Pod rozwagę

10.02.11, 08:02
Znałam pewne małżeństwo starej daty pololenie przedwojenne a własciwie to wojenne. Bardzo oszczędnie żyli od cioci własnie znam metodę podzielenia pozostałych po rach pieniędzy na dni i ani grosza wiecej nie wolno wydac.Ciocia coś tam przy okazji musiała odkładać, w rodzinie znana była ze skąpstwa ( toć to oszczędność była) okazało się po ich śmierci że kilkaset tyś jest na koncie plus niespodzianki typu trzy tyśiące w kopercie w segmencie, drugie tyle w kredensie itp. Dom, sporo pieniędzy jak widać odziedziczyli ludzie którzy w tej chwili poza domem niewiele z tego już mają w spora większość poszła na % i na zabawki typu jeżdżąca kosiarka zepsuta pod wpływem tychże %. Zastanawiam się czy nie lepiej by było gdyby ciocia normalnie z tych pieniędzy korzystała. Specjalnie zaznaczyłam że to wojenne pololenia bo moim zdaniem stąd własnie to odkładanie kasy nieracjonalne wręcz bo raczej nie było perspektyw że jeszcze na coś sensownego to wydadzą.
    • b-b1 Re: Pod rozwagę 10.02.11, 08:45
      Czasami się zastanawiam co moi rodzice zrobią, jak już wszystko co zamierzają zrealizują.
      ..bo oni również tak mają...pokolenie, które zaznalo "głodu". Choć ich oszczednośc raczej ze skąpstwem nie ma nic wspólnego.Ot racjonalne gospodarowanie pieniędzmi.
      Samochodu raczej już zmieniać nie będą(w końcu dalej nowy i taki nowy będzie jeszcze naście lat), wykupują swoje mieszkanie i odremontują(tu już kasę naskładali)-potem chyba do skarpety..choć nie-oni od zawsze "na lokatach" -z rozrzewnieniem wspominają lokaty na 75% przed dewaluacjąbig_grin
      • black_halo Re: Pod rozwagę 10.02.11, 09:01
        Moja babcia tez cale zycie skladala, skladala i skladala choc mieszkala na wsi i dochody byly dosc skromne to po parudziesieciu latach nazbierala na nowe mieszkanie w miescie.
      • jagoda85 Re: Pod rozwagę 10.02.11, 16:54
        E tam 75%. Ja pamiętam lokaty na 120%. Sama taką miałam. Ale cóż to była za siła nabywcza pieniądza?
    • afrodyta190 Re: Pod rozwagę 10.02.11, 09:09
      U mnie w rodzinie podobny przypadek.Wujek mieszkał sam,oszczędzał całe życie,zmarł nagle.Po jego śmierci kiedy rodzina sprzątała mieszkanie zostały znalezione pieniądze,tyle co na nowe auto z salonu średniej klasy.
    • jagoda_pl Re: Pod rozwagę 10.02.11, 09:12
      To pokolenie po prostu tak ma. Mój dziadek wiecznie ciuła, nigdy nic sobie nie kupuje, bo... tak. Dobrze zarabiał, ma oszczędności, nieruchomości (dom + mieszkanie, które wynajmuje, niby przeznaczone do wprowadzenia się na starość), potrafi nam do kieszeni jakieś 100 zł bez okazji wcisnąć lub wspomóc finansowo pożyczką przy większych zakupach (np. samochód), ale jak pójdzie po zakupy to z najtańszą wędliną wróci. Mamie już ręce opadają i wozi mu "paczki żywnościowe"big_grin
    • agpagp Re: Pod rozwagę 10.02.11, 09:22
      Być może zachowanie spadkobierców wynika z tego że dostali to " z nieba" . Nie trzeba było zapracować samemu , ponieść tego trudu to hulaj dusza?

      Kiedyś wynajmowałam dom od znajomego. Mieszkali wcześniej w nim jego rodzice ( na piętrze bo parter był dla drugiego syna )( w testamencie zresztą stało że parter i piwnica jednego a piętro i strych drugiego ) Weszliśmy na ten strych a tam... nie kasy nie znaleźliśmy ale zastawy Rosenthala, jakieś złote wyroby , obrazy a hitem okazała się ... kuchenka gazowa. Zajrzeliśmy do piekarnika a tam karteczka dla znajomego "Rysiu nie wiadomo jakie będą czasy a była okazja , kuchenka sprawna tylko dysze dopasuj - tata"
      • re_ni73 Re: Pod rozwagę 10.02.11, 09:41
        Może nie rodzina ale autentyczny przypadek.Dla osób o silnych nerwachwink
        Zmarła starsza pani właśnie taka przedwojenna,rodzina zaczęła stare dziady(jak to określili wyrzucać).Z ubraniami im się nie chciało biegać więc w piec,nie wiem jak to zrobili,chyba nie pofatygowali się nawet sprawdzić bo po co babci wiecznie i tak pieniędzy nie miala.Spalili pokaźną kupkę bo była zaszyta w ubraniu.Niewyobrażalne ale autentyczne.
        • myszmusia Re: Pod rozwagę 10.02.11, 09:59
          .Z ubraniami im się nie chciało biegać więc w piec,nie wi
          > em jak to zrobili,chyba nie pofatygowali się nawet sprawdzić bo po co babci wie
          > cznie i tak pieniędzy nie miala.Spalili pokaźną kupkę bo była zaszyta w ubraniu
          > .Niewyobrażalne ale autentyczne.

          jak spalili nie sprawdzjac to skad wiadomo ,że w oóle cos tam byłowink?
          • nela12 Re: Pod rozwagę 10.02.11, 10:11
            no o tym samym pomyślałambig_grin chyba że potem gdzieś zanleźli wiadomość-no to się chyba wkurzyli;d
            • dorota_11 To nie kwestia pokolenia... 10.02.11, 11:18
              Niedawno miałam imieniny, Rodzina zaproszona na niedzielny obiad, posiedzieliśmy do wieczora, stół suto zastawiony. Brat męża z rodziną sprezentowali mi słoiczek kawy, której nota bene nienawidzę... Młodzi ludzie w sumie. Pod choinkę kupują obciachowe prezenty ze sklepu po 4 zł. Mąż twierdzi, że nas i reszty rodziny poprostu nieszanują.. Nigdy nas nie zaprosili bez okazji, u nas bywają często. W domu mają jeden gatunek herbaty (Saga) i zwietrzałą resztke kawy. Ale, jak podsumowała moja Teściowa, za granicę dwa lub trzy razy w roku na wczasy latają.... Może to poprostu sępy są?
              • black_halo Re: To nie kwestia pokolenia... 10.02.11, 11:45
                Oczywiscie, ze sa takie sepy. Brat mojej mamy ozeniwszy sie nagle nabral checi na blizsze stosunki rodzinne i zaczal w pewnym momencie wlasciwie co niedziele wpadac do moich rodzicow z zona a potem i dziecmi na obiad. Przez jakis czas to bylo fajne nawet ale potem moja mama stwierdzila, ze to chyba jednak nie przypadek, ze co niedziela jezdza do kosciola na drugi koniec miasta i to akurat do tego obok nas. Pewnego razu rodzice wyjechali wczesniej z domu, tak z godzinke przed ich zwyczajowym przyjazdem i wpadli niespodziewane do niego. Dostali herbate z jednej torebki na 4 osoby, i cztery (naprawde) kostki cukru na cztery osoby w cukiernicy. Ze niby im sie skonczyl. No i od tej pory moi rodzice co niedziela wychodza z domu bo dosc maja pasienia pasozytow. Zdaje sie jednak, ze ostatnimi czasy chyba zalapali bo juz nie przychodza. Bo byl czas kiedy rodzice mieli ubaw siedza w samochodzie po drugiej stronie ulicy i mierzac ile czasu beda stali tongue_out Kiedys stali ponad 3 godziny.
                • poziomka001 Re: To nie kwestia pokolenia... 10.02.11, 11:51

                  O matko! 3 godziny!!! Może byli bardzo głodni? wink
                  Też niestety mam takie sępy w rodzinie, i co ciekawe są to ludzie bardzo zamożni. (Mój brat się śmieje, że właśnie dlatego tacy zamożni, bo swojego nie jedzą.) Na każdą rodzinną imprezę chętnie przyjdą. Nigdy nie odmówią. Zawsze przy okazji ćwierkają jak to wspaniale się spotkać w rodzinnym gronie itp., że za rzadko się widujemy he he. Ale sami NIGDY nikogo z rodziny nie zaprosili nawet na herbatę.
                  • black_halo Re: To nie kwestia pokolenia... 10.02.11, 12:10
                    Dokladnie, brat mojej mamy nie zarabia zle, zona tez, dzieci nie chodza obdarte ale nie do pojecia jest jak bardzo sepia. Rodzice iles lat temu wstecz posnaowili kupic nowa kanape i fotele, stare byly juz dosc wiekowe, wygniecione. Wujaszek przyjechal i stary komplet zabral, stoi teraz u nich w salonie - oszczednosc sie chwali ale ci ludzie wlasciwie nic nie kupuja, wszystko co sie da biora od innych. Inna sytacja: mama robi przetwory na zime, zostalo jej troche truskawek, ktore nie zmiescili sie w sloiki. Akurat byla u nas ciotka wiec powiedziala, ze chetnie zabierze. Oni naprawde przesiaduja u rodziny, zwlaszcza u babci, wszelkie spotkania rodzinne jak najbardziej. A potrafia wynosic nawet papier toaletowy w kieszeniach co juz w ogole smieszy wszystkich, nikt nawet nie ma sily zwracac im uwagi.

                    Za czasow studenckich bylam na praktykach w innym miescie, wynajmowalam pokoj w Krakowie przez calutkie trzy miesiace. Nie zgadniecie ale w polowie pobytu zjawil sie moj wujek z rodzina i jeszcze mnie zganil, ze zamiast isc prosto do domu po pracy to poszlam na piwo i wylaczylam komorke (rozladowala sie) a oni musieli czekac 6 godzin na klatce. Jak weszli to zarzadali czegos do picia i jedzenia bo sa po dlugiej podrozy (Polska bardzo wschodnia - Krakow). Jako studentka z bardzo skromnym stypendium mialam w domu tylko filtr do wody zeby nie kupowac i jakies male przekaski bo na szczescie firma zapewniala mi pelne wyzywienie na miejscu, sniadanie, obiad i kolacje. Nigdy nie zapomne ich miny kiedy powiedzialam, ze nie mam nic dla dzieci ale jak chce to moga isc i kupic bo po drugiej stronie ulicy jest sklep. Potem rozpowiedzili po rodzinie, ze ich nie ugoscilam i jeszcze sie domagalam uregulowania rachunku za prad i wode bo siedzieli 3 tygodnie. szczyt bezczelnosci osiagneli jak zapytali czy nie mogliby przychodzic na obiady i kolacje do mojej firmy bo sniadanie ostatecznie moga zorganizowac sobie sami.
                    • trzepunka Re: To nie kwestia pokolenia... 10.02.11, 12:38
                      black_halo napisała:
                      A potrafia wynosic nawet papier toa
                      > letowy w kieszeniach


                      > Za czasow studenckich bylam na praktykach w innym miescie, wynajmowalam pokoj w
                      > Krakowie przez calutkie trzy miesiace. Nie zgadniecie ale w polowie pobytu zja
                      > wil sie moj wujek z rodzina i jeszcze mnie zganil, ze zamiast isc prosto do dom
                      > u po pracy to poszlam na piwo i wylaczylam komorke (rozladowala sie) a oni musi
                      > eli czekac 6 godzin na klatce. Jak weszli to zarzadali czegos do picia i jedzen
                      > ia bo sa po dlugiej podrozy (Polska bardzo wschodnia - Krakow). Jako studentka
                      > z bardzo skromnym stypendium mialam w domu tylko filtr do wody zeby nie kupowac
                      > i jakies male przekaski bo na szczescie firma zapewniala mi pelne wyzywienie n
                      > a miejscu, sniadanie, obiad i kolacje. Nigdy nie zapomne ich miny kiedy powiedz
                      > ialam, ze nie mam nic dla dzieci ale jak chce to moga isc i kupic bo po drugiej
                      > stronie ulicy jest sklep. Potem rozpowiedzili po rodzinie, ze ich nie ugoscila
                      > m i jeszcze sie domagalam uregulowania rachunku za prad i wode bo siedzieli 3 t
                      > ygodnie. szczyt bezczelnosci osiagneli jak zapytali czy nie mogliby przychodzic
                      > na obiady i kolacje do mojej firmy bo sniadanie ostatecznie moga zorganizowac
                      > sobie sami.

                      Nie no błagam! Nie wiem gdzie się rodzą tacy ludzie! U niektórych chamstwo i bezczelność nie zna granic!
                      Swoją drogą jak mogłaś nie zaprowadzić biednego wujostwa na obiady i kolacje, trzeba było jeszcze obiecać te śniadania, a może i papier firmowy im też przynieść?? Całe opakowanie, po co się szczypać po rolce?? tongue_out wink
                      • black_halo Re: To nie kwestia pokolenia... 10.02.11, 14:19
                        To oszczednosc moja droga, oszczednosc !

                        Przyznam, ze moje stosunki po tamtych wakacjach bardzo sie z nimi ochlodzily; Mieszkalismy w piatek w jednym pokoju, nie dolozyli do wynajmu zlamanego grosza, nie zrobili ani razu obiadu a na sam koniec zrobili wielkie pranie w pralce, przez te 3 tygodnie poszlo wiecej pradu, wody, proszku do prania i podobnych niz przez reszte mojego pobytu. Musialam wlascicielowi doplacic prawie 400 zlotych z tego tytulu i zadnym sposobem nie moglam odzyskac nawet polowy choc takk naprawde nalezala mi sie calosc bo ja za wynajem zaplacilam. Zuzywali mi tez bez pamieci zel pod prysznic, paste do zebow i inne. Do konca zycia nie zapomne jak w ktorego dnia przyszlam z pracy a tu dzieci placza, ze glodne. Szok normalne a wtem moja ciotka odswiadcza "o, ciocia wrocila to cos wam ugotuje". Mialam jedna malutka patelnie, czajnik i dwa talerze. Przez caly dzien nie poszli do sklepu zeby kupic chociaz bulki i czekali az ja zrobie obiad. Namieniam, ze na praktykach dostawalam 750 zlotych na reke, sam wynajem kosztowal mnie 400 zlotych, bilet miesieczny chyba jakos 35 wiec na wszelkie inne wydatki mialam jakies 10 zlotych na dzien ale wyzywienie zapewniala mi firma. Niestety nieco ponad 10 zlotych dziennie to nie jest zwrotna kwota w momencie gdy sie wlasnie schudlo 8 kilo (regularne jedzenie czyni cuda) i zlamal sie obcas - 25 zlotych u szewca. Wizyta u krawcowej, nowe spodnie i naprawa buta kosztowaly mnie w dumie wtedy ponad 200 zlotych a obiad dla rodzinki zrujnowal mnie doszczetnie tongue_out No moje sugestie, ze mogliby sie dolozyc do jedzenia stwierdzili, ze sa w gosciach. no, w niezapowiedzianych gosciach bo zapominialam dodac, ze przed przyjazdem nie raczyli uprzedzic. Skad wzieli moj adres? Podobno wujek ostawil szopke w dziekanacie na moim wydziale, opowiedziala mi pozniej pani z dziekanatu jak zdawalam indeks po praktykach. Zlozyla mi kondolencje z powodu smierci ... rodzicow. Powiedziala, ze przyszedl jakis facet, powiedzial, ze jest moim wujkiem i ze zdarzyla sie tragedia rodzinna i ze nie odbieram telefonu i potrzebny jest moj adres zeby wyslac telegram. Mowila, ze stanela na glowie obdzwaniajac polowe moich kolegow z roku.
                        • poziomka001 Re: To nie kwestia pokolenia... 10.02.11, 15:06
                          O ja $#@&*$&!!! Szok !! Podziwiam Cie, ze tyle wytrzymalas, bo ja bym taka rodzinkę wykopała z wielkim hukiem za drzwi po max. 2och dniach.
                        • estrenka Re: To nie kwestia pokolenia... 10.02.11, 16:47
                          Przepraszam, ale dla mnie takie coś nadaje się do leczenia - że ze skąpstwa głodzi się dzieci!
                          • przeciwcialo Re: To nie kwestia pokolenia... 12.02.11, 10:58
                            No przeciez w gościach byli i to nie oni głodzili dzieci wink
                        • zonaniezona1 Re: To nie kwestia pokolenia... 12.02.11, 14:52
                          Hmmm... Nie wiem , czy jesteś święta, czy mało asertywna. Ja bym się rozsiadłasmile i spokojnie powiedziała - nie moje dzieci....
                          Ale ciut starsza jestem ....
                          Zawsze podziwiałam ludzką bezczelność, ale ta z Twojego postu brzmi jak bajka.... , a nie z normalnego życia...
                    • sav83 Re: To nie kwestia pokolenia... 10.02.11, 19:47
                      ale czad!

                      przepraszam, nie mogłem się powstrzymać smile
                    • tracja4 Re: To nie kwestia pokolenia... 10.02.11, 21:34
                      Fascynuje mnie to zaglądanie do czyjegoś portfela i wysnuwanie wniosków. To, że dzieci nie chodzą obdarte, nie znaczy, że oni mają kasę. Może po prostu dzieci szanują odzież, bo wiedzą, że nowej nie dostaną? Może spłacają kredyty jakieś, więc nie mają kasy? Może ich nei stać na głupie truskawki, skoro chciała je zabrać???

                      Miałam koleżankę na studiach. Atrakcyjna dziewczyna, fajnie się ubierała. Przeżyłam szok, kiedy się dowiedziałam, że w domu je tylko ziemniaki i makaron, bo na nic innego nie mają po prostu kasy.
                      • black_halo Re: To nie kwestia pokolenia... 10.02.11, 23:31
                        To rodzina wiec raczej wiadomo mniej wiecej ile kto zarabia i na co wydaje. Nikt im truskawek nie zaluje ale to sa granice przyzwoitosci, wynoszenie papieru toaletowego w kieszeni, tak z pol rolki wlasnie ta granice przekracza. Tak samo jak zwalanie sie na glowe biednej studentce i oczekiwanie, ze przez 3 tygodnie bedzie im sposorowala obiady majac do dyspozycji 300 zlotych. A jesli naprawde sa tak biedni, ze musza robic takie rzeczy to mogliby powiedziec wprost a nie kombinowac na wszystkie strony.
                        • tracja4 Re: To nie kwestia pokolenia... 12.02.11, 14:36
                          Ale zobacz, że ciężko jest się przyznać komus, że się jest biednym.

                          Ja jestem z biednej rodziny i moi rodzice to zawsze ukrywali przed całym światem, rodziną też. Nikt nie wiedział, że czasami nie mamy co zjeść. Takie mieli relacje z rodzicami, że jakby się przyznali, jak ciężko jest, to byłyby Potem na studiach też ukrywałam to przed znajomymi, na szczęście mi przeszło, jak zobaczyłam, że można przyznać się do bidy, bo studencka brać to z reguły bida była i się śmialiśmy raczej z tego, że jemy tanie serki i szukamy knajp z najtańszym piwem. Aczkolwiek o biedzie w domu się nikomu nie chwaliłam.
                  • trzepunka Re: To nie kwestia pokolenia... 10.02.11, 12:30
                    Skąd ja to znam...Moja babcia, niska emeryturka a jak się okazuje że wnuki mają dzieci w drodze to zawsze sypnie jakąś okrągłą sumką, tak jak mi rok temu i niedawno mojemu bratu. Jak dziadek zmarł to mama i ciocia znalazły w domu takie sumy, że na lokatach to by urosło, że ho ho! Babcia mojego nieMęża podobnie, tylko czeka na listonosza, a potem chowa w sobie tylko znane miejsce i całym miesiącem patrzy na te pieniądze... Wydaje mi się, że to właśnie starsi ludzie tak mają, nie znam osoby w podeszłym wieku, która jest rozrzutna i nie ma żadnych zaskórniaków...
              • jagoda85 Re: To nie kwestia pokolenia... 10.02.11, 17:01
                Oj tam, ja mam znajomą, co na jedzenie sobie żałuje, ciuchy marnego gatunku, ale na wczasy za granicę jedzie 2 razy w roku, chociaż ciągle na debecie. Zależy kto ma jakie priorytety.
            • re_ni73 Re: Pod rozwagę 10.02.11, 14:01
              szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia jak do tego doszli.Moi teściowie byli bardzo zbulwersowani tu cytat..." to człowiek zbiera całe życie a młodzi przyjmą i wywalą".Takim oto sposobem mój teśc zalożył sobie konto w banku.Wcześniej wiadomo do skarpety.
      • moleslaw Re: Pod rozwagę 10.02.11, 12:41
        Spadkobiercy w tym przypadku niezależnie od tego czy zarobione czy "spadnięte z nieba" równo przepijają smile Żal tylko że ciocia tyle odkładała, żyła w warunkach b. skromnych np. mable w kuchni to były zasuwane szafki zrobione jeszcze w latach 60 tych,prysznic z foliową zasłonką i tyle nowości.Zimno w domu tak że kurtkę bałam się zdjąć bo grzanie kosztuje itp. herbata z jednej torebki (marnej) na dwie osoby kwa tylko z łyżeczki, ale nie skąpiła tylko u siebie.Pamietam jak pokłóciła się z kimś z rodziny bo będąc u niego w gosciach weszła do kuchni i zaczęła nasypaną do szklanek kawę rozdzielać tak by było więcej. Więc nie był to typ człowieka u siebie skąpię a u innych się objadam, jeszcze potrafiła np. drozdżówki ciąć na pół by było dla większej ilości osób niezaleznie od tego czy to u niej czy u kogoś te drożdzówki. Czasem chciałabym tak umieć, szczególnie jak myślę o tym że np. studia moich dzieci będą płatne to przydałby się takie umiejętności.
      • jagoda85 Re: Pod rozwagę 10.02.11, 16:56
        Ten piecyk, to hit stulecia. Nieźle.
    • ladyjm Re: Pod rozwagę 10.02.11, 12:29
      wielka szkoda, ze ja nie mam takiej cioci i ze nie mam zadnych szans na odziedziczenie czegokolwiek poza nadcisnieniem, hehe
      • moleslaw Re: Pod rozwagę 10.02.11, 12:43
        Pociesz się tym że po tych spadkobiercach pozostaną tylko długi dla kolejnych osób. Same odsetki od tych pieniędzy na koncie były jak moja wypłata a nawet chyba większe.
    • zenobia44 Re: Pod rozwagę 10.02.11, 17:47
      To powiem wam lepsza historię: moja prababcia z pradziadkiem całe życie oszczędzali, pracowali w jakiejś firmie (kiedyś to się nazywało "w zakładzie") a potem jeszcze popołudniami dorabiali, i tak całe życie harując zbierali te wszystkie pieniądze na "czarną godzinę" na PKO. Kiedyś prababcia uległa bardzo ciężkiemu wypadkowi i uznała, że ta godzina chyba już nadeszła. Pieniądze zostały wybrane (oszczędności życia dwóch oszczędnych i ciężko pracujących osób) i kupione zostały za to: chleb i masło. Tyle było to warte. Inflacja. Nie starczyło na nic, na leki, na rehabilitację, na kule, na lekarza, na nic.
    • enita2 Re: Pod rozwagę 10.02.11, 20:06
      Opowiem wam historię mojej ciotki.Sianowskie,bezdzietne malżeństwo.Nigdy nie brakowało im kasy.Mieszkali w dużym mieszkaniu w starym budownictwie.W momencie możliwości zakupu mieszkania w bloku (za dolary)kupili je.Mieszkanie było dużo mniejsze od starego i pojawił problem pianina,nie mieściło się.Postanowili je sprzedać.Przyszedł kupiec i po targach je kupił.Trochę marudził że nie stroi.Po tygodniu ciotce przypomniało się że w pianinie były schowane dolary.Poszli do kupca z gadką żeby oddał.Ten oczywiście stwierdził że w pianinie nic nie było.Babcia moja zaczeła wypytywać ile tych dolarów było.Ciotka niechętnie powiedziała że za te dolce to by mogła 20 takich pianin kupić i jeszcze by zostalo.Wyobrażacie sobie jaka to była forsa w latach 70-tych.
      • black_halo Re: Pod rozwagę 10.02.11, 23:35
        Moja babcia przy wyprowadzce postanowila spalic stara wielgachna szafe. Kazala dziadkowi wyniesc na podworko i porabac, zeby sie w piecu lepiej miescilo. dziadek sie zabral do roboty i okazalo sie, ze szafa miala podwojny tyl z plyty. Znalezli tam kilka wartosciowych weksli i troche zlota, schowanego przed Niemcami przez pradziadkow surprised
    • solejrolia Re: Pod rozwagę 10.02.11, 23:04
      mój dziadek był chory psychicznie, acz niezdiagnozowanywink i tym z którymi mieszkał tj córka, zięć , wnuki, bardzo mocno zatruwał życie, np. chodził po wsi i opowiadał, że go trują, że go kradną i takie tam historie. a dla obcych to był przemiły staruszek. a jaki pobożny! w tym obłędzie zamieszkał sobie na strychu, nagromadził tam wszelkiego dobra, buty, szmaty, książki najróżniejsze, papierzyska, przeróżnego rodzaju złom i żelaztwo- takie zbieractwo- schorzenie ma chyba nazwę. do końca niewiadomo skąd on to wszystko znosiłuncertain po śmierci dziadka całe 4 dni od świtu do nocy w 5 osób harowaliśmy jak woły, żeby tam posprzątać. np szmaty przez okno, trzy przyczepy szmat wywieźliśmy, i na ognisko. z ciekawych rzeczy znaleźliśmy 2bardzo zabytkowe biblie, i 2 stare modlitwniki, zniszczone, ale piękne. i bardzo grube pliki starych pieniędzy z tego co pamietam, to były pieniądze sprzed wymiany w 1950roku. zapewne schował, zapomniał, a potem gadał po sąsiadach, że go kradną surprised
Inne wątki na temat:
Pełna wersja