zenobia44
18.03.11, 11:36
Zawsze do moich miesięcznych planów finansowych doliczałam tzw. 100 zł na pierdoły.
Na coś nieprzewidzianego, np. leki na nieprzewidziany katar czy taksówkę na pogotowie,
czasem jakiś miły zakup - kolczyki na przecenie za 15 zł (3 pary za 15! szkoda nie brać

), taki bufor na nieprzewidziane i na przyjemności - kawa w pracy za 2,50 w barze zamiast proszenia na portierni (oj, wielki to był problem dla pań) o kubek, czajnik i zalewanie 3w1 w saszetce, itd. Przytaczam kilka przykładów dla zobrazowania dalszego wywodu

Okazało się, że jest coraz mniej pieniędzy, więc w budżecie miesięcznym postanowiłam ciąć tę "stówę na pierdoły" i co się okazało? Po pierwsze, że się nie da - bo "pierdoły" okazały się ważne (leki, prezent, bilety MPK), po drugie, że wszystko zdrożało i z tej stówy dokładam do stałych wydatków, bo tu zabrakło 8 złotych, tu bank podwyższył opłaty, etc.
Pytanie do forumowiczów, którzy już od dawna żyją z ołówkiem w ręku i Excelem na monitorze, czy jesteście w stanie co do grosza zaplanować wydatki? Czy macie też taką przykładową stówę-bufor w budżecie zaplanowaną? Jak planujcie wydatki w budżecie, gdy wszystko drożeje (jedzenie, kredyt, benzyna, etc.)?
Bardzo dziękuje za wszelkie porady i odpowiedzi.