Dodaj do ulubionych

Tak bardzo chcialabym być na "swoim"

06.02.11, 13:56
Jestem troche podminowana bo tak bardzo chcialabym byc z męzem na swoim, marzy mi sie dom moze byc taki maly aby własny. Ale jak to zrobic skoro ja zarabiam 1800 zl na ręke mąż od 2300 do 3000 na reke w zaleznosci od miesiąca. Mamy 6 miesięczne dziecko wiec wiadomo jaki to wydatek. I z czego tu odlozyc? Jak pomysle ile trzeba na taka budowe domu ze o dzialce nie wspomne to mnie to przeraza, trzeba splacac 25-30 lat a sami mamy juz po 27. Jak popatrze na okolo po swoich znajomych to mają wypasione mieszkania na zamknietych osiedlach albo sa w trakcie budowy domu, co roku super wakacje letnie albo narty zimą, po dwa samochody dla niej i dla niego i nie mam pojecia skad biora na to kase bo naprawde nie zarabiaja jakis wielkich pieniedzy. Wiadomo pobrali kredyty ale je tez trzeba spłacac.
Obserwuj wątek
    • t_justyna1979 Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 06.02.11, 14:27
      Witam smile
      A ja od miesiąca jestem na swoim smile W naszym własnym, ślicznym mieszkanku na zamkniętym osiedlu. Nie mogę się nacieszyć. Każdą pierdołę w nim robię po swojemu. Jest wypieszczone pod każdym względem wg moich marzeń, planów... I co z tego, że będziemy spłacać je przez 30 lat. Dziękuję Bogu, że mogliśmy wziąć ten kredyt by kupić nam i dzieciom własny kąt. Do tej pory przez 4 lata wynajmowaliśmy i płaciliśmy tyle samo co nas kosztuje rata kredytu a to kiedyś będzie nasze, naszych dzieci... I jest takie jak sobie wymarzyłam. I mogę w nim co tylko mi przyjdzie do głowy smile
      Uważam, że nie ma co narzekać, mieć pretensje do Bóg wie kogo tylko jak rodzice nie dali albo ciocia nie przepisała w spadku to trzeba wziąć kredyt, wybudować albo kupić i mieć swoje, własne, wymarzone. No chyba, że skorzystać z drugiej opcji - gnieździć się z rodzicami bądź wynajmować i płacić kolosalne pieniądze obcym ludziom
      Wszystkim życzę "bycia na swoim". Pozdrawiam
      • mili131 Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 06.02.11, 15:04
        To wcale nie są takie małe dochody, my mamy 2 dzieci - 3 latka i 8 miesięcy, owszem mamy kredyt na 30 lat - no już teraz trochę mniej, ale mamy swoje własne mieszkanie, 3 pokoje. Owszem to nie domek, ale nie mieszkamy w wynajmowanej kawalerce ale nie gnieździmy się u rodziców. To kwestia priorytetów. Tę kasę można "przejeśc" a mozna coś miec. i nikt nam nie pomaga, dojeżdzamy do pracy - jakieś 600 - 700 zł mieśięcznie idzie na paliwo i autobusy, płacimy za przedszkole, ale dajemy radę. Nie narzekaj, tylko działaj. Pewnie że trzeba oszczędzac, to kwestia stylu zycia. Wolę nie wychodzic do knajpy ze znajomymi, ale byc u siebie.
        • verdana Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 06.02.11, 16:03
          Tylko, ze nie sposób przewidzieć swojej przyszłosci na 30 lat. Wystarczy jeden dłuższy epizod spadku dochodów, bezrobocia, choroby - i bank zabierze mieszkanie.
          Nie decydowałabym się nigdy na tak długotrwały kredyt. Niebezpieczeństwo, ze nie będziemy go w stanie spłacać regularnie przez 30 lat jest zbyt duże.
            • znaniemiecki Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 07.02.11, 19:56
              > Jest takie coś jak ubezpieczenie, chyba że ktoś całe życie bedzie kawalerkę wyn
              > ajmowac.

              ale z Was optymiści. To jest zwykły dodatkowy koszt kredytu występujący pod pozorem ubezpieczenia. Jeśli ktoś pokłada w nim jakieś nadzieje, najem kawalerki może okazać się dalece poza jego możliwościami finansowymi.
          • agattka_84 Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 07.02.11, 07:41
            > Nie decydowałabym się nigdy na tak długotrwały kredyt. Niebezpieczeństwo, ze ni
            > e będziemy go w stanie spłacać regularnie przez 30 lat jest zbyt duże.

            To super, że nie byłaś do tego zmuszona, ale niestety większość ludzi bez długoletniego kredytu nie jest w stanie kupić mieszkania.
              • jop Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 07.02.11, 10:12
                W tej chwili to ciężko, bo nawet zakup małego mieszkania jest ogromnym wysiłkiem finansowym - stosunek płac do cen metra mieszkania bardzo się pogorszył przez ostatnie 10 lat. Ja swoje pierwsze mieszkanie kupiłam bez kredytu, po prostu było mnie na to stać. Teraz byłoby to niemożliwością, choć zarabiam coraz więcej - ale ceny urosły bardziej. Do tego dochodzi ryzyko kursowe, bo generalnie jest tak, że albo masz wysoką ratę w PLN, albo niską ratę w CHF, ale możesz się nagle obudzić ze "spuchniętym" kredytem na 120% mieszkania z powodu ryzyka kursowego (i wtedy nie masz szans na sprzedanie takiego mieszkania), czyli jak się nie obrócisz, dooopa z przodu.
                          • jop Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 17:50
                            Nic nie poradzę na to, że polskich warunkach wieloletni wynajem to rozwiązanie dla frajerów albo osób finansowo pokrzywdzonych przez los.

                            NIE MAM KREDYTU. MIESZKANIE KUPIŁAM ZA GOTÓWKĘ. SAMA NA NIE ZAROBIŁAM. Ile jeszcze razy będę musiała to napisać, zanim dotrze to do intelektualnie sprawnych inaczej zwolenników palenia pieniędzmi w kominku?
                            • w-j-sa Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 19:25
                              jop napisała:
                              >
                              > NIE MAM KREDYTU. MIESZKANIE KUPIŁAM ZA GOTÓWKĘ. SAMA NA NIE ZAROBIŁAM.

                              Jesteś cudowna!!! Pierwsza wypłata i to płatna z góry- pozwoliła Ci kupić sobie mieszkanie, naprawdę jesteś cudowna!
                              Ale jednak normalni ludzie muszą gdzieś mieszkać gdy dorosną do wyprowadzenia się od rodziców zanim stać ich będzie na własne mieszkanie.
                              • jop Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 22:25
                                Jakoś nigdzie nie widzę, żebym pisała coś o kupowaniu mieszkania za a) jedną b) pierwszą c) płatną z góry wypłatę. Kolega kolejny intelektualnie sprawny inaczej czy mam iść do okulisty?

                                Ponieważ kupowałam mieszkanie nie biorąc na nie kredytu, doskonale wiem, ile trzeba zarabiać na coś takiego i jaki procent społeczeństwa na to stać. Doskonale więc rozumiem ludzi, którzy biorą kredyty, bo jeśli ktoś nie miał szczęścia mieć babci z mieszkaniem, która taktownie przeniosła się do lepszego świata we właściwym momencie, to niespecjalnie ma wybór.
                                  • jop Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 10.02.11, 16:31
                                    Kiedy jeszcze studiowałam, mieszkałam u rodziców - pokrywając koszty i utrzymując się sama, bo pracowałam od pierwszego roku studiów. Na mieszkanie zaczęłam odkładać na trzecim roku studiów, bo wtedy dostałam stałą pracę. Proces kupowania (=budowania, wykańczania itp.) mieszkania trwał jakieś 2 lata z hakiem. Jeszcze masz jakieś pytania?
                            • falllen_angel Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 21:54
                              jop napisała:

                              > Nic nie poradzę na to, że polskich warunkach wieloletni wynajem to rozwiązanie
                              > dla frajerów albo osób finansowo pokrzywdzonych przez los.

                              Za to wzięcie na siebie zobowiązania na 30 czy 40 lat w wysokości 120 czy 130% LTV, bo jest się za głupim lub za biednym żeby odłożyć na kilka mebli, to zaproszenie do grona "normalnych", "nowoczesnych" i "dynamicznych".

                              > NIE MAM KREDYTU. MIESZKANIE KUPIŁAM ZA GOTÓWKĘ. SAMA NA NIE ZAROBIŁAM.

                              Już się pochwaliłaś, teraz poradź coś owcom, które cicho pobekują w swoich zagrodach uwiązane kredytowym łańcuchem.

                              > Ile jeszcze razy będę musiała to napisać, zanim dotrze to do intelektualnie sprawnych
                              > inaczej zwolenników palenia pieniędzmi w kominku?

                              Zwolennicy palenia w kominku potrafią sobie policzyć, że w obecnej sytuacji rynkowej nie opłaca się kupować mieszkania nawet za gotowiznę.

                              W.
              • agattka_84 Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 07.02.11, 17:34

                verdana napisała:

                > Mozna na początek kupić małe mieszkanie, nie ryzykujac, ze resztę życia spędzi
                > się splacajac kredyt i oszczedzając na wszystkim.

                Małe mieszkanie na warszawskim Ursynowie to ok. 300 tys zł. Większość osób nie kupi nawet tego bez kredytu.
                  • jop Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 07.02.11, 20:23
                    To nie tak.

                    Średni okres spłacania kredytu hipotecznego w Polsce to 7 lat - co oznacza, że większość kredytobiorców spłaca go znacznie, znacznie wcześniej. Ale tak ogromny kredyt na wszelki wypadek zawsze się bierze na najdłuższy okres, na jaki dają - żeby mieć najniższą wymaganą ratę, ale spłacać ile się da. Trzeba wybierać bank, który nie ma nic przeciwko wcześniejszej spłacie, ale to chyba oczywiste.
      • znaniemiecki Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 07.02.11, 19:48
        chętnie przeczytam Twoje wrażenia z chwili, w której spłacisz kredyt. Wziąć jest łatwiej niż spłacić.

        >I co z tego, że będziemy spłacać je przez 30 lat

        najprawdopodobniej trochę szybciej lub znacznie dłużej.

        >Do tej pory przez 4 lata wynajmowaliśmy i płaciliśmy tyle samo co nas kosztuje rata kredytu

        nieprawda. Podaj cyfry smile Poza tym do raty dochodzi paręset złotych dla zarządcy typu spółdzielnia.

        >płacić kolosalne pieniądze obcym ludziom

        Kolosalne czy nie, przy obecnych ofertach zasadniczo mniejsze niż rata kredytu, w dodatku zawierające opłaty dla spółdzielni. Poza tym właściciele banku też są obcymi ludźmi. Nigdy ich nawet nie zobaczysz, więc jeśli istotne jest dla Ciebie, czy pieniądze bierze obcy czy bliski, to landlorda przynajmniej widzisz od czasu do czasu, wiesz jak sie nazywa, zatem jest Ci znacznie bliższy niż niewidzialni właściciele banku. chyba że kupiłaś z wkładem własnym 80%, ale wtedy bez sensu udajesz kredytobiorcę.

        > Wszystkim życzę "bycia na swoim". Pozdrawiam

        W tym sensie w jakim Ty jesteś na swoim? posiadania 30-letniego kredytu?
          • black_halo Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 08:51
            Jesli wynajem to 2000 tys to wszelkie rahchunki sie w tym juz zawieraja i jesli juz porownywac koszt kredytu z rata to musialabys od wynajmu odjac c zynsz i inne oplaty czyli dla mieszkania ok. 50 metrow wychodzi nie mniej jak 400 zlotych za sam czynsz (szczegolnie w starszych mieszkaniach, ciut mniej we wspolnotach) i do tego jeszcze prad, gaz, (woda i ogrzewanie zazwyczaj zawieraja sie w czynszu), tv, internet i inne. U moich rodzicow rachunki za mieszkanie 80m2 czyli takie w sam raz dla czterosobowej rodziny wynosza ok. 900 zlotych miesiecznie.
            • jop Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 09:15
              Zrozum: to bez znaczenia, czy właściciel napisze "1500 zł + 500 zł czynsz" czy "2000 zł - czynsz wliczony". On to sobie wliczy tak czy inaczej.

              Z szaleńcami próbującymi wliczać do ryczałtowej kwotę za wynajem wszystkie media dotąd się nie spotkałam, więc może takie pomysły to na forum o bajkopisarstwie.
              • black_halo Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 10:49
                Tak czy siak wychodzi na to, ze wynajem - niech bedzie ze 1000 rachunki i czysz + 1000 "czystey wynajem" i rata kredytu 2000 plus rachunki 1000 wychodzi mi zawsze o 1000 zlotych mniej. Czy moze tylko ja nie umiem tu liczyc? 1000 zlotych odkladane co miesiac przez 5 lat to conajmniej 60 tys, bez odsetek od lokat a od takich kwot mozna juz wyciagnac dodatkowe 10-15 tys plus dodatkowe oszczednosci. Mnie sie to wydaje mepszym biznesem niz branie kredytu, ktory sie z ledwoscia splata. Mam kolezanka w stolicy, ktorej maz zalapal sie do dobrze planej pracy informatyka w duzym koncerne, razem mieli ponad 9 tys miesiecznie. Poszli po kredyt i rata wyszla ich 3300 zlotych plus oplaty - kolejny 1000. Maz niestety 2 lata temu stracil prace, szybko znalazl nowa ale ich dochody spadly do ledwie 6 tys miesiecznie. W miedzyczasie pojawilo sie dziecko i teraz ledwo ledwo ... A najgorsze jest to, ze probuja mieszkanie sprzedac i nic nie chce kupic mieszkania za cena jaka oni zaplacili, gdyby sprzedali po cenahch aktualnych to mieliby jeszcze ok. 120 tys do splacenia a nie maja wcale apartamentu 120 metrow po 10 tys za metr.
                • fruzia01 Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 11:34
                  black_halo napisała:

                  >Mnie sie to wydaje mepszym biznesem niz branie kredytu, ktory sie z ledwosc
                  > ia splata.

                  oczywiście, że tak; kredyt, który się z ledwością spłaca jest w ogólności fatalnym pomysłem; ale można też wziąć mniejszy kredyt, na mniejsze lub gorzej zlokalizowane mieszkanie, który spłaca się łatwo


                  • black_halo Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 12:22
                    Male mieszakanie daleko od wszelkich wygod typu przedszkola, szkoly, banki, sklepy, jakakolwiek rozrywka tez nie jest dobrym pomyslem. Naprawde trudno jest dowozic dzieci kilkanascie kilometrow do szkoly - rodzicom tez zdarza sie chorowac albo zostwac dluzej w pracy albo wyjezdzac w delegacje. Sasiadka moich rodzicow uwazala, ze dusi sie w bloku. Sprzedala wiec mieszkanie i kupila plac a rozpoczela budowe domu. Zeby bylo taniej kupili ow plac na kompletnym zdaupi, nieuzbrojony bez dobrej drogi dojazdowej. Pierwsze wiosenne roztopy i bloto sprawilo, ze samochod trzeba bylo parkowac 3km od domu a reszte isc na piechote w gumofilcach, ktore to trzeba bylo wszedzie ze soba zabierac. Mieszkaja tak juz 8 lat, widokow na droge nie ma. Jest za to kredyt, ktory dobrali na kupno domu i brak mozliwosci sprzedania tego z uwagi na polozenie; A latka leca, ludzie ci maja juz 3 dorosle corki, kazda z nich mieszka blizej centrum i rodzicow odwiedzja tylko i wylacznie w dobra pogode bo raczej trudno isc na piechote 3km z dwojka malych dzieci na rekach.

                    Zasadniczo gorzej polozone mieszkanie jest tansze ale wlasnie ma ta wade ze absolutnie wszedzie jest daleko, czesto tez nie ma dobrych drog dojazdowych. Dlatego lepiej wynajmowac, odkladac i za jakis czas kupic cos moze drozszego niz innym miejscu alme za to z lepsza infrastruktura.
                    • black_halo Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 11:25
                      No ale w Polskich warunkach to jest wlasnie gorsza lokalizacja. Dobra lokalizacja jest blisko jakiegokolwiek przystanku autobusowego, tramwajowego czy metra w Warszawie. I cena od razu do gory. Nie wiem jak jest w innych miastach, w moim rodzinnym Bialymstoku komunikacja miejska dziala idealnie i mozna powiedziec, ze wszedzie jest blisko bo miasto niby duze ale infrastrutura jest. Troche taniej jest za miastem ale wtedy trzeba sie zgodzic na podmiejski autobus i niekanczace sie remonty drog dojazdowych, budowanie nowych obwodnic itd. I czas dojazdu do pracy czy szkoly sie juz wydluza. Oczywiscie za parenascie lat jak mieszkanie czy dom bedzie splacone, dzieci sie wyprwadza to to juz nie bedzie mialo znaczenia ale zyciowy komfort znaczenie ma teraz ! Dlatego uwazam, ze lepiej nieco doplacic ale miec dom czy mieszkanie z rozsadnym czasem dojazdu do pracy i szkoly.
                • jop Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 16:17
                  Za "1000 na czysty wynajem" to w moim mieście można wynająć kawalerkę w standardzie "najtańsze panele, jakie akurat rzucili w OBI". No, może nie totalnym zadupiu, ale też absolutnie nie w centrum.

                  Wynajem akceptowalnego dla mnie pod względem metrażu i standardu wykończenia mieszkania to jakieś 2500 zł, co upewnia w mnie w przekonaniu, że mieszkania przeważnie wynajmują osoby o - delikatnie mówiąc - zaniżonych wymaganiach. (Ekspaci, którym firma płaci za wynajem penthouse'ów ze złotymi klamkami i jacuzzi na tarasie to jakiś ułamek ułamka). A ponieważ znam bardzo niewielu autentycznych abnegatów, czyli osób, którym wisi, w jakim syfie mieszkają, mam podstawy, by przypuszczać, że ludzi mieszkających w wynajmowanych kawalerkach w standardzie "najtańsze panele, jakie akurat rzucili w OBI" po prostu nie stać na nic lepszego - ani na wynajem, ani na kupienie własnego.
                  • black_halo Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 10:13
                    Co ty opowiadasz. Na wlasne oczy widzialam bardzo ladnie urzadzone mieszkanie, ktore wynajmuje moja kolezanka wraz z mezem i jeszcze jedna para, dwupokojowe, kuchnia i lazienka - wszystko odnowione, mieszkanie jak to mowia full-wypas za 1800 w Warszawie, blisko linii tramwajowej.

                    Po drugie wynajem jest raczej tymczasowy i sluzy glownie oszczedzeniu na cos wlasnego albo przeczenia ukresu, w ktorym pracujesz np. na okresie probnym albo masz umowe na czas okreslony i twoja przyszlosc jest niepewna. Inna sprawa, ze raczej nigdy nie jest pewna. Albo nie masz wystarczajacych oszczednosci na wklad wlasny. To dziwne ale mieszkam w Europie na zachod od Odry i tutaj bank nawet nie zechce z Toba rozmawiac jesli nie masz wkladu wlasnego, kiedy to bylo 20% a teraz najczesciej 30%. Wlasnie dlatego, ze ceny nieruchomosci spadaja dramatycznie.
                  • re_ni73 Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 10:41
                    jop napisała:
                    "najtańsze panele, jakie akurat rzucili w OBI" po prostu nie stać na nic lepszego - ani na wynajem, ani na kupienie własnego.

                    Tu sie zgodzę,że nie stać.Ale czy najtańsze to odrazu syf.Nie wierze,że nikt na porum nie ma nic z rzeczy najtańszych.Ja mam,nie wszędzie,bo w niektórych pomieszczeniach jest jeszcze wykładzina z lat 60,ale trudno,już niedługo.Więc dla mnie ta wykładzina to syf,a uważam,że tanio też idzie urządzić ladnie mieszkanie.
        • bart_smithson Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 16:26
          > > Wszystkim życzę "bycia na swoim". Pozdrawiam
          > W tym sensie w jakim Ty jesteś na swoim? posiadania 30-letniego kredytu?

          Na swoim... kredycie smile
          Moge go sobie urzadzić tak jak tylko zechcę.
          Mogę go nadpłacać, pewnie z raz mogę się spóznić o dzień, nawet miesiąc "wakacji kredytowych" mogę wziąć...
          ale jakby nie było przynamniej 10-letnia pensja pójdzie by się pozbyć tego ciężaru.
    • marzeka1 Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 06.02.11, 16:02
      A dlaczego interesuje cię opcja: dom z działką albo wypasione mieszkanie na zamkniętym osiedlu?
      Jest cała masa rozwiązań pośrednich, którą można dostosować do waszych dochodów.
      I tak, kredyty trzeba spłacać, więc kredyt bierze się na tyle rozważnie, by wiedzieć, na co się porywać.
      Lata temu jako młode małżeństwo, trochę od was młodsze, zaczynaliśmy od mieszkanka 38 m z lokalnym ogrzewaniem (czyli masz kaloryfery, ale w piecu palisz sama) i niskim czynszem, potem mieszkania sprzedawaliśmy, kupowaliśmy większe. Od prawie 3 lat mam w końcu takie mieszkanie, jak chciałam.
      Po prostu przy niskich dochodach nie zaczynasz od myśli o domu (bo postawić to jedno, wykończyć drugie) czy mieszkania na zamkniętym osiedlu, tylko od czegoś na co was realnie stać.
      • aga90210 Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 06.02.11, 17:45
        Nie wiem, czy takie częste zamiany są opłacalne w sytuacji, gdy wartość nieruchomości nie rośnie. Bylo to bardzo fajne kilka lat temu, gdy zarabiało się na sprzedaży mieszkania, ale teraz? Zakup każdej nieruchomości to 20-30 tys oplat (notariusz, podatek, opłaty okołokredytowe, prowizja agencji). Gdybym miała w perspektywie często zmiany lokum to wolałabym wynająć.
        • jop Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 07.02.11, 09:46
          Zwłaszcza przy braniu kredytu właściwie nie ma już możliwości zarobienia na takim mieszkaniu. No i faktycznie, koszty zakupu plus koszty wykończenia albo remontu - przy każdej takiej okazji trzeba wyskoczyć z dodatkowych kilkudziesięciu tysięcy. Aha, proszę mi nie pisać o możliwości zakupu wykończonego mieszkania na rynku wtórnym - mówimy o Polsce, nie o Stanach, gdzie ludzie przed sprzedażą domu wymieniają okna na wypasione (no dobra, przynajmniej tak robili przed kryzysem). W Polsce używane mieszkanie, w którym dałoby się od razu zamieszkać bez estetycznych cierpień, trafia się jedno na parę tysięcy - większość to albo niemożebny syf, albo estetyczny horror (znajomi kupili mieszkanie z kuchnią z meblami z MDF-u w kolorze zgniłej lawendy, do tego blat z imitacji marmuru w sraczkowate ciapki i złote szprosy, na okrasę kafelki z wyprzedaży w Castoramie typu "chmurki" vel "maziaje").
          • verdana Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 07.02.11, 12:13
            A ja kupilam taka kawalerkę w zeszłym roku - własciciele wyprowadzili się z walizkami, zostawiając niedawno wymienione okna, meble - bardzo, bardzo przyzwoite, kuchenkę, wentylator pod sufitem, lodówkę i pralkę - te raczej antyczne, ale na poczatek dobre i takie.
            Ale tak, uważam, ze to raczej los na loterii niż zasada, tym bardziej, ze kupujac mieszkanie nie wiedziałam, ze jest ono "z wyposazeniem" - to byla mila niespodzianka.
          • amandaas Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 07.02.11, 15:55
            Kupiłam na rynku wtórnym pięknie odnowione mieszkanie- świeżo po remoncie, który poprzedni własciciele robili pod siebie a nie pod sprzedaż więc jest zrobione bardzo porządnie. Ze względów losowych nagle zdecydowali się na wyprowadzkę więc sprzedawali.
            Widywalam dużo dobrze wyremontowaych mieszkan- może nie idealnie w moim guście, ale w miare porządnie.
            Takich, które były estetycznym horrorem (na zdjęciach) nawet nie chodziłam oglądać bo wiedziałam, że nie będzie mnie stać na ekstra remont. Poza tym nie miałabym na to czasu.
            Więc można, naprawdę.
            • jop Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 07.02.11, 16:17
              Podanie jeszcze pięciu przykładów cioci, szwagra i kolegi ze studiów nie zmieni faktu, że to jest na polskim rynku baaardzo rzadkie.

              BTW, zgniłą lawendę z marmurkową sraczką pod złotymi szprosami byli właściciele też robili pod siebie i przypuszczam, że ta zgniła lawenda z marmurkową sraczką pod złotymi szprosami wcale tania nie była. Statystyczny Polak ma gust wnętrzarski taki, że jakby to pies zobaczył, to by się o budę zabił.
                • jop Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 07.02.11, 17:57
                  Ale bonus w postaci marmurowej sraczki nie ma pozytywnego wpływu na cenę mieszkania (od strony nabywcy patrząc). Raczej negatywny, bo każdy wielbiciel marmurowej sraczki i kafelków z motywem chmurek uważa je za zaletę, która powinna przełożyć się na wyższą cenę i chce więcej, potrząsając argumentem "przecież urządzone, tylko się wprowadzać". A rzeczoną marmurową sraczkę i kafelki z motywem chmurek i tak trzeba kiedyś zdemolować i zastąpić czymś strawniejszym (koszty i rozpierdówa w już zamieszkałym mieszkaniu, Armageddon). To ja już wolę bez sraczki i wyskoczyć na dzień dobry z dodatkowych 30 kilo na samą kuchnię.
    • adsa_21 Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 06.02.11, 17:04
      Wkrótce wezmę kredyt na 35 lat. Czy się boję? Pewnie. Moje zarobki są niepewne ale póki jestem zdrowa i pełna sił myślę, że dam radę. Kredyt biorę sama, nikt mi nie pomaga,nie mam męża, za to jestem mamą nieznośnego 8-latka. Też mam 27 lat, uważam, że to bardzo dobry czas na branie kredytu.
      Jesteście we dwoje, to zawsze jest łatwiej bo są dwie pensje a nie jedna jak u mnie. Ja bym się zainteresowała kupnem jakiegoś mieszkanka.powodzeniasmile
    • miska_malcova Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 06.02.11, 18:18
      aniluap_j napisała:

      > Jestem troche podminowana bo tak bardzo chcialabym byc z męzem na swoim, marzy
      > mi sie dom moze byc taki maly aby własny. Ale jak to zrobic skoro ja zarabiam 1
      > 800 zl na ręke mąż od 2300 do 3000 na reke w zaleznosci od miesiąca.

      idź do banku i dowiedz się ile kredytu dostaniesz

      Mamy 6 mie
      > sięczne dziecko wiec wiadomo jaki to wydatek. I z czego tu odlozyc? Jak pomysle
      > ile trzeba na taka budowe domu ze o dzialce nie wspomne to mnie to przeraza, t
      > rzeba splacac 25-30 lat a sami mamy juz po 27. Jak popatrze na okolo po swoich
      > znajomych to mają wypasione mieszkania na zamknietych osiedlach albo sa w trakc
      > ie budowy domu, co roku super wakacje letnie albo narty zimą, po dwa samochody
      > dla niej i dla niego i nie mam pojecia skad biora na to kase bo naprawde nie za
      > rabiaja jakis wielkich pieniedzy. Wiadomo pobrali kredyty ale je tez trzeba spł
      > acac.


      między domem i "wypasionym mieszkaniem na zamkniętym osiedlu" jest masa innych możliwości na wasz możliwości finansowe
    • 31bulinka Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 06.02.11, 19:31
      Przeglądam to forum od kilku lat i bardzo wiele wskazówek wprowadziłam w życie. Nie udzielam się ale byłam w podobnej sytuacji jak Ty więc tym razem odpowiem.
      Macie podobne dochody jak my rok temu. Nasz synek miał wtedy niecałe 2 lata. Wynajmowaliśmy mieszkanie i po cichu marzyliśmy o swoim. Rodzina nie była w stanie nam pomóc - mogliśmy liczyć tylko na siebie. Marzenia marzeniami ale jak tu wziąć kredyt i spłacać ratę jak nam ledwo starczało do tzw. pierwszego.
      Ale jakoś się zdecydowaliśmy i za miesiąc przeprowadzamy się "na swoje" (na bankowe smile)
      Jest ciężko - nie powiem ale jakoś dajemy radę. Dzięki temu forum wiem dokąd poszła każda moja złotówka. Praktycznie z tych samych pieniędzy co rok temu (mąż dostał 200zł podwyżki) udaje nam się spłacać ratę kredytu (obecnie 1400zł) więc jakoś się da. A płacimy za wynajem i opłacamy opiekunkę dla synka. I żyjemy. I płacimy tą ratę już rok.
      I będzie lepiej bo jak się przeprowadzimy to przestaniemy płacić za wynajem.
      Kredyt wzięliśmy na 30 lat. Owszem mam pewne obawy ale podziałały ona na mnie motywująco i staram się odkładać każdą wolną złotówkę na "fundusz awaryjny", żeby w przypadku jakiegoś nieszczęścia było choć na kilka m-cy życia. Mieszkanie wykończyliśmy skromnie i faktycznie nie ma co porównywać z wypiaskowanymi mieszkaniami naszych bogatych znajomych. Ale nie ma co się na innych oglądać. Mam ogromną satysfakcję, że sami sobie pracujemy na swoje. Ja sama spełniam swoje marzenia - nie robi tego za mnie nikt inny.
      Idź do banku, dowiedz się ile kredytu dostaniesz. Sprawdź czy możesz korzystać z "Rodziny na swoi". Przelicz wszystko dokładnie. Zacznij korzystać z rad tego forum - są bezcenne. Zobacz ile uda Ci się zaoszczędzić - gdzie ucieka ta kasa.
      I życzę Wam powodzenia. Warto się trochę wysilić, pomyśleć, pokombinować i mieć coś swojego.
    • black_halo Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 06.02.11, 20:26
      Jesli mieszkasz w wynajmowanym to radze Ci przez najblizsze 4-5 lat odkladac pieniadze na wklad wlasny - jesli macie od 4100 do 4800 na reke miesiecznie do dyzpozycji to proponuje zalozyc, ze co miesiac odkladacie conajmniej 1000 na mieszkanie plus wszelkie nadwyzki - np. kiedy maz zarobi wiecej. Po 5 latach masz 60 tys bez odsetek, tu sie nie da przewidziec ile zarobisz na lokatach ale mysle, ze mozna zalozyc, ze wyszloby ok. 70 tys. Do tego czasu mieszkania powinny jeszcze staniec, raczej nie beda drozsze, mysle, ze wasze zarobki tez moga wzrosnac. 50 tys masz na wklad wlasny a 20 na poduszke finansowa i wykonczenie mieszkania. Nieradzilabym tez brac mieszkania gdzie rata+czynsz i rachunki wyniosa wiecej niz wynajem teraz.
      • zuzanna56 Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 06.02.11, 21:24
        Spokojnie, młodzi jesteście smile
        My też marzyliśmy o własnym domu, ale to marzenie spełniło się dopiero po kilkunastu latach małżeństwa, a mieszkamy w dużym mieście, gdzie ceny mieszkań są wysokie. Zaczęliśmy od 2 pokoi 50m2, potem kupiliśmy 65m2, na końcu dom 130m2, ale to wszystko trwało...czego i wam życzę. Zdrowia też, abyście mogli pracować i spłacać kredyt smile
        • black_halo Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 07.02.11, 07:58
          Mysle, ze na podstawowe sprzety wystarczy. Autorka tematu pierwsze mieszkanie moglaby kupic uzywane na osiedlu gdzie jest juz cala infrastruktura czyli szkoly i przedszkola, bank, apteka, przychodnia itd. Strzezone osiedla maja to do siebie, ze sa raczej nowe i w to niezaopatrzone. Mieszkanie uzywane ma zazwyczaj zrobiona jakas kuchnie, lazienke i toalete oraz polozona podloge. Za 5-7 tys mozna mieszkanie zazwyczaj odmalowac i dokupic co trzeba a reszte bardzo powoli, jednego roku kuchnie, drugiego mazienke a nastepnego salon. Ma sie wtedy i oszczednosci i odnowione w miare szybko mieszkanie.
    • mama_dorota Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 07.02.11, 09:37
      A słyszałaś o Habitacie? Może działa w twoich okolicach?
      www.habitat.pl/aktualnosci.aspx
      Kilka lat temu nie mieliśmy własnego mieszkania, a mieliśmy dwójkę małych dzieci, z którymi mieszkaliśmy w suterenie 27 m2. Ogólnie nie było tam tak źle - ogrodzone podwórko, zaprzyjaźnieni sąsiedzi, ciepło i sucho, a przede wszystkim tanio, ale wiadomo, kto chce mieszkać w suterenie i to wynajętej ... Miało być chwilowo, po wyprowadzce z poprzedniego wynajmowanego mieszkania, ale jakoś utknęliśmy na 5 lat właśnie z powodu dzieci. W trakcie wiedzieliśmy o tym, że w naszym mieście zaczyna działalność stowarzyszenie związane z Habitat for Humanity i że z nimi można zbudować dom/mieszkanie na bardzo korzystnych warunkach jeśli rodzina ma niezbyt wielkie (ale też nie za małe) dochody.
      Nie będę opisywać wszystkiego w szczegółach, tylko podsumuję.
      Mamy teraz własne mieszkanie, za które wstępnie zapłaciliśmy 10%, potem przepracowaliśmy na budowie łącznie ponad 900 godzin (to niemało, bo licząc 1 osobę po 8 h/dzień wychodzi 5 miesięcy, trochę nam przyjaciele pomogli, trochę opłacony pracownik i sami robiliśmy co się da, głownie mąż, który prowadzi działalność i mógł po prostu nie iść do pracy, ale wiadomo - nie zarobić, a koszty opłacić), pozostałe 90% spłacamy w ratach oprocentowanych wskaźnikiem inflacji przez 20 lat, czyli w moim przypadku to jest 337 zł (mój kolega z pracy kredytem bankowym za takiej samej wielkości mieszkanie, tyle, że kupione 2,5 roku później płaci 6 razy więcej, ale mieszkanie droższe 1,5 raza). Mieszkanie wykończone pod klucz, a po wybudowaniu zorganizowaliśmy z sąsiadami wspólnotę, którą zarządzamy i samodzielnie rozliczamy, aby minimalizować koszty. Poza tym też jako wspólnota trochę uzbieraliśmy i trochę dobraliśmy kredytu, żeby budynek ogrodzić i mamy zamknięte podwórko z placem zabaw i parkingiem na posesji.

      Owszem, to był wysiłek, ale gdyby nie ta możliwość, nasza decyzja i wiara, że musi się udać (czasem po nocach nie spałam myśląc kiedy i jak te godziny wypracować) nie wiem gdzie byśmy teraz mieszkali. Wprawdzie zarobki się podniosły, ale gdyby przyszło nam kupić mieszkanie na kredyt bankowy, to pewnie nie byłoby na przykład na angielski dla dzieci i dla mnie, skromny samochód dla mnie, którego codziennie używam i jeszcze kilka innych potrzeb, a przede wszystkim musiałabym pewnie pracować na cały etat (pracuję na 3/4), a dzieci nie mogłyby chodzić do szkoły muzycznej.

      Jeśli chcesz (ty lub ktoś inny) dowiedzieć się więcej, a nie znajdziesz odpowiedzi na stronie, pytaj. Można tez pisać na PW.
    • qasder Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 07.02.11, 11:02
      aniluap_j napisała:

      > Jestem troche podminowana bo tak bardzo chcialabym byc z męzem na swoim, marzy
      > mi sie dom moze byc taki maly aby własny. Ale jak to zrobic skoro ja zarabiam 1
      > 800 zl na ręke mąż od 2300 do 3000 na reke w zaleznosci od miesiąca. Mamy 6 mie
      > sięczne dziecko wiec wiadomo jaki to wydatek. I z czego tu odlozyc?

      Ile miesięcznie Cię kosztuje dziecko? Ile spodziewasz się że kosztuje 6-8 latek, ile 16 latek, ile student? Czy planujecie więcej dzieci?
      Czy obecnie stać Cię na oszczędzanie na edukację dzieci?
      Warto zastanowić sie najpierw na co MUSI Was być stac w perspektywie 30 lat, a potem myśleć czy kredyt też uciągniecie.

      Jak popatrze na okolo po swoich
      > znajomych to mają wypasione mieszkania na zamknietych osiedlach albo sa w trakc
      > ie budowy domu, co roku super wakacje letnie albo narty zimą, po dwa samochody
      > dla niej i dla niego i nie mam pojecia skad biora na to kase bo naprawde nie za
      > rabiaja jakis wielkich pieniedzy. Wiadomo pobrali kredyty ale je tez trzeba spł
      > acac.

      To może pogadaj z tymi znajomymi jak to robią? Piszesz na forum, a wśród znajomych masz ludzi którzy osiągnęli to co się Tobie marzy. Trochę bez sensu...
    • mamuskaoli Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 07.02.11, 13:58
      Po pierwsze za nic nie rezygnuj ze swoich marzeń. I to jest najważniejsze.
      My z mężem mamy razem dochody ok. 4000 (od niedawna, bywało gorzej, mieszkamy w tzw. strefie B), dwójkę małych dzieci, gdzie dla jednego opłacamy nianię a drugiego przedszkole. Wszystkiego dorabiamy się sami. Spłaciliśmy kredyt na mieszkanie , kupiliśmy działkę i planujemy smile budowę domu. Mąż śmieje się ze mnie, że jak byśmy mieli dochody 10 tys. to ja i tak bym nie wydała więcej niż 3 tys. na życie . A.. na wakacje jeżdzimy co roku, co prawda są to nasze kochane mazury, nie czujemy się z tego powodu jacyś gorsi, grunt to dobre towarzystwo.
      2. Wiele rad z tego forum jest bezcennych. Są ludzie w o wiele gorszej sytuacji finansowej.
      Powodzenia

    • aniluap_j Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 07.02.11, 19:00
      Dziekuje za odpowiedzi.

      Teraz mieszkamy z rodzicami, mają dom wiec mamy do dyspozycji "gorę" ale wiadomo bardzo chcielibysmy byc na swoim bo co sami to sami.
      Wiem zaraz posypia sie pewnie teksty w stylu mieszkacie z rodzicami to mozna odlozyc ale wydalismy sporo pieniedzy na to zebysmy mogli miec dziecko, dlugo sie leczylam co pochlonelo mase pieniedzy.
      Planuje jeszcze jedno dziecko, jezeli sie uda bo i tak to co mamy to prawdziwy cud po 3 latach walki .
      Tu gdzie mieszkam mieszkania są dosc drogie rowniez te na rynku wtornym, tak myslalam juz o tym ze moze lepiej wziąsc ciut wiecej kredytu zeby wybudowac maly drewniany dom bo jak porownam ceny domu i mieszkan to naprawde nie wychodzi jakas kolosalna roznica.
      Ale branie tyle kredytu mnie przeraza.
          • amandaas Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 09:36
            A czy ono będzie przeszczęśliwe, że przyszło na świat, skoro rodzice nie będą mu w stanie zapewnić wszystkiego co niezbędne?
            Może by tak najpierw zmienic prace na 4 razy lepiej płatną? A jeśli się nie da (oto Polska właśnie) to może by tak odpuścić sobie rozmnażanie?
            Ja wiem, dziecko to skarb, ale płodzenie drugiego dziecka w momencie gdy stać Was tylko na jedno po to aby być "prze szczęśliwym" jest największym egoizmem jaki znam.
            • nvv Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 10:17
              Mądrze piszesz. Takich "cudów" już chodzi po Ziemi prawie 7 miliardów, liczba wciąż wzrasta, ceny żywności drożeją.

              Dużo większym cudem dla wielu, częściej niewykonalnym, jest racjonalne i rozsądne planowanie rodziny oraz utrzymanie swojej rodziny na przyzwoitym poziomie (to wymaga odpowiedzialności i pracy). Rozmnażanie się nie jest specjalnie trudne, nawet bym powiedział dosadnie, że przyjemne jest zaspokajanie instynktów, a potem latanie po zasiłki też specjalnie trudne nie jest.

              Nie chcę zabrzmieć zbyt cynicznie i ostro, bo rozumiem że autorka i/lub jej partner mają stresujące problemy z płodnością, a planowanie rodziny uważam za bardzo prywatną/indywidualną sprawę każdego z nas, ale z drugiej strony, skoro już pisze na publicznym forum (prosząc się tym samym o komentarz/dyskusję) jak wielką ma chcice na "swoje" i jednocześnie na kolejne rozmnożenie się... to aż się prosi o taki komentarz. uncertain
              W życiu nie można mieć wszystkiego czego się chce, trzeba iść na kompromisy, zrezygnować z pewnych wyborów aby inne zyskały (np. zrezygnować z dalszego zaspokajania instynktu rozmnażania się aby już urodzone dziecko miało rozsądne warunki życiowe). No ale to moje 3 grosze.
              • falllen_angel Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 15:15
                nvv napisał:

                > Mądrze piszesz. Takich "cudów" już chodzi po Ziemi prawie 7 miliardów, liczba w
                > ciąż wzrasta, ceny żywności drożeją.
                >
                > Dużo większym cudem dla wielu, częściej niewykonalnym, jest racjonalne i rozsąd
                > ne planowanie rodziny oraz utrzymanie swojej rodziny na przyzwoitym poziomie (t
                > o wymaga odpowiedzialności i pracy). Rozmnażanie się nie jest specjalnie trudne
                > , nawet bym powiedział dosadnie, że przyjemne jest zaspokajanie instynktów, a p
                > otem latanie po zasiłki też specjalnie trudne nie jest.

                Oj, czepiasz się trochę. To jest katolicki kraj, bóg dał dziecko bóg da na dziecko...

                Tak samo jak z kredytem, ważne żeby dostać, a potem jakoś to będzie...

                W.
                • bart_smithson Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 16:44
                  > To jest katolicki kraj, bóg dał dziecko bóg da na dziecko...
                  >
                  > Tak samo jak z kredytem, ważne żeby dostać, a potem jakoś to będzie...

                  Cóż więcej mogę dodać?
                  Ludzie chorują "na swoje" - raczej specyfika polskiego rynku.
                  Bankowcy mogą spać spokojnie - chętnych do zostania ich niewolnikami na lat 30 nie brakuje.
                  I nic nie wskazuje, że miałoby zabraknąć.

                  Piszę to w momencie kiedy stopy kredytów hipotecznych podskoczyły tutaj o połowę do jednego punktu procentowego (w zależności od banku).

                  W 2008 roku znajomy "na swoim" płacił €150 mniej miesiecznie za ratę niż ja za wynajem.
                  Tuż przed ogłoszeniem podwyżek mój wynajem kosztował €50 mniej niż jego rata.

                  €200 różnicy miesięcznie w zaledwie 3 lata?
                  Szybciej uzbieram na swoje smile
            • naturella Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 11:14
              Halo? Autorka postu ma dochodu prawie 5 tys. na trzy osoby - naprawdę uważacie, że to taka nędza? Że nie stać jej na drugie dziecko? Może już nie przesadzajmy, w tym momencie jest to 1600 zł/os, po urodzeniu drugiego dziecka będzie 1200/os. Wiele osób z tego forum ma dochody niższe.

              Ja rozumiem dążenie do świata idealnego i chęć zapewnienia dziecku lekcji skrzypiec już w niemowlęctwie, ale między tym, a podejściem "Bóg da na dziecko" jest jeszcze cała gama różnych sytuacji zyciowych. I nie uważam, żeby autorka postu była w sytuacji, w której decyzja o drugim dziecku skazywałaby jej rodzinę na życie w nędzy i z zasiłków wspaniałych podatników z tego forum.

              Sorry, ale post amandaas jest jakiś kompletnie od czapy, chyba, że inny wątek czytamy:

              Może by tak najpierw zmienic prace na 4 razy lepiej płatną? A jeśli się nie da
              (oto Polska właśnie) to może by tak odpuścić sobie rozmnażanie?


              Czyli co, rodzina z dwojgiem dzieci powinna mieć dochodu ok. 20 tys, bo inaczej dziecko będzie żałowało, że przyszło na świat?
              • marajka Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 19:14
                >Ale jak to zrobic skoro ja zarabiam 1800 zl na ręke mąż od 2300 do 3000 na reke w zaleznosci od miesiąca

                Mają prawie 5 tys, lub niewiele ponad 4 tys. Jak wezmą kredyt, to pochłonie sporą część pensji. A dziecko rośnie i więcej kosztuje. I jakąś rezerwę finansową też warto mieć, prawda?

                > Czyli co, rodzina z dwojgiem dzieci powinna mieć dochodu ok. 20 tys, bo inaczej
                > dziecko będzie żałowało, że przyszło na świat?

                20 tys nie, ale tak ze 4 na czysto. Oni po kredycie nie będą mieć 4 na czysto.
      • zuzanna56 Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 07:17
        aniluap_j napisała:

        > Tu gdzie mieszkam mieszkania są dosc drogie rowniez te na rynku wtornym, tak my
        > slalam juz o tym ze moze lepiej wziąsc ciut wiecej kredytu zeby wybudowac maly
        > drewniany dom bo jak porownam ceny domu i mieszkan to naprawde nie wychodzi jak
        > as kolosalna roznica.
        > Ale branie tyle kredytu mnie przeraza.

        Nie wiem w jakiej części Polski mieszkasz i czy to duże miasto i co to dla ciebie oznacza że cena mieszkania jest wysoka. Jeśli faktycznie cena domu i mieszkania wychodzi podobnie (u mnie akurat tak nie jest, maleńki drewniany dom pod miastem myślę że kosztowałby nie mniej niż siedemset tysięcy) to może faktycznie pomyśleć o domu, na forach ludzie twierdzą, że za trzysta tysięcy mają urządzony dom z działką, może i tak gdzieś w Polsce jest, skoro tak piszą. To że obawiasz się kredytu, doskonale rozumiem, i to że nie chcecie mieszkać z rodzicami - tym bardziej. Policz sobie ile musiałabyś tego kredytu wziąć i ile wynosiłaby rata. Czy jesteście w stanie na przykład teraz płacić 1000 zł raty, 700 zł za rachunki, do tego utrzymać dwoje dzieci (przedszkole, opiekunka)?
          • jk0308 Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 11:46
            Bardzo świetny pomysł, że o tym nie pomyślałm! Jestem w podobnej sytuacji jak autorka i też mamy takie marzenia o swoim własnym kącie. Tylko u nas postawienie domu (taki jak chcemy)zmieścimy się w 300 tyś. Ale kredyt nas przeraża. Mamy już działkę, wszystkie media - tylko boimy sie kredytu.
            • incredibilmente Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 12:14
              Autorko,

              nie rozumiem - chciałabyś, ale boisz się; marzysz o mieszkaniu czy domu, od paru lat jesteście małżeństwem, ale nie odkładasz ani złotówki, i nie chcesz kredytu - nie wiem, na co liczysz.
              Na gwiazdkę z nieba? Na spadek po cioci z Ameryki?
              Nic nie ma za darmo, nikt domów ani luksusowych mieszkań nie wręcza w prezencie gwiazdkowym, zresztą, kawalerek też raczej nie.

              Porównujesz się do znajomych i zazdrościsz, że tyle mają - że mieszkania lub domy, że wakacje, że samochody.
              Skoro na to sami pracują i sami spłacają kredyty, to chyba im wolno.
              Ich praca, ich pieniądze, ich marzenia, ich ryzyko.

              Z 5 tysięcy miesięcznie, mieszkając u rodziców, nie jesteście w stanie odłożyć nic na wkład własny????

              Budujemy dom, przeprowadzamy się za rok - w okolicy 35 r.ż, kilkanaście lat po ślubie.
              Nie oczekiwałam, że w wieku 20-25 lat będę miała willę, kamienicę czy jacht, zaczynaliśmy od małego mieszkania.
              Od 10 lat oszczędzaliśmy i nadal oszczędzamy na dom - OD DZIESIĘCIU.





              • aniluap_j Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 13:24
                Czy ja pisze ze oczekuje na gwaizdke z nieba albo spadek po cioci?
                Jestesmy malzenstwem prawie 4 lata, przez trzy lata staralismy sie o dziecko, leczenie pochlonęlo mase kasy przestalam liczyc jak doszlismy do 18 tys. dla nas to jest sporo, wczesniej wiadomo koszty slubu - oplaciclismy je wszystkie sami i tak nparawde dopiero teraz mozemy zacząc odkladac.
                • mama_dorota Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 14:06
                  Nie przejmuj się bezduszną oceną osoby, która nie zna cię za grosz.
                  My tez mamy oszczędności nie za dużo, a i to za 2 miesiące zostanie wydane na cel, na który zbieraliśmy. Wcześniej uzbierane pieniądze włożyliśmy w działalność męża, która tez nam kokosów nie przynosi, ale średnią krajową tak. Gdybyśmy tego nie zrobili, to pewnie zarabiałby teraz najniższą krajową albo musiał wyjechać za granicę. 3 lata spędziłam na urlopie wychowawczym (oszczędnością finansów było odchowanie za jednym razem dwójki - 2 lata różnicy, bo opiekunce płaciłam za dwoje tyle, co za jedno i przerwa w pracy krótsza). O mieszkaniu pisałam już w tym wątku (Habitat). Pieniądze to nie wszystko i inwestuje się je w różne sprawy.
                  Jednak mojej mamie ciągle się wydawało, że my mało mamy i na nogi nie możemy stanąć, że urlop wychowawczy to głupota, bo można w tym czasie zarabiać (zarabiałam dorywczo, aby w domu). My inwestowaliśmy i inwestujemy w dzieci. Dzięki temu mamy z nimi dobrą relację, poważnie traktujemy ich rozwój i mimo dojazdów (ja i dzieci) jesteśmy w domu na tyle wcześnie, żeby mogły szlifować swoje talenty. To nie jest oszczędność, ale i głupota też nie.
                  A urodzenie kolejnego dziecka mimo że nie macie własnego mieszkania nie jest egoizmem. Moim zdaniem egoizmem jest mieć dziecko jedno jak zwierzątko, żeby było "dla mnie", a nie zapewnić mu rodzeństwa, nie licząc się z tym, że kiedy rodzice odejdą, zostanie samo. Nawet mimo swojej rodziny jedynacy bardzo często czują się samotni po śmierci rodziców. Nie mam oczywiście na myśli sytuacji jedynaków "losowych".
                  • amandaas Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 14:34
                    Acha, czyli obowiązkiem rodzica jest zapewnienie dziecku rodzeństwa? Rodzeństwo z pewnością zapewni pełny brzuszek, zabawki, ubrania, naukę języków i sportów, wakacje i inne atrakcje które są niezbędne dziecku do prawidłowego rozwoju i życia na odpowiednim poziomie. Ciekawa teoria, zaiste ciekawa...

                    Do autorki tematu- wybrałaś inną, jak dla mnie dziwną kolejność- najpierw dziecko, potem dom. To był Twój wybór więc czemu teraz narzekasz? Jakiej rady/pomocy oczekujesz?
                    "Całe życie dokonujemy wyborów a potem szukamy potwierdzenia ich słuszności..."
                    • zosia711 Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 15:05
                      Myślę,że autorka wątku bardziej rzuciła temat niż narzeka....
                      ile osób tyle zdań, ale spokojnie z ta krytyka o kolejności dzieci i domu...
                      czy w takim razie ktoś kto nie ma perspektyw na swoje lokum nie ma w zyciu w ogóle mieć dzieci? byc moze domu dorobi się grubo po 40-tce, na dzieci może byc już za późno...
                    • aniluap_j Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 15:14
                      wybralam taką kolejnosc z prostego powodu nie moglam czekac az bede miala dom itp bo nie wiem ile mi to zajmie i z moim problem odkladanie dzieci na potem oznaczaloby byc moze brak ich wogole. Ale byc moze tego nie zrozumiesz jezeli nie wiesz co oznacza walka na dziecko, w mysl zasady "syty glodnego nie zrozumie".
                      I nie zauwazylam zebym strasznie narzekala, jestem wdzieczna losowi ze mam super rodzine i dla kogo zyc tylko mam marzenie miec wlasny dom ale nie pusty dom,
                      • amandaas Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 16:05
                        No widzisz, to zmienia postać rzeczy- skoro piszesz, że jesteś szczęsliwa i że wolisz mieć dziecko niż dom. Trochę się to kłóci z faktem, że jednak zazdrościsz znajomym dóbr materialnych, no ale cóż... Może łatwiej będzie Ci się pogodzić z tym faktem jesli uświadomisz sobie że to była tylko i wylącznie Twoja decyzja. Nikt Cię do niczego nie zmuszałsmile
                    • monikaj21 Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 16:58
                      > wakacje i inne atrakcje które są niezbędne dziecku do prawidłowego rozwoju i ż
                      > ycia na odpowiednim poziomie

                      Hmmm... to jest dla mnie dopiero bardzo ciekawa teoria... Pewnie zależy co dla kogo oznacza 'rozwój i życie na odpowiednim poziomie' ale akurat do mojego życia dużo więcej wnosiło w dzieciństwie rodzeństwo niż 'wakacje i inne atrakcje'.

                      • amandaas Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 17:51
                        Ja również mam rodzeństwo i również twierdze, że wiele wniosło i wnosi w moje życie. Natomiast dzięki temu, że moi rodzice zdecydowali się na świadome rodzicielstwo to oprócz rodzeństwa miałam wszystkie inne konieczne rzeczy. Wakacje, zajęcia dodatkowe i ubrania, zabawki są dla Ciebie nieistotne? Ciekawe;D

                        Dzieci i to w większej liczbie- jak najbardziej, ale tylko wtedy kiedy jest się w stanie zapewnić im odpowiedni poziom życia i wszystkie jego niezbędne elementy. Sama zamierzam mieć więcej niż jedno, ale pod takim własnie warunkiem.
                        • mama_dorota Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 20:08
                          Więc nie mamy całkiem przeciwstawnego zdania. Szanuję twój pogląd, ale nie należy go innym narzucać. Odpowiednie warunki znaczą co innego dla różnych ludzi. My spędzamy wakacje poza domem co roku, czasem kosztowało nas to 1000 zł, czasem kilkakrotnie więcej, a małemu dziecku potrzeba w wakacje rodziców i zazwyczaj trochę wody w jeziorze albo basenie.
                          My zdecydowaliśmy się na dzieci przed zakupem mieszkania, bo w czasach, gdy myśleliśmy o kupnie swojego oprocentowanie kredytu to były liczby rzędu 25%. Lepiej było wynająć, mieć dzieci, odchować je i wtedy się zacząć się dorabiać. Przy okazji udało się zdobyć mieszkanie, całkiem uczciwie, a znacznie taniej. Dzieci mają wszystko, czego naprawdę potrzebują + całkiem sporo tego, czego pragną, ale nie za wiele, bo to wcale nie jest dla nich dobre. Zabawki mieli (na początku były zazwyczaj używane, podobnie ubrania) i mają, a nawet instrumenty i szkołę muzyczną, o które poprosili, co wielu uzna za fanaberię. Język też. A ponieważ właśnie jesteśmy świadomi, że każde dziecko ma określone potrzeby (w tym bardzo ważna: czas), to jest ich tylko dwoje. Woleliśmy sobie odmówić pewnego statusu (np. nowych ciuchów, nowego samochodu).
                          Sporo z kolei znajomych i krewnych najpierw postanowiło się dorobić, a potem przeżywali wieloletnie starania o dzieci. Inni kupili mieszkania na drogi kredyt i nie byli w stanie go spłacać. Temat można ciągnąć. Każda rodzina ma inną sytuację i nie zawsze odpowiedzi i decyzje są takie same.
                          Jeszcze do autorki wątku. A nie przyszło ci przypadkiem do głowy, że wielu ludzi ma dużo na kredyt? Mieszkam w domu wielorodzinnym położonym wśród pięknych, nowych domków jednorodzinnych. Zawsze trochę zazdrościłam w duchu ich mieszkańcom, ale ostatnio zaczęło do mnie docierać coraz więcej sygnałów o tym, ze wielu z tych ludzi nie stać na to, co posiadają. Jedni na potęgę sprzedają domy, o innych mój mąż dowiaduje się (jest instalatorem, naprawia kotły gazowe, więc bywa w ich domach), że kredyty ich wykańczają. Praktycznie wszyscy ci ludzie są młodzi, jeżdżą nowymi samochodami, mają wypasione chaty i ogólnie dobrze się prezentują..., ale to złudne.
                          Absolutnie nie mam tu na myśli tego, że kredyt jest be i tylko. Czasem jest to jedyne rozwiązanie, ale mnóstwo rzeczy nie powinno być kupowane na kredyt. Od tego, aby je mieć jest oszczędzanie, a to nie jest w stylu młodych ludzi.
                          Popytaj tych swoich znajomych jakie są ich miesięczne obciążenia z tytułu kredytów i wybierz co wolisz.
                          • amandaas Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 20:22
                            Wbrew pozorom chyba nie mamy aż tak różnego zdania. Przecież wymieniłaś te rzeczy, które wymieniłam i ja. Stać Cię a to, żeby je dzieciom zapewnić. Co do kolejności dziecko-mieszkanie, to może rzeczywiście się nie wypowiadam, bo mam inny punkt widzenia.
                            Inną sprawą jest też to czy jak Twoje dzieci podrosną to też będziesz w stanie nadal im wszystko zapewnić. Większe dzieci - droższe "zabawki" smile Studia i utrzymanie studenta w innym mieście kosztuje już sporo więcej, nie wspominając już o innych rzeczach.
                            Może dlatego tak bardzo upieram się przy świadomym rozmnażaniu bo patrzę przyszłościowo, a nie tylko na wyprawkę. A może dlatego, że ja miałam i mam wszystko co było mi potrzebne, a znam i znałam wiele osób które nie mają i nie miały i jakoś rodzeństwo nie mogło im tego zapewnić. Np. koleżanka która ma dwójke młodszego rodzeństwa nie mogła wyjechać do inego miasta na studia bo rodzice muszą utrzymać jeszcze dwójkę gimnazjalistów w domu. To normalne, że przecież na wszystko nie starczy. Ale może gdyby mieli dwójkę a nie trójkę dzieci to już by starczyło.
                            Ale to oczywiście tylko moje zdanie i nie twierdze, że czas czy inne czynniki go nie zmodyfikujasmile
                            • ewe_g Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 19:44
                              Po pierwsze nie każde dziecko musi iść na studia ( nie ma ochoty, potrzeby itp), co więcej po wprowadzeniu armii zawodowej liczba studentów spadła.
                              Po drugie jak dziecku naprawdę zależy na studiach to prędzej czy później je skończy, może samo na nie zarobi. Właśnie się okazuje, ze jest cała armia bezrobotnych magistrów. A brakuje rzemieślników.
                              Po trzecie rodzice to nie tylko woły robocze dla dzieci. Mają prawo realizować i swoje marzenia, a nie tylko marzenia swoich dzieci.
                              • verdana Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 20:22
                                Oczywiście, ze nie kazde - ale nie jest dobrze, gdy zdolne dziecko chce iść na sy=tudia, a nie może, musi iść do pracy, bo rodzice splacają kredyt... Nie śadzę, aby ktoś, kto jest bardzo zdolny i chce studiować, byl szczęśliwy, ze ma zostać rzemieslnikiem.
                                Zapewnienie dziecku mozliwosci ksztalcenia jest obowiązkiem rodziców, a nie tylko fanaberią dziecka. To nie jest "marzenie" tylko podobna potrzeba, co wyżywienie i ubranie. Co innego, gdy rodzice naprawdę nie mogą tyle zarobić, a co innego, gdy dziecko zostaje krawcową, zamiast architektem, bo rodzice musieli miec wypasiony apartament.
                                • ewe_g Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 21:39
                                  Wcale nie uważam, że to obowiązek. To jest dobra wola i miłość rodziców.
                                  Inna sprawa, ze ja właśnie stanę na głowie żeby moje dzieci mogły skończyć studia (przynajmniej córka, bo ponadprzeciętnie zdolna jest), jak syn, nie mam pojęcia, bo za młody.
                                  Ale już nawet na mieszkanie po nas liczyć nie powinny, bo to musi być zabezpieczenie na naszą starość.
                                  Zostałam nauczona, że od rodziców należy mieć wsparcie duchowe w każdej sytuacji, ale nie oczekiwać od nich rezygnacji z własnych marzeń w imię realizacji marzeń dzieci i to dorosłych. Większość rodziców i tak pomoże swoim dzieciom w kwestii wykształcenia, ale to co przeczytałam kilka postów wyżej, że dziecko nie poszło na studia, bo dzieci było troje, a nie dwoje.... Jakaś paranoja. JA wyszłam za mąż na studiach i ledwo wyszłam, a mój mąż już zarabiał (niewiele, ale zarabiał) rodzice natychmiast odcięli mnie od kasy z domu. Mieli oprócz mnie jeszcze trójkę na utrzymaniu, więc pewnie odetchnęli. Czy miałam mieć o nich o to pretensje, ze moje potrzeby są niezaspokojone, a oni to egoiści?
                                  NIE to się nazywa dorosłość, a oni dzięki temu trochę bliżej w kierunku, który nazywa się DOM
                                  • verdana Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 21:59
                                    Nie ma też obowiazku w ogóle posiadania dziecka, skoro się uwaza, ze danie mu wykształcenia jest fanaberią, bo pieniądze lepiej wydac na siebie.
                                    Nie mowię o osobach biednych - to inna sprawa. Ale uznanie "Chcę mieć duże mieszkanie, w związku z tym nie zamierzam placić za wyksztalcenie dziecka" wydaje mi się wyjątkowo egoistyczne.
                                    Widzisz, to jest własnie tak - Ty staniesz na głowie - czy wyobrazasz sobie, aby nie ksztalcić dziecka nie dlatego,że się obiektywnie nie ma pieniędzy, tylko uznaje,że lepiej te pieniądze wydać na siebie?
                                    Mieszkanie, samochod, wakacje na Lazurowym Wybrzezu itd. - to jest zupelnie co innego, to rzeczywiście tylko dobra wola rodziców, sprawy absolutnie niekonieczne.
                                    Ale jednak planowanie dzieci, wiedzac, ze nie starczy dla nich na podstawowe potrzeby - w tym naukę, to w dzisiejszych czasach co najmniej lekkomyślność.
                                    • amandaas Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 22:17
                                      Nie pierwszy raz w 100% zgadzam się z Verdaną.
                                      Nie ma obowiązku posiadania dziecka. Ale jeśli już się je spłodziło to MA SIĘ OBOWIĄZEK, żeby nie napisać potocznie "psi obowiązek" zapewnić mu dostęp do edukacji. I jeśli dla Ciebie słowo edukacja kończy się na etapie 18 lat to jest mi Cię, Ewo,żal.
                                      Tak- rodzice mają obowiązek zapewnić dziecku możliwość studiowania. Co nie znaczy że mają na siłę go wysyłać na studia- owszem, nie każdy musi je kończyć. Natomiast tragedią jest jeśli dziecko chce je skończyć a nie może przez nieudolne decyzje finansowe rodziców.
                                      I prosze mi się tu nie podpierać argumentami, że "prędzej czy później skończy", albo, że sam na nie zarobi. Ależ owszem, studiując inżynierię środowiska lub zaoczną pedagogikę w Pcimiu Dolnym, spokojnie można na siebie zarobić. Ale są kierunki w trakcie których nie można na siebie zarobić. Są też studenci, którzy chcą nauczyć się czegoś więcej ponad to co daje im uczelnia. I jest obowiązkiem rodzica mu to umożliwić. ( Czy muszę do znudzenia powtarzać że wyłącza się z tego przypadki losowe, śmierć rodzica, choroby w rodzinie ble ble ble...)
                                      • ewe_g Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 22:40
                                        Jakoś przeżyję ten żal, chyba bardziej na Tobie się to odbije niż na mnie, bo to Ty z tym będziesz musiała żyć. Każdy przychodzi do filharmonii z własna akustyką. To, ze sprzeciwiam się pojęciu "obowiązek" nie oznacza, że nie poczuwam się i wielu innych rodziców do odpowiedzialności za moje własne dzieci. Wy wolicie, mieć poczucie, że "krzywda się wam dzieje, bo dzieci trzeba wykształcić, w końcu to psi obowiązek, wiec wasze potrzeby są nieważne". I to już na etapie planowania dzieci trzeba to zakładać. Ja jestem odpowiedzialna i chce, żeby moje dzieci mogły się realizować pomogę im tak jak tylko będę mogła. Już odkładam na ten cel środki, ale nie będzie tak, że ja wegetuję, żeby moje dzieci mogły studiować i to może jeszcze na Oxfordzie, bo w końcu to dobra uczelnia.
                                        • amandaas Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 22:52
                                          Nie wiem skąd przekonanie, że będę wegetować byleby dzieci wykształcić?
                                          Akurat w moim zawodzie pracy nie zabraknie nigdy przenigdy i to dobrze płatnej pracy (no chyba, że jest się rodzinnym w Kozich Głowach). Więc o jakość mojego życia i edukcję moich przyszłych dzieci martwić się nie musisz. Nie wiem skąd wniosek, że oczekuję od rodziców wegetacji i całkowitego poświęcenia się edukacji dzieci? Nie, ja tylko oczekuję świadomego rodzicielstwa, takiego żeby tą edukację mogli zapewnić bez wyrzekania się wszystkiego. I z tego co zrozumiałam Ty masz takie zamiary? Nie wiem więc skąd to wpychanie mi w usta słów których nie powiedziałam.
                                          Mi rodzice zapewnili i wciaż zapewniają absolutnie wszystko pod względem edukacji- od książek po warunki do nauki. I ja to moim dzieciom zamierzam oddać to samo. Jeśli będę świadoma, że nie będę w stanie (choć musiałaby się straszna tragedia stać, żebym nie była) to się na nie nie zdecyduję. Wtedy dziecko nie będzie cierpieć niedostatku a ja, jak to określiłaś, nie będę "wegetować".
                                          • ewe_g Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 10.02.11, 09:59
                                            Nie mówię o Twojej sytuacji, tylko o sytuacji, że "psim obowiązkiem" każdego rodzica jest zapewnienie studiów dzieciom, albo ich nieposiadanie.

                                            A dla mnie obowiązkiem rodziców jest danie swoim dzieciom takiego wsparcia duchowego, że niezależnie od tego ile problemów po drodze je spotka, będą umiały sobie tak życie ułożyć, żeby szczęśliwe były. To nie ma nic wspólnego z wykształceniem, a raczej inteligencją emocjonalną i odpowiedzialnością za własne czyny.

                                            Znam dwóch braci - jeden wysoko kwalifikowany specjalista w branży IT, studia, szkolenia zagraniczne, wieczne douczanie, ale lubi to co robi.
                                            drugi - po zawodówce, własny biznes od lat (legalny), polegający na handlu papierosami na przygranicznym rynku (z Niemcami). Praca od rana do wieczora, ale lubi to co robi. Jak myślisz, który z nich więcej zarabia i ile razy?

                                            Znam tez rodziców, którzy mieli ambicje, żeby ich córka studia kończyła, bo było ich stać i oczekiwali tego od niej, a zdolna była. ale ona chciała być dobrą fryzjerką i postawiła na swoim. Rodzice na szczęście mądrzy byli na tyle, że w pewnym momencie wsparli te jej pragnienia.

                                            I znam tez dom w górach, gdzie dzieci jest 16 - ro. Dom ciepły, rodzinny, kolejne dzieciaki kończą studia - same na nie zarabiają, są nauczone odpowiedzialności i w dorosłym życiu radzą sobie lepiej, niż jedynacy przyzwyczajeni do tego, że rodzice mają "psi obowiązek".

                                            Za to mnie ostatnio przeraziło jak córka opowiedziała mi o rodzicach koleżanki, którzy wymagają od córki piątek i karzą za czwórki, bo jej obowiązkiem jest uczyć się"

                                            Chcę tylko powiedzieć, że zakładanie w momencie planowania dzieci, że trzeba nazbierać pieniędzy na studia jest bezsensem, w końcu jasnowidzami nie jesteśmy i nie wiemy jak życie się potoczy.

                                            To tyle, życzę wszystkim rodzicom na tyle swobody finansowej, żeby było i na kształcenie dzieci i na mieszkanie i na spełnianie innych marzeń.

                                            maciekpowiedzial.blox.pl
                                              • ewe_g Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 10.02.11, 11:20
                                                Ja coś takiego musiałam kalkulować, zwłaszcza, ze między moimi dziećmi jest różnica 9 lat i przy tym młodszym już było podwyższone ryzyko wad genetycznych, dodatkowo doświadczenia pierwszej ciąży były zdecydowanie nieciekawe, no i jeszcze mam świadomość, ze na starsze dziecko wydam za kilka lat (musi być dorosłe) kupę kasy na implanty zębowe ( nie ma zawiązków stałych piątek).

                                                Ale zakładając, że choroby i wypadki zdarzają się w każdym wieku podjęliśmy to ryzyko. To jak giełda, można wygrać, można przegrać.
                                    • ewe_g Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 22:21
                                      Dzieci się pojawiają planowane, albo nie. I pojawiają się najczęściej u młodych ludzi, którzy dopiero zaczynają życie. Mają marzenia, plany itp. Nie ma co się wymądrzać i przekładać swoich doświadczeń życiowych, tego bagażu problemów na młode barki. Nie zakładam, że każdy młody to idiota i będzie pasożytował kosztem dziecka. Plany i marzenia zweryfikuje mu życie. Zwłaszcza jak owe dzieci kocha, ale jestem przeciwna myśleniu, że trzeba pozwolić, na to, żeby dać na sobie pasożytować dzieciom. Wg. Tych rodziców - egoistów, nie ma wcale dużo i nie warto uogólniać. A już na pewno nie wydaje mi się taką osoba autorka wątku. To, ze marzy o domku to jedno , że usiłuje podejść do sprawy zdroworozsądkowo (strach przed kredytem) to drugie. Ja pewnie poszła bym na kredyt, byle tylko nie mieszkać w jednym domu z rodzicami. Uwielbiam ich, ale mam zasadę, ze dorosłe dzieci nie powinny mieszkać z rodzicami właśnie dla dobra relacji z rodzicami.
                              • astrum-on-line Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 20:51
                                ewe_g napisała:

                                > Po pierwsze nie każde dziecko musi iść na studia ( nie ma ochoty, potrzeby itp)
                                > , co więcej po wprowadzeniu armii zawodowej liczba studentów spadła.
                                > Po drugie jak dziecku naprawdę zależy na studiach to prędzej czy później je sko
                                > ńczy, może samo na nie zarobi. Właśnie się okazuje, ze jest cała armia bezrobo
                                > tnych magistrów. A brakuje rzemieślników.
                                > Po trzecie rodzice to nie tylko woły robocze dla dzieci. Mają prawo realizować
                                > i swoje marzenia, a nie tylko marzenia swoich dzieci.


                                Z ust mi wyjęłaś.
                                • ewe_g Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 22:44
                                  krolowa_wiencow napisała:

                                  > ewe_g napisała:
                                  >
                                  > > Po trzecie rodzice to nie tylko woły robocze dla dzieci. Mają prawo real
                                  > izować
                                  > > i swoje marzenia, a nie tylko marzenia swoich dzieci.
                                  > >
                                  > dzieci sie chcialo, a zapewnic im podstaw typu studia juz nie ma za co

                                  Tym razem to ja współczuję Twoim Starym.
                                  Studia to nie jest podstawa, zwłaszcza w dzisiejszych czasach wiele nie dają . Właściwie nie rozumiem dlaczego nie wymagasz od rodziców, żeby finansowali Ci doktoratu, studiów podyplomowych, czy MBA.

                                  > to do orboty
                                  > woly!
                        • krolowa_wiencow Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 21:38
                          amandaas napisała:

                          > Ja również mam rodzeństwo i również twierdze, że wiele wniosło i wnosi w moje ż
                          > ycie. Natomiast dzięki temu, że moi rodzice zdecydowali się na świadome rodzici
                          > elstwo to oprócz rodzeństwa miałam wszystkie inne konieczne rzeczy. Wakacje, za
                          > jęcia dodatkowe i ubrania, zabawki są dla Ciebie nieistotne? Ciekawe;D
                          >
                          > Dzieci i to w większej liczbie- jak najbardziej, ale tylko wtedy kiedy jest się
                          > w stanie zapewnić im odpowiedni poziom życia i wszystkie jego niezbędne elemen
                          > ty. Sama zamierzam mieć więcej niż jedno, ale pod takim własnie warunkiem.



                          Zgadzam sie. Nie wyborazam sobie posiadania dziecka bez wlasnego m, czy pracy. Sama je mam, ale mam tez zpalecze-oprocz pracy. Nie bede miala problemu zk upnem meiskzania, a od kredytu mnieo dciaga. Kredyt jest lda iotow, ktorzy orbia sobie slubu, maja ciesnienie zeby dziecko nosilo nazwiska ojca, albo inne katolickie pierdoly. W ogole ludzi o malych horyzontach sa zazwyczaj bardzo religijni. Wielu rzeczy sobie "nie wobyrazaja", nie przyjmuja do iwadomsci. Najbardziej razie SWIADOME, POWTARZAM SIWADOME wpakowanie sie w dziecko i meza! Im eiskzanie u ordzicow!!!!!!!! Sama tak mieskzam, ale mam perspektywy nam ilosc boską i nie mieszkam w meiskzaniu, ale w pietrowcu!!!! Autorka mnie tylko zdenerowawala. Maj taki dochd i nie sa w stanie zyc bez lubu 9bo ta otakie choelrnie wazne), albo nie meic dziecka przez pierwsze 10 lat. Od razu wszystko, jak w reklamie. Wszystko na raz. SLub, mąz, dziecko, dwojka, chlopiec i dziewczyna. Pod linijke. Ludzie. Cos za cos!
                          • black_halo Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 10.02.11, 08:58
                            Dalej napisalas, ze wpadlas jak ostatnia idiotka - chyba przyoszczedzilas na antykoncepcji. Mieszkasz z rodzicami nie muszac placic za wynajem, nie spotkala cie tragedia leczenia nieplodnosci a na dodatek kroisz panstwo z zasilku dla samotnych matek choc wcale samotna nie jestes. I wyzywasz sie na autorce tematu bo osmielila sie wziasc slub czyli zrobic wszystko w normalnej kolejnosci - najpierw slub a potem dziecko a nie najpierw wpadka, pasozytowanie na rodzicach i panstwie, potem ew. kupienie mieszkania, oczywiscie bez kredytu.

                            Nie wiem jeszcze gdzie pracujesz ale radzilabym ci popracowac nad pisownia bo dlugo sie w tej pracy nie utrzymasz i bedziesz pasozytowac na podatnikach jeszcze bardziej.
                          • pani1kara Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 14.02.11, 21:44
                            Hmm...no powiem Ci tak- gdybym marzyla o dzialce i domu o jakim piszesz to pewnie na dzialke bym oszczedzala do piecdziesiatki a drugie tyle na ekipe budowlancow bo moj maz w tym wieku juz nie bedzie mial zdrowia ani sily na to. Takze trzeba marzyc ale tez mierzyc sily na zamiarywink
                            A co do tych 3000 tysi to tez bym chcala tyle miec, chociaz roczniewink Pisze glupoty i sie indycze na dziewczyne- sorki.
                            • zuzanna56 Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 15.02.11, 11:08
                              pani1kara napisała:

                              > Hmm...no powiem Ci tak- gdybym marzyla o dzialce i domu o jakim piszesz to pewn
                              > ie na dzialke bym oszczedzala do piecdziesiatki a drugie tyle na ekipe budowlan
                              > cow bo moj maz w tym wieku juz nie bedzie mial zdrowia ani sily na to. Takze tr
                              > zeba marzyc ale tez mierzyc sily na zamiarywink

                              No i racja smile
                        • fruzia01 Re: mam niemiłe wrażenie... 10.02.11, 11:00
                          ale gdybym powiedziała na forum - chcę jechać na wakacje, kupić auto, wziąć kredyt, kupić tv- otrzymałabym rady co zrobić by wybrać jak najlepszą ofertę, jak zaoszczędzić pieniądze, na co zwrócić uwagę itd;
                          a gdybym powiedziała - 'chcę mieć trójkę dzieci, jak to zorganizować?' usłyszałabym zapewne że mam powstrzymać swój wściek macicy i zająć się odkładaniem kasy na niezbędne dla rozwoju zachcianki tego jednego, które już posiadam
                          • monikaj21 Re: mam niemiłe wrażenie... 10.02.11, 20:20
                            A wiesz, że chyba masz rację smile
                            Ciekawe skąd to się bierze...
                            Na pocieszenie tym, którzy myślą pod prąd napiszę, że dokonując analizy swoich znajomych i przyjaciół stwierdzam, że najbardziej lubiani są Ci co jednak mieli rodzeństwo, a przyjaciółka, która miała 4 rodzeństwa jest z nas najfajniejsza tongue_out
                            • fruzia01 Re: mam niemiłe wrażenie... 11.02.11, 21:07
                              więc wakacje, auto itd możemy mieć, a dziecko już nie? wychodzi, że dziecko jest daleko niżej na liście priorytetów?
                              autorce wątku, zamiast powiedzieć: 'będzie trudno, zapomnij o wakacjach w ciepłych krajach, markowych ciuchach ale życzę Ci drugiego dziecka, skoro to dla ciebie ważne' większość mówi: 'puknij się kobieto w głowę, powstrzymaj swoje pierwotne prymitywne instynkty rozmnażania, bo cię NIE STAĆ'; ale marzenie o domu na kredyt jak najbardziej spełniaj '
                              • jop Re: mam niemiłe wrażenie... 12.02.11, 09:22
                                Wakacje to wydatek jednorazowy, za drogi samochód/mieszkanie/dom można sprzedać, a dziecko to potężne wydatki na wiele lat. Z możliwością zupełnej katastrofy finansowej, jeśli np. urodzi się chore.

                                Poza tym dla sporej części osób zadających tu takie pytania np. awaryjne wezwanie prywatnego lekarza to ogromny wydatek. Trudno komuś takiemu mówić, żeby się radośnie rozmnażał, bo na pewno da radę.

                                Zresztą ktoś, kto pyta stado obcych i anonimowych ludzi, czy ma strzelić sobie dziecko, powinien dostać zakaz rozmnażania się z powodu niedojrzałości.
                                • aniluap_j Re: mam niemiłe wrażenie... 12.02.11, 09:52
                                  jop napisała:

                                  > Wakacje to wydatek jednorazowy, za drogi samochód/mieszkanie/dom można sprzedać
                                  > , a dziecko to potężne wydatki na wiele lat. Z możliwością zupełnej katastrofy
                                  > finansowej, jeśli np. urodzi się chore.
                                  >
                                  > Poza tym dla sporej części osób zadających tu takie pytania np. awaryjne wezwan
                                  > ie prywatnego lekarza to ogromny wydatek. Trudno komuś takiemu mówić, żeby się
                                  > radośnie rozmnażał, bo na pewno da radę.
                                  >
                                  > Zresztą ktoś, kto pyta stado obcych i anonimowych ludzi, czy ma strzelić sobie
                                  > dziecko, powinien dostać zakaz rozmnażania się z powodu niedojrzałości.


                                  A kto tu pyta czy ma strzelic sobie dziecko?
                          • araceli Re: mam niemiłe wrażenie... 11.02.11, 00:59
                            fruzia01 napisała:
                            > ale gdybym powiedziała na forum - chcę jechać na wakacje, kupić auto, wziąć kre
                            > dyt, kupić tv- otrzymałabym rady co zrobić by wybrać jak najlepszą ofertę, jak
                            > zaoszczędzić pieniądze, na co zwrócić uwagę itd;
                            > a gdybym powiedziała - 'chcę mieć trójkę dzieci, jak to zorganizować?' usłyszał
                            > abym zapewne że mam powstrzymać swój wściek macicy i zająć się odkładaniem kasy
                            > na niezbędne dla rozwoju zachcianki tego jednego, które już posiadam

                            Sęk w tym, że dziecko kosztuje sporo więcej niż wakacje czy auto. Tutaj niektórym się radzi jak odłożyć 100-200zł miesięcznie. Ja bym to bardziej porównywała do dyskusji o kredycie hipotecznym - i jak zauważysz - tam już nie ma zgodnego chóru. Wręcz przeciwnie - jest wiele skrajnych opinii smile Często jest 'nie bierz, nie stać Cię', 'pomyśl co będzie jak stracisz pracę', 'najpierw odłóż coś na wkład własny' etc.

                            Poza tym - piszesz o pomocy w wyborze ofert. To oznacza, że kogoś już stać albo jest na granicy. Przy samochodzie można doradzić - kup tańszy, używany etc. Tak samo jest z wydatkami na dziecko - przeczytasz tu rady jakie tańsze produkty kupić, jak robić samemu zupki. Ale w każdej kwestii leży gdzieś granica. I tak samo jak jedna osoba usłyszy, że nie stać jej na auto tak inna, że nie stać na dziecko.
                            • astrum-on-line Re: mam niemiłe wrażenie... 11.02.11, 17:02
                              No wszystko fajnie, tylko zakłada się z góry, że jak nie możesz wysłać dziecka na Harvard to cię nie stać na dziecko. Widzę wśród moich koleżanek jakąś paranoję, zaczyna to wyglądać tak, że jedno z rodziców (ojciec) jest zatrudnione jako wół roboczy i ma pracować na potrzeby dziecka (prywatna szkoła, bardzo markowe ciuchy, specjalistyczne, bardzo kosztowne aparaty ortodontyczne, operacja plastyczna uszu, komunia jak wesele, jazda na nartach tylko w Alpach, bo gdzie indziej to obciach, jazda konna i różne inne cuda) a drugi rodzic (matka) jest na etacie kierowcy dziecka. Mówię o ludziach dość zamożnych. Dziecku idącemu na studia trzeba obowiązkowo kupić mieszkanie i samochód, nawet jak studiuje w tym samym mieście. No i jeżeli cię na to nie stać, to nie stać cię na dziecko. Litości.

                              Zresztą nie uważam, żeby w dzisiejszych czasach ukończenie studiów gwarantowało zapewnienie czegokolwiek. Raczej trzeba nauczyć dziecko, żeby miało głowę na karku i oczy otwarte na różne możliwości.
                              • zuzanna56 Re: mam niemiłe wrażenie... 11.02.11, 20:01
                                Ja też mam jakieś dziwne wrażenie, że dla wielu osób drugie dziecko to jakiś kosmos, aby się na nie zdecydować, trzeba zarabiać fortunę i od najmłodszych lat oszczędzać na studia i mieszkanie dla tego dziecka.
                                • ewe_g Re: mam niemiłe wrażenie... 11.02.11, 20:35
                                  A ja ostatnio zaobserwowałam, że całkiem sporo znanych mi bliżej i dalej ludzi świadomie decyduje się na trzecie dziecko i nie jest ono dla nich źródłem wszelkich nieszczęść, tylko kochanym dzieciakiem, dla którego chce się jak najlepiej. Rozmawiałam z kilkoma takimi ludźmi i mówili, że to ich dzieci motywują je do polepszania swojego bytu. Czyli nie zasada nie mam drugiego, bo mnie nie stać, ale mam kolejne, wiec mam siłę na poprawę warunków.
                                  Nie wiem, czy to powszechne, ale budujące.
                                  • zuzanna56 Re: mam niemiłe wrażenie... 11.02.11, 21:04
                                    Fajne i budującesmile
                                    Z jednej strony fajna postawa, podoba mi się, sama chciałam mieć kiedyś trzecie dziecko.
                                    Niektóre rodziny z 3-4 dzieci mówią, że z każdym dzieckiem więcej zarabiają, mają lepszą pracę.
                                    Tylko że to nie jest takie proste. Ja jestem straszną realistką i choć uważam że fajnie mieć troje dzieci, to raczej w tym przypadku matka przez jakiś czas powinna nie pracować albo pracować mniej, a wtedy może być problem z finansami.
                              • araceli Re: mam niemiłe wrażenie... 12.02.11, 22:00
                                astrum-on-line napisała:
                                > No wszystko fajnie, tylko zakłada się z góry, że jak nie możesz wysłać dziecka
                                > na Harvard to cię nie stać na dziecko. (...)

                                Popadasz w paranoję. Nikt tu nic takiego nie pisze.

                                > Zresztą nie uważam, żeby w dzisiejszych czasach ukończenie studiów gwarantowało
                                > zapewnienie czegokolwiek. Raczej trzeba nauczyć dziecko, żeby miało głowę na k
                                > arku i oczy otwarte na różne możliwości.

                                To spróbuj zosatć lekarzem czy prawnikiem bez studiów smile Z resztą nie o studia chodzi tylko o danie dziecku możliwości wyboru. Bo przecież można je wyrzucić z domu w dniu 18 urodzin skoro 'ma głowę na karku' ale chyba nie o to chodzi smile
                    • nvv Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 17:17
                      > Ale po co ten tekst? Ona wie ile kosztuje ślub - przecież już go brała. Czy uro
                      > czysta oprawa jest zbędna czy nie - o tym każdy decyduje sam, twoje zdanie nie
                      > jest wyrocznią. Każdy ma priorytety - i to on decyduje na co wydać swoje pienią
                      > dze.

                      Oczywiście. Ale skoro pytasz po co ten tekst, to ja zapytam: po co w ogóle ten wątek? Pytanie retoryczne.
                      Skoro autorka go założyła, to chyba mamy prawo komentować jej publicznie wypisywane poczynania/plany/narzekania/priorytety/itp.? Czy nie możemy?

                      Wg mnie komentarz jop w tym przypadku (bo czasem IMHO przesadza) był bardzo trafny i celny.
                      • niebieski_lisek Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 19:45
                        To chyba nie wczuwasz się w autorkę wątku. Napisała że wesele opłacili sami - nie pisała nic o zaciąganiu pożyczek na ten cel. Pisała również o 3-letniej walce z bezpłodnością, która pochłonęła ich zarobki. Twoje nieprzyjemne przytyki nijak mają się do tematu wątku.
                        • el-an Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 08.02.11, 20:32
                          Nie przejmuj się, jeśli macie dobre zawody, jesteście pracowici, to się wszystkiego stopniowo dorobicie. IMHO lepiej mieć dzieci niż dom. W naszym kraju większość ludzi zaczyna od zera, od dziecka, pracują, odkładają, oszczędzają. Ja zaczynałam od 1 pokoju u babci, i dziecka, a potem stopniowo poprawa, zmiany pracy i miasta, kilka razy, kupowanie coraz większych mieszkań, teraz mam dom. Jak dziecko jest maleńkie, to jeszcze masz czas odłożyć na jego studia, jeśli macie taka pracę, że z czasem będziecie awansować i lepiej zarabiać. Myślę, że nie warto przykładać dzisiejszych kryteriów do tego, co będzie za 10 lat, np. że nieruchomości tanieją i na przeprowadzkach się traci. 10 lat temu nikt - albo bardzo niewielu - nie przewidział takich skoków cen, itp.
                        • jop Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 22:32
                          To, czy wątkotwórczyni finansowała wesele z kredytu, czy nie, jest jakby bez znaczenia dla meritum. Wywalenie w kosmos pięciocyfrowej kwoty oszczędności na jednodniową imprezę w obliczu perspektywy mieszkania kątem jest tylko nieznacznie mniej absurdalne od wywalenia w kosmos pięciocyfrowej kwoty z kredytu. A skoro wymienia imprę jako jedną z przyczyn, dla których przez ostatnie 4 lata nic nie zaoszczędziła, wnioskuję, że musiała to być kwota istotna dla obecnego stanu majątkowego - bo ja np. nie mam już pojęcia, ile wydałam na wakacje 4 lata temu i nie odczuwam żadnego niedoboru finansowego z ich powodu dziś.
                      • aniluap_j Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 20:59
                        proponuje czytac ze zrozumieniem albo uwazniej.
                        gdzie ja napisalam ze zrobilam impreze weselna ktorewj skutki finansowe odczuwalam 4 lata pozniej?
                        slub bralam bedac jeszcze na studiach, na impreze weselna odkladalismy jak pracowallismy dorywczo w czasie studiow - tu uprzedze kolejny zarzut pracowalam dorywczo a nie na pelny etat bo ciagnelam dwa kierunki. Wesele bylo na 46 osob a nie na 400 bo na takie bylo nas stac. Po slubie juz pisalam na co szly pieniadze dlatego dopiero teraz mozemy zaczac odkladac.
                        • krolowa_wiencow Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 21:43
                          aniluap_j napisała:
                          . Wesele bylo na 46 osob a n
                          > ie na 400 bo na takie bylo nas stac. Po slubie juz pisalam na co szly pieniadze
                          > dlatego dopiero teraz mozemy zaczac odkladac.

                          po slubie pieniadze slzy na zapalodnie, na dzieci, na ktore was nie stac
                          kobieto zmień priorytety
                          wesele na 46 osob-ja nawet 5 zaprosic nie moge

                          po studiach to sie pierwszej pracy szuka
                          i co za 2 keirunki ktore daja ci 1800zl???
                          ja jestem po dwoch i zarabiam tyle ile was dwoje+ to co moj chlopak zaorbi, a jestem mlodsza!!!

                          zbyt bystra to ty nie jestes
                          a zale nieuzasadnione
    • ewe_g Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 20:11
      A ja Cię rozumiem, bo kiedy miałam 27 lat mieszkałam na 12 m w hotelu asystenckim z małym dzieckiem i właśnie od trzech lat marzyłam o byciu na "swoim". Na swoje - "ruinę" w wielkiej płycie 400 km od rodziny poszliśmy jak miałam lat 30. To była niestety cena za zrealizowanie tego marzenia o swoim. Czułam się wtedy naprawdę szczęśliwa. Dziś mamy i większe mieszkanie i więcej dzieci i wróciliśmy w rodzinne strony, do babci jest dwie godziny, a nie sześć. Kredyt też mamy, ale już nie zabójczy i na kilka lat, ale to mieszkanie to ma być nasze zabezpieczenie na starość.

      Moi rodzice swoje marzenie o domku zrealizowali jak pozbyli się nas wszystkich z domu. Tak więc życzę Ci optymizmu, cierpliwości i dążenia do zrealizowania tych marzeń. A kredytu nie należy się przerażać, ale wziąć go rozsądnie. Wtedy ma się może mniej "wypaśne " mieszkanie, ale spokojniejszą głowę.
      • aniluap_j Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 20:27
        Dziekuje

        Juz od tego miesiaca mozemy odlozyc nawet sporą kwotę.
        Wykupilismy tez ubezpieczenie+inwestycje dla naszego dziecka kwota minimlana do wplaty to 300 zl miesiecznie oczywiscie moze byc wiecej wtedy stawki ida do gory , chce zeby w razie czego mojego dziecko mialo jakies zabezpieczenie.
        • krolowa_wiencow Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 21:21
          O matko. Dziewczyno masz marzenie malej dziewczynki. Nie mając własnego kata fundowałaś sobie wesele? Te 10 tys. mogłaś wpłacić na.. lokatę 5 letnia czy na cos tam. Na cokolwiek. Jak sie nie ma mieszkania, a chce sie mieć to sie wesele nie robi tylko skromny cywilny... Poza tym terapie nieplodnosci ropoczyna sie teraz, a nie w wieku 23 lat!!!!!! 4 lata staran to nie wieczonosc, a 18+te 10 ze slubu to juz fajna suma, lwaszcza w mamnijeszej meisjcowsci..

          Ja jestem wlasnie w takiej nalogicznej sytuacji jak Twoja:
          pojawilo sie dziecko-slubu nie brlaismy, bo kosztuje, a dizecko ma moje nazwisko jest nieuznane-potem to sadownie orbimy i figuruje jak osamotna
          biore tez zasilek rodzicielski
          pieniadze z becikowych +tego oddaktowe tysiaka sa odlozone
          z gminy tez wzięłam 500 i tez odłożyłam
          jeszcze bedac na uczelni dostałam 500 zl okazyjnego czy czegoś takiego

          Naprawde o te pieniądze sie staram. W przedszkolu tez kombinuje z opłatami..
          Am oej dizecko pojawiło sie na studiach. Nieplanowane. Poczytałam trochę książek-za dużo pwoeidzano o finansach, zaczelam oszczędniej zyc i sie nazbierało tyle.. myśl o kredycie jest coraz to odleglejsza. Notorycznie pracuje, mieszkamy u rodizcow- bo na wynajem z dzieckiem nie pojdziemy, wywalać pieniadzy nie chcemy. Przemeczami sie w imię wyższego dobra...

          Wlasnie jestem po 3 g. pracy umysłowej, oddatkwoej i ciagle sobie mowie ze to wszystko dla tego m.. I zeby nie bylo na wakacje jezdze 2 razy do roku. Mysle, ze jest to kwestia gospodarowaniap ieniedzmi, a mam tyle co Ty.
          • ewe_g Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 21:54
            Marzenia małych dziewczynek nie są niczym złym. A spełnianie marzeń to najnormalniejsza rzecz pod słońcem. W końcu życie jest tylko jedno. Trzeba pokombinować, żeby spełnić się dały, ale szczerze mówiąc dla mnie życie z marzeniami jest fajniejsze niż to z odmawianiem sobie wszystkiego łącznie z marzeniami. Możliwe, ze autorka wątku będzie dłużej dochodziła do mieszkania, ale przynajmniej ma kilka powodów do satysfakcji. I wiesz, nie ma co porównywać nieoczekiwanego dziecka, które się pojawiło po prostu z tym, które żeby się na świecie pojawiło wymaga dużych pieniędzy. A hierarchię marzeń każdy ma inną, co nie znaczy, że gorszą. Strach przed kredytem też normalna sprawa, na szczęście teraz już jest łatwiej o tyle, że są ubezpieczenia od utraty pracy, właśnie wchodzą ograniczenia w wysokości kredytu, który można dostać, no i jeszcze można mieszkanie z kredytem sprzedać w najgorszej sytuacji.
            • znaniemiecki Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 10.02.11, 16:22
              >na szczęście teraz już jest łatwiej o tyle, że są ubezpieczenia od utraty pracy

              w internecie piszą, że dopłacasz jakieś 2 tys. rocznie, a skorzystanie z ubezpieczenia uzależnione jest od spełnienia różnych warunków. Biorąc pod uwagę, że na przykład większosc kredytobiorców walutowych do niedawna nie wiedziało, co to jest spread, trudno wróżyc klientom powodzenie w przepychankach z bankowymi prawnikami. Plus koszty materialne i emocjonalne tych przepychanek.
          • mama_dorota Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 21:57
            Wesela nie miałam i katoliczką nie jestem, ale królowo kombinacji - tak daleko nie zajedziesz. Obyś nie potrzebowała alimentów od swojego niemęża i nieojca swojego dziecka. Oby się choć dziecko do ciebie przyznało jak będziesz w takim wieku, że już o zarabianie będzie trudno.
          • black_halo Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 09.02.11, 22:18
            Przeciez Ty jestes zwykla kombinatorka. Slubu nie wezmiesz zeby ciagnac doplaty od panstwa z podatkow autorki topiku, ktora musi pol pensji oddawac na takie jak ty i jeszcze sluchac jaka jest nienormalna bo w wieku 23 lat dowiedziala sie, ze jest nieplodna i musi sie leczyc. Sa choroby gdzie lekarze zalecaja nieodkladanie decyzji o dziecku na pozniej, np. PCOS bo im starsza kobieta tym trudniej a trudno jest wystarczajaco juz przy samej chorobie. No ale Ty majac 5 tys miesiecznie siedzisz rodzicom na glowie, wyciagasz nienalezna kase bo dziecko ma ojca, ktry zdaje sie tym dzieckiem interesuje, masz miejsce w przedszkolu jako samotna matka a tymczasem moze go nie dostac inna osoba, ktora jednak slub wziela ! No naprawde, Twoja krytyka jest ponizej wszelkiego poziomu, chwalisz sie rzeczami, za ktore powinno ci byc wstyd. No i wiedz, ze teraz bardzo latwo dojsc po danych z IP do adresu i danych osobowych a stad juz tylko o krok do zlozenia odpowiednego donosu w odpowiednim urzedzie. Moze Ci sie odechce kombinowania na wszystkie strony !
          • re_ni73 Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 10.02.11, 08:08
            I tak bez jakichkolwiek skrupułów,bez wyrzutów sumienia.Widzisz czasmi czytam o sytuacjach matek które mają 2 czy 3 niepełnosprawnych dzieci i nie dostają zasiłku rodzinnego bo mąż pracuje na 2 etaty by było na rehabilitacje więc dochód przekracza.Z takim Twoim podejściem bym się ze wstydu zapała.Jesteś jak pasożyt,który żeruje na wszystkich nawet na rodzicach,ale Ciebie to i tak nie ruszasad
          • evchen.ol Re: Tak bardzo chcialabym być na "swoim" 10.02.11, 09:55
            A ty jesteś kombinatorką/oszustką. Inaczej o tobie nie można powiedzieć. Przez takie osoby właśnie Polska jest taka jaka jest. Niestety nie tylko ty jesteś taka sprytna, znam inne osoby twego pokroju i tak samo dumne są z siebie. To co robisz to zwykłe złodziejstwo i tyle. Może ktoś się zainteresuje i prześledzi IP twojego kompa, tego ci z całego serca życzę!