pomoc finansowa udzielana innym

06.03.10, 20:03
Znam kilka sytuacji w których rodzic nie radzi sobie finansowo.
Zazwyczaj z powodu swojej niezaradności.
Dziecko czuje presję(rodzica i swoją własną),aby w pewnym stopniu przejąć stery w domu i rodzi się dylemat..

Bo inna sytuacja jest wtedy,gdy dorosłe już dziecko zarabia tyle,że 200 czy 300 pln przeznaczone dla matki/ojca nie stanowi dla niego problemu.

Ale np.sytuacja,gdy
*rodzic otrzymuje alimenty na dziecko(dorosłe,ale uczące się),które w całości przeznaczane są na opłaty
*rodzic otrzymuje od dziecka pewną kwotę( co miesiąc)
*dziecko finansuje sobie sam swoje potrzeby(ubrania,książki,większość jedzenia)
Łącznie te kwoty stanowią 1/2 zarobków rodzica.
Tylko,że dziecko kiedyś chciałoby sę wyprowadzić.
I z jednej strony koszty utrzymania będą niższe,ale z drugiej pewne opłaty zostaną.

Czy w tym momencie dziecko powinno się poświęcać i część swoich dochodów oddawać rodzicowi,który jest bierny życiowo i niezaradny?
Zwłaszcza,jeśli te kilkaset złotych będzie dla niego dużą częścią pensji?

Czy może postawić sprawę jasno i przestać pomagać?
Sytuacja komplikuje się wtedy,gdy dzieci jest np.dwoje,a tylko jedno poczuwa się do obowiązku dbania o rodzica.


Jakie według Was są granice pomocy udzielanej rodzinie własnej?
    • agni71 Re: pomoc finansowa udzielana innym 06.03.10, 20:12
      Jeśli dziecko jest pełnoletnie i mieszka w mieszkaniu rodzica, to
      POWINNO w takiej sytuacji ponosic częśc kosztów związanych z
      utrzymaniem domu.
      • megg76 Re: pomoc finansowa udzielana innym 08.03.10, 23:06
        Nawet w momencie kiedy się uczy (studia) a rodzic, ma czterdzieści parę lat,
        czyli wiek jak najbardziej produktywny?
    • magdalaena1977 Re: pomoc finansowa udzielana innym 06.03.10, 20:30
      Ten tytuł skojarzył mi się z działalnością charytatywną, a nie ze wspólnym
      gospodarstwem.
      Bo właśnie w sytuacji, gdy dwie dorosłe osoby mieszkają razem to jest kwestia
      wspólnego gospodarstwa i wspólnego zarządzania posiadanymi środkami.
      • agpagp Re: pomoc finansowa udzielana innym 06.03.10, 20:58
        Podzielam zdanie Magdalaeny - sądziłam że to wątek o pomocy charytatywnej.
        Jezeli dorosłe dziecko mieszka z rodzicem powinno dokładać się. jezeli nie ...
        naprawdę nie znam żadnego dziecka które by nie pomogło niezaradnemu rodzicowi.
        • pochodnia_nerona Re: pomoc finansowa udzielana innym 06.03.10, 22:12
          Ja też nie znam, sama jestem w takiej sytuacji, ale powiem, że mnie to okropnie
          frustruje. Mam wrażenie, że już nigdy w życiu się nie usamodzielnię. Pomijam
          takie szczegóły, jak poganianie mnie, żebym wzięła zaliczkę z pracy, żebym
          zapłaciła za gaz, bo odetną, wieczne kup to, czy tamto.
          • aktos1976 Re: pomoc finansowa udzielana innym 06.03.10, 22:54
            Ważny problem, który i mnie bardzo męczy. Rodzic niezaradny
            zupełnie, nie interesujący się tym, czy dziecko sobie radzi
            finansowo ("Co z tego, że macie kredyt mieszkaniowy, przecież wy
            TYLE zarabiacie" - nie wie, ile, hipotetycznie zakłada, że TYLE,
            skoro młodzi sobie jakoś radzą, rachunki płacą i nie ogłaszają wszem
            i wobec, że nie mają na chleb). I naprawdę uważacie, że zawsze
            trzeba pomóc? Mam bardzo mieszane uczucia. Bardzo. Zwłaszcza, że
            ten rodzic za nic w swiecie nie chce powiedzieć, jakie ma dochody i
            jakie obciążenia. Po prostu mu nie starcza i wymusza pomocsad
            • agpagp Re: pomoc finansowa udzielana innym 06.03.10, 23:11
              Nigdzie nie pisałam czy należny pomagać czy nie . Napisałam że nie znam nikogo
              takiego kto by nie pomagał . Sama w takiej sytuacji nie jestem i mam nadzieję że
              nie będę. Z jednej strony dorosłe dziecko frustruje taka sytuacja z drugiej jak
              nie da to się stanie "wyrzutkiem" matka/ojciec w potrzebie a ten nie da mimo że
              pracuje i tyle zarabia ( bo czy ktoś faktycznie zainteresuje się że nie
              zarabiasz aż tyle na ile wyglądasz ani jakie masz obciążenia - nie ! przebije to
              wszystko fakt że nie pomagasz.
              • aktos1976 Re: pomoc finansowa udzielana innym 07.03.10, 09:54
                Zgadzam się. Zatem - kwestia presji: nie chcę być czarną owcą w
                rodzinie, więc daję. Swoim rodzicom intensywnie, nawet oponad swoje
                możliwości pomagałam swego czasu, bo znaleźli się w bardzo trudnej
                sytuacji nie ze swojej winy (ciężkie choroby obojga, utrata pracy).
                Natomiast oburza mnie wymaganie udzielania pomocy przez inną osobę w
                rodzinie, która nie chce nawet powiedzieć, w jakiej wysokości ma
                świadczenie emerytalne i jakie opłaty. Mówi, ze ma mało pieniędzy i
                trzeba jej pomagaćsad
        • megg76 Re: pomoc finansowa udzielana innym 08.03.10, 23:24
          aha czyli zapłata, za życie, tak? Moim zdaniem to rodzic ma pomagać, OCZYWIŚCIE
          do pewnego etapu. Podam przykłady aby by bardziej zrozumiałą. 1. Dziecko
          studiuje, rodzice (zaradni życiowo) powinni pomagać, chyba, że rodzic (e)
          stracili pracę, wtedy każdy z domowników, wg własnych możliwości powinien
          dokładać się do gospodarstwa (jeśli razem mieszkają)
          2. Jeśli miałabym niezaradnych rodziców, wtedy psychicznie byłabym skrzywiona,
          więc pomagałabym, w wieku lat 60 byłabym świętąsmile
          Uważam, że rodzice powinni pomagać dzieciom do momentu ich usamodzielnienia się,
          a właściwie osiągnięciu przez te dzieci dorosłości czyli ostatni rok studiów. I
          dzieci powinny pomagać rodzicom kiedy oni przejdą na emeryturę.
    • woman-in-the-city Re: pomoc finansowa udzielana innym 06.03.10, 23:09
      Pomoc z własnej, nieprzymuszonej woli jest czym innym niz "podścianowe"
      spełnianie czyis roszczen. Należy to rozgraniczyc.
      Od rodziców iele zalezy, także to czy i jakim stopniu dziecko im pomoze i czy
      bedzie miało na tyle stabilne możliwosci finansowe, by im stale pomagac, ale nie
      kosztem ekstremalnych wyrzeczen i rezygnacji z zabezpieczenia swego bytu.,
      rezygnacji z poczucia bezpieczenstwa etc.
      Moi rodzice wychowali mie tak, ze dałabym sobie za nich wszystkie konczyny
      odciąc, ale nigdy nie wzięliby ode mnie złotówki. Zawsze mogą liczyc na moją
      pomoc, choc tej póki co nie potrzebują. Ich zdaniem to oni powinni pomagac
      dzieciom, gdy zaistnieje taka potrzeba, po prostu reprezentują taki, a nie inny
      typ mentalnosci i nie są w tym odosobnieni.
      Wspólne gospodarstwo wiąże się ze wspólnym dokładaniem się do rodzinnego
      budżetu, ale dobrze jest, gdy odbywa się na jasnych, klarownych zasadach, bez
      poczucia krzywdy którejkolwiek ze stron. Krzywda rodzi frustrację i niechęc,
      nierzadko po trochu uzasadnioną.
      • nelamela Re: pomoc finansowa udzielana innym 13.03.10, 19:18
        women zgadzam sie z Toba jak najbardziej.Ja chcialabym zwrocic uwage na inna sytuacje.Moi rodzice sa juz na emeryturach,mieszkaja sami i wiem ze utrzymanie,oplaty pochlaniaja ogromna czesc ich dochodu.Nigdy nie byli niezaradni,wyksztalcili mnie i moja siostre,w domu niczego nie brakowalo.Niestety realia polskiego emeryta sa okrutne i obecnie czesto brakuje im(np na opal).Nie wyobrazam sobie takiej sytuacji ze np oni siedza w zimnym domu a ja mam cieplo.Uwazam ze dzieci powinny pomagac rodzicom,oczywiscie w miare swoich mozliwosci.Pozdrawiam.
        • nelamela Re: pomoc finansowa udzielana innym 13.03.10, 19:29
          Wiem ze zawsze moge na nich liczyc,nigdy nie odmowia mi pomocy.Czesto gdy wracam pozno do siebie po drodze zajezdzam do nich.Zawsze dostane cos do zjedzenia chocby przyslowiowy talerz zupy...Wiecie nie wyobrazam sobie inaczej.Moja mama pomagala swojej mamie,moja babcia swojej...Ostatnio moj tata mial komplikacje zdrowotne i lezal w szpitalu.I wtedy zdalam sobie sprawe ze przeciez to rodzice sa moimi najblizszymi.A kasa to nie wszystko.Pozdrawiam.
    • ginalina Re: pomoc finansowa udzielana innym 06.03.10, 23:37
      Też się nad tym zastanawiałam. W mojej rodzinie (nie u mnie) jet podobna
      sytuacja, choć raczej wynika z rozrzutności matki.
      Jestem zdania, ze oczywiście dziecko powinno się usamodzielnić, choć może to
      wyglądać również tak, że w przyszłości może zaplanować wspólne mieszkanie z
      niezaradnym rodzicem. Rodzic powinien spróbować pomieszkać sam i żyć ze swojego
      wynagrodzenia. Jeśli nie uda się, to dziecko może miesięcznie jakąś kwotę
      wygospodarować dla rodzica lub umówić się, że najważniejsze opłaty będzie robić
      ze swojej kasy. Może trzeba będzie zrobić dokładny plan dochodów i wydatków i
      trzymać się go.
      W pewnym sensie dziecko zobligowane jest do łożenia na rodziców, jeśli są oni w
      złej sytuacji materialnej. Ale myślę, że dzieci muszą najpierw rozwinąć
      skrzydła, aby móc pomagać rodzicom.
    • mara202 Re: pomoc finansowa udzielana innym 07.03.10, 10:03
      Jeżeli pomoc jest wymuszana, trunda sytuacja rodzica nie do konca
      jasna (skoro nie podaje dochodów) próbowałabym zmienić front pomocy.
      Z finansowej na osobistą. W takim sensie, że możesz zaproponowac
      rodzicowi znalezienie dorywczej pracy (nie wiem w jakim jest wieku,
      ale dużo osób po 60-65 roku życia jest jeszcze bardzo aktywnych),
      ewentualnie pomogłabym w zawiezieniu do lekarza jeśli narzeka na
      konkretne dolegliwości a nic z tym nie robi tylko kombinuje z
      koejnymi lekami w aptece za Twoje pieniądze. Może czasem podrzucić
      jakiś obiad.
      Ja generalnie moge chętnie pomóc, ale nie cierpie jak ktoś mnie
      zmusza do czegoś, wtedy robie dokładnie odwrotnie. Więc chyba bym
      się postawiła, nie wprost, ale własnie delikatnie i stopniowo.




      @SZPILKA -sytuacja własnie komplikuje sie przy jednym dziecku.
      Dwójka się może dogadać, a jedynak jest zazwyczaj jedynym oparciem
      rodzica więc wszystkie frustracje i obowiązki są przelane na niego smile
      • hala24_2 Re: pomoc finansowa udzielana innym 07.03.10, 10:12
        >mara202 napisała:
        @SZPILKA -sytuacja własnie komplikuje sie przy jednym dziecku.
        > Dwójka się może dogadać, a jedynak jest zazwyczaj jedynym oparciem
        > rodzica więc wszystkie frustracje i obowiązki są przelane na
        niego smile
        Mara nas jest troje naszczęście rodzice nie potrzebują pomocy ,
        mlodszy brat jest jeszcze w szkole średniej i mieszka z rodzicami ,
        starsza siostre prosi jeszcze o pomoc od- i tutaj wstaw co tylko
        jesteś sobie wymyśleć, no i logicznie to tylko mnie by było stać na
        udzielenie pomocy finansowej, bo nie narzekam i dajemy sobie radę
        nawet coś nam zostanie jak się postaramy. Sytuacja taka wcale nie
        jest łatwiejsza bo zawsze jest ten co ma lepiej .
        • megg76 Re: pomoc finansowa udzielana innym 08.03.10, 23:39
          hala, wybacz ale nie masz racji. (wybacz bo miałabym ochotę powiedzieć
          pierdzielisz) podam jeden drastyczny argument, gdyby jedynak zmarł, rodzice
          zostają z pustym sercem i bez pomocy. Gdyby jedno z trójki dzieci zmarło
          pozostaje dwójka innych. I nie wiesz, co by w takiej sytuacji zrobiła Twoja
          siostra, a co zrobi w przyszłości brat. Umierając masz nadzieję, na przemianę
          rodzeństwa, jedynacy nie mają takiej nadziej.
      • szpilkaaa Re: pomoc finansowa udzielana innym 07.03.10, 11:14
        Ok,trochę zaczęłam generalizować .
        Jednakże znam kilka sytuacji,kiedy jest dwoje dzieci( lub więcej) i jeśli tylko jedno jest dosyć zaradne to na niego spada odpowiedzialność finansowa wobec rodzica.

        Mara,
        ja też kiedys uważałam podobnie,ale niestety ilu ludzi tyle podejść i czasem rozwiązanie,które nam wydaje się OCZYWISTE dla drugiego człowieka jest dziwne i ma tysiące wątpliwości.

        Kwestia finansowa to trochę drugorzędna kwestia.
        Chyba bardziej wymagająca jest kwestia psychiki,która może zacząć siadać w momencie,gdy dziecko MUSI się zaopiekować rodzicem i zaczyna to być bardzo uciążliwe.

        Najgorsza sytuacja to chyba taka,gdy rodzic staje się ''dzieckiem'' swojego dziecka..
      • aktos1976 Re: pomoc finansowa udzielana innym 07.03.10, 23:42
        Dzięki, masz dobre pomysły, ale do zrealizownaia w sytuacji, gdy my
        chcemy pomóc, a ten kto potrzebuje pomocy, chce ją przyjąć. U nas
        chodzi o dyktaturę starszej osoby, która z definicji ma rację i wie,
        co i jak. Starsza pani (65) miała możliwość podjęcia pracy dwa kroki
        od domu (praca polegająca na obserwacji otoczenia, więc raczej nie
        przekraczająca jej możliwości), ale stwierdziła, ze już się dosyć
        napracowała w zyciu i teraz nalezy jej się pomoc. Dzieci ma dwoje,
        jedno jest równie niezaradne jak ona (nigdzie dłużej nie popracuje,
        bo: ciężko, zła atmosfera, daleko od domu, no i zawsze za mało
        płacąsmile), drugie -skoro sobie radzi, ma pomagać. Dopóki z nią
        mieszkało, po prostu odbierała, co się należało (to oczywiste, że
        dorosły pracujący człowiek uczestniczy w domowych wydatkach, ale
        zabierać 80-90% pensji własnemu dziecku to dla mnie jakaś patologia:
        (, gdy się (cudem!!) usamodzielniło, szantaż emocjonalny jest
        metodą, która ma zadziałać. Bolesnesad(.
        • czystopraktyczna Re: pomoc finansowa udzielana innym 08.03.10, 11:07
          a ja znam jeszcze inną sytuację:
          rodzice mają 3 synów, 2 zaradnch, wykształconych, mających swoje
          rodziny (jestem żoną jednego z nich) trzeci-najmłodszy wyręczany we
          wszystkim czego skutkiem jest niezaradność życiowa. Rodzice pomagają
          jak mogą, proszą braci o pomoc dla niego bo on nie potrafi znaleźć
          pracy - no bez zawodu raczej trudno. Stałej pracy nie bo za cieżko,
          daleko, mało płacą, nie chce się, ale zazwyczaj dorywczo pracuje -
          wydaje na siebie, mieszka osobno, częściowo sam się utrzymuje.
          rodzice oboje na rencie, kokosów nie ma.
          najmłodszy - 30 na karku kredyt na samochód - częściowo spłacają
          rodzice. Mandaty za prędkość przychądzą na adres domowy - płacą
          rodzice. telefon płaci mu babcia - na babcię wzięty telefon jak
          jeszcze zniżki dla inwalidów były. Jest krótko po ślubie, żona
          znalazła pracę pierwszy miesiąc ale zapowiada się raczej dobrze
          płatna- więc narazie on szuka, pozostaje na utrzymaniu żony i
          częściowo rodziców.
          I teraz:
          rodzicom ciężko, oszczędzają jak mogą, w domu nie dogrzeją, jadają
          skromnie, do dwóch starszych synów jak chcą zadzwonić to puszczają
          sygnał i synowie oddzwaniają żeby za telefon rodzice nie płacili -
          oczywiście żeby była jasność nikt nie ma nic przeciwko, ani synowie
          ani synowe bo wiadomo rodzicom trzeba pomóc. Tylko jakoś dziwi
          postawa najmłodszego ze w tej sytuacji mimo wszystko nie stara się
          rodzicom ulżyć i nadal pozwala za siebie płacić. A kiedyś rodziców
          braknie i pewnie będzie oczekiwał dalej pomocy od braci bo lepiej
          zarabiają, mają mieszkania swoje, im "jest lepiej"
          a bracia pewnie będą się poczuwać do pomocy bo on słabszy, bez
          wykształcenia, zawodu, stałej pracy
          nie piszę tego by się wyżalić że czasem trzeba bratu męża pomóc, ani
          ja ani szwagierka nie mamy żadnych obiekcji, chodzi o pokazanie jak
          to niezaradność rodzi niezaradność, jak rodzice wyręczając i
          załatwiajac za syna wszystko zrobili trochę z niego życiową kalekę
          np. załatwiali lewe zaświadczenia by nie poszedł do wojska i teraz
          sie okazało że to przeszkoda bo nie może z tą kategorią zatrudnić
          się nawet jako ochroniarz
          i tak już zostanie zawsze osobą wymagającą pomocy finansowej bo
          przyzwyczajony że nie musi sam się martwić - rodzice zapłącą mandat,
          ratę itd.
          • miszkawani Re: pomoc finansowa udzielana innym 08.03.10, 15:04
            Absolutnie nie ma mowy o pomocy rodzicom. Moim zdaniem, to ze dzieci
            moga żadac od rodzicow do pewngo momentu srodkow, mowi samo za
            sibie: dzieci nie moga oplacac potrzeb rodzicow caklezycie, bo są to
            dorosli ludzie, ktorzy sa niezaradni...

            Mma naoczny tego przykład: rodzice cale zycie marzą o kupieniu
            domku, ich obecne miekszanie lezy w gruzach, zaniedbują je, nie
            przeprowadzaja od 30 lat remontow, wszytkie sily i srodki pakuja w
            dzialke: nie ma na niej domku, za 60 lat go wybuduja. Tmyczasem nie
            tylko ich miekszanie mizernieje: oplaty za czynsz rosna, rachunki
            niepopłacone, ciagle przychodza upomnienia, no i wtedy zwracają sie
            po pomoc do swojego najstarszego syna i mowią mu: pomoz, bo my
            ciebie wyksztlacilismy, utrzmywalismy przez 28 lat i teraz jestem w
            niedoli i nedzy, a ty jestes lekarzem itd..
            • aktos1976 Re: pomoc finansowa udzielana innym 08.03.10, 17:40
              Jeśli rodzice utrzymywali dziecko do 28 roku zycia i dali możliwość
              zdobycia dobrego zawodu, to jednak dużo z siebie dali. Uwierz, są i
              tacy, którzy posłali dziecko do zawodówki ze względów praktycznych,
              gdy tylko zaczęlo zarabiać, odbierali, co "się należy", a gdy to
              dziecko jakims cudem się usamodzielniło i dobrze sobie radzi, żądają
              pomocy. To dopiero hecasad
              • miszkawani Re: pomoc finansowa udzielana innym 08.03.10, 22:28
                Niektorzy musza sie edukowac nawet do 30stki, bo inaczej nie bedą
                mielu urpawnień do tego, by wykonywac zawod..

                ida tacy do ogolnoskztalcacych, potem na studia, a po studiach na
                koljene studia ukierunkowujące, bepzlatne staze i tak mija 30 latsmile
            • magdalaena1977 Re: pomoc finansowa udzielana innym 09.03.10, 09:10
              IMHO w takiej sytuacji jak najbardziej jest miejsce na pomoc, chociaż
              niekoniecznie finansową. Może rodzice nie radzą sobie z jakimś perspektywicznym
              myśleniem o finansach ? są naiwni i bezbronni wobec oferty banków ? spadły im
              dochody, a oni nie chcą zejść w poziomu życia i wpadają w długi ? może
              zapominają o rachunkach ? nie mają siły iść na pocztę ?

              I wtedy dorosły, wykształcony syn jak najbardziej może im pomóc. Także
              tłumacząc, jakie błędy popełniają, namawiając do oszczędzania. Może proponując
              określone rozwiązania finansowe typu przelewanie emerytury na konto i stamtąd
              polecenie zapłaty za wszystkie stałe opłaty ?
    • epreis Re: pomoc finansowa udzielana innym 08.03.10, 22:42
      chyba tylko taka,żebym ja miała z czego żyć.

      pozatym innej nie ma.
      ja moge liczyć na nich, oni mogą liczyć na mnie.jakby trzeba było to utrzymywałabym ich do końća życia...
      • babcia-weatherwox Re: pomoc finansowa udzielana innym 09.03.10, 01:12
        Ja bym nie rozważała tego w kategoriach: 'należy mi się'. Umówmy się, że rodzice
        też nie muszą utrzymywać swoich dzieci do 30-tego roku życia czy któregoś tam
        roku studiów. teoretycznie mogłoby to wyglądać 18-nastka i kop w dup, boś
        dorosły i w wieku produktywnym. Poruszajmy się w granicach zdrowego rozsądku i
        przyzwoitości, nie przyjmujmy jakiś sztywnych zasad za reguły i normy. W życiu
        różnie jest. Nie można generalizować w tym temacie. Ale fajniej jest jednak
        pomóc komuś bliskiemu: matce, dziecku, siostrze, niż ciułać na trumnę do
        skarpety czy kupić entą szminkę.
    • alba.alba Moje zdanie 13.03.10, 18:22
      Pozwólcie że wypowiem się ogólnie co do kilku wątków w tej sprawie, bo jestem waszymi wypowiedziami nieco zszokowana.

      1. Rodzice rzekomo niezaradni finansowo - trudno mi sobie to wyobrazić. Bo skoro wychowali dziecko/dzieci, często utrzymując je w czasie studiów, to chyba na miano niezaradnych nie zasługują. Ta rzekoma niezaradność to chyba jedynie tania wymówka dorosłych dzieci, by zmniejszyć swoje wyrzuty sumienia. Dyskryminacja osób po 50-tce na rynku pracy jest faktem dowiedzionym empirycznie. Niskie emrytury też są taktem powszechnie znanym.

      Inna sprawa, gdy owa niezaradność jest następstwem procesu starzenia. Znam starsze kobiety, które mają pewne dziwactwa, np. wydają pieniądze na drogie szminki, ale skoro one kiedyś tolerowały dziwactwa swych nastoletnich dzieci (markowe ciuchy), to dorosłe dzieci też mogą przymknąć oko na dziwactwa swych starzejących się rodziców.

      2. Między kochającymi się ludźmi nie powinno być miejsca na odczuwanie pomocy finansowej jako obciążenia. Raczej powinna to być radość, którą można sprawić bliskiej osobie, w tym jako wyraz wdzieczności za wychowanie. Między kochającymi się ludźmi nie ma sztywnych podziałów na "moje, twoje" egzekwowanych z zaciętością komornika.

      3. Nie rozumiem, dlaczego każdy się oburza na wsparcie finansowe rodzica, a nie oburza się na utrzymywanie niepracującego małżonka. Przecież i to i to najbliższa rodzina. Patologiczna jest według mnie sytuacja, gdy mąż utrzymuje niepracującą żonę w wieku produkcyjnym (!) z dziećmi w wieku powyżej niemowlęcego, a skąpi na dołożenie się do skromnej emerytury swej matki. To samo dotyczy sytuacji, gdy mąż przez całe małżeństwo w sensie faktycznym utrzymuje pracującą żonę (bo ona zarabia tak mało, że starczy tylko na przysłowiowe waciki), a odmawia wsparcia finansowego swej matce, która go wychowywała i utrzymywała.
      • ko_kartka Re: Moje zdanie 13.03.10, 22:46
        Ad.1. Jednakowoż nie wszyscy mają tak niskie emerytury, żeby nie móc się
        utrzymać, nie wszyscy są dyskryminowani po 50-tce i nie wszyscy utrzymują
        dziecko na studiach. A jeśli mogę zapytać - dziecko to ci rodzice sobie zrobili
        w przewidywaniu niskiej emerytury i od chwili poczęcia zamierzali siedzieć mu w
        kieszeni na starość? Po co w ogóle robili sobie dziecko, skoro to taki straszny
        wydatek? Zaoszczędzili sobie na emeryturę dziecka nie robiąc. A propos szminek
        - zarabiam 1200 zł, z czego 200 muszę dołożyć dyskryminowanej na rynku pracy
        mamusi, bo nie ma na rachunki - tymczasem jej "dziwactwo", czyli droga szminka
        kosztuje właśnie te 200 zł i mam to tolerować? Nie sądzę.

        Ad.2. A między nie kochającymi się? To już mogę odczuwać siedzenie mi rodziców w
        kieszeni jako dotkliwy garb na plecach?

        Ad.3. Ale żonę sobie wybrał, a mamusi nie...


        Ja stoję na stanowisku, że rodzicom powinno się pomagać w miarę możliwości i
        sił, ale rodzice NIE MAJĄ PRAWA wymuszać pieniędzy od swoich dzieci. Jeśli w
        rodzinie panują ciepłe stosunki i jest dobry kontakt między dziećmi a rodzicami
        - to nie sądzę, żeby dzieci odmówiły pomocy finansowej rodzicom w potrzebie. Ale
        nie w sytuacji, gdy mamuni zabrakło 200 zł na szminkę, na litość! To można
        sprezentować mamuni na imieniny kota, ale mamunia nie ma prawa wymuszać
        pieniędzy na takie rzeczy.
        • ko_kartka Re: Moje zdanie 13.03.10, 22:50
          Aha, w sytuacji gdy mieszkamy z rodzicami i zarabiamy, to oczywiście powinno się
          proporcjonalnie dokładać do domowego budżetu. Ale życie szybko weryfikuje
          szlachetne założenia wedle powiedzenia "Kochajmy się jak bracia...".
        • alba.alba Re: Moje zdanie 27.03.10, 13:26
          Ciekawa jestem, jak ten wątek ma się do wątku: "W jaki sposób pomagają Wam rodzice-teściowie?" Zwróćcie uwagę, że już sam tytuł: "W jaki sposób" a nie "czy" oraz wątki poniżej pozwalają przyjąć, że brak pomocy ze strony rodziców czy teściów jest przez was w większości wypadków krytykowany. Nie mówię o pomocy stricte finansowej, bo ta niefinansowa (np. opieka nad dzieckiem, nadzór nad budową domu) też ma wymiar finansowy (zmniejsza wasze wydatki).

          Tak więc prawie każdy mniej lub bardziej oczekuje pomocy rodziców-teściów, a gdy sam ma pomóc - to się dąsa i uważa się za pokrzywdzonego.

          forum.gazeta.pl/forum/w,20012,108337130,108452618,Re_W_jaki_sposob_pomagaja_Wam_rodzice_tesciowie.html
        • alba.alba Re: Moje zdanie 27.03.10, 13:32
          ko_kartka napisała:
          > Ad.3. Ale żonę sobie wybrał, a mamusi nie...

          Tak, ale żona kiedyś dla niego była obcą kobietą i być może kiedyś też tak będzie (w przypadku rozwodu). Matka zawsze będzie się zaliczała do najbliższej rodziny, żaden wyrok sądu tego nie zmieni. Poza tym żon można mieć kilka, matkę ma się tylko jedną. Nie mówiąc juz o różnicy wieku między tymi kobietami (matka jest zwykle w starszym wieku i ma słabsze zdrowie).
          • zielona-oliwka Re: Moje zdanie 03.04.10, 01:12
            > Tak, ale żona kiedyś dla niego była obcą kobietą i być może kiedyś też tak będz
            > ie (w przypadku rozwodu). Matka zawsze będzie się zaliczała do najbliższej rodz
            > iny, żaden wyrok sądu tego nie zmieni.

            Oczywiście, że się zmieni bo można odebrać prawa rodzicielskie i wtedy matka
            przestanie być matką w świetle prawa.
            Pozostanie jednak matką biologiczną, owszem, aczkolwiek ten fakt chyba nie
            stanowi wystarczającego warunku do udzielenia jej pomocy finansowej (można
            przecież swojej biologicznej matki nigdy nawet nie spotkać).
            • alba.alba Re: Moje zdanie 04.04.10, 11:04
              zielona-oliwka napisała:

              > Oczywiście, że się zmieni bo można odebrać prawa rodzicielskie i wtedy matka
              > przestanie być matką w świetle prawa.

              Nie, na zawsze pozostanie krewną pierwszego stopnia w lini prostej. Czyli w świetle prawa będzie matką tylko że pozbawioną praw rodzicielskich. I będzie miała prawo domagania się alimentów od swojego dorosłego dziecka w razie niedostatku. Wynika to z art. 128 kodeksu rodzinnego:
              Obowiązek dostarczania środków utrzymania, a w miarę potrzeby także środków wychowania (obowiązek alimentacyjny) obciąża krewnych w linii prostej oraz rodzeństwo.

              Sądy coraz częściej korzystają z tego tzw. szerokiego obowiązku alimentacyjnego. Ja już gdzieś tutaj pisałam, że znam przykład że dorosły mężczyzna został zobowiązany przez sąd do płacenia alimentów na rzecz matki, która go kiedyś oddała do domu dziecka (zrzekła się praw rodzicielskich).

              Poza tym matka pozbawiona praw rodzicielskich będzie też miała prawo do dziedziczenia po swoim dziecku (znajduje się w kręgu spadkobierców ustawowych).

              Natomiast była małżonka w świetla prawa jest zupełnie obcą osobą (nie jest ani krewną ani powinowatą). Ani nie ma prawa do alimentów (w wyjątkowych wypadkach tylko przez 5 lat od rozwodu) ani nie ma prawa do dziedziczenia po byłym mężu.
      • aktos1976 Re: Moje zdanie 15.03.10, 22:15
        Zauważ, że nie każdy rodzic dał swojemu dziecku szansę zdobycia w
        miarę przyzwoitego wykształcenia. I że nie w każdej rodzinie panuje
        wzajemna miłość. Może tego nie wiesz, w takim razie zazdroszczę. Są
        różni rodzice i różne dzieci, różne rodziny po prostu. Jestem
        jednak przeciwna myśleniu, ze rodzic z definicji jest dobry i bez
        względu na wszystku godny szacunku i wymagający wszelkiej pomocy.
        Zgadzam się, ze w KOCHAJĄCEJ SIĘ rodzinie nie będzie tego problemu -
        w miarę potrzeb i możliwości wszyscy będą się wspomagać i nie będą
        się wykorzystywać.
      • aktos1976 Re: Moje zdanie 15.03.10, 22:30
        Odpowiem tak: w kochających się rodzinach tego problemu raczej nie
        będzie. Ale tez nikt nikogo nie będzie wykorzystywał.
        Jednak, być może tego nie wiesz, są bardzo różne rodziny - nie każdy
        rodzic dał swojemu dziecku szansę zdobycia wykształcenia, nie każde
        dziecko zawdzięcza swoim rodzicom coś ponad to, że przyszło na ten
        świat. Nie wiedziałaś? Zazdroszczę w takim razie. Ludzie są
        bardzo różni.
        Nie zgadzam się z myśleniem, ze rodzicom - bez względu na
        okoliczności - nalezy się szacunek i pomoc. Choć to bardzo smutne,
        to bywa inaczej.
        • alba.alba Re: Moje zdanie 27.03.10, 13:39
          Być może dorosłe dzieci często zaniżają wkład rodziców we własne wychowanie i utrzymanie. Po pierwsze - okresu najintensywniejszej uwagi rodziców nad sobą nie pamiętają (do 3 roku życia). Po drugie - jeżeli rodzice sami byli biedni, to automatycznie nie mogli wydawać na dziecko dużo pieniędzy. Ale ich wkład był proporcjonalny do poziomu własnych zarobków.

          To, co myślą dorośli nie zawsze pokrywa się ze stanem rzeczywistym. Rywalizacja na linii synowa-teściowa jest powszechnie znana. Często jest tak, że mężczyzna sam z siebie chciałby pomagać matce, ale zostaje zmanipulowany przez żonę. Wiadomo, teściowa już z samej definicji jest zławink To oczywiście tylko przykład.
          • aktos1976 Re: Moje zdanie 27.03.10, 20:22
            Myślę, ze wkład finansowy w wychowanie dziecka wcale nie jest
            najważniejszy i kazdy rozsądny człowiek zdaje sobie z tego sprawę.
            Chodzi raczej o wkład emocjonalny, o stworzenie - w miare swoich
            możliwosci - szansy na rozwój (intelektualny, emocjonalny...). Ja
            tak to widzę. I z moich obserwacji wynika, że wiele osób potrafi
            to docenić, podziękować rodzicom właśnie pomagając im, gdy tego
            potrzebują.
            Zgadzam się z Twoim stwierdzeniem, ze nasze myślenie o sobie i o
            innych nie zawsze zgadza się ze stanem faktycznym. To prawda, ale
            dotyczy także rodziców. Bywa, ze ich samopoczucie i ocena własnego
            rodzicielstwa jest jednak mocno zawyżona.
            Uwaga osobista - od rodziców / teściów nie dostaliśmy żadnej pomocy
            i nie uważam, że to jakakolwiek krzywda. Absolutnie. W sytuacji,
            gdy była potrzebna nasza pomoc, pomagaliśmy, że tak powiem na
            granicy naszych możliwości.
            Co do założonego a priori konfliktu teściowa - synowa - hm, bywa
            różnie. Nie demonizujmy ani jednych, ani drugich - bywa różnie.
            Ale zakładanie, ze synowa z założenia manipuluje męża jest trochę
            nie fair.
Pełna wersja