guderianka
22.08.12, 14:37
Oszczędna jestem od ok.9 lat. Wtedy "poszłam na swoje" i wiązało się to z koniecznością zaciśnięcia pasa i oszczędzania-z biedy. Z czasem oszczędzanie weszło mi(nam) w krew. Od 2004 roku prowadzimy z Mężem w exelu nasz domowy Budżet, planujemy wydatki, racjonalizujemy, podchodzimy rozsądnie do wydawanych pieniędzy. Nie kierujemy się marka-ale uzytecznością i trwałością, wartością odżywczą w przypadku jedzenie, składem materiału w przypadku ubrań itp. Oszczędzanie tak weszło nam w krew że nie zauważamy go-przenieślismy go na inne dziedziny życia-zakup ksiązek i ubrań (używane, te które można), sprzętów (np.wózek dla dziecka itp), segregowaniem śmieci, oszczędzaniem wody i prądu, zbieraniem żelastwa a potem sprzedaniem w skupie złomu ( z samych domowych "smieci"-stary telewizor,komputer, zepsuty odkurzacz czy grzejnik wpadło nam zimą do portfela prawie 250zł)
Do czego zmierzam.
Sytuacja , w której teraz sie znalazłam odpowiada mi jako osobie oszczędnej ale zarazem boli-bo mam szacunek do jedzenia i wytworów pracy rąk ludzkich. Od tygodnia sąsiad przynosi mi warzywa i owoce. Dorabia sobie w warzywniaku pomagając fizycznie i "ratuje" jedzenie, które własciciel wieczorami wyrzuca do smieci. Całe wory zieleniny, fasoli,brzoskwiń, jabłek....Dostalam od niego pomidory, ogórki (kilka kg), brzoskwinie-morele-jabłka-gruszki (kilka kg), marchew pietruche koper (ok 2 kg, 2 pęczki), kasze jęczmienną (2 opak, termin konczy sie we wrzesniu), pomarancze i mandarynki (ok.6 kg), buraki (kilka kg)banany,kukurydze, słoneczniki..pewnie cos jeszcze ale nie pamiętam. Nie przejadamy tego więc robię przecier pomidory, musy z brzoskwiń (akurat mam maluszka na stanie który za pół roku będzie je jadł), buraki pasteryzowane na sałatkę, ogórki chyba ukiszę bo ilez można jeść mizerię.

Puenta- jestem zaszokowana i zasmucona brakiem szacunku do jedzenia. My - i Wy również-szanujemy pieniądz, jedzenie, dajemy sobie rady na różne potrawy, dajemy rady co zrobic by nie wyrzucać jedzenia ale rozsądnie wykorzystac resztki a wlaściciele warzywniaków (pewnie tak jest w całej Polsce) wyrzucają wszystko do smieci, bez refleksji..Dodam, że obok mnie (a wiec tez tego warzywniaka bo sąsiad pracuje blisko domu0 jest dom dla samotnych rodzin z dziecmi-nie można tam tego pokierować ? Matki z chęcia obkroją obtluczenia, wytną to co sie nie nadaje i zjedzą...Jak nasz kraj ma być bogaty skoro ludzie nie szanują swej pracy, jedzenia..Jestesmy i będziemy biedni materialnie i mentalnie

Wybaczcie może trochę przydlugi post ale ruszyło mnie to bardzo..-tak bardzo ze po kilku latach na tym forum założyłam pierwszy wątek