przysmucenie

21.01.11, 19:53
W tym roku coś we mnie peklo. Zdalam sobie sprawę, ze 60% moich ubrań jest sprzed 5 lat i 40% z tych 60% jest dziurawych. Nawet jeansy strong mi sie przedziurawiły. Zdałam sobie sprawę, że ksiązki, ktore mialam zawsze byly uzywane, a niektorych nawet nie kupowalam, tylko jezdzilam przez pol miasta do czytelni, zeby przygotowac ie do egzaminu-na xero mnie stać nie bylo. niby przez ten czas zaoszcżedzilam, ale teraz czuje sie wypalona. Czuje sie jak dziad, ktory musi clae zycie dizadowac, zeby.. no lwasnie, zeby co?

Czuje siej ka polowa siebie. Moja kurtka ma 3 lata, a czapki cala zime nie nosilam!!!! Wszystko z biedy, ze sknerstwa.

W tej chwili jako postanowienie noworiczne zadecydowalm, ze wyjezdzam na wkacje-wrescie, ze kupuje sobie ubrania, ze kupie sobie wreszcie cyfrowke!! I sam nie iwemsad
    • zonaniezona1 Re: przysmucenie 21.01.11, 19:57
      Z biedy czy ze sknerstwa?
      Bo to zasadnicze pytania.

      Bo o tym , że jest to Twoja decyzja powzięta świadomie - nie piszesz...
      • piknntne Re: przysmucenie 21.01.11, 20:04
        Tak podjęta świadomie
        Po prostu nie mogle z tego wyjść. Tak sei zagoniłam w to, ze za drogo, ze ostatnie jeansy kupowałam kilka lat temu za 50 zl, wiec jak ostatnio wydalam 177 to myślałam ze to szaleństwo
    • miska_malcova Re: przysmucenie 21.01.11, 20:01
      poczekam na rozwój wątku, bo na razie to nie rozumiem o co chodzi
      • iza1973 Re: przysmucenie 21.01.11, 20:28
        poczekam z Tobą smile
    • pulcino3 Re: przysmucenie 21.01.11, 20:09
      A ja zazdroszczę czasem...
      a może mi po prostu przykro, jak widzę równieśniczki mojej córki ( ok 2 l. smile ) na fotkach znajomych w ładnych kolorowych ubraniach, w tle fajne markowe zabawki, czasem ciekawe wnętrza. A u mnie mam wrażenie bida z nędzą - kupuje jak najtańsze ubrania dla niej ( pepco, SH), na te na które mnie po prostu stać. Czyli np. ostatnio kombinezon zimowy, chłopięcy z SH, mimo że mam córkę i wyglada w nim trochę kiepsko, ale na tyle mnie było po prostu stać. O markowych zabawkach może zapomnieć, jak już to chińszczyzna od wielkiego dzwonu ( też finanse na to wpływają). Dlatego czasem jak człowiek sobie podsumuje co ma z tego życia, co zapewnia swoim dzieicom i jaką wartośc ma praca, to czuję się jak ostatni śmieć :]
      houwhk
      • verdana Re: przysmucenie 21.01.11, 20:16
        Co innego, gdy człowiekowi przykro, bo nie ma kasy i nie może czegos kupić. Moje dzieci tez byly ubierane w co się da, z tym, ze wówczas nie był to problem.
        Czym innym jednak jest noszenie podartych ubrań i oszczędzanie na wszystkim, gdy pieniądze są, ale ambicją jest oszczedzanie. Oszczędzania na rzeczach potrzebnych i pozbawianie się przyjemności to już w takim wypadku nie oszczedność, a chorobliwe skąpstwo.
      • hugo43 Re: przysmucenie 21.01.11, 20:16
        a ja uwazam,ze trzeba znalezc zloty srodek.wierz mi,wiele z tych ubranych pieknie osob moze zazdrosci ci zdrowia,udanej rodziny itd.no i pieniadz rzecz nabyta.moze niedlugo i do ciebie usmiechnie sie los!czego zycze oczywiscie!
      • pawelkowo.pl Re: przysmucenie 21.01.11, 20:33
        Poruszył mnie ten post. Tez mam córkę, ma 5 lat i niestety nie stać mnie, zeby kupowac jej wystrzlowe zabawki-robią to znajomi, nie stac mnie zeby ubierac ja 'kolorowo", bo mi wyrata w tempie ekspresowym i zostaje z cała górą nowych ubran. Wlascie to sozczedzam na sobie tak sam jak na niej... Tusze do czu to tylko te z nizszej polki, toner uzupełniam po 2 miesiacach od skonczenia opakowania.. Widze w tym sens. Musze tak zyc, by pozniej zyc inaczej, jendak mam nadzieje ze to sie oplaci, a moja wegetacja sie skonczy i zaczne normalnie funkcjonowac
      • rajtuzek Re: przysmucenie 23.01.11, 18:49
        pulcino3 napisała:

        > A ja zazdroszczę czasem...
        > a może mi po prostu przykro, jak widzę równieśniczki mojej córki ( ok 2 l. smile
        > ) na fotkach znajomych w ładnych kolorowych ubraniach, w tle fajne markowe za
        > bawki, czasem ciekawe wnętrza. A u mnie mam wrażenie bida z nędzą - kupuje jak
        > najtańsze ubrania dla niej ( pepco, SH), na te na które mnie po prostu stać. Cz
        > yli np. ostatnio kombinezon zimowy, chłopięcy z SH, mimo że mam córkę i wyglad
        > a w nim trochę kiepsko, ale na tyle mnie było po prostu stać. O markowych zab
        > awkach może zapomnieć, jak już to chińszczyzna od wielkiego dzwonu ( też finan
        > se na to wpływają). Dlatego czasem jak człowiek sobie podsumuje co ma z tego ż
        > ycia, co zapewnia swoim dzieicom i jaką wartośc ma praca, to czuję się jak osta
        > tni śmieć :]
        > houwhk
        >

        Hej, moja córka również nosi używane ubrania, kupuje jej tyko nowe buty (wcale nie z najwyższej półki). Zabawki markowe dostaje od rodziny,mnie na takie nie stac.
        Nie jesteś sama, raczej w większości ludzi żyje skromnie, tylko nie każdy ma odwagę się o tego przyznac.
    • woman-in-the-city Re: przysmucenie 21.01.11, 21:50
      W dziurawych ubraniach musisz chodzic z koniecznosci, czy z braku środków?
      Między zdaniami odczytuję, ze Ty masz na nowe spodnie, czy czapkę (swoją droga co to za oszczędnosc chodzic w mrozy z gołą głową, gdy potem fortunę zostawisz w aptece i u lekarza), ale swiadomośc wydania chocby złotówki traktujesz jako rozrzutnosc i przeraża Cię zaobserwowane u siebie galopujace sknerstwo.
    • konwalia-82 Re: przysmucenie 21.01.11, 22:08
      biedę rozumiem, ale gdy ma się jakis grosz odmawianie sobie małych przyjemności nie jest dobre. to juz skąpstwo, przystopuj, rocznie będzie troszkę mniej na koncie, ale usmiech codziennie
      • plum1000 Re: przysmucenie 21.01.11, 22:37
        Przeczytalam post zalozycielki wątku i w czym jest problem? Moze w tym ze chciala sie zwyczajnie wyżalic..Ktopowiedzial ze trzeba miec wszystkie rzeczy nowe by nie miec dziurawych ubran? A tak wogole w czym problem ze ksiązke ktos juz przed toba czytal?
        Mnie stać na nowe rzeczy ale ostatnio czesto zaglądam do sh.i wcale nie kupuje tam rzeczy dziurawych zniszczonych.Ba! dzis bylam w h&M zmierzylam dwie pary spodni kazde po ok .50-80zl -wygladalam wnich fatalnie.2 tyg temu kupilam dzisny h&m w sh -idealnie dopasowne, super lezą...dalam za nie 13zl.
        Stac mnie kupowacdla dziecka nowe rzeczy ale zwyczajnie nie widze potrzeby kupienia dziecku dzisnow za 50-60zl jesli w sh kupilam dosc pare par w stanie idealnym.
        Ktos napisze- stac a nie kupuje.Po prostu zmienily mi sie priorytety...Nie czuję sie fajniejsza lepiej ubrana za to ze wydalm w przykladowym hm na spodnie 150zl..Jesli sie trafi kupie jest w lumpeksie.Owszem kupuje rzeczy nowe , ale odwiedzam czesto lumpki i wiekszosc wizyt tam jest owocna.
        Nie bardzo rozumiem co ma oszczednosc do nienoszenia c zapki.czapke mozesz kupic nowa za 15zl .
        Choc wiesz..wlasciwie to trochę smutne ze zeby kupic dzieciaczkowi nowe rzeczy trzeba wydaac w Polsce duzo.. Siostra bedac w Angli przywiozla tak sliczne rzeczy dla mojego synka i to po kilka funtow za sztuke placila..A w polsce byle spodnie 50zl.Tam za godzine pracy masz fajny ciuszek , tu za godzine pracy.. ah brak słow.
    • zenobia44 Re: przysmucenie 22.01.11, 00:55
      mnie na studiach nie było stać na ubrania, ale też na ksero, czytałam w bibliotekach, przepisywałam, albo pomniejszałam do małych formatów jak nie było wyjścia (taniej), tak zrobiłam dwa kierunki i zaczęłam dr-anckie, ale nie mam już siły, wypaliłam się,
      mam wrażenie, że też mnie nic zawodowo nie czeka, pleców nie mam, lata lecą, praca na zlecenia od sasa do lasa (tryb 'czekam na przelew' lub 'czekam na zlecenie') mnie już wykańcza,
      dziś Dzień Babci i mnie jakieś takie refleksje ogólnożyciowe naszły
      nic poradzić na to nie umiem, autorce wątku też nie pomogę, to przymarudzę chociaż w podobnym tonieuncertain

      ps. już w poprzednim roku obiecałam sobie wakacje, a gdzie tam, nie pojechałam, no to może wyjadę przed 40smile)
      • piknntne Re: przysmucenie 24.01.11, 00:40
        zenobia44 napisała:

        > mnie na studiach nie było stać na ubrania, ale też na ksero, czytałam w bibliot
        > ekach, przepisywałam, albo pomniejszałam do małych formatów jak nie było wyjści
        > a (taniej), tak zrobiłam dwa kierunki i zaczęłam dr-anckie, ale nie mam już si
        > ły, wypaliłam się,
        > mam wrażenie, że też mnie nic zawodowo nie czeka, pleców nie mam, lata lecą, pr
        > aca na zlecenia od sasa do lasa (tryb 'czekam na przelew' lub 'czekam na zlecen
        > ie') mnie już wykańcza,
        > dziś Dzień Babci i mnie jakieś takie refleksje ogólnożyciowe naszły
        > nic poradzić na to nie umiem, autorce wątku też nie pomogę, to przymarudzę choc
        > iaż w podobnym tonieuncertain
        >
        > ps. już w poprzednim roku obiecałam sobie wakacje, a gdzie tam, nie pojechałam,
        > no to może wyjadę przed 40smile)

        No właśnie ja jestem w tym samym miejscu.
        I nie iwem czy sie ksonczy, zwlaszcza gdy widze rówieśniczki/rówieśników ktorzy zarabiają 2-3.000, bo odpuscicli sobie etap edukacji...
        Niedawo sie przełamało i nie iwem co mam robic. Mam ochote przpeuscic caly szmal. Stac mnie na wakacje, stac mie na czapke, kurna stac mie na egzotykę rok-rocznie, ale co z tego, bo jak wydam ta kase, to wpakuje sie w kredyt XXXXL na 20 lat, bo miekszac gdzies po tym sajgonie musze...
        Mam dosyc tych wyrzutow sumienia, gdy trzeba kupic spiodnie, bo chodze w dziurawcach. Kupuje je i reka mi sie trzesie. I osbie mysle-jezu potem bede musiala nadrobic, znow siedziec, dorabiac, kombinowac, i tak mnie 30 dogonii.. A juz jestem po i w trakcie sytdiow.
        nie trzeba od razu zdychac z glodu, zeby wiedziec, ze jak sobie zafunduje przyjemnosci pt. kawa nam iescie, czy-nie daj boze wypada do kina X 3 w miesiacu, to zapalce za to czyms innym.
        Ja wiem, ale naprawde cos jednorazowego nie wywola u radosci. Radosc wywola stabilziacja. Pewny dochod. W tej chwili dostaje taki dochod, clakiem spory jak na moje potrzeby, ale co z tego jak sie skonczy w tym roku i znow muze skaldac wnioski.. A zeby go dostac musze przenzaczyc kolejny rok zycia na prace naukową... A jest og za malo zeby npmrlnie zyc i np. wynajac miekszanie...
        Ale w tym roku zmienie nastaienie do iebie. przyszlo olsnienie, ze jak nadal bede jak zyla i nie przestane oklamywac samej siebie udajac, ze tego i tego mi nie potrzeba, to po prostu przed 30 zdechnę.
        Dlatego opracowalm plan wydatkow. Zadabam o zdrowie, zadnam o urdeo, pókim mloda, zadbam o odpoczynek. Zycie ma limit.
        • piknntne Re: przysmucenie 24.01.11, 00:42
          Mam ciśnienienie, by poczuc sie seksowna kobieta!!! . A nie jak nastolatka latac w ciuchach licealnych..
          • ofelia1982 Re: przysmucenie 24.01.11, 15:59
            > Mam ciśnienienie, by poczuc sie seksowna kobieta!!! . A nie jak nastolatka lata
            > c w ciuchach licealnych.

            Super!smile
        • zenobia44 Re: przysmucenie 24.01.11, 00:55
          Witamy doktoranta?
          Niestety to nie jest lekki kawałek chleba.
          Trzymam za ciebie kciuki. U nas krąży takie powiedzenie przez łzy mówione - "wszyscy w końcu znajdują pracę. gdzieś." No to głowa do góry!
          • vikatl Re: przysmucenie 24.01.11, 08:13
            Mam siostre ,juz doktorantke.Obronila prace w wieku 33 lat .
            Te studia to bylo dla niej-jak sama przyznala-dowartosciowanie sie.
            Chciala miec tytul,nie zwazajac na konsekwencje,na koszty i poniekad nie myslac o przyszlosci.
            Efekt jest taki,ze szukala pracy ponad rok,znalazla za jedyne 2 tys w wielkim miescie wojewodzkim,w dodatku stanowisko zupelnie nieadekwatne do dyplomu,zalatwione po znajmosci.W innych miejscach jej nie chcieli,bo szef z tytulam magistra doktorantki nie zatrudni,bo po co mu pracownik z wyzszym tytulem?
            Przez te wszystkie lata utrzymywala ja cala rodzina,dostawala tylko jakies grosze za prace ze studentami.
            I ma wiecznie do mnie pretensje o to,ze mi sie lepiej powodzi,ze bede miec wieksza emeryture itd.
            Ja wybralam inna droge zyciowa,prace od pierwszego roku studiow,wyjazd za granice do pracy wlasnie.
            Latwo nie bylo.
            A czy Wy widzicie korzysci z doktoratu?Czy pomoglo to Wam lepiej zarabiac czy wrecz odwrotnie?
            • jop Re: przysmucenie 24.01.11, 09:17
              Osobistych doświadczeń z doktoratem nie mam, ale mam kumpla, który po iluś latach walki wreszcie doktorat wymęczył, po czym straciwszy pracę musiał przestać się do niego przyznawać, bo było dokładnie tak, jak piszesz - nikt nie chciał pracownika z doktoratem, bo co co komu zwykły programista z doktoratem - może jednak wybierze karierę naukową ponad pracę w korporacji i sobie pójdzie, albo zaraz będzie chciał więcej kasy?

              Tak więc moje zdanie jest takie, że jeśli ktoś rzeczywiście zamierza robić karierę naukową na uczelni albo ma jakąś konkretną wizję kariery, gdzie to ma znaczenie (R&D w przemyśle), albo może to zrobić dla przyjemności, z czystej ambicji rozwijania się, przy równoczesnym niepogarszaniu sobie warunków życiowych (np. bogaty mąż), to proszę bardzo, ale we wszystkich innych przypadkach jest to kompletny bezsens.
              • astrum-on-line Re: przysmucenie 24.01.11, 15:50
                jop napisała:

                > Osobistych doświadczeń z doktoratem nie mam, ale mam kumpla, który po iluś lata
                > ch walki wreszcie doktorat wymęczył, po czym straciwszy pracę musiał przestać s
                > ię do niego przyznawać, bo było dokładnie tak, jak piszesz - nikt nie chciał pr
                > acownika z doktoratem,

                Mam identyczne doświadczenia. Kumpel i kumpela, zdolni i inteligentni. Bez problemu zrobili doktorat, na uczelni nie mieli szans się załapać. Kupel wyjechał z Polski, koleżanka pracuje jako sekretarka w szkole językowej - na coś jej się przydał niezły angielski. W pracy myślą, że ma magistra, w zawodzie nikt jej nie chciał, już jak robiła doktorat. Inna koleżanka jeszcze robi, pracuje na kasie w Carrefourze. Chyba wykształcenia nie ukrywa, bo nie ma żadnego znaczenia.
    • rudyocicat Re: przysmucenie 22.01.11, 10:46
      Przeczytałam post założycielki i jakoś zaskoczyć nie mogę w czym problem, więc jak ktoś mi wytłumaczy będę wdzięczna...

      Pisze, że nic sobie nie kupuje w związku z tym ma podarte ciuchy, nie kupuje bo jest oszczędna i narzeka, że nic sobie nie kupuje...

      To ja chyba dopiszę, że chciałabym nowszy model samochodu, wprawdzie mnie na niego stać ale szkoda mi na niego kasy bo jestem oszczędna. Moje życie jest do bani bo nie mam tego samochodu, i ciągle jeżdżę tym starym, więc chciałam posmucić się zbiorowo... - jakby ktoś nie zaskoczył to taka ironia..
      • astrum-on-line Re: przysmucenie 22.01.11, 10:55
        rudyocicat napisała:

        > To ja chyba dopiszę, że chciałabym nowszy model samochodu, wprawdzie mnie na ni
        > ego stać ale szkoda mi na niego kasy bo jestem oszczędna. Moje życie jest do ba
        > ni bo nie mam tego samochodu, i ciągle jeżdżę tym starym, więc chciałam posmuci
        > ć się zbiorowo...

        Łączę się z Tobą w tym smutku, mam to samosmile
        • johana75 Re: przysmucenie 22.01.11, 21:16
          Ja tak samo ...się łącze. Bo auto stare choć na nowe kasa jest, a po wakacjach to chyba wogóle auta nie będziemy mieli....chociaż sie jeszcze zastanawiamy.
          Auto potrzebne na przyjemności, zakupy i odwiedziny u rodziny średnio 2 razy w miesiącu....dlatego nie weim czy go potrzebuje...ech te dylematy ;P
      • zonaniezona1 Re: przysmucenie 22.01.11, 11:31
        Raczej nie jest to post o oszczędzaniu.Nie odniosę się ironicznie do do posta autorki. Subiektywne odczuwanie biedy i bogactwa jest rózne.Podarte ubrania- cóz... Jak to mówią każdy ma na co zasługuje... Pafafrazując - skąpiąc na ubraniu nie może mieć ładnych ciuchów- szczególnie jak za tym idzie nieporadność życiowa.
        Mam jeansy za 10 zł smile do tego bluzeczki za 3 zł i jeżdzę na wakacje do Portugalii. Jakbym miała ubrania za 300 zł - tobym na wakacje nie pojechała. Wczoraj znalazłam blog dziewczyny, która ubiera się w lumpeksach i jest ubrana jak gwiazda filmowa! Koszt niektórych jej zestawów to magiczna kwota 10 zł . Wygląda pięknie. Post autorki to tak naprawdę problem psychologiczny, a nie post odnoszący się do biedy lub oszczędzania.
        Życzę Ci autorko wątku więcej radości życia i luzu.
        Zasada "złotego środka" i równowagi w życiu jest jak najbardziej ważna.
        A ja dziekuję Opatrzności za to co mam i nie zamierzam przysmucać .
        Miłego Dzionkasmile
    • babka.pracujaca Re: przysmucenie 22.01.11, 14:28
      Ja rozumiem autorke postu.Ja rozumiem autorke postu , zwłaszca ze ja w styczniu zawsze mam podobnie.Z poczatkiem stycznia robię rekonesans mojego życia.Ostanio nawet wywaliłam prawie wszystko z garderoby na strych ( z myslą ze sprzedam na allegro latem) i na połkach , wieszakach zostało niewiele.Też ogarneło mnie przysmmucenie.Pochodzę z naprawdę biednej rodziny, rodzice wszystko co mieli inwestowali w nasze wykszłaceniei jedlismy mortadele zamiast szynki i do tej pory mam czasami mysli typu kurcze całe zycie kupuje cos najtańszego - choć wcale nie tak do końca, przecież wkońcu wcinam tę szynkę ale momenty przygnebienia przychodzą.Stac mnie i mnie nie stać jednoczesnie.Bo , jest sens kupować spodnie za 200zł.Dzinsy mam z sh , z crossa, ciuchy kupuje w outlecie za 9,9, 19,19 a jak cos kupieza 50 zl-60 zł w juz uważam za luksus.Jaki jest sens posiadania 10 swetrów w garderobie.Klasyczne ciuchy nigdy nie wychodza z mody.Gustownie się można ubrać za przysłowiowy grosik.Markowe zabawki - każda jest jakąś marką , wszystko robione w chinach, na 20 minut zabawy, potem znudzenie i w kąt. Nie kupię dziecku spodni za nawet 60 zł bo szybko rosnie.Ja doskonale wiem kiedy dopada mnie przygnebienie ?- wtedy kiedy widzę że znajoma ma znów nowa torbę , spodnie , jest to jakaś tam ludzka zazdrość -nie mylić z zawiścią.I dodatkwow wiem ze kolezanka otzrymała od rodziców na start duże mieszkanie i spora sumkę pieniędzy, a po babci ma to i tamto....Bo przygnebiające jest to że nie wszyscy mamy tak dobrze a poszczególe jednostki, ktore widzimy jak błyszczą.Zawsze zastanawiałam się dlaczego tak nas zycie traktuje, jednym daje więcej drugim mniej - własnie na start, bo to głownie ten start, te kredy zaciagane na x lat staja sie przyczyna naszych dołow.. Autorko postu rozumiem twoje przygnebienie ale uwież że przynajmnie 80% twojego otoczenia tak ma.
      Wywal połowe, zwłaszcza tych które nie nosisz, pozostałe dobrze wyprasuj, naszyj aplikacje , ozdobne kwiaty,broszki, z rajsto zrób getry, wybranym swetrom obetnij rękawy ,zrób z nich bolerko, akmizeli, obszyj obciecia grubą nitką lub wełną na okrętke , z rękawów zrób nakładki na ręce lub dodatek do butów takie getry skaperty.Kup dobry krem - uwaga za 20 zlsmile np firmy perfekta -w szklanym słoiczku.Któregoś dnia idz do czytelni , wypożyc ksiązkę ,kilka czasopism, kup drożdzówkę i pojdz do herbaciarni o przytulnym, ciepłym wyglądzie , zamów herbate lub kawkę i siedz tam parę godzin ,czytaj, pij i jedz.Nikt za twoja drożdzówkę Cię z loalu nie wyprosi.
      Ja tak czynię czasami, co kredyty nakarku i szkoda przepłacac.A kelnerki w mojej ulubionej herbaciarni zawsze przynosza mi talerzyk na moje ciasteczka.Mało tego nie ja jedna tak robię - chodze tam z dziecmi, z kolezankami.Super sie czujemy.na nogach mam przerobione rajstopy-getry, na plecach kamizelke ze starego swetra, dzinsy i koszule z sh a czuje sie jak milion dolarów.Przyjdzie czas ze znów złapie doła ale tylko na chwilę.Oh jak dobrze ze w chinach nie mieszkamy , tam to bym doła dopiero zlapała pracując przy wyrobie markowych zabawek i gadżetów......
      • monika19782 Re: przysmucenie 22.01.11, 15:23
        Jako dziecko chodziłam fatalnie ubrana, nosiłam buty uwaga !!!!! po prababci która zmarła i to było coś w rodzaju spadkusad , szare wstrętne buciory pomalowane farbą olejną tam gdzie były obdarte, nie z biedy tylko dlatego że szkoda było wyrzucić, kurtki przeszywane ze starego garnituru ojca, koszmarne urzywane chłopięce swetry, dżinsy cerowane na kolanach tak że wszyscy myśleli że są pomazane długopisem, koszmarne poliestrowe dresy w których strasznie się pociłam, powtarzam nie z biedy, jak chciałam mieć coś modnego typu czeszki, czapki z kangurkiem i inne tego typu cuda końca lat 80 i początku 90 musiałam miesiącami oszczędzać, nie dołożyli mi marnego grosza.
        Moje córki mają tyle ubrań że mogą pół roku chodzić codziennie w czymś innym a ja nie musiałabym prać, wszystko najlepszych marek, modne, piękne kolorowe błyszczące. Pieniądze w większości odzyskuję potem w zasadzie nowe sprzedając ale..... im jest to totalnie obojętne jakiej firmy ciuch noszą, wystarczyłaby jedna dziesiąta tego co mają, nie przykładają do tego wagi aby było wygodne i nie obciachowe.
        Ja mam problem i nie wiem jak się z tego wyleczyć, gdzieś mam siebie w tyle głowy w tych koszmarnych trepach dodam że w pozostałych kwestiach np. jeżeli chodzi o mnie nie jestem rozrzutna. moja gardrroba jest bardzo praktyczna i uniwersalna, sobie rzadko coś kupuję. Mam nadzieję że jeżeli chodzi o dzieci rónież mi przejdzie.
        • meaby Re: przysmucenie 22.01.11, 15:38
          mi też bywa smutno czasem
          mąż nie jest specjalnie obrotny w kwestiach finansowych
          mam dzieci (ja wink )
          darmowej pomocy/opieki do nich nie mam
          jestem w wiecznym rozdarciu
          czy zostać dłużej w pracy czy wrócić do nich do domu
          wciąż brak mi czasu na zrobienie swojej www
          choć mam odwagę do dużych przedsięwzięć

          mamy własne działalności=swoboda
          kiedyś myślałam że to mój wybór
          być dobrą mamą i zarabiać mniej
          teraz czasem myślę, że to jednak życie wybrało za mnie

          dzieci siostry od małego wiedzą że mama jest w domu o 18 a nie o 16
          mają dom na który mnie nigdy nie będzie stać
          to jest smutne
          • nelamela Re: przysmucenie 22.01.11, 19:34
            Przeczytalam watek i ...tak sie zastanawiam:niektore z Was nie maja na ladne ubrania(tak im sie wydaje bo kolezanka ma znowu nowe),niektore nie wyjada na zagraniczne wakacje...Ja czasami tez tak sobie mysle w sytuacjach zwatpienia jakiegos malego kryzysu.Tydzien temu bylam na dzieciecym oddziale onkologicznym i tam sie po prostu zalamalam...Boze jaka jestem glupia myslalam te moje problemy sa niczym w porownaniu z problemami (powaznymi ) problemami innych ludzi.Wczoraj bylam z kolezanka na imprezie(ona sliczna trzydziestka po operacji raka tarczycy).Tryskajaca humorem i energia.I tez rozmawialam z nia wlasnie( a wlasciwie jeczalam ze to i tamto nie tak).I ona dziewczyna po duzych przejsciach zdrowotnych i osobistych powiedziala:dziewczyno ciesz sie tym ze zyjesz,jestes zdrowa,masz prace,zyczliwych ludzi wokol siebie,rodzine,milosc.I to jest najwazniejsze.Bo priorytety bardzo szybko sie zmieniaja.I nigdy nie jest powiedziane ze nie bedzie nam lepiej za jakis czas.Trzeba tylko wierzyc.Pozdrawiam.
            • babka.pracujaca Re: przysmucenie 22.01.11, 20:04
              Masz racje , jak jest zdrowie to wszystko jest dobrze.Przez ostanie 4 lata miałam ,,rodzinny sajgon zdrowotny,, i jakos priorytety zyciowe mi się od razu pozmieniały....
            • zenobia44 Re: przysmucenie 22.01.11, 20:13
              pieszesz tak:
              ciesz się bo
              >"jestes zdrowa,mas
              > z prace,zyczliwych ludzi wokol siebie,rodzine,milosc"
              a jak się nie ma jednej lub kilku z tych rzeczy? to z czego się cieszyć? skąd brać siłę? nadzieję? moc?
              nie uważasz ,że cieszenie się tak o z niczego tez ma swoje źródło?
              kiedyś podobnie pocieszałam koleżankę w depresji - bo akurat miałam kontuzję i chodziłam po szpitalach i rehabilitacjach i się napatrzyłam na chorych - a ona tylko płakała i płakała (tak z zewnątrz to wyglądało), dopiero jak zrozumiałam (mniej więcej) o co chodzi w jej stanie, uznałam, że takie pocieszanie kogoś załamanego to mało delikatne jest i bardzo często nieskuteczne
              poza tym: popatrz tak - jak jesteś biedna to mimo zdrowia nie idziesz na tę przykładową imprezę, bo cię na to nie stać (koleżanka namawiała mnie na wyjście do kina - ja liczę tak - 8 złotych bilet całodzienny na MPK, ok. 20 bilet do kina, po kinie chciałaby pewnie pójść do knajpki - ok. 10-15 zł kawa czy inny napój, razem ok.35 złotych albo więcej - nie poszłam, bo jestem pomiędzy "czekam na przelew" a "czekam na zlecenie" i cholera wie ile to potrwa, wiem, że jak odmówię jej 3 razy to czwarty raz nie zadzwoni, więc następnym razem będę musiała pójść choćby przelew nie przyszedłsad, wejdę na debet, ale nie stracę znajomej)

              a tak poza tym to się z Tobą zgadzam - pieniądze szczęścia nie dają, pozwalają tylko lżej przejść przez niektóre nieszczęścia (np.stać cię na leki, lekarza, terapię),
              zdrowie jest bardzo ważne (też zdrowie psychiczne) i jak tego nie ma to kicha
              • meaby Re: przysmucenie 23.01.11, 01:11
                zenobia44 napisała:

                .... bo jestem pomiędzy "czekam na
                > przelew" a "czekam na zlecenie" i cholera wie ile to potrwa,

                smile
                no to mamy bardzooo podobnie
                smile
                -------------
                odnośnie tematu i radości ze zdrowia i miłości
                myślę, że to takie pocieszanie się biednego (w sensie niezarabiającego dużo)
                szukanie wytłumaczenia
                moje marzenie:
                zdrowie, miłosc i jednak te pieprzone większe pieniądze
                aha
                też choruję
                też byłam w szpitalu
                ale czasem jestem zła, że wybieram opcję najtańszego internetu na przykład
                oszczedzam i z rozsądku, dla przyjemności (no smile )
                ciuchy czasem nowe, nie szaleję zbytnio
                ale też z konieczności
      • jop Re: przysmucenie 23.01.11, 09:30
        > Jaki jest sens posiadania 10 swetrów w garderobie.

        Taki, że dłużej chodzisz w każdym z nich - sweter jest przewidziany na określoną liczbę prań. Jeżeli masz kilka rzeczy pranych w kółko, 1-2 razy w tygodniu, to po paru miesiącach do roku będą się nadawały tylko do wyjścia do własnego ogródka, i to pod warunkiem, że masz ten ogródek z tyłu domu - bo zakładam, że nie odziewasz się w Missoni?

        > kup drożdzówkę i pojdz do herbaciarni o przytulnym, ciepłym wyglądzie , zamów herbate
        > lub kawkę i siedz tam parę godzin ,czytaj, pij i jedz.Nikt za twoja drożdzówkę Cię z loalu
        > nie wyprosi.

        O RLY? Z większości kawiarni wyproszą Cię za wyciągnięcie własnego żarcia i bardzo dobrze, bo to czystej wody buractwo.
        • pulcino3 Re: przysmucenie 23.01.11, 09:48
          Ja też się czasem pocieszam, że przecież mam dwie nogi, dwie ręce , jedną głowę itd.. inni mają gorzej, ale na dłuższą metę nie jest to zbyt skuteczne. Takie to trochę naiwne złudzenie, że należy minimalistycznie zadowolić się tym co się ma i być szczęśliwym.
        • babka.pracujaca Re: przysmucenie 23.01.11, 10:38
          No cóż - przez jakis czas będąc na studiach pracowałam w kawiarni artystycznej , ciastka które mielismy na stanie pochodziły z pobliskiej cukierni .Kupowane były po 1,4 a sprzedawane po 5,5 i to w ilosci symbolicznej.W kawiarni tej przesiadywali artysci z plastyka , wykładowcy z pobliskiego wydziału , studenci i wcinali własne kanapki , drożdzówki popijając to herbatką , kawką z naszej knajpki.wieczorami dobrze schodziło piwko .Jakoś nikt nie czuł zażenowania w takiej klimatycznej kawiarni.Godzinami czytało się ksiażki , dyskutowało, przeladało kolorowe gazety.Fajny klimat.No oczywiscie do ,, napjetej sztywej knajpy,,to się własnego jedzenia nie wnosi.Trzeba miec wyczucie.
          Mimo wszystko rzeczywiscie wygląda na to że prezentuje buratctwo i to z własnym ogródkiem-ogrodem z każdej strony domu (tutaj kąsliwie się chwalę)smile
          Stan postrzegania swiata jest wyłacznie stanem naszego umysłu a zachowywac sie jak przysłowiowy burak mozna równiez zamawiajac najbardziej wykwintne danie .
          • verdana Re: przysmucenie 23.01.11, 13:51
            Ale przynoszenie własnego jedzenia do kawiarni jednak jest nie tylko buractwem, ale narazaniem własciciela na straty. Tak się po prostu nie robi - masz ochotę na drożdżówkę, mozesz zjeść ją w domu, nie musisz w lokalu, na ktory Cię nie stać.
            A pocieszanie ludzi "Cóż, ze nie masz pieniedzy, Ty się martwisz drobiazgami, a tam dzieci umieraja" jest idiotyzmem. Oznacza to bowiem, że poza sytuacjami ekstrematlnymi człowiek w ogóle nie ma prawa się martwić - stracił pracę, ale nie dziecko, wyeksmitowali go pod most, ale ma obie nogi, mąz odszedł z inną, ale dzieci żyją. Ma się cieszyć i już.
            • zonaniezona1 Re: przysmucenie 23.01.11, 14:17
              verdana napisała:

              > A pocieszanie ludzi "Cóż, ze nie masz pieniedzy, Ty się martwisz drobiazgami, a
              > tam dzieci umieraja" jest idiotyzmem.

              Brak pocieszenia jest dopiero idiotyzmem ....

              < stracił pracę, ale nie dziecko, > - kobieto zastanów się - co za porównanie ? Jasne, że jest to uświadomienie człowiekowi, że nie ma sytuacji bez wyjścia ...dopóki żyjemy.

              Pisz sobie co chcesz, ale jak się jest na oddziale onkologicznym i widzi się chorujące dzieci - to potem niewiele problemów wydaje się człowiekowi ważnych ...ja już nie piszę nawet o chorobie w rodzinie ....

              Po pobycie na takim oddziale ze swoim dzieckiem (na szczęście tylko w celu diagnozy) przewartościowało mi się dużo ...

              Faktycznie lepiej nie pocieszać, niech się delikwent zamartwia lub popada w marazm ... To dopiero strategia ...
              • verdana Re: przysmucenie 23.01.11, 14:24
                To nie jest żadne pocieszanie "ciesz się, bo innym umarło dziecko' - to raczej dolowanie. pocieszanie typu "uwazam, ze Twoje zmartwienia są w ogóle nieważne, a smutek idiotyczny, bo inni mają gorzej. Twoje zmartwienia są tak drobne w porownaniu zze zmartwieniami innych, ze wrącz powinnaś się wstydzić, masz cieszyć sie tym, co masz , a nie szukać pocieszenia. Twoje zmartwienia są po prostu nieważne" - to nie jest ŻAdne pocieszenie, to lekceważenie. Oznacza to bowiem, zę zamissdt kogos pocieszyć mowimy mu "Nie masz prawa do zmartwienia, nie masz prawa do szukania pociechy, póki nie spotka Cię tragedia".
                A i wtedy moze kogos spotkala gorsza i powinieneś siedziec cicho/
                • zenobia44 Re: przysmucenie 23.01.11, 18:42
                  Verdano, zgadzam się w 100% - to lekceważenie. Każdy psycholog to powie. Mamy prawo się martwić i nasze problemy są dla nas ważne - tu i teraz i jak założymy maskę klauna, bo przecież to wstyd się martwić, przeżywać smutek to dopiero się nabawimy chorób - w tym i psychicznych po latach wycofywania emocji i uznawania że nie jesteśmy warci nic, bo przecież inni....
                  Oczywiście należy nadać problemom odpowiednią miarę, dylemat dziura w bluzce vs. utrata zdrowia jest tego dowodem. Coś tu jest ważniejsze od drugiego i należy umieć znaleźć tego miarę.
                  Jak nie przepracujemy małych problemów (zamiast udawać szczerzona hiper-optymistę) to w obliczu tragedii też sił nie będziemy mieć. BO skąd? Skoro mamy tysiące małych porażek i smuteczków w sobie? Musimy umieć przeżywać swoje problemy i porażki, a pocieszanie "ale inni mają jeszcze gorzej" od razu przypomina mi Kazika Staszewskiego: "ale są ludzie, którym jest lepiej".
                  Z drugiej strony - czy powinno nas cieszyć, że inni mają gorzej? I mi jest lepiej?
                  Albo taka historia - moi studenci poczuli niesprawiedliwość w ocenianiu ich i ich niepełnosprawnego kolegi, przyszli na skargę (na innych wykładowców). Temat był ciężki. Uznali, że on wykorzystuje swoją chorobę do otrzymywania lepszych ocen za takie sobie wyniki w nauce. I co? Powiedzieć im - cieszcie się, macie nogi? Sytuacja się rozwiązała jakoś, ale ich żal pozostał. Czy słuszny? Że suma sumarum było to jakoś tam sprawiedliwe? A jak ich spotka tragedia i nikt im nie pomoże, zostaną sami, albo jeszcze co gorsza napadną na nich hieny cmentarne (ludzie żerujących na tych, którym ktoś bliski umarł i są załamani i nie zdolni do racjonalnych decyzji a być może dostali zasiłki pogrzebowe, które można wyłudzić).
                  Jak ważyć nieszczęścia - które są ważne na tyle, że można się nimi martwić, a które nie? czy bycie niepełnosprawnym to już taka "odpowiednia" tragedia? czy do takiej klasyfikacji wystarczy być homoseksualnym w katolickim kraju? albo grubym? utrata miłości jest ważniejsza czy utrata pracy? pozbycie się złudzeń i nadziei, czy pozbycie się ósemek za cenę 400 zł każda jak się ma zero na koncie? bycie bezrobotnym czy bycie bez sensu?

                  Żeby nie było wątpliwości - wizyta na onkologii, którą też mam na swoim koncie - to potworność. Rozmowa z dzieckiem z alkoholowej rodziny też. I tym, za którym brat biegł z siekierą. I tym, które zemdlało z głodu. Uwierzcie mi. Głodne dzieciaki w podstawówce, zawszone i pozostawione samym sobie to straszny obraz.
                  Ale spróbuj wytłumaczyć nastolatkowi, że kiedyś będzie się śmiał ze swoich nastolatkowych problemów (typu ciuchy/muzyka/dziewczyny/pryszcz), ludziom, którzy biorą ślub, powiedz, że mogą to zrobić za 200 złotych a pozostałe tysiące (czasem i spore) oddać biednym lub chorym. itepe itede
                  • verdana Re: przysmucenie 23.01.11, 19:01
                    Mój syn miał dosyć powazna operację na onkologii, nieprzyjemne komplikacje i czekałam na wynik, który zdaniem lekarza - miał nie być dobry. W tym czasie z mlodszym dzieckiem bylam ze znajomą na trzydnowym wyjeździe. Znajoma ma powazne problemy wychowawcze z dziećmi - i slowo daję, nie wydawało mi się, ze powinna się cieszyc, ze to tylko taki problem.
                    Summa sumarum - moj syn okazał się być człowiekiem z problemem zdrowotnym kategorii kataru, a kolezanka ma naprawde zmartwienie.
                    A jak myslę o swoich nastolatkowych problemach, to nie mam ochoty się smiać. Mimo, ze nie byly powazne, ale chyba jednak bylo mi gorzej, niż jest teraz - mimo, że mialam bardzo spokojną mlodość , dobrych rodziców i co jeść.
                  • zonaniezona1 Re: przysmucenie 23.01.11, 19:06
                    Oczywiście, że każdy ma problemy na swoja miarę....
                    Ale są rzeczy ważne i ważniejsze...I dystans do spraw też powinniśmy zachować, bo jako dorośli powinniśmy wartościować pewne sytacje.
                    • verdana Re: przysmucenie 23.01.11, 19:14
                      Tylko wartosciować sytuację to mogę ja sama, a nie ktos, kto mi mowi "Wiesz, to wstyd, ze się martwisz, Twoje zmartwienie jest w ogóle nieistotne."
                      Bywa, ze jakiś drobiazg powoduje, ze czlowiek przestaje cieszyc się życiem. Dla mojej znajomej to byla kawalerka - duża, ladna, na jedną osobe. Dla mnie, mieszkającej kiedys w kawalerce w cztery osoby - wrecz luksus. ona, wychowana w domu w tej kawalerce się dusiła - i nie mnie oceniać, ze powinna zachowac dystans i powiedzieć sobie "jak mi dobrze", kiedy bylo jej fatalnie.
                      • zonaniezona1 Re: przysmucenie 23.01.11, 19:19
                        Trochę mnie przekonałyście - oczywiście, że wszystko zależy od kontekstu, od wyczucia sytuacji. Możliwe, że odniosłam sytuację do siebie- bo pewne rzeczy sa dla mie nieistotne.
                        Każdy ma problemy na własna miarę - to niewąpliwa prawda.....
                • pulcino3 Re: przysmucenie 23.01.11, 19:00
                  Dokładnie, zgadzam się z verdaną.
                  Takie "minimalistyczne pocieszanie" może wprowadzić człowieka w jeszcze większe poczucie winy, na zasadzie " nie bluźnij, że jest ci źle tylko dlatego, że brakuje ci na to czy owo ( często podstawowe to i owo), bo inni mają gorzej". Jest to dołujące , bo świadczy o tym, że masz się zadowolić minimalnym, czasem egzystencjonalnym dnem, byleby nie zostać odebraną jako osobą użalającą się nad swoim losem, może nieporadną życiowo takim słabym ogniwem tak superhiperprzedsiębiorczego społeczeństwa. Bardziej konserewatywna wizja top to, że nasza rzeczywistość powinna składać się tylko z superman'ów, którzy, obojętnie jak by nie było zawsze dadzą radę i zawsze jak dla nich jest różowo.
          • jop Re: przysmucenie 23.01.11, 16:24
            Cóż, jeżeli konsumujesz w knajpie własne jedzenie, to jesteś pospolitym burakiem i ani ewentualne przyzwolenie personelu, ani stopień "napięcia" knajpy (czym by nie był), ani liczba mórg roztaczających się w każdą stronę od Twojego domu nie mają na to wpływu, obawiam się.
          • miska_malcova Re: przysmucenie 23.01.11, 16:52
            babka.pracujaca napisała:

            > No cóż - przez jakis czas będąc na studiach pracowałam w kawiarni artystycznej
            > , ciastka które mielismy na stanie pochodziły z pobliskiej cukierni .Kupowane b
            > yły po 1,4 a sprzedawane po 5,5 i to w ilosci symbolicznej.W kawiarni tej przes
            > iadywali artysci z plastyka , wykładowcy z pobliskiego wydziału , studenci i wc
            > inali własne kanapki , drożdzówki popijając to herbatką , kawką z naszej knajpk
            > i.wieczorami dobrze schodziło piwko .

            cóż, buraki są wszędzie, bo przychodzenie do knajpy z własnym prowiantem jest właśnie buractwem. Potem oglądamy takie obrazki za granicą i niektórzy są oburzeni, że tacy Szwajcarzy czy Austriacy wypraszają pożeraczy własnego prowiantu z knajpy.Jak się chce pożerać własny prowiant, to nie w knajpie, ludzie! Knajpa żyje ze sprzedaży, a nie z chłonięcia atmosfery artystycznego światka
    • bezkres Re: przysmucenie 23.01.11, 20:14
      Przedziwny jest ten wątek i nie do końca wszystko w nim rozumiem. Bo autorka z jednej strony pisze o biedzie, a z drugiej o sknerstwie. I dodam swoje 3 grosze o obu aspektach...bo biedna byłam, np. na studiach, ale nie było sknerstwem kupowanie używanych skryptów czy książek albo wypożyczanie ich z biblioteki. Były one potrzebne zwykle przez jeden semestr lub rok, więc czemu miałabym przepłacać kilka razy kupując nowe? Wtedy nie nazywałam tego biedą, a oszczędnością. Biedna się czułam, gdy dzieci miały po jednej kurtce i ją zabrudziły, a ja kombinowałam jak wysuszyć do je rana, żeby miały w czym iść do szkoły. Nie porównywałam nigdy mojej rodziny i innych, całe szczęście, bo pewnie bym oszalała. Pół miasteczka, w którym mieszkam, dostawało w czasach przemian akcje zakładów wchodzących na giełdę, zmieniało samochody na lepsze, a ja byłam ta biedna budżetówka.
      Co do wątku - czapka na zimę to ok 5 złotych, więc niech mi nikt nie mówi, że nie ma kasy na to, żeby ją kupić. Dziadowanie to stan umysłu, a nie pieniądze- to moje zdanie.

      • bezkres Re: przysmucenie 23.01.11, 20:15
        *je do rana, oczywiściesmile
    • ofelia1982 Re: przysmucenie 23.01.11, 23:27
      "Moja kurtka ma 3 lata, a czapki cala zime nie nosilam!!!! Wszystko z biedy, ze sknerstwa."

      No to z biedy czy ze sknerstwa? Bo to dwie różne sprawy.
      Dziewczyny fajnie się odniosły powyżej - nie ma co wartościować czyjegoś przygnębienia, nie ma co mówić, że "nie powinnaś się martwić, bo inni nie mają dachu nad głową". Rozumiem, że możesz byc przygnębiona, bo doszłaś do momentu rozliczania się ze sobą, a i porównujesz się też z innymi - którzy mają większą lekkość w dysponowaniu pieniędzmi.
      Jeżeli Twoje oszczędzanie (które IMHO zaczyna już podpadać pod ekstremalne - vide brak czapki w taką zimę..) wynika z biedy i złej sytuacji pracowej - to Cię mocno ściskam i życzę, żebyś za jakiś czas wyszła na prostą.
      Ale jeżeli wynika (jak to tak troszkę zrozumiałam) z tego, że zagalopowałaś się w sknerstwie i odmawianiu sobie wszystkiego - to dobrze, że robisz takie podsumowanie..Nie ma co oszczędzać aż tak bardzo kosztem zdrowia psychicznego i samooceny. Nie twierdzę, że powinnaś skończyć z oszczędzaniem, bo oszczędzanie - a właściwie rozsądne gospodarowanie środkami - jest wspaniałą umiejętnością; ale postaraj się wykroić miesięczny budżet na siebie i swoje potrzeby (zarówno fizyczne jak ubrania, kosmetyki oraz rozrywkowe jak kino, kawa, książka), który nie będzie obciążony żadnym poczuciem winy. Tak jakbyś odcinała ten kawałek i nagradzała się za to, że tak dobrze gospodarujesz pieniędzmi. Bo masz prawo do normalności.
      Ja uważam, że ceny w sklepach dochodzą czasem do granic absurdu - mówię o ubraniach, butach, książkach (zwłaszcza od stycznia..), rzeczach dla dzieci - i coraz częściej wzrok kieruję w stronę SH czy marketów (np. ubrania czy rzeczy dziecięce w tesco) - mimo, iż nie muszę. Nie muszę, bo w każdej chwili mogłabym wrócić do "normalnej" półki cenowej. Ale uważam, że głupotą jest wydawanie aż tyle skoro można taniej bez większej szkody dla jakości. Natomiast mimo wszystko nadal zdarza mi się pójść na kawę z koleżanką i wydać 13zł (choć wiem, że koszt takiej kawy to jakieś 2zł), kupić droższą bluzkę tylko dlatego, że jest ładna, w przypływie złego humoru kupić sobie jakiś pięknie pachnący kosmetyk..I choć wiem, że te rzeczy są stworzone przez marketing i zdecydowanie za drogie - to trudno. Nie można żyć jak niewolnik pieniędzy i odmawiać sobie wszystkiego tylko po to, by obserwować wzrost stanu konta. Trzeba zachować umiar, trzeba porównywać ceny, szukać tańszych opcji, rezygnować z drogich i niepotrzebnych rzeczy - ale od czasu do czasu trzeba być też dla siebie dobrym.
      • vikatl Re: przysmucenie 24.01.11, 07:40
        Ofelia-pieknie napisanesmile
        • milenamamazuzi do Zonaniezona 24.01.11, 15:10
          zonaniezona1 napisała:

          >Wczoraj znalazłam blog dziewczyny, która ubiera się w lumpeksach i jest ubrana jak gwiaz
          > da filmowa! Koszt niektórych jej zestawów to magiczna kwota 10 zł . Wygląda pię
          > knie.


          Zonaniezona,
          mogłabys podac linka do tego blog, plis/
          • zonaniezona1 Re: do Zonaniezona 24.01.11, 19:39
            nie zapisałam w ulubionych i sama wczoraj próbowałam znleźć - na razie się nie udałosmile. Jak znajdę kiedyś będę pamiętać !
            • ofelia1982 Re: do Zonaniezona 25.01.11, 10:46
              Ja lubie bloga tej dziewczyny, która sama szyje:

              alicjahandmade.blogspot.com/
              • zonaniezona1 Re: do Zonaniezona 25.01.11, 21:46
                Tamtego nie znalazłam , ale znalazłam innesmile)
                possitive-vibrations.blogspot.com/
                • ofelia1982 Re: do Zonaniezona 27.01.11, 23:47
                  Mi jakoś te positive vibrations nie przypadło do gustu, autorka ma problem z włosami (zły kolor i nie umie ich ułożyć - przepraszam za dosadność) i..ona przecież nic nie szyje, tylko kupuje..chyba, że nie dotarłam do jakichś starszych postów gdzie szyła..
      • tomaszind Re: przysmucenie 28.01.11, 10:48

        No ja powiem krótko, etap oszczędzania mam już za sobą, robiłem takie numery z butami, non stop tanie gó..na , a jak raz wydałem porządną kase na buciory to 3 sezon je nosze i wyglądają jak nówki
    • solejrolia Re: przysmucenie 27.01.11, 21:23
      rozumiem autorkę.
      nawet to przysmucanie o braku czapki. bo niby ją stać na zakup nowej, a nie stać, i nie wiadomo czy to oszczędność czy skąpstwo, że jej nie kupiła i nie nosiła choć zima sroga.
      wczoraj byłam w CH, łaziłam po sklepach i przypomniał mi się ten post. miałam przy sobie pieniądze, ale świadomość, że przyszedł przelew na konto i nie wiadomo kiedy pojawi się nowy, tak skutecznie mnie zamknęła, że wyszłam NIC nie kupiwszy. to poczucie "nie powinnam, nie stać mnie" nie pozwoliło mi wydać choć 20 zł na golfik, czy 14,99 zł za bluzeczkę.
      wiem, w końcu będę mieć jakieś nowe pieniądze, będę mogła coś fajnego kupić sobie, ale wtedy wyprzedaże skończą się i za takie ceny nie znajdę niczego sensownego do ubrania, no ale po prostu nie mogłam się przemóc.

      droga autorko, powodzenia i głowa do góry.
    • anew3 Re: przysmucenie 30.01.11, 14:42
      moim zdaniem post napisany przez trolla.Sknerstwo nie ma nic wspolnego z bieda, mozna miec miliony na koncie i byc jednoczesnie skapym.Zagladam tu czasem z ciekawosci, wczesniej zeby dowiedziec sie czegos o zarzadzaniu budzetem domowym i widze i jenak ta nazwa tego forum prowokuje takie osoby.Moim zdaniem oszczedzanie, bez podania na co konkretnie kojarzy sie jednak ze skrajna bieda a przeciez nie o to chodzilo zalozycielce forum, ktora chyba niezle sobie radzi i nie odmawi asobie wielu rzeczy, prawda?
      • nvv Re: przysmucenie 30.01.11, 16:26
        > Moim zdaniem oszczedza
        > nie, bez podania na co konkretnie kojarzy sie jednak ze skrajna bieda a przecie
        > z nie o to chodzilo zalozycielce forum, ktora chyba niezle sobie radzi i nie o
        > dmawi asobie wielu rzeczy, prawda?

        Jest dokładnie odwrotnie, a to forum właśnie powstało głównie dla tych biedniejszych osób; zacytuje ze strony początkowej forum: "[...] Jak rozsądnie wydawać pieniądze by przeżyć od pierwszego do ostatniego dnia miesiąca [...]" (podkreślenie moje).
Inne wątki na temat:
Pełna wersja