karola2224
11.10.12, 12:48
Witam serdecznie, pierwszy raz piszę na tym forum, chociaż czytam Was od dwóch lat.
Potrzebuję trzeźwego spojrzenia na sytuację.
Od września 2013 moje dziecko idzie do zerówki, drugie urodzi się za miesiąc. Teraz dziecko chodzi do prywatnego przedszkola za które płacę 650 zł. Wybór mam taki: posłać od września do prywatnej szkoły czesne 720 zł, lub "za darmo" do publicznej na wsi.
Jak ja to widzę?
Szkoła publiczna - niestety kiepska, wiem bo sama w niej pracuję. Dyrektor jest mało asertywny, nauczyciele robią co chcą, zajęć dodatkowych zero, często lekcje się nie odbywają, są skracane i nieodpracowywane. Ogólny tumiwisizm. Plusy: szkoła darmowa, 10 minut od domu, mogę chodzić dzieckiem do pracy i wracać razem z nim. Minusy: tak jak pisałam wyżej plus to, że na zajęcia dodatkowe musiałabym wozić do miasta ok. 20-30 km w jedną stronę, płacić za nie plus kupić samochód żeby dziecko wozić. Mąż pracuje w mieście, mamy jeden samochód.
Szkoła prywatna: minusy to kasa, którą trzeba również płacić przez wakacje. Plusy: rano mąż wiezie dziecko do szkoły po drodze odbiera po południu. Nie ma wożenia na zajęcie dodatkowe, bo są one w szkole do wyboru do koloru. Dziecko ma do 13:30 lekcje, potem kółka, basen, tańce kto co lubi w cenie czesnego. Są w domu ok. 17tej. Nie muszę kupować samochodu, popołudnia mamy wolne. W szkole tej jest również przedszkole 520zł, do którego pewnie poszłoby drugie dziecko. Koszt to 1240 zł plus ewentualne wyżywienie. Pewnie kwota zamknie się w 1500zł. Przedszkola tu nie mamy, więc muszę wysłać dziecko do prywatnego.
Sytuacja finansowa wygląda tak, że lecimy teraz na styk. Mamy 6000 zł razem plus czasem jakieś zlecenie.
Kredyt mieszkaniowy 1650
tv internet 99
tel 60
prąd 150
gaz to zależy z sezonie grzewczym ok. 800, poza nim 100 na miesiąc
woda 65
szambo 120
przedszkole 650
polisy 170
lekarz dziecka plus leki 250
kredyt 520 (na 3 lata)
karty kredytowe 700 zł
paliwo 500
Plan mamy taki żeby dorobić dodatkowo tak aby pozbyć się kart kredytowych uwolnimy wtedy 700 zł, potem nadpłacać kredyt co da nam razem 1200 zł. Pierwsze zlecenie już wpadło i jest szansa, że pozbędziemy się przynajmniej połowy opłat na kartach. Jednak te pieniądze trzeba będzie przeznaczyć na naukę dzieci. Co byście zrobili na moim miejscu? Może jest jakieś rozwiązanie, którego nie widzę?
Nie palimy, nie pijemy, nie jemy na mieście żyjemy oszczędnie.