oszczędzanie a nastrój...

22.08.10, 13:46
Witam,

podczytuję to forum od jakiegoś czasu, staram się oszczędzać,
ponieważ zauważyłam już dawno temu, że strasznie szastam pieniędzmi,
wydaję na głupstwa (jedzenie, przyjemności etc.), a nie mam na ważne
rzeczy (np. studia podyplomowe, samochód etc). Przez ostatnie dwa
tygodnie zapisywałam wszystkie wydatki, miałam ściśle określoną
(niewielką) kwotę na żywność i inne zakupy, ćwiczyłam silną wolę, by
nie tknąć odłożonej puli. Przez dwa tygodnie wychodziło, dawałam
radę. Ale z dnia na dzień byłam coraz bardziej zgaszona, humor mi
padł strasznie. Wreszcie przyszło wczoraj i... zachowałam się jak
człowiek na głodzie, który przegrywa z nałogiem - poszłam na zakupy,
kupiłam sobie parę kosmetyków, poszłam do fryzjera etc. Wydałam
wczoraj więcej niż razem przez te dwa tygodnie. Poczułam ulgę. I
radość. A dziś myślę, że jestem za słaba na oszczędzanie, że mam
słabą wolę i trochę ogólnie mam wyrzuty...

Jak to u Was jest? Macie jakieś sposoby na wyjście z "nałogu"? Na
silną wolę? Potrzebuję wsparcia...
    • jop Re: oszczędzanie a nastrój... 22.08.10, 14:37
      Przecież to naturalne - jak sobie przykręcisz kurek to zera, to wiadomo, że to
      tak się skończy.

      Wyznacz sobie nieprzekraczalną kwotę na rozkurzenie na rzeczy zbędne i tego się
      trzymaj.
    • myszmusia Re: oszczędzanie a nastrój... 22.08.10, 14:41
      sposob brutalny - jak brakuje po prostu forsy to sie szybciutko mozna wyleczyc.

      sposób mniej brutalny - nie miec ze saba pieniedzy a karty tez zostawiac w domu. Jak to za mało to forsa praktycznie cała na konto gotówki tylko tyle ile minimalnie wystarczy a karty w domu a nie w portfelu - nie masz nie wydasz i tyle.

      pytanie czy faktycznie musisz sobie skapic i na ile. Wyznacz sobie limit ale nie na poziomie byle przetrwac ale z jakimis przyjemnosciami i zastosuj to co powyzej
    • pasadenkaa Re: oszczędzanie a nastrój... 22.08.10, 15:03
      bo z oszczędzaniem jest jak z odchudzaniem - ten sam mechanizm, jeśli
      dieta będzie zbyt rygorystyczna to człowiek w końcu nie wytrzyma i
      rzuci się na jakieś śmieciowe jedzenie wink dlatego warto od czasu do
      czasu wydać trochę grosza na siebie np na "głupi" błyszczyk zamiast
      potem kupować ich tuzin (i wyrzucać bo nie udało się zużyć przed
      terminem ważności).
    • mandarine1 Re: oszczędzanie a nastrój... 22.08.10, 16:15
      Zwyczajnie można sobie przypomniec, na co się właściwie oszczędza. Jeśli mimo to
      nie nabieramy ochoty na oszczędzanie, to można spokojnie przepuscic pieniądze.
    • gwiazdeczka-z-nieba Re: oszczędzanie a nastrój... 22.08.10, 18:54
      tak, jak naprawdę nie ma kasy to i na głupotki człowiek nie wyda.
      ale tak serio:
      - chcesz iść kupić sobie nowy ciuch, powiedz sobie, że dopiero wtedy jak
      uporządkujesz wszystkie szafy, gdy zobaczysz ile masz ubrań w których nie
      chodzisz, a do tego znajdziesz kilka fajnych zapomnianych rzeczy to może
      powstrzyma Cię przed zakupem.
      - wyznacz kwotę na przyjemności i nie przekraczaj jej. jak chcesz coś droższego,
      musisz zaoszczędzić przez dwa miesiące.
      - nie kupuj pod wpływem implusu, zrób z tego rytuał. chcesz nowy kosmetyki: to
      może niekoniecznie kolejny balsam, podczas gdy już kilkanaście stoi w łazienice,
      ale np żel pod prysznic, który i tak zużyjesz. ale kupując powąchaj sobie
      kilkanaście, żeby więcej czasu to trwało.
      Fryzjer i kosmetyczka są przyjemne i nieraz niezbędne, ale czasem, samodzielne
      zrobienie maseczki czy innego zabiegu przyniesie prawie taki sam rezultat, a
      jaka oszczędność. poza tym regularne używanie kosmetyków do pielęgnacji,
      rezygnacja ze słodyczy, papierosów, przyniesie dobry skutek zarówno dla urody
      jak i dla portfela.
    • olik1980 Re: oszczędzanie a nastrój... 22.08.10, 20:16
      Mega dół u mnie. Strasznie sobie przykręciłam, bardzo się pilnowałam a mam znowu
      100 zł do 30. Masakra, płakać mi się chce.
    • zonaniezona1 Re: oszczędzanie a nastrój... 22.08.10, 21:20
      Właśnie wróciłam ze swojego domku nad jeziorem (murowany obko lasu),
      postawionemu dzięki oszczędzaniu ! Poleżałam na leżaku ( takim
      samym jak w 5 gwiazdkowym hotelu),przeczytałam książkę Kreta"Moje
      Indie"- układając sobie plan jak tam pojechać..., zjadłam obiadek z
      grila ( rzeczy kupione w Biedronce...- czyli jak niektórzy piszą nie
      jem - tylko "paszuję")... I naprawdę zakładając ciuchy z secend-handu
      ( bluzeka z h&M i spódniczka marks spenser) - mam super nastrój !!!.
      BTW
      Wczoraj rozmawiałam ze swoim mężem właśnie na temat jakości
      życia...Może nie szalejemy z wydatkami, nie jeździmy jakimmiś super
      samochodami, ale byliśmy na super wakacjach, które wielu
      nieoszczędzających wbijają w glebę ..., planujemy fajny wypoczynek w
      zimie.
      W poprzednim tygodniu na wyżywienie rodziny wydaliśmy 150 zł ( a
      mieliśmy nawet na kolację mozzarelę z pomidorami i bazylią...)...,
      czyli tak komponujemy menu, żeby nie wydać więcej niż 250 zł
      tygodniowo na jedzenie i środki czystości. Jesteśmy szczupli i
      zadbani ....
      Oby mi się tak całe życie dobrze powodziło jak przy tym
      oszczędzaniu...
      CZyli przy oszczędzaniu mam bardzo dobry nastrój .... smile))
      • etna22 Re: oszczędzanie a nastrój... 23.08.10, 15:07
        zonaniezona1 masz wedlug mnie idealne podejscie do pieniadza-nie
        nazwałabym to może oszczedzaniem a raczej rozsądnym dysponowaniem
        posiadanymi srodkami smile
        Staram się wprowadzać w życie podobne zasady co Twoje smilesprzedaj mi
        proszę jakieś swoje patenty smile
    • muszkaowocowka Re: oszczędzanie a nastrój... 22.08.10, 22:26
      Dzięki, postaram się niektóre Wasze rady zastosować. Dziś już zresztą
      zachowałam się dość racjonalnie, kiedy w drogerii odłożyłam na półkę
      krem, który mnie korcił, z myślą w głowie: "Ok, najpierw sprawdzę, co
      tam mam w łazience. Chyba go jeszcze nie potrzebuję".
      Jutro nowy tydzień i nowe wyzwania, wracam do pionu (czytaj: mądrego
      oszczędzania), miejmy nadzieję, że na dobre.
      • marzeka1 Re: oszczędzanie a nastrój... 23.08.10, 15:48
        Odmawianie sobie jakichkolwiek przyjemności przy oszczędzaniu
        powoduje z reguły taką reakcję, jak opisałaś: idziesz do miasta i
        wydajesz bez umiaru.
    • szpilkaaa Re: oszczędzanie a nastrój... 23.08.10, 21:29
      Czułam się fatalnie rezygnując z kolejnych ''drobnych przyjemności''.
      U mnie działał silny mechanizm wyrównywania sobie standartu życia za pomocą kawek w coffe heaven czy kupowania Twojego Stylu.
      Kiepski nastrój rekompensuję sobie zamiennikami-chociażby wypożyczaniem fajnych książek z płatnej wypożyczalni czy filmów z biblioteki brytyjskiej.

      Był taki momenty, kiedy moje <<posiadanie>> określało mnie.
      Kiedy miałam fundusze i szalałam to byłam królową życia.
      Kiedy fundusze się kończyły za sprawę totalnie beznadziejnego zarządzania wtedy czułam zimną posadzkę bruku.

      Zaczęłam wprowadzić nowe nawyki i nie widzieć wydatków i przyjemności w czarnobiałej kolorystyce.

      Poza tym absolutnie zgodzę się z opinią, że oszczędzanie musi być reliastyczne i nie może być synonimem więziennego rygoru.
      Porównanie do diety bardzo trafnesmile
      • gwiazdeczka-z-nieba Re: oszczędzanie a nastrój... 23.08.10, 21:37
        jeszcze jeden pomysł przyszedł mi do głowy: zamiast kupować nowy kosmetyk czy
        gazetę, można wymienić się z koleżanką. może akurat jej dany kolor błyszczyka
        będzie lepiej pasował. gazety do czytania na raz (pomijam hobbistyczne czy
        naukowe), można się umówić z koleżanka, że każda kupuje jeden tytuł i się
        wymieniacie.
      • muszkaowocowka Re: oszczędzanie a nastrój... 23.08.10, 22:19
        szpilkaaa napisała:

        >> U mnie działał silny mechanizm wyrównywania sobie standartu
        życia za pomocą kawek w coffe heaven czy kupowania Twojego Stylu.
        >
        > Był taki momenty, kiedy moje <<posiadanie>> określało mnie.
        > Kiedy miałam fundusze i szalałam to byłam królową życia.
        > Kiedy fundusze się kończyły za sprawę totalnie beznadziejnego
        zarządzania wtedy
        > czułam zimną posadzkę bruku.
        >

        To są słowa niezwykle trafnie mnie określające na dziś dzień,
        niestety. Jestem mistrzynią rozpieprzania kasy na te wszystkie
        kawki i kolejne balsamy, choć sporo zalega w mojej szafce. Czuję
        się wtedy BOSKO, żyć, nie umierać. Przykre to. Dobrze, że stać mnie
        było na uzmysłowienie sobie tej kwestii, może to pierwszy krok ku
        Dobremu.

        Dzięki Wam wielkie za danie mi do zrozumienia (może dla Was to
        banał, dla mnie jednak nie), że muszę też mieć jakąś pulę na
        przyjemności. Chyba tak mocno chciałam zacisnąć zęby, że o tym nie
        pomyślałam. Frustracja rosłaby pewno zatrważająco. Tymczasem teraz
        postanowiłam sobie, że "też mi się coś od życia należy", byleby
        tylko robić to z głową, mając na uwadze cele, które sobie
        przedsięwzięłam.
        • reni_78 Re: oszczędzanie a nastrój... 03.09.10, 13:23

          > choć sporo zalega w mojej szafce

          wyciągnąć wszystko z szafki
          przejrzeć daty ważności
          podliczyć w pieniądzach te przeterminowane
          i wyrzucić do śmieci
          potem wybrać te, które 'kończą' się w najbliższych 6mch
          podliczyć w pieniądzach i wstawić do łazienki
          potem wybrać te, które 'kończą' się między 6-12mcy
          podliczyć w pieniądzach i wstawić do szafki
          resztą, powyzej 12mcy, wstawić głęboko do szafki

          na zakupy chodzić z listą pt:
          03.09.2010
          wyrzucone do śmieci - 80zł
          w użyciu /obecnie/ - 150zł
          do zużycia - 200zł
          na zapasie - 180zł
          /kwoty z kosmosu wzięłam/

          w czasie i przestrzeni lista się skróci, a 'w użyciu' i 'na zapasie' zmienią znaczenie


          zastosować również do chemii, środków czystości, i innych wg uznania
          zrobić przegląd szaf, i z hipermarketu zejść do supermarketu, a potem do sklepiku osiedlowego
          koniec końców, w szafach będzie to co potrzebne na poziomie gospodarstwa domowego



          zgadzam się z większością postów
          oczekujesz od siebie za dużo w za krótkim czasie
          nie da się zmienić sposobu myślenia z hipermarket na gospodarstwo domowe w ciągu dwóch
          tygodni


          pozdrawiam
      • goodlokacja Re: oszczędzanie a nastrój... 24.08.10, 08:18
        Fajny wpis. Dzieki smile I za to porownanie do diety tez. To dla mnie dobra
        wiadomosc, bo juz ok. 4 lat udaje mi sie miec wage o 10 kg nizsza niz wczesniej
        wink Z oszczedzaniem tez sie uda. Poczatkowo bylo to jak dopust Bozy. Teraz
        patrze, gdzie jest najtrudniej i w tych miejscach cos dzialam. Np. jak widze, ze
        na slodycze idzie za duzo - ucze sie robic samodzielnie (umiem juz np. zrobic
        wypasione lody jajeczne, sorbety, wszelkie budynie, ciastka, slodkie jogurty,
        rozne kawy, czekolady pitne, drinki, lemoniade itp.). Jak sa w lodowce
        skladniki, mniej kusi, zeby pojsc do sklepu obok po litrowe grycany czekoladowe.
    • zonaniezona1 Re: oszczędzanie a nastrój... 23.08.10, 21:50
      Nie wiem jaką kwotę przeznaczyłaś na kosmetyki itd.
      Wiem, że bardzo trudno powstrzymac sie od kupna róznych rzeczy...
      Niedawno podczas zakupów w Rosmanie...sama wkładałam i wykładałam z
      koszyka rózne kosmetyki... Ochroniarz patrzył na mnie
      podejrzliwie.... smile...
      Lepie założyc sobie miesięcznie jakąś kwotę pieniędzy na kosmetyki.
      Ja robię tak ... smile, mam stałe kosmetyki, które kupić muszęsmile...
      (wszak pracuję z ludzmi i czasem nawet mężowi chcę się podobać
      ć ..smile, a oprócz tego co jakiś czas robię zakupy w sklepach
      internetowych ...ale tylko wtedy jak zaoszczędzę tę kwotę ... Mam
      motywację smile. Fryzjer należy do moich obowiązków , a nie fanaberii...
      • szpilkaaa Re: oszczędzanie a nastrój... 23.08.10, 23:23
        U mnie problemem jest zbyt duży wybór.
        Brzmi banalnie, ale czasem wchodzę zbyt mocno w szczegóły i to mnie gubi.
        Też wyznaczyłam sobie miesięczną kwotę w zakresie moich 2 nałogów czyli gazety i wyjścia na kawki.
        Trzymam się chociaż czasem aż mnie skręca jak przechodzę koło kiosku i czeka na mnie Twój Styl albo Zwierciadło.

        ale dzielnie się trzymamwink
        Z kosmetykami sobie poradziłam -lista.
        Jak robię zakupy kosmetyczne to dopuszczam możliwość zakupu jednej dodatkowej rzeczy, ale nie więcej.
        A to dlatego,że jakbym zakupiła np.balsam po goleniu dla mojego mężczyzny w prezencie to od razu wykupiłabym wszystkie produkty z tej samej seriismile
        • zuzka2004bis Re: oszczędzanie a nastrój... 24.08.10, 08:57
          Poczytuję to forum, szukam ciągle nowych sposobów na oszczeędzanie
          ale, no własnie przychodzi taki czas, że mówię sobie dość, życie
          jest za krótkie żeby rezygnować z wszelakich przyjemności ... mogłam
          np. nie jechać na wakacje z rodziną żeby zaooszczędzić te parę
          złotych i zrobic remont w łazience albo u córki w pokoju.
          Pojechaliśmy na wakacje - nie żałuję, dzieciaki zadowolone ale fakt
          miałam ten konfort, że mi starczy pieniędzy na cały pobyt (pierwszy
          raz od wielu wielu lat) bo pieniądze na wakacje odkładam
          systematycznie przez cały rok - opłacało się. Ustaliłam sobie
          priorytety i powiedziałam, że na wypoczynek przynajmniej raz w roku
          z rodziną pieniądze muszą się znaleźć kosztem nie zrobienia innych
          rzeczy (niewykończony dom,samochód).
          • beatrycja.30 Re: oszczędzanie a nastrój... 24.08.10, 09:12
            Fajny wątek. Ja też mam ostatnio nie za dobry nastrój bo sierpień
            okazał się miesiącem, w którym za dużo wydaliśmy. Poszło dwa tysiące
            na naprawę samochodu i to już mnie dobiło. Teraz książki do szkoły
            dla córek : 600 zł. Dużo więcej poszło na kino, jedzenie na mieście,
            krótkie wyjazdy wakacyjne. Ale wracamy do normy smile
            Na lipcowy wyjazd oszczędzałam cały rok, wydaliśmy ponad 10 tysięcy
            ale było warto, to pierwszy tak drogi wyjazd.
            Jeśli chodzi o kosmetyki, zupełnie nie ruszają mnie różne rodzaje
            balsamów, błyszczyków itp. Wystarczy mi po jednym balsamie, kremie
            do rąk. Kupuję gdy poprzedni się skończy albo w promocji 1 na zapas,
            nie ciągnie mnie żeby mieć jakiś stos kosmetyków. Fryzjera znalazłam
            tańszego i jestem zadowolona, czasami farbuję włosy sama, no, długo
            już nie farbowałam. Z wielu gazet zrezygnowałam, ale kupuję TS.
            Nie ruszają mnie kompletnie wyprzedaże ubrań, nie potrzebuje 10
            spódnic.
            Myślę, że trzeba mieć jakieś małe przyjemności. Dla każdego będzie
            to coś innego.
    • obiekt.uporczywy Re: oszczędzanie a nastrój... 24.08.10, 12:20
      Poprawianie sobie samopoczucia zakupami to szybka droga do wpędzenia się w dłuuuuuugi. Z drugiej strony, czasem trzeba sobie dogodzić, pozwolić na odrobinę chociaż luksusu, który wynagrodzi ciężką pracę. Także konieczny jest umiar i daleko posunięty rozsądek, bo inaczej karta kredytowa, debet i na spłatę długów przyjdzie pracować kilka miesięcy jak nie lat.
    • pawelkata Re: oszczędzanie a nastrój... 06.09.10, 11:49
      Hej smile

      Mam dla Ciebie dwie rady:

      1. Stąd dowiesz się na czym oszczędzać pieniądze, a na czym nie oszczędzać: oszczedzanie.net/na-czym-oszczedzac-pieniadze/

      2. A tę filozofię życiową sugeruję Ci zaadaptować: neominimalizm.pl

      Weźmiesz się solidnie za te dwie sprawy, a z czasem wszystko się ułoży smile
    • magda2468 Re: oszczędzanie a nastrój... 06.09.10, 12:09
      Oj, tak, dokładnie tak jak piszesz jest wielki związek, między dietą, oszczędzaniem a wydatkami.
      ja przez ostatnie 6 miesiecy zylam w strasznym stresie (rozwod) i po jego zakonczeniu, tak mimochodem- odeszło mi i jedzenie słodyczy i glupie wydawanie pieniedzy. Nie musze ani zajdac ani zapelniac zakupami stresu, poczucia beznadziei itd. A bylo juz ostro: zdarzało mi sie kupic dwie ksiazki takie same, dwie spodnice takie same, albo kupic i nigdy metki nie zdjac, albo trzy duze drzewa do ogrodu zamowic wink i pomimo dochodow dosc przyzwoitych koniec miesiaca byl dramatem...
      A wszystko z glodu, ale glodu spokoju, zadowolenia, spełnienia itd...
      czyli jak psychika glodna to i rozsadek ucieka...
      Bilans -10 kg i drugi miesiac z rzedu i starczylo do konca miesiaca i zadnych wyrzutow sumienia, ze glupio wydalam pieniadze.

      a sytuacja wcale nie jest latwa- bo przeciez duza czesc kosztow zycia dzielila sie na dwie osoby, a teraz sa tylko moje. I kredyt hipoteczny tylko moj, i samochod i dorastajacy maturzysta w domu i zwierzeta...
    • dianawj Re: oszczędzanie a nastrój... 06.09.10, 16:52
      A może tak: ustal sobie miesięczną kwotę na fundusz "rozrywkowy", adekwatnie do swoich możliwości, i po prostu raz czy dwa razy w miesiącu wydaj te pieniądze na przyjemności i bez wyrzutów sumienia. Tylko weź ze sobą gotówkę, a karty zostaw w domu!
      Zbyt restrykcyjne zaciskanie pasa zazwyczaj kończy się niekontrolowanymi zakupami. Nie ma co się samobiczować, tylko trzeba znaleźć równowagę między rozsądkiem a przyjemnościąsmile
    • alba.alba Re: oszczędzanie a nastrój... 11.09.10, 22:55
      Myślę, że problem autorki wątku polega na tym, że utożsamia ona przyjemności wyłącznie z przyjemnościami natury finansowo-materialnej. Czas poszerzyć horyzonty, wtedy ten brak n-tego kosmetyku nie obniży nastroju. Używanie kosmetyku to w końcu tylko czynność pielęgnacyjna, podobna do mycia ciała, nie wiem więc czym tu się wzruszać. To reklamy wmawiają człowiekowi, że kosmetyk ma relaksować, ekscytować, uwodzić itd.
      Tymczasem zdrowy człowiek przeznacza na kosmetyki i pielęgnację ciała rozsądny odsetek swoich dochodów, używa ich w podstawowym zakresie i nie ma do nich żadnego stosunku emocjonalnego.

      Może niech autorka wątku zacznie czerpać przyjemność z innych źródeł, niekoniecznie materialnych albo materialnych w mniejszym stopniu, wtedy brak zakupów nie będzie dla niej aż tak dotkliwy.
Pełna wersja