złotych.
                    --
                    Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
              • niebieska_koniczynka porownanie kosztu kredytu i wynajmu 06.02.10, 23:12
                z forum Gospodarka, bardzo ciekawe wyliczenie:

                PRZYKŁAD:
                Wynajem kosztuje 1400. W tym jest czynsz. Przez 3 lata wynajem kosztuje cię 50.400.
                Kredyt na 300.000 na 7% na 30 lat daje ratę 2000 (kalkulator kredytowy). Do tego płacisz 400 czynszu. Po 3 latach oddajesz bankowi i spółdzielni 86.400. Wynajmując zaoszczędzasz 36.000. Mając tą kwotę jako wkład własny idę do banku i biorę mniejszy kredyt na 264.000 (300.000-36.000) na 27 lat (minęło 3 lata). Procent mam niższy bo mam wkład własny i nie muszę płacić ubezpieczenia od braku wkładu własnego. Powiedzmy że bank zejdzie z 7% na 6%. Teraz rata przez kolejne lata to 1650 a łączny koszt kredytu to 535.000. Przy poprzednim kredycie na 300.000 łączny koszt kredytu to było 720.000. Koszt nowego kredytu jest mniejszy o 185.000 (720.000-535.000). Za wynajem zapłciłeś 50.400. Zaoszczędziłeś przez 3 lata 134.600 (185.000-50.400) i dzięki temu masz dużo niższą ratę.
                Niestety w Polsce pokutuje głupia gadka że wynajmując płaci się obcemu. Szkoda tylko że nikt nie powie że biorąc kredyt na 30 lat oddajesz bankowi drugie tyle. To tak jakbyś kupił mieszkanie sobie i drugie takie samo zasponsorował bankowi.

                tutaj link do dwoch ciekawych artykulow:

                gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33204,7431927,Kredyty_hipoteczne__Wiekszosc_klientow_nie_wie__ile.html

                i jeszcze jeden, ktory ukazal sie jakis czas temu na wyborczej, ale znikl po niecalym miesiacu, bo okazal sie zbyt prawdziwy:

                biznes.interia.pl/news/polska-norma-czyli-mieszkaniowy-dobrobyt-na-wstecznym,1408305,4206

                tutaj komentarze z forum GW do tego artykulu, wiele z nich daje naprawde duzo do myslenia:
                forum.gazeta.pl/forum/w,30,104227139,,_Polska_norma_czyli_mieszkaniowy_dobrobyt_na_.html?s=0

                pozdrawiam
                • araceli Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 00:17
                  niebieska_koniczynka napisała:
                  > PRZYKŁAD:
                  > Wynajem kosztuje 1400. W tym jest czynsz. Przez 3 lata wynajem kosztuje cię 50.
                  > 400.
                  > Kredyt na 300.000 na 7% na 30 lat daje ratę 2000 (kalkulator kredytowy). Do teg
                  > o płacisz 400 czynszu.

                  Przykład świetny matematycznie ale zastanówmy się co do jego realności.

                  Mamy wynajem 1400zł (1000zł najmu + 400zł czynszu)
                  Mamy kredyt 2400zł (2000zł raty + 400zł czynszu)

                  Jeżeli oba mieszkania są porównywalne to znaczy, że wynajmujemy mieszkanie o wartości 300.000zł za 1000zł 'odstępnego'. Ja baaaardzo chętnie takie mieszkanie wynajmę smile
                  • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 08:26
                    araceli napisała:

                    > niebieska_koniczynka napisała:
                    > > PRZYKŁAD:
                    > > Wynajem kosztuje 1400. W tym jest czynsz. Przez 3 lata wynajem kosztuje c
                    > ię 50.
                    > > 400.
                    > > Kredyt na 300.000 na 7% na 30 lat daje ratę 2000 (kalkulator kredytowy).
                    > Do teg
                    > > o płacisz 400 czynszu.
                    >
                    > Przykład świetny matematycznie ale zastanówmy się co do jego realności.
                    >
                    > Mamy wynajem 1400zł (1000zł najmu + 400zł czynszu)
                    > Mamy kredyt 2400zł (2000zł raty + 400zł czynszu)
                    >
                    > Jeżeli oba mieszkania są porównywalne to znaczy, że wynajmujemy mieszkanie o w
                    > artości 300.000zł za 1000zł 'odstępnego'. Ja baaaardzo chętnie takie mieszkanie
                    > wynajmę smile

                    W Warszawie mieszkania o wartości 300 000PLN można w chwili obecnej wynająć od
                    700-800 PLN odstępnego.

                    W.
                    • ozlem Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 09:10
                      > W Warszawie mieszkania o wartości 300 000PLN można w chwili obecnej wynająć od 700-800 PLN odstępnego.

                      Możesz rzucić jakieś namiary? Znajoma szuka w Warszawiw i za 700-800zł (plus liczniki) to są oferty pokoju w dzielonym mieszkaniu, a nie samodzielne mieszkanie
                      • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 09:18
                        ozlem napisała:

                        > > W Warszawie mieszkania o wartości 300 000PLN można w chwili obecnej wynaj
                        > ąć od 700-800 PLN odstępnego.
                        >
                        > Możesz rzucić jakieś namiary? Znajoma szuka w Warszawiw i za 700-800zł (plus
                        liczniki) to są oferty pokoju w dzielonym mieszkaniu, a nie samodzielne mieszkanie

                        Naprawdę czytanie z odrobiną zrozumienia jest takim problemem?!

                        700-800 odstępnego + czynsz 400, czyli sumarycznie 1100-1200 + liczniki

                        W.
                          • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 09:40
                            ozlem napisała:

                            > Cena 1100-1200 nadal jest bardzo atrakcyjna zważywszy że kawalerki w Warszawie
                            zaczynają się od 1500+ czynsz +liczniki- dziewczyna szuka 3 miesiąc więc chyba
                            wie co mówi.

                            1500+czynsz+liczniki za kawalerkę?!?!?!? Takie żarty nie są śmieszne... Za tyle
                            to w ścisłym centrum z przeznaczeniem na agencje.

                            Może nie umie szukać?

                            warszawa.gumtree.pl/f-Nieruchomosci-dom-mieszkanie-wynajme-Warszawa-2-pokoje-W0QQAQ5fNumberRoomsZ2QQCatIdZ9008QQLocationZ3200008QQmaxPriceZ1Q20300
                            O to wygląda całkiem ciekawie:

                            warszawa.gumtree.pl/c-Nieruchomosci-dom-mieszkanie-wynajme-prywatne-Nowe-mieszkanie-40m2-przy-metrze-Wilanowska-W0QQAdIdZ183979768
                            W.
                            • ozlem Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 09:57
                              Szukac raczej umie, bo ogladanie ogloszen to jedno, a konkrety w postaci tego jak mieszkanie wygląda w realu, co konkretnie ma na stanie i co w jakiej wysokości wchodzi w opłaty - to zupełnie inna bajka.

                              Oczywiście są tzw. okazje, gdy ktoś musi wynająć mieszkanie szybkoi zchodzi z ceny (bo np. wyjeżdza za granice) i jest to mieszkanie w dobrym standardzie (cały czas mówimy przecież o mieszkaniu wartym 300tys). Ale to nie jest norma dla całej Warszawy, a już na pewno nie za 700-800 "odstępnego".

                              • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 10:18
                                > Oczywiście są tzw. okazje, gdy ktoś musi wynająć mieszkanie szybkoi zchodzi z
                                ceny (bo np. wyjeżdza za granice) i jest to mieszkanie w dobrym standardzie
                                (cały czas mówimy przecież o mieszkaniu wartym 300tys). Ale to nie jest norma
                                dla c ałej Warszawy, a już na pewno nie za 700-800 "odstępnego".

                                Nie rozmawialiśmy o normach, tylko o tym czy się da mieszkanie warte 300 000
                                nająć za 1000 odstępnego.

                                W.
                              • gggaaaddd Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 16:09
                                Akurat interesowałam się rynkiem wynajmu kawalerek. Ceny z czynszem
                                wahają się od min. 1300 zł do ponad 2000 zł. Kolega z pracy
                                wynajmuje np 37 m na Białołęce za 1400 zł (mieszkanie nowe
                                przyzwoicie wykończone). Dzielnice bliżej centrum oczywiście są
                                droższe. Myślę, że za kawalerkę z dobrym dojazdem do centrum i w
                                miarę wygladającą trzeba zapłacić conajmniej 1600 zł. Niestety takie
                                są realia.
                            • araceli Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 12:53
                              falllen_angel napisał:
                              > Może nie umie szukać?

                              Zarzucasz, że nie umie szukać a sam podrzucasz mieszkania za 1200-1300. Ja czekam na te Warszawskie mieszkania o wartości 3000tys za 700-800zł odstępnego smile

                              Gratka mówi, że w tej cenie to mogę mieć 'przytulny pokój w mieszkaniu':
                              dom.gratka.pl/mieszkania-do-wynajecia/lista/,warszawa,700,800,co,cd.html
                              • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 13:00
                                araceli napisała:

                                > falllen_angel napisał:
                                > > Może nie umie szukać?
                                >
                                > Zarzucasz, że nie umie szukać a sam podrzucasz mieszkania za 1200-1300. Ja
                                czekam na te Warszawskie mieszkania o wartości 3000tys za 700-800zł odstępnego smile

                                Za często używasz pojęć których nie ogarniasz.

                                W.
                                • araceli Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 13:33
                                  falllen_angel napisał:
                                  > Za często używasz pojęć których nie ogarniasz.

                                  Że co przepraszam? Którego niby słowa nie rozumiem? Jak zwykle rzucasz
                                  hasełkiem, na poparcie którego nic nie potrafisz przedstawić. Jak kończą Ci się
                                  argumenty merytoryczne (o ile w ogóle po nie sięgasz) to zaczynają personalne.
                                  Nic więcej nie potrafisz w temacie powiedzieć, to po co w ogóle piszesz?
                                  • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 13:53
                                    araceli napisała:

                                    > falllen_angel napisał:
                                    > > Za często używasz pojęć których nie ogarniasz.
                                    >
                                    > Że co przepraszam? Którego niby słowa nie rozumiem? Jak zwykle rzucasz
                                    > hasełkiem, na poparcie którego nic nie potrafisz przedstawić. Jak kończą Ci się
                                    > argumenty merytoryczne (o ile w ogóle po nie sięgasz) to zaczynają personalne.
                                    > Nic więcej nie potrafisz w temacie powiedzieć, to po co w ogóle piszesz?

                                    Chciałaś wynająć mieszkanie warte 300 000PLN za 1400 PLN, podałem całą listę
                                    tańszych. Czego jeszcze oczekujesz?

                                    Co niby jest nie merytoryczne?

                                    Czego nie ogarniasz, że 1200 to mniej niż 1400? Czy że każde z nich może być
                                    warte 300 000 PLN?

                                    Jeszcze Ci powiem, że z tych 1200 PLN jest często spokojnie do urwania 100 czy
                                    200 PLN, jak się jest dobrym negocjatorek lub jak się na przykład zapłaci
                                    właścicielowi z góry za rok.

                                    W.
                                    • araceli Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 14:03
                                      falllen_angel napisał:
                                      > Chciałaś wynająć mieszkanie warte 300 000PLN za 1400 PLN, podałem całą listę
                                      > tańszych. Czego jeszcze oczekujesz?

                                      Po pierwsze - podałeś parę mieszkań poniżej 1400 ale niestety nie pofatygowałeś
                                      się sprawdzić czy w cenę jest czy nie jest wliczony czynsz. Zwykle jest napisane
                                      1400+opłaty - w opłatach trzeba doliczyć czynsz.

                                      Po drugie - pisałeś o mieszkaniach w Warszawie za 700-800zł odstępnego - wciąż
                                      czekam na przykład.
                                      • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 16:03
                                        araceli napisała:

                                        > falllen_angel napisał:
                                        > > Chciałaś wynająć mieszkanie warte 300 000PLN za 1400 PLN, podałem całą li
                                        > stę
                                        > > tańszych. Czego jeszcze oczekujesz?
                                        >
                                        > Po pierwsze - podałeś parę mieszkań poniżej 1400

                                        2 pokojowe w zakresie cenowym 1200-1300. Wszystkich poniżej 1400 jest tyle, że
                                        nie chciałem śmiecić za bardzo.

                                        >ale niestety nie pofatygowałeś się sprawdzić czy w cenę jest czy >nie jest
                                        wliczony czynsz. Zwykle jest napisane 1400+opłaty - w
                                        >opłatach trzeba doliczyć czynsz.

                                        Wybitna specjalisto od nieruchomości, w Polsce standardem jest podawać w
                                        ogłoszeniu o wynajem nieruchomości sumę wszelkich opłat stałych. Tak więc owe
                                        opłaty to zazwyczaj tylko prąd oraz gaz, ponieważ gdyż zaliczka na wodę i
                                        ogrzewanie bywa wliczona w czynsz. I bywa wystarczająca na normalne użycie

                                        Dwa przykłady pokazujące, że czynsz jest wliczony:

                                        warszawa.gumtree.pl/c-Nieruchomosci-dom-mieszkanie-wynajme-prywatne-WYNAJM-KAWALERK-BEZPO-REDNIO-W0QQAdIdZ184541721
                                        warszawa.gumtree.pl/c-Nieruchomosci-dom-mieszkanie-wynajme-agencje-2-pokoje-Centrum-ul-Krolewska-przy-samym-Metrze-W0QQAdIdZ179077027
                                        oraz jeden pokazujący, że czasem nie jest, ale trzeba to wyraźnie zaznaczyć:

                                        warszawa.gumtree.pl/c-Nieruchomosci-dom-mieszkanie-wynajme-prywatne-Wynajme-2-pokojowe-mieszkanie-na-Radzyminskiej-Praga-Pn-W0QQAdIdZ179423478
                                        Ale skoro wiesz lepiej co zrobiłem, a co nie to chyba nie ma sensu... Znaczy i
                                        tak nie ma sensu.

                                        > Po drugie - pisałeś o mieszkaniach w Warszawie za 700-800zł odstępnego - wciąż
                                        czekam na przykład.

                                        Przestań się kompromitować i czytaj, aż zrozumiesz...

                                        W.
                                        • araceli Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 16:16
                                          falllen_angel napisał:
                                          > Dwa przykłady pokazujące, że czynsz jest wliczony:

                                          Owszem - w pierwszym przykładzie jest ale to 1000zł za kawalerkę 17m2!!!!!!!! Takie mieszkanie ma być warte 300 tysięcy????

                                          Po drugie - 'czynsz' to bardzo różne rzeczy - w czynszu może być wliczona woda, ogrzewanie a nawet gaz czy energia. A może nie być żadnej z tych rzeczy czyli tylko koszty administracji, f. remontowy i wywóz śmieci - to nie wyniesie 400zł.


                                          > Przestań się kompromitować i czytaj, aż zrozumiesz...

                                          No tak - bo przykładu poparcia na własne słowa nadal nie potrafisz podać. Wystarczyłyby konkretne linki ze zdjęciami i opisem ale nie - lepiej atakować personalnie.


                                          Falllen_angel - napisałeś:
                                          'W Warszawie mieszkania o wartości 300 000PLN można w chwili obecnej wynająć od 700-800 PLN odstępnego.'

                                          Wciąż czekam na konkretne, weryfikowalne przykłady. Jak nie to EOT.
                                          • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 16:26
                                            araceli napisała:

                                            > falllen_angel napisał:
                                            > > Dwa przykłady pokazujące, że czynsz jest wliczony:
                                            >
                                            > Owszem - w pierwszym przykładzie jest ale to 1000zł za kawalerkę 17m2!!!!!!!! T
                                            > akie mieszkanie ma być warte 300 tysięcy????

                                            Czytaj czego jest to przykład, potem jeszcze raz i jeszcze raz. I tak do skutku,
                                            ponieważ ja straciłem wiarę...

                                            W.
                                            • araceli Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 16:31
                                              falllen_angel napisał:
                                              > Czytaj czego jest to przykład, potem jeszcze raz i jeszcze raz. I tak do skutku,
                                              > ponieważ ja straciłem wiarę...

                                              Wiem CZEGO jest to przykład. Natomiast wciąż czekam na te warszawskie mieszkania warte 300 tys za 700-800zł odstępnego!!
                                                • araceli Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 16:51
                                                  falllen_angel napisał:
                                                  > Czego?

                                                  Tego, że czynsz może być wliczany w cenę (czemu nie przeczyłam, zwróciłam uwagę, że podanych wcześniej przykładach takiej informacji nie było). Zauważ, że jeżeli jest to jest to podane.

                                                  Kiedy podasz przykłady popierające swoje słowa?
                                                  • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 08.02.10, 14:36
                                                    araceli napisała:

                                                    > falllen_angel napisał:
                                                    > > Czego?
                                                    >
                                                    > Tego, że czynsz może być wliczany w cenę (czemu nie przeczyłam, zwróciłam
                                                    uwagę, że podanych wcześniej przykładach takiej informacji nie było).

                                                    Ponieważ zasadniczo przyjmuje się to jako normę.

                                                    >Zauważ, że jeżeli jest to jest to podane.

                                                    Zauważ, że jeżeli nie jest to też jest podane. Był przykład również.

                                                    Po prostu są ludzie mniej dokładni i bardziej. Są tacy co się spieszą i tacy co
                                                    mają czas na dopieszczanie ogłoszenia.

                                                    > Kiedy podasz przykłady popierające swoje słowa?

                                                    Jak przeczytasz wątek jeszcze raz ze zrozumieniem to znajdziesz.

                                                    W.
                                        • gggaaaddd Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 16:17
                                          Nie chce się mądrzyć, ale sama szukałam kawalerki w Wwie i niestety
                                          w ogłoszeniach właściele proponują jedno, a później po kontakcie
                                          telefonicznym okazuje się, że jest to cena bez czynszu, nie mówiąc o
                                          innych opłatach i okazuje się, że oferta nie jest wcale atrakcyjna.
                                          Piszę o tym, bo sama wielokrotnie przekonowałam się dzwoniąc. Realna
                                          cena wynajmu kawalerki z czynszem bez liczników w W-wie tak jak
                                          pisałam wyżej to od min. 1300 zł do 2000 zł.
                • gggaaaddd Re: porownanie kosztu kredytu i wynajmu 07.02.10, 08:57
                  Witam. co do przykładu i większej opłacalności wynajmu. Wyliczenia
                  byłyby ok, gdyby ceny mieszkań przez 3 lata nie wzrosły. Takiej
                  jednak sytuacji przewidzieć się nie da. Rzeczywiście ostatnio ceny
                  nie rosną, ale wyraźnie widać, że zaczynają się znacząco różnicować
                  Wielka płyta ceny spadają znacząco, a nowe wykończone mieszkania
                  trzymają cenę. Myślę, że większość szczególnie młodych ludzi jednak
                  w wielkiej płycie mieszkać nie chce. Poza tym przez ostatnie 2 lata
                  ludzie trochę mieszkań na rynku pierwotnym kupili po niezbyt
                  korzystnych cenach, więc nie będą skłonni przy sprzedaży do
                  obniżania ceny.
              • bart_smithson Re: do bart_smithson 07.02.10, 16:42
                > Tylko jeszcze jednej rzeczy w analizie nie wzięliście pod uwagę - po 30 latach
                > kredytu masz mieszkanie, po 30 wynajmu - nie.

                Po 30 latach kredytu mam 30-letnie mieszkanie, które (gdyby wzięte dzisiaj) kosztowało 2,5x więcej.

                Po 30 latach (czemu aż tyle?) wynajmu mam dość kasy by kupić sobie nowiusienki apartament w sam raz dla 60-latków.
            • stef63 Re: do bart_smithson 07.02.10, 10:42
              nvv napisał:

              > bart_smithson ma dużo racji, a Ty, stef63, racji wg mnie masz mało.
              > Ceny wynajmu w Polsce są niższe niż na zachodzie.

              Dalej będę się upierac, że ceny wynajmu mieszkań w Polsce są bardzo duże.
              Chodzi mi o proporcję wysokości większości pensji w Polsce do wysokości cen
              najmu. Nie myślę tu o średniej krajowej, bo większośc Polaków nie zarabia
              średniej krajowej. Myślę o przeciętnych ludziach, jakich w Polsce jest
              większośc. Więkoszośc Polaków to nie są ludzie młodzi, zdrowi, dobrze
              wykształceni (super fachowcy) o których biją się firmy, nie mający na utrzymaniu
              rodziny czy innych zobowiązań, którzy w każdej chwili mogą przeniesc się w inne
              miejsce za pracą.

              Przykład z mojego życia:
              13 lat temu zapisałam się do kasy mieszkaniowej.
              Zasady kas były takie:
              oszczędzało się minimum trzy lata (kwotę samemu się deklarowało) -
              oprocentowanie tej kwoty było kiepskie albo żadne (już nie pamiętam), ale kwotę
              wpłaconą można było odliczyc od podatku. Super interes to to nie był, bo
              oprocentowanie lokat było wtedy większe. Po okresie oszczędzania można było
              otrzymac nisko oprocentowany kredyt. Czas na spłatę kredytu był taki jak czas
              oszczędzania. W moim przypadku trzy lata oszczędzałam i trzy lata miałam na
              spłatę kredytu.
              Kasy już nie istnieją bo się nie sprawdziły, ale w w moim przypadku się sprawdziły.
              Po trzech latach oszczędzania kupiłam od spółdzielni nowe mieszkanie w nowo
              wybudowanym bloku - 34m2 za 70.000 tys.
              Już mieszkając w tym mieszkaniu przez trzy lata spłacałam kredyt z kasy
              mieszkaniowej. Miałam 36.000 tys. kredytu (czyli 36 rat x 1150 zł rata), reszta
              to moje oszczędności.
              Dzisiaj moje mieszkanie mogłabym sprzedac za jakieś 120-150 tys.
              Gdybym 13 lat temu nie zdecydowała się na oszczędzanie w kasie to dzisiaj nie
              miałabym ani mieszkania ani oszczędności, bo wszystko poszłoby na wynajem, i nie
              miałabym poczucia stabilności. Od kiedy mam to mieszkanie to wiem, że póki płacę
              czynsz to mogę w nim mieszkac, że nie przyjdzie właściciel i nie karze mi się za
              miesiąc wyprowadzic, mam meldunek który w Polsce jest potrzebny w wielu
              sytuacjach, urządziłam mieszkanie tak żebym czuła się w nim dobrze (w końcu
              mieszkanie to nie hotel).
              10 lat temu mój pierwszy czynsz za to mieszkanie wynosił miesięcznie ok. 60 zł
              (sam czynsz - ogrzewanie osobno, światło, woda, gaz, tv też osobno). Dzisiaj mój
              czynsz (sam czynsz) to 142 zł miesięcznie - ponieważ spółdzielnia co kilka
              miesięcy podwyższa czynsz.
              Kto mi za taki czynsz lub nawet 100% więcej wynajmie takie mieszkanie? Gdybym
              wynajmowała takie mieszkanie to musiałabym zapłacic haracz za wynajem jakieś
              500-700 zł miesięcznie + normalny czynsz + wszystkie opłaty (jak ogrzewanie,
              woda, itd.).
              Kiedyś w swoim życiu przez 2 lata wynajmowałam mieszkanie. Na ten wynajem poszły
              wszystkie moje oszczędności i dalej nie miałam mieszkania i wiem jak wygląda
              życie w wynajętym mieszkaniu. Wtedy postanowiłam zrobic wszystko aby więcej nie
              płacic haraczu za wynajem.
              Ja nie miałam szans żeby dostac jakieś mieszkanie komunalne, spółdzielcze czy
              jakieś inne lokatorskie. Miałam do wyboru kupic za 100% wartości lub całe życie
              wynajmowac. Wybrałam kupno i nie żałuję.
              Też wolałabym dostac mieszkanie spółdzielcze lub komunalne o standardzie
              własnościowym (obok mnie jest taki blok komunalny, który niczym się nie różni od
              mojego bloku, w moim mieście jest takich bloków więcej - różnica jest tylko taka
              że jedni dostali za darmo, inni musieli sobie kupic za 100% wartości, a o
              przyznaniu mieszkania decydowały odpowiednie koneksje rodzinne, układy itp - nie
              mieszkają tam ludzie biedni).
              Ja rozumiem, że właściciel mieszkania jak wynajmuje musi coś z tego miec, ale
              chodzi mi o proporcje cen wynajmu do większości pensji. Wynajem nie jest
              osiągalny dla przeciętnych Kowalskich.
              Dalej będę się upierac, że przebierac w mieszkaniach na wynajem i stawiac
              warunki właścicielowi to może ktoś kto ma kasę.



              • ania78p Re: do bart_smithson 07.02.10, 11:02
                A dlaczego używasz sformułowania "haracz za wynajem"?
                Właściciel mieszkania ma je oddać za darmo??
                Jeśli ktoś nie chce wynajmować mieszkania za określoną stawkę to tylko jego
                problem, że go nie stać. Za mniejszą kwotę wynajmu też coś znajdzie a że to może
                być zły standard i odległa lokalizacja to inna kwestia.
                Z jakiej racji właściciel mieszkania ma wynajmować za bezcen??
                • stef63 Re: do ania78p 07.02.10, 21:30
                  [i][i]ania78p napisała:

                  > A dlaczego używasz sformułowania "haracz za wynajem"?



                  Nie wiem gdzie znajdzie się moja odpowiedź, bo coś mi się wklejają nie tam gdzie
                  bym chciała.
                  Odpowiadam:
                  Słowo haracz może nie jest najszczęśliwsze do określenia ceny za wynajem.
                  Napisałam tak ponieważ wśród moich znajomych, znam przynajmniej kilkanaście
                  przypadków jak wynajmujący właściciele mieszkań nieładnie postąpili wobec tych
                  którym wynajmowali mieszkanie. Nie zawsze jest tak że właściciele dbają o
                  mieszkania i robią remonty. Niektórzy chcą tylko jak najwięcej wyciągnąc od
                  lokatora, który musi wynajmowac mieszkanie. Oczywiście nie wszyscy.

                  Np. Moja koleżanka która mieszka w innym mieście niż ja, wynajmowała przez kilka
                  lat mieszkanie na poddaszu w prywatnej kamiennicy. Płaciła za wynajem niewiele,
                  ale też niewiele było w tym mieszkaniu - brak wody, łazienki, ogrzewania. Z
                  chwilą kiedy moja koleżanka wyszła za mąż właścicielka kamiennicy natychmiast
                  podwyższyła jej czynsz 10 razy, pomimo że w mieszkaniu nie zmieniło się nic, ani
                  metraż, ani standard. Już po podwyżce wodę do mieszkania moja koleżanka
                  pociągnęła sobie na własny koszt.

                  W mojej klatce jest od początku mieszkanie na wynajem.
                  Lokatorzy w tym mieszkaniu zmieniają się co parę miesięcy.
                  W tym mieszkaniu nie jest nic porządnie zrobione. Ciągle są zalewani sąsiedzi
                  którzy mieszkają bezpośrednio pod tym mieszkaniem. Właściciela to kompletnie nie
                  obchodzi. Nie wiadomo nawet jak się z nim skontaktowac. Jak przychodzi po swoje
                  pieniądze za wynajem to odbiera je na parkingu przed blokiem, nawet nie wchodzi
                  do swojego mieszkania.
                  Zalewana sąsiadka zgłosiła to do spółdzielni, efekt żaden.
                  Najdłużej w tym mieszkaniu mieszkała dziewczyna z dzieckiem chorym na porażenie
                  mózgowe. Nie dośc, że płaciła sporo za wynajem + czynsz + opłaty, dbała o to
                  mieszkanie to jeszcze ją właściciel kantował na rachunkach za gaz i prąd. Udało
                  jej się kiedyś przechwycic te rachunki bezpośrednio od inkasentów i wtedy
                  dopiero zobaczyła ile naprawdę powinna płacic.
                  Takich przykładów mogłabym podac więcej, ale nie chce się rozpisywac, bo i tak
                  piszę za dużo.


                  > Właściciel mieszkania ma je oddać za darmo??

                  Nigdzie nie napisałam że wynajmowane mieszkania mają byc za darmo lub za małe
                  pieniądze. Napisałam, że wynajem mieszkań w Polsce jest bardzo drogi, że
                  przeciętnego Kowalskiego nie stac na wynajem.
              • ozlem Re: do bart_smithson 07.02.10, 11:08
                >Ja rozumiem, że właściciel mieszkania jak wynajmuje musi coś z tego miec, ale chodzi mi o proporcje cen wynajmu do większości pensji.

                Warto zdawać sobie sprawę, ze wynajmujący zazwyczaj nie ustawiają cen za swoje lokale pod średnią pensję, ale w porównaniu do zysku jaki mieliby z lokat przy sprzedaży. Jesli zysk z wynajmu jest niższy niz z lokaty, wynajem przestaje się właścicielowi opłacać. A nikt nie ma obowiązku wynajmować ze stratą.
              • nvv Re: do bart_smithson 07.02.10, 12:25
                Myślę, że większym problemem (i źródłem problemu wysokich cen wynajmu, jeśli je nazwiemy wysokimi) są wysokie ceny mieszkań -- i to ceny mieszkań dyktują ceny wynajmu, bo jak ktoś tu zauważył: jeśli wynajem nie będzie sie opłacać, wielu właścicieli mieszkań zamiast trzymać pieniądze utopione w mieszkaniu, będzie wolało np. dać je na lokaty.

                Tak się zastanawiam, od wczoraj, po przeczytaniu (ciekawych) artykułów przytoczonych na tym wątku przez niebieska_koniczynka, ku czemu to wszystko zmierza.

                W momencie jeśli taksówkarz i sklepikarz rozmawiają o tym w jakie akcje zainwestować -- to jest dobry moment aby uciekać z rynku akcji czym prędzej, bo zaraz będzie krach. I sprawdziło się to ~2 lata temu.
                Teraz, gdzie się nie obrócę, ludzie inwestują w mieszkania pod wynajem i jeszcze nie wiem jakie będą tego konsekwencje za kilka lat, ale już mi się to nie podoba. smile

                Osoby kupujące mieszkania pod wynajem napędzają tę bańkę coraz bardziej, banki nie są zainteresowane aby ją przerwać (bo żyją m.in. z kredytów, a większy kredyt, to więcej kasy dla nich; poza tym mają zabezpieczenia w hipotekach mieszkań, a jeśli mieszkania stracą na wartości, to banki nie odzyskają środków w momencie jak kredytobiorcy nie będą w stanie spłacić kredytu), developerzy też nie są zainteresowani, bo większe ceny mieszkań, to więcej kasy dla nich, pośrednicy też zacierają ręcę, bo zarabiają procenty od transakcji.

                Owszem, traci na tym szary Kowalski, dla którego kupno własnego mieszkania jest coraz mniej osiągalne, bo ceny szybują w góre (choć ostatnio ceny trochę się zatrzymały podczas kryzysu, to teraz -- gdy z niego wychodzimy -- zobaczymy co będzie...).
          • bart_smithson Re: do bart_smithson 07.02.10, 16:37
            > Dlatego bardzo często ludzie, aby obniżyc koszty wynajmu wynajmują > bez umowy.

            Sami sobie szkodzą.

            > Warunki co do wynajmu można stawiac właścicielowi jak się ma kasę.

            Warunki można stawiać jak się rozumie, że obie strony chcą być w sytuacji win-win. Ja dam Ci zarobić a ty ze mnie nie zedrzesz. Przez 4 lata na studiach wynajmowaliśmy ze znajomymi jedno mieszkanie. Z roku na rok coraz łatwiej było przekoanać własciciela do pewnych ustępstw. On miał pewność, że kasa będzie pojawiała się co miesiąc - nam czynsz ani razu nie podskoczył. A kilka remontów tam miało miejsce.

            > Ludzie bez kasy często muszą miec wiele własnych sprzętów, mebli itd., aby mogl
            > i
            > zamieszkac w wynajmowanym mieszkaniu

            Ludziom często się wydaje, że posiadanie czyni ich ludźmi. Że należy mieć to i tamto, żeby zabłysnać przed znajomymi. Żeby nie uważali mnie za biedaka kupie sobie garnki Zeptera... ale to już zupełnie inny temat.

            > cokolwiek chcę
            > zrobic w wynajętym mieszkaniu aby poprawic sobie standard, muszę zrobic na
            > własny koszt bo właściciel mi tego nie odda. Właściciel np. zgadza się na
            > położenie tapety w łazience lub pomalowanie, ale nie zgadza się na położenie
            > płytek - bo to już jest koszt większy - jak położę płytki to na własny koszt.

            A na cholerę mi płytki w łazience? Chcesz położyć mu płytki w łazience? Zrób to, napewno kolejny najemca to doceni wink

            > więc lepiej opłaca się wziąśc kredyt - spłacac duże raty, które
            > często są takie jak cena za wynajem, a kiedyś to mieszkanie na kredyt będzie
            > moje i już od początku mogę je sobie urządzic tak jak chcę.

            Priorytety każdego człowieka są inne. Mnie nie stać na branie kredytu tylko po to by mieć w łazience płytki w moim ulubionym kolorze i toaletę z bidetem.

            > Wtedy też można wymagac od właściciela, aby w mieszkaniu były takie
            > to, a takie meble, sprzęty itd., domagac się napraw itp.

            Domagać się napraw należy zawsze. A co do mebli i sprzętów - obowiązuje minimum. Nie przesadzajmy z suszarkami do bielizny, kawiarkami czy meblami w kolorze bananowym.

            > Mieszkań na wynajem w Polsce jest wiele, ale tylko dla tych którzy mają pieniądze.

            I wszystkie Twoje punkty powyżej tylko udowadniają "biednym" żeby brali kredyty i stawali się jeszcze biedniejsi...
            • stef63 Re: do bart_smithson 07.02.10, 21:46
              Warunki można stawiać jak się rozumie, że obie strony chcą być w sytuacji
              win-win. Ja dam Ci zarobić a ty ze mnie nie zedrzesz. Przez 4 lata na studiach
              wynajmowaliśmy ze znajomymi jedno mieszkanie. Z roku na rok coraz łatwiej było
              przekoanać własciciela do pewnych ustępstw. On miał pewność, że kasa będzie
              pojawiała się co miesiąc - nam czynsz ani razu nie podskoczył. A kilka remontów
              tam miało miejsce.


              Inaczej podchodzi się do wynajętego mieszkania jeżeli okres wynajmu jest krótki,
              jeżeli to mieszkanie jest tylko pewnym etapem w życiu, a inaczej jeżeli ma się
              to mieszkanie wynajmowac przez znacznie dłuższy okres czasu.
              • bart_smithson Re: do bart_smithson 07.02.10, 22:52
                > Inaczej podchodzi się do wynajętego mieszkania jeżeli okres wynajmu jest krótki
                > ,
                > jeżeli to mieszkanie jest tylko pewnym etapem w życiu, a inaczej jeżeli ma się
                > to mieszkanie wynajmowac przez znacznie dłuższy okres czasu.

                Zgadzam się z Tobą w 100%. I nie do końca rozumiem w odniesieniu do czego to napisałaś.
                Że przy mieszkaniu "na dłużej" chce się robić remonty? Czy że w mieszkaniu "na dłużej" łatwiej o ustępstwa ze strony właściciela?

                Na obecnym etapie mojego życia "życie na wynajmowanym" przeciwstawiam "kredytowi na swoje własne". W ciągu dwóch ostatnich lat mieszkanie zmieniliśmy 4 razy tylko po to by w końcu trafić na "to właściwe" (umowa na pół roku by mieszkanie "przetestować" a potem możemy porozmawiać o dłuższej współpracy).

                Po półrocznym teście: układ+położenie+wyposażenie nam odpowiadają. Kilka mniejszych wad jest przełoniętych przez to jaką osobą jest właściciel - nie narzuca się, chce mieć kogoś spokojnego, pewnego, płacącego w terminie na dłużej. Tylko raz do nas zajrzał. Resztę rzeczy załatwiliśmy przez telefon czy maila. Po tym jak obniżył czynsz zupełnie nie mamy interesu by monitorować rynek wynajmu mieszkań.
        • zanet_kaleta Re: życie z kredytami 07.02.10, 12:25
          >Mój dom gdzie praca moja.

          żal mi Ciebie

          "Tu dom mój, gdzie serce moje" przeistoczyło się w Twoje powiedzenie.
          Ja też dużo podrużuję, na rynku pracy od 2 lat, od 2 lat również
          mieszkam w swoim mieszkaniu, mam gdzie wracać, mam swoje łóżko i
          swoją kuchnię, i tylko tutaj czuję, ze jestem na prawdę u siebie. W
          innych mistach Polski bywam średnio przez 8 miesięcy w roku, na
          weekendy przeważnie U SIEBIE, i wtedy dopiero jestem szczęśliwa... i
          tak, mieszkanie kupiłam na kredyt, i tu jest mój dom, i serce moje smile

          --
          https://c1.ac-
images.myspacecdn.com/images02/7/m_936eb724fb8f4eca90a132cd4478d484.g
if
        • katarzynka200 Re: życie z kredytami 28.02.10, 07:40
          bart_smithson, miałam to samo zdanie co Ty , dotad dokąd nie kupiłam
          mieszkania na kredyt.
          Wynajmowalam pokoj w 3 osoby u kogos po 250 za osobe.razem 750.
          kilka lat wstecz. pokoj 10m2.
          zdecydowalsmy sie kupivc mieszkanie bo dziecko coraz większe było.
          Kupilismy fajne mieszkanie 3 pokojowe. Kredyt na 35 lat, rata stała
          550-600 plus ubepizeczenie 30 zł miesiecznie.
          Mamy ok 70m2. płacimy mniej, jest to warszawa.
          Robię co chce, jestem na swoim. Mieszkanie potroiło wartość, moge je
          sprzedac, spłacic kredyt i zostane z wielką sumą pieniedzy-jestem
          zabezpieczona nawet na wynajem na 30 lat za te pieniadze.
          Wynajmowanie to jest takie coś, ze dziś dowidzenia i juz.
          A mnei nie wyrzuci nikt nawet jak raty nie zapłace, bo to ja jestem
          właścielem.
          Odkładaj na konto, to zobaczysz co po 10 latach, nie kupisz sobie
          nic za to, a mieskzanie to wybij sobie z głowy.
          • bart_smithson Odkładaj na konto - nie kupisz sobie nic za to 01.03.10, 17:01
            > Kupilismy fajne mieszkanie 3 pokojowe. Kredyt na 35 lat, rata stała
            > 550-600 plus ubepizeczenie 30 zł miesiecznie.
            > Mamy ok 70m2. płacimy mniej, jest to warszawa.

            > Mieszkanie potroiło wartość, moge je
            > sprzedac, spłacic kredyt i zostane z wielką sumą pieniedzy

            > Odkładaj na konto, to zobaczysz co po 10 latach, nie kupisz sobie
            > nic za to...

            Brakuje mi jednej ważnej informacji:
            - kupiłaś przed 2006?
            - czy może miesiąc temu?

            Bo jeśli miałbym kupować - to nie cofnę się w przeszłość.
    • hala24_2 Re: życie z kredytami 06.02.10, 13:50
      My nie mamy kredytu. Gdy tylko myślę o kredycie staje mi przed
      oczami dzień że nie mam jak go spłacić i co wtedy ??? Myślenie
      pesymistyczne sad. Jednak z dzieciństwa pamiętam jak rodzice budowali
      dom wtedy nagle oprocetowanie ich kredytu bardzo wzrosło , to były
      ciężkie czasy dla wszystkich domowników bo rodzice chcieli spłacić
      pożyczkę jak najszybciej , a miało byc tak kolorowo. Moja mama do
      dziś nie kupiła niczego na raty ani nie wzieła kredytu.To chyba ona
      tak mi wpoiła tą antykredytowość wink.
      • araceli Re: życie z kredytami 06.02.10, 16:22
        hala24_2 napisała:
        > Moja mama do
        > dziś nie kupiła niczego na raty ani nie wzieła kredytu.To chyba ona
        > tak mi wpoiła tą antykredytowość wink.

        Moja przez całe życie kredytu nie wzięła. Ale jak ona kupowała mieszkanie to kosztowało 1tys/m2 wink
      • gggaaaddd Re: życie z kredytami 06.02.10, 16:26
        Witam ponownie rozpoczynając ten wątek miałam na myśli czy czasami
        nie dobijają Was te raty kredytowe czasami czyta się jakiś post i
        osoba piszę że przeznaczas np 800 zł miesięcznie na jedzenie, a na
        kredyt 2000 zł. Ja też zaczęłam spłacać kredyt i też opłaty zżerają
        dużą część dochodów. Jednym słowa szkoda, że ceny mieszkań są tak
        drogie w stosunku do zarobków,a to niestety spowodowane jest
        polityką państwa i deweloperów, którzy z tej polityki korzystają
        narzucając gigantyczne narzuty.
        • falllen_angel Re: życie z kredytami 06.02.10, 16:42
          gggaaaddd napisała:

          > Jednym słowa szkoda, że ceny mieszkań są tak
          > drogie w stosunku do zarobków,a to niestety spowodowane jest
          > polityką państwa i deweloperów, którzy z tej polityki korzystają
          > narzucając gigantyczne narzuty.

          Jest to spowodowane jedynie postawą konsumentów, którzy takie ceny akceptują.
          Ale jak stoi w piśmie po to Bóg stworzył barany by je strzyc.

          W.
          • gggaaaddd Re: życie z kredytami 06.02.10, 17:22
            Chyba nie jest tak do końca jak piszesz. Można nie kupować mieszkań,
            bo się nie akceptuję ceny i czekać na lepsze czasy, ale są różne
            sytuacje np ludzie, którzy są już w takim wieku, że dla nich to
            ostatni dzwonek, aby dostali kredyt. Poza tym są też tacy, którzy od
            wielu lat mieszkają w danym mieście i mają dość wynajmu, który tani
            nie jest, więc cóż ma np robić osoba w średnim wieku bez własnego m.
            Poza tym ceny powinny być dostosowane do zarobków. Mieszkanie nie
            powinno być czymś luksusowym. To jest oczywiście moje zdanie.
            • bart_smithson Re: życie z kredytami 06.02.10, 17:28
              > Poza tym ceny powinny być dostosowane do zarobków. Mieszkanie nie
              > powinno być czymś luksusowym. To jest oczywiście moje zdanie.

              A to już mi tu bardzo nieładnie pachnie... jakimś minionym ustrojem.
              A dlaczegóż nie stwierdzić, że to zarobki powinny być dostosowane do cen mieszkań?
              Wpływu na ceny mieszkań nie mam. A o zarobki jeszcze mogę powalczyć... smile
            • falllen_angel Re: życie z kredytami 06.02.10, 17:28
              gggaaaddd napisała:

              > Poza tym ceny powinny być dostosowane do zarobków.

              Ależ nic nie stoi na przeszkodzie, abyś dostosowywał ceny do zarobków. Chociaż,
              może prościej będzie zarobki do cen?!

              > Mieszkanie nie powinno być czymś luksusowym.

              Nie powinno.

              Nie powinno również być głodnych dzieci. Jeszcze jakieś życzenia do Świętego
              Mikołaja?

              >To jest oczywiście moje zdanie.

              Ależ oczywiście masz do niego prawo...

              W.

            • joankb Re: życie z kredytami 06.02.10, 18:05
              Brak efektu skali - czyli brak większej liczby niekupujących.
              Mieszkania buduje się dla zarobku. I to taka sama, identyczna działalność jak
              produkcja butów czy piwa.
              I tak samo czuła na brak popytu po wysokiej cenie.
              Jest tylko bardziej zideologizowana, budzi większe zainteresowanie mediów,
              łatwiej sterować popytem grając na emocjach.
              I niestety - tak się robi.
              --
              Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
        • hala24_2 Re: życie z kredytami 07.02.10, 12:46
          > Witam ponownie rozpoczynając ten wątek miałam na myśli czy czasami
          > nie dobijają Was te raty kredytowe czasami czyta się jakiś post i
          > osoba piszę że przeznaczas np 800 zł miesięcznie na jedzenie, a na
          > kredyt 2000 zł. Ja też zaczęłam spłacać kredyt i też opłaty
          zżerają
          > dużą część dochodów. Jednym słowa szkoda, że ceny mieszkań są tak
          > drogie w stosunku do zarobków,a to niestety spowodowane jest
          > polityką państwa i deweloperów, którzy z tej polityki korzystają
          > narzucając gigantyczne narzuty.

          Niestety decydując się na kredyt decydujesz się na raty i o ile mi
          dobrze wiadomo to wysokość rat jest znana przed zawarciem
          ostatecznej umowy, więc decyzja należy do biorcy kredytu. Osoba taka
          powinna dokładnie przemyśleć jak to wpłynie na jego dotychczasowe
          życie , a nie liczyć że jakoś to będzie.
        • bymyside Re: życie z kredytami 27.02.10, 12:11
          Kredyty są dla ludzi, ale trzeba mieć dużą dyscyplinę, chyba większą
          niż przy oszczędzaniu, żeby nie popaść w kłopoty i nie zadłużyć się
          nadmiernie. Jak bierzesz kredyt mieszkaniowy bank wsicka debet,
          kartę. Idziesz do Media kupić pralkę na 0% i okazuje się, że
          dodatkowo dostajesz kartę z limitem 10 razy większym, niż zarobki...
          A będzie jeszcze gorzej, bo znów zaczyna sie ciśnienie na sprzedaż
          kredytów.

          Ponad 3 lata temu skredytowałam zakup całego mieszkania,
          wynegocjowałam jak najniższą marżę, więc mam oprocentowanie 0,75%.
          Mimo, że zwrócę do banku ok. 20 tys. CHF więcej i trochę nerwów
          straciłam, jak były znaczne zwyżki kursów, to aktualnie mam 1200 zł
          raty, ale na moim osiedlu ceny wynajmu mieszkań takich jak moje to
          2500 zł bez czynszu. Dzięki Bogu nie brałam kredytu w dołku gdy
          kursy były najniższe, a ceny mieszkań najwyższe. I moje mieszkanie
          zyskało na wartości mimo kryzysu.

          Ale znam ludzi, którzy kupili mieszkanie na kredyt walutowy za
          ciężkie pieniądze w dołku i aktualnie mieszkanie kupione za 500 tys.
          warte jest 400, a kredyt w przeliczeniu to ponad 600 tys. zł.

          Ale nie dziwię się, że wielie osób uważa wynajem za lepszę opcję.
          Jak wynajmujesz, jak cię sąsiad wkurza to szukasz czegoś lepszego.
          Mnie jak sąsiad wkurzy mogą pomóc co najwyżej stopery, ziołowe
          tabletki uspakajające albo melisa, bo przecież nie zmienię sobie
          mieszkania albo okolicy od tak sobie...
          • bart_smithson Mieszkanie warte 400 tys, kredyt - 600 tys 01.03.10, 17:06
            > Ale znam ludzi, którzy kupili mieszkanie na kredyt walutowy za
            > ciężkie pieniądze w dołku i aktualnie mieszkanie kupione za 500 tys.
            > warte jest 400, a kredyt w przeliczeniu to ponad 600 tys. zł.

            I to jest najsmutniejsze.
            I fakt, że wiele osob NADAL uważa, ze na kupnie mieszkania NIE MOZNA stracić.
            • gggaaaddd Re: Mieszkanie warte 400 tys, kredyt - 600 tys 01.03.10, 18:02
              Wiesz trudno się ludziom dziwić, że uważają, iż ceny mieszkań będą
              rosnąć, bo tak było do tej pory przez wiele lat. Zresztą może Ci
              ludzie się nie mylą, jakieś szanse na wzrosty przecież istnieją
              szczególnie, że ludzie kupują własne mieszkanie na wiele lat i
              zazwyczaj po wielu latach je sprzedają.
    • joana.mz Re: życie z kredytami 06.02.10, 18:17
      Ja mam coraz lepsze przekonanie do kredytów. Oboje jestesmy po 30-stce
      i ważniejsze staje się jak najszybsze urządzenie się (dom). W tej
      chwili mam kredyt hipoteczny na max 1,9% dochodów więc praktycznie
      nieodczuwalny. Nie kupuję na raty, nie biorę pozyczek, nie mam debetu
      czy kk.
      Ale jestem skłonna wziąść kredyt na budowę/wykończenie domu by nie
      ciągnąć tego latami. Przy czym kredyt nie przekraczający 10% dochodów i
      na max 20 lat.
      Lata lecą. czas ucieka. Wiem, że odsetki od kredytów (kwotowo) sa to
      duże pieniadze, ale na co dzień płacimy za rózne usługi i towary choćby
      kupując bluzkę czy mleko, płacimy nie raz wysokie marże, nie mamy
      ich "obrazu" nie wiemy tak na prawdę jaką marże ma sklep czy agent
      ubezpieczeniowy tylko akceptujemy cenę i dokonujemy transakcji.
      pozatym trzeba jeszcze brać pod uwagę, że spłacając dziś powiedzmy
      800zł może to byc duża kwota, ale za 5-10 lat ta kwota
      będzie "mniejsza", bedzie miała nizszą siłe nabywczą.
      • zanet_kaleta Re: życie z kredytami 07.02.10, 12:30
        >>W tej
        > chwili mam kredyt hipoteczny na max 1,9% dochodów więc praktycznie
        > nieodczuwalny

        na 1,9% dochodów?

        Mój kredyt "pożera" 21% dochodów, do tej chwili myślałam, że
        toniedużo, będę dążyć do dochodów rzędu 50tys miesiecznie, wtedy też
        bedę miała te 2% czy jakoś tak smile ale wtedy to spłace ten kredyt w
        pół roku smile

        --
        https://www.suwaczki.com/tickers/glxf7bl15islkait.png
        • naturella Re: życie z kredytami 07.02.10, 14:15
          Mam kredyt od 5 lat. W tym czasie zapłaciłam 39 tys. rat, samego
          kredytu spłaciłam 25 tys. (po drodze wzrost stóp, oprocentowania,
          kursu CHF). Czynszu przez 5 lat zapłaciłam ok. 24 tys. Czyli w
          zasadzie własne mieszkanie kosztowało mnie ok. 64 tys., jeśli chodzi
          o raty i czynsz. Ubezpieczenie itp to są takie grosze, że szkoda
          liczyć, więc pomińmy to. Kupowałam mieszkanie za 2950 zł za metr.
          Teraz metr w mojej okolicy kosztuje 7000-8400/m. Trzeba więc
          założyć, że zyskam co najmniej 100% na sprzedaży mieszkania, nawet
          jeśli sprzedam za minimum. Akurat w mojej konkretnej sytuacji jest
          to minimum 180 tys. Minus ta "strata" na ratach - jestem minimum 120
          tys. na plusie.

          Przed kupieniem mieszkania (aha, dodam, że moje mieszkanie jest
          dwupokojowe) wynajmowałam kawalerkę przez 5 lat. Płaciłam 1000 zł
          miesięcznie. I jestem 60 tys. w plecy na tym wynajmie w takim razie.

          --
          Maksymilian 21 listopada 2005
          Aleksandra 8 sierpnia 2007
          • bart_smithson Re: życie z kredytami 07.02.10, 16:10
            > Kupowałam mieszkanie za 2950 zł za metr.
            > Teraz metr w mojej okolicy kosztuje 7000-8400/m.
            > Akurat w mojej konkretnej sytuacji (...) jestem minimum 120
            > tys. na plusie.

            Pięć lat temu nie miałem zdolności kredytowej by wziąć taki kredyt. Przy obecnych cenach za mkw takiego kredytu na pewno nie wezmę. Weszłaś na rynek w dobrym momencie. Gratuluję.
            • only_marcopol Re: życie z kredytami 07.02.10, 16:20
              nie mam kredytu hipotecznego z czego ogromnie się cieszę bo bałabym się kredytu
              na 30 lat zwłaszcza jak rata wynosiłaby powyżej 1000 zł szczęście dostaliśmy
              mieszkanie (60 m2) od rodziców - dostaliśmy co pradwa lokatorskie ale juz teraz
              jest wykupione i nasze smile
              Inne kredyty natomiast owszem korzystamy czesto - raz tylko taki na 20 tys i juz
              sie raczej nie pokusze - moge brac ale tylko takie, które jestem wstanie spłacić
              w razie czego z oszczędności
          • gggaaaddd Re: życie z kredytami 07.02.10, 16:25
            Witam. Rzeczywiście kupiłaś w dobrym momencie cena w ok. 3 tys. jak
            najbardziej ok.
            Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale nie doliczyłaś jeszcze kosztów
            wykończenia mieszkania, chyba że kupiłaś już mieszkanie wykończone.
            Piszę o tym, bo z tego co mi wiadomo koszt wykończenia to niestety
            duży wydatek.
          • joankb Re: życie z kredytami 07.02.10, 16:41
            Kupiłaś w najlepszy możliwym momencie.
            Ja też, rok wcześniej, jeszcze taniej smile.
            Ja sobie ten moment wybrałam, wcześniej czekałam na taki kilka lat, na lepszą
            cenę w stosunku do zarobków, na lepszy kredyt.
            Wcześniejsze mieszkanie też kupowałam podobnie.
            Tylko, że to nie ma żadnego przełożenia na sytuację DZIŚ.
            Taki, dwukrotny wzrost cen, w odniesieniu do dzisiejszego poziomu jest niemożliwy.
            Już teraz, na stosunkowo nieduże mieszkania ludzie zadłużają się na ponad 30 lat
            i na dużą część dochodu.
            A to nie idzie liniowo, nie w przypadku rat stałych, kiedy przez długi czas
            spłacasz procent, nie kapitał.
            Dwukrotny wzrost cen, bez istotnego wzrostu zarobków w tym samym czasie,
            wymagałby zadłużenia na całe pokolenia. Nierealne.
            --
            Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
            • gggaaaddd Re: życie z kredytami 07.02.10, 16:51
              Podobnie jak Tobie wydaje mi się, że sytuacja sprzed kilku lat się
              nie powtórzy. Widać np w Warszawie, gdy ceny były w okolicach 3 tys.
              za metr ludzie z kilku letnim doświadczeniem tyle zarabiali. Teraz
              cena powiedzmy 7-8 za metr, mała ilość osób nawet w stolicy tyle
              zarabia, więc aktualne ceny są z kosmosu. Konia z rzedem temu kto
              przewidzi czy te ceny się utrzymają czy jednak będzie korekta.
              • volta2 Re: życie z kredytami 07.02.10, 17:26
                ja się bardzo obawiam, że ceny mieszkań pójdą w dwóch kierunkach -
                bardzo luksusowe w bardzo dobrych lokalizacjach - będą drogie
                kosmicznie, dla elity finansowej(mój mąż takie budował, po 23-30 tys
                za metr kwadrat) a te mieszkania, które kosztowały 3-5 tysięcy parę
                lat temu i teraz 6-8 tys będą niestety spadać. tych mieszkań
                przybywa, sporo również jako inwestycje pod wynajem - i jak ktoś
                pisał, bańka pęknie.
        • joana.mz Re: życie z kredytami 07.02.10, 18:53
          tak, na 1,9%. Nawet sobie rozpisałam czy aby nie zrobiłam pomyłki.
          mieszkanie kupowane było jakos w 2003r, kosztowało 1600zł/m2 i było to
          najdroższe mieszkanie w tym bloku (mieskzanie w stanie deweloperskim)
          bo na 1 piętrze. Niżej i wyżej były tańsze. Miałam jeszcze wkład
          własny, wtedy bardzo duży procentowo, teraz za ten wkład może
          wykonczyłab to mieszkanie..
    • woman-in-the-city Re: życie z kredytami 08.02.10, 14:18
      Kredyt jest i był dla wielu jedynym wyjsciem na posiadanie własnego kąta.
      Ja jestem pokoleniem połowy lat 70-tych i gdy my oraz wiekszosc naszych
      znajomych i rodzina kupowała mieszkania w latach 2000-2003 nabywała je za
      niewielkie pieniadze, nierzadko w lepszych lokalizacjach patrząc z dzisiejszej
      perspektywy. Wiekszosc kredyty spłaciła lub kończy spłacac, częsc kupowała za
      gotówkę spienięzajac np. samochody i zapozyczajac się u rodziny. Jak sami mówia
      to był łut szczęscia. Osobiscie jednak wiekszym dla mnie kapitałem jest ziemia,
      mając do wyboru mieszkanie budowane w boomie, nierzadko byle jak, z byle czego,
      z kiepską akustyką, niedoróbkami etc. to ja już wolałabym wziąsc kredyt pod
      działkę.
          • araceli Re: życie z kredytami 08.02.10, 15:32
            woman-in-the-city napisała:
            > Jeden z klientów mojego mąza żyje z wynajmu czy jak zwał dzierżawy działek.
            > Zarabia przyzwoicie.

            Aż z ciekawości zapytam - co to za działki - to znaczy, co wynajmujący z nimi robią? Bo rozumiałam, że pisałaś o działkach budowlanych i nie bardzo widzę zastosowanie dla potencjalnego wynajmującego.
            • woman-in-the-city Re: życie z kredytami 08.02.10, 15:38
              Odniosłam się tylko do moich odczuc co JA bym zrobiła. Wynajem mieszakan mnie na
              obacny moment nie interesuje, wiec głosu w tej sprawie nie zabieram.
              Odpowiadajac na twoje pytanie, z tego co mi wiadomo na jednej z działek jest
              biurowiec, choc facet miał ochotę sam postawic tam akademik, a na innych
              działkach róznie, jedna jest dzierżawiona przez zakład produkcyjny, czyli
              pomysłow facet ma wiele. Ja wiedziałabym co z działką zrobic. Swojej póki co nie
              tykam, to moj dupochron na starośc.
              • araceli Re: życie z kredytami 08.02.10, 15:46
                woman-in-the-city napisała:
                > Odpowiadajac na twoje pytanie, z tego co mi wiadomo na jednej z działek jest
                > biurowiec, choc facet miał ochotę sam postawic tam akademik, a na innych
                > działkach róznie, jedna jest dzierżawiona przez zakład produkcyjny, czyli
                > pomysłow facet ma wiele. Ja wiedziałabym co z działką zrobic.

                Momento - ktoś postawił biurowiec na NIE SWOJEJ działce?? A jak się
                właścicielowi odwidzi to co - zabierze go sobie??
                  • araceli Re: życie z kredytami 08.02.10, 16:01
                    woman-in-the-city napisała:
                    > Dzierżawa moze byc podpisana na 30 lat, 100 lat i wiecej.

                    Owszem może tylko tak czy inaczej postawione na tej działce budowle będą należały do właściciela działki. Nie wiem jak by się wynajmującemu miało opłacać postawienie biurowca?? Zastanawiające.
                • bart_smithson Re: życie z kredytami 08.02.10, 15:57
                  > Momento - ktoś postawił biurowiec na NIE SWOJEJ działce?? A jak się
                  > właścicielowi odwidzi to co - zabierze go sobie??

                  A może podpisali umowę dzierżawy na odpowiednio długi termin?

                  Browar Guinnessa w Dublinie (jedyne miejsce produkcji tego trunku w Europie) stoi na ziemi wydzierżawionej od miasta. Umowę dierżawy przewidujący Pan Guinness podpisał na 9999 lat.
                  • araceli Re: życie z kredytami 08.02.10, 16:14
                    bart_smithson napisał:
                    > A może podpisali umowę dzierżawy na odpowiednio długi termin?
                    > Browar Guinnessa w Dublinie (jedyne miejsce produkcji tego trunku w Europie) st
                    > oi na ziemi wydzierżawionej od miasta. Umowę dierżawy przewidujący Pan Guinness
                    > podpisał na 9999 lat.

                    To się nazywa użytkowanie wieczyste - w Polsce możliwe w przypadku gruntów Skarbu Państwa, jednostek samorządu terytorialnego itp. W założeniu jest w zasadzie bezterminowe i z solidnym partnerem wink Nie wiem tylko jak miałoby to działać w przypadku dzierżawy prywatnej, żeby opłacało się coś zbudować i jaka firma by się na coś takiego zdecydowała. Magazyn czy halę produkcyjną o lekkiej, przenośnej konstrukcji to owszem ale biurowiec?
                      • araceli Re: życie z kredytami 09.02.10, 12:37
                        only_marcopol napisała:
                        > a może właściciel działki postawił biurowiec z którego wynajmujący korzysta i
                        > zostało to obwarowane umową takie przypadki znam i są dość powszechne

                        Only - ale w tym przypadku koszty budowy ponosi właściciel. Mówimy tu o zwykłym wynajmie biurowca nie różniącym się od wynajmu mieszkania. Właściciel posiada budynek i go wynajmuje. Powierzchnie biurowe są jednym z najpopularniejszych rzeczy na wynajem na całym świecie. Tu jednak padł argument o inwestycji w DZIAŁKĘ i jej zarabianiu na jej dzierżawie.
    • martasz_81 Re: życie z kredytami 08.02.10, 14:47
      > tanio, biorąc pod uwagę ceny w stolicy, ale nadal tak sobie myślę
      > kredyt na 30 lat co mogłabym zrobić z tymi pieniedźmi, gdybym
      > kredytu nie miała to mam watpliwości. Jak Wy do tego podchodzicie
      i
      > radzicie sobie z takimi przemyśleniami?

      Gdybyś nie miała kredytu, to buliłabyś za wynajem. A tak
      przynajmniej płacisz za swoje. wink
      • bart_smithson Re: życie z kredytami 08.02.10, 15:30
        > Gdybyś nie miała kredytu, to buliłabyś za wynajem. A tak
        > przynajmniej płacisz za swoje. wink

        A tak, skoro wynajmuję, mogę się na własnej skórze przekonać jak to jest jak sąsiad zalewa "moje" mieszkanie. Jak to jest mieszkać w pobliżu zsypu na śmieci, czy fajnie mieć windę za ścianą... Jak to jest mieć sypialnię od południa a jak od północy. Nie pasuje mi ciemna kuchnia? Wynajmuję taki kąt gdzie kuchnia jest połączona z salonem. Nie sprawdziło się to? Wynajmuję takie gdzie kuchnia jest osobnym pomieszczeniem...

        Cokolwiek mi nie pasuje, cokolwiek wyszło w czasie mieszkania - spokojnie mogę to zmienić - mogę się przenieść.

        Okazało się, że w okolicy zrobiło się nieprzyjemnie? Zmieniam okolicę. Potrafisz to zrobić z własnym* mieszkaniem?

        *Będzie własne po spłaceniiu hipoteki. Teraz jest banku.

        Nie, nie oceniam. Pokazuję mój punkt widzenia. Dlaczego wynajmuję a nie płacę za swoje. Zbieram doswiadczenia a nie rzeczy materialne.
        • naturella Re: życie z kredytami 08.02.10, 16:05
          Tak, to wszystko prawda. Dla mnie jednak ważne jest to, że mam swój
          kąt. Że nikt mi nie mówi, czy mogę wbić gwóźdź w ścianę i nie muszę
          pytać, czy mogę przemalować sypialnię. I że żaden właściciel nie
          nachodzi mnie o dowolnej dla siebie porze, dobijając się do drzwi,
          nie przechwytuje rachunków za telefon, nie odbiera mojej poczty. I
          że nikt mi nie oświadcza, że za tydzień mam się wyprowadzić.
          --
          Maksymilian 21 listopada 2005
          Aleksandra 8 sierpnia 2007
          • stef63 Re: życie z kredytami 08.02.10, 17:22
            naturella napisała:

            > Tak, to wszystko prawda. Dla mnie jednak ważne jest to, że mam swój
            > kąt. Że nikt mi nie mówi, czy mogę wbić gwóźdź w ścianę i nie muszę
            > pytać, czy mogę przemalować sypialnię. I że żaden właściciel nie
            > nachodzi mnie o dowolnej dla siebie porze, dobijając się do drzwi,
            > nie przechwytuje rachunków za telefon, nie odbiera mojej poczty. I
            > że nikt mi nie oświadcza, że za tydzień mam się wyprowadzić.


            Zgadzam się z naturellą. Dla mnie też ważne jest poczucie stabilizacji.
            Mówię idę do domu, jestem w domu, nie idę do mieszkania, jestem w mieszkaniu.
            Domu nie jako budynku, o swoim mieszkaniu w bloku mówię dom.
        • falllen_angel Re: życie z kredytami 08.02.10, 17:12
          bart_smithson napisał:

          > > Gdybyś nie miała kredytu, to buliłabyś za wynajem. A tak
          > > przynajmniej płacisz za swoje. wink
          >
          > A tak, skoro wynajmuję, mogę się na własnej skórze przekonać jak to jest jak
          sąsiad zalewa "moje" mieszkanie. Jak to jest mieszkać w pobliżu zsypu na śmieci,
          czy fajnie mieć windę za ścianą... Jak to jest mieć sypialnię od południa a jak
          od północy. Nie pasuje mi ciemna kuchnia? Wynajmuję taki kąt gdzie kuchnia jest
          połączona z salonem. Nie sprawdziło się to? Wynajmuję takie gdzie kuchnia jest
          osobnym pomieszczeniem...

          Ja już wiem, że żadne adaptowane strychy czy poddasza, żeby nie wiem jak
          'rustykalnie' były wykończone. Dwupoziomowe mieszkania też już raczej nie.

          Teraz mam smaka na jakiegoś lofta albo na ostatnie piętro z jakimś tarasem
          100-150 metrów. Porozstawiam sobie iglaki w doniczkach, rozłożę leżaki i będę
          palił grilla...

          A zimą... zimą sklecę bałwana smile

          W.
          • zanet_kaleta Re: życie z kredytami 08.02.10, 18:40
            > Teraz mam smaka na jakiegoś lofta albo na ostatnie piętro z jakimś
            tarasem
            > 100-150 metrów. Porozstawiam sobie iglaki w doniczkach, rozłożę
            leżaki i będę
            > palił grilla...
            >
            > A zimą... zimą sklecę bałwana smile
            >




            ozenisz sie ze mna?smile))
            --
            https://t2.gstatic.com/images?q=tbn:tnlChIS7bj8feM
        • stef63 Re: do bart_smithson 08.02.10, 19:28
          Tak czytam Twoje posty i wyszło mi, że Ty nie jesteś przeciętny Kowalski.
          Jesteś młody, chyba dobrze wykształcony, masz dobrą pracę i pewnie masz taki
          zawód, że wiesz, że ze znalezieniem dobrze płatnej pracy nie będziesz miał nigdy
          problemu - jeżeli tak jest to gratuluję i życzę Ci aby tak było zawsze.
          Stac Cię na wynajem - więc wynajmujesz i jak sam napisałeś zbierasz w ten sposób
          doświadczenia, a jednocześnie będzie Cię stac, aby po okresie wynajmu kupic
          swoje mieszkanie.
          Większosc ludzi tak fajnie nie ma.
          Ja natomiast jestem przeciętny Kowalski, mam już "trochę" lat i różne
          doświadczenia życiowe i dlatego mój punkt widzenia jest inny niż Twój.
          Rozumuję w ten sposób:
          jeżeli rata kredytu równa się miesięcznej kwocie za wynajem mieszkania, to moim
          zdaniem lepszy jest dla mnie kredyt.
          Biorę kredyt - zarabia bank, płacę za wynajem - zarabia prywatny właściciel
          mieszkania. Mnie jest wszystko jedno kto na mnie zarabia, bo tak czy tak płacę
          tyle samo. Przy kredycie mam szansę (jeżeli oczywiście spłacę),że to mieszkanie
          będzie kiedyś moje. Płacąc za wynajem, z góry wiem że to mieszkanie nigdy nie
          będzie moje.
          Kiedyś przez 2 lata wynajmowałam mieszkanie i zdobyłam takie oto doświadczenie:
          nie kupiłabym mieszkania w którym nie ma słońca i nie ma balkonu. Za to ten
          wynajem, pozbawił mnie wszystkich moich ówczesnych oszczędności.
          Ponieważ jestem przeciętny Kowalski to nie stac mnie żeby płacic kupę kasy za
          wynajem i jednocześnie odkładac na własne mieszkanie. W moim przypadku musiałam
          wybrac: albo kredyt albo wynajem. Wybrałam kredyt, udało mi się i nie żałuję.
          Fakt że ja miałam kredyt na 3 lata, a nie na 30 lat.
          Kiedy ja brałam kredyt też miałam obawy, też nie wiedziałam czy dam radę, czy mi
          się uda. 10 lat temu w moim mieście płaciłam za metr 2000 zł, wtedy to było
          dużo. Dzisiaj wydaje się, że to nie tak dużo.
          • aga90210 Re: do bart_smithson 08.02.10, 19:48
            Być moze rata kredytu to tyle, co i wynajem, ale wtedy gdy w koszcie wynajmu
            jest juz czynsz. Ja jakbym nie liczyła, to rata+ opłaty zawsze mi wychodzi
            drożej niz wynajem.
            • stef63 Re: do aga90210 08.02.10, 21:59
              aga90210 napisała:

              > Być moze rata kredytu to tyle, co i wynajem, ale wtedy gdy w koszcie wynajmu
              jest juz czynsz. Ja jakbym nie liczyła, to rata+ opłaty zawsze mi wychodzi
              drożej niz wynajem.


              Wszystko zależy w jakim mieście, jaka kwota kredytu, czy mamy wkład własny i na
              ile lat.
              Ja 10 lat temu miałam 36 000 kredytu.
              Raty: 36 rat x 1150 (to 150 zł to odsetki), kredyt na 3 lata, 720 zł zapłaciłam
              prowizji od przyznania kredytu + miałam prawie 50% wkładu własnego.
              Zabezpieczeniem kredytu było trzech żyrantów.
              Kupiłam nowe mieszkanie w nowo wybudowanym bloku od spółdzielni
              - 34 m2 (1 pokój).
              Mieszkam w Częstochowie. Swoje mieszkanie dzisiaj wyceniam na 120-150 tys.
              Gdybym dzisiaj miała wynajmowac takie mieszkanie jak moje (o takim metrażu i
              standardzie), to miesięcznie płaciłabym od 500-700 zł za wynajem (bez czynszu).

              Natomiast gdybym dzisiaj miała kupowac mieszkanie to szukałabym już mieszkania
              dwupokojowego do kwoty 160 tys. W Częstochowie można spokojnie za 160 tys kupic
              takie mieszkanie. Zakładam też wkład własny ok 50%. Prawdopodobnie wybrałabym
              krótszy okres kredytu niż 30 lat.

              Jakieś 5 lat temu przeszła mi fajna okazja koło nosa.
              Moi byli sąsiedzi (zza ściany) sprzedawali mieszkanie dwupokojowe za 80 tys.
              (sami w spółdzielni zapłacili 82 tys.), zależało im na czasie więc sprzedali ze
              stratą - mieszkanie miało wtedy 5 lat.
              Kupując to mieszkanie musiałabym sprzedac swoje (myślę że nie miałabym problemu
              ze sprzedażą), wziąśc jakieś 15.000 kredytu + kasa na remont, ponieważ oni tylko
              pomalowali ściany i się wprowadzili. Wtedy miałam niepewną sytuację w pracy i
              bałam się kredytu, dzisiaj żałuję.
              • myszka1202 Wrocław 08.02.10, 22:38
                Wynajmowaliśmy mieszkanie we Wrocławiu przez 2lata - niecałe 60mkw. Koszt
                1700pln + czynsz 330pln + media.

                Mielismy dosyć i jak tylko mogliśmy dostac kredyt to go wzielismy.
                Bez wkładu własnego. Mieszkanie 60mkw, w szeregówce, z ogródkiem, w wymarzonej
                lokalizacji. Cena 445.000, kredyt na 30 lat, rata ok. 2700pln, czyli płacimy
                1000pln więcej.

                Po pierwsze jakby coś się działo, wynajmiemy za min. 1800pln.
                Po drugie zawsze mozna sprzedać z kredytem - to juz teraz nie problem. po
                trzecie zamierzamy spłacic wczesniej smile dajemy sobie 10lat - to plany, mam
                świadomość, że moga się nie ziścić.

                Komfort posiadania swojego M (niektórzy powiedzą, że banku wink) bezcenny smile
                • bart_smithson Re: Wrocław 09.02.10, 02:00
                  > Po drugie zawsze mozna sprzedać z kredytem - to juz teraz nie problem.

                  Zawsze można znaleźć kupca? Macie już jakiegoś dyżurnego, takiego...zawsze pod
                  ręką? Takiego w razie "W"?

                  Skądś się nazwa "nieruchomości" wzięła... może stąd, że to dobra raczej mało płynne?
          • bart_smithson Re: do bart_smithson 09.02.10, 02:40
            > Tak czytam Twoje posty i wyszło mi, że (...) Jesteś młody...

            Dziekuję smile

            > Stac Cię na wynajem - więc wynajmujesz i jak sam napisałeś zbierasz w ten sposób
            > doświadczenia, a jednocześnie będzie Cię stac, aby po okresie wynajmu kupic
            swoje mieszkanie.

            A teraz przenieś się jeszcze do postu kaczki1202 (Wrocław).
            Wierz mi, zarabiam za mało by lekką ręką nadpłacać 1000pln zeby być tylko "na
            swoim".
            Przy założeniu nie inwestowania i niezmienności - po 10 latach miałbym odłożone
            120tys jeśli tylko nadal bym wynajmował. O ile niższy % mogłbym wtedy płacić za
            swiezy kredyt mając już 1/3 czy nawet 1/2 wkładu własnego?

            Jesteś szczęsciarą, że mieszkanie kupowałaś gdy cena ze mkw była niska choc
            wtedy kredyty hipoteczne obwarowane były kilkunastoma zabezpieczeniami i
            kilkudziesięcioma warunkami.

            > Większosc ludzi tak fajnie nie ma.

            Racja. Tamte czasy dawno odeszły. Z mojego punktu widzenia - mniej kosztuje mnie
            wynajmowanie niż kredyt "na swoje".

            > Rozumuję w ten sposób:
            > jeżeli rata kredytu równa się miesięcznej kwocie za wynajem mieszkania, to moim
            > zdaniem lepszy jest dla mnie kredyt.

            Lepszy jest dla Ciebie kredyt jeśli rata_kredytowa + ubezpieczenie + fundusz_na
            _wymiane_sprzętu + fundusze_na_urządzenie_mieszkania wychodzą niżej niż
            miesięczna kwota wynajmu mieszkania.

            W moim przypadku wynajmuję taniej niż płaciłbym bankowi.

            > Przy kredycie mam szansę (jeżeli oczywiście spłacę),że to mieszkanie
            > będzie kiedyś moje.

            Masz szanse, że przepłacisz... i mieszkanie ewentualnie będzie Twoje.

            > Płacąc za wynajem, z góry wiem że to mieszkanie nigdy nie
            > będzie moje.

            I żadne problemy z użytkowaniem mieszkania też nie będą Twoje. Ktoś się włamał?
            ups... właściciel będzie miał teraz koszty za wymianę drzwi...

            > W moim przypadku musiałam
            > wybrac: albo kredyt albo wynajem. Wybrałam kredyt, udało mi się i nie żałuję.
            > Fakt że ja miałam kredyt na 3 lata, a nie na 30 lat.

            Gdyby kredyt, nawet na 10 lat, wystarczył na sfinansowanie mojego kącika -
            stałbym po Twojej stronie. Cieszę się, że swój spłaciłaś. Wydaje mi sie, że
            wątek dotyczy osób w tej chwili borykających się ze spłatą "swojego własnego M".

            Pozdrawiam
            • gggaaaddd wynajem czy kupno 09.02.10, 08:50
              Witam.
              W dzisiejszych czasach każdy ma prawo dokonać wyboru czy wynajmuje
              czy kupuje. Przy tych cenach mieszkań na pierwszy rzut oka może się
              wydawać,że bardziej opłaca się wynajem, ale trzeba mieć dużo
              szczęścia, aby trafić na mieszkanie w miarę dobrej cenie, fajnie
              wyglądające itd. Ja przez kilka lat wynajmowałam, wiem mniej więcej
              co to znaczy - ciągłe przeprowadzki, bo właścicielom zmieniają się
              koncepcje na wynajem czasami z dnia na dzień, wygląd mieszkań
              zazwyczaj marny w stosunku do ceny. Zakładam oczywiście, że inni
              mają zupełnie inne doświadczenia w tym względzie i potrafią sobie
              radzić z tymi trudnościami, ale tak mi się wydaje, że rozumiem
              ludzi, którzy po kilku latach mówią pass i mimo cen kupują własne m.
              Czy to jest racjonale ekonomicznie, kto to przewidzi, niby wynajem
              wychodzi taniej, ale jak za kilka lat mieszkanie kupione teraz
              zdrożeje? Owszem Ci którzy wynajmowali będą mieli zaoszczędzone
              pieniądze, ale czy to im zrekompensuje podwyżkę. Moze też być
              odwrotnie ceny mieszkań spadną.
              Sytuacja więc nie jest taka jasna i wiadoma, więc czy jest
              sens "przepuchania się". Czas pokaże kto miał rację.
            • ko_kartka Re: do bart_smithson 15.02.10, 15:17
              > Przy założeniu nie inwestowania i niezmienności - po 10 latach miałbym odłożone
              > 120tys jeśli tylko nadal bym wynajmował. O ile niższy % mogłbym wtedy płacić za
              > swiezy kredyt mając już 1/3 czy nawet 1/2 wkładu własnego?

              Świetnie zakładasz podstawy teoretyczne. Ale praktyka, jak zwykle, swoją drogą
              chadza. Realia zmieniają się, ekonomiczne, znaczy się - zarówno w skali mikro,
              jak i makro. Przykład: 6 lat temu wynajmowałam kawalerkę w Poznaniu,
              1400+liczniki. Dobrze wyposażona, właściciel nieobecny w kraju - luz. Po dwóch
              latach kupiłam mieszkanie dwupokojowe, luksusowo wykończone, ale małe (37m2),
              rata kredytu plus opłaty wynosiły mnie 1000 zł. Po następnych dwóch, trzech
              latach sprzedałam je razem z kredytem - "zarobiłam" na czysto 50tys. Czyli
              inwestycja była więcej niż udana, zarówno jeśli chodzi o wyniki bieżące, jak i
              ostateczne.

              A znowu teraz - udało mi się kupić dom na kredyt 100% w przededniu światowego
              krachu (dosłownie). Rata wynosi mnie 1900 zł, czyli tyle, ile opłata za
              wynajęcie kawalerki (całościowa) w tym samym mieście. Dom generuje koszty
              utrzymania, ale też zyski, które równoważą te koszty, więc na bieżąco jestem na
              zero z bilansem. Jeśli dom za kilka lat nie pójdzie do sprzedaży, to zostanie w
              tym czasie spłacony z oszczędności.

              Tak więc kupując lokum na kredyt nie czuję się oszukana i nie czuję, że
              finansuję bank (jak ktoś tu napisał - mnie i tak wszystko jedno, czy finansuję
              bank, czy właściciela wynajmowanego mieszkania). Za to mam poczucie, że mieszkam
              "u siebie", które jest dla mnie bardzo cenne, a za które nie zapłacę nawet
              Mastercardem. Z tym, że co kto lubi - masz swój plan na życie, czujesz się z tym
              świetnie, no to wszystko gra. Ja mam plan taki, jaki realizowałam przez ostatnie
              lata - i też się z tym świetnie czuję. Może więc przestańmy sobie udawadniać na
              siłę, która grupa jest bardziej zrobiona na szaro od której, bo wszystko
              naprawdę zależy od indywidualnego rozpatrywanego przypadku.
              • bart_smithson Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 16.02.10, 12:44
                Uzupełniając moje teoretyczne wywody... Dla tych, którzy "zarabiają" na wynajmie.

                Nie ma sensu wydawać pół miliona złotych w mieszkanie, z którego będziemy mogli wynająć na 1000 PLN miesięcznie netto, bo to by oznaczało, ze rentowność naszej inwestycji wynosi 2,4 procent. O wiele rozsądniej byłoby odłożyć te pieniądze na lokacie, zarabiać więcej i nie ponosić zbędnego ryzyka.
                Osoby wyceniające nieruchomości bardzo szybko wyceniają „na szybko” wartość mieszkań. Uważa się, że mieszkanie powinno przynosić zyski na poziomie 10 procent ceny zakupu. Stąd biorą średni wieloletni czynsz z okolicy i mnożą przez 120 (10 lat * 12 miesięcy).
                Zatem jeżeli możesz wynająć swoje mieszkanie na powiedzmy 2 300 PLN na miesiąc netto (do ręki), to twoje mieszkanie warte jest 276 000 PLN (2 300*120). Jeżeli natomiast kupiłeś mieszkanie za 500 000 PLN, a nie możesz go wynająć za 4 200 PLN miesięcznie, to poczyniłeś złą inwestycję… lepiej było zainwestować w lokatę lub obligacje, zamiast użerać się z wynajmującym o czynsz. Jest to klasyczna metoda wyceny dochodowej, czyli przyszłych strumieni pieniężnych.

                www.adamduda.pl/2010/02/15/abc-oceny-inwestycji/
                • araceli Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 16.02.10, 13:25
                  bart_smithson napisał:
                  > Uzupełniając moje teoretyczne wywody... Dla tych, którzy "zarabiają" na wynajmie.

                  I po co te złośliwe cudzysłowy? Jasne jest, że to kwestia rachunku
                  ekonomicznego. Tak ciężko uwierzyć, że komuś wychodzi na plus? Takie to Twoim
                  zdaniem niemożliwe?

                  I weź jeszcze pod uwagę, że w przypadku wynajmowania nieruchomości kupionej na
                  kredyt tak naprawdę inwestuje się... pieniądze banku wink Myślisz, że wszystkie
                  firmy budujące biurowce robią to za gotówkę? Nie - biorą kredyt i nadal im się
                  opłaca.
                  • bart_smithson Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 16.02.10, 16:59
                    > I po co te złośliwe cudzysłowy?

                    Nawet nie starałem się być złośliwy.
                    Jak napisałem wyżej - jestem TYLKO teoretykiem.

                    > Tak ciężko uwierzyć, że komuś wychodzi na plus? Takie to Twoim
                    > zdaniem niemożliwe?

                    Napisałem że jest to niemożliwe? Ktoś wychodzi, ktoś - nie. Jak napisałaś (-eś?) jest to kwestia rachunku ekonomicznego.
                    Odbiję piłeczkę - Uważasz, że KAŻDY właściciel przeprowadził taki rachunek? Najcześciej słyszałem: "Kupie se... i se wynajme" jakby to jakiś samograj był...

                    > tak naprawdę inwestuje się... pieniądze banku wink

                    Inwestuje? Jeśli na wynajmie osiąga się zwroty wyższe niż na lokatach to się inwestuje. Jeśli tylko wydało się pieniądze banku na kupno mieszkania na wynajem to nie pieniądze się inwestuje a wiąże się z bankiem na lat 30-40, zabezpiecza polisą na życie, ubezpieczeniem od utraty pracy... itd...

                    > Myślisz, że wszystkie firmy budujące biurowce
                    > robią to za gotówkę? Nie - biorą kredyt i nadal im się opłaca.

                    I zaraz po postawieniu biurowców uzyskują kasę ze sprzedaży?
                    Bo suma kosztów działki+materiału+pracowników jest niższa niż kwota otrzymana ze sprzedazy gotowego budynku?
                    Tak, potrafię to sobie wyobrazić smile

                    Dochód pasywny. Istnieje coś takiego?
                    www.fiscalfizzle.com/2010/02/is-passive-income-real
                    • araceli Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 17.02.10, 13:52
                      bart_smithson napisał:
                      > Odbiję piłeczkę - Uważasz, że KAŻDY właściciel przeprowadził taki rachunek? Naj
                      > cześciej słyszałem: "Kupie se... i se wynajme" jakby to jakiś samograj był...

                      No to i ja odbiję - czy uważasz, że KAŻDY wynajmujący sobie koszty przeliczył? Bo jak z kolei słyszę jedynie, że rata byłaby wyższa od odstępnego wink

                      > Inwestuje? Jeśli na wynajmie osiąga się zwroty wyższe niż na lokatach to się in
                      > westuje. Jeśli tylko wydało się pieniądze banku na kupno mieszkania na wynajem
                      > to nie pieniądze się inwestuje a wiąże się z bankiem na lat 30-40, zabezpiecza
                      > polisą na życie, ubezpieczeniem od utraty pracy... itd...

                      Ależ bzdura! Zwrot niższy niż w banku to również zwrot z inwestycji - kwestia opłacalności. I co to za 'wiązanie' się z bankiem polisą? Jakie wiązanie? Czy naprawdę nie potrafisz zrozumieć - kupujesz mieszkanie na kredyt i wynajmujesz. Wynajem pokrywa koszty kredytu. Twoja inwestycja to - ubezpieczenie, remonty, czasy przestoju. Po 30 latach zostaje Ci mieszkanie. Opłacalne? I tak - to jest inwestowanie pieniędzy banku.

                      > Bo suma kosztów działki+materiału+pracowników jest niższa niż kwota otrzymana
                      > ze sprzedazy gotowego budynku?
                      > Tak, potrafię to sobie wyobrazić smile

                      Nie potrafisz - pisałam o firmach, które budują biurowce nie na sprzedaż tylko pod wynajem. Zwykle na kredyt.
                      • bart_smithson Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 17.02.10, 16:21
                        > No to i ja odbiję - czy uważasz, że KAŻDY wynajmujący sobie koszty przeliczył?

                        Żeby zakończyć przepychanki. Funkcjonuję w innym środowisku. Mieszkanie obok, ten sam standard, jest na sprzedaż. By je kupić muszę mieć €20K gotówki i wziąć kredyt na pozostałe €225K. Najniższa rata kredytu to €861 na miesiąc przy 35 latach. Po 35 latach oddaję €361K za wzięte wcześniej €225K (liczone przy promocyjnym oprocentowaniu 2,4% tyle, że jest zmienne). A włożyłem jeszcze €20K przedpłaty!

                        A mogę pozostać w wynajmowanym i płacić €600 miesięcznie i nie przejmować sie remontami. Co robisz?
                        Dlaczego tak mało? Właściciel wykorzystuje ulgę podatkową dla mieszkań na wynajem + ma straty które pomagają mu "oszczędzić" na podatkach płaconych przez jego firmę.

                        > I co to za 'wiązanie' się z bankiem polisą? Jakie wiązanie?

                        Bank chciałby zabezpieczyć spłatę kredytu Twoją polisą na życie? Jakie wiązanie? Dopóki spłacasz kredyt jesteś niewolnikiem banku.

                        > Czy na_prawdę nie potrafisz zrozumieć - kupujesz mieszkanie na kredyt i wynajmujesz.

                        Najpierw kupię mieszkanie w którym zamieszkam. Jak już odłożę wystarczająco dużo.

                        > Po 30 latach zostaje Ci mieszkanie. Opłacalne?

                        I co mogę zrobić z 30-letnim mieszkaniem, w którym nawet nie przemieszkałem tygodnia. Sprzedam je? Trzydziestoletnie? Wiem jak wyglądają obecnie 30-letnie bloki. Podziękuję. Poczekam.

                        > Nie potrafisz - pisałam o firmach, które budują biurowce nie na sprzedaż tylko
                        > pod wynajem. Zwykle na kredyt.

                        Czy możliwości odpisu strat są takie same dla biznesu jak i dla małego szarego ludka?

                        Pozdrawiam
                        • araceli Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 17.02.10, 17:48
                          bart_smithson napisał:
                          > A mogę pozostać w wynajmowanym i płacić €600 miesięcznie i nie przejmować
                          > sie remontami. Co robisz?

                          Przy założeniu warunków niezmiennych na potrzeby analizy:
                          Płacąc ratę przez 35 lat to 861*12*35=361tys (+ koszty remontów) i zostajesz z mieszkaniem
                          Wynajmując przez 35lat płacisz 600*12*35=252tys i zostajesz z tym co zaoszczędziłeś na różnicy między ratą a wynajmem (861-600) czyli 261*12*35=110tys.

                          Pytanie - co jest więcej warte 110tys czy wartość mieszkania pomniejszona o koszty remontów?

                          Oczywiście w analizie należy uwzględnić wiele zmiennych, które kształtować mogą się bardzo różnie ale sory - tu NIC nie jest tak oczywiste.

                          > Bank chciałby zabezpieczyć spłatę kredytu Twoją polisą na życie? Jakie wiązanie
                          > ? Dopóki spłacasz kredyt jesteś niewolnikiem banku.

                          Ależ bzdura - polisa z cesją na bank to 'niewolnictwo'? Niby jak? Owszem - muszę płacić składkę (niewielką) i w razie jak coś mi się stanie to ubezpieczenie spłaca kredyt a mieszkanie dostają moi spadkobiercy. Co w tym 'niewolniczego'?

                          > I co mogę zrobić z 30-letnim mieszkaniem, w którym nawet nie przemieszkałem tyg
                          > odnia. Sprzedam je? Trzydziestoletnie? Wiem jak wyglądają obecnie 30-letnie blo
                          > ki. Podziękuję. Poczekam.

                          No to się teraz uśmiałam jak fretka smile Normalnie absurd u Ciebie absurd goni. 30 letnie mieszkanie to już ruina, którą trzeba zburzyć? To co mają powiedzieć mieszkańcy zabytkowych kamienic tongue_out

                          > Czy możliwości odpisu strat są takie same dla biznesu jak i dla małego szarego
                          > ludka?

                          Acha - czyli oni budują, żeby mieć stratę? No fajnie, fajnie big_grin
                          • bart_smithson Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 17.02.10, 18:49
                            > Przy założeniu warunków niezmiennych na potrzeby analizy:
                            > Płacąc ratę przez 35 lat to 861*12*35=361tys (+ koszty remontów) i zostajesz z
                            > mieszkaniem

                            Musiałem jeszcze 20tys wyłożyć na początek (wkład własny).
                            Pominę opłaty notarialne.

                            > Wynajmując przez 35lat płacisz 600*12*35=252tys i zostajesz z tym co zaoszczędz
                            > iłeś na różnicy między ratą a wynajmem (861-600) czyli 261*12*35=110tys.

                            Plus to co było-nie było moim wkładem.
                            381K vs 130K (a w tle mieszkanie które kosztuje 240K)

                            > No to się teraz uśmiałam jak fretka smile Normalnie absurd u Ciebie absurd goni.

                            absurd
                            1. «to, co jest pozbawione sensu»

                            Możesz wskazać co konkretnie pozbawione jest sensu w moich wypowiedziach?

                            > 30 letnie mieszkanie to już ruina, którą trzeba zburzyć? To co mają powiedzieć
                            > mieszkańcy zabytkowych kamienic tongue_out

                            Mogą podziękować Niemcom, którzy budowali te kamienice tak aby przetrwały ich pokolenie. Nie powiedziałbym tego samego o budownictwie boomu mieszkaniowego w Polsce.
                • gggaaaddd Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 18.02.10, 08:47
                  Witam. Rzeczywiście to co piszesz z punktu widzenia ekonomicznego
                  jest ok (oczywiście na tą chwilę). Natomiast podejrzewam, że dla
                  znaczącej części ludzi zakup mieszkania to nie chęć zysku, ale po
                  prostu chcą mieszkać na swoim. Nie każdy lubi wynajem. Poza tym
                  przez ostatnie ceny mieszkań rosły, więc ludzie, którzy kupują dziś
                  myślą, że sytuacja się powtórzy. Jak będzie, ani Ty, ani ja nie
                  jesteśemy w stanie przewidzieć. Ja przez kilka lat czekałam, jak
                  metr kosztował 3 tys. mówiłam jak drogo nie będę przepłacać, teraz
                  kosztuje niestety 7-8 tys. i to jest dopiero cena.
                  • bart_smithson Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 18.02.10, 13:50
                    > Natomiast podejrzewam, że dla
                    > znaczącej części ludzi zakup mieszkania to nie chęć zysku, ale po
                    > prostu chcą mieszkać na swoim.

                    Zgoda. Ziemia/dom/mieszkanie to kulturowo uwarunkowane "musisz mieć by czuć się bezpiecznie". I wiekszość to przyjmuje bez specjalnego zastanawiania. Tak ma być i koniec. Podobnie - musisz mieć ślub, potem koniecznie dziecko... bo tak miała babka, prababka... bo tak każdy miał w rodzinie...

                    > Nie każdy lubi wynajem.

                    Zgoda.

                    > Poza tym
                    > przez ostatnie ceny mieszkań rosły, więc ludzie, którzy kupują dziś
                    > myślą, że sytuacja się powtórzy. Jak będzie, ani Ty, ani ja nie
                    > jesteśemy w stanie przewidzieć.

                    Ceny mieszkań nie mogą rosnać w nieskończoność. Ceny skoczyły w okolicach 2004-2005. Więcej pieniędzy na rynku (wstąpienie PL do UE -> fakt że łatwiej było zainwestować w mieszkania osobom spoza Polski + emigracja zarobkowa by kupić własne M w PL) i podsycany strach, że "niemcy" wykupią polską ziemię i mieszkania...

                    Ta sytuacja już się nie powtórzy. Już w tej chwili znajomi brali kredyty na 40(!!!) lat. Przy średniej długości życia w Polsce (nie wspominając o jego jakości) to jest loteria...