Wyrzucanie jedzenie ?

04.03.10, 08:17

Czy zdarza Wam się, że kupicie czegoś do jedzenia za dużo i później
to ląduje w koszu na śmieci ?
Ja tak mam z pieczywem, często mi się zdarza kupić za dużo, lub
akurat apetyt u rodzinki okazał się mniejszy, wprawdzie nie
wyrzucam, odkładam na "suche" i oddaję znajomym dla kur.
Podobnie mam z wędliną, też niestety zdarza mi sie wyrzucić pare
ostatnich plasterków sad
Macie jakieś patenty na resztki czy też kupujecie tak, że nie zostaje
nic ?
    • joana.mz Re: Wyrzucanie jedzenie ? 04.03.10, 08:37
      najlepszym patentem jest zamrażanie. Oczywiście nie
      zamrażam "uciekającej" wędliny, ale jesli widzę, że nie zjemy, albo
      czasem już nawet po przyjściu z zakupów widzę, że kupiłam za duzo to
      mrożę w mniejszych porcjach. Z tym mrożeniem to super sprawa bo w
      dni kiedy nikomu nie chce się jechać do sklepu mozna coś takiego
      odmrozić.
      Mrożę czasem porcje obiadowe - nawet jak zostaje tylko dla jednej
      osoby. Najczęściej jednej osobie, podczas nieobecności reszty nie
      chce się gotować więc jest jak znalazł.
      Chleb też mozna mrozić.
      Jedyne co wyrzucam to jogurty - dzieci często nie dojadają, wogóle
      nie bardzi lubią jogurty.
      • volta2 Re: Wyrzucanie jedzenie ? 04.03.10, 08:58
        gdy mieszkałam w pl, wyrzucanie jedzenia to był standard.
        kupowałam za dużo, szczególnie wędliny, chleb czasami też był
        wyrzucany.
        mięso nigdy, bo po prostu mroziłam, nawet ilości dla jednej osoby.

        potem się nauczyłam ile czego nam trzeba i jakoś zakupy się
        dostosowały do naszych potrzeb, tylko że przechyliło się w drugą
        stronę i z rzadka, ale jednak w lodówce było tylko światło i
        zapasowy łosoś wędzony na czarną godzinęsmile

        teram mam jedzienie dużo droższe, nie mam auta zatem nie jeżdże na
        hurtowe zakupy(chyba że z plecakiem), kupuję dokładnie tyle ile
        potrzeba a i tak czasem wychodzi, że to za mało. w sytuacji
        podbramkowej dzwonię do męża żeby został na obiadokolacji w pracy
        albo jak mu starcza, w/g mnie, mimo nieco przymalej porcji, to
        zakaładam, że zje "dla smaku", w końcu jadł w pracy lunch niczym
        nieróżniący się od noramalnego obiadu.

        ale chodzi potem po kuchni i komentuje, że mu "pachnie malizną".

        nie wyrzucamy też owoców ani warzyw. nie marnują się.

        czyli wolę jak ma zabraknąć niż wyrzucać.
    • miska_malcova Re: Wyrzucanie jedzenie ? 04.03.10, 08:49
      nie wyrzucam jedzenia. Czerstwy chleb dostają ptaki, resztki wędliny koty
    • agpagp Re: Wyrzucanie jedzenie ? 04.03.10, 08:58
      Nie pamiętam kiedy coś wyrzuciłam. Chleb mrożę ( mam jeszcze pół bochenka ze
      stycznia bo u mnie idzie mało chleba ) , ostatnio został makaron po spaghetti to
      też podzieliłam na 3 cześci - tylko sosu dorobiłam i zalałam makaron - siedzi
      zamrozony. A jak mi zostają takie resztki jakies to robię zapiekankę smieciówkę
      - wszystko co się da wrzucić do niej to wrzucam ( pieczarki, papryka, resztki
      wedlin ,itp zalewam rozbełtanym jajkiem z resztkami startego sera i jem to
      jeszcze 2 dni smile
    • nvv Re: Wyrzucanie jedzenie ? 04.03.10, 09:42
      Chleb trzymam w zamrażalniku i lodówce (w lodówce jest zawsze jeden, podgrzewamy
      zwykle kromkę w mikrofalówce lub tosterze przed zjedzeniem). Na wędliny nie mam
      łatwego sposobu (no, oprócz trzymania w najzimniejszym miejscu lodówki, zwykle
      na dole), trzeba już niestety je "pilnować", chociaż też można je zamrozić na
      czasy, w którym rodzinie się apetyt odmieni.
      • only_marcopol Re: Wyrzucanie jedzenie ? 04.03.10, 10:26
        nvv napisał:

        > Chleb trzymam w zamrażalniku i lodówce (w lodówce jest zawsze jeden, podgrzewam
        > y
        > zwykle kromkę w mikrofalówce lub tosterze przed zjedzeniem). Na wędliny nie mam
        > łatwego sposobu (no, oprócz trzymania w najzimniejszym miejscu lodówki, zwykle
        > na dole), trzeba już niestety je "pilnować", chociaż też można je zamrozić na
        > czasy, w którym rodzinie się apetyt odmieni.


        wędliny można trzymać w pojemniku próżniowym o wiele dłużej są świeże
    • niemogewtouwierzyc Re: Wyrzucanie jedzenie ? 04.03.10, 09:55
      niestety czasem wyrzucam, najczesciej: pol duzego kubka smietany lub
      jogurtu (a duze kupuje, bo wychodza taniej niz mniejsze, w zwiazku jednak
      z wyrzucaniem, musze to zweryfikowac), pieczywo, jesli kupie sredni
      krojony chlebo w tygodniu (wtedy jestem sama z dzieckiem), to prawie
      zawsze kilka kromek dostaja golebie... czasem jakies owoce niestety, bo
      kupie, a potem sie okazuje, ze nikt nie ma ochoty
      • hala24_2 Re: Wyrzucanie jedzenie ? 07.03.10, 11:00
        niemogewtouwierzyc napisała:
        niestety czasem wyrzucam, najczesciej: pol duzego kubka smietany lub
        > jogurtu (a duze kupuje, bo wychodza taniej niz mniejsze, w zwiazku
        jednak
        > z wyrzucaniem, musze to zweryfikowac)
        Ach pamiętam do dziś starcie z tatą o mały jogurt i tłumaczenie że
        skoro połowa dużego się zmarnuje to wcale nie wychodzi taniej niż
        kupienie 2 małych w dwóch różnych terminach.
        Staram się nie wyrzucać spożywki, a przede wszystkim nie kupować na
        zapas tego co ma krotki termin ważności, a później martwić się co z
        tym zrobić lub dojadac na siłę. Resztki wędliny trafiają do
        zapiekanek lub dajada je pies. Chleb przerabiam na bułkę tartą lub
        dodaję do kotletów mielonych. Nad wrzywami i owocami najtrudnij mi
        zapanować więc kupuję mało, czasem trochę drożej .
    • agni71 Re: Wyrzucanie jedzenie ? 04.03.10, 10:15
      Niestety, od kiedy nie mam psa, częściej zdarza mi sie cos wyrzucać.

      Przy większej rodzinie cięzko przewidzieć, na co i w jakich
      ilosciach będą akurat mieli ochotę sad

      Z tego powodu wole kupic bulki niz chleb, bo moge ususzyc i utrzeć,
      z chlebem juz nic nie zrobię...

      Wedliny, tez niestety zdarza mi sie końcówke wyrzucić.

      Podobnie dana obiadowe - a nie zamrażam, bo jesli nagotuje wiecej to
      jemy przez dwa dni. I szczerze mówiac, mam obawy co do wartości
      odżywczych i w ogóle nieszkodliwości rozmrożonego jedzenia, które
      wczesniej bylo odgrzewane raz albo dwa razy.
    • mazel_tov Re: Wyrzucanie jedzenie ? 04.03.10, 13:12
      Chleb - mrożę
      bułki - mrożę
      wedlinę - mrożę

      ser - wykorzystuję


      najwięcej problemów mam z warzywami i owocami, te czasem lądują w koszu.
      • oteczka Re: Wyrzucanie jedzenie ? 04.03.10, 14:29
        Ja mam taką zasadę że prędzej by mi ręka uschła niż bym wyrzuciła jedzenie ,zwierząt też nie karmię a mam dużego psa i dwa koty ,nie uważam żeby ludzkie jedzenie było dla nich odpowiednie zresztą nie lubią ,chleb jak poprzedniczki mrożę ,ziemniaki z obiadu ,to kopytka lub po dokupieniu sera ruskie lub leniwe , pół jogurtu lub kefiru dwa bardzo już dojrzałe banany których nikt się nie czepi plus jajko i mąka rewelacyjne muffiny bananowe itp
      • anetapzn Re: Wyrzucanie jedzenie ? 04.03.10, 15:01
        Staram sie tak robić, żeby u nas nic sie nie zmarnowało. Chleb, bułki- albo
        mrożę albo wykorzystuję i robię np. grzanki lub zapiekanki. Resztki wędlin, sera
        żółtego niektórych warzyw, jak np. papryka, pomidory wykorzystuję: na zapiekanki
        z pieczywa, na obłozenie pizzy. Raz na 2-3 tygodnie robię przegląd zamrażalnika
        i nastepnego dnia robię zapiekankę "na winie" czyli na tym, co sie nawinęło i
        akurat jest w zamrażalniku. Wykorzystuje do tego: zamrożone wcześniej, ugotowane
        w nadmiarze: makaron, ryż, warzywa, ziemniaki, 2-3 plasterki wędlin, na które
        już nikt nie miał ochoty. Owoce schodza u mnie wszystkie, wiec z tym nie ma
        problemu.
        • grelcia81 Re: Wyrzucanie jedzenie ? 04.03.10, 15:53
          Ja się muszę przyznać, że czasami zdarza mi się coś wyrzucić, mimo
          iż bardzo się staram. Ostatnio wyrzuciłam duży pojemnik sera
          białego, którego nie byłam w stanie zjeść, a mąż nie tknął. Czasami
          wyrzucam też owoce,ale tylko te które się popsuły,a to zdarza się
          rzadko. Mięso jak kupuję to od razu część mrożę, pieczywo mąż ściera
          na bułkę,wędlinę, której nie położę na kanapkę smażę i dodaję do
          jajecznicy. W tym miesiącu będę zapisywać wszystkie wydatki, może
          łatwiej będzie wyciągnąć wnioski jak lepiej planować zakupy.
          • anetapzn Re: Wyrzucanie jedzenie ? 04.03.10, 16:48
            grelcia81 napisała:

            Ostatnio wyrzuciłam duży pojemnik sera
            > białego, którego nie byłam w stanie zjeść, a mąż nie tknął.
            U mnie też czasami biały ser zostaje ale najczęściej robię z niego leniwe,
            naleśniki z serem lub pierogi ruskiesmile.
            • grelcia81 Re: Wyrzucanie jedzenie ? 09.03.10, 10:57
              Też miałam plan żeby zrobić z niego naleśniki, ale nie wyszło...
    • inez28 Re: Wyrzucanie jedzenie ? 04.03.10, 16:36
      Kupuję rzadko, dość duże ilości, ale mam wszystko rozplanowane, to do zamrożenia, tamto do przerobu (pierogi, gołąbki, lazania etc.) porcjowane i do zamrażarki, reszta do lodówki. Jem nie to na co mam ochotę ale wg daty ważności (zresztą b. rzadko mam zachcianki).
      Jak widzę że coś leży i może się zepsuć to wymyślam pod ten produkt danie, zapiekankę etc.
      Ostatnio wylałam resztówkę mleka (do kawy), ale to było chyba z pół roku temu. Reszta wyjadana do ostatniego okruszka.
    • magdalena.78 Re: Wyrzucanie jedzenie ? 07.03.10, 12:48
      Niestety, zdarza się, że wyrzucam, ale coraz mniej i coraz rzadziej.
      To właściwie był mój główny problem wyrzucania pieniędzy w kuchni i
      staram się nad tym zapanować. Ciężko jestsad, bo albo lodówka pełna,
      albo pachnie maliznąsad
    • pochodnia_nerona Re: Wyrzucanie jedzenie ? 09.03.10, 00:08
      Staramy się z mamą tak gospodarować, żeby nie wyrzucać. Czasem zostanie trochę
      chleba, to suszymy i wieszamy przy śmietniku w siatce, nieopodal jest dzielnica
      domków, niektórzy mogą hodować kury albo króliki, toteż chleb znika, ale raczej
      nie trafia do śmieciary smile
      Czasem zdarzy się, że nikt czegoś nie zje, więc niestety, ląduje w koszu, ale
      rzadko. Zawsze wtedy mam wyrzuty sumienia. nawet wtedy, gdy nie zjem wszystkich
      ziemniaków w trakcie obiadu i reszta z talerza out.
    • rejkum Re: Wyrzucanie jedzenie ? 09.03.10, 10:04
      Zdecydowanie za dużo wyrzucamy. Oczy jedzą, a żołądki niekoniecznie.
    • serendepity Re: Wyrzucanie jedzenie ? 09.03.10, 10:53
      Nie, nigdy nie wyrzucam jedzenia. Zostawiam "dupki" od chleba i daje je kaczkom
      (mieszkam nad rzeka).
      • jagoda85 Re: Wyrzucanie jedzenie ? 14.03.10, 11:51

        A "dupki" są niezjadliwe?
        • serendepity Re: Wyrzucanie jedzenie ? 15.03.10, 15:23
          Uzywam pieczywa do robienia tostow i jak zostaje mi nieparzysta dupka to zostaje
          dla kaczek.
    • iberia.pl jedzenia się NIE WYRZUCA!!!! 09.03.10, 19:42
      po prostu spakuj w reklamowke i powies przy smietniku.
      • megg76 Re: jedzenia się NIE WYRZUCA!!!! 11.03.10, 19:34
        Jedzenie czasami się WYRZUCA!!!!!!! Możesz mi powiedzieć czemu moje zepsute
        jedzenie ma wisieć na śmietniku?smile
        • konopielka80 Re: jedzenia się NIE WYRZUCA!!!! 11.03.10, 23:44
          Staram się kupować tyle, aby nie wyrzucać. Codziennie zerkam co tam mam w
          lodówce i jeśli np. widzę jogurt z kończącą się datą ważności, to zjadam by
          potem za kilka dni nie wyrzucać. Dojadam wiele rzeczy, póki świeże.
          Staram sie wykorzystywać to co juz zaczyna sie starzec, np. podsuszone,
          podstarzałe bułki kładę obok grzejnika by się ususzyły do końca a potem scieram
          je na bułkę tartą. Te bułki, które jeszcze nie są suche, tylko trochę nieświeże
          po prostu wykorzystuję do zapiekanek lub grzanek.
          Czasem zdarza mi sie wyrzucic wedline, jesli robi sie nieświeza i nieapetyczna,
          takich rzeczy nie dojadam,nie przerabiam, bo sie brzydzę.
          Poza tym wyrzucam wszystko, na czym jest pleśń! I tu nie ma zmiłuj.
        • iberia.pl do megg 13.03.10, 14:55
          megg76 napisała:

          > Jedzenie czasami się WYRZUCA!!!!!!! Możesz mi powiedzieć czemu
          moje zepsute
          > jedzenie ma wisieć na śmietniku?smile

          nie rozumiesz? Cala sztuka polega na tym, ze nie dopuscic do
          zepsucia sie jedzenia....przerasta Cie to?
          • pudelek09 Re: do megg 13.03.10, 17:05
            Jesli wyrzucam to...psu do miski.Uwielbia chleb i wogole
            wszystko,ale staram sie nie kupowac za duzo,albo porcjuje i mroze
          • polaola Re: do megg 14.03.10, 10:40
            iberia.pl napisała:

            >
            > nie rozumiesz? Cala sztuka polega na tym, ze nie dopuscic do
            > zepsucia sie jedzenia....przerasta Cie to?
            >
            Tak Tak "Lepiej zjesc i sie rozchorowac , niz mialo by sie zmarnowac"
            smile))
            • iberia.pl do polaola 14.03.10, 10:46
              polaola napisała:

              > iberia.pl napisała:
              >
              > >
              > > nie rozumiesz? Cala sztuka polega na tym, ze nie dopuscic do
              > > zepsucia sie jedzenia....przerasta Cie to?
              > >
              > Tak Tak "Lepiej zjesc i sie rozchorowac , niz mialo by sie
              zmarnowac"
              > smile))


              z łaski swojej nie przeinaczaj moich slow!
              Nigdzie nie pisalam, ze nalezy jesc zepsute jedzenie....po prostu
              nie nalezy dopuszczac do tego zeby sie cokolwiek psulo=> czytaj
              kupowac mniej albo szybciej zjadac.
              • zuzanna.7 mrożenie chleba 14.03.10, 11:46

                Czy można zamrozić chleb pokrojony ? Czy tylko ten w całości ?
                • only_marcopol Re: mrożenie chleba 14.03.10, 12:03
                  zuzanna.7 napisała:

                  >
                  > Czy można zamrozić chleb pokrojony ? Czy tylko ten w całości ?


                  jak najbardziej można mrozić krojony chleb
                  • jagoda85 Re: mrożenie chleba 14.03.10, 12:28

                    Najlepiej mrozić po kilka kromek. Wyciągasz tyle ile potrzebujesz.
          • megg76 Re: do megg 15.03.10, 21:08
            Przerastasmile a teraz poważnie, możesz mi powiedzieć po co mam wywieszać dobre
            jedzenie na śmietniku? ok. proste pytanie po co mam wywieszać dobre czy zepsute
            jedzenie na śmietniku? Czemu akurat śmietnik?
            • iberia.pl Re: do megg 20.03.10, 10:13
              megg76 napisała:

              > Przerastasmile a teraz poważnie, możesz mi powiedzieć po co mam
              wywieszać dobre jedzenie na śmietniku? ok. proste pytanie po co mam
              wywieszać dobre czy zepsute
              > jedzenie na śmietniku? Czemu akurat śmietnik?

              naprawde pytasz czy tylko udajesz swoja indolencje?

              Zatem lopatologicznie: np. nie zjadlam w pracy kanapki i nie mam na
              nia ochoty po pracy.Zamiast wyrzucic powiesze przy smietnku.Po co?
              Po to zeby ktos bezdomny mogl z tego skorzystac, w ostatecznosci
              bezpanski pies.
              Tak samo jak mi zostaje resztka chleba, ktora jest lekko czerstwa -
              ja tego nie zjem, ale ktos bezdomny, biedy-jak zwal tak zwal
              skorzysta.Skad wiem? Bo znika to spod smietnika dosc szybko, a
              czesto wychodzac rano do pracy widze ludzi grzebiacych w tych
              kontenerach.
              Inny przyklad: kupilam cos co mi nie smakuje, nie wyrzuce, zrobie
              jak wyzej.

              Mam nadzieje, ze cokolwiek z powyzszego do Ciebie dotarlo....
              • anetapzn Re: do megg 20.03.10, 12:00
                iberia.pl napisała:

                > megg76 napisała:
                >
                > > Przerastasmile a teraz poważnie, możesz mi powiedzieć po co mam
                > wywieszać dobre jedzenie na śmietniku? ok. proste pytanie po co mam
                > wywieszać dobre czy zepsute
                > > jedzenie na śmietniku? Czemu akurat śmietnik?
                >
                > naprawde pytasz czy tylko udajesz swoja indolencje?
                >
                > Zatem lopatologicznie: np. nie zjadlam w pracy kanapki i nie mam na
                > nia ochoty po pracy.Zamiast wyrzucic powiesze przy smietnku.Po co?
                > Po to zeby ktos bezdomny mogl z tego skorzystac, w ostatecznosci
                > bezpanski pies.
                > Tak samo jak mi zostaje resztka chleba, ktora jest lekko czerstwa -
                > ja tego nie zjem, ale ktos bezdomny, biedy-jak zwal tak zwal
                > skorzysta.Skad wiem? Bo znika to spod smietnika dosc szybko, a
                > czesto wychodzac rano do pracy widze ludzi grzebiacych w tych
                > kontenerach.
                > Inny przyklad: kupilam cos co mi nie smakuje, nie wyrzuce, zrobie
                > jak wyzej.
                >
                Ja robię dokładnie jak Iberiasmile. Zbyt dobrze pamiętam jak ok. 12 lat temu, na
                początku małżeństwa mieliśmy skromne dochody. Może nie był to okres wielkiej
                biedy, ale zimą były takie tygodnie, że zastanawiałam sie- zapłacic za prąd czy
                zrobić lepszy obiad. Ledwo dawaliśmy radę kupujac i tak jedzenie z najniższej
                półki. Mam nadzieję, ze to już nigdy sie nie powtórzy. Dlatego uważam, ze lepiej
                powiesić na śmietniku, postawić przy śmietniku, to czego nie zjemy, albo nam nie
                smakuje niż wyrzucać.
          • agattka_84 Re: do megg 16.03.10, 12:01
            iberia.pl napisała:

            > megg76 napisała:
            >
            > > Jedzenie czasami się WYRZUCA!!!!!!! Możesz mi powiedzieć czemu
            > moje zepsute
            > > jedzenie ma wisieć na śmietniku?smile
            >
            > nie rozumiesz? Cala sztuka polega na tym, ze nie dopuscic do
            > zepsucia sie jedzenia....przerasta Cie to?
            >

            To może powiedz co ja mam robić z takim jedzeniem. Mieszkam na
            ogrodzonym osiedlu, śmietnik jest w ramach osiedla. W osiedlowym
            garażu stoją takie samochody, że nie sądzę, aby któryś z sąsiadów
            przymierał głodem.

            Mam wieszać jedzenie na osiedlowym śmietniku czy wozić worek ze sobą
            do centrum, gdzie pracuję?
            • iberia.pl agattka 20.03.10, 10:17
              osiedle zamkniete zmienia nieco postac rzeczy, zatem IMHO masz
              wybor: albo kupowac tyle, zeby nie wyrzucac, albo zostawiac pod
              smietnikiem np. kolo pracy czy kolo marketu.Generalnie zrobisz jak
              uwazasz....ale wyrzucajac jedzenie pomysl czasem, ze moze kiedys
              bedzie Ci tego brakowac-czego Ci absolutnie nie zycze.
    • jagoda85 Re: Wyrzucanie jedzenie ? 14.03.10, 11:57

      Czytam i czytam to co wypisujecie i o garnia mnie przerażenie.
      Strasznie marnujecie jedzenie, nie mówiąc o pieniądzach. Niech
      któraś z was podliczy ile wydała na wyrzucone jedzenie. Możecie się
      zdziwić kwotą. Po co kupujecie tak dużo jedzenia. Jak już kupisz za
      dużo to rusz głową jak to wykorzystać, nie dopuszczaj do zepsucia.
      Według mnie wyrzucania żywności to największy grzech. Obyści nie
      zaznały nigdy biedy.
      • iberia.pl jagoda-dziękuję za głos rozsądku 14.03.10, 16:40
        nawet jak ktos kupuje hurtowo czy na zapas-co doskonale rozumiem, to
        czesc jedzenia mozna mrozic przeciez.
      • amandaas Re: Wyrzucanie jedzenie ? 15.03.10, 14:04
        Ja tam osobiście znam gorsze grzechy niż wyrzucanie jedzenia, ale
        cóż wg. ciebie będę się smażyć w piekle.
        Ja też czasem wyrzucam bo nawet jak widze że jogurtowi kończy się
        data ważności TO GO NIE ZJEM bo nie mam na niego ochoty, bądź już
        przekroczyłam wartość kaloryczną na dzis. Wole wyrzucić niż przytyć.
        A poza tym, czemu jest takie oburzenie przy wyrzucaniu jedzenia? A
        wyrzucanie ubrań, butów, książek czy innych bibelotów jest lepsze?
        Ja rozumiem że jedzenie to pierwsza potrzeba ale ubranie tak samo,
        ja tam wole być głodna niż zmarznięta.
        • rejkum Re: Wyrzucanie jedzenie ? 15.03.10, 14:15
          Ja też nie rozumiem tego oburzenia na wyrzucanie jedzenia. Produkt
          jak każdy inny. Chyba ktoś sie baśni Andersena w dzieciństwie za dużo
          naczytał.
          Im więcej kupuję, tym więcej wydaję, tym więcej producent produkuje,
          zatrudnia tym samym więcej polskich rąk do pracy, więcej ludzi ma
          pracę, mniej ludzi żyje w biedzie, mniej ludzi jest głodnych, czyli
          ja przyczyniam się do zmniejszenia głodu na świecie tongue_outtongue_outtongue_out

          • alba.alba Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 03:23
            rejkum napisała:

            > Ja też nie rozumiem tego oburzenia na wyrzucanie jedzenia. Produkt
            > jak każdy inny. Chyba ktoś sie baśni Andersena w dzieciństwie za dużo
            > naczytał.

            Nie baśni Andersena, tylko katolickich kazań księdza. Coś słyszałam, że grzechem jest upuścić kromkę chleba na podłogę, nawet okruszki trzeba z niej zbierać, a co dopiero wyrzucić do koszawink
            • jagoda85 Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 13:19
              No cóż, widzę, że uważasz, że wyrzucanie jedzenia jest trendy.
              Grutuluję. Nie rozumiem co ma do tego Kościół. Masz jakieś
              uczulenie?
              • martialis Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 13:30
                > Nie rozumiem co ma do tego Kościół. Masz jakieś
                > uczulenie?

                jagoda85 ja bym napisała, że to Ty masz uczulenie, skoro w takich
                słowach (prawdziwych, bo powtarzanych w katolickich domach) szukasz
                w człowieku zaraz przeciwnika kościoła.

                > No cóż, widzę, że uważasz, że wyrzucanie jedzenia jest trendy.
                > Grutuluję.

                I znowu wnioski wyciagasz na wyrost. To Tobie trzeba gratulować...

        • only_marcopol Re: Wyrzucanie jedzenie ? 15.03.10, 14:24
          amandaas napisała:

          > Ja tam osobiście znam gorsze grzechy niż wyrzucanie jedzenia, ale
          > cóż wg. ciebie będę się smażyć w piekle.
          > Ja też czasem wyrzucam bo nawet jak widze że jogurtowi kończy się
          > data ważności TO GO NIE ZJEM bo nie mam na niego ochoty, bądź już
          > przekroczyłam wartość kaloryczną na dzis. Wole wyrzucić niż przytyć.
          > A poza tym, czemu jest takie oburzenie przy wyrzucaniu jedzenia? A
          > wyrzucanie ubrań, butów, książek czy innych bibelotów jest lepsze?
          > Ja rozumiem że jedzenie to pierwsza potrzeba ale ubranie tak samo,
          > ja tam wole być głodna niż zmarznięta.

          Możesz chodzić w jednym ubraniu cały czas a nie najesz się jednym chlebem na
          zawsze więc sorki ale dla mnie twoje porównanie jest delikatnie mówiąc głupie.
          Wiesz nie życzę ci żebyś kiedyś była naprawdę głodna albo musiała patrzeć na
          głód własnych dzieci - ale sądząc po tym co piszesz jak czegoś takiego nie
          zaznasz nie zmądrzejesz - chodzi mi głównie o twój sposób myślenia już
          abstrahuje od tego ile jedzenia wyrzucasz - tylko z jakiego powodu


        • anetapzn Re: Wyrzucanie jedzenie ? 15.03.10, 15:24
          amandaas napisała:

          > Ja też czasem wyrzucam bo nawet jak widze że jogurtowi kończy się
          > data ważności TO GO NIE ZJEM bo nie mam na niego ochoty, bądź już
          > przekroczyłam wartość kaloryczną na dzis. Wole wyrzucić niż przytyć.

          No cóż każdy ma jakieś priorytety w życiu. No cóż napiszę tylko tyle, że
          podpisuje się pod tym co napisała only_marcopolo.
        • jop Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 10:01
          Też uważam, że niektóre panie w tym wątku histeryzują jak, nie przymierzając
          stare Indianki.

          Staram się planować i organizować zakupy i zużywanie jedzenia, ale wbrew
          najszczerszym chęciom czasem się coś zepsuje. Bo akurat nie robiliśmy niczego z
          danej kuchni i jakiś bardziej egzotyczny, a rzadko używany składnik się zepsuł.
          Bo nikt nie miał ochoty na dojadanie czegoś, co zostało w nadmiarze. Bo zmieniły
          się plany, mieliśmy jeść w domu, a skończyło się jedzeniem u kogoś albo an mieście.

          Poza tym też pilnuję wagi i nie będę jeść niczego tylko po to, żeby się nie
          zepsuło. (Opisywano kiedyś historię pani z potężną otyłością, która twierdziła,
          że je tyle co wszyscy - no jadła, tylko potem dojadała resztki po wszystkich
          domownikach, żeby się nie zmarnowało.)

          I sorry, ale nie będę wieszać na śmietniku resztek z gatunku pół talerza zupy,
          cztery pierogi (z czego jeden nadgryziony), 1/4 słoika pesto albo resztka
          mielonej trawy cytrynowej czy podeschnięte pół ogórka, bez przesady.
          • agattka_84 Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 11:58

            Jop, podpisuję się pod Twoją wypowiedzią smile
            • jop Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 13:15
              Wiesz, ja zaczynam podejrzewać istnienie różnic kulturowych. Za młodu, w moim
              domu rodzinnym jadło się smacznie, ale skromnie i bez większych kulinarnych
              fajerwerków, bez wybrzydzania i o stałych porach.

              U mnie jest kompletnie inaczej - repertuar jest o wiele większy (bo i czasy się
              zmieniły, całe bogactwo składników i produktów stało się dostępne) i wszystko w
              o wiele większym stopniu zależy od tego, na co akurat mamy czas, siły, chęci i
              ochotę. Czasem robimy wypaśną kolację z winem i deserem, czasem wyciągamy
              jakiegoś gotowca, a czasem w kwadrans improwizujemy coś na szybciocha, typu
              makaron z gotowym pesto albo pierś z kurczaka z warzywami z mrożonki, a czasem
              ktoś robi sobie zupę, a ktoś inny bierze z lodówki kawałek sera i zagryza go
              bakaliami i jakimś owocem i uważa to za posiłek. Czasem gotuje nasz sąsiad (w
              rewanżu za bywanie u nas na kolacjach), a czasem jemy na mieście.

              Może jednak u większości dyskutantów jest tak, że w poniedziałek zawsze jest
              pomidorowa i zrazy, we wtorek krupnik i ruskie? Jogurty kupuje się w ilości
              wyliczonej, dziecko dostaje po sztuce na podwieczorek zgodnie z planem, a
              domownicy mają skonsumować co dostają na talerzu, bo w przeciwnym razie
              zaczynają się podejrzenia, że chorzy? I że w tym wszystkim nikt nie widzi
              potrzeby uwzględniania czyichś ilościowych czy jakościowych preferencji? Że
              największym eksperymentem kulinarnym jest "sałatka gyros" na imieninach, bo nikt
              nie odczuwa potrzeby eksperymentowania ani zmian? Nie oceniam ani nie
              wartościuję, model jak model, po prostu zastanawiam się nad przyczyną.
              • agattka_84 Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 14:06

                > U mnie jest kompletnie inaczej - repertuar jest o wiele większy
                (bo i czasy się
                > zmieniły, całe bogactwo składników i produktów stało się dostępne)
                i wszystko w
                > o wiele większym stopniu zależy od tego, na co akurat mamy czas,
                siły, chęci i
                > ochotę. Czasem robimy wypaśną kolację z winem i deserem, czasem
                wyciągamy
                > jakiegoś gotowca, a czasem w kwadrans improwizujemy coś na
                szybciocha, typu
                > makaron z gotowym pesto albo pierś z kurczaka z warzywami z
                mrożonki, a czasem
                > ktoś robi sobie zupę, a ktoś inny bierze z lodówki kawałek sera i
                zagryza go
                > bakaliami i jakimś owocem i uważa to za posiłek. Czasem gotuje
                nasz sąsiad (w
                > rewanżu za bywanie u nas na kolacjach), a czasem jemy na mieście.

                U mnie jest tak dokładnie tak samo (pomijając sąsiada wink ). Lubimy
                poeksperymentować z kuchniami świata, czasami kupujemy gotowce typu
                pesto czy włoskie sosy, francuskie sery, itp. A typowy polski obiad
                (jakie się jadało w moim domu rodzinnym) jest od wielkiego dzwonu. smile
                • only_marcopol Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 14:17
                  no to cie muszę jop rozczarować bo nasze jedzenie z polską tradycyjna kuchnia ma
                  niewiele wspólnego wink
                  • jop Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 14:20
                    A ja gdzieś pisałam o polskiej tradycji czy mam zmienić okulary? Bo o ile widzę,
                    to raczej o pewnym sposobie organizacji żywienia w domu (czy raczej jego braku).
                    • only_marcopol Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 14:48
                      odpisałam ci juz poniżej jak to wygląda u nas bo nurtuje cie widzę to, że udaje
                      nam sie praktycznie nie wyrzucać jedzenia ( choc tak jak pisąłam nie powiem, że
                      nigdy niczego nie wyrzuciłam bo zdarzyło sie )
                      • jop Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 16:31
                        Nie, nadal nie wiem, jak można NIGDY i NICZEGO nie wyrzucać, nie stosując przy tym:

                        - niemodyfikowalnego planu żywieniowego albo jakichś szalonych wygibasów
                        planistycznych z gatunku wspomnianej historyjki o ratowaniu 5 dkg szynki;
                        - pruskiego drylu w żywieniu domowników co do godzin, repertuaru i ilości;
                        - wmuszania w siebie albo domowników żarcia, na które akurat nie mają ochoty;
                        - spożywania produktów mocno na granicy przydatności.

                        I nie jest to uwaga akurat personalnie do Ciebie.
                        • only_marcopol Re: Wyrzucanie jedzenie ? 17.03.10, 08:42
                          jop napisała:

                          > Nie, nadal nie wiem, jak można NIGDY i NICZEGO nie wyrzucać,

                          to ja odpisze za siebie wink tak jak pisałam już zdarzyło mi się wyrzucić
                          jedzenie, ale staram się tego nie robić - i to chyba generalnie o to chodzi -
                          rozmowa trochę popadła w skrajności tak jak juz pisałam z aggatką
                          • only_marcopol Re: Wyrzucanie jedzenie ? 17.03.10, 08:43
                            przepraszam z agattką wink
                  • only_marcopol Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 14:21
                    i nie jadamy rosołku co niedziele jak połowa Polski kiedyś big_grin - przepadamy za
                    kuchnią chińska i włoską - przyczyna jest taka nie kupować w nadmiarze i już nie
                    ma czego wyrzucać smile
                    • agattka_84 Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 14:53

                      Only, pisałam, że nie kupuję w nadmiarze, wręcz często mam pustki w
                      lodówce. A jednak zdarza mi się wyrzucać. Dlaczego? Choćby dlatego,
                      że dużo czas spędzam poza domem, z pracy zdarza mi się wracać po 20 -
                      wtedy jem coś w mieście, nie czekam do powrotu do domu. Czasami
                      wychodzę bez śniadania. Czasami w ogóle nie jem kolacji, bo nie
                      czuję się głodna. I w takich sytuacjach zdarza się, że część
                      jedzenia (kupionego w niewielkich ilościach) się marnuje.

                      Jak się pracuje 8-16 i ma stały plan dnia to zapewne łatwiej
                      wszystko (łącznie z jedzeniem) przewidzieć, ale ja tego szczęścia
                      nie mam.

                      A inna sprawa, że problem niedożywienia w Polsce i na świecie nie
                      rozwiąże się przez to, że nie wyrzucę plastra sera czy jogurtu.
                      • only_marcopol Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 14:56
                        no tak wiem ale czy naprawdę nie możecie uwierzyć w to że można jeść zdrowo,
                        świeżo i ciekawie i nie wyrzucać przy tym jedzenia - trzeba się doszukiwać
                        dziury w całym - nie rozumiem waszego podejścia
                        • agattka_84 Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 15:00

                          Pewnie można, tylko moim zdaniem to trudne.

                          Ja z kolei nie rozumiem tego przesądu, że nie można wyrzucać
                          jedzenia (nie mówię o jakimś skrajnym marnotrawstwie tylko
                          sporadycznych przypadkach). OK, nie jest to oszczędne, ale nic poza
                          tym. Jak już mówiłam, zjedzenie czegoś na siłę zamiast wyrzucenie
                          nie rozwiąże żadnego, absolutnie żadnego problemu.
                          • only_marcopol Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 15:54
                            skrajne przypadki są jak najbardziej dopuszczalne wink a tak serio to przecież nie
                            chodzi o to żeby zjadać wszystko na siłę i nie powiem co zrobić po tym big_grin tylko
                            o to żeby to sie nie stało regułą - dyskusja przerodziła się w skrajności a to
                            chyba nie o to chodziło
                            • agattka_84 Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 16:01

                              Zgadza się, dyskusja zadryfowała za daleko smile
    • zonaniezona1 Re: Wyrzucanie jedzenie ? 15.03.10, 17:17
      CZytam ten wątek ... i powiem tak Nie rzucę kamieniem , bo nie
      jestem bez winy ...czasem jakiś jogurt zapomniany w lodówce, czasem
      coś przeterminowanego , bo nie zauważyłam daty ważności\, a chocby z
      dnia dzisiejszego - wyciagam halibuta z zamrażarki\ i jakiś zapach
      dziwny, nieświeży. Niestety zdecydowałam wyrzucic...
      Ale przy każdym wyrzuconym jedzeniu - mam poczucie winy. Archetyp
      kulturowy, żeby nie wyrzucac jedzenia we mnie tkwi...i bajka
      Andersena też! Nie chciłabym sytuacji , w której ja lub moje
      dziecko, potomni zaznają głodu ( a dzidkowie opowiadali jak
      głodowali na przednówku). Przeczytałam z przerażeniem jak jedna z
      moich przedmówczyń napisała, że wolalaby byc głodna.... Nie ma
      porównania głód w sensie odchudzania ( chciałoby się napisac
      zmanierowanej panienki..., ale tego nie napiszę i tak osoby nie
      nazwę , bo nic o niej nie wiem i nie chciłabym skrzywdzic ), z
      faktycznym głodem, którego doswiadczaja ludzie ...także w chwili
      obecnej ...w Afryce, Azji... A to wcale nie abstrakcja, czy
      nieralana sytuacja...Porozmawiaj z osobami z misji pokojowych o
      biedzie i głodzie.
      W każdym razie, po przeczytaniu tego wątku, jeszcze bardziej będę
      zwracała uwagę, żeby nie marnowac jedzenia...bo naprawdę trzeba byc
      wdzięcznym losowi, że nie jesteśmy (i nie bywamy) głodni....
      • amandaas Re: Wyrzucanie jedzenie ? 15.03.10, 18:24
        Może jednak rozpatrujmy sprawę pod względem życia które nas otacza w
        tej chwili. Z punktu widzenia dziecka biednego, chyba lepiej będzie
        jak nie zje tego nieszczesnego jogurtu który wyrzucę, niż gdyby miał
        nie posiadać ciepłej kurtki na zimę do szkoły...
        Jakoś nie czuję tego kultu niewyrzucania żywności ale każdy jest
        inny smile
        • astrum-on-line Re: Wyrzucanie jedzenie ? 15.03.10, 20:56
          Myślę, że z punktu widzenia głodnego dziecka jest dokładnie
          odwrotnie. Ja akurat znam dzieci, które w byle łachu szukały
          jedzenia.
        • only_marcopol Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 07:06
          amandaas napisała:

          > Może jednak rozpatrujmy sprawę pod względem życia które nas otacza w
          > tej chwili. Z punktu widzenia dziecka biednego, chyba lepiej będzie
          > jak nie zje tego nieszczesnego jogurtu który wyrzucę, niż gdyby miał
          > nie posiadać ciepłej kurtki na zimę do szkoły...
          > Jakoś nie czuję tego kultu niewyrzucania żywności ale każdy jest
          > inny smile

          ale ty napisałaś ze wyrzucisz jogurt jak się kończy termin ( jest jeszcze wazny)
          ale nie masz na niego ochoty a to juz zupełnie co innego -w tym przypadku nie
          chodzi o żaden kult tylko zupełnie co innego sad
    • agattka_84 A co w takiej sytuacji... 15.03.10, 18:41

      ...gdy zostaje Wam np. jogurt z krótkim terminem przydatności, na
      który to jogurt nie ma ochoty nikt z domowników? Jecie na siłę,
      mrozicie, czy jednak wyrzucacie? (Tak a propos postu Amandy, na
      który tyle osób się oburzyło)
      • ruda.ja Re: A co w takiej sytuacji... 15.03.10, 19:01
        nie zostaje mi nic i nic nie muszę wyrzucać, bo planuję zakupy
        żywności.
        a jeśli coś jest do "wyrzucenia" (prócz spleśniałych itp.) to zawsze
        jest ktoś kto tego potrzebuje i chętnie przyjmie.
        • agattka_84 Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 11:58

          > a jeśli coś jest do "wyrzucenia" (prócz spleśniałych itp.) to
          zawsze
          > jest ktoś kto tego potrzebuje i chętnie przyjmie.

          Czyli jak zostaną np. dwa plasterki sera albo jogurt, to szukasz
          potrzebujących, tak? A w jaki sposób ich szukasz?
        • jop Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 12:48
          No dobrze, czyli jak planujesz, że domownicy zjedzą 30 dkg szynki, i zakupisz te
          30 dkg szynki, to mają zjeść i koniec? Nigdy nie miewasz sytuacji, że szynki
          zejdzie 25 dkg, bo ktoś jest mniej głodny, albo ktoś woli jajecznicę, i potem te
          5 dkg szynki leży, bo następnego dnia wszyscy woleli płatki z mlekiem? Przecież
          tego się nie da aż tak planować bez wprowadzenia jakiegoś terroru albo stawania
          na głowie - np. zużyjmy te 5 dag szynki w postaci spaghetti z szynką i
          groszkiem, i trzeba dokupić jeszcze makaron, groszek i parmezan, i olaboga,
          robimy akcję ratowania tych 5 dag szynki, kosztem dodatkowych środków, bo na
          obiad planowaliśmy zupełnie co innego i nawet na to co innego już mieliśmy produkty.
      • zonaniezona1 Re: A co w takiej sytuacji... 15.03.10, 19:05
        Robię naleśniki np z dzemem i polewam jogurtem. Pomysłów na pewno
        jest sporo .
      • astrum-on-line Re: A co w takiej sytuacji... 15.03.10, 20:53
        Wkomponuję w jakąś inną potrawę albo zjem na siłę.
        Ale po prostu wolę kupić mniej i nie mieć takiego problemu. Raczej
        wolę iść do sklepu obok specjalnie po jogurt niż kupić więcej i
        czekać aż się zepsują.
        • only_marcopol Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 07:10
          astrum-on-line napisała:

          > Wkomponuję w jakąś inną potrawę albo zjem na siłę.
          > Ale po prostu wolę kupić mniej i nie mieć takiego problemu. Raczej
          > wolę iść do sklepu obok specjalnie po jogurt niż kupić więcej i
          > czekać aż się zepsują.

          dokładnie zgadzam się w 100 % - poza tym moje dziecię zawsze ma ochotę na jogurt
          wink i nigdy nie zbliża się nam nawet koniec terminu bo jak kupuje to tez
          wybieram takie z długim terminem
        • agattka_84 Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 11:56

          > Ale po prostu wolę kupić mniej i nie mieć takiego problemu. Raczej
          > wolę iść do sklepu obok specjalnie po jogurt niż kupić więcej i
          > czekać aż się zepsują.

          Ale ja nie kupuję więcej. Często mamy pustą lodówkę. A jednak zdarza
          mi się wyrzucać jedzenie, bo nie mieliśmy na coś ochoty, a na siłę
          jeść w zwyczaju nie mamy.
          • only_marcopol Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 12:14
            rzadko kupuje cos na co nie mam ochoty - nie wiem z czego to wynika ale jakoś
            tak nie zdarza mi sie - natomiast nie zapieram sie ze nigdy niczego nie
            wyrzuciłam bo dopóki nie miałam próżniowego pojemnika na wędlinę zdarzyło się ze
            coś sie zepsuło wcześniej niz sie spodziewałam - ale tez zmieniłam sklep gdzie
            wiem ze wędliny są świeże i jak widze ze mamy jej jeszcze sporo a niedługo
            będzie juz nieświeża to robię zapiekanki albo skroję taka wędlinę na omastę do
            pierogów np czasem tez zamrożę i wyciągam do zapiekanek - kombinuje i nie kupuje
            na zapas
            • jop Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 12:58
              Znaczy, robiąc większe zakupy jesteś w stanie przewidzieć, na co Ty i Twoja
              rodzina będzie mieć ochotę np. przez tydzień? Przecież to chyba niemożliwe.

              Np. kiedyś TŻ jęczał, że wyżarłam całe pomelo. Następnym razem kupiłam dwa, żeby
              miał swoje. I jakoś nie skonsumował, bo może nie chciało mu się walczyć z
              obieraniem, a może dlatego, że były inne owoce, a może po prostu nie miał już
              ochoty, i to pomelo sobie leżało. W końcu ja je zjadłam, ale dlatego, że miałam
              ochotę i wpisało mi się w plan żywieniowy dnia, w przeciwnym razie po prostu by
              zgniło i trudno.
              • only_marcopol Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 13:14
                jop napisała:

                > Znaczy, robiąc większe zakupy jesteś w stanie przewidzieć, na co Ty i Twoja
                > rodzina będzie mieć ochotę np. przez tydzień? Przecież to chyba niemożliwe.
                >
                nie bardzo rozumiem co w tym niemożliwego przecież jak kupuje jogurt to ma on co
                najmniej dwa tygodnie ważności to przez ten okres na pewno znajdzie się ochota -
                wędlina co najmniej tydzień - i mogłabym tak bez końca - owoce kupuje w małych
                ilościach co dwa trzy dni - i te na które akurat mamy ochotę - kupuje po prostu
                produkty które lubimy bardzo i z ochota raczej problemów nie ma
                • only_marcopol Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 13:20
                  Może tak w celu rozwinięcia - jemy trzy posiłki dziennie ( ja zwykle dwa ) nie
                  przegryzam miedzy czasie mąż tez więc takich - "miedzyposiłków" kupujemy mało a
                  własciwie wcale - dla dziecka tylko serki wyliczam tak ze ma jeden na dzień-
                  więcej jej nie wolno raczej ( skaza białkowa) i kupuje zawsze tyle żeby sie
                  skończyły kilka dni przed data ważności - owoce jada tez namiętnie więc w życiu
                  nie zepsuł mi sie żaden banan np big_grin
                  ja nie lubię jogurtów dla mnie to strata kalorii a zero pożytku bo sobie na
                  pewno takim nie pojem - wole kromkę chrupkiego chlebka w razie W
                • jagoda85 Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 13:25
                  I o to właśnie chodzi.
                • amandaas Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 13:36
                  Wędlina ma conajmniej tydzień przydatności???? Toż ja nawet suchej
                  krakowskiej już nie tknę po tygodniu. U mnie max trzy dni i jeśli
                  została to bez litości do kosza.Dlatego kupuje po 4 plasterki a i
                  tak sie zdarzy że jakiś zapomniany wyrzucę.
                  • only_marcopol Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 13:58
                    amandaas napisała:

                    > Wędlina ma conajmniej tydzień przydatności???? Toż ja nawet suchej
                    > krakowskiej już nie tknę po tygodniu. U mnie max trzy dni i jeśli
                    > została to bez litości do kosza.Dlatego kupuje po 4 plasterki a i
                    > tak sie zdarzy że jakiś zapomniany wyrzucę.


                    to naucz się czytać dziewczyno !!! - przechowuje ją w pojemniku próżniowym
                    • amandaas Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 14:16
                      " nie bardzo rozumiem co w tym niemożliwego przecież jak kupuje
                      jogurt to ma on co
                      najmniej dwa tygodnie ważności to przez ten okres na pewno znajdzie
                      się ochota -
                      wędlina co najmniej tydzień - i mogłabym tak bez końca - owoce
                      kupuje w małych
                      ilościach co dwa trzy dni - i te na które akurat mamy ochotę -
                      kupuje po prostu
                      produkty które lubimy bardzo i z ochota raczej problemów nie ma "

                      Only, moja droga, to jest Twoja wypowiedź i nie ma w niej cienia o
                      pojemniku próżniowymsmile Może i pisałaś o nim gdzieś indziej, ale ja
                      nie mam obowiązku implikować aż tak daleko smile Więc nie cofaj mnie do
                      podstawówki z łaski swojej smile
                      • only_marcopol Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 14:51
                        w kilku postach wspominałam o pojemnikach praktycznie w każdym - nie sadziłam ze
                        trzeba to za każdym razem przypominać uncertain
                        no ale w każdym razie wędlinę przechowuje w pojemniku próżniowych - możesz
                        cofnąć się aby zobaczyć ze mówię prawdę i nie wymyśliłam tego teraz wink
                    • anetapzn Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 14:32
                      only_marcopol napisała:

                      > amandaas napisała:
                      >
                      > > Wędlina ma conajmniej tydzień przydatności???? Toż ja nawet suchej
                      > > krakowskiej już nie tknę po tygodniu. U mnie max trzy dni i jeśli
                      > > została to bez litości do kosza.Dlatego kupuje po 4 plasterki a i
                      > > tak sie zdarzy że jakiś zapomniany wyrzucę.
                      >
                      >
                      > to naucz się czytać dziewczyno !!! - przechowuje ją w pojemniku próżniowym

                      Only_marcopolo, spokojnie. Wiesz co, ja to sie zaczynam zastanawiać, czy ze
                      strony amandaas to nie jest jakaś prowokacja, bo aż trudno uwierzyć, że można
                      być takim........
                      • only_marcopol Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 14:53
                        anetapzn wink
                      • amandaas Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 15:22
                        No dokończ zdanie bo aż jestem ciekawa jak nazywa się kogoś kto nie
                        zje 3dniowej wędlina. Obrzydza mnie i tyle.
                        • only_marcopol Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 15:56
                          amandaas napisała:

                          > No dokończ zdanie bo aż jestem ciekawa jak nazywa się kogoś kto nie
                          > zje 3dniowej wędlina. Obrzydza mnie i tyle.

                          teraz to już przesadzasz bo chyba nie powiesz mi, że kupujesz szynkę prosto z
                          ubojni tuż po zabiciu zwierzaczka uncertain bo chyba nie myślisz ze ta ze sklepu ma
                          mniej zawsze
                  • zonaniezona1 Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 17:08
                    Ja mam psa...po trzech dniach skarmiam psinę smile))) . Widok jego oczu
                    i widok jak oblizuje się po zjedzonych kawałkach wędliny -
                    bezcenny " smile
                  • iberia.pl amandaas 20.03.10, 10:23

                    amandaas napisała:

                    > Wędlina ma conajmniej tydzień przydatności???? Toż ja nawet suchej
                    > krakowskiej już nie tknę po tygodniu. U mnie max trzy dni i jeśli
                    > została to bez litości do kosza.Dlatego kupuje po 4 plasterki a i
                    > tak sie zdarzy że jakiś zapomniany wyrzucę

                    o mrozeniu nie slyszalas?
                    • amandaas Re: amandaas 20.03.10, 15:53
                      I tu Cie zaskoczę-slyszałam, naprawdę.Mroże wiele rzeczy, np świeży
                      chleb, czy obiad jak ugotuję więcej. Ale w momencie kiedy
                      autentycznie kupuję 5 plasterków wędliny i po tych 3 dniach ostaną
                      mi się jakieś 2 plasterki to one są dla mnie JUŻ nieświeże więc nie
                      widzę sensu mrożenia ich. A kupując, zakładam ze dziś i jutro zjem
                      te 5 plasterków co nie zawsze mi wychodzi. Takie mam po prostu
                      zasady w kuchni i foba na punkcie nieświeżego jedzenia
                      smile
                • jop Re: A co w takiej sytuacji... 16.03.10, 16:34
                  Nie, to u nas tak nie działa. Kupujemy niewielkie ilości dobrych jakościowo
                  produktów, więc te 2 tygodnie to raczej przypadek z gatunku rzadszych - a jeśli
                  nawet, to owszem, zdarza się, że przez 2 tygodnie na jakieś coś nie znajdzie się
                  amator.
    • woman-in-the-city Re: Wyrzucanie jedzenie ? 16.03.10, 14:00
      Jak to mówią nie dasz piekarzowi to dasz lekarzowi.
      Ja mimo zbilansowanej, róznorodnej diety i regularnych zakupów (wieksze 2 razy w
      tygodniu mniejsze czasem prawie codziennie)i tak nie jestem w stanie wszystkiego
      przewidziec. Czy dany produkt zniknie w czelusciach któregoś z żoładków naszej
      trójki w wyznaczonym terminie, czy jednak ów produkt zacznie wieśc swój drugi
      żywot i tym samym już nie nadaje się do konsupcji bez skutkow ubocznych, patrz
      znane powiedzenie wyzej.
      Mało jadamy pieczywa, wiec go na zapas nigdy nie mam, nie gotuję non stop tych
      samych dan, bo nawet te najlepsze szybko by obmierzły, nie ustalam
      dalekosiężnego grafiku, ze za tydzień w wtorek to ja zrobię danie meksykańskie,
      a w piatek cukinie zapiekaną z serem, bo plany mi się zmieniają i dostosowuję je
      do tego co aktualnie swieżego kupię w sklepie. I mimo,ze starm się niczego nie
      wyrzucac, zdarzyło mi się jednak wyuotowanie czegoś nieświezego lub nadpsutego,
      nie bedę ryzykowac utraty zdrowia moich bliskich i swojego. A przypadki utraty
      wzroku np. od jadu kiełbasianego znam (bo kiełbaski szkoda było wyrzucac) i
      nikomu takich dramatów nie życzę.
    • alfa36 Re: Wyrzucanie jedzenie ? 19.03.10, 09:33
      Pieczywo... no cóż sporo wyrzucam. Co prawda nie do kosza, bo
      wywożę do zaprzyjazninego gospodarstwa, ale zawsze. Wędlina w
      odpowiednim czasie ląduje w zamrażalniku i kiedy troche sie jej
      zbierze to jest spagetti z kielbachąsmile. Mi to żal nawet ziemniaki
      wyrzucac, a smażone niezdrowe, więc raczę rodzinkę kluchami sląskimi.
      • giaurka Re: Wyrzucanie jedzenie ? 23.03.10, 09:08
        oj, to moja zmora i ciągłe utrapienie. nie udaje nam się wszystkiego
        zjeść, nie udaje nam się kupować mniejszych porcji - bo po prostu
        nie można kupić połowy papryki w sklepie, czy połowy słoika śledzi,
        ale nauczyłam się, że nie wpycham w siebie wszystkiego puki talerz
        będzie pusty, bo to prowadzi to otyłości, a nie oszczędności! smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja