Brakuje do pierwszego...

13.07.12, 18:20
Witam. Sytuacja finansowa coraz gorsza, nie wiem już co zorbić. Nie mam pomysłu na czym mogę zaoszczędzić. Mieszkamy 40 km od Warszawy. Wydatki stałe spore-kredyt hipoteczny ok 1500, drugi kredyt (tzw. druga hipoteka) 724, opłaty (prąd,gaz,internet, śmieci,telefon-mój) ok 600-700 w zalezności od pory roku, kredyt na samochod (partnera) 500 zl, fundusz oszczędnościowy 200, alimenty 1700, niania 1000. Razem =6324. Zarabiamy po 4 tys. Wiec zostaje niecale 1700. Z czego musimy zatankowac dwa samochody po min. 500 zl na każy, jak jeździmy tylko i wyłacznie do pracy, i raz w miesiącu partner jedzie do córki (ok.130 km w obie strony, syn już studiuje w Warszawie i tam sie spotykaja). Każdy dodatkowy wyjazd nawet 20 km to dla mnie dodatkowe tankowanie. W domu 2 osoby dorosłe + 2-latek, pies i kot. Więc jak łatwo policzyć na tzw. "życie" zostaje 700 zł... I jak za to przeżyć? Mamy jeszcze resztkę oszczędności, ale co miesiąc pozyczamy sami od siebie, wiedząc że nie oddamy, bo nie ma z czego, Zwyczajnie je przejemy. Dodatkowo wiadomo, trzeba opłacic ubezpieczenia samochodów, domu, jakies naprawy, podatek od nieruchomości raz na kwartał. W dniu wypłaty na koncie mam 300 zł. I przez tydzień chodze jak struta.
Przeliczyliśmy się z tą drugą hipoteką, teraz wiem, ale jak braliśmy kredyt (dwa lata temu) sytuacja była inna. mieszkaliśmy juz w swoim domu, powoli wykańaczliśmy, od roku nie mielismy kuchni, bo nie starczyło, połowy mebli, (to co mielismy odłożone na kuchnie pochłonęła wymiana NOWEJ instalacji źle wykonanej przez "fachowca" i remont NOWEJ łazienki) dziecko w drodze, więc postanowilismy wziąć ten kredyt, żeby dokończyc to co niezbędne, tzn, zrobic kuchnie, kupić meble dla dziecka, zrobic podjazd o ogrodzenie. Tylko że wtedy partner pracował w systemie zmianowym z czego miał dodatek zmianowy ok 600 zł i alimenty 1000 zl. Na początku roku jednocześnie musiał zmienić stanowisko (taki rodzaj firmy obowiązek rotacji), niby awans, niewielka podwyżka (ok 150 zł) ale jednoczesnie został obcięty dodatek i teraz bardzo rzadko zdarzają sie nadgodziny, wcześniej bywało że i 500 zl dodatkowo zarobił. Więc w sumie zarabia mniej. I zaraz potem podwyższenie alimentów, bo syn na studia i nie ma za co mieszkania wynająć. W ciągu dosłownie miesiąca przychody zmalały o 500 zł, a wydatki wzrosły o 700. I jeszcze paliwo które drożeje. Ze względu na miejsce zamieszkania ja do pracy moge dojechać tylko własnym samochodem, inaczej nie da rady. Do Warszawy da sie autobusem, ale trzeba sie trzy razy przesiasc, koszt ok 10-15 zl w jedną strone, podróz trwa dwa razy dłużej. Teraz jakos ciągniemy, jest jeszcze troszke oszczędności, ale wiem że na długo nie starczy. Jak opróżnimy konto to co wtedy? Ja szans na podwyżkę nie mam żadnych, a w każdym razie minimalne, robiłam kilka podejśc i zawsze słyszę - przykro mi ale kryzys, nie teraz, może za rok...
Na czym moge jeszcze zaoszczędzić? Gdzie można coś dorobić, zarobic dodatkowy grosz (niestety tez pracuje na zmiany co utrudnia jakies stałe zajęcia). Może ktoś coś doradzi, bo juz mi pomysłów brak sad
    • alin9 Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 18:57
      Od razu moją uwagę zwróciły samochody(koszt paliwa).W dramatycznej sytuacji zamieniłabym oba na komunikację miejską.Jednak jako,że jest małe dziecko,jeden bym zostawiła.Bez wahania zamieniłabym jeden na bilet miesięczny,okresowy(czy jak tam u was się to nazywa).Piszesz,że przesiadki.Będąc posiadaczem biletu jeździsz na jednym(chyba,że u Was jest inaczej).Oszczędność kolosalna.Gdybym ja chciała do pracy jeździć samochodem dawno byłabym najbardziej zadłużonym człowiekiem na świeciesmile
    • b-b1 Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 19:06
      A tej "drugiej hipoteki"-nie da się rozciągnąć w latach, aby rata była jak najniższa?
    • marzeka1 Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 19:07
      W sumie cała sytuacja wzięła się chyba z nałożenia na siebie zbyt wielu kredytów: bo macie aż 3 (2 hipoteczne + samochód),do tego w opisanej sytuacji was po prostu nie stać na dwa samochody.
    • anka7961 Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 19:47
      Pracujecie w różnych kierunkach? Może mąż może podwozić Cię przynajmniej w okolice W-wy żebyś nie miała 3 przesiadek, a np 2.
      1700 pln to alimenty zasądzone na dzieci? Dość wysokie. Jeśli nie są zasądzone, to za przeproszeniem, może syn który studiuje w Wwie zamiast "ciągnąć' z Tatusia pójdzie gdzieś trochę dorobić? A może dorabia, to przepraszam.
      Może poszukaj kredytu konsolidacyjnego, tak abyś te dwie hipoteki połączyła w jedną i będziesz miała niższą ratę.
      A te 130 km partner nie może pojechać pksem? Chyba taniej wyjdzie.
      A nie masz szans na znalezienie lepiej płatnej pracy? A może bliżej miejsca zamieszkania?
      • zuzuua Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 20:13
        jak piszą koleżanki - połączyć kredyty
        przesiąść się na komunikację miejską - korzystać z opcji park and ride. bilet na komunikację miejską 1 strefa do 220 zł/3 mies. w tym są i autobusy ZTMu i SKM i KM i chyba WKD
        zrezygnować z nianii - poszukać klubiku malucha. u nas koszt dla 2 latka to ok 700 zł z wyżywieniem (mieszkam na obrzeżach wawy).

        • f.l.y Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 21:16
          dziewczyna zarabia 4 tys na rękę i ma zmienić pracę na lepiej płatną? oj, no to powodzenia...

          podobnie jak inni radzę skonsolidować kredyty w jednym banku - Millenium pod tym względem jest łaskawe, ale sprawdźcie oferty w różnych bankach..

          na czym przyoszczędzić? na życiu, planowanie jadłospisu i zakupów, sprzedać ciuszki po dziecku jak wyrasta, książki- może doraźna opieka nad innym dzieckiem w weekendy...

          a może potrafisz coś robić w sensie: szyć, robić na drutach, piec ciasta - można zawsze pogadać z sąsiadkami, może ktoś zamówi ciasto, opiekę nad dzieckiem, nocleg dla kogoś z rodziny czy znajomych..
      • komonkooo Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 22:17
        anka7961 napisała:


        > 1700 pln to alimenty zasądzone na dzieci? Dość wysokie. Jeśli nie są zasądzone,
        > to za przeproszeniem, może syn który studiuje w Wwie zamiast "ciągnąć' z Tatus
        > ia pójdzie gdzieś trochę dorobić? A może dorabia, to przepraszam.

        Syn sie uczy i nie ciągnie, bo musi sie utrzymwac w innym miescie, niz rodzinne. A rodzic ma obowiązek syna utrzymywać az przestanie sie uczyć. Moze studiuje prawo i ma kupe naukismile
        • iberka alimenty 14.07.12, 01:08
          Powinny być płacone do chwili aż osoba, która je pobiera jest w stanie samodzielnie się utrzymać. Co w praktyce oznacza, że student zaoczny może, wieczorowy też a dzienny jak się postara to się utrzyma. Żadne tam do końca nauki czy do ukończenia 25 lat
          Iza
          • e-ness Re: alimenty 14.07.12, 11:05
            iberka napisała:

            > Powinny być płacone do chwili aż osoba, która je pobiera jest w stanie samodzie
            > lnie się utrzymać. Co w praktyce oznacza, że student zaoczny może, wieczorowy t
            > eż a dzienny jak się postara to się utrzyma. Żadne tam do końca nauki czy do uk
            > ończenia 25 lat
            > Iza

            Ale dlaczego dziecko ma ponosić konsekwencje nieodpowiedzialności rodziców.
            Chce studiować, uczyć się a nie myśleć jak tu kasę zarobić by rodzinę ojca odciążyć. Jeśli sa to studia dzienne to rodzić musi zapewnić utrzymanie dziecka do 26 roku.
            Ciekawe czy swojemu dziecku tak łatwo byś pieniądze zabrała?


            Sytuacja opisana przez cynamon, jest dla mnie klasyczna z jaka ostatnio sie spotykam.
            Ludzie myślą sobie, że walną sobie chałupkę pod Warszawą, ( no co stać mnie) a później płacz i zgrzytanie zębów bo nie ma za co się utrzymać, bo przeliczając koszta życia w bloku i w domu biorą pod uwage tylko i wyłącznie czynsz. No prężcież w domu się nie płaci.
            Właśnie z tego powody zrezygnowaliśmy z domu i nie na jakimś zadupiu, gdzie tylkoauto, ale z komunikacja podmiejską.
            Obecnie wydaje 800-1000 zł na paliwo na jedno auto, latem 1200-1600 ale wiem ze w każdej chwili moge auto odstawić baz sprzedać bez większego uszczerbku na moim komforcie( odbieranie dzieci z przedszkola powierzę mężowi).Zyjąć poza miastem nie mogłabym tego zrobić, bo do pracy trzeba dojechać, dzieci zawieść na zajęcia do lekarza.

            Jeśli sa szanse na zwiększenie zarobków to bym powalczyła o dom, jeśli nie, szybciutko szukała kupca, i nowego lokum.
            • cynamon2 Re: alimenty 16.07.12, 15:48
              Sprzedaż domu teraz bez sensu. Koszt franka wzrósł, więc automatycznie kredyt, ceny nieruchomości poszły w dół.
              Ja wiem że dla niektórych dom na zadupiu to fanaberia, ale my na paliwo na dwa samochody wydajemy tyle Ty na jedno. Po drugie moje miejsce pracy jest na jeszcze większym zadupiu, i nawet z Warszawy musiałm jeździć samochodem. Teraz przynajmniej mam bliżej i jadę dużo szybciej.
              Kredyt na dom wynosił 330 tys. Działkę mieliśmy (kupili ją moi rodzice jakiś czas wcześniej). Dlatego podjęliśmy decyzję o budowie domu.
              Nie mamy willi od dewelopera jak ktoś napisał, tylko normalny dom (120 m2). W małym mieście. Za tą kwotę kredytu to mielibyśmy 2 pokoje. I na pewno nie w Warszawie. Najpierw chcieliśmy kupić mieszkanie, sprzedać działkę, ale sprzedać już nie było tak łatwo, a wartość działki jako wkład własny dała korzystniejszy kredyt. I zdecydowaliśmu tak jak zdecydowaliśmy. Może źle, a może właśnie dobrze. Nie wiem, i ja obiektywnie nie ocenię. Ale kredyt za mieszkanie też trzeba płacić, i koszty utrzymania mieszkania też nie sa małe (czynsz, media). My wodę mamy swoją (studnia), największy koszt to gaz - ale to niezależnie czy dom czy mieszkanie.
            • iberka Re: alimenty 19.08.12, 18:06
              ach to moje hobby czasem się przydaje zatem krótko: zgodnie z art. 133 § 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (dalej krio) „Rodzice obowiązani są do świadczeń alimentacyjnych względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie, chyba że dochody z majątku dziecka wystarczają na pokrycie kosztów jego utrzymania i wychowania”. Zgodnie z § 2 tego artykułu „Poza powyższym wypadkiem uprawniony do świadczeń alimentacyjnych jest tylko ten, kto znajduje się w niedostatku”. Obowiązek alimentacyjny istnieje zatem jeśli: - dziecko nie jest w stanie się samodzielnie utrzymać lub też - jest w stanie się samodzielnie utrzymać, ale znajduje się w niedostatku. Sąd Najwyższy podkreślił, że obowiązek alimentacyjny względem dzieci ustaje wówczas, gdy dzieci osiągną samodzielność życiową, co z reguły łączy się z możliwością podjęcia pracy zarobkowej. Sądy musza jednak brać pod uwagę sytuację życiową i osobistą osoby uprawnionej. Jeśli dziecko kontynuuje naukę, to usprawiedliwione jest dalsze alimentowanie go. Ale jak już wyżej napisałam nie każda nauka oznacza obowiązek alimentacji, bo np stiudując zaocznie spokojnie można pracować. Już dawno nikt nie patrzy na 26 lat dziecka ale na to co robi aby się usamodzielnić. Jeśli np. powtarza rok t alimenty odpadają, tak samo jeśli przerwie studia, nie zda na następny semestr czy też weźmie sobie urlop dziekański. Dodatkowo sąd patrzą na to gdzie te studia sa: szkoła za kilkaset pln/ msc czy studia państwowe. oczywiście prywatne to ta gorsza sytuacja
              wiem,że dziecko , że kochany syn / córka ale nie może być tak, że rodzice nie mają na życie ale alimenty muszą być
              jeszcze jakieś pytania?
              ach, sama jestem dzieckiem z alimentami kiedyś tam
              iza
              • tata_tomek Re: alimenty 21.08.12, 12:28
                iberka napisała:

                > zgodnie z art. 133 § 1 kodeksu rodzinnego
                > i opiekuńczego (dalej krio) „Rodzice obowiązani są do świadczeń
                > alimentacyjnych względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać
                > się samodzielnie, chyba że dochody z majątku dziecka wystarczają na pokrycie
                > kosztów jego utrzymania i wychowania”. Zgodnie z § 2 tego artykułu „
                > ;Poza powyższym wypadkiem uprawniony do świadczeń alimentacyjnych jest tylko
                > ten, kto znajduje się w niedostatku”.

                Pozwolę sobie nieśmiało podrzucić § 3 tegoż artykułu, który imho ma tu znaczenie (podkreślenie moje):

                "Rodzice mogą uchylić się od świadczeń alimentacyjnych względem dziecka pełnoletniego, jeżeli są one połączone z nadmiernym dla nich uszczerbkiem lub jeżeli dziecko nie dokłada starań w celu uzyskania możności samodzielnego utrzymania się. "

                > Sądy musza jednak brać pod uwagę sytuację życiową i osobistą osoby
                > uprawnionej. Jeśli dziecko kontynuuje naukę, to usprawiedliwione jest
                > dalsze alimentowanie go.

                A więc też art. 135 § 1 krio:

                "Zakres świadczeń alimentacyjnych zależy od usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego oraz od zarobkowych i majątkowych możliwości zobowiązanego."
          • aga-len Re: alimenty/iberka/ 26.09.12, 11:46
            bardzo proszę o pomoc prawną pani na moj adres meilowy aga-len@o2.pl
      • cynamon2 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 15:34
        Pracujemy w róznych kierunkach, do tego różnie godzinowo, ja mam zmiany, partenr czasami tak, większość miesiąca nie. Dlatego sprzedaż samochodu nie wchodzi w grę, bo o 23 nie miałby czym wrócić. Czasem jeździ z kolegami, czasem autobusem (pks, potem koumnikacja miejska).
        Pracy szukam, ale wiadomo - nie jest łatwo.
        Zastanawiamy się nad opcją rezygnacji z funduszu oszczędnościowego i z tej kwoty spłacić kredyt na samochód (jeszcze 1,5 roku spłaty).
        Tak naprawdę sytuacja za jakiś czas powinna się poprawić, za rok mały pójdzie do przedszkola (mam nadzieje że dostanie się do państwowego), za 4 lata starszy syn skończy studia. Partner ma obiecaną podwyżkę pod koniec roku, niedużo, ok 150 zl na ręke, ale zawsze.
        Zastanawiam się na innymi możliwościami, żeby przetrzymać ten najgorszy okres. Obniżać alimentów nie będziemy tak jak ktoś radził, bo nie wydaje mi się to uczciwe - mimo wszystko.
        Mimo tego że niedawno eks kupiła nowy samochód wart więcej niż nasze dwa razem wzięte. Widocznie potrafi lepiej oszczędzać.
    • czarne-jagody Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 20:10
      Może jest możliwość zamiany domu na mieszkanie bliżej pracy, tak aby zmniejszyć wysokość hipoteki oraz zaoszczędzić na kosztach przejazdu.
    • asia_i_p Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 20:12
      Za rok nianię zmienicie na przedszkole, to pewnie z 500 zł na tym zyskacie. Fajnie, że macie oszczędzanie w wydatkach stałych, to chociaż wiadomo, że coś zostaje na przyszłość.
      Może rzeczywiście rozciągnąć w czasie drugą hipotekę i kredyt na samochód - wiem, że na konsolidacji kredytów wcale się nie wychodzi tak dobrze, w sumie spłaca się więcej, ale wy jesteście w takiej sytuacji, że potem będziecie mogli się sprężyć i spłacić szybciej (dziecko do przedszkola - pierwszy spadek wydatków, syn skończy studia - drugi, bo do alimentowania zostanie jedno dziecko). Więc u was to kwestia przetrwania najcięższego okresu - może się opłaca spróbować.
      • astrum-on-line Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 21:26
        Tak, bardzo fajnie że mają oszczędzanie wydatkach (jak to uroczo brzmi). Z jednej strony wyciągają zaskórniaki z drugiej odkładają. Rozumiem że to jest jakiś fundusz z podpisaną umową na oszczędzanie i muszą oszczędzać w nadziei że przyda im się do za wiele, wiele lat.
        • pstrabiedronka Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 22:39
          1. zrezygnowac z jednego samochodu - jeździć jednym do punktu przesiadki w ZTM (o ile oboje pracujecie w Wwie)

          2. wyjazdy do córki - PKS

          3. za rok odejdzie koszt niani - o ile dziecko dostanie się wam do państwowego przedszkola

          ...i ja tez nei bardoz rozumiem ze z jednej strony odkładacie 200 zł a z drugiej "przejadacie" oszczędności" - to nielogiczne, chyba, że to coś w rodzaju ubezpieczenia na życie
          • lutyk Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 06:05
            A przepraszam, te alimenty 1700 zł to na ile dzieci????? Ja rozumiem, ze córka ma potrzeby, no ale przy takich zarobkach partnera były one az tak wysokie...
            Chyba, ze to na troje dzieci...
            • twarz2 Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 08:00
              Nie rozumiem na jakiej zasadzie proponujecie zmniejszenie alimentów.. Pan ma dzieci to łoży na dzieci - kwestie finansowe związane z dziećmi powinien przemyśleć wcześniej, bo dzieci nie pojawiają sie od tak.. Tatuś powinien na sobie pooszczędzac, a nie na dzieciach.
              • izzunia Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 08:08
                to samo pomyślałam - jak któraś dostaje małe alimenty, to marudzi, że małe, jak któryś z tatusiów daje duże, to krzyk, że za duże, nigdy nie dogodzisz.

                a co do oszczędzania, to jak już wspominały dziewczyny - spróbować z kredytem konsolidacyjnym, ale ostrożnie - bo czasem może się okazać, że będzie gorzej niż przed,
                komunikacja miejska / skm / koleje mazowieckie - nie cierpię tego, ale jak trzeba to po prostu trzeba - jeszcze rozwiązanie, aby w kilka osób jeździć i razem składać się na paliwo.
                zmienić samochody na mniejsze / oszczędniejsze.
                ewentualnie spróbować się dogadać z Matką dziecka/dzieci o to, aby przez jakiś czas płacić odrobinę mniejsze alimenty - po prostu wyjaśnić sytuację - może się uda.
              • beverly1985 Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 11:51
                no fajnie, ma płacic alimenty, tylko placac 1700 na dzieci z pierwszego zwiazku odejmuje od ust 2-latkowi z drugiego związku...
                • ale_to_ja Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 13:26
                  beverly1985 napisała:

                  > no fajnie, ma płacic alimenty, tylko placac 1700 na dzieci z pierwszego zwiazku
                  > odejmuje od ust 2-latkowi z drugiego związku...

                  mógł o tym pomyśleć wcześniej, poza tym dwulatek jest tańszy w utrzymaniu niż student.
                  • kosc_ksiezyca Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 17:04
                    No tak się składa, że założenie nowej rodziny jest przesłanką ku zmniejszeniu alimentów na dzieci z poprzedniego związku.
                    • tata_tomek Re: Brakuje do pierwszego... 21.08.12, 12:32
                      kosc_ksiezyca napisała:

                      > założenie nowej rodziny jest przesłanką ku zmniejszeniu a
                      > alimentów na dzieci z poprzedniego związku.

                      Zapomnij. Sąd powie to, co ale_to_ja napisała ciut wyżej, tyle , że w urzędowej formie.
                  • lineczkaa Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 15:26
                    ale_to_ja napisała:


                    > mógł o tym pomyśleć wcześniej, poza tym dwulatek jest tańszy w utrzymaniu niż s
                    > tudent.

                    a dlaczego zakładasz, że to pan "nie pomyślał"? to jakaś plaga normalnie, jakby alimenty na dzieci równały się "kolo poszedł za inna foczką". To kobiety nie odchodzą od mężów tongue_out?
              • ale_to_ja Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 13:18
                twarz2 napisała:

                > Tatuś powinien na sobie poos
                > zczędzac, a nie na dzieciach.


                Święte słowa smile

                1700 na dwójkę dzieci z czego jedno studiuje poza miejscem zamieszkania to wcale nie jest dużo.
                • atteilow Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 18:19
                  ale_to_ja napisała:
                  > Święte słowa smile
                  >
                  > 1700 na dwójkę dzieci z czego jedno studiuje poza miejscem zamieszkania to wcal
                  > e nie jest dużo.

                  Ale piszesz to tylko w odniesieniu do tych konkretnych zarobków, tego konkretnego ojca, czy tak sobie uogólniasz ?

                  Bo wiesz... jesli jeszcze nie wiesz, to ja Ci powiem, że w większości rodzin te marne 1700 to jest cala pensja jednego z rodziców. Czy zatem ma on ją rozdysponować tylko i wyłącznie na potrzeby dwójki swoich dzieci ?
                  • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 21:32
                    atteilow napisała:

                    > ale_to_ja napisała:
                    > > Święte słowa smile
                    > >
                    > > 1700 na dwójkę dzieci z czego jedno studiuje poza miejscem zamieszkania t
                    > o wcal
                    > > e nie jest dużo.
                    >
                    > Ale piszesz to tylko w odniesieniu do tych konkretnych zarobków, tego konkretne
                    > go ojca, czy tak sobie uogólniasz ?
                    >
                    > Bo wiesz... jesli jeszcze nie wiesz, to ja Ci powiem, że w większości rodzin te
                    > marne 1700 to jest cala pensja jednego z rodziców.

                    Ale wtedy Ci rodzice zarabiający 1700 nie mają trójki dzieci i dwóch rodzin, prawda?

                    > Czy zatem ma on ją rozdyspo
                    > nować tylko i wyłącznie na potrzeby dwójki swoich dzieci ?

                    Jeżeli jeszcze nie wiesz, to ja Ci powiem, że sąd ustalając wysokość alimentów bierze pod uwagę nie tylko obecne zarobki, ale również tzw. możliwości zarobkowe to raz. A dwa, ludzie nie są jednakowi, i nie możesz wymagać, żeby syn prezesa banku z pierwszego małżeństwa dostawał maciupkie alimenty, tylko dlatego, że są ludzie, którzy takich pieniędzy (jakie on ma alimenty) nie są w stanie zarobić nawet przez kwartał.

                    W.
                    • atteilow Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 08:38
                      falllen_angel napisał:
                      Ale wtedy Ci rodzice zarabiający 1700 nie mają trójki dzieci i dwóch rodzin, prawda?

                      To jakieś nowe wytyczne?? Wysokość zarobków nagle zaczęła samoistnie regulować płodność. Są ludzie co maja troje dzieci, a nawet więcej jednocześnie zarabiając ustawowe 1500, mniej, lub wcale.

                      Jeżeli jeszcze nie wiesz, to ja Ci powiem, że sąd ustalając wysokość alimentów
                      > bierze pod uwagę nie tylko obecne zarobki, ale również tzw. możliwości zarobkow
                      > e to raz. A dwa, ludzie nie są jednakowi, i nie możesz wymagać, żeby syn prezes
                      > a banku z pierwszego małżeństwa dostawał maciupkie alimenty, tylko dlatego, że
                      > są ludzie, którzy takich pieniędzy (jakie on ma alimenty) nie są w stanie zarob
                      > ić nawet przez kwartał.

                      Teoretycznie mozliwość zarobku ma każdy z nas, nie wiem jak sąd mógłby przewidywać w co nam sie uda zainwestować i na czym zarobić. Moje pytanie dotyczyło innej kwestii, czy piszesz ogólnie, czy w odniesieniu do konkretnego przykładu, że 1700 na dwójkę dzieci z czego jedno studiuje poza miejscem zamieszania to wcale nie jest dużo ?
                      • astrum-on-line Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 09:02
                        atteilow napisała:

                        > Teoretycznie mozliwość zarobku ma każdy z nas, nie wiem jak sąd mógłby przewidy
                        > wać w co nam sie uda zainwestować i na czym zarobić.

                        No tak, ale sąd patrzy na przykład na to, że masz wyższe wykształcenie więc możesz zarabiać więcej niż zarabiasz. Nie zawsze to jest możliwe i czasem jest bardzo krzywdzące.
                        Z drugiej strony, patrząc na ten przypadek, to jakoś nie uważam, żeby przy takich zarobkach alimenty 1700 były aż tak kolosalne. W końcu nawet gdyby ojciec był z matką dziecka to pewnie by i tak przeznaczaliby dobrze ponad 1000 zł na samego studiującego syna. Tutaj jest 1700 na dwoje dzieci.

                      • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 23:55
                        atteilow napisała:

                        > falllen_angel napisał:
                        > Ale wtedy Ci rodzice zarabiający 1700 nie mają trójki dzieci i dwóch rodzin,
                        > prawda?

                        >
                        > To jakieś nowe wytyczne??

                        Nie, to jest tak zwany zdrowy rozsądek. Człowiek mający coś więcej niż Tic-Tac'a zamiast mózgu powinien zdać sobie sprawę, że zarabiając 1700PLN na pewne rzeczy w życiu o nie stać. Nie stać go na nowego Mercedesa, nie stać go na dom 200m i w końcu nie stać go na troje dzieci.

                        > Wysokość zarobków nagle zaczęła samoistnie regulować
                        > płodność. Są ludzie co maja troje dzieci, a nawet więcej jednocześnie zarabiają
                        > c ustawowe 1500, mniej, lub wcale.

                        Ale to jest ich problem. Nie tych co mają 1500 alimentów na jedno dziecko.

                        W.
                        • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:11
                          falllen_angel napisał:
                          > Nie, to jest tak zwany zdrowy rozsądek. Człowiek mający coś więcej niż Tic-Tac'
                          > a zamiast mózgu powinien zdać sobie sprawę, że zarabiając 1700PLN na pewne rzec
                          > zy w życiu o nie stać. Nie stać go na nowego Mercedesa, nie stać go na dom 200m
                          > i w końcu nie stać go na troje dzieci.

                          Falllen jak zwykle agresywny. Skąd takie emocje? Frustracja? Zazdrość? Coś Ci się w życiu nie powiodło, że się tak lubujesz w wyżywaniu na innych?
                          • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:27
                            araceli napisała:

                            > falllen_angel napisał:
                            > > Nie, to jest tak zwany zdrowy rozsądek. Człowiek mający coś więcej niż Ti
                            > c-Tac'
                            > > a zamiast mózgu powinien zdać sobie sprawę, że zarabiając 1700PLN na pewn
                            > e rzec
                            > > zy w życiu o nie stać. Nie stać go na nowego Mercedesa, nie stać go na do
                            > m 200m
                            > > i w końcu nie stać go na troje dzieci.
                            >
                            > Falllen jak zwykle agresywny. Skąd takie emocje? Frustracja? Zazdrość? Coś Ci s
                            > ię w życiu nie powiodło, że się tak lubujesz w wyżywaniu na innych?

                            A gdzie Ty tu dziecko widzisz agresję?

                            W.
                            • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:37
                              falllen_angel napisał:
                              > A gdzie Ty tu dziecko widzisz agresję?

                              W słowach typu 'Człowiek mający coś więcej niż Tic-Tac'a zamiast mózgu'. Wypowiedź niegrzeczna żeby nie powiedzieć chamska. Przynosi Ci ulgę wyżywanie się na ludziach, których nawet nie znasz? Czujesz się lepszy jak plujesz na nich?

                              Swoją drogą - nie przypominam sobie ani jednego Twojego merytorycznego posta pomagającego komukolwiek. Jedyne co robisz to ludziom dowalasz.
                              • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:44
                                araceli napisała:

                                > falllen_angel napisał:
                                > > A gdzie Ty tu dziecko widzisz agresję?
                                >
                                > W słowach typu 'Człowiek mający coś więcej niż Tic-Tac'a zamiast mózgu'. Wypowi
                                > edź niegrzeczna żeby nie powiedzieć chamska.

                                Zacznijmy od początku. Odpowiedz mi na pytanie:

                                Czy człowiek zarabiający netto 1700 PLN może kupić nowego mercedesa? Dla ułatwienia podpowiadam, że najtańsza A klasa kosztuje 89 900 PLN

                                W.

                                PS. Kilkakrotnie Ci już napisałem, że nie urodziłem się grzecznym chłopcem...

                                • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:46
                                  falllen_angel napisał:
                                  > PS. Kilkakrotnie Ci już napisałem, że nie urodziłem się grzecznym chłopcem...

                                  Bycie 'niegrzecznym chłopcem' jest urocze. Bycie chamem tylko obrzydliwe. Ty jesteś chamem.
                                  • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:52
                                    araceli napisała:

                                    > falllen_angel napisał:
                                    > > PS. Kilkakrotnie Ci już napisałem, że nie urodziłem się grzecznym chłopce
                                    > m...
                                    >
                                    > Bycie 'niegrzecznym chłopcem' jest urocze. Bycie chamem tylko obrzydliwe. Ty je
                                    > steś chamem.

                                    Możesz odpowiedzieć na pytanie?

                                    W.
                              • chce.oszczedzac Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:03
                                Tez z chęcią przeczytalabym merytoryczny komentarz Upadlego Aniola smile Łatwiutko jest jeździc po tikatkowych mózgach, no i samoocena wspaniale wzrasta. Niestety, nie na stałe, więc trzeba sobie niegrzecznie dalej poczynać i w ten sposób utrzymywać ją na jako takim poziomie. Araceli, szkoda Twojego czasu na karmienie takiego specyficznego trola. Pozdrawiam!
    • beverly1985 Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 11:43
      Może drastycznie- dom wynająć a przeprowadzić się do małego 2-pokojowego mieszkania w warszawie? Samochód jeden sprzedać, drugi uzywac w mniejszym stopniu?

      Na studiach w Warszawie mieszkałam w akademiku, który kosztowal ok 300 zł miesięcznie, czy syn twojego męza wynajmuje dla siebie cała kawalerkę? 1700 zł to naprawdę wsokie alimenty na 2 dzieci, zwłaszcza przy zarobkach 4 tys.
      • atteilow Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 13:30
        Kurczę... jak to jest, że ludzie przy kilkutysięcznych zarobkach muszą słuchać rad nt. FINANSÓW! tych zarabiających najniższą krajową. Ot paradoks. Ironia losu polega na tym, że oni nie są tak naprawdę bogaci, oni tylko lepiej zarabiają.

        Nie sądzę, że przeprowadzka do mieszkania w bloku jest w ogole brana pod uwagę, bo przecież nie będzie już tak fajnie. A i jest jeszcze wiele argumentów przeciw; ilość rzeczy zgromadzonych w domu nie upchnie sie na 40m., co więcej trudno w bloku upchnąc siebie samego i rodzinę, jak wczesniej mieszkało się w domu z ogrodem, bo brak przestrzeni, bo duszno, bo ciasno... bo beznadziejnie i glośni sasiedzi...

        Tylko, że niektórzy tak wlaśnie żyją. No ale zapewne oni są bardziej "kurczliwi", i maja mniej wyostrzony sluch na sąsiedzkie libacje.... a i zapewne maja inne żołądki, bo czasem niedojedzą, albo zjedza coś gorszej jakości, i ich dzieci wcale nie potrzebują miejsca do zabawy, dobrego wykształcenia i platnych zajęc pozalekcyjnych...

        Ironizuję, bo znam sposób myślenia, tych ktorym się rzekomo lepiej powodzi: "ja nie mógłbym mieszkać w bloku, moje dziecko nie może mieć tańszych ciuchów... moje dziecko nie moze mieszkac byle gdzie, musimy pojechac na wakcje, musze isc do fryzjera, zrobić manicure..."

        No.... czasem się trzeba niestety zdegradować.
      • agpagp Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 14:28
        A co jak akademika nie dostanie? Bo pierwszeństwo będą mieć inni? Moja siostra w Poznaniu płaci za pokój 600 zł + opłaty i mieszka na obrzeżach miasta.

        Ja ogółem od alimentów bym się odczepiła. Tak zostało ustalone przez dwie strony ( pan mógł wnieść o zmniejszenie), potwierdzone zapewne sądownie.
        • beverly1985 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 10:15
          To się wynajmuje pokój na spółkę z kimś, no ludzie, studentami nie byliście?

          Ja w ogóle współczuje kobietom, które wiążą się z rozwodnikami z dziećmi- koszmarne obciążenie finansowe nowej rodziny indifferent
          • kooreczka Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 10:43
            Jestem studentką i widzę ile taka opcja kosztuje- w Wawie 400 PLN wzwyż. Akademika za 300 PLN na pewno się nie dostanie przy ojcu zarabiającym 4 tys.
    • sparkley78 Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 19:10
      Niestety, tak to jest z dzieciatymi panami z odzysku - nie piszę tego złośliwie, ale nie znam żadnej rodziny, w której taka sytuacja jak tu opisana nie była okupiona różnymi problemami - a to spłata byłego, a to wysokie alimenty, a to utrudnianie widzenia z dziećmi albo inwigilacja życia przez eks itp. itd. A alimenty wydają mi się wysokie w stosunku do pensji 4 tys. zł. Wydatki na dziecko powinny być skorelowane z możliwościami rodziców - jak widać studia w Warszawie to opcja zażynająca ojca (drugą stronę pewnie też skoro wystąpiła o podwyższenie alimentów o 700 zł). Równie dobrze można by wybrać studia w Oxfordzie i postawić ojca przed faktem dokonanym. Trudno radzić w takiej sytuacji - pewną ulgę powinniście odczuć jak wasze dziecko pójdzie do przedszkola a najstarszy zakończy edukację. Można spróbować rozłożyć ,,drugą hipotekę" na dłuższy okres. Rozumiem, że sprzedaży domu raczej nie rozważacie.
      • el-an Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 19:30
        Jeśli mężczyzna chce mieć troje dzieci, dom z ogrodem i dwa samochody to musi zarabiać ZNACZNIE więcej niż 4 tysiące.
      • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 21:25
        > A alimenty wydają mi się wysokie w stosunku do pensji 4 tys. zł.

        Zaraz, zaraz?! Wysokie? Pan ma cztery tysiące i cztery osoby do utrzymania. Wychodzi chyba po tysiąc na głowę, czyż nie?

        > Wydatki na dziecko powinny być skorelowane z możliwościami rodziców - jak widać studia w Warszawie to opcja zażynająca ojca.

        Opcja zażynająca ojca to raczej dom pod miastem na który go nie stać, samochód na który go nie stać, oraz generalnie nowa rodzina na którą również go nie stać.

        W.
        • beverly1985 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 10:21
          Moim zdaniem w normalnej rodzinie gdy dziecko idzie na studia, na które nie stać zadnej strony to się siada razem i myśli, co zrobić- czy jest jakas opcja tanszego mieszkania, akademika, dorabiania, dojazdów itd. W rodzinach rozbitych czesto sprawy finansowe ograniczają sie do przedstawienia rachunku i postawienia alimenciarza przed faktem dokonanym uncertain

          Jakby się uprzeć to syn mógłby po prostu zamieszkać z ojcem w tym domu pod Warszawą- alez o ilez wygodniej po prostu wnieśc o podwyzszenie alimentów.

          Owszem, zgadzam się z kims kto napisał ze pana nie stac na dom pod miastem i nową rodzinę- ale juz zalozyc te nową rodzinę, ma nową zone i male dziecko wiec teraz trzeba szukac jakichś rozwiązań i kompromisów...
          • angazetka Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 10:29
            > Jakby się uprzeć to syn mógłby po prostu zamieszkać z ojcem w tym domu pod Wars
            > zawą- alez o ilez wygodniej po prostu wnieśc o podwyzszenie alimentów.

            Wróżka czy co? A może: o ileż wygodniej zapłacić 850 zł niż zaproponować synowi mieszkanie u siebie?
          • black_halo Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 11:11
            W normalnej rodzinie rodzice mowia dziecku "nie stac nas na studia w innym miescie". Ja tak uslyszalam i musialam wybrac miedzy "zaoczne w innym miescie i podjecie pracy", "dzienne w moim miescie i mieszkanie u rodzicow". Wybralam to drugie, nie zaluje. Dzisiaj mam dobra prace a na studiach pracowalam od trzeciego roku, na poczatek zarabialam drobniaki wpisywaniem danych do kompa i drukowaniem papierow, ktore potem musialam wkladac do kopert, adresowac i naklejac znaczki. Nie zbilam na tym majatku ale 200 zlotych miesiecznie na swoje wydatki mialam. Pelnoetatowa prace podjelam na ostatnim semetrze jak mialam juz tylko seminarium dyplomowe.

            Tez mam wrazenie, ze w rodzinach rozwodnikow po prostu ciagnie sie ze strony placej alimenty. Przed rozwodem nie bylo stac na angielski, basen, tenis i jazde konna? To nic, po rozwodzie tatus zaplaci.
            • miziu_miziu Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 12:28
              dokładnie - najpierw się ustala możliwości a później do tego trzeba jakoś dopasować potrzeby. mój partner płaci 1000 na jedno dziecko, które mieszka z matką i jej nowym mężem. mimo, że matkę stać na dosłownie wszystko, to za każdym razem i tak ojciec się musi (chociaż nie może ale potem wysłuchuje tygodniami) dokładać. jesteśmy na granicy ubóstwa ostatnio a tu nagle wyskakuje z kursem językowym (i to nie angielski) za 3200zł. "trzeba" kupić konsole do gier - to samo. buty - zawsze jak dziecko do nas przyjeżdża (przeważnie raz w miesiącu na weekend) to trzeba kupować bo przyjeżdża specjalnie w za małych albo tak brudnych, że wstyd gdzieś wyjść. to samo z ubraniami - poplamione, za małe, nawet majtek na zmianę nie bierze. i tu uważam, że jest jawne ciągnięcie z ojca. co innego, gdyby matka była w złej sytuacji finansowej ale naprawdę jeśli się ma kasę na modne ubrania, egzotyczne podróże, imprezowanie co weekend w najdroższych klubach to nawet raz w miesiącu można byłoby sobie wyjście do baru odpuścić i "zaoszczędzone" kilkaset zł przeznaczyć na ubrania dla dziecka. tym bardziej, za 1000zł alimentów można dziecko obkupić praktycznie od stóp do głów.
              • black_halo Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 12:33
                Ja bym powiedziala, ze nas nie stac i tyle. 1000 zlotych to duzo i wlasciwie wystarczajaco biorac pod uwage, ze mama powinna dolozyc drugie tyle. Wiele rodzin ma tyle na utrzymanie 4 osob i zyja. Inaczej naprawde dzieciak sie nauczy, ze ojciec do bankomat i tyle.
                • miziu_miziu Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 20:44
                  dziecko się już nauczyło, jakiś czas temu przy ludziach powiedział, że tata to bankomat. dosłownie tak się wyraził. dziecko w wieku gimnazjalnym dopiero a już ma sprecyzowane poglądy...
            • aga-len Re: Brakuje do pierwszego... 26.09.12, 12:09
              a co po drugiej stronie??? gdy sie czipsy skończą?????.......
        • sparkley78 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 11:52
          Zaraz, zaraz?! Wysokie? Pan ma cztery tysiące i cztery osoby do utrzymania. Wyc
          > hodzi chyba po tysiąc na głowę, czyż nie?

          Zaraz, zaraz - rozumiem, że Pan ma się utrzymać za 1.000 zł, tak? - chyba mieszkając pod mostem i wyjmując jedzenie ze śmietnika.
          Tendencja tutaj ogólnie jest taka - najpierw planujemy dla dziecka szkoły, studia, zajęcia dodatkowe i wakacje a potem "Pan" ma za to płacić czy stać go na to czy nie. W normalnie funkcjonujących rodzinach jest raczej na odwrót - najpierw liczymy ile mamy, a potem ustalamy co możemy dziecku zaoferować. Choćby Pan mieszkał skromnie w kawalerce (sądząc po opisanej sytuacji z wianem raczej nie wszedł do nowej rodziny - więc albo kredyt na nowe lokum albo opłata za wynajem wchodzi w rachubę) i jeździł autobusem to pracy to i tak uważam, że alimenty są za wysokie w stosunku do jego zarobków i tyle. Bo oczywiście wisi w powietrzu przekonanie, ze to jego wina, że nie mieszka z rodziną, więc niech zapitala do Caritasu po jedzenie, żeby syn mógł godnie mieszkać i studiować w stolycy.
          • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 23:58
            sparkley78 napisała:

            > Zaraz, zaraz?! Wysokie? Pan ma cztery tysiące i cztery osoby do utrzymania. Wy
            > c
            > > hodzi chyba po tysiąc na głowę, czyż nie?
            >
            > Zaraz, zaraz - rozumiem, że Pan ma się utrzymać za 1.000 zł, tak? - chyba miesz
            > kając pod mostem i wyjmując jedzenie ze śmietnika.

            Interesująca logika. A dziecko to się może za 1000 utrzymać?! Chyba mieszkając pod mostem i wyjmując jedzenie ze śmietnika...

            Dobrze, że sądy są jeszcze troszkę mądrzejsze od ogółu społeczeństwa.

            W.

            • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 00:22
              > Interesująca logika. A dziecko to się może za 1000 utrzymać?! Chyba mieszkając
              > pod mostem i wyjmując jedzenie ze śmietnika...

              Nie, mając drugi 1000 zł od drugiego rodzica.

              > Dobrze, że sądy są jeszcze troszkę mądrzejsze od ogółu społeczeństwa.

              Niestety nie zawsze. A to, w jaki sposób uwala się byłych małżonków na alimentach mam właśnie na tapecie u byłej koleżanki z pracy. Żenada to mało powiedziane. Kobieta zarabia dwa razy więcej, niż jej były, ale zarobki ma w większości ukryte, więc oficjalnie jest taka biedna, że łzy same lecą. I wyciągnęła z faceta alimenty stanowiące połowę jego dochodów. Legalnie. Z pomocą tych mądrych sądów. Ale to tak na marginesie.
            • sparkley78 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 00:24
              Chyba ojciec nie jest jedynym żywicielem tego dziecka. Są też pewnie i inne opcje zdobycia wyższego wykształcenia niż studiowanie poza miejscem zamieszkania w najdroższym mieście w kraju. Mi też marzył się kierunek studiów, który niestety nie był dostępny na rodzimym uniwersytecie, ale moich rodziców nie było stać na utrzymywanie 2 dzieci poza domem. W sumie to mogłam postawić na swoim, najwyżej rodzice nie płaciliby czynszu za mieszkanie i jedli chleb z metką na obiad.
            • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:12
              falllen_angel napisał:
              > Interesująca logika. A dziecko to się może za 1000 utrzymać?! Chyba mieszkając
              > pod mostem i wyjmując jedzenie ze śmietnika..

              Nie - mieszkając z rodzicami.
        • skarbonka-bez-dna Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 15:11
          A ja się zgodzę z Panem Chamem (no offence fallen angelsmile!

          dlaczego syn z pierwszego małżeństwa ma nie móc realizować swoich planów życiowych, uzdolnień albo gnieździć się w kilkuosobowym pokoju czy pracować, bo tatuś ma nową Panią, nowe dziecko, nowy samochód i nową dużą chatę?
          wiem, jestem brutalna - ale ten syn to też człowiek, nie rata kredytu i zbędny balast i pewnie nie przeszedł ot tak obok rozwodu.
          więc tak jak ktoś już wcześniej napisał - alimentom dajmy spokój.
          • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 15:32
            skarbonka-bez-dna napisała:
            > dlaczego syn z pierwszego małżeństwa ma nie móc realizować swoich planów życiow
            > ych, uzdolnień albo gnieździć się w kilkuosobowym pokoju czy pracować, bo tatuś
            > ma nową Panią, nowe dziecko, nowy samochód i nową dużą chatę?

            A 'nowe dziecko' to według Ciebie śmieć czy co? Ono czemu jest winne?

            Ja się nie dziwię, że ludzie w tym kraju nie decydują się na dzieci skoro wszystko się dzieciom 'należy' a rodzice mają tyrać, żeby dzieciom to zapewnić. O przepraszam - ojcowie mają, bo jak się syn starał o 2 tysiące (!!!) alimentów to raczej tylko od ojca. Straszne to jest po prostu sad
            • skarbonka-bez-dna Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 10:04
              ja tylko zwracałam uwagę, że "stary" syn, jak to ujęłaś "śmieciem" nie jest. To dziecko, tak jak i nowe, tak jak i córka, zgadzam się - niczemu nie winne. Chociaż fakt - duże już dziecko, ale ciągle człowiek. I nie nam tu decydować co każde z nich robić powinno a z czego powinno rezygnować.
          • cynamon2 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 15:59
            Już taka nowa to nie jestm po 9 latach. Poza tym ani duża chata, ani nowy samochód - mój ma 13 lat, partnera 14 lat. Oba się sypią. Ale mamy takie na jakie nas stać.
            Nie to było tematem wątku - "jak obniżyć alimenty" czy "alimenty sa za wysokie". Są jakie są. I tego NIE CHCEMY zmieniać. Sytuację podwyższenia alimentów opisałam aby nakreślić całą sytuację z nieprzemyslanym kredytem. Liczylismy się z tym że jak syn pójdzie na studia to koszt alimentów wzrośnie, ale nie liczylismy ze odejdzie dodatek za zmiany i nadgodziny. I to nasz błąd. Ale gdybym była finasistą i miała łeb do interesów nie pisałabym na tym forum.
            Dziękuję za rady tym którzy coś radzili, cokolwiek, nawet sprzedaż domu i wynajęcie mieszkania.
            Bo dyskusja o powinnościach ojca po rozwodzie to temat na inne forum.
            • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 16:28
              cynamon2 napisał(a):

              > Już taka nowa to nie jestm po 9 latach. Poza tym ani duża chata, ani nowy samoc
              > hód - mój ma 13 lat, partnera 14 lat. Oba się sypią. Ale mamy takie na jakie na
              > s stać.

              Ja przepraszam, ale w kwestii formalnej. Mogę?

              (1) Dają kredyty na 14 letnie samochody? Czy nawet 12 letnie jeżeli był kupiony jakiś czas temu?

              (2) Płacicie 500 PLN raty za 14 letniego (powiedziałbym złoma, ale zaraz będzie, żem cham) używanego samochoda? Ma felgi ze złota?

              W.

              • cynamon2 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 18:46
                owszem, płacimy raty za takiego złoma. Kredyt był wzięty 4 lata temu. Na 23 tys. Więc kredyt był na samochód 8 letni. Kosztował 16 tys. Resztę dołożyliśmy do drugiego. Kredyt nie jest samochodowy tylko gotówkowy. Potrzebowaliśmy dwóch samochodów więc kupiliśmy takie na jakie nas stać. I jeździmy "złomami". Nie obrażam się. Nie ja jedna jeżdżę złomem.
    • alin9 Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 20:07
      Pominęłam kwestię niani.Czy pracujecie w tych samych godzinach,że jest Wam ona niezbędna?Może można zmniejszyć ilość godzin gdy niania jest potrzebna?
      • kklekss Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 21:37
        A mnie tam nie zal cynamonowej.Jak można tak się zapożyczać i zapominać , że ma się sporą rodzinę na utrzymaniu.
        • astrum-on-line Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 08:17
          Dziecko ma na utrzymaniu. To taka spora rodzina?
          • kklekss Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 08:26
            Tak , własne dziecko plus 2 dzieci męża .
        • niebieska.maupa Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 08:25
          Autorce wątku raczej nie chodzi o to, żeby jej żałować. Rady potrzebuje. Praktycznej.
          • kklekss Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 08:30
            Trudno radzić , jak ma tyle zobowiązań finansowych , które musi spłacać. Pozostaje dodatkowa praca lub sprzedaż auta ?
            • astrum-on-line Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 08:52
              No to jest kilka rad. Coś się może da zastosować, coś może nie da. Raczej środki trzeba podjąć drastyczne, inaczej będzie takie dziadowanie i życie w stresie.

              1. Sprzedaż domu, jednego lub dwóch aut i powrót do zamieszkania w mieście.
              2. Kredyt konsolidacyjny, rata będzie trochę niższa choć zapłaci się więcej.
              3. Dodatkowa pożyczka gdzieś od rodziny (jeśli się da), z bardzo odwleczonym terminem spłaty
              4.Sprzedanie czegoś innego wartościowego. Może mają jakieś obrazy, biżuterię, czy coś co da się sprzedać za konkretną kwotę, która na przykład pozwoli spłacić na przykład samochód. Nie ma co się bawić w sprzedaż pierścionków na złom, bo to małe pieniądze, choć czasem też ratujące życie.
              5. Dogadać się z dziećmi z pierwszego małżeństwa. Jak są mądre, to może się uda. W końcu na studiach nawet dziennych można pracować, żeby odciążyć rodziców. Trochę trudno mi sobie wyobrazić, żeby moi rodzicie się wykańczali na opłacenie moich studiów a ja bym w tym czasie wyłącznie studiowała. Jak są przyzwyczajeni do bycia pijawkami to nic się nie da.
              6. Poszukać jakiejkolwiek dodatkowej pracy. W tej sytuacji każde dodatkowe 100 zł się przyda.
              7. Wyjechać za granicę, może się da zarobić więcej.
              8. Zmienić pracę albo godziny pracy tak, żeby ograniczyć konieczność korzystania z usług niani. Znaleźć mamę w podobnej sytuacji niech niania opiekuje się dziećmi razem.
              9. Zerwać to dziwne oszczędzanie po 200 zł.
              10. Męczyć się w nadziei że może starczy oszczędności, stanie się cud, dostanie się super podwyżkę i jakoś się uda.
              • el-an Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 10:28
                Rady, żeby syn rzucił studia i poszedł do pracy, bo tata lubi mieszkać w domu z ogrodem pod miastem jest szokująca. Czy ktokolwiek zaproponowałby to swojemu własnemu dziecku, którego rodzice się rozwiedli i ojciec ma nową rodzinę? Problemy ojca nie wzięły się z wypadku, ciężkiej choroby, innego nieszczęścia, tylko z jego wyboru życiowego. Propozycje dla dziewczyny, która zarabia 4 tysiące na rękę i ma 2-letnie dziecko, żeby poszła do dodatkowej pracy są śmieszne. Mąż wkłada do tego budżetu 2300, a ona 4000. Niech mąż poszuka lepszej pracy albo dodatkowego etatu.
                • black_halo Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 11:21
                  Przeciez nikt nie mowi, zeby rzucil studia tylko, zeby zmniejszyc alimenty. Ja by wniosla o sadowe zmniejszenie i tyle. W normalnych rodzinach jak jeden rodzic traci prace albo wydarza sie jakies nieszczescie, czy sa trudnosci z oplatami to wszyscy ponosza tego konsekwencje. A latwiej zeby student zrezygnowal z dwoch wyjsc na piwo w miesiacu i jednego ciucha (200 zlotych) niz nie dawac jesc dwulatkowi. Bo wychodzi na to, ze na utrzymanie dwulatka idzie w porywach do 250 zlotych miesiecznie a na dwojke starszych dzieci idzie 1700. A mozna byc zejsc do 600 na dziecko i to w duzym stopniu wystarczy. Studiujacy syn posiada takze matke, ktora tez powinna pokrywac czesc wydatkow studenckich syna.
                  • kooreczka Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 11:28
                    Ale tu nieszczęścia nie było, tylko tatuś wpakował się niefrasobliwie w opłaty- i tu konsekwencje ma ponosić syn? Te 200 PLN to raczej połowa wydatków na skromne jedzenie- ma się głodzić, żeby tatuś miał domek a nie mieszkanie? Za 1200 PLN jakie proponujesz wynajmując nawet na spółkę jest utrzymać się bardzo trudno, a kupno butów czy książki urasta do miary wydatku planowanego miesiącami. Ciekawe czy z radością przystałabyś na to, gdyby wyjechano z taką propozycją odnośnie Twojego dziecka.
                    • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 11:53
                      Uczące się dziecko utrzymują rodzice. Nie ma w tym nic dziwnego. Trzeba planować wydatki z głową a nie teraz oszczędzać na dziecku. Jak się pakował w te kredyty, to nie wiedział ile ma dzieci? Jedyna rozsądna opcja to zwiększyć dochody. Jak ma troje dzieci i chce mieszkać w domku, mieć dwa samochody, to trzeba na to zarobić albo obniżyć poziom życia. Swojego.
                      • jaewa2009 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 12:10
                        Chciałabym aby każde z nas zarabiało po 4 tysiące...ludzie muszą żyć za dużo mniej, masz kobieto problem...!
                      • black_halo Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 12:43
                        > Uczące się dziecko utrzymują rodzice. Nie ma w tym nic dziwnego. Trzeba planowa
                        > ć wydatki z głową a nie teraz oszczędzać na dziecku. Jak się pakował w te kredy
                        > ty, to nie wiedział ile ma dzieci? Jedyna rozsądna opcja to zwiększyć dochody.
                        > Jak ma troje dzieci i chce mieszkać w domku, mieć dwa samochody, to trzeba na t
                        > o zarobić albo obniżyć poziom życia. Swojego.

                        Ciekawe, ze za kilkanascie lat moze sie okazac, ze dzieci rodzicow uwalonych kredytem na 30-40 lat we franku tez nie beda mogly isc na studia albo beda musialy same na siebie zarobic. A najpewniej wyprowadzic sie z domu jak najwczesniej bo na 40 metrow czworka doroslych osob moze sie pozabijac a nie razem zyc. I co? Tez powiesz tym ludziom na forum, ze trzeba bylo myslec a nie teraz oszczedzac na dziecku - w sensie, niech dziecina sie ksztalci a rodzice moga przymierac glodem. Sorry, ale nie ma mojej zgody na to zeby traktowac rodzicow jak dojne krowy, ktore musza zapewnic wszystko co najlepsze lacznie z nrtami w Alpach zeby sie dzieciak gorzej nie poczul. Dawniej jak ktos chcial cos osignac to musial ciezko na pracowac, dzisiaj natomiast kazdemu wszystko sie nalezy a nalepiej jest doic wlasnych rodzicow, ktorzy powinni jeszcze przed narodzinami zapewnic potowstwu mieszkanie, kapital na poczatek, samochod na osimnstake i sfinansowac studia na Harvardzie.
                        • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 13:45
                          black_halo napisała:
                          Sorry, ale nie ma mojej zgody na to zeby traktowac rodzicow jak dojne k
                          > rowy, ktore musza zapewnic wszystko co najlepsze lacznie z nrtami w Alpach zeby
                          > sie dzieciak gorzej nie poczul. Dawniej jak ktos chcial cos osignac to musial
                          > ciezko na pracowac, dzisiaj natomiast kazdemu wszystko sie nalezy a nalepiej je
                          > st doic wlasnych rodzicow, ktorzy powinni jeszcze przed narodzinami zapewnic po
                          > towstwu mieszkanie, kapital na poczatek, samochod na osimnstake i sfinansowac s
                          > tudia na Harvardzie.

                          Utrzymanie uczącego sie dziecka to normalny obowiązek a nie robienie dojnej krowy z rodzica. Moje dziecko też idzie na studia i chociaż finanse już zaplanowane to liczę się z jakimś obrotem sprawy i jestem gotowa poświecić mój poziom życia. Łącznie z niedojadaniem. Ale oczywiście to wolny wybor kazdego rodzica. Nie ma "dawniej" i "dzisaj", bo w każdej rodzinie i dawniej, i dzisiaj jest róznie. Ja studiowałam dawniej i dla rodziców było oczywiste, że dzieci studiują dziennie i są na ich utrzymaniu. Ja kaurat miałam stypendium, ale moje rodzeństwo nie miało i rodzice każdemu z nas pomagali na ile kto potrzebował. Mieszkań nam nie kupili. Nie wiem dlaczego w odpowiedzi na mój post wypisujesz o mieszkaniach i Alpach. Pisałam wyraźnie o edukacji. Rodzice nie pomagali mi w dorosłym życiu, ani nie kupowali żadnego mieszkania, ale zadbali wcześniej o edukację. Tutaj też nie ma mowy na razie o kupowaniu dzieicom mieszkań. W końcu tatuś ma dom, dzieci mogą mieszkać z nim. Chyba, że nie ma ani na utrzymanie syna na studiach, ani nie ma miejsca w domu.
                    • black_halo Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 12:29
                      Ale tu alimenty zostaly podwyzszone az o 700 zlotych w zwiazku z tym, ze syn poszedl na studia. W pelnych rodzinach tez zdarzaja sie klopoty finasowe z roznych powodow i wtedy dzieci musza jakos partycypowac w tych zmniejszonych kosztach. Jeszcze nie widzialam, zeby rodzice w razie klopotow finansowych nie zmniejszali wydatkow na dziecko - tu dochody zmniejszyly sie o 600 zlotych i mozna by spokojnie urwac 400 zlotych na dwojke pozostalych dzieci jako, ze i dwulatkowi pogorszyl sie standard zycia.

                      Gdyby starsze dzieci mieszkaly z ojcem to musialaby z czegos zrezygnowac. Z wakacji, drogich ksiazek, modnych ciuchow. A tak teraz sprowadza sie ojca do roli bakomatu a mnie sie to nie podoba.

                      Tutaj ciezko bedzie zwiekszyc przychody bo 4000 na reke to juz spora pensja, wyjazd za granice niczego nie rozwiaze bo jedna z osob musialaby zarabiac minimum 2000 euro na reke a to jest trudne do osiagniecia. Nawet jesli bedzie wynajmowala najtanszy pokoj za 200 euro i dziadowala zyjac za 300 euro miesiecznie to dochody troche wzrosna ale zbyt duzym kosztem. Pare lat takiej pracy i siada zdrowie a o tym sie glosno nie mowi.
                      • twarz2 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 13:03
                        Ja uważam, ze skoro alimenty w wysokości 750 - 1000zł na jedno dziecko to dużo, to niech tatusiowie i ich nowe rodziny zajmą się tymi dziećmi, a mamusie będą płacić te pieniądze w postaci alimentów. Potrzeby dzieci kończą się na zakupieniu gadżetów. Żenada. Panowie robią dzieci - panowie płacą, albo zajmują się dziećmi na równi z mamusiami. Pan płacze ze 1000zł na dziecko i 2 dni dni opieki w miesiącu to dużo, mama ma dołożyć drugie tyle. Skoro mama ma dokładać tyle samo, to niech będzie równy podział: pan płaci 500 zł i pan się zajmuje dzieckiem 15 dni w miesiącu.

                        I jeszcze jedno - ktoś wyliczył 250/miesiac dla dwulatka, a niania za 1000?
                        • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 13:10
                          twarz2 napisała:
                          > Skoro mama ma dokładać tyle samo,
                          > to niech będzie równy podział: pan płaci 500 zł i pan się zajmuje dzieckiem
                          > 15 dni w miesiącu.

                          Wydawało mi się, że mowa jest o studencie mieszkającym na co dzień w innym mieście, czyli zajmującymi się sam sobą minimum 20 dni w miesiącu
                      • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 13:06
                        black_halo napisała:
                        > Ale tu alimenty zostaly podwyzszone az o 700 zlotych w zwiazku z tym, ze syn po
                        > szedl na studia.

                        Ja raczej jestem z frakcji, że jak się powołuje dzieci na świat to najpierw trzeba myśleć o nich, szczególnie o edukacji.... ALE... no właśnie - ale wychodzi na to, że pan płaci 1200zł alimentów na studiującego syna. Drugie tyle powinna płacić matka co daje razem 2400zł - to jest prawie średnia krajowa pensja. Jeżeli rodziców stać to niech i dziecku 5tys dają ale tego pana na to nie stać. Szczerze powiedziawszy nawet jakby nie miał nowej rodziny a po prostu musiałby sam się za 4tys utrzymać (mieszkanie, czynsz, samochód, jedzenie) to 1,2tys byłoby dużo.
                        • miziu_miziu Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 20:41
                          a może by tak spojrzeć realnie na tą sytuację i niech wszystkie dzieci mają zapewnione podobne warunki materialne? może matka dwojga pierwszych dzieci też ma jakieś kredyty i przeinwestowała w którymś momencie a teraz "kosztem" ojca dzieci, próbuje sobie to odbić? tak czysto hipotetycznie...
                          a jeśli ojciec odwiedza samochodem młodsze dziecko i jest to podróż 130km w obie strony, to może i syn mógłby dojeżdżać na zajęcia? ludzie do pracy dzień w dzień dojeżdżają po kilkadziesiąt km, sama tak żyłam ponad rok. poza tym, nie wiem jak to wygląda z planem zajęć ale myślę, że ojciec nie odmówiłby synowi - studentowi noclegu, nawet 4 razy w tygodniu. no ale ja mam męża a właściwie partnera "z odzysku" więc chcę całą jego fortunę dla siebie i naszego wspólnego syna...
        • tata_tomek Re: Brakuje do pierwszego... 21.08.12, 12:36
          kklekss napisała:

          > Jak można tak się zapożyczać i zapominać , że ma
          > się sporą rodzinę na utrzymaniu.

          Wystarczy, że zapożycza się w innych warunkach finansowych.
    • chce.oszczedzac Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 16:47
      Syn student wprowadza się do Was i przechodzi na wasze całkowite utrzymanie. Pozew o zniesienie alimentów do zera: byla zona ma na utrzymaniu córkę a tatuś - syna studenta. Syn nie potrzebuje biletu bo oboje jeździcie do W-wy więc będzie jeździł z Wami i wracal z Wami. Czekajac na Was posiedzi w czytelni i zamiast kserować, będzie miał własne notatki. Wydacie ciut więcej na jedzenie, wodę, prąd i 100zł/m-c na ksiązki dla studenta ale popilnuje wieczorem dziecka, skosi ogódek itd Studenci nie rosną, ubrań, nie potrzebuje i butów co m-c. A jak potrzebuje - niech dorabia albo lepiej się uczy i kilka stówek wpadnie mu ze stypendium. Odpadnie 1700zł/ alimentów.

      Likwidujesz Internet w domu (nie potrzebujecie go, student ma za darmo na uczelni, a Wy - w pracy), stówka w kieszeni. Likwidujesz telewizje, kablówki, polsaty itp. Następne 50-100 w kieszeni.

      Wieczorami i nocami (tak, tak, nocami) opiekujesz się innym dzieckiem, blisko Twojego miejsca zamieszkania. Dzieciak śpi, Ty drzemiesz w fotelu postawionym tuz kolo jego łóżeczka, rano wracają rodzice, Ty do domu i jeździcie RAZEM jednym autem do pracy wiec możesz sobie godzinkę dospać.

      Sprawdzacie oboje czy u Was w firmach nie ma ZFŚS - czytacie Regulamin, skladacie wnioski o zapomogi.

      Szukasz drugiej mamy i jedna niania zajmuje sie dwójką dzieci, opłatę płacicie na połowę. Szukasz tańszego rozwiązania - kluby malucha, żłobek (nie masz chyba ślubu?, samotnym matkom jest łatwiej o żłobek, proszę bez linczowania mnie za to)

      Rozważasz porzeróbkę samochodu na gaz.

      Można pozwać partnera o alimenty na dwulatka (tak,wiem, jesteście razem i się kochacie, ale nie w tym rzecz) i wtedy sąd raczej alimenty na syna i córke obniży.

      Kasujesz wszelkie wydatki na kino, teatr, rozrywki w klubie, restauracje,alkohole, papierosy, słodycze. Choć to pewnie już zrezygnowałaś. Zaprzestajesz wydatków na wyposażanie- doposażanie mieszkania. Jak coś z mebli itp. potrzebujesz to szukasz na gratyzchaty.pl i masz za darmo.

      Partner szuka sposobów na dorobienie, nawet prace byle jakie, weekendoweczy długoweekendpowe stróżowanie.

      Co do kredytów to już wypisali forumowicze rożne pomysły, skonsolidowanie, o ile to mozliwe, wydłużenie okresu spłaty.

      Nie wiem jaki ten Wasz dom, ale może jedno piętro mozna by wynająć komuś a samemu się pomieścić np. na parterze?

      Czy Twoj partner to typ człowieka, "zastaw się a postaw się" i mu niezręcznie bylo w sądzie protestować przeciwko takim alimentom, przeciwko podwyższeniu?
      • zosiaonline Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 16:55
        Szkoda mi tego syna - studenta, nad którym zbierają się takie czarne chmury.
        • chce.oszczedzac Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 17:07
          Czemu czarne? Będzie mial okazję zarobić na siebie, stać się bardziej zaradnym, samodzielnym młodym człowiekiem. Nie będzie mu sie podobało mieszkać z macochą i dwulatkiem to sam pomyśli o dorobieniu, będzie mógł sprawdzić się, stać się bardziej zaradnym, samodzielnym. Przy dobrym rozplanowaniu sesji egzaminacyjnych mozna miec 4 miesiące wolnego (czerwiec-wrzesień, egzaminy z sesji letniej zdajemy w maju, tryb indywidualny) i zarabiajac nawet marne 1000eu/m-c i przy wydatkach na życie ca. 500eu na wyjeździe przyjedzie z zaoszczędzonymi 2 tysiącami które stanowić moga niezłe uzupełnienie budżetu studenckiego... A może i byłby w stanie wyciągnać jeszcze więcej, pracując w UK?
          • zosiaonline Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 17:17
            Być może patrzę na to z innej perspektywy, bo pracuję w szkolnictwie wyższym i wiem, że taka 'nauka w czytelni parę godzin po zajęciach' lub 'indywidualny tryb studiowania' (to nie jest to samo co indywidualna organizacja studiów! na dodatek trudno jest uzyskać) nijak ma się do szarej, często brutalnej rzeczywistości. Co do pracy w UK - nie jest tam teraz lekko osobom, które przyjeżdżają od zera, bez kontaktów zawodowych czy dobrych znajomych. Często lądują w squatach. Ale to na inny temat.
            Ten młody chłopak nie jest niczemu winny - niefrasobliwości ojca, życiu ponad stan czy roszczeniowej postawie nowej rodziny. Wydaje mi się, że często jest tak, że chętniej i szybciej wymagamy od INNYCH a nie od siebie.

            Ale to temat na osobny wątek wink
            • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 17:36
              Też sobie nie wyobrażam, jak student ma koczować godzinami na uczelni/w czytelni czekając aż ojciec będzie wracał do domu. I może jeszcze wyjeżdzać z domu o 6.00 chociaż zajęcia są na 10.00. Można sobie w któryś dzień tak zaplanować, że w przerwach albo po zajęciach jest nauka w czytelni, ale nie codziennie. A oczywiście w UK czeka na każdego studenta z Polski super praca.
              Co do nauki samodzielności to nie polega ona na tym, że nie wspomagamy dziecka, aby mogło się spokojnie uczyć na dziennych studiach. Jest czas nauki i jest czas pracy. Studiowanie to nie jest jakaś złosliwość wobec ojca czy czas lenistwa i ciagniecia kasy z rodziców. To normalny etap w życiu młodego człowieka.
              • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 17:47
                elle-joan napisała:
                > as pracy. Studiowanie to nie jest jakaś złosliwość wobec ojca czy czas lenistwa
                > i ciagniecia kasy z rodziców. To normalny etap w życiu młodego człowieka.

                Gdyby podjęcie studiów wymagało wydawania 2,4tys/miesiąc to nie studiowałby prawie nikt. Ciekawe jest to, że jak w pełnej rodzinie rodzice nie mają pieniędzy na studia dziecka to idzie ono na zaoczne, bierze kredyt etc. Jak rodzice są rozwiedzeni to można żądać dowolnych kwot bo przecież alimenty się należą.
              • chce.oszczedzac Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 17:59
                Koczowanie to takie słówko fajne, łapie za serce. Biedny student, czeka na tatusia big_grin Jak ma zajecia na 10-tą, to sobie powtórzy przed ćwiczeniami zagadnienia, systematyczna nauka nie gryzie...

                W semestrze student powinien zrobić 30 ECTSów, przeliczcie sobie, ile godzin nauki wlasnej wynika z tych 30 ECTSów i ile godzin ma wykładów, ćwiczeń, laborów itp I proszę, wytłumaczcie mi, dlaczego nie miałby tych godzin nauki własnej robić w czytelni?

                Też sobie różnych rzeczy/sytuacji nie wyobrażałam, az tu zycie zafundowało mi (częściowo zawionione) kopniaki i wyobraźnia mi sie polepszyła.

                W przypadku, kiedy student zamieszka z ojcem, dostaje wikt i opierunek, drobne na książki, ma zapewnione dojazdy na uczelnię, skromną odzież to nie ma mowy o niewspieraniu. To jest wspieranie na miarę możliwości rodziców, rodzice wspierają na miarę swoich mozliwości, a nie odejmując od ust innym dzieciom, tracąc dach nad głową itd.
              • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 00:42
                elle-joan napisała:

                > Też sobie nie wyobrażam, jak student ma koczować godzinami na uczelni/w czyteln
                > i czekając aż ojciec będzie wracał do domu.

                No straszne po prostu. Biedny chłopina samotnie czekający w czytelni. Jak taki po studiach pójdzie do pracy na 10 godzin, to ani chybi załamie się pierwszego dnia.
                Wy tak poważnie robicie kalekę życiowego z dorosłego faceta??

                > I może jeszcze wyjeżdzać z domu o 6
                > .00 chociaż zajęcia są na 10.00.

                Kolejna straszna rzecz. Tak mniej więcej jeździły moje dzieci, dopóki nie dorosły do samodzielnych podróży komunikacją miejską. I nie jesteśmy wyjątkami.

                > Co do nauki samodzielności to nie polega ona na tym, że nie wspomagamy dziecka,
                > aby mogło się spokojnie uczyć na dziennych studiach. Jest czas nauki i jest cz
                > as pracy. Studiowanie to nie jest jakaś złosliwość wobec ojca czy czas lenistwa
                > i ciagniecia kasy z rodziców. To normalny etap w życiu młodego człowieka.

                Ale nie jest to jakiś okres ochronny w którym z bliżej nieznanych powodów taki człowiek miałby żyć pod jakimś parasolem ochronnym. Sam fakt, że jest utrzymywany powinien wystarczyć. Cała reszta - jak wyżej - to DOROSŁY człowiek, a nie malutkie dziecko.
            • chce.oszczedzac Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 17:41
              Student ma prawo zdawac egzaminy przed rozpoczęciem sesji egzaminacyjnej, to wynika z Regulaminów, wiec to kwestia dogadania się z egzaminatorami. W przypadku piątkowych studentów raczej nie ma z tym problemów. Do tego nie jest potrzebny ani IOS ani ITS. IOS przyznawany jest na wniosek studenta, umotywowany odpowiednio (wychowywanie dziecka, praca, niepełnosprawność, inne ważne powody) i z dołączonymi świstkami, średnia ocen bez znaczenia. Do ITS trzeba mieć średnią, bywa, że b.b. wysoką, ale to niekonieczne w tym przypadku.
              Nie wiem co jest nie teges z nauką w czytelni, oprócz tego, że ma się pod nosem kompa z dostępem do netu, wszystkie (większość) potrzebnych podręczników na wyciagnięcie ręki, jest cicho, nie ma youtube ani kolegów usilujących wyrwac Cię na picie piętro niżej... 100zł/m-c (średniomiesięcznie) na książki i ksera wydaje się kwotą wystarczającą.
              Większość mlodzieży ma znajomych, kolegów, dalszych kuzynów w UK, jest się u kogo zaczepić, wiadomo, nie ma luksusów, wspolne łazienki i kuchnie i korytarze i pokoje dzielone z innymi, ale cóż, to jest chwilowo, na 4 miesiące, nie do końca życia. Można sie użalać, można działać. Staram się szukać sposobów, bo mleko się juz rozlało, pan ma troje dzieci, trzy kredyty, dwa samochody, dom z ogrodem... Nie każdy musi studiować, poprostu, nie każdy. Pan rozlał mleko, ma kolejne dziecko i kredyty, choć widać, że go nie stać. I tak to jest, że konsekwencje decyzji rodziców ponoszą dzieci, niezależnie, czy rodzice rozwiedzeni, czy nie. Pana nie stać na to, aby syn wynajmował samodzielnie mieszkania w W-wie, ale może zapewnic synowi pokój u siebie - czy to coś złego? Co w tym zlego czy niewłaściwego, że jeśli nie mogę zapewnić dziecku wyjazdu na nurkowanie na Rafie Koralowej, zapewnię mu obóz harcerski w Małym Cichym? No, wiadomo, dziecko by wolało nurkowanie, ale mnie stać tylko na Małe Ciche, tez bym wolala mieć ta kasa na nurkowanie, ale nie mam. No i pomyślmy, czy ów student wie, w jakiej ciężkiej (zawionionej przez ojca) sytuacji jest jego przyrodni dwuletni braciszek. Czy to może obowiążuje prawo pierworodnego: najpierw karmimy, obkupujemy i zapewniamy wszystko co najlepsze najstarszemu, a najmłodsze, no cóż, miało, pecha... Może sobie polizać frytkę która spadla ze stołu? Jeśli faktycznie sytuacja jest tak ciężka, że zaraz dwulatek nie będzie mial co jeść, to moralnym obowiązkiem ojca jest podzielić kasę tak, aby dwulatek także dostał jedzenie. Ale to też temat na osobny wątek wink Tu trzeba raczej chyba typowych porad oszczędnościowych a także wysłuchania i życzliwego wsparcia, odrobiny nadzieji. U osób w ciężkiej sytuacji materialnej włącza się myslenie tunelowe, światelka nie widzą... A to, że tatuś niefrasobliwy to oczywista sprawa, ja też się baaardzo staram i mój mąż też a mimo tego niektóre nasze decyzje były niefrasobliwe wink
              • zosiaonline Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:09
                Widzisz, teoria swoją drogą, a praktyka swoją. Z drugiej strony wygląda to ciut inaczej, a z perspektywy 15 lat - może 7-9 razy dziekani różnych uczelni (Niemcy, USA, UK, Szwecja, obecnie Polska) zgodzili się na tego typu 'manipulacje'. Motywowane to jest różnymi względami (o których może nie będę pisała). Fajnie, że wspominasz o takich opcjach, być może w Polsce to jest tak powszechne, że w trakcie pół roku nie udało mi się zorientować. Rozumiem, że Tobie nie przeszkadzałaby nauka dzień w dzień w trakcie okienka, po zajęciach, przed zajęciami (grafik jest baaaardzo różnorodny) i powrót do domu ojca jedynie po to, by przenocować (a i z tym może być różnie, może 2-latek akurat nie będzie 'śpiący' i cały dom będzie na nogach?). Bywają dni, gdy grupa moich studentów miała zajęcia od godziny 8 do 19.30 (tak, średnio 2 przerwy dłuższe w trakcie). W przeciągu 2 pierwszych lat studiów często jest, że ten grafik tak paskudnie wygląda niemal 4-5 dni w tygodniu!

                Czyli 'co nas nie zabija, to nas wzmocni'?.....Za stara jestem chyba na to, by to mnie przekonało.

                A zamiast obciążać tego przysłowiowego młodego człowieka wszystkimi grzechami głównymi ojca i nowej rodziny...może po prostu jeden samochód, a nie dwa? Zamiana domu na mieszkanie? To wydaje mi się racjonalne, a nie cięcia na dzieciach (bo domyślam się, że i ten 2-letni szkrab odczuje skutki decyzji rodziców).

                "Tu trzeba raczej chyba typowych porad oszczędnościowych a także wysłuchania i życzliwego wsparcia, odrobiny nadzieji"

                Ok, dla mnie życzliwe wsparcie to niekoniecznie głaskanie po głowie i potakiwanie, że świat jest zły, ludzie wredni a to wszystko 'tak jakoś wyszło'. To raczej racjonalne, logiczne i spokojne podejście do problemu. Każdy problem można traktować jak problem w inżynierii - szuka się rozwiązania, które będzie wydajne, uczciwe (wielce pożądane!) a jednocześnie pozwoli minimalizować straty. I pewnie nie odpowiadałabym w tym wątku, ale szkoda mi się zrobiło chłopaka, któremu wciska się dokładanie się do wydatków ojca w imię 'wyższych wartości'.

                chce.oszczedzac, my wszyscy czasem jesteśmy niefrasobliwi wink Ale podobno z wiekiem i doświadczeniem z tego się wyrasta big_grin

                Aaa, podejrzewam że nie byłoby problemu finansowego gdyby rodzice nie byli po rozwodzie (4 tysiące ojca, pewnie z 2-3 tysiące matki), więc postawienie sprawy, że wymaga się cudów po rozwodzie jest grubo przesadzone.

                • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:24
                  zosiaonline napisała:
                  > A zamiast obciążać tego przysłowiowego młodego człowieka wszystkimi grzechami g
                  > łównymi ojca i nowej rodziny..

                  Hmmm - posiadanie miejsca do mieszkania to 'grzech główny ojca'? Gdyby nie miał kredytu to pewnie by coś wynajmował. Ma iść pod most?

                  Zapytam jeszcze raz bo jakoś wszyscy tutaj o tym milczą. Na tym forum większość osób nie stać by było na wysłanie dziecka na studia gdyby miało to kosztować tyle. Czy oni też 'grzeszą' bo w ogóle posiadają dzieci? Czy tylko rozwodnikom się dokopuje?
                  • zosiaonline Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:36
                    "Gdyby nie miał kredytu to pewnie by coś wynajmował. Ma iść pod most?"

                    Czy posiadanie własnego, nowego domu (rozumiem, że nówka - od developera) jest pierwszą potrzebą? Kredyt na mieszkanie byłby z pewnością mniejszy, a i życie bardziej ekonomiczne. Ale start z nową rodziną jakoś zaktywizował ojca to budowy/kupna domu, wykończenia go, posiadania 2 samochodów. Rozumiem więc, że to zestawienie 'willa vis pod most' jest emocjonalne bardziej niż realne?

                    "Czy oni też 'grzeszą' bo w ogóle posiadają dzieci? Czy tylko rozwodnikom się dokopuje?"

                    araceli, czy ja Tobie bądź autorce 'dokopałam'? Nie było to moim zamiarem, po prostu napisałam w zgodzie z tym co myślę i czuję - że ten chłopak nie jest winny temu, co robią rodzice, a wymaga się od niego spłacania 'długów' (w sensie życia jedynie pod dyktando finansowe ojca i zachcianek jego nowej rodziny).
                    Nie, posiadanie potomstwa nie jest grzechem big_grin I gdyby ojciec - głowa rodziny nie był po rozwodzie, a wymagał od syna zapłaty za swoje nieodpowiedzialne postępowanie (nie wiem: hazard/alkoholizm/drogie hobby czy luksusowe zakupy - moja reakcja byłaby taka sama).
                    • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:58
                      zosiaonline napisała:
                      > Czy posiadanie własnego, nowego domu (rozumiem, że nówka - od developera) jest
                      > pierwszą potrzebą? Kredyt na mieszkanie byłby z pewnością mniejszy, a i życie b
                      > ardziej ekonomiczne. Ale start z nową rodziną jakoś zaktywizował ojca to budowy
                      > /kupna domu, wykończenia go, posiadania 2 samochodów. Rozumiem więc, że to zest
                      > awienie 'willa vis pod most' jest emocjonalne bardziej niż realne?

                      A spojrzałabyś może na kwotę tego kredytu? Nie zawsze mieszkanie jest tańsze od domu. Oni mieszkają 40km od Warszawy czyli zapewne tam, gdzie już jest tanio. Widziałaś ten dom, że go nazywasz 'willą'?

                      > że ten chłopak nie jest winny
                      > temu, co robią rodzice, a wymaga się od niego spłacania 'długów' (w sensie ży
                      > cia jedynie pod dyktando finansowe ojca i zachcianek jego nowej rodziny).

                      Większość ludzi teraz ma kredyt na miejsce do mieszkania (czy to dom czy mieszkanie). I tych ludzi nie stać na posłanie dzieci na studia. Czy powinni mieć wyrzuty sumienia? Bo mieli 'zachcianki'? Ten człowiek różni się jednym od większości osób na tym forum - rozwiódł się. I na tym niektórzy mają używanie. Jak się rozwiódł to już mu się nic nie należy. Tyraj bankomacie.

                      > Nie, posiadanie potomstwa nie jest grzechem big_grin I gdyby ojciec - głowa rodziny n
                      > ie był po rozwodzie, a wymagał od syna zapłaty za swoje nieodpowiedzialne postę
                      > powanie (nie wiem: hazard/alkoholizm/drogie hobby czy luksusowe zakupy - moja r
                      > eakcja byłaby taka sama).

                      I znów wracamy do stwierdzenia, że posiadanie miejsca do mieszkania to nieodpowiedzialne postępowanie' lub 'luksusowe hobby'. Jasne!
                      • zosiaonline Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 19:18
                        arceli, pozwolisz, że spuszczę kurtynę? wink Z emocjami nie wygra żaden rzeczowy ani grzeczny argument. Tego się nauczyłam pisząc kiedyś na angielskim forum psychologicznym big_grin
                        • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 19:24
                          zosiaonline napisała:
                          > arceli, pozwolisz, że spuszczę kurtynę? wink Z emocjami nie wygra żaden rzeczowy
                          > ani grzeczny argument.

                          Ależ oczywiście Zosiu - jak wyjechałaś z 'willą' i 'luksusami' to niestety pokazałaś nie rzeczowość tylko emocje. Twoje emocje nie są żadnymi argumentami - masz rację big_grin
                          • zosiaonline Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 19:30
                            To miłe z Twojej strony, bardzo doceniam i pozdrawiam wink
                • kosc_ksiezyca Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 23:26
                  Ale na co dziekani "różnych uczelni" różnie patrzą? Na możliwość zdania egzaminu 2 tygodnie przed pierwszym terminem? Guzik ich to obchodzi - no chyba, że u dziekana ten egzamin.

                  Akurat zdanie wszystkiego do końca maja jest tutaj najmniejszym i wcale nie kluczowym problemem.
                • chce.oszczedzac Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:27
                  Zosiuonline, Piszesz o manipulacjach, nie wiem, o co Ci chodzi, ja pisalam o zapisach regulaminowych, "Regulamin studiów" czy 'regulamin studiowania" itp nazwy, regulujący podstawowe sprawy studiowania; obowiązki, prawa, jest tam zapisane kiedy i komu skladać papiery o IOSy i ITSy i jakie trzeba spelniać warunki, jakie załączniki itd. W moim świecie korzystanie z tego, co uchwalil Senat uczelni, klepnął rektor itd nie jest manipulowaniem i kombinowaniem. Studenci mają różne sytuacje i stad zapisy w tych regulaminach regulujące tryby zaliczen, terminy itp. Na mojej uczelni jest powszechne, że student dwóch kierunków (zapomnialam o tym napisać), wychowujący dziecko, pracujący czy niepelnosprawny składa wniosek o IOS. Powszechne jest proszenie o terminy zerowe, jesli student z ważnych powodów nie może zdawać w terminie pierwszym. Mam małe doświadczenie, przy Twoim to małe miki, zaledwie 3 uczelnie w 10 lat, i niestety tylko z pozycji studenta, i tylko w Polsce, jednak nigdy nikt nie wyrzucił studenta który był przygotowany i przyszedł PROSIĆ. Grzecznie, milo. Sytuacja studenta z wątku "Muszę jechac do pracy i pracowac czerwiec-wrzesien bo rodzice mają takie wydatki że muszę dorobić aby mieć na akademik/jedzenie/książki w semestrze." nie zasługuje na potępienie. Jasne, zawsze może zdarzyć sie profesor bez zrozumienia dla trudnej sytuacji, jak do tej pory nie spotkałam się.
                  Przeliczyłaś sobie te 30 punktów na liczbę godzin nauki własnej? Dlaczego nie mozna realizować tego w czytelni? Mnie nie przeszkadza nauka wogóle (do tej pory się uczę wink tragiczny przykład wiecznego studenta) - po to poszlam na studia, aby się uczyć i nauczyć. Spokojna nauka w czytelni to moje marzenie, nie żartuję. Oprócz studiow mam 2 dzieci, pracuję i prowadzę dom (nooo, mieszkanie, na dom mnie nie stać) i naprawdę spokojna nauka w czytelni to dla mnie przyjemnośc i wytchnienie. Na wielu kierunkach popularnych zwykle jest kilka grup ćwiczeniowych (jasne, byc może student z tego wątku studiuje reżyserię lub inny elitarny kilkuosobowy kierunek) i IOS daje mozliwości wyboru grupy ćwiczeniowej i dostosowania zajęć do potrzeb i mozliwości studenta.
                  Tak, dwulatek może marudzic wieczorem, ale skoro rodzice daja radę pojechac do pracy po tym marudzącym wieczorze to student tez raczej da radę. No i dwulatki nie płaczą całymi nocami dzien w dzien. A jesli płaczą, to rodzice ida do lekarza, neurologa, pediatry i szukają przyczyn złego stanu dziecka.

                  No wyrasta się z niefrasobliwości, jednak nie dotyczy to raczej mężczyzn. No i bywa, że jedna niefrasobliwa decyzja pociąga za sobą konsekwencje na dłuuugie lata ;-/
                  • astrum-on-line Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 13:36
                    Sytuacja studenta z wątku "Muszę jechac do pracy i pracowac czerwiec-wrzesien bo rodzice mają takie wydatki że muszę dorobić aby mieć na akademik/jedzenie/książki w semestrze." nie zasługuje na potępienie. Jasne, zawsze może zdarzyć sie profesor bez zrozumienia dla trudnej sytuacji, jak do tej pory nie spotkałam się.

                    Ja w takiej sytuacji usłyszałam że sobie mogę studiować zaocznie. Zaledwie 7 lat temu.
            • twarz2 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 17:41
              > Ten młody chłopak nie jest niczemu winny - niefrasobliwości ojca, życiu ponad s
              > tan czy roszczeniowej postawie nowej rodziny. Wydaje mi się, że często jest tak
              > , że chętniej i szybciej wymagamy od INNYCH a nie od siebie.

              Podpisuje się pod tym w 100%.
              To nie chłopak nabrał kredytów, które jak tu się sugeruje powinny być w tym momencie spłacane z kasy należnej się jemu, czyli przez niego. Z tego co zrozumiałam podwyższenia alimentów nastąpiło nie tak dawno, wcześniej tatuś płacił 1000zł na dójkę dzieci i spędzał z nimi pewnie dwa dni w miesiącu. Gdyby teraz na dwulatka płacił 500zł alimentów, pewnie wszyscy rzuciliby się z radami, żeby walczyć o podwyższenie alimentów, bo co to jest 500zł na dziecko, w sytuacji samotnej matki.
              • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 17:49
                twarz2 napisała:
                > To nie chłopak nabrał kredytów, które jak tu się sugeruje powinny być w tym mom
                > encie spłacane z kasy należnej się jemu, czyli przez niego.

                Należnej się?? Ojciec pod most! To jest chore!
                • atteilow Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:01
                  araceli napisała:
                  Należnej się?? Ojciec pod most! To jest chore!

                  No, należy się, pytanie tylko, czy aż tyle (1700) ?
                • twarz2 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:25
                  > Należnej się?? Ojciec pod most! To jest chore!

                  Bardzo emocjonalnie podchodzisz do tematu, ciekawe dlaczego smile

                  Ojca pod most nie wysyłam, sugeruje jedynie rozpoczęcie oszczędzania na sobie a nie na dzieciach. Z opisu sytuacji wynika, ze jest to możliwe, ale za pomocą obniżenia standardu życia obecnej rodziny. I tutaj rodzi się pytanie - dlaczego obniżenie standardu życia tylko i wyłącznie "starych" dzieci jest bardziej uzasadnione (dla niektórych tu osób), no i czym uzasadnione?
                  • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:33
                    twarz2 napisała:
                    > Bardzo emocjonalnie podchodzisz do tematu, ciekawe dlaczego smile

                    No właśnie Tobie powinno się to pytanie zadać, bo osądzasz tutaj nie wiedząc nic o tej rodzinie. Jakbyś uważała, że pan jest winny to mu się dowalić należy.

                    > Ojca pod most nie wysyłam, sugeruje jedynie rozpoczęcie oszczędzania na sobie a
                    > nie na dzieciach. Z opisu sytuacji wynika, ze jest to możliwe, ale za pomocą o
                    > bniżenia standardu życia obecnej rodziny. I tutaj rodzi się pytanie - dlaczego
                    > obniżenie standardu życia tylko i wyłącznie "starych" dzieci jest bardziej uzas
                    > adnione (dla niektórych tu osób), no i czym uzasadnione?

                    A dlaczego 'wyłącznie'? Na dzień dzisiejszy wygodne studiowanie najstarszego syna powoduje, że dla najmłodszego dziecka nie ma nic. Gdzie tu kompromis? Student ma mieć więcej na życie niż 3-osobowa rodzina?
                    • twarz2 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:50
                      Faktycznie, bardzo emocjonalnie, bo nie uważam za "świetny" pomysł obniżenia alimentów na dzieci.
                      W rachunkach też sie chyba rozmijamy, bo to 1700 jest na dwoje dzieci - czyli 850 na studenta. Na dwulatka chyba ojciec łoży podobnie biorąc pod uwagę nianię (500zł czyli połowa kwoty) + dodatkowe koszty utrzymania. Więc w tym momencie wszystkie dzieci mają podobnie i to jest ok.
                      Przyciąć powinien na innych wydatkach i tyle.
                    • sparkley78 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:59
                      Po pierwsze - dlaczego zarzucacie, że ojciec pewnie spędza z dziećmi 2 dni w miesiącu - czy to jego wybór? Najczęściej to matka walczy jak lwica o opiekę nad dzieckiem i reglamentowane widzenia z "Panem", a potem to wina ojca, że widzi się z dzieckiem co 2 tyg. - w Polsce facet nie ma dużych szans na opiekę nad dzieckiem - w 95% przypadków opiekę przyznaje się matce - no chyba, że jest to wyjątkowo patologiczny egzemplarz, w pozostałych przypadkach niemal ,,z urzędu" dzieci zostają z matką.
                      Po drugie - facet za mało zarabia, żeby płacić tak wysokie alimenty! A ma jeszcze 3 dziecko na utrzymaniu. A jak widać "fanaberię" w postaci domu opłaca w większym stopniu nowa partnerka. Pisałam już wcześniej, że nawet gdyby kupił (kredyt)/wynajął malutką kawalerkę i tak nie miał by się z czego utrzymać. Sama rata/opłata za wynajem pochłonęłaby z 1.000 zł. A gdzie reszta?! Nikt dziecku nie odmawia prawa do wykształcenia, ale czasami po prostu trzeba znaleźć inną drogę.
                      p.s. Nie jestem po rozwodzie i nie mam męża z odzysku wink widzę tylko pewną niesprawiedliwość społeczną w traktowaniu ojców po rozwodzie/separacji.
                      • baba67 Re: Brakuje do pierwszego... 31.07.12, 16:03
                        Bo pokutuje stereotyp- facet po rozwodzie=mloda doopa=wymiana starego modelu na nowy=dobrzemutak i mlodej zdzirze tez.
                        Tymczasem moze byc calkiem inaczej i czesto jest,ale stereotypy maja to do siebie ze sie narzucaja.
                    • el-an Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 19:03
                      Ojciec płacił 1000 zł na dwoje dzieci w wieku nastoletnim, przed maturą. Jestem pewna, że każdy by napisał, że przy zarobkach 4 tysiące to za mało. Teraz syn jest na studiach, a alimenty na młodszą córkę zostały urealnione. I płacenie 1700 przy zarobkach 4 tysiące nie jest niezwykłe, ot, przeciętne. Problemem jest duży kredyt na dom – w sumie prawie 3 tysiące. Na to go nie stać.
                      • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 19:10
                        el-an napisała:
                        > Teraz syn
                        > jest na studiach, a alimenty na młodszą córkę zostały urealnione. I płacenie 17
                        > 00 przy zarobkach 4 tysiące nie jest niezwykłe, ot, przeciętne.

                        To w takim razie większość ludzi w Polsce powinna mieć sądowy zakaz posiadania dzieci. Zwyczajnie ich na nie nie stać.

                        > Problemem jest
                        > duży kredyt na dom – w sumie prawie 3 tysiące. Na to go nie stać.

                        Kredyt za dom to 1500+724=2224. I to płacą zdaje się 2 osoby.
                      • sparkley78 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 19:17
                        Budowa tego domu to odrębna kwestia - zgadzam się, że to klasyczny przypadek przeinwestowania ALE czy nie uważasz, że zważywszy, że na 3 dziecko też musi łożyć (tyle samo) to na życie zostaje mu 1.450 zł. Czy uważasz, że byłabyś w stanie utrzymać się za to, mając na uwadze, że musisz płacić jeszcze kredyt lub za wynajem? Przy ustalaniu alimentów trzeba brać pod uwagę, że musi łożyć na 3 dzieci i jeszcze jakoś żyć!
                        • el-an Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 19:30
                          Na dzieci nie łoży się po tyle samo, tylko w zależności od wieku i potrzeb np. choroba. Do niedawna zarabiając więcej płacił proporcjonalnie do zarobków mniej. Orzekłabym alimenty 500 zł na najmłodsze dziecko, zostaje mu 1800, 45% pensji; sporo tu wątków, jak się za to utrzymać. I ma czas podjąć dodatkową pracę.
                          • sparkley78 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 19:48
                            Realne utrzymanie najmłodszego oscyluje pewnie w granicy 1400-1500 zł (niania, pieluchy, jedzenie, zabawki, zdrowie (wizyty lekarskie, szczepienia, leki), więc 800 zł na każdego rodzica to nie jest wygórowana kwota. A więc zostaje mu ok. 1500 zł. Proszę doradź jak ma utrzymać się za tę kwotę dorosły mężczyzna, który nie posiada własnego lokum ( i tak musiałby zaciągnąć kredyt lub wynajmować)? Możesz rozpisać koszty?
                            A ogólna zasada jest taka - najpierw zarabiam potem szacuję wydatk,i a nie kreuję wydatki a potem szukam dochodu. Moim zdaniem, jakkolwiek "nieludzko" to brzmi, powinien wystąpić o zmniejszenie alimentów do kwoty 1.200 zł, zważywszy że na utrzymaniu ma jeszcze 3 dziecko, które też generuje spore koszty.
                          • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 20:18
                            el-an napisała:
                            > I ma czas podjąć dodatkową pracę.

                            A potem się na nim będą wyżywać, że dziećmi się nie zajmuje smile Jak nie kijem go to pałką smile
                            • miziu_miziu Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 20:35
                              albo "nie trzeba sie bylo rozwodzic"
                  • chce.oszczedzac Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:55
                    Twarz2, napisz proszę konkretne rady na obniżenie standardu życia nowej rodziny. Konkrety, niekrzywdzące dla żadnego z dzieci.
                    • twarz2 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 19:23
                      Przykładowy konkret: sprzedać samochód na kredyt - odejdzie paliwo i wszelkie koszty związane z samochodem.. koszt dojazdu do pracy pochłonie zapewne część zysku, ale i tak będzie na plus kilkaset złotych. Drugi samochód w domu jest - dziecko nie ucierpi.
                      • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 00:55
                        twarz2 napisała:

                        > Przykładowy konkret: sprzedać samochód na kredyt - odejdzie paliwo i wszelkie k
                        > oszty związane z samochodem..

                        A jesteś pewna, że ten samochód nie jest np. wykorzystywany w pracy, a nie tylko jako środek transportu do pracy?
                  • miziu_miziu Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 20:52
                    jeszcze jedna kwestia - może jak to nazywacie "stare dzieci" też z matką mieszkają w "willi"? może ojciec "starym dzieciom" i ich matce tą willę postawił i zostawił a sam zaczyna od zera? piszę to na własnym przykładzie - mój partner swojej żonie i dziecku zostawił mieszkanie w wysokim standardzie i świetnej lokalizacji w Warszawie a sam odszedł z przykładową walizką. i wygląda na to, że powinien rzeczywiście wylądować pod mostem....
                    • cynamon2 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 15:08
                      Owszem, partner zostawił byłej żonie wszystko, zabrał tylko odzież, po dwóch latach dopiero poprosił o zwrot swojej kolekcji kufli. Nic więcej, zostawił mieszkanie, samochód i ponad 50 tys oszczędności (wspólnych), zostawił wszystko ze wględu na dzieci. My zaczynaliśmy od zera.
                      • e-ness Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 11:21
                        cynamon2 napisał(a):

                        > Owszem, partner zostawił byłej żonie wszystko, zabrał tylko odzież, po dwóch la
                        > tach dopiero poprosił o zwrot swojej kolekcji kufli. Nic więcej, zostawił miesz
                        > kanie, samochód i ponad 50 tys oszczędności (wspólnych), zostawił wszystko ze w
                        > ględu na dzieci. My zaczynaliśmy od zera.

                        To musiał nieźle nabroić, skoro poczucie winy skłania go do takiej "szarmancji"?
                        • cynamon2 Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 12:22
                          Nie wiem czy nabroił, jak się rozstawał z żoną to go nie znałam, zdrady nie było jeśli o to chodzi. Pobrali się w wieku 18 lat bo pojawiło się dziecko. Nieprzemyślana decyzja, efektem był rozwód. Mógł dzielić z byłą żoną mieszkanie, samochód i całą resztę, ale ucierpiałyby na tym dzieci. Odpuścił. Stwierdził że jeszcze jest młody, zacznie od początku. Poczucie winy miał, że nie spełni się jako ojciec, że nie mieszka z dziećmi, że nie potrafi dogadać się z ich matką. Gdyby dzieci nie było - wszystko byłoby do podziału.
                  • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 00:22
                    twarz2 napisała:

                    > > Należnej się?? Ojciec pod most! To jest chore!
                    >
                    > Bardzo emocjonalnie podchodzisz do tematu, ciekawe dlaczego smile

                    Najprawdopodobniej jest w tej samej sytuacji...

                    W.
                    • sparkley78 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 00:31
                      Najprawdopodobniej to zasądzanie alimentów powyżej możliwości rodzica prowadzi do patologicznej sytuacji unikania ich płacenia poprzez np. ukrywanie dochodów.
                      Potrzeby dziecka mogą rosnąć w nieskończoność, co nie znaczy, że trzeba je wszystkie bezkompromisowo spełniać.
                    • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:08
                      falllen_angel napisał:
                      > twarz2 napisała:
                      > > > Należnej się?? Ojciec pod most! To jest chore!
                      > > Bardzo emocjonalnie podchodzisz do tematu, ciekawe dlaczego smile
                      > Najprawdopodobniej jest w tej samej sytuacji...

                      Pudło big_grin
        • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 00:35
          zosiaonline napisała:

          > Szkoda mi tego syna - studenta, nad którym zbierają się takie czarne chmury.

          Jakie czarne chmury??
    • martach0 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 20:56
      Też uważam że alimenty są za wysokie. Na jedno dziecko wpada po 850 zł. Drugie tyle powinna dawać matka. Czyli miesięczne utrzymanie dziecka w tej rodzinie wynosi 1700. Uważam że trochę dużo. Licząc dalej (dla tych którzy uważają że alimenty są ok) jeżeli każdy chciałby mieć na utrzymanie jednej osoby tyle pieniędzy, to każda 5 osobowa rodzina powinna mieć ma utrzymanie 8500 zł i to bez kredytów (bo zakładam że na studenta nie zostały zaciągnięte kredyty). Ciekawa jestem ile osób ma tyle dochodu miesięcznie.
      • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 00:40
        martach0 napisała:
        > Też uważam że alimenty są za wysokie. Na jedno dziecko wpada po 850 zł. Drugie
        > tyle powinna dawać matka. Czyli miesięczne utrzymanie dziecka w tej rodzinie wy
        > nosi 1700. Uważam że trochę dużo. Licząc dalej (dla tych którzy uważają że alim
        > enty są ok) jeżeli każdy chciałby mieć na utrzymanie jednej osoby tyle pieniędz
        > y, to każda 5 osobowa rodzina powinna mieć ma utrzymanie 8500 zł i to bez kredy
        > tów (bo zakładam że na studenta nie zostały zaciągnięte kredyty). Ciekawa jeste
        > m ile osób ma tyle dochodu miesięcznie.
        >
        Tak tego nie można liczyć. Chłopak studiuje poza domem i musi coś wynająć więc potrzebuje więcej niż członek rodziny, który mieszka w domu. Poza tym ojciec nie zarabia głodowej pensji więc jego dzieci mogą mieć więcej na utrzymanie niż w innych rodzinach.
        • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 00:59
          > Tak tego nie można liczyć. Chłopak studiuje poza domem i musi coś wynająć więc
          > potrzebuje więcej niż członek rodziny, który mieszka w domu.

          No to załóż, że wymarzył sobie studia na Yale.
          Też wyliczyłabyś to tak bezkrytycznie?

          > Poza tym ojciec nie zarabia głodowej pensji

          Nie, ale ma też swoją rodzinę i inne - już zaistniałe wcześniej - zobowiązania.
          • martach0 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 08:41
            Nie rozumiem dlaczego wszyscy tak traktują ojca jakby był jakimś zbrodniarzem ponieważ jest po rozwodzie i musi odpokutować za to niedojadając, ażeby syn miał wszystko. A skąd wiecie, że np to nie on został porzucony i zdradzony przez żonę? Może on był pokrzywdzonym w tym związku? A założył w końcu nową rodzinę, bo nie chciał być sam do końca życia? Najlepiej jest kogoś oceniać nawet nie znając sytuacji. Bo w naszym społeczeństwie istnieje przekonanie, że jak facet rozwodnik to napewno drań i zdradzał żone na prawo i lewo, a ona z rozpaczy to się rozwiodła ( no bo jakie miała inne wyjscie!?) Zaściankowość.
            • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:47
              martach0 napisała:
              > Nie rozumiem dlaczego wszyscy tak traktują ojca jakby był jakimś zbrodniarzem p
              > onieważ jest po rozwodzie i musi odpokutować za to niedojadając, ażeby syn miał
              > wszystko. A skąd wiecie, że np to nie on został porzucony i zdradzony przez żo
              > nę? Może on był pokrzywdzonym w tym związku? A założył w końcu nową rodzinę, bo
              > nie chciał być sam do końca życia? Najlepiej jest kogoś oceniać nawet nie znaj
              > ąc sytuacji. Bo w naszym społeczeństwie istnieje przekonanie, że jak facet rozw
              > odnik to napewno drań i zdradzał żone na prawo i lewo, a ona z rozpaczy to się
              > rozwiodła ( no bo jakie miała inne wyjscie!?) Zaściankowość.

              Być może Ciebie jakoś osobiście ta uderzyło. Tyle, żę tutaj nie jest mowa o Tobie, Twojej rodzinie a o kimś zupełnie innym. Nikt nie porusza kwestii moralności ojca. Bez wzgędu na to kto kogo zdradzał są okreslone obowiązki wobec dzieci. Przykro, że trzeba to nazywać obowiązkami. Dla wielu rodziców to naturalne, że trzeba przynajmniej na tym jeszcze etapie wspierać dziecko. Tu nie ma znaczenia czy rodzina jest rozbita czy nie. Na podstawie opisu sytuacji przez autorkę można ocenić, że podjęto nierozsądne decyzje. Gdyby student był ich wspólnym synem, a nie z poprzedniego związku to też trzeba byłoby go utrzymać rezygnując z czegoś.
              • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:51
                elle-joan napisała:
                > Przykro, że trzeba to nazywać obowiązkami. Dla wielu rodziców to naturalne, że
                > trzeba przynajmniej na tym jeszcze etapie wspierać dziecko.
                (....)
                > Gdyby student był ich wspólnym synem, a nie
                > z poprzedniego związku to też trzeba byłoby go utrzymać rezygnując z czegoś.

                Czy zdajesz sobie sprawę, że taką wypowiedzią uderzasz w większość ludzi na tym forum, których nie stać na wysłanie dzieci na studia? Im też będziesz wypominać 'obowiązki'? Też będziesz pisać, że podjęli 'nierozsądne decyzje' bo wzięli kredyt na dach nad głową?
                • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:05
                  araceli napisała:
                  > Czy zdajesz sobie sprawę, że taką wypowiedzią uderzasz w większość ludzi na tym
                  > forum, których nie stać na wysłanie dzieci na studia? Im też będziesz wypomina
                  > ć 'obowiązki'? Też będziesz pisać, że podjęli 'nierozsądne decyzje' bo wzięli k
                  > redyt na dach nad głową?

                  Skąd przekonanie, że większość ludzi na tym forum nie może posłać dzieci na studia? Nie jest prawdą, że studiują tylko dzieci bogatych. Zresztą dach na głową może być różny. Nie musi być dom, jak kogoś nie stać. Ja pochodzę z dosyć niebogatej rodziny i sama też nie jestem bardzo zamożna. To jest kwestia podejścia, a nie tylko dostępności środków.
                  • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:12
                    elle-joan napisała:
                    > Skąd przekonanie, że większość ludzi na tym forum nie może posłać dzieci na stu
                    > dia? Nie jest prawdą, że studiują tylko dzieci bogatych.

                    Jeżeli mieliby płacić kwotę o jakiej jest mowa tutaj to jestem przekonana, że bardzo dużo osób nie byłoby na to stać. Owszem - nie studiują tylko dzieci ludzi bogatych - sama jestem tego przykładem. Tylko, że ja studiowałam z kredytu i stypendium bo rodziców nie było stać. Do głowy by mi nie przyszło pozywać ich o alimenty bo mi się 'należy'. A według np. Twoich wypowiedzi - powinnam, bo to kwestia podejścia czy sobie będą od ust odejmować czy nie.

                    > Nie musi być dom, jak kogoś nie stać.

                    Nie musi ale gdzieś mieszkać trzeba więc tak czy inaczej jest to wydatek.

                    • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:24
                      araceli napisała:
                      > Jeżeli mieliby płacić kwotę o jakiej jest mowa tutaj to jestem przekonana, że b
                      > ardzo dużo osób nie byłoby na to stać. Owszem - nie studiują tylko dzieci ludzi
                      > bogatych - sama jestem tego przykładem. Tylko, że ja studiowałam z kredytu i s
                      > typendium bo rodziców nie było stać. Do głowy by mi nie przyszło pozywać ich o
                      > alimenty bo mi się 'należy'. A według np. Twoich wypowiedzi - powinnam, bo to k
                      > westia podejścia czy sobie będą od ust odejmować czy nie.
                      >
                      To wybór Twój i Twoich rodziców. A inni mogą sobie inaczej te sprawy układać. Przeszkadza Ci to? Autorka nie wspominała, że oni nie chcą płacić. To właściwie tylko dyskutujący przekomarzają sięczy on powinien, czy nie. Co do kwoty, to to są alimenty na dwójkę dzieci, nie tylko na studenta.
                      • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:40
                        elle-joan napisała:
                        > To wybór Twój i Twoich rodziców.

                        No tak - teraz status materialny jest 'wyborem' big_grin

                        > A inni mogą sobie inaczej te sprawy układać. P
                        > rzeszkadza Ci to? Autorka nie wspominała, że oni nie chcą płacić.

                        Nie - nie przeszkadza. Chcieć można wszytko ale nie zawsze można. Nie każdego stać. On może chcieć wysłać syna i na Harvard ale co z tego jak kasy nie starczy?

                        Wg. Ciebie 'dać' to obowiązek rodzica nawet kosztem jego własnego życia. Ja tak nie uważam. Są sytuacje, w których rodziców nie stać i wtedy trzeba pomyśleć co z tym zrobić dalej. Opcje są różne i nie zawsze jest to wygodne studiowanie kosztem rodzica.
                        • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:51
                          araceli napisała:
                          > No tak - teraz status materialny jest 'wyborem' big_grin

                          Oj, chciałabym żeby był. Owszem, pomoc dzieciom jest w dużej mierze wyborem rodziców. "Nie stać mnie"- dla kazdego oznacza coś innego. Moi rodzice przywiązywali wagę do edukacji (fakt, że dawniej nie było to tak kosztowne), ale potem już dzieciom w żaden sposób nie pomagali, bo "nie było ich stać". Ja mam trudniejszą sytuację niż moi rodzice ale "mnie stać" żeby pomóc dzieciom na starcie. To są po prostu ludzkie wybory.

                          • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 11:14
                            elle-joan napisała:
                            > Owszem, pomoc dzieciom jest w dużej mierze wyborem rodziców.

                            Może wyraźnie napisz, że tutaj to wybór starszy kosztem młodszego. Bo to ładny, wyświechtany frazes z 'wyborem' tylko zgrabnie pomijasz co ten wybór oznacza.
                          • malwina.113 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 22:20
                            ja nie rozumie tego, że rodzice odejmują sobie od ust, by dzieci studiowały, a potem te dzieci mimo studiów tez dobrej sytuacji finansowej nie mają i potem tez planują od ust odejmowac by swoje dzieci wykształcić

                            ja nie wyobrażam sobie studiować kosztem głodu moich rodziców, nie poszłabym na to
              • j_rutka Re: Brakuje do pierwszego... 14.08.12, 09:46
                Wspieranie dziecka nie oznacza, że będziemy opłacać wszystkiego co "młodzieniec" sobie zażyczy.
                Moi rodzice dawali mi kasę na utrzymanie i mieszkanie- wynajmowałam je po kosztach razem z 5 przyjaciół- fakt ,że było to po kosztach, bo mieszkanie należało do moich rodziców, ale na fryzjera, wyjścia na piwo, ubrania, podręczniki, wakacje i wszelkie zachcianki musiałam sobie sama zarobić. I nie powodem tego nie był brak pieniędzy, tylko nauka samodzielnego życia.
                Gdy miała 18 lat moja mama powiedział mi- jak chcesz mieć swoje pieniądze- czytaj- chcesz iść do kina, na piwo, kupić sobie kosmetyki, wyjechać na wakacje, mieć na ekstra ciuchy to zarób na to sama....
                Nie wiedzę powodu dla którego szanowny Pan student miał dostać wszytko na tacy od ojca- szczególnie ,że z tego co mówi autorka ma roszczeniowe nastawienie do życia.

                Ponadto autorka pisze wprost , że ma problem z dojazdem do pracy...

                Jeżeli miałabym coś doradzić to skupiłabym się na rezygnacji z niani na korzyść klubiku malucha lub żłobka, nawet prywatnego- dlaczego ?
                W takowym przybytku masz w cenie nawet tysiąca złotych pełne wyżywienie dla dziecka- a przy niani poza jej wynagrodzeniem wydajesz jeszcze kasę na jedzenie dla dziecka, a tak pozostaje tylko kolacja i weekendy.

                Jeżeli dziecko nie ma alergii można przejść na mleko krowie i nie kupować modyfikowanego
          • burina Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:09
            Słuszna uwaga, chociaż ja widzę problem zupełnie odwrotnie: jeśli dziecko zdecydowało się na bardzo dobrą uczelnię i solidnie studiuje, to o wiele lepiej ją skończy, jeśli będzie mieć wsparcie finansowe rodziców. Rodzicom też bardziej opłaca się zacisnąć pasa te 3-4 lata, bo jeśli dziecko będzie mieć dobrą średnią, dodatkowe umiejętności (np. certyfikaty językowe), doświadczenie pracy w branży (nieodpłatne staże), to istnieją duże szanse, że takie dziecko będzie w zasadzie od razu po studiach w stanie się samodzielnie utrzymać. I jeśli stosunki między rodzeństwem są normalne, to raczej to starsze dziecko, jak już zacznie zarabiać, będzie pomagać młodszym wiedząc, że był czas, kiedy rodzice musieli kosztem młodszych dzieci wspomóc starsze.

            Natomiast jeśli dziecko nie traktuje studiów poważnie, jeśli się obija, to wręcz dla dobra dziecka należy mu przykręcać kurek z forsą. No ale też z głową, żeby nie skłócić rodziny na amen.

            A już jeśli dziecko (z Polski) dostałoby się na Yale, to jedynym rozsądnym wyjściem byłoby sprzedać dom, ale dziecko posłać. Chociaż jeśliby się ktoś bez odpowiednich tradycji rodzinnych, po edukacji odbytej w państwowych placówkach w Pl tam dostał, to raczej nie miałby problemu z uzyskaniem stypendium, bo po prostu byłby cholernie dobry.
          • zosiaonline Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:21
            "No to załóż, że wymarzył sobie studia na Yale. Też wyliczyłabyś to tak bezkrytycznie?"

            Muszę doprecyzować - przy takich dochodach rodziców chłopak miałby 100% refundację. Nie mówię z poziomu teoretyka. Uczelnia jest 'need-blind', jak większość z Ivy Leage wink
            • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:39
              zosiaonline napisała:

              > "No to załóż, że wymarzył sobie studia na Yale. Też wyliczyłabyś to tak bezkryt
              > ycznie?"
              >
              > Muszę doprecyzować - przy takich dochodach rodziców chłopak miałby 100% refunda
              > cję. Nie mówię z poziomu teoretyka. Uczelnia jest 'need-blind', jak większość z
              > Ivy Leage wink

              To był przykład pierwszy lepszy z głowy. Chodziło mi o zasadę.
              Czy rodzic MUSI pokrywać wszelkie zachcianki dziecka? Nawet te najdroższe?
              • zosiaonline Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:44
                Oczywiście, że nie smile Ale tutaj chyba nikt tego nie poddaje w wątpliwość. Mam wrażenie, że nastąpiła zmiana tematu z: "jak obciąć wydatki" na "czy można obcinać znacząco wydatki kosztem dzieci" big_grin
                A co do dzieci to chyba naturalne - mądry rodzic rozsądnie dozuje przyjemności, zachcianki ale i obowiązki.
                • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:50
                  > Mam
                  > wrażenie, że nastąpiła zmiana tematu z: "jak obciąć wydatki" na "czy można obci
                  > nać znacząco wydatki kosztem dzieci" big_grin

                  Bo wychodzi na to, że tutaj też da się coś obciąć smile
                  • cynamon2 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 15:17
                    Widzę że większość rozstrząsa temat alimentów, czy są za wysokie czy za niskie zależy od punktu widzenia. Są takie i ich nie zmniejszymy. W stosunku do roszczeń rodziny partnera i tak są małe, eks na córkę (17 lat) chciała 1200 syn na siebie (pozew składał sam) 2000 zł. W efekcie na córkę jest 700 na syna 1000. Proponowaliśmy synowi mieszkanie u nas-odmówił, chce mieszkać sam -ok. Ale ten temt uważałabym za zamknięty bo tej kwesti ruszać nie będziemy, mam tylko nadzieje że syn partnera nie będzie wiecznym studentem i skończy studia w terminie.
                    • marika012 Re: Brakuje do pierwszego... 11.08.12, 21:10
                      >syn na siebie (pozew składał sam) 2000 zł.

                      Jakiś nie z tego świata ten chłopaczyna jest. 4 tyś potrzebuje miesięcznie!!!! Bo zakładam że 2 tyś od mamusi chciał i 2 tyś od tatusia.


        • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:18
          elle-joan napisała:
          > Chłopak studiuje poza domem i musi coś wynająć więc
          > potrzebuje więcej niż członek rodziny, który mieszka w domu.

          Mhm - ojciec ma sprzedać samochód i dojeżdżać komunikacją publiczną bo 'chłopak musi coś wynająć'.
          • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:39
            araceli napisała:
            > Mhm - ojciec ma sprzedać samochód i dojeżdżać komunikacją publiczną bo 'chłopak
            > musi coś wynająć'.

            Ojciec ma dwa samochody i dom. Jest trochę możliwości. Zresztą chłopak-student nie urodził się tak nagle. Poza tym dojazdy komunikacją publiczną też są dla ludzi. Od tego sie nie umiera. Chłopak ma rzucić studia, bo tatuś i macocha nie zniżą się do wejścia do autobusu? Owszem, jak ma się daleko do pracy a w domu małe dziecko to komunikacją publiczną może być ciężko, ale cóż, to tylko konsekwencje wyborów.
            • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:45
              > Ojciec ma dwa samochody i dom. Jest trochę możliwości. Zresztą chłopak-student
              > nie urodził się tak nagle. Poza tym dojazdy komunikacją publiczną też są dla lu
              > dzi. Od tego sie nie umiera. Chłopak ma rzucić studia, bo tatuś i macocha nie z
              > niżą się do wejścia do autobusu? Owszem, jak ma się daleko do pracy a w domu ma
              > łe dziecko to komunikacją publiczną może być ciężko, ale cóż, to tylko konsekwe
              > ncje wyborów.

              Równie dobrze chłopak-student może zamieszkać w domu ojca, jak ktoś tu radził (ale został zakrzyczany) i też dojeżdżać na uczelnię komunikacją miejską. Roztopi się na deszczu czy go porwą? Jeszcze raz powtórzę - to DOROSŁY facet, a niektórzy robią z niego małe, nieporadne dziecko.
              • chce.oszczedzac Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:56
                Całkowite przejęcie utrzymania studenta przez ojca i macochę to oszczędność dla ojca (i macochy) jakieś 1200zł (liczę, że faktyczne dodatkowe koszty które ojciec i macocha na studenta będą ponosić to okolo 500zł: woda, prad, książki okolo 100, odzież, jedzenie około 200 - kwoty szacowane średniomiesiecznie). Podzial jest sprawiedliwy, matka będzie finansować córkę a ojciec - syna. nie jest to ani dziwne, ani nienaturalne, to poprostu jedno z wielu rozwiązań.
              • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:56
                robitussin napisał:
                > Równie dobrze chłopak-student może zamieszkać w domu ojca, jak ktoś tu radził (
                > ale został zakrzyczany) i też dojeżdżać na uczelnię komunikacją miejską. Roztop
                > i się na deszczu czy go porwą? Jeszcze raz powtórzę - to DOROSŁY facet, a niekt
                > órzy robią z niego małe, nieporadne dziecko.
                >
                Nie wiemy czy ojciec z macochą życzą sobie chłopaka w domu. Może wolą zapłacić.
                • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:34
                  > Nie wiemy czy ojciec z macochą życzą sobie chłopaka w domu. Może wolą zapłacić.

                  Zatem jeśli wolą zapłacić, to w czym problem? smile
                • cynamon2 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 15:23
                  Może chłopak nie chce mieszkać z nami?
                  Syn nie akceptuje nowej rodziny ojca, młodszego brata nie widział nigdy i powiedział że dla niego nie istnieje.
                  Córka inaczej - jest fajną starszą siostrą. Partner płaci i się uchyla, i sam proponował większą kwotę, ja to też rozumiem, studia są ważne. Partnera tylko trochę rozczarowała postawa syna 'tata MUSI dać". Ja studiowałam za kredyt studencki i stypendium. Ale tu nie o to chodzi.
            • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:45
              elle-joan napisała:
              > Ojciec ma dwa samochody i dom. Jest trochę możliwości. Zresztą chłopak-student
              > nie urodził się tak nagle. Poza tym dojazdy komunikacją publiczną też są dla lu
              > dzi. Od tego sie nie umiera. Chłopak ma rzucić studia, bo tatuś i macocha nie z
              > niżą się do wejścia do autobusu? Owszem, jak ma się daleko do pracy a w domu ma
              > łe dziecko to komunikacją publiczną może być ciężko, ale cóż, to tylko konsekwe
              > ncje wyborów.

              Ojciec ma jeden samochód, drugi ma jego partnerka. Jeżeli już jesteś tak szczegółowa to ona nie powinna 'płacić' za poprzednią rodzinę czyż nie?

              Chłopak nie koniecznie musi rzucać studia - ktoś tu proponował może też dojeżdżać. Jak sama napisałeś 'od tego się nie umiera'.
            • martach0 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 11:05
              My (tzn ja jak byłam w szkole i moi rodzice) też mieliśmy dom i samochód, a mimo wszystko moich rodziców nie było stać żeby posłać mnie na studia dzienne w innym mieście. Ja miałam tego świadomość i nawet nie poruszałam tego tematu. Poszłam do pracy i podjęłam studia zaoczne (które nie uważam żeby były gorsze). Ale widzę że tutaj moi rodzice byliby zakrzyczeni, że nie posłali mnie na studia dzienne, po przecież mi się należało jak widać "z urzędu", a jak mieliśmy dom i samochód no to proszę, przecież to zamożni ludzie, milionerzy.

              https://www.suwaczki.com/tickers/eiktrjjg3k19r167.png
              • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 11:43
                martach0 napisała:

                > My (tzn ja jak byłam w szkole i moi rodzice) też mieliśmy dom i samochód, a mim
                > o wszystko moich rodziców nie było stać żeby posłać mnie na studia dzienne w in
                > nym mieście. Ja miałam tego świadomość i nawet nie poruszałam tego tematu. Posz
                > łam do pracy i podjęłam studia zaoczne (które nie uważam żeby były gorsze). Ale
                > widzę że tutaj moi rodzice byliby zakrzyczeni, że nie posłali mnie na studia d
                > zienne, po przecież mi się należało jak widać "z urzędu", a jak mieliśmy dom i
                > samochód no to proszę, przecież to zamożni ludzie, milionerzy.
                >
                Uważasz, że ludzie nie mogą wyjawić swojego zdania na temat wspierania dzieci, bo ci, którzy mają inne podejście będą się czuli zakrzyczani? Jak są pewni, że podjęli dobre decyzje to w czym problem? Zresztą jest więcej głosów na rzecz tego, że rodzice nie muszą, bo nie mają. Dlaczego tak cię bolą te zdecydowanie mniejszosciowe głosy na rzecz pomocy studentowi?
                • martach0 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 11:47
                  "Uważasz, że ludzie nie mogą wyjawić swojego zdania na temat wspierania dzieci, bo ci, którzy mają inne podejście będą się czuli zakrzyczani? "

                  No ja też wyjawiłam swoje zdanie a Ty próbujesz mnie zakrzyczeć. Tak samo ja mam prawo do swojej opini jak i Ty. Więc nie wiem w czym problem. Nikogo tym raczej nie obraziłam, więc nie wiem skąd oburzenie?
                  • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 12:07
                    martach0 napisała:
                    > No ja też wyjawiłam swoje zdanie a Ty próbujesz mnie zakrzyczeć. Tak samo ja ma
                    > m prawo do swojej opini jak i Ty. Więc nie wiem w czym problem. Nikogo tym racz
                    > ej nie obraziłam, więc nie wiem skąd oburzenie?
                    >
                    W jednej z wypowiedzi nazwałaś dyskutantów zaściankowymi.
                    Nie wiem, co rozumiesz przez zakrzyczenie. Również nie czuję, że kogoś obraziłam. Jeżeli sie mylę, to podaj cytaty. Czym rózni się Twoje wyjawienie opinii od mojego? Dlaczego ja "zakrzykuję", a Ty tylko wyjawiasz opinię.
                    • martach0 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 12:19
                      Czytaj ze zrozumieniem. Nie nazwałam dyskutantów zaściankowymi, tylko "nasze Polskie społeczeństwo". Jak widać nikt poza Tobą nie poczuł się że to do niego. Uderz w stół a norzyce się odezwą. A swoją drogą, jak nazwać społeczeństwo które jest jakieś 100 lat za zachodem? Bo chyba mi nie powiesz że Polska to taka światowa ?uncertain
                      • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 13:11
                        martach0 napisała:

                        > Czytaj ze zrozumieniem. Nie nazwałam dyskutantów zaściankowymi, tylko "nasze Po
                        > lskie społeczeństwo". Jak widać nikt poza Tobą nie poczuł się że to do niego. U
                        > derz w stół a norzyce się odezwą. A swoją drogą, jak nazwać społeczeństwo które
                        > jest jakieś 100 lat za zachodem? Bo chyba mi nie powiesz że Polska to taka świ
                        > atowa ?uncertain

                        Przypomniałam Ci o tym dlatego, że miałaś żal do dyskutujacych o zakrzykiwanie, a to właśnie w Twoich wypowiedziach można doszukać się uwag personalnych, niemerytorycznych. Ale możesz to sobie interpretować po swojemu jak Ci wygodnie. Rozumiem, że nagle napisałać co myslisz o polskim społeczeństwie tak sobie bez związku z dyskusją i nie było to o zabierajacych głos. Ok.
                        ps. Mieszkam na Zachodzie. Zgadzam się z końcówką wypowiedzi.
                • malwina.113 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 22:51
                  "głosy na rzecz pomocy studentowi "

                  śmieszna jest ta obrona studenta, taki bidulek, jak on sobie daje w ogóle rade za ten 1000 skoro chciał 2000
                  jak ten student sie teraz przyzwyczai do takiego standardu to ciekawe co bedzie jak po studiach zaproponują mu 1500 na reke, a ojca sądzic o dokładanie już nie bedzie mógł

                  • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 23:12
                    malwina.113 napisała:

                    > "głosy na rzecz pomocy studentowi "
                    >
                    > śmieszna jest ta obrona studenta, taki bidulek, jak on sobie daje w ogóle rade
                    > za ten 1000 skoro chciał 2000
                    > jak ten student sie teraz przyzwyczai do takiego standardu to ciekawe co bedzie
                    > jak po studiach zaproponują mu 1500 na reke,

                    A może skończy takie studia, że zaproponują mu 15 000 na rękę?

                    Tylko żeby skończyć takie studia to trzeba mieć warunki i nie występują one zazwyczaj w wersjach wieczorowych/zaocznych.

                    I może właśnie dlatego potrzebuje teraz pieniądza od ojca.

                    W.
                    • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 23:21
                      > A może skończy takie studia, że zaproponują mu 15 000 na rękę?
                      > Tylko żeby skończyć takie studia to trzeba mieć warunki i nie występują one zaz
                      > wyczaj w wersjach wieczorowych/zaocznych.

                      Zaintrygowałeś mnie swoją konluzją.
                      • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 23:38
                        robitussin napisał:

                        > > A może skończy takie studia, że zaproponują mu 15 000 na rękę?
                        > > Tylko żeby skończyć takie studia to trzeba mieć warunki i nie występują o
                        > ne zaz
                        > > wyczaj w wersjach wieczorowych/zaocznych.
                        >
                        > Zaintrygowałeś mnie swoją konluzją.

                        Ale czym konkretnie?

                        Tym, że są kierunki po których nie ma problemów zarówno z pracą jak i płacą?

                        Czy tym, że są wydziały, które nie prowadzą studiów w wyżej wymienionych trybach, a studiujące tam osoby nie mają czasu się porządnie wyspać, nie mówiąc już o jakiejkolwiek pracy?

                        W.
                        • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 23:50
                          > Ale czym konkretnie?

                          Tym, że wydaje Ci się, że jedyną możliwością, by móc zarabiać 15 tys zł jest ukończenie jakichś wyjątkowych studiów, a co gorsza - studia te nie występują w wersji zaocznej. Tym mnie zaintrygowałeś. Bo rozumiem, że innej opcji nie ma? I jeśli ktoś studiuje zaocznie, to nieszczęśnik może liczyć co najwyżej na średnią krajową?
                          • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 00:31
                            robitussin napisał:

                            > > Ale czym konkretnie?
                            >
                            > Tym, że wydaje Ci się, że jedyną możliwością, by móc zarabiać 15 tys zł jest uk
                            > ończenie jakichś wyjątkowych studiów,

                            A gdzie ja napisałem, że jedyną? Można też stuknąć listonosza w bramie od czasu do czasu jak emerytury roznosi.

                            To moja przedmówczyni była wstrząśnięta, że studenciak wyciąga od biednego tatusia 1000 PLN, żeby potem zarabiać 1500PLN. I jedynie pozwoliłem sobie zaprotestować przeciwko tej absurdalnej bzdurze.

                            > a co gorsza - studia te nie występują w w
                            > ersji zaocznej. Tym mnie zaintrygowałeś. Bo rozumiem, że innej opcji nie ma? I
                            > jeśli ktoś studiuje zaocznie, to nieszczęśnik może liczyć co najwyżej na średni
                            > ą krajową?

                            Napisałem tylko tyle, że pewne kierunki są niedostępne w trybie zaocznym czy wieczorowym. I tak, żeby ukończyć te kierunki innej opcji jak stacjonarne studia dzienne nie ma.

                            Nie interesują mnie "opcje" jak również "inne opcje" i nie wypowiadam się na temat poborów uzyskiwanych przez absolwentów zaocznej filologii białoruskiej. Jak również ich relacji do średniej krajowej.

                            W.
                            • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 09:49
                              > A gdzie ja napisałem, że jedyną? Można też stuknąć listonosza w bramie od czasu
                              > do czasu jak emerytury roznosi.

                              Mowa była jednak o nauce (studiach), a nie stukaniu listonoszy.

                              > To moja przedmówczyni była wstrząśnięta, że studenciak wyciąga od biednego tatu
                              > sia 1000 PLN, żeby potem zarabiać 1500PLN. I jedynie pozwoliłem sobie zaprotest
                              > ować przeciwko tej absurdalnej bzdurze.

                              Twoja bzdura nie lepsza, bo wychodzi na to, że aby zarabiać dobrą kasę trzeba iść na Bóg wie jakie studia. Tylko i wyłącznie w trybie dziennym i tylko w określonych warunkach. I aby to osiągnąć, nie da się uniknąć czesania ojca i matki na grubą kasę.

                              > Napisałem tylko tyle, że pewne kierunki są niedostępne w trybie zaocznym czy wi
                              > eczorowym. I tak, żeby ukończyć te kierunki innej opcji jak stacjonarne studia
                              > dzienne nie ma.

                              Nie. Napisałeś, że kierunki, po których zarabia się 15 tys są niedostępne w trybie zaocznym czy wieczorowym? Jakież to więc kierunki? I dlaczego po innych kierunkach, także dostępnych w trybie zaocznym nie da się tyle zarobić? A skoro jednak się da, to po kija ta cała demagogia? smile

                              > Nie interesują mnie "opcje" jak również "inne opcje" i nie wypowiadam się na te
                              > mat poborów uzyskiwanych przez absolwentów zaocznej filologii białoruskiej.

                              Wg Ciebie zaocznie da się studiować tylko filologię białoruską i tego typu "michałki"?
                              Intrygujesz mnie coraz bardziej smile
                              10-20 tys zarabia biegły rewident. Studia zaoczne - rachunkowość i finanse, ale to nawet nie jest wymóg, bo można nie kończyć w ogóle. Do tego 2-3 letni kurs, bynajmniej nie w trybie dziennym i voila - obywa się bez owych tajemnicznych studiów, o których nawet nie chcesz się zająknąć.
                        • astrum-on-line Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 00:03
                          No to może podaj przykład kierunku po którym na pewno komuś zaproponują 15 000 miesięcznie. Zaraz po skończeniu studiów.
                          • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 00:20
                            astrum-on-line napisała:

                            > No to może podaj przykład kierunku po którym na pewno komuś zaproponują
                            > 15 000 miesięcznie. Zaraz po skończeniu studiów.

                            Pewna to jest tylko śmierć i podatki.

                            W.
                            • astrum-on-line Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 07:59
                              No to co siejesz propagandę?
                              Każde studia są jak studia. Można po nich zarabiać 15 000 (nie zaraz, tylko po co najmniej kilku latach) albo pracować na kasie w Tesco. To gdzie człowiek trafi, jak pokieruje swoim życiem zależy od niego. Od ukończonych studiów (przynajmniej w Polsce) w niewielkim zakresie. Nie jest to inwestycja warta odmawiania sobie jedzenia przez rodziców. A w sytuacji gdy ojciec ma troje dzieci żądanie od niego połowy dochodu na studia jednego syna jest bezczelnością.
                              • malwina.113 Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 09:28
                                nie rokuje taki pracownik, który na studiach prezentuje taką postawę roszczeniową
        • astrum-on-line Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:36
          Hm... skoro tak fajnie inwestuje się w dziecko (choć obecnie zaczyna się już mówić że to nie zawsze jest trafiona inwestycja) to jak córka tego tatusia pójdzie na studia to podwyżka alimentów o kolejne 700 zł? No to współczuję założycielce wątku.
          • zuzanna56 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:44
            Sprzedać dom i przeprowadzić się do małego mieszkania w mieście nie będzie chyba łatwo, bo teraz jest ciężki czas na sprzedaż nieruchomości. Mieszkacie daleko od miasta, aż 40 km w jedną stronę, każdy jedzie swoim samochodem, to spore koszty. W tej sytuacji - ogromne wydatki, łącznie 3 dzieci, dwa samochody, kredyt - dochód 8 tysięcy niestety nie jest wystarczający.

            Też mieszkam pod miastem, ale nie aż tak daleko, kilka km od granic. Też mam 2 samochody, kredyt, dwoje dzieci - dokładnie wiem, że to wszystko sporo kosztuje.
        • chce.oszczedzac Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:49
          Elle, napisałas: Chłopak studiuje poza domem i musi coś wynająć więc potrzebuje więcej niż członek rodziny, który mieszka w domu.

          Student może zamieszkać w domu w ojcem i macochą i dojeżdżać do W-wy z obojgiem, jednym samochodem we trójkę. Niewygodnie - tak. Ciasno - tak. I co z tego? Studiowanie nie jest "dla wygody". Owszem, jeśli kogos stać - studiuje dla przyjemności, wygodnie itd. A tego studenta - nie stać. No i student chce się uczyć czy chce sobie bimbolić w Warszawce?
          • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:14
            chce.oszczedzac napisał(a):
            > Student może zamieszkać w domu w ojcem i macochą i dojeżdżać do W-wy z obojgiem
            > , jednym samochodem we trójkę. Niewygodnie - tak. Ciasno - tak. I co z tego? St
            > udiowanie nie jest "dla wygody". Owszem, jeśli kogos stać - studiuje dla przyje
            > mności, wygodnie itd. A tego studenta - nie stać. No i student chce się uczyć c
            > zy chce sobie bimbolić w Warszawce?
            Wiesz, autorka się nie odzywa, a my wymyślamy scenariusze co oni mogliby. Wiesz, czy ojciec i macocha chcą chłopaka w domu?
            Ciasno we cztery osoby w domu to raczej nie będzie. Problem może być z dostosowaniem grafików trzech osób. Mnie na myśl o codziennym siedzeniu godzinami poza domem tylko z powodu oczekiwania na ojca jest żal nawet obcej osoby, a swojemu dziecku bym tego nie zaproponowała. A co do bimbolenia w Warszwce- jak szłam na studia to też się nasłuchałam co się dzieje w akademikach, jak to studenci piją i szaleją. Ale okazało się, że jednak wielu ludzi studiuję, bo chce się kształcić. Może dla kogoś to dziwne.
            • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:20
              elle-joan napisała:
              > Mnie na myśl o codziennym siedzeniu godzinami poza
              > domem tylko z powodu oczekiwania na ojca jest żal nawet obcej osoby, a swojemu
              > dziecku bym tego nie zaproponowała.

              A najmłodsze dziecko to co? Dlaczego ma widywać rodziców jeszcze mniej (dojazdy komunikacją), żeby najstarszemu było wygodnie? Jego Ci nie żal?
              • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:29
                araceli napisała:
                > A najmłodsze dziecko to co? Dlaczego ma widywać rodziców jeszcze mniej (dojazdy
                > komunikacją), żeby najstarszemu było wygodnie? Jego Ci nie żal?

                Jak kupili dom za miastem, to zawsze będzie ten problem. Mają dwa samochody, tyle, że jak ktoś zaznaczył- jeden jest partnerki. No to jak będą tak to traktować, ze partnerka ma swój i mąż nie może go używać bo rezygując ze swojego dołożył synowi, a syn nie jest jej, no to faktycznie ciężka sprawa.
                • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:36
                  elle-joan napisała:
                  > Jak kupili dom za miastem, to zawsze będzie ten problem.

                  Ale może być jeszcze gorzej. I malucha Ci jakoś nie żal - żal Ci dorosłego. Co dziecko winne?

                  > No to jak będą tak to traktować,
                  > ze partnerka ma swój i mąż nie może go używać bo rezygując ze swojego dołożył
                  > synowi, a syn nie jest jej, no to faktycznie ciężka sprawa.

                  No ciężka - dlaczego nowa partnerka i najmłodsze dziecko ma ponosić koszty. Wytłumacz proszę dlaczego najmłodsze dziecko ma być gorsze. To właśnie sugerujesz - dołożyć starszemu kosztem młodszego.
                  • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:59
                    araceli napisała:
                    > No ciężka - dlaczego nowa partnerka i najmłodsze dziecko ma ponosić koszty. Wyt
                    > łumacz proszę dlaczego najmłodsze dziecko ma być gorsze. To właśnie sugerujesz
                    > - dołożyć starszemu kosztem młodszego.

                    Jak jest się rodziną to się ponosi nawzajem swoje koszty. Nawet jak ktoś ma dzieci z innego związku. Jak ona kupi za swoje pieniądze jedzenie, to on nie je czy jak? Czy najmłodsze ma być gorsze? Nie znamy aż tak dokładnie sytuacji tej rodziny żęby planować w jakim układzie dojazdów, co jak będzie. U mnie zdarzało się, że jedno dziecko ponosiło koszty, bo dla drugiego coś trzeba było. Oczywiście w określonych granicach. Ale nie dzielę wszystkiego maniakalnie po równo, bo jest róznica wieku, potrzeb, sytuacji.
                    • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 11:12
                      elle-joan napisała:
                      > Jak jest się rodziną to się ponosi nawzajem swoje koszty. Nawet jak ktoś ma dzi
                      > eci z innego związku.

                      Czyli rozumiem, że najmłodszy syn jest rodziną najstarszego (bo ponosi koszty) a najstarszy nie jest rodziną najmłodszego bo mu się 'należy'? Dzieciom z pierwszego małżeństwa się należy - to jest koszt pana - a najmłodsze dziecko ma utrzymywać tylko jego mama bo co? Bo to już nie rodzina?

                      > Ale nie dzielę wszystkiego maniakalnie po równo, bo
                      > jest róznica wieku, potrzeb, sytuacji.

                      Ja się coraz bardziej skłaniam żeby przyznać rację temu, kto radził autorce wątku wystąpienie do sądu alimenty. Może niech sąd rozstrzygnie ile się komu należy biorąc pod uwagę, że pan ma trójkę dzieci a nie dwójkę.
            • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:47
              > Mnie na myśl o codziennym siedzeniu godzinami poza
              > domem tylko z powodu oczekiwania na ojca jest żal nawet obcej osoby, a swojemu
              > dziecku bym tego nie zaproponowała.

              Odbierasz (lub będziesz odbierać) dziecko ze szkoły zaraz po skończeniu jego lekcji?
              Zazdroszczę takich możliwości. Moje musiały czekać w świetlicy. Ale żyją i mają się dobrze.
              Nie rozumiem co jest takiego strasznego w poczekaniu na ojca nawet 2-3 godziny po zajęciach, w ciągu których to godzin można zjeść obiad, posegregować notatki, pouczyć się, poczytać książkę, pogadać z kumplami, pograć na kompie, pospacerować po mieście, zrobić zakupy i pewnie jeszcze setki innych spraw. A jeśli to takie niewygodne, to tyłek w troki i wrócić autobusem do domu pod Warszawę. Gdzie dokładnie widzisz problem, bo mi się wydaje, że jedynie go wymyślasz.
              Ja na studiach miałam w niektóre dni taki porypany grafik, że rano miałam zajęcia, potem 4 godziny okienek i znów kolejny blok, tym razem laboratoriów, aż do wieczora. Niektórzy wracali do domu na te 4 godziny, ja nie miałam możliwości, bo mieszkałam 1.5 godz. od uczelni i nie opłacało mi się. I jakoś naprawdę nie widziałam problemu, by te 4 godziny przeczekać na uczelni robiąc coś sensownego w tym czasie.
            • martach0 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 11:13
              Mnie na myśl o codziennym siedzeniu godzinami poza
              > domem tylko z powodu oczekiwania na ojca jest żal nawet obcej osoby, a swojemu
              > dziecku bym tego nie zaproponowała.

              No popatrz. Nie wszystkich stać na taki komfort. Moje dziecko było w pierwszej klasie szkoły podstawowej i musiało codziennie siedzieć w szkole do 16. Do 15.30 na świetlicy a przez ostatnie pół godziny samo na korytarzu. Czy w związku z tym ja się miałam z pracy zwolnić? A może wystąpić o podwyższenie pensji o 1000 zł do pracodawcy, żeby mi wystarczyło na nianie uncertain No przepraszam bardzo ale realia są różne a życię często brutalne.
              • zosiaonline Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 11:21
                "Moje dziecko było w pierwszej klasie szkoły podstawowej i musiało codziennie siedzieć w szkole do 16. Do 15.30 na świetlicy a przez ostatnie pół godziny samo na korytarzu. "

                Naprawdę współczuję...Spodziewam się dziecka i jeszcze bardziej jest wyczulona na komfort życia i bezpiecznego dzieciństwa tych najmniejszych.
                • etna22 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 16:29
                  Dla mnie duży dom to duzo wszystkiego-wiem sama po sobie że co za dużo to nie fajno. Więcej do utrzymania, wiecej do płacenia wiecej do sprzatania wiecej do ogarniecia. Jestem za opcją pozbycia sie wszystkiego co zbedne i bez czego tez mozna żyć-na pewno w mieszkaniu (2, 3 pokojowym) 3 osobowa rodzina może żyć. I to całkiem wygodnie-zamiana albo sprzedaz domu to wg mnie bardzo rozsadna opcja odchodzą koszta i czas dojazdu-balast w postaci mega kredytu, koniecznosc utrzymania 2 samochodów. Poza tym przeglad posiadanego dobra i realna ocena czego faktycznie uzywam a czego nie tez nie jest bez znaczenia-wszystko co zbedne a w dobrym stanie puscic gdzies w obieg dalej-wystawic na gumtree czy tablicy (rzeczy po dziecku np.) to nie beda kokosy ale chociaz w domu zrobi się luźniej i wpadnie pare zlotych na nowe zakupy. Pamietajmy ze jezeli nie uswiadamiamy sobie istnienia jakiejs potrzeby to ona nie funkcjonuje i aby zapalila nam sie czerwona lampeczka pracuje nad tym sztab specjalistow -zeby przyslowiowa Kowalska kupila np. nowego tableta trzeba jej wmowić że bez niego bedzie brzydsza, grubsza i bez perspektyw. W mieszkaniu mozna rownie fajnie sie urzadzić niz w domu-trzeba tylko dobrego planu i pomysłu. A ciezar splaty kredytu juz nie bezie tak ciazyl i spedzal snu z powiek
                  • cynamon2 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 19:10
                    Można mieszkać w mieszkaniu małym czy większym, sama przez 10 lat mieszkałam. Można się fajnie urządzić. Zastanawialismy sie nad kupnem mieszkania gdzies bliżej Warszawy. Ale im bliżej tym drożej. Dlatego zdecydowaliśmy się na ten dom - tym bardziej że mieliśmy działkę. Poza tym pracujemy w różnych kierunkach - któreś z nas i tak miałoby daleko. Teraz partner ma ok 40 km, ja 35. Jak byśmy mieszkali bliżej jego pracy (przez jakiś czas tak było - wynajmowaliśmy mieszkanie) ja miałam 56 km.
                    Co do mega kredytu - braliśmy 330 tys, jakoś niewydaje mi się to mega kredytem, w porównaniu do znajomych którzy kupowali mieszkania w Warszawie za 700 tys. Dom nie zawsze równa się kredyt na milion. Kupując mieszkanie kredyt byłby podobny. Koszty utrzymania mieszkania też nie są małe - media podobnie, plus czynsz. My dodatkowo nie płacimy za wodę - mamy studnie, więc woda to koszt prądu do pompy (niewielki).
                    Ciuszki po dziecku, nasze, zabawki, sprzedajemy, wtedy wpada dodatkowe 100-200 zł.
                  • jop Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 21:49
                    Niewielki dom pod miastem zazwyczaj kosztuje circa tyle samo, co średnie mieszkanie w mieście. Przy circa dwukrotnie większej powierzchni domu.

                    Tak więc te wszystkie opowieści, że ktoś ma mega-kredyt, bo dom, to są takie bajki z mchu i paproci. Przy zakupie mieszkania zapewne miałby taki sam.

                    Parze pracujących nie w domu rodziców bez dwóch samochodów będzie się funkcjonowało w mieście niewiele lepiej niż za miastem.

                    Tak więc ze sprzedaży domu kupią sobie klitę w mieście - wspaniały pomysł, doprawdy, zwłaszcza trzyosobowa rodzina w 2 pokojach. Po tygodniu się pozagryzają.

                    • etna22 Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 11:36

                      No juz nie przesadzaj i w druga strone-pozagryzają-jakby tak wszyscy mieli się pozagryzac to Polaków byloby o polowę mniej smilenie wiem jak to jest u" Was" w Warszawie ale ja mieszkam na pomorzu gdzie ceny mieszkań są porownywalne do tych warszawskich-dwa kroki do morza winduja ceny tak ze mozna sie za głowe złapać-nie ma co skupiac sie na domyslach tylko trzeba konkretnie przeliczyć co oplaca się bardziej
                      • jop Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 16:59
                        1. Nie mieszkam w Warszawie.
                        2. Tak, przypuszczam, że część ponuractwa i neuroz Polaków bierze się z fatalnych warunków mieszkaniowych.
                        3. Wątkotwórczyni i jej mąż chyba nie mają już po dwadzieścia parę lat, więc chyba wyrośli ze standardu akademikowego, mieszkania na kupie z rodziną itp. atrakcji.
                        4. Mieszkamy w 2 osoby w 2 dużych pokojach - żyjemy, bo to stan przejściowy, zaraz się przeprowadzamy do domu. Da się wytrzymać, ale na lokal docelowy to za mało o co najmniej jeden pokój (a wątkotwórczyni i jej mąż mają jeszcze dziecko). Owszem, awaryjnie da się, ale tam nie widzę żadnej przejściowej awarii typu choroba czy bankructwo. (Tak, również uważam, że alimenty są bardzo wysokie).
                • naturella Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 16:47
                  No ale z tego wyczulenia nie przybywa pensji na zatrudnienie niani albo na przejście na pół etatu, żeby odbierać dziecko ze szkoły o 12.
                • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 23:02
                  zosiaonline napisała:

                  > "Moje dziecko było w pierwszej klasie szkoły podstawowej i musiało codziennie s
                  > iedzieć w szkole do 16. Do 15.30 na świetlicy a przez ostatnie pół godziny samo
                  > na korytarzu. "

                  > Naprawdę współczuję...

                  Ale czego? Takie jest życie większości z nas, to nie jest jakiś wyjątek, tylko raczej norma. Nie każdy ma możliwość odbierania dziecka zaraz po jego lekcjach i zabierania do domu na czekający w nim już gotowy obiad.

                  > Spodziewam się dziecka i jeszcze bardziej jest wyczulona
                  > na komfort życia i bezpiecznego dzieciństwa tych najmniejszych.

                  Proponuję już teraz zacząć weryfikować swoje poglądy na rzeczywistość smile
                  • zosiaonline Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 12:03
                    "Ale czego? Takie jest życie większości z nas, to nie jest jakiś wyjątek, tylko raczej norma."

                    Zauważam, że jest standardem dla niektórych (ale nie normą, norma dla mnie to ogół - nie zauważam takiego przykładu w swoim otoczeniu).

                    "Proponuję już teraz zacząć weryfikować swoje poglądy na rzeczywistość smile"

                    Myślę, że przeżyłam już trochę lat tak jak teraz, to może dożyję do emerytury wink Ale dzięki za radę!

                    Pozdrawiam ciepło,
                    Zośka
                    • malwina.113 Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 12:15
                      zależy, kto ma jaką pracę...

                      ja pracowałam w firmie (zanim poszłam na macierzyński), że niestety urywac sie z pracy, czy wychodzic wczśniej "bo dzieci" nie można było, jak dziecko zachorowało to koleżanki miały problem, szef krzywo sie patrzył...

                      nie jedna moja znajoma wychodzi na "zero" bo gdy dziecko zachoruje bierze opiekunkę... wiadomo, na pracy zależy
                    • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 12:22
                      zosiaonline napisała:
                      > Zauważam, że jest standardem dla niektórych (ale nie normą, norma dla mnie to o
                      > gół - nie zauważam takiego przykładu w swoim otoczeniu).

                      Większość Twojego otoczenia pracuje do 12?

                      Za mojego dzieciństwa świetlica to był standard a teraz to jak się okazuje rodzice krzywdę nam robili. Czego to się człowiek nie dowie smile
                      • zosiaonline Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 12:36
                        "Większość Twojego otoczenia pracuje do 12?"

                        Większość znajomych ma dziadków do pomocy lub nianie. Wiem, że nie jest to normą i widzę, że czasem jest duży problem w pogodzeniu pracy z odbieraniem dzieci. To, że rozumiem takie realia (nie będę tu debatować co ja bym zrobiła - sytuacja czysto teoretyczna), nie oznacza, że dziecku nie współczuję... Doceniam to co mam - ja rok po porodzie będę pracować zdalnie, pojawiać się sporadycznie w pracy (komfort ogromny, to prawda), a potem mam...też dziadków.
                        • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 12:49
                          zosiaonline napisała:
                          > nie oznacza, że dziecku nie współczuję...

                          Ale czego konkretnie współczujesz? Świetlicy?

                          Bo ja na przykład uważam, że dziecku non-stop z rodzicami/dziadkami to można współczuć. Zakochane na śmierć, kaleka społeczny. 'Nie skacz bo się spocisz' wink
                          • zosiaonline Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 12:55
                            Masz prawo smile I różnorodność opinii jest cenna. O wychowywaniu dzieci nie będę pisała bo...sama się do tej roli przygotowuję wink Niemiarodajne to by było jakoś czy co big_grin
                            A rozmawiasz właśnie z osobą, która nie doświadczyła świetlic, żłobków, rotacyjnych niań czy noszenia przysłowiowego 'klucza od mieszkania' podczas wakacji na szyi. Nie czuję się skrzywdzona smile Chyba rozwijanie tego nie ma sensu - bo jak nie ma wyboru, to choćby człowiek czuł się przekonanym (np. matka do pozostawienia dziecka dziadkom) to co z tego? Czasem jest to technicznie niemożliwe.
                            • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 14:23
                              Nie doświadczyłaś świetlic i zapewne nie wiesz, jak to dziś wygląda. A wygląda bardzo znośnie, do tego stopnia, że moje dzieciaki uwielbiały świetlicę, bo to była okazja do zabaw z koleżankami i kolegami, których widziało się tylko w czasie lekcji (po szkole każdy rozjeżdżał się w swoją stronę, a odległości między domami były rzędu kilku do kilkunastu kilometrów).

                              A dziadkowie pracowali i częściowo nadal pracują smile Owszem, pomagali w innych kwestiach - dowozy na zajęcia pozalekcyjne, opieka wieczorna, weekendowa itp. Oczekiwanie, że będą zjeżdżać do szkoły 10 km i zabierać dzieci do siebie, po czym ja z pracy musiałabym jechać do nich, odbierać dzieci i wracać 20 km do domu to byłaby dopiero paranoja.

                              Pomijam sytuacje, gdy tych dziadków się po prostu nie ma albo mieszkają daleko.

                              Reasumując - naprawdę nie ma czego współczuć, jeśli nikt z tego powodu nie cierpi smile
                              Na marginesie - ja, jako dziecko zazdrościłam koleżankom tego, że ich matki nie pracują i są w domu, gdy te wracają po lekcjach. One mi z kolei zawsze zazdrościły wolnej chaty i możliwości robienia tego, co mi się podoba, bo kontrola rodzicielska zaczynała się dopiero po powrocie moich rodziców ok. 16:00 smile Wychodzi na to, że nigdy nikomu nie można w pełni dogodzić wink
                              • martach0 Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 17:18
                                widze że przebywanie na świetlicy mojego dziecka i współczucie mu jednej z forumowiczek wprowadziło żywą dyskusję smile Tak w ramach wyjaśnienia, to napisałam to nie dlatego żeby ktoś wpółczuł mi bądź mojej córce. Temat rozbujał się o przebywanie studenta w czytelni. Więc stwierdziłam, że skoro małe dziecko może przebywać w świetlicy bez uszczerbku na zdrowiu fizycznym ani psychicznym, to student tym bardziej nie powinien mieć problemu z przebywaniem w czytelni (przecież to dorosły facet) big_grin
                      • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 12:37
                        > Większość Twojego otoczenia pracuje do 12?

                        Jest też opcja, że w ogóle nie pracuje albo że pracuje, ale ma opiekunkę do przyprowadzania dzieci do domu. Ale w moim otoczeniu żadna z tych opcji nie jest standardem smile

                        > Za mojego dzieciństwa świetlica to był standard a teraz to jak się okazuje rodz
                        > ice krzywdę nam robili. Czego to się człowiek nie dowie smile

                        Prawda?
                    • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 12:33
                      > Zauważam, że jest standardem dla niektórych (ale nie normą, norma dla mnie to o
                      > gół - nie zauważam takiego przykładu w swoim otoczeniu).

                      I Twoim zdaniem ogół rodziców zabiera swoje dzieci zaraz po lekcjach do domu?
                      Bo z moich obserwacji (3 podstawówki w różnych miejscach) wynika raczej to, że świetlice są wypełnione po brzegi i z trudem znajduje się miejsce dla wszystkich. Oznacza to, że rodzice w większości nie mają możliwości odbioru dziecka po lekcjach.
                      (o przedszkolach nie wspominając)

                      > Myślę, że przeżyłam już trochę lat tak jak teraz, to może dożyję do emerytury ;

                      Zapewne, ale zdziwiło mnie trochę, że Ciebie dziwią rzeczy normalne i współczujesz ich ludziom. To tak, jakbyś współczuła, że ktoś nie ma na podorędziu niani, służącej i szofera smile

                      R.

                      • zosiaonline Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 12:42
                        "Zapewne, ale zdziwiło mnie trochę, że Ciebie dziwią rzeczy normalne i współczujesz ich ludziom. To tak, jakbyś współczuła, że ktoś nie ma na podorędziu niani, służącej i szofera smile"

                        robitussin (skomplikowany masz nick big_grin), właśnie dla mnie to nie jest "normą". Normę odnoszę do naszego środowiska, czyli czy tak postępuje przysłowiowa 'większość osób z naszego otoczenia'. To odpowiadam - z mojego definitywnie nie. Nie, nie dziwi mnie to. Parę miesięcy jestem już w Polsce (przedtem byłam wiele lat za granicą) i widzę, że przeciętna rodzina musi godzić się na takie warunki życia i wychowywania dziecka. Nigdy tego nie potępiam, nie neguję ani nie oceniam. Ale dzieciom współczuję - chyba mogę? I nie będę zwalać na hormony wink

                        Krótko: nie oceniam, jedynie jest we mnie nuta zatroskania o te maluchy, które pół godziny czy godzinę samotnie czekają na rodzica, a cały dzień spędzają w świetlicy.
                        • naturella Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 14:59
                          Moje dzieci są w przedszkolu od 8 do 15, i tyle samo będą w szkole, mimo, że zajęcia będą np. do 12. Niestety, ale 3 godziny świetlicy każde z nich będzie musiało przeżyć. O 15 będzie odbierała ich niania, ja jestem w domu przed 18. Te 3 godziny pracy niani to 1/3 mojej pensji, i wydaje mi się, że i tak moje dzieci będą miały bardzo przyzwoicie, niestety kosztem mojego finansowego luzu. Na więcej nie jestem w stanie sobie pozwolić.
    • gk102 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 20:43
      Jestem ciekawa czy teraz po wyjaśnieniach autorki postu - odezwą się Ci którzy cały czas popierali roszczeniowość studenta, czy nadal uważają że dziecku się WSZYSTKO NALEŻY??
      • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 21:46
        gk102 napisała:

        > Jestem ciekawa czy teraz po wyjaśnieniach autorki postu - odezwą się Ci którzy
        > cały czas popierali roszczeniowość studenta, czy nadal uważają że dziecku się W
        > SZYSTKO NALEŻY??

        Autorka w pierwszym poście nie pisała o tym, że on jest roszczeniowy tylko stwierdziła fakt, że partner płaci ileś tam. Nikt chyba nie pisał, że mu się wszystko należy. Należy mu się pomoc na studia. Nawet jeżeli wynajęcie dużo kosztuje a ojciec ma kredyty. Ja odjęłabym sobie od ust, inni nie muszą. Mówie tylko jaka jest moja opinia. Zresztą autorka nie oczekuje rad w tym zakresie. Przyjęła, że będą tyle płacić.
        Trudno mi się odnieść do poszczególnych kwot, bo nie mieszkam od jakiegoś czasu w Polsce a przede wszystkim dlatego, że nie wyliczam nigdy ile wydaję na które dziecko. W kupie gospodaruje się inaczej, ekonomiczniej. Raz na jedno wiecej się wyda, raz na pozostałe.
        • malwina.113 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 23:04
          elle-joan napisała:

          Ja odjęłabym sobie od ust, inni nie muszą.


          jak juz ktoś napisał, studia to nie zawsze taka trafiona inwestycja, nie wiem czy wrato odejmowac sobie od ust i tym samym uczyc dzieci postawy egoistycznej, ze matka ma prawo głodowac bo dziecko chce sie uczyć - nic na siłe, nic kosztem zdrowia

          a jak student chciał 2000 to raczej bardziej podoba mu sie samo "studiowanie" niz uczenie,
      • sparkley78 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 21:53
        3.200 zł na alimenty... szkoda, że o 4.000 zł nie zawnioskowali, Warszawa przecież droga jest. Jak już syn skończy studia i znajdzie pracę to spłukany ojciec wystąpi o alimenty od majętnego synusia big_grin
        • malwina.113 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 22:39
          ja bym udała się do banku i zapytała o ten kredyt konsolidacyjny, lub jakąś inna ofertę może by zaproponowali w tej sytuacji, pewnie niezbyt korzystnie to by wyszło, ale nie macie wyjscia

          szkoda sprzedawać dom, skoro te problemy finansowe mogą okazać się przejsciowe,

          może telefon na karte, zrezygnowac z tv, moze nawet internetu

          jadłospisy, zakupy z kartką, tanie posiłki

          sprzedac jeden samochód partnera, bedzie dłużej dojeżdżał, ale mniejsze koszty, dodatkowa praca to dodatkowy grosz ale tez czas zabiera, a pewnie nie łatwo pracę dodatkową złapać, zalezy jaki ma się zawód - wiec na jedno wyjdzie - dłuzsze dojazdy ale pieniadze za paliwo w kieszeni (bilet jest tańszy)

          zlikwidowac/ zawiesic te 200zł funduszu

          tez uważam, ze alimenty za wysokie, że raczej nikt nie brał pod uwagę zdania partnera na temat kosztów studiowania i jego mozliwości finasowych, straszne jest to co piszecie, ze tak się dokupuje ludziom po rozwodzie (ja nie po rozwodzie, mąż, dziecko)

          pewnie ich obniżyć nie chcecie, bo domyslam się, że nie chcecie ujawniać swojej kiepskiej sytuacji finasowej...

          gdyby faktycznie studia były takie drogie to by wielu moich znajomych studiów nie kończyło
          oby tylko po tych studiach ten drogi w utrzymaniu student miał pracę

          aaa i my też mamy za sobą niefrasobliwą decyzję, jeszcze rok bedziemy spłacać pewien wysoki kredyt... mam nadzieje ze nic sie nie wydarzy i jakos dotrwamy


          tu na forum jest nie jedna osoba (z tego co zauważyłam) która przeszła przez ogromne tarapaty finasowe i dała radę, trzymam kciuki





          • cynamon2 Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 07:02
            Dziękuję za dodanie otuchy. W przypadku alimentów nie chodziło o ukrywanie sytuacji finansowej czy jakiś wstyd z tego powodu. Była żona uważa że ja zarabiam krocie więc były mąż może całą pensje oddać na dzieci, bo jakoś musi im wynagrodzić to że z nimi nie mieszka. A ja moge go utrzymać. Pokretna filozofia. W sądzie partner przedstawił wszystkie rachunki, pity i zaświadczenia. Sąd w Ciechanowie. Sędzina stwierdziła: jak na Ciechanów to pan i tak dużo zarabia, da pan sobie radę. I alimenty zostały zasądzone. Więc już niech takie będą, niech syn skończy studia, sie usamodzielni. Ja nie chcę żeby wypominał ojcu że przez niego nie miał szans na lepsze życie (co było w pozwie o podwyższenie alimentów).
            Fundusz chcemy zlikwidować, z uzbieranych środków spłacić kredyt na samochód. Może nawet coś zostanie. Będzie na plus 700 zł miesięcznie. Postaramy się oszczędzać nadal te 200 zł, ale nie w postaci funduszu, tylko na zwykłym koncie oszczędnościowym, na zasadzie żeby mieć na nieplanowane wydatki (typu naprawa samochodu). W zasadzie na razie niewiele innych pomysłów przychodzi mi do głowy. Dlatego też poruszyłam ten temat na forum. Bo może można zrobić coś o czym nie wiem, może sa jakieś możliwości pracy którą można wykonywać w domu (typu dawne adresowanie kopert), coś co można robić dorywczo jak dziecko pójdzie spać. Więcej ludzi = więcej pomysłów.
            • malwina.113 Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 09:31
              dobry pomysł "pracy dodatkowej" to zagospodarowanie ogródka (jak już ktos wspomniał), własny szczypior, ogórki, sałata - to na pewno duże oszczednosci na jedzeniu
    • solejrolia Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 22:34
      -skoro macie dom i działkę to na Waszym miejscu zainwestowałabym w ogródek- krzewy owocowe, jakieś czarne porzeczki,maliny, może truskawki, warzywnik- cukinia, jakieś pomidory, koperek, czy inne- mielibyście w sezonie świeże owoce i warzywa. i przetwory mogłabyś zrobić, albo pomrozić. zawsze to jakaś oszczędność (osobiście temat zgłębiam i uważam, że to bardzo duża oszczędność i mnóstwo frajdy)
      -oczywiście planowanie posiłków, tanie sklepy, głównie promocje i żadnych gotowców, ale to już klasyka i te kwestie wypunktowane są niemal w każdym wątku na tym forum. poczytaj, może znajdziesz dla siebie jakieś nowe rozwiązania.
      -wysprzedać wszystko co niepotrzebne, zwłaszcza rzeczy po dziecku są łatwo zbywalne, ciuszki i akcesoria.
      -kolejna rzecz, czy samochody są na gaz? myślę że warto w to zainwestować, taniej dojeżdżalibyście do pracy. ubezpieczenia- np PZU jest drogie, i warto się przyjrzeć jakie oferty mają różne firmy.
      -telefony, telewizje- sprawdź jakie macie abonamenty- może da się coś pokombinować.
      -jeśli macie kominek to bardzo dobrą opcją jest palenie drewnem jako ogrzewanie uzupełniające (u mnie to znaczna oszczędność na węglu, zwłaszcza, że często dostajemy drewno z jakiś wycinek, czy porządkowania ogrodów, dlatego nie palę brykietem, chociaż tak byłoby najwygodniej)
      -skoro pracujecie w różnych porach dnia, to może dałoby się zaoszczędzić na godzinach jeśli chodzi o nianię.
      a żłobek?
      może w pobliżu Twojej pracy, czy pracy Twojego męża jest żłobek, wtedy zmniejszyłyby się Wam koszty opieki nad maluchem.
      -i na Waszym miejscu przemyślałabym jeszcze raz temat alimentów. przeczytałam, co napisałaś, że nie chcecie zmniejszać, że syn nie akceptuje nowej rodziny taty, ale może jednak warto byłoby się przyjrzeć sprawie, czy chłopak faktycznie nie może mieszkać u Was, albo w akademiku, bo uważam 1700zł na dwoje dzieci to jednak dużo.
      (ja studiowałam początkowo na zaocznych, potem dziennie i studia skończyłam dzięki zamieszkaniu w akademiku oraz miałam kredyt studencki. oczywiście dorabiałam- sprzątaniem, a jak dorobiłam się rodziny, to mój mąż pracował na nocki w kafejce internetowej. i źle nie było finansowo, jak na studencką rodzinę mieliśmy całkiem dostatnio wink)
      jedno jest pewne, musicie przyjrzeć się dokładnie waszym wydatkom i jeśli teraz zaciśniecie zęby, to się uda- maluch nie będzie wiecznie potrzebował niani, a student wiecznie studiować nie będzie, i może wpadnie jakieś dodatkowe zlecenie czy podwyżka- powodzenia
      • cynamon2 Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 07:18
        Krzaczki i drzewka powoli rosną, ale dla małego jakieś owoce są, jagody zbieramy w lesie. Cukinie wczoraj właśnie zebrałam, podobnie jak ogórki. Pomidorki dojrzewają. Koper zamrożony. Mroże latem co sie da, już mam prawie pełną zamrażarkę. Sałata systematycznie dosiewana tak jak rukola. obok mieszka rolnik i część warzyw i owoców mamy od niego - taniej.
        > -kolejna rzecz, czy samochody są na gaz? myślę że warto w to zainwestować, tani
        > ej dojeżdżalibyście do pracy. ubezpieczenia- np PZU jest drogie, i warto się pr
        > zyjrzeć jakie oferty mają różne firmy.
        Oba auta w dieslu, na gaz się nie da. Ubezpieczenia najtańsze z możliwych - taniej się nie da. Dodatkowo mamy zniżki u znajomego agenta (plus małego miesta - wszyscy się znaja i sa znajomymi)
        wysprzedać wszystko co niepotrzebne, zwłaszcza rzeczy po dziecku są łatwo zbyw
        > alne, ciuszki i akcesoria.
        Wyprzedaję, co tylko się da.
        -telefony, telewizje- sprawdź jakie macie abonamenty- może da się coś pokombino
        > wać.
        Telewizji nie mamy, i tak mało czasu na oglądanie - szkoda pieniędzy. Internet w sierpniu sie kończy, zrezygnować nie chce właśnie ze względu na to że co jakiś czas wystawiam rzeczy na róznych aukcjach, a w pracy tego nie zrobię. Myślimy o internecie na kartę - doładowywanym w miarę potrzeb, chyba wychodzi najtaniej? To musimy przeanalizować.
        -jeśli macie kominek to bardzo dobrą opcją jest palenie drewnem jako ogrzewanie
        > uzupełniające (u mnie to znaczna oszczędność na węglu, zwłaszcza, że często do
        > stajemy drewno z jakiś wycinek, czy porządkowania ogrodów, dlatego nie palę bry
        > kietem, chociaż tak byłoby najwygodniej)
        kominek mamy (z płaszczem wodnym więc grzeje cały dom), zimą palimy dość dużo (jak tylko jesteśmy w domu). Niestety drewno też kosztuje. Gdzie można dostać drewno z wycinek? To byłaby dla nas naprawdę dobra opcja.
        -skoro pracujecie w różnych porach dnia, to może dałoby się zaoszczędzić na god
        > zinach jeśli chodzi o nianię.
        > a żłobek?
        Z nianią mamy umowę na stałą pensję. Raz jest dłużej raz krócej, w sumie przeliczając na godziny wychodzi tyle samo. Do żlobka mały się nie dostał, prywatnych- tańszych niż niania w okolicy nie ma.
        Dziękuję za rady. Konkretnie i na temat.
        • solejrolia Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 09:59
          ja zakładając ogródek przydomowy nakupiłam nasion w sklepie intern. firmy nasiennej www.legutko.com.pl , i sama wysiewałam, a teraz nie mogę doczekać się na własne dynie, fasolkę szparagową(już kwitnie, zaraz będzie zbiór) pomidory czerwienieją.
          mamy też poziomki, sałatę kruchą , zwaną lodową, kapustę, i brokuła, cukinię, koperek, szczypiorek.
          selery, pory- mama moja dostarczyła sadzonki.
          warzywa rosną bardzo dorodne.
          z krzaczków mamy maliny,agrest, czarną porzeczkę, borówkę amerykańską. kamczacka padła, mieliśmy 2próby posadzenia czereśni, nic z tego...szkoda. może wiśnia bardziej zaklimatyzuje się u nas.
          no i zioła- ale to na parapecie w kuchni- bazylia, oregano, mięta, tymianek, szałwia i rozmaryn.
          ale oszczędność to jedno, my mamy ogromną frajdę w dbaniu o nasze zagonki. i żeby było ładniej to wysiałam tam też pnący wilec i aksamitkę, która ponoć chroni przed szkodnikami. nie no szkodników nie mamy, zatem aksamitka na pewno chroniwink

          mam nadzieję, że ta wyliczanka zainspiruje Cię trochę.
          życzę Ci wszystkiego dobrego.
        • yoko0202 Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 10:03
          jeżeli chodzi o drewno i zrębki z wycinek to trzeba się zorientować w swojej okolicy, tam gdzie mam działkę czasami wiszą takie ogłoszenia przy urzędzie gminy
          mój brat z kolei od dawna poluje na stare meble, które ludzie chcą za darmo oddać (za wywóz) i które nadają się do palenia, raz na parę miesięcy pożycza z pracy na jeden dzień auto dostawcze, przywozi te meble na podwórko, rąbie i ma palenie na cały sezon; kiedyś trafiła się w okolicy rozbiórka starego drewnianego domku działkowego, za wywiezienie go z działki właściciel nie płacił a właśnie pozwolił go rozparcelować, pół wsi miało palenie na rok.
          sąsiad natomiast brał z pobliskiego tartaku całe wory trocin, podobno bardzo dobrze się tym pali.

          dowiedz się po okolicy, czy ludzie nie biją świniaków itp., u mnie 1 kg takiego mięsa wychodzi po 5 zł (!!!) no z tym że trzeba samemu to obrobić, dostajesz pół świniaka i hulaj dusza; może macie niedaleko jakąś ubojnię, fermę kurzą itp. - naprawdę poza miastem są ogromne możliwości, więc kombinujcie smile
        • bezmleka Re: Brakuje do pierwszego... 11.08.12, 14:39
          z internetu nie rezygnuj smile moze weźcie z cyfrowego polsatu za 15 zł miesięcznie ? wydaje mi sie to dość tanie smile
        • bezmleka Re: Brakuje do pierwszego... 11.08.12, 14:46
          poza tym dużo rzeczy mozna dostać w sieci za darmo - szczególnie dla dzieci - moze założysz bloga i zostaniesz testerka kosmetyków - myśle ze spora by była oszczędność smile
          nie wiem kim i twój partner jesteście z zawodu ale jest kilka stron odnośnie zarabiania w sieci (tworzenie, pozycjonowanie stron, tłumaczenia, wystawianie przedmiotów na aukcjach) moze nie są to duże pieniądze ale w kryzysie mogą pomóc smile jakbyś potrzebowała konkretnych linków to daj znać na anjaf87@gmail.com smile

          poza tym wydaje mi sie bezsensowna dyskusja o alimentach sa jakie są i miejmy nadzieję ze nie wzrosną ! syn nie jest biednym niewiniątkiem i sama studiowałam i wiem że mozna mieszkać w akademiku i dorabiać - szczególnie w wakacje więc nie rozumiem o co chodzi?
        • malina510 Re: Brakuje do pierwszego... 19.08.12, 17:40
          cześć. Zastanawiam się nad tą Nianią. Musi być, to pewne. Ale może gdzieś w okolicy mieszka drugi taki bąbelek jak Twój. Wówczas Twoja Niania mogłaby zajmować się w np. Twoim domu dwoma, np. za 650 od Ciebie i od drugiej mamy. Niania dostaje 1300, a Wy oszczędzacie po 350 każda. Oczywiście, trzeba by znaleźć rozsądne rozwiązanie na czas chorób jednego z dziecka (wówczas niania faktycznie ratuje sytuację), ale to dałoby się tez dogadać. Zerknij na forma może ktoś szuka Niani dla dziecka w podobnym wieku?
          Co sądzisz?
    • yoko0202 Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 00:05
      cynamon2 napisał(a):

      > Witam. Sytuacja finansowa coraz gorsza, nie wiem już co zorbić. Nie mam pomysłu
      > na czym mogę zaoszczędzić. Mieszkamy 40 km od Warszawy. Wydatki stałe spore-kr
      > edyt hipoteczny ok 1500, drugi kredyt (tzw. druga hipoteka) 724, opłaty (prąd,g
      > az,internet, śmieci,telefon-mój) ok 600-700 w zalezności od pory roku, kredyt n
      > a samochod (partnera) 500 zl, fundusz oszczędnościowy 200, alimenty 1700, niani
      > a 1000. Razem =6324. Zarabiamy po 4 tys. Wiec zostaje niecale 1700. Z czego mus
      > imy zatankowac dwa samochody po min. 500 zl na każy

      czy obie hipoteki są we frankach? jeżeli tak, to nie warto tego ruszać, ale jeżeli nie to może podpiąć pod to ten kredyt samochodowy?
      ewentualnie spróbować wydłużyć spłatę na maksymalną ilość (o ile oczywiście już tak nie jest...)
      zrezygnowałabym na razie z 200 zł oszczędności i dołożyła to do życia, a istniejący fundusz zostawić w spokoju i niech sobie leży; na życie wtedy jest 900, bez szału ale powoli
      sprawdź umowy z operatorami (net, kom itp.) - ostatnio podzwoniłam do swoich i okazało się, że udało mi się obciąć r-ki o prawie stówę, a mam więcej minut, szybszy net itp.
      + może jakieś oszczędności na prądzie, gazie i ewentualnie byłaby kolejna stówka.
      czy nie ma innej opcji niż niania?
      jeżeli żaden żłobek itp nie wchodzi w grę, to może rozejrzeć się po okolicy - moja znajoma również pracuje na zmiany i dziecko wtedy zostawia z niepracującą koleżanką, natomiast w wolnym czasie (weekendy itpl.) często pomaga tej koleżance przy jej niedołężnej mamie (zakupy, większe sprzątanie, mycie okien itp.), więc czasami rozliczenie miesięczne wychodzi im na poziomie 200 zł nie więcej.
      jeżeli chodzi o dorabianie, to nie wiem co umiesz i lubisz robićsmile a najprędzej to chyba załapać się na jakieś sprzątanie w okolicy w weekendy czy wieczorami.
    • solejrolia Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 08:06
      Z internetu nie rezygnuj, skoro nie macie tv- jakies okno na świat musicie mieć.

      A masz w swojej okolicy jakieś gospodarstwa rolnicze?
      rozejrzyj się, może jadąc do pracy mijasz przydrożnych sprzedawców i uda Ci się kupić worek ziemniaków, worek papryki czy skrzynkę jabłek- rolnicy sprzedają za grosze, to sklepy i markety mają ceny z kosmosu.
      a najlepiej gdybyś weszła w stały układ z kimś takim, może mogłabyś kupić świeże mleko, śmietanę, twaróg i oczywiście warzywa, owoce.
      teraz sezon zbierania owoców, może zagadać z rolnikami, że sami pozbieracie z pola, za to cena będzie niższa...teraz zbiera się wiśnie, za chwilę będą jabłka...
      nie wiem, kombinuję, ale może dałoby się coś takiego zorganizować

      moja koleżanka była tuż po studiach, i miała pensję głodową, jej mąż na studiach doktoranckich, przeprowadzili się z akademika na wieś, i weszli w taki układ z sąsiadami, gdyby nie to, to nie wiem, co ich małe dziecko miałaby jeść. poprawiła im się sytuacja, gdy mąż skończył studia, dziecko poszło do przedszkolasmilea oni spłacili kredyty studenckie, ale początki mieli tra-gi-czne. po prostu zacisnęli zęby i ułożyło się.
      trzymaj się i nie poddawaj.
      • solejrolia Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 09:50
        cynamon2 napisał(a):
        > obok mieszka rolnik i część
        > warzyw i owoców mamy od niego - taniej.

        nie doczytałam tego zdania.
        to dobrze, że znaleźliście to rozwiązanie.
        jeszcze przydałoby się poszukać taniego dostawcę mleka i nabiału, może mięsa....kupić ćwiartkę świnki i przerobić, to byłaby oszczędność.
    • starobrno Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 10:11
      Jak sie przeprowadzalam i rezygnowalam z telefonu, internetu itp to operatorzy sami proponowali mi duuuzo korzystniejsze warunki (np.3x wiecej minut przy opnizeniu abonamentu o polowe). Podzwon i popytaj, moze cos urwiesz.
      • dansch Re: Brakuje do pierwszego... 19.08.12, 21:34
        O właśnie to chciałam podpowiedzieć. Wystarczy zadzwonić i powiedzieć, że chce się zrezygnować i od razu dadzą Ci korzystniejsze warunki umowy. JA tak zrobiłam po namowie znajomej odnośnie komóry i karty kredytowej. A jak będziesz bardzo asertywna to Cię będą wręcz błagać o podpisanie umowy. Bo oni i tak na tym zarobią a Ty skorzystasz.
    • brak.slow _________ ? 25.09.12, 16:14
      jeśli wszystko dobrze ogarnęłam to oboje macie po 4 tys na rękę?
      macie straszne wydatki, wręcz kosmiczne!
      musisz trochę lepiej przeanalizować na co musisz wydać, a co możesz sobie odpuścić.
      Nie dokładaj do alimentów na jego dzieci, bo zdecydowana większość facetów nie dopłacałaby na dzieci partnerki. Kolesie na forach wypisują ciągle, że kobiety to materialistki i liczą się z nimi 50/50 a Ty zarabiając 4 tys ledwo wiążesz koniec z końcem, bo obciążyłaś się kredytami na remonty, na auto i Bog wie na co jeszcze.

      -idź do punktu PLAY, są teraz tzw abonamenty bez telefonu za 29 zł (+jedna oplata aktywacyjna 49zł dla każdej wysokości abonamentu (można wybrać opcję najwięcej minut bez internetu i innych bajerów)) masz 4 godz rozmów w abonamencie. umowa na rok. drugą umowę można wziąć za 19zł - 120 min. jak bedziecie chcieli z kims dluzej pogadać to i tak macie łącznie 6 godz. w abonamentach. wydatki na tel mozna tam kontrolować bardzo latwo wystarczy wpisać w tel kod 101 i zielona sluchawka

      -rezygnacja z głupot typu telewizja kablowa czy cyfrowa. drożyzna, a w pratyce i tak nie ma tego kiedy oglądać. kto ma czas na te 200 kanałów jesli pracuje calymi dniami i ma do tego male dzieci w domu?? mozna sobie zostawic pare programow typu tvp 1 / 2 polsat czy tvn czy co tam mają i płacić spółdzielni 5 zł za to.

      -internet.. bez niego ciężej się obyć, bo to bardzo pozyteczne narzędzie. tu bym nie rezygnowała, ale przy przedłużaniu umowy lepiej jest ją zerwać i od nowa wziąć niż przedłużać. pracowałam w takiej firmie i wiem jak sie traktuje stałych klientow- nie daje tanszej umowy!

      -wydatki na chemie. jeśli wciąż kupujesz domestosy cifym ariele pury i inne markowe syfy, to jesteś w błędzie. Lidl, Biedronka ma chemie bardzo tanią i równie dobrą, zaoszczędzisz bardzo dużo.

      -media. prąd: kup żarówki energooszczędne. wydatek na 1 raz jest duży, ale zwraca się szybko. możesz wybrać między żarówkami ledowymi, albo tzw osramami. do pomieszczeń gdzie się często klika światlem jak WC nie nadają się, szybko się taka zarowka spali. najlepsza jest do dziennego pokoju sypialni etc. przeanalizuj też urządzenia domowe, może coś ciągnie prąd ponad miarę a ty tego nawet nie wiesz. wyłączaj urządzenia z gniazdka, duzo ciągną czajniki elektryczne, nieszczelna lodówka, wyciagaj nawet ladowarki od tel z sieci gdy nie jest podpiety tel.
      gaz: piecyk gazowy można przykręcić na bardziej oszczędny tryb tj ustawić wolniejszy przepływ wody i mniejszy płomień gazu. gdy mielismy odkrecony na szybki przeplyw i duzy gaz, rachunki byly sporo wyższe!


      -ubrania dla dziecka. nawet bogaci kupują w lumpexach, bo mozna kupić rzeczy za 1zł od sztuki (np w Krakowie tak jest) dziecku nie oplaca się kupować nowych i tak zaraz wyrośnie. pieluszki mozna kupić tańsze niż pampers a kosmetyki dla dziecka najlepsze ma rossmann za kilka zl. bez żadnej szkodliwej chemii tak jak np johnsonn !
      -kolejna sprawa (fakt juz zaprzeszła) to meble dla dziecka...po co dziecku specjalne meble? wystarczy chyba łóżeczko i przewijak. ja jak bylam mala nigdy nie mialam dziecięcych mebli tylko normalne "dorosłe" szafy i półki i jakoś żyję. mieszkanie dzięki temu też lepiej wyglądało, bo mama nawet nie wpadła na taki śmieszny pomysł big_grin

      -samochody. no cóż tu się wymądrzać nie będę, sama bym chciała mieć samochód, ale mnie nie stać. wiem jakie to ułatwienie życia.niestety branie kredytu na samochód często źle się kończy, bo bierze sie kredyt gotówkowy, który jest bardzo drogi.

      na przyszłość rada od koleżanki, która się trochę zna na pieniądzach: nie bierz kredytu, na podratowanie finansów. nigdy! kredyt gotówkowy jest po to, zeby zarobił na nim bank, Ciebie on nigdy nie uratuje. oddasz dwa razy albo więcej niż wzięłaś. nie bierz kretydu na remonty lazienki kuchni czy podjazdu, to tak samo Cie zniszczy. lepiej jest odkładać powoli po 500zl niz wziąć raz 5000 i oddać po czasie 10.000

      nie doczytałam jednak na co jest drugi kredyt hipoteczny ten co wynosi 700 zł?
      jesli na drugie mieszkanie to czy wynajmujecie je komuś? to by was podratowało!


      nie rozumiem trochę czepiania się dziewczyny, żeby poszła dorabiać. Ona zarabia nieźle, ma 4 tys na rękę, do tego małe dziecko, które też potrzebuje matki. Bardziej zastanawia mnie pan partner, który zarabia tyle samo, a na swoje wydatki wyciąga od swojej obecnej kobiety, sprawiając, ze ta juz żyły sobie wypruwa, aby związać koniec z końcem.






    • mama_trzech Re: Brakuje do pierwszego... 26.09.12, 17:27
      Zmień auto lub auta na mniejsze, najlepiej na gaz = niższe ubezpieczenia oraz niższe wydatki na paliwo.

      • anika_ic Re: Brakuje do pierwszego... 25.10.12, 22:42
        Polecam również pomysł na oszczędzanie w postaci wirtualnej skarbonki - warto widzieć z czego się rezygnuje, na czym oszczędza, ile się tego uzbiera i na co przeznaczyć oszczędności. Warto zapoznać się z artykułem inspirujacacodziennosc.blogspot.com/2012/10/moja-bankowa-skarbonka.html
        Mnie to się bardzo przydaje, zwłaszcza, gdy jestem przekonana, że na coś mnie nie stać smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja