Dodaj do ulubionych

kredyt hipoteczny - dylemat singielki

19.11.12, 17:04
Na fali pytań o podejmowanie ryzyka, ja również zapytam o radę.

Od 5 lat wynajmuję pokój ze współlokatorami, mniej lub bardziej uciążliwymi. Mieszkanie ma niski standard ale jest tanie.
W przyszłym roku kończę 30 coraz bardziej mnie drażni mieszkanie z kimś. Zastanawiam się nad kredytem i sama nie wiem…
Zarabiam ok. 3200.
Rata ew kredytu byłaby na poziomie 1100zł. Na życie zostałoby mi 2100 więc teoretycznie ok.
Rachunki (czynsz do spółdzielni (chcę mieszkanie w starym budownictwie więc kwota będzie ok. 400zł (300 lato, 500 zima), prąd, woda, gaz, Internet) zakładam że będą na średnim poziomie 600zł mies.
Czyli na całą resztę typu jedzenie, ubrania, kosmetyki, paliwo, apteka, usługi (kosmetyczka, fryzjer, dentysta), jakaś rozrywka typu kino, książka, plus odkładanie na „czarną godzinę” zostaje 1500zł i to jest ok. Choć trochę ciasno jak by chcieć pojechać na wakacje czy pojawi się niespodziewany wydatek typu popsute auto lub coś podobnego.
I tu pytanie czy nakładać sobie tą pętlę w postacie kredytu? Z jednej strony chcę w końcu mieć swojej miejsce, ale z drugiej życie od 1 do 1 niezbyt mi się uśmiecha uncertain Myślałam o dorobieniu, ale nie wiem co miałabym robić, nie mam specjalnego wykształcenia, nie mam zdolności manualnych, pracuję do 18:00 więc na dodatkowy zarobek nie mam pomysłu (chwilowo).
Kolejna sprawa to to, że jestem sama, nie mam partnera, a to inaczej brać kredyt w 2 osoby niż samemu. Martwię się też tym, co jak stracę pracę a w nowej zapłacą mi mniej? Na początku mogę się posłużyć uskładaną rezerwą, ale co później? Rodzice mnie wspomogą ale na krótko. Ew negocjacje z bankiem w celu wydłużenia okresu spłaty i zmniejszenie raty?
Kuszą mnie spadające ceny nieruchomości i w sumie nie wiem na co mam czekać (na księcia z bajki z mieszkaniem wink ? )… bo nawet jeśli odłożę decyzję na rok, to przez rok odłożę może z 15 tys. i za rok znowu będę w punkcie wyjścia… Pomóżcie, bo nie mogę się zdecydować… chciałabym i się boję.
Czy może dalej wynajmować ale znaleźć sobie ładne mieszkanie i żyć jak człowiek? Ale to bez sensu płacić komuś, wynajem = rata itp.

Są tu może osoby w takiej sytuacji, które miały podobne dylematy? Co byście zrobili na moim miejscu?
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • crises Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 19.11.12, 18:16
      Brać kredyt i żyć jak człowiek.

      W porównaniu z większością singli i tak jesteś do przodu - masz jakieś rezerwy, na jakąś pomoc możesz liczyć.

      I pamiętaj, że z każdym rokiem rośnie Ci rata (kredyt się bierze na wszelki wypadek na tyle, na ile tylko dają, żeby mieć niską ratę na wszelki wypadek - i tak możesz spłacić wcześniej), są coraz większe problemy (większość banków wymaga od singli ubezpieczenia na życie, im jesteś starsza tym trudniej będzie je załatwić i wyższa będzie składka itp.).

      Jest dołek na rynku, deweloperzy cuda robią, żeby złapać klienta - tak nie będzie zawsze.
        • stef63 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 19.11.12, 18:42
          Ja na razie bym nie brała kredytu. Oszczędzałabym na mieszkanie. Koszty to nie tylko kredyt, potrzebna jest też kasa na wyposażenie mieszkania chociaż w podstawowe sprzęty, remont? - jak mieszkanie nie wymagałoby remontu to będzie droższe, a jak będzie wymagało remontu to kupisz taniej, ale kasę musisz wyłożyc na remont.
          Wydaje mi się, że ceny mieszkań jednak trochę zaczną spadac.
          Ten kredyt planujesz na ile lat: 20, 30?
          Zrób sobie mały eksperyment, odkładaj tyle ile wynosiłaby rata kredytu + opłaty gdybyś miała mieszkanie i zobaczysz czy dasz radę tak życ miesiąc w miesiąc. Jak się nie uda eksperyment to w najgorszym razie zostanie Ci kasa.
      • pani_replay Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 19.11.12, 19:07
        Poprawcie mnie jeśli źle myślę, ale branie jak najdłuższego okresu spłaty jest nieekonomiczne. Nie mam ochoty oddawać 150 000zł odsetek jeśli mogę oddać 100 000. Taka jest różnica pomiędzy spłatą 20 letnią, a 30 letnią. I wyjdę finansowo zawsze gorzej jeśli nawet spłacę wcześniej to mieszkanie czy sprzedam przy dłuższym kredycie. A na ten moment nie wiem (raczej nie zakładam, że to mieszkanie będzie tym docelowym). Celowo chcę by rata była jak najwyższa (w granicach możliwości) by jak najszybciej kredyt spłacić.
        Po prostu mam świadomość, że kredyt spowoduje, że staną pod znakiem zapytania wakacje w mojej ukochanej Portugalii, że będę miała wiszące zobowiązanie nad głową. Na ten moment jestem wolna, wydaję pieniądze tak jak chcę tylko z drugiej stronę męczy mnie tymczasowość i prowizorka która trwa już tyle lat.
        • zosiaonline Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 19.11.12, 19:30
          replay, warto postawić sobie (nie na forum) parę kluczowych pytań:

          - umowa na czas nieokreślony, jaki limit zarobków, czy jest możliwy wzrost/awans itp.
          - mobilność (czy ze względu na pracę, sprawy rodzinne-pomoc rodzicom itp.) nie będziesz zmuszona za N lat zmieniać miejsca zamieszkania (gdzie N < czas spłaty kredytu)
          - w wieku około 30stki z pewnością trudne jest mieszkanie z młodzieżą/studentami; ale musisz oszacować koszty (odstawienie samochodu wchodzi w grę może? tańsze wakacje lub przez parę sezonów wakacje w domu?). Coś za coś.
          - oczywiście wybór korzystnej oferty bazując na Twojej sytuacji z uwzględnieniem powyższych czynników.

          Na marginesie-my z mężem dawno dawno temu zaryzykowaliśmy. Fakt-jako małżeństwo, ale w obcym kraju - jednym, potem drugim, trzecim...Tak, początkowo kredyt. Teraz już nie szalejemy, wolimy spokój i na ten spokój możemy sobie pozwolić. Parę miesięcy temu kusiło nas by kupić piękną przedwojenną willę w dobrej dzielnicy, z działką przekraczającą 500m^2. Przeszło nam-kto by się tym cudem zajmował co dnia? A ja nadal gdzieś w tych wzruszających wspomnieniach mam nasze pierwsze mieszkanie - gdy mój mąż wstawał o 5 rano by umyć okna i zrobić mi niespodziankę jak wstanę. Lub śniadanie i kawę na tacy, bo nie mieliśmy stolika smile

          Aha, gdyby kredyt nie był najlepszym pomysłem w Twojej sytuacji - ja dawno wynajęłabym kawalerkę. Wolałabym płacić więcej niż mieszkać z obcymi ludźmi, bez cienia prywatności. Koszt pewnie podobny jak raty, ale jest swoboda w zmianie miejsca zamieszkania.
        • velluto Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 19.11.12, 21:30
          Nieekonomiczne? zależy jak na to spojrzeć.

          IMO lepiej zrobic sobie maksymalnie niską ratę - z nastawieniem, ze kiedyś wpadnie grubsza kasa, nadpłaci się i się wyrówna.

          Zarzynanie się wysoką ratą jest bez sensu, bo znacznie łatwiej stracić możliwość spłaty, i bardziej się odczuwa to co miesiąc.
        • crises Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 19.11.12, 22:27
          Bardzo źle myślisz, bo spłacać możesz zasadniczo dowolnie, byle nie mniej (coraz mniej banków ma obostrzenia dotyczące wcześniejszej spłaty), a w razie fakapu należy mieć jak najmniejszą ratę, natomiast na przestrzeni 20 lat prawdopodobieństwo fakapu dąży do jedności (w przypadku singla jeszcze bardziej niż w przypadku pary).
          • sengas Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 22.11.12, 10:02
            Nie słuchaj tych bzdur powyżej, bo tak to chrzanią doradcy w banku żeby wcisnąć klientowi jak najdroższy produkt i co niektórzy tutaj powielają te bzdety. Biorąc wysoki kredyt płacisz dużo więcej odsetek niż musisz - to wiesz. Ale nie wiem czy wiesz, że kredyt jest tak skonstruowany, szczególnie przy równych ratach, że w pierwszej kolejności spłacasz w racie głównie odsetki właśnie i niewielką część kapitału, przy kredycie na 30 lat dopiero po 15 latach te proporcje zaczynają się odwracać. Popytaj wśród kredyciarzy ile pospłacali kapitału po 5-6 latach - okaże się że bardzo niewiele.
            Bierz jak najmniejszy kredyt na jak najkrótszy okres na jaki sobie możesz pozwolić (rozciąganie kredytu na 30-40 lat też powoduje duży wzrost odsetek). W razie wojny zawsze możesz wystąpić do banku o wydłużenie spłaty. Tu masz kalkulator i możesz sobie porobić symulacje jak wygląda kwota odsetek i jaką część raty na początku spłacania stanowią odsetki a jaką kapitał w zależności od długości kredytu i wysokości.
            www.money.pl/banki/kalkulatory/kredytowy/
              • mama_dorota Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 22.11.12, 12:06
                Tak, właśnie nadpłaty zmniejszają kapitał, bo przecież odsetki nalicza się zawsze od aktualnego zadłużenia, choć pewnie i to warto sprawdzić, bo różne kombinacje zachodzą.

                Ale np. w Getin nadpłaty w 5-tym roku wiążą się z 5% prowizją i z każdym następnym rokiem 1% mniej, swoboda po 5 latach, kredyt straaasznie drogi. Nie zdaj się na doradców, sama sprawdzaj oferty, wnikliwie je analizując. Mnie doradczyni Notusa uparcie proponowała KB, którego oferta jest chyba najlepsza, ale z pewnych względów (brak potrzebnego mężowi oddziału na miejscu do wpłat gotówkowych) niedogodny.
              • sengas Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 22.11.12, 13:24
                Jesteś dużo bardziej rozsądna niż większość znanych mi kredytobiorców, więc nie powinnaś się raczej obawiać - umiesz liczyć i wiesz na co się decydujesz - to duży plus na twoją korzyść.
                Moim zdaniem po co robić nadpłaty (teoria teorią a życie życiem - zawsze znajdzie się coś na co potrzebna będzie kasa, a tak to nie ma bo trzeba zapłacić wyższą ratę), lepiej skrócić okres kredytowania, szybko spłacić i mieć to z głowy. Nadpłatę i tak zawsze można zrobić wink tyle że to często wiąże się z ukrytymi opłatami (prowizja za nadpłatę, opłata za aneks do umowy itp. itd. - więc pytanie po co? a odsetki co miesiąc trzeba spłacać wyższe...). Dlatego bierz na jak najkrótszy okres. Ja mam na 10 lat, wzięty w 2006 roku więc do końca już niewiele, tym bardziej że teraz trochę odłożyliśmy i nadpłacamy, co skróci nam okres kredytowania do 8 lat (czyli za dwa lata koniec!) - tobie też tego życzę. Nie słuchaj porad w stylu doradców kredytowych, którzy chcą sprzedać kredyt w jak najdroższej formie (mi też tak radzono, jeszcze lepsze hasło było: wziąć kredyt na jak najdłużej i jak najwięcej a resztę włożyć w fundusze - buahahahaha wink )
            • velluto Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 22.11.12, 21:58
              A słyszałaś o możliwości nadpłaty? łatwiej to zrobić, jeśli coś jeszcze zostaje z bieżącej pensji, a nie wtedy kiedy się ogląda każdą złotówkę, a pójście na L4 oznacza finansową katastrofę. Co kto lubi.

              nie zamierzam spłacać kredytu 30 lat, ale tez nie zamierzam się zarzynać. Żadna sztuka zmaksymalizować wysokość raty, a potem X lat tyłek szkłem podcierać, żeby było taniej. Co kto lubi, łatwiej spłacić 1000 zł niż 2 tysiące - i nadal żyć w przyzwoitym standardzie i nie odmawiać sobie wszystkiego.

              W nosie mam ile oddaję odsetek, podobnie jak w nosie mam ile co roku traci na wartości mój samochód. Nie widzę sensu myślenia takimi kategoriami.
              To po prostu cena takiego życia, jakie chcę prowadzić. Bez zaciskania pasa.
                • velluto Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 23.11.12, 20:38
                  Sorry, jak dla mnie myślisz tymi samymi kategoriami, co rodacy przeliczający ceny za granicą.
                  Równie dobrze mogłabym rwać włosy z głowy że mój samochód stracił 20 tys na wartości, albo ze oddałam biednym 2 wory ciuchów, które przeciez tyyyle kosztowały. Nie moja bajka zupełnie.

                  Powtórzę - to cena pewnego komfortu, albo chcesz ją ponieść, albo nie. Ale nie namawiaj dziewczyny na maksymalizowanie raty, bo ją zwyczajnie na to nie stać. Jej na życie zostanie relatywnie niewiele, i podniesienie raty pozbawi ją jakiejkolwiek poduszki finansowej, która JEST jej potrzebna. Bo będzie musiała się urządzić, a nie tylko kupić mieszkanie. Bo przy wyższej racie nie będzie miała nawet na dentystę, a nie odłoży tego "na za 10 lat". Jakikolwiek większy wydatek ją rozłoży na łopatki.

                  Skrócenie czasu spłaty bardzo podnosi wysokość raty.

                  Mam porównanie 2 kredytów na bardzo podobną kwotę (ok. 250 tys), jednego na 15 lat (acz z niższym oprocentowaniem) i tam rata jest 2400, a rata w drugim na 25 lat i wynosi 1500. zł Co wolisz?

                  zresztą IMO dyskusja jest bezprzedmiotowa, bo autorka nie ma raczej żadnego wyboru - będzie musiała wziąć kredyt na maksymalnie długi czas, bo to zwiększy jej zdolność. Ona nie zarabia na tyle dużo, żeby mieć możliwość skracania czegokolwiek.
                  • sengas Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 23.11.12, 21:17
                    > Mam porównanie 2 kredytów na bardzo podobną kwotę (ok. 250 tys), jednego na 15
                    > lat (acz z niższym oprocentowaniem) i tam rata jest 2400, a rata w drugim na 25
                    > lat i wynosi 1500. zł Co wolisz?

                    Coś kręcisz. Ni jak nie wiem jak ci to wyszło. Zakładam że pierwszy jest oprocentowany na ok 8% bo wtedy taka kwota daje ratę ok 2400 (raty równe). Więc jeśli drugi kredyt jest na taką samą kwotę, oprocentowanie (bo zakładam że nie jest niższe niż w pierwszym) i okres 25 lat, to rata wychodzi ok 1800. Sprawdź sobie www.money.pl/banki/kalkulatory/kredytowy/
                    • sengas Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 23.11.12, 21:25
                      Sorry odruchowo wpisałam 30 lat, na 25 lat taka rata wyjdzie nieco ponad 1900. Za to odsetki w pierwszym przypadku to 180tys w drugim 328tys.
                      Ale oczywiście nikt ci nie zabrania wieloletniego kredytu wink tak masz rację to cena jaką płacisz za dysponowanie większą kwotą na przyjemności. Po to właśnie stworzono kredyty, pożyczki gotówkowe, itd. żeby zarabiać na takich jak ty. Nie masz się co obruszać. Żyjesz konsumpcyjnie, na kredyt, płacą za to odpowiednią cenę. Twoja kasa, twoja sprawa.
                      A skoro dziewczyna pyta co jest bardziej opłacalne to odpowiadam. Nie dyskutuję na co ją stać a na co nie
                      • donkaczka Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 24.11.12, 23:02
                        > A skoro dziewczyna pyta co jest bardziej opłacalne to odpowiadam. Nie dyskutuję
                        > na co ją stać a na co nie

                        oo, najbardziej oplacalne jest kupienie mieszkania bez kredytu, a najlepiej otrzymanie go w spadku..
                        raty najkorzystniej jest ustawic jak najnizej, wlasnie zeby nie obciazac budzetu, nadwyzki odkladac na nadplaty, ale kredyt trzeba wybrac taki, ktory mozna nadplacac bez dodatkowych kosztow i gdzie odsetki sa przeliczanie przy zmianie kapitalu do splaty i tego pilnowac

                        my mamy kredyt na 100 lat big_grin (zagranica) ale splacimy go de facto w lat 16, bo co 5 lat nadplacamy sporo, wtedy jest okienko na splaty a kredyt liczony od nowa z tego co zostanie
                        wiec raty nas nie zarzna gdybyco, a odkladamy nadwyzki na nadplaty
                      • crises Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 25.11.12, 08:53
                        sengas napisała:

                        > A skoro dziewczyna pyta co jest bardziej opłacalne to odpowiadam. Nie dyskutuję
                        > na co ją stać a na co nie

                        Jasne, bo na pewno sytuacja osobista i finansowa założycielki wątku się zmieni z poniedziałku na wtorek.

                        Na imprezy "weźmy jak największą ratę, żeby szybciej spłacić", to ewentualnie może sobie pozwolić para dobrze zarabiających DINKS-ów, a nie singiel ze zdolnością kredytową prawdopodobnie na styk, o ile w ogóle.

                        Jak Ci napisano poniżej - najbardziej to się opłaca dostanie mieszkania w prezencie. Więc może przestań już pitolić głupoty.
                        • sengas Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 25.11.12, 17:45
                          > Jasne, bo na pewno sytuacja osobista i finansowa założycielki wątku się zmieni
                          > z poniedziałku na wtorek.

                          Naucz się odróżniać słowo "opłacalne" a "możliwe do zrealizowania" to wtedy podyskutujemy.
                          Im dłuższy okres kredytowania tym więcej płaci się odsetek i tym mniej korzystnie wygląda kredyt. To są fakty liczbowe.
                          Długoterminowy kredyt jest nieopłacalny i zwyczajnie kosmicznie drogi. Czy autorkę stać na krótkoterminowy kredyt, to już sobie musi sama ocenić. Na pewno jest on bardziej opłacalny dla kieszeni.
                          Czytaj proszę dyskusję ze zrozumieniem skoro bierzesz w niej udział
                          • crises Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 25.11.12, 19:29
                            Dobra, to ja będę powoli pisać, a Ty powoli czytaj: najbardziej opłacalne to jest dostanie mieszkania w prezencie, ale to jakby w przypadku zalożycielki wątku nie wchodzi w rachubę, choć DOSKONALE O TYM WIEMY, słowo harcerza.

                            Mamy dość danych, żeby wiedzieć, co jest dla założycielki wątku "możliwe do zrealizowania", a co nie. Jak bierzesz udział w dyskusji, to trzymaj się założeń, bo inaczej to równie możemy dyskutować o pomnażaniu mająku przez inwestycje w uran i pluton.
                            • sengas Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 25.11.12, 20:34
                              > Dobra, to ja będę powoli pisać, a Ty powoli czytaj: najbardziej opłacalne to je
                              > st dostanie mieszkania w prezencie, ale to jakby w przypadku zalożycielki wątku
                              > nie wchodzi w rachubę, choć DOSKONALE O TYM WIEMY, słowo harcerza.

                              A ja przypominam jakbyś nie rozumiała co czytasz, że dyskusja dotyczy tego czy bardziej opłacalny jest kredyt na krótszy czy na dłuższy okres. Więc nie wyjeżdżaj tutaj ze spadkiem, wygraną w lotka czy innym wyjętymi z d... argumentami.

                              > Mamy dość danych, żeby wiedzieć, co jest dla założycielki wątku "możliwe do zre
                              > alizowania", a co nie.
                              I tak się uparcie trzymasz swoich założeń, że kompletnie nie dociera do ciebie czego dotyczy dyskusja
                              • wyihdia Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 26.11.12, 11:41
                                sengas napisała:

                                > czy bardziej opłacalny jest kredyt na krótszy czy na dłuższy okres.

                                co powiesz na takie stwierdzenie:
                                Kredyt hipoteczny to najtańsze pieniądze na rynku. Opłacalne jest branie go jak najwięcej i jak najdłużej, bo inne źródła finansowania są droższe czyli mniej opłacalne.

                                Po drugie odrywasz opłacalność od sytuacji czyli ryzyka konkretnej osoby co sprawia, że wyliczanki zamieniają się w bajki liczbowe. Znasz się widzę na bankach więc nie powinieneś popełniać takich podstawowych błędów.

                          • velluto Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 25.11.12, 19:41
                            Nie rozumiesz jednego - że wzięcie kredytu na maksymalnie długi czas NIE OZNACZA, że będzie się go spłacać 30 lat. Wiadomo, że lepiej kredytu nie mieć, ale nie ma co dyskutować o oczywistościach. Swój kredyt zamierzam spłacić znacznie szybciej, tyle że nie chcę przez 5 lat żyć na pograniczu ubóstwa "żeby bank na mnie nie zarobił". Bank jest od tego żeby zarabiać, nie mam nic przeciwko temu.

                            Mając niską ratę możesz nadpłacić kredyt w prawie dowolnym momencie - i również skrócić okres kredytowania, obniżyć ratę albo jedno i drugie jednocześnie. Masz wybór, przy wnioskowaniu o krótszy kredyt/wyższą ratę - wyboru NIE MASZ. Bo wydłużenie/obniżenie raty jest proceduralnie mocno bardziej skomplikowane, część banków traktuje to jako osobny wniosek kredytowy, za który żądają kasy.
                            • sengas Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 25.11.12, 20:31
                              > Nie rozumiesz jednego - że wzięcie kredytu na maksymalnie długi czas NIE OZNACZ
                              > A, że będzie się go spłacać 30 lat.

                              Spłacenie go wcześniej, skraca okres kredytowania czyli piszesz mniej więcej o tym samym co ja.
                              Że kredyt długoterminowy jest nieopłacalny.

                              >nie nie zarobił". Bank jest od tego żeby zarabiać, nie mam nic przeciwko temu.
                              Jak najbardziej, napisane było przecież, że płacisz cenę za dysponowanie większą gotówką. Nie rozumiem takiego jałowego dyskutowania, piszesz dokładnie o tym samym ale tak żeby twoje było na wierzchu

                              >Masz wybór, przy wnioskowaniu o krótszy kredyt/wyższą ratę - wyboru NIE MASZ

                              Bzdura - możesz wydłużyć okres kredytowania w razie problemów, a w przypadku problemów ze spłatą przy kredycie na 30 lat to ty wyboru nie masz
                              (tłumaczyłam już że różnica w wysokości raty przy kredycie na 15 lat a na 30 nie jest wcale taka dramatyczna jak ci się wydaje, za to różnica w kwocie odsetek jest ogromna)

                              > wydłużenie/obniżenie raty jest proceduralnie mocno bardziej skomplikowane, część
                              > banków traktuje to jako osobny wniosek kredytowy, za który żądają kasy.
                              Podobnie jest z nadpłacaniem, jak i skracaniem okresu kredytowania. Część banków żąda za to prowizji i opłaty za przeliczenie salda. Nie widzę różnicy.

                              Piszesz trochę jak doradca kredytowy, który z uporem maniaka stara się wcisnąć droższy produkt. Lubisz przepłacać, twoja sprawa. Jeśli różnica kilkuset złotych robi ci tak wielką różnicę... no bywa i tak. Ale nie wypisuj bzdur że kredyt na 30 lat to lepsze rozwiązanie niż kredyt na 10 lat, bo tak nie jest. Przypominam jakbyś nie rozumiała co czytasz, że nadpłacenie kredytu powoduje że już nie jest to kredyt na 30 lat!
                              • velluto Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 26.11.12, 20:51
                                Nie KREDYT na 30 lat jest lepszy a WNIOSEK o kredyt na 30 lat. Nikt nie nalega, żeby spłacać koniecznie 30 lat, JEŚLI można szybciej. Ale autorka ma taki budżet jaki ma.

                                Nieprawda, że możesz bez problemu wydłużyć okres spłaty, tego typu zmiana jest traktowana przez część banków jako nowy wniosek, badana jest zdolność kredytowa na nowo, pobiera się od tego prowizję/opłaty jak od nowego wniosku. Będziesz zgadywać, czy za 5 lat np. bank zgodzi się wydłużyć okres kredytowania? A jeśli zmieni się strategia banku/tabela opłat i prowizji? Nie ma gwarancji czy się uda, bo nic tego nie reguluje poza aktualną polityką banku. Szczególnie, że po to się sięga, kiedy SĄ problemy, więc bank wcale nie musi iść na rękę.

                                W drugą stronę znacznie łatwiej, bo masz to w umowie - nadpłacić możesz bezprowizyjnie do 30% w ciągu pierwszych 3 lat, a potem w ogóle bez opłat . Tak ma większość popularnych banków, zresztą to się też negocjuje.

                                Wyjaśnij więc po co autorka ma ryzykować utratę płynności finansowej, skoro ten sam efekt (szybszą spłatę) można osiągnąć bez takiego ryzyka?

                                Różnica w racie przy 250 tys. między 30 a 15 lat jest rzędu 600 zł miesięcznie, odnieś to do sytuacji laski, która zarabia 3200, czy przeciętnego Kowalskiego w tym kraju.
              • sengas Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 23.11.12, 22:02
                > nie zamierzam spłacać kredytu 30 lat, ale tez nie zamierzam się zarzynać. Żadna
                > sztuka zmaksymalizować wysokość raty, a potem X lat tyłek szkłem podcierać, że
                > by było taniej. Co kto lubi, łatwiej spłacić 1000 zł niż 2 tysiące - i nadal ży
                > ć w przyzwoitym standardzie i nie odmawiać sobie wszystkiego.

                Jeżeli różnica na racie w podanej przy ciebie kwocie 250tys rozłożonych na 15 i 25 w wysokości 500zł (1900 zł a 2400) powoduje że musiałabyś się przez X lat podcierać szkłem to cóż... może jednak taki kredyt przekracza twoje możliwości i w jednym i w drugim przypadku? Dla większości ludzi którzy decydują się na ratę w wysokości ok 2tys te 500 zł w kieszeni więcej nie jest wielkim kokosem i warunkiem wyjazdu na wakacje . Oczywiście pod warunkiem że FAKTYCZNIE ich stać na taki kredyt, a nie dlatego że pan w banku tak powiedział. Kredyty, szczególnie wysokie, są dla bogatych - to oczywiste. Reszta się zrzuca na zyski banku.
                • velluto Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 26.11.12, 20:27
                  Akurat ja się nie muszę przejmować, nie martw się.
                  Ale już dla autorki różnica w racie rzędu 300 zł byłaby bardzo mocno odczuwalna, rocznie to daje całkiem przyzwoite wakacje i jeszcze zostanie na kosmetyczkę.

                  Skoro dla ciebie 500 zl to żaden wydatek, to skąd to liczykrupstwo ile bank na twoim kredycie zarobi?
    • johana75 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 19.11.12, 18:56
      Ja byłam w podobnej sytuacji , bo niby mam/miałam wtedy partnera, ale nie mogłabym liczyć na jego pomoc finansową i momencie jak się rozstaniemy, a tak chyba będzie to i tak kredyt bede ja spłacać, a dodatkowo mam dziecko, z tym że ja zarabiam znacznie wiecej. oczywiście tez się bałam takiego kroku, ale po 5 l. mam tyle oszczędności że chcę kupić inne mieszkanie troche większe ale tez tanie i do remontu.
      Ja bym kupiola na twoim miejscu bo jak długo można mieszkać na wynajętym?
      ile płacisz za wynajem?
      Za ile chcesz kupić to mieszkanie? I jakie duże?
      • pani_replay Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 19.11.12, 19:22
        Właśnie mało płacę za wynajem - ok 600mies. z rachunkami. Niski standard i stąd ta cena. Nie zależało mi by po skończeniu studiów brać kredyt, chciałam mieszkać skromnie, pieniądze wydawałam na podróże i starałam się odkładać. Poświęcałam się w imię czegoś, tylko, że po kilku latach mam dość. Nie mam szans odłożyć tyle by kupić mieszkanie za gotówkę - no chyba, ze zostanę tu nast. 10 lat. Ale nie mam aż tyle by wkład własny zauważalnie zmniejszył ratę.
        Chciałabym mieszkanie 2 pok, ok 40 metrów, warunek to duży balkon, sensowna lokalizacja (raczej centrum by w razie rezygnacji z samochodu nie jechać do pracy 1,5h w jedną stronę), niska zabudowa, dobre ustawienie okien (teraz mieszkam w mieszkaniu gdzie prawie wszystkie okna wychodzą na północ - koszmar, jest ciemno, w życiu bym takiego mieszkania nie kupiła). Jak na razie ciężko jest znaleźć mieszkanie jakiego szukam, w cenie, którą jestem skłonna zapłacić. Chciałabym kupować 2 drugim kwartale 2013,jeśli już.
        Volta, niestety na 2 połówkę widoków brak. Liczyłam, że wezmę kredyt z przyszłym mężem bo to sensowne rozwiązanie, ale jak nie mam widoków na zamążpójście... no cóż... ile można tak czekać?
        • ofelia1982 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 21.11.12, 11:05
          > Chciałabym mieszkanie 2 pok, ok 40 metrów, warunek to duży balkon, sensowna lok
          > alizacja (raczej centrum by w razie rezygnacji z samochodu nie jechać do pracy
          > 1,5h w jedną stronę), niska zabudowa, dobre ustawienie okien

          O jakim miescie rozmawiamy? powiedz jeszcze ze o Warszawie??
          Nie odbierz tego zle, ale dosc spore wymagania biorac pod uwage Twoja sytuacje. Nie każdy musi mieszkać w kamienicy w centrum..
          • pani_replay Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 21.11.12, 11:25
            Nie wszyscy mieszkają w Warszawie, bez przesady wink w moim przypadku mowa o Gdańsku lub Gdyni.
            Nie uważam żeby duży balkon czy dosłonecznione mieszkanie było sporym wymaganiem. Mieszkanie to nie kilo jabłek, że jak nie zasmakują to kupię inne. Nie wydam 200 tys na mieszkanie, które nie spełnia kluczowych wymagań, wolę wynajmować i szukać takiego jak będzie mi odpowiadać, bo to są rzeczy których nie zmienię.
                • pani_replay Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 22.11.12, 14:23
                  Nie chodzi mi o centrum w stylu okolice Długiej.

                  Myślałam o Wrzeszczu, Siedlcach, Suchaninie, Przymorzu, Oliwie, Morenie. Dla mnie to jest lokalizacja w miarę w centrum. Teraz mieszkam na Suchaninie - do centrum mam 15 minut, do autostrady 20-30 minut, do tego autobus do centrum, niedaleko tramwaj.

                  Nie zamieszkałabym np. w okolicy Szadółek czy koło tego osiedla obok Auchan, bo taka lokalizacja jest nieporozumieniem - przynajmniej dla singielki wink

                  Ty jesteś w 3city więc piszę tak dokładnie, innym nie tłumaczyć.
                  • zuzanna56 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 22.11.12, 15:17

                    pani_replay napisała:

                    > Nie chodzi mi o centrum w stylu okolice Długiej.
                    >
                    > Myślałam o Wrzeszczu, Siedlcach, Suchaninie, Przymorzu, Oliwie, Morenie. Dla mn
                    > ie to jest lokalizacja w miarę w centrum.


                    To sa fajne dzielnice, nie jest to centrum ale wszędzie blisko.
                    Ja z chęcią zamieszkałabym w Gdyni-Orłowie, ale ceny tam sa porażające.
    • volta2 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 19.11.12, 19:02
      a bank udzieliłby ci kredytu w ogóle przy takich dochodach?
      chyba że już masz jakiś zauważalny procent na wkład własny/

      z tego co się orientuję(ale słabo) to do kredytu singli często wymaga się dopisania rodziciela i wtedy w kryzysowej sytuacji nie ma że rodziciel pomoże, ale na krótko. będzie tak samo uwiązany jak dziecko.

      nie wchodzi w grę opcja pośrednia między mieszkaniem z obcymi a kupnem samodzielnie? czyli wynajmu samemu? możesz sie rozpatrzyć w sytuacji, czy za te przysłowiowe 1200 (czyli tyle ile rata) dajesz rade, i jak sie żyje?

      żadnych widoków na drugą połówkę?
      znam kilka singielek zakredytowanych samodzielnie - jednej łatwo, bo ma doskonały zawód i dobiegając 40 utrzymuje jeszcze pół rodziny
      druga - z 2,5 tys mieseęcznie ledwo zipie, a kawalerkę kupowała dawno temu, i w wielkiej płycie. też dziewczyna pod 40.
      kolejne wzięły się za budowy domów - ale obie to prawniczki, więc widoki na dochody mają dobre.

      to co je łączy i o czym mówią, to że nie przyznają się potencjalnym absztyfikantom że mieszkanie jest ich własnością, tylko że wynajmują. ale nie wiem, czemu tak robią? mówią że testują, czy padnie propozycja " zamieszkajmy razem" czy tam "przeprowadź się do mnie"
      • gogologog Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 21.11.12, 00:47
        >
        > to co je łączy i o czym mówią, to że nie przyznają się potencjalnym absztyfikan
        > tom że mieszkanie jest ich własnością, tylko że wynajmują. ale nie wiem, czemu
        > tak robią? mówią że testują, czy padnie propozycja " zamieszkajmy razem" czy t
        > am "przeprowadź się do mnie"

        A to niezle, niezle
    • kitkat22 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 19.11.12, 19:55
      jak najdłuższy okres kredytowania wcale nie oznacza, ze będziesz musiała spłacic więcej niż zamierzasz. Mozna wziac kredyt wg nastepujacych warunkow: raty równe i mozliwość napłacania kapiatłu bez opłaty (bank zabezpiecza sie żeby to nie było wiecej niz x % kapitalu przed upływem x lat od momentu otrzymania kredytu.Do czynszu i innych oplat Dolicz jeszcze podatek od nieruchomości lub oplate za wieczyste użytkowanie. jesli masz samochod to też koszty jego utrzymania ubezpieczenie, tankowanie, oplaty związane z parkowaniem ( parking). Masz juz odłożone jakies pieniądze na wkład własny, od tego zalezy wysokosc oprocentowania kredytu. Odpowiedz sobie na pytanie ile miesiecy jestes w stanie przeżyć i splacać raty za mieszkańie jesli stracisz pracę, a rodzicom skończą się zasoby żeby Ci pomóc, a co jeśli znajdziesz prace ale pensja będzie nizsza. Weź to pod uwagę zanim podejmiesz decyzję
      • mama_dorota Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 22.11.12, 11:18
        Niska rata kredytu dla osoby, która potrafi już odkładać (a ty jak widać potrafisz) jest dobrym rozwiązaniem. Też wzięliśmy teraz z mężem kredyt na zakup działki. Biorąc pod uwagę nasze różne zakupy z ostatnich 3 lat spokojnie powinniśmy dać radę ze spłatą w 5 lat, ale ponieważ ten zakup wiąże się z budową (w twoim przypadku z remontem i/lub wyposażeniem), musimy mieć przez jakiś czas ratę niższą, zaś po zakończeniu inwestycji zamierzamy płacić podwójną.
        Jestem na bieżąco z ofertą banków. Są obostrzenia we wcześniejszej spłacie, ale po kilku latach w zasadzie każdy już pozwala nadpłacać bez opłat. KB nawet na początku w rocznico-miesięcznicę, a PKO nalicza przez 3 lata 0,5% prowizji, czyli od 500 zł tylko 2,5 zł. Nadpłata zmniejsza od razu kapitał, a w konsekwencji odsetki od każdej raty, więc płacąc nawet typową ratę spłacasz więcej kapitału.

        Myślę, że warto skorzystać teraz z RnS, bo jest także na mieszkania z rynku wtórnego, oferta dla młodych, która ciebie obejmie ma dotyczyć tylko nowych. A co się stanie jak będziesz miała dołek? Weźmiesz sobie lokatora na jakiś czas i co ważne, będziesz miała wtedy większy wpływ na to, kim jest ta osoba, niż teraz.

        Przydałoby się tylko trochę wkładu własnego, nie warto wydawać na niego wszystkich oszczędności.
    • velluto Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 19.11.12, 21:27
      Ostatni gwizdek, żeby się załapać na RnS, zawsze to ciut lepiej niż bez dopłat.

      Jeśli masz możliwości TERAZ, to bierz. Take same dylematy będziesz miała i za 3 lata i za 5 lat. Masz zdolność kredytową, korzystaj.

      Najlepiej byłoby, gdybyś znalazła jakieś małe 2 pokojowe mieszkanko - wtedy zawsze jest opcja że wynajmiesz komuś jeden pokój, jakby bieda przycisnęła.
        • velluto Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 21.11.12, 19:46
          To weź kredyt na małe 2 pokojowe, dobierz sobie tymczasowo kogoś do mieszkania, żeby się nie zarżnąć na poczatek - i zobaczysz jak to wyglada.

          Teoretycznie nie będzie się to różniło od obecnej sytuacji, w praktyce - będziesz panią u siebie, relatywnie niskim kosztem. Za 5 lat na pewno nie pójdziesz już na taki układ, teraz jeszcze przełkniesz.
    • ponponka1 ceny jeszcze spadna 20.11.12, 10:19
      Zatem kupujac dzisiaj bedziesz miala za rok kredyt wiekszy niz wartosc mieszkania. Mieszkanie kupuj jak ceny zaczna rosnac przez conajmniej rok. Nie boj sie nie beda tak szybko rosnac jak jeszcze beda spadac.
      Teraz to za duze ryzyko, no chyba ze masz gotowke i nie planujesz sprzedazy mieszkania przez najblizsze 20 lat smile
    • falllen_angel Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 20.11.12, 10:54
      Po kolei:

      (1) Mieszkałem ze współlokatorami będąc po 30 i bardzo miło wspominam ten okres. Zawsze było z kim pogawędzić, butelkę zrobić, pokucharzyć wspólnie czy film popatrzeć. Dużo lepsze rozwiązanie niż mieszkać samemu, moim zdaniem - ale to zapewne kwestia osobowości. Faktem jest, że zwykle były to mieszkania o podwyższonym standardzie, jakieś 100-120 metrów na 3-4 osoby. Zmywarka była obowiązkowa, ponieważ jednak standardy czystości są różne u różnych ludzi.

      (2) Sama zakładasz, że mieszkanie nie będzie docelowym, więc czy jest sens je kupować? Zakłada się, że minimalny okres na jaki warto zakupić mieszkanie to 5 lat. Weź po uwagę koszty transakcji, które wynoszą do 3-5% wartości. Zastanów się, kto to potem kupi, za ile oraz jak długo będziesz sprzedawała.

      Przeczytaj sobie:

      wyborcza.biz/finanse/1,108340,12882224,Koniec_swiata_deweloperow__W_Polsce_bedzie____za_duzo.html

      (3) Chcesz mieszkać w Polsce? Najbliższe dwa lata to nie będzie eldorado, a potem zapewne będzie gorzej. A jak postanowisz kontynuować karierę zawodową poza granicami (k)raju nad Wisłą? Bardzo trudno się wynajmuje na odległość, jest to bardzo męczące i upierdliwe. Sprzedaje się też nie łatwo na odległość.

      (4) Kredyt. Nie wiem z jakiego miasta stukasz, ale za 1100 PLN raty na 30 lat to dostaniesz 160 000 - 180 000PLN. Nie poszaleje się na zakupach za taką kasę na przykład w Warszawie. Nie ma czegoś takiego jak negocjacje z bankiem w przypadku problemów ze spłatą, jest tylko wykonywanie poleceń bankiera. Negocjować to sobie z bankiem możesz jak trzymasz tam 500 000PLN, a nie gdy masz tam kredyt (ewentualnie gdy możesz ten kredyt spłacić w ciągu tygodnia).

      (5) Wynajem jest najbardziej elastyczny. Masz problemy z pieniędzmi? Wynajmujesz tańsze, wynajmujesz grupowo, wracasz do rodziców (tymczasowo). Wszystko załatwiasz w ciągu miesiąca, dwóch, bez żadnego łańcucha. Ja obecnie widzę moją firmę z okna wynajmowanego mieszkania, idę tam trzy minuty, może pięć jak wyrzucam po drodze śmieci. Gdybym kupił mieszkanie dwa lata temu to koszty dojazdu oraz czasu spędzonego na dojazdach pochłonęły by mi więcej niż polowe sumy, którą płacę za wynajem. Weź pod uwagę, że nie musisz zmieniać firmy, to firma może zmienić lokalizację w ramach cięcia kosztów smile

      (6) Kupowanie mieszkania, nawet za gotówkę, to bardzo średni pomysł w obecnej chwili. Ale to moje prywatne zdanie i mój sposób na życie.

      W.
      • volta2 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 20.11.12, 11:57
        Mieszkałem ze współlokatorami będąc po 30

        to już rozumiem skąd ten jad się sączy i przeboleć nie możesz, że komuś firemka chce 200 metrów opłacić, limuzynę podrzucić i za sprzątaczkę zapłacić.

        nawet zaczynam ci troszkę współczuć, choć zapewne powiesz że nie potrzebujesz, bo miałeś świetnych współlokatorów...hm
        • falllen_angel Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 20.11.12, 12:45
          volta2 napisała:


          Zasadniczo z Tobą nie rozmawiam, ze względu na niechlujny i prostacki styl wypowiedzi, ale dziś zrobię wyjątek.

          > nawet zaczynam ci troszkę współczuć, choć zapewne powiesz że nie potrzebujesz,
          > bo miałeś świetnych współlokatorów...hm

          Nie musisz współczuć, ponieważ mieszkałem jak chciałem, gdzie chciałem i z kim chciałem, a nie na końcu trzeciego świata, ponieważ właśnie tam zabrał mnie mój pan i władca...

          W.
          • volta2 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 20.11.12, 13:42
            żeby być zasadniczym to trzeba mieć zasady

            ty słyszałeś coś o jakich przedowjennych - ale widać google nie wystarczająco ci o nich wyłuszcza wiedzę, bo slabo ją wcielasz w życie(forumowe przynajmniej)

            i dobrze wiedzieć, że ze mną już nie rozmawiasz, rozumiem że limuzyny ci skutecznie podnoszą ciśnienie i musisz się oszczędzać, żeby zawału nie dostać - dla mnie to całkiem dobra wiadomość.

            na końcu trzeciego świata
            zapewniam ze w 200 metrach trzeciego lepiej się żyje(z limką i sprzątaczką) niż w łubielwianej zachodniej cywilizacji na 120 w cztery łobce ludzie. niestety, nie będziesz miał okazji się o tym przekonać, więc rozumiem frustracyjki ulane pod moim adresem.

            pan i władca?
            gdzie ty byś tam panem i władcą mógł zostać z tymi czterema łobcymi głowami na 120? z czym do ludzi? toteż tylko poszczekać możesz.

            • falllen_angel Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 20.11.12, 14:08
              volta2 napisała:

              > żeby być zasadniczym to trzeba mieć zasady
              >
              > ty słyszałeś coś o jakich przedowjennych - ale widać google nie wystarczająco c
              > i o nich wyłuszcza wiedzę, bo slabo ją wcielasz w życie(forumowe przynajmniej)

              Widzę, że są już znaki przestankowe i błędów jakby mniej... jeszcze popracuj trochę nad składnią oraz stylem to może nawet da się Ciebie czytać.

              Mam tylko nadzieję, że nie odbyło się to kosztem dzisiejszego obiadu dla Pana i Władcy, bo może okazać się, że będziesz musiała wrócić skąd przyszłaś... I to w jednej koszuli...

              W.


              • volta2 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 20.11.12, 14:31
                myślisz że niechlujny styl wypowiedzi chciałoby mi się dla szczekacza zmieniać? i to moco monotematycznego?

                oj coś ego wyrasta za duże

                pan i wladca ma obiadki serwowane w pracy na koszt firemki więc kwestia wyjścia w brylatnach z małżeństwa nie jest skorelowana z tymi prostymi czynnościami. to, że ty nie zapewniasz futra z norek na wyjscie to już wiemy, nie musisz nic dopisywać.

                czy pan magister googla nie doinformował się że pan i władca opuścił mnię na dłużej?
                czy też ja jego ten tego?
                czy pan umie tylko te pkb krajów trzeciego świata tak sprawnie wyszukiwać?




    • virgaaurea Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 20.11.12, 15:00
      nie zdecydowalabym sie na pewno;

      pytanie - po co?
      rozumiem (troche) pary, ktore wola placic rate niz za wynajem, bo w perspektywie przekaza mieszkanie dzieciom;

      w Twojej sytuacji - moze za jakis czas sie z kims zwiazesz i zechcesz zamieszkac, lepiej brac kredyt, wybierac mieszkanie - razem; nie tylko ze wzgledu na finanse, fajniej, jesli to jest wspolna decyzja, bo ludzie maja rozne preferencje, czasami kompromisy przy tych decyzjach tez sa wazne; do tego jesli zdecydujesz sie na zalozenie rodziny, to nawet dla takiej z 1 dzieckiem to mieszkanko bedzie za male; zmiana mieszkania to ogromne zamieszanie, finansowe, logistyczne, pozarajace mase czasu;

      jesli zdecydujesz sie pozostac singielka - o wiele latwiej jest wynajmowac, bedziesz wiele bardziej mobilna, a prawdopodobienstwo, ze bedziemy zmuszeni do podrozowania za praca w kolejnych latach rosnie; do tego bedac singielka o wiele latwiej sie zdecydujesz na prace w drugim koncu europy, jesli akurat dostaniesz fajna oferte; ok, bedziesz placic za wynajem a nie "za swoje", ale czy to w tym ukladzie takie kluczowe ze za 30 lat to bedzie twoje?

      jesli zdecydujesz sie (albo tak wyjdzie) ze bedziesz singielka z dzieckiem to jest chyba jedyny uklad, gdzie zdecydowalabym sie na zakup w pewnym momencie (o ile bedziesz zyc w PL), ale jeszcze nie teraz, raczej dopiero w momencie, kiedy dziecko pojdzie do szkoly i bedzie potrzebowalo stabilizacji, a ty bedziesz przekonana, ze prace masz na tyle stabilna, ze tez malo prawodopodobna bedzie zmiana miejsca ze wzgledu na prace;

      podsumowujac - policzylabym ile potrzebuje na wynajem, zyla tak jak teraz (z innymi ludzmi, odkladajac te kase), a jesli okazaloby sie, ze daje rade, to wynajelabym cos malutkiego w fajnej lokalizacji i przyjemnym standardzie;
      • johana75 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 20.11.12, 15:47
        Jest jeden minus wynajmnowania taki dośc ważny przynajmniej w Pl. ze z emerytury moze nie byc jej stac na wynajem w wieku 65+
        No i jest sporo innych minusów...np. moja przyjaciółka mieszka
        w w Irlandii tam pracuje a w Pl ma mieszkanie na kredyt. Nie chce go wynajmować tylko utrzymuje je, bo jak przyjeżdża to chce miec spokój u siebie i chce miec swoje miejsce na ziemi do którego moze wrócić.
        ja wolałabym mieć własne mieszkanie bo może sie okazac że bedziesz meszkac tam całe zycie, a nawet jak się wyprowadzisz to możesz je wynajac...
        • falllen_angel Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 20.11.12, 16:00

          > np. moja przyjaciółka mieszka
          > w w Irlandii tam pracuje a w Pl ma mieszkanie na kredyt. Nie chce go wynajmować
          > tylko utrzymuje je, bo jak przyjeżdża to chce miec spokój u siebie i chce miec
          > swoje miejsce na ziemi do którego moze wrócić.

          Mój znajomy w Saint Tropez trzyma jacht. Też rzadko daje w czarter. I to jest argument za tym, że wszyscy sobie powinni jachty pokupować? Najlepiej na kredyt?

          W.
          • johana75 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 21.11.12, 09:38
            > Mój znajomy w Saint Tropez trzyma jacht. Też rzadko daje w czarter. I to jest a
            > rgument za tym, że wszyscy sobie powinni jachty pokupować? Najlepiej na kredyt?
            >
            > W.
            To nie jest argument, tylko po prostu każdy widzi to inaczej. Ja sama tez nie wyobrażam sobie nie mieć własnego mieszkania (jeśli chodzi o Pl.) Wynajmowałam pokoje, mieszkania przez 10 lat w Polsce i za żadne skarby nie chciałabym do tego koszmaru wrócić. Za to w De. nie kupiłabym mieszkania na własność , bo rynek wynajmu jest przyjazny dla najemców i nikt nie przychodzi niespodziewanie i nie wyrzuca cie z mieszkania, chociaz za nie co miesiąc płacisz regularnie....
        • astrum-on-line Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 20.11.12, 21:54
          Jest jeden minus wynajmnowania taki dośc ważny przynajmniej w Pl. ze z emerytury moze nie byc jej stac na wynajem w wieku 65+

          A jak weźmie mieszkanie na kredyt to tak chwilę przed emeryturą skończy spłacać. Jak skończy spłacać to już prawie będzie mogła wziąć odwróconą hipotekę na mieszkanie i dokładać z kolei do emerytury.
          Czyli kupi mieszkanie za 300 000, zapłaci 600 000, odzyska może 100 000. Biznes roku.
    • gogologog Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 21.11.12, 00:41
      > Kolejna sprawa to to, że jestem sama, nie mam partnera,

      > i w sumie nie wiem na co mam czekać (na
      > księcia z bajki z mieszkaniem wink ? )

      Ty nie szukaj ksiecia z bajki ani partnera tylko chlopa ciagnij do oltarza i demografie poprawiaj bo pozniej bedzie trudniej.
      Jak trafisz obrotnego to dorzuci drugie 3200 i dacie rade z kredytem
        • carolina-8 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 21.11.12, 19:03
          Ja kupiłam mieszkanie jako singielka 2 lata temu i byla to moja najlepsza decyzja w życiu.
          Też miałam podobne dylematy,że mam zobowiązanie na 30 lat, a co się stanie jak stracę pracę, jak zachoruje itd. A zarabiałam mniej niż Ty. Kupiłam 36mkw (2 pokoje) do remontu w drodze przetargu od spółdzielni mieszkaniowej za fajne pieniądze. Chciałam mieszkanie zrobić po swojemu...bank mi dał na remont mieszkania 20% wart. kredytu i mogłam sobie mieszkanko zrobić jak chciałam.
          Opłaty miesięczne (rata kredytu+czynsz, energia, komorka, bilet miesięczny -jeszcze jakieś drobne raty kredytu ratalnego były w wys. ok 2 tys. zł) mnie na początku przygniotły, i było mi cięzko zanim wpadałam w rytm tego poziomu wydatków-szczególnie, że ciągle coś trzeba było jeszcze dokupić do mieszkania..Ale potem było łatwiej, jakaś podwyżka w pracy była, coś tam spłaciłam itd..
          Bałam się..Ale wiedziałam,że mnóstwo osób jest w tej samej sytuacji, poza tym nie miałam innej opcji na posiadanie lokum jak kredyt hipoteczny.

          Pamiętam że moje wątpliwości rozwiała rozmowa z kolegą z pracy, któremu zwierzyłam się,że boję się brać kredyt i mieć ratę w wys. 40% moich zarobków ok 1100 zł. I kolega, który kupował mieszkanie na kredyt przed bumem mieszkaniowym czyli ładnych parę lat temu, (poręczała mu chyba wtedy cała rodzina, jakiś znajomy aby móc wziąć tą mieszkaniówkę)-miał wówczas ratę za mieszkanie w wys. 600,00 zł.. i powiedział mi,że gdy brał kredyt, to była dla niego ogromna kwota, a teraz ?? i powiedział abym spojrzała to na to w ten sposób, że za chwilę to moje 1100 zł, będzie stanowiło 20% moich dochodówsmile
          Jestem na swoim, mam ładne i wygodne mieszkanie, własną prywatność-cenię to sobie.
          Ale każdy ma inne potrzeby..
            • carolina-8 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 22.11.12, 21:39
              źle się wyraziłam,to była najlepsza decyzja w moim dotychczasowym życiusmile
              założycielka wątku poprosiłam o opinię ludzi, którzy mieli podobne wrażenia więc się wypowiedziałam.
              Nie wiem co będzie jutro, za tydzień a tym bardziej w ciągu najbliższych 28 lat, ale myślę, że sobie poradzę.
              Pozdr.
          • falllen_angel Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 21.11.12, 21:28
            carolina-8 napisała:

            > i powiedział abym spojrzała to na to w ten sposób, że za chwilę to moje 11
            > 00 zł, będzie stanowiło 20% moich dochodówsmile

            Skoro planujesz przenieść się do Londynu za chwilę to po co Ci nieruchomość w Polsce?

            W.

            PS. Nie wiem czemu, ale wygląda mi to na marketingowy post naganiacza....


          • tiszantul Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 21.11.12, 21:59
            > Pamiętam że moje wątpliwości rozwiała rozmowa z kolegą z pracy, któremu zwierzyłam się,że boję się brać kredyt i mieć ratę w wys. 40% moich zarobków ok 1100 zł

            > i powiedział abym spojrzała to na to w ten sposób, że za chwilę to moje 11
            > 00 zł, będzie stanowiło 20% moich dochodówsmile

            Ciekawe w jakiej branży szykuje się podwyżka pensji o 100%. A może zamierzasz wziąć drugi etat?
              • tiszantul Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 23.11.12, 11:26
                > O jakie 100% wzrost pensji ? napisałam,iż w momencie podpisywania umowy, rata kredytu stanowiła 40% dochodów, a obecnie to 30%.
                > Myślę,że dobicie do 20% jest możliwe.

                Napisałaś, że decyzję o kredycie wzięłaś w oparciu o wypowiedź swojego kolegi:

                > Pamiętam że moje wątpliwości rozwiała rozmowa z kolegą z pracy, któremu zwierzyłam się,że boję się brać kredyt i mieć ratę w wys. 40% moich zarobków ok 1100 zł

                Wypowiedź kolegi była natomiast taka:

                > i powiedział abym spojrzała to na to w ten sposób, że za chwilę to moje 11
                > 00 zł, będzie stanowiło 20% moich dochodów

                Żeby stosunek raty do dochodów spadł z 40% do 20%, dochody muszą wzrosnąć o 100%, ewentualnie to samo załatwi obniżenie raty o 50%.

                W Twoim przypadku jak piszesz dochody już wzrosły o 20% i teraz wystarczy, by jeszcze raz wzrosły o taką samą sumę pieniędzy (po takim ładnym wzroście o 20% teraz wystarczy już tylko wzrost o niecałe 70%), więc z zaciekawieniem ponawiam pytanie - cóż to za dynamiczna branża? Tu na forum jest parę osób przekonanych, że jest coraz drożej i na pewno byłyby zainteresowane, gdzie można dobrze zarobić.
                • tiszantul Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 23.11.12, 11:44
                  no cały czas miałem wrażenie, że jednak nie jest tak różowo...

                  > W Twoim przypadku jak piszesz dochody już wzrosły o 20% i teraz wystarczy, by jeszcze raz wzrosły o taką samą sumę pieniędzy (po takim ładnym wzroście o 20% teraz wystarczy już tylko wzrost o niecałe 70%),

                  korekta: oczekujesz podwyżki nominalnie nie o taką samą sumę pieniędzy jak dotychczasowe podwyżki, tylko o sumę cztery razy wyższą (dla lepszego wrażenia można to wyrazić zapisem "400%").
                    • tiszantul Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 23.11.12, 13:50
                      > Dżizas jak Ty liczysz, jakie 400%
                      >
                      > Jeśli koleżanka zarabia - na przykład - 4,5 k i rata 1350 stanowi 30% jej docho
                      > du to żeby osiągnąć 20% wystarczy Jej podwyżka do 6700 czyli o 50%. Sporo przy polskiej średniej ale też nie żaden kosmos.

                      Pokażę Ci na przykładzie. Dochód 5000, rata na początku 40% dochodu, zatem 2000. Aby rata takiej wysokości stanowiła 20% dochodu, ten musiałby wzrosnąć z 5000 do 10 000, zatem o 100%. Jeśli jednak podwyżki już częściowo nastąpiły i rata obecnie wynosi około 30%, to dochód wynosi około 6000. Podwyżka wyniosła więc 1000 zł (czyli o 20%). Aby jednak rata 2000 zł oznaczała 20% dochodu, ten musiałby wynosić 10 000, zatem wzrosnąć z 6000 do 10 000, zatem o 4000 (czyli o 67%). Poprzednie podwyżki wynosiła 1000, więc nadchodząca musiałaby wynieść 400% sumy poprzednich podwyżek.

                      Jeśli jednak czyjś główny dylemat materialny polega na tym, czy dostanie podwyżkę 50% czy 67%, to rzeczywiście taki kredytobiorca może cieszyć się swoim kredytem i spokojnie patrzeć w przyszłość.
    • malwina.113 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 22.11.12, 08:21
      nie czytałam całego wątku, nie wiem jakie były porady...

      Moja znajoma tak z 8 lat temu kupiła mieszkanie w Gdyni. Kosztowało ok 100 tys (chyba, nie pamiętam), zarabiała chyba z 1500. To były dwa pokoje. Balkonu nie było. Chciała balkon, ale realnie oceniła, że tylko na takie mieszkanie ją stać. Jeden pokój wynajęła studentce (ta znajoma była tak dwa lata po studiach, więc jeszcze przed 30). Pytałam się jej, czy się nie obawia, co będzie jak starci pracę. Ona stwierdziła, ze się boi, ale przyjmie wtedy jakąkolwiek oferte pracy, by kredyt spłacać - w tamtym czasie było pełno ogłoszeń na przedstawiciela handlowego. Może tak nie było, ale nam się wtedy wydawało, że łatwo pracę przedstawiciela dostać. Więc ona zaryzykowała...

      A może jakbyś coś kupiła, to byś zamieszkała na pewien czas z jakąś koleżanką, z którą obecnie wynajmujesz. Taniej by było.

      Mieszkanie w kilka osób po 30 może być juz uciążliwe. Szkoda życia by się męczyć. Inna opcja to wynająć dwupokojowe z jakąś koleżanką lub samemu kawalerkę - chyba ceny wynajmu spadną?? nie wiem... ale skoro mieszkania tanieją...

      na pewno nie szukaj na siłę księcia wink

    • velluto Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 22.11.12, 22:13
      Jeszcze jedno - zanim podejmiesz decyzję, przejdź się po paru bankach. Sama. Doradcy sprzedają to, od czego mają najwyższą prowizję, niekoniecznie od tego, co jest dla ciebie najkorzystniejsze. Kalkulatory - a nawet wizyta wstępna w banku NIE POWIE ci, czy zdolność faktycznie masz na takim poziomie jak zakładasz. Finalnie może się okazać, że dadzą ci kredyt 50 tys niższy niż we wstępnych kalkulacjach.

      Co do samego kredytu - szukaj takiego z niską marżą, i najlepiej bez prowizji. Zwróć uwagę na warunki dodatkowe, lubią wciskać drogie i niechodliwe produkty.

      Nie zastanawiaj się nad okresem kredytowania i wysokością raty, bo najprawdopodobniej nie będziesz miała ŻADNEGO wyboru. Nie zarabiasz kokosów, musisz wziąć pod uwagę, że będziesz potrzebowała kasy na notariusza, opłaty dodatkowe, remont. Przy dłuższym okresie kredytowania ma się lepszą zdolność, przy równej racie również.
      • crises Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 25.11.12, 08:59
        Jeżu, ale bzdury - przynajmniej w części dotyczącej banków.

        W obecnej sytuacji banki nie namawiają do brania kredytów, wręcz przeciwnie. Porozmawiajcie z kimkolwiek, kto brał kredyt hipoteczny w ciągu ostatniego roku - procedury trwają miesiącami, banki wymyślają masę przeszkód, domagają się dodatkowych zabezpieczeń (przystąpienie do kredytu dodatkowej osoby) i wciskają z kredytem dodatkowe produkty w ramach sprzedaży wiązanej. Generalnie odnosi się wrażenie, że robią wszystko, żeby zniechęcić.
        • falllen_angel Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 25.11.12, 11:49
          crises napisała:

          > Jeżu, ale bzdury - przynajmniej w części dotyczącej banków.
          >
          > W obecnej sytuacji banki nie namawiają do brania kredytów, wręcz przeciwnie.

          Oczywiście masz rację, ponieważ banki zmieniły ostatnimi czasy profil działalności z obracania pieniądzem na produkcję oraz dystrybucję cukierków.

          W.
    • donkaczka Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki 24.11.12, 23:13
      nie ma ryzyka, nie ma zabawy, ale to nie forum na to haslo wink
      ja wzielam kredyt jako singielka prawie, bo w trakcie rozwodu, bez pracy niemalze, bo zaczynalam od zera z dala od eksa, raty to byly prawie moje cale zarobki, ale ze nie pracowalam na etacie tylko rozkrecalam swoja dzialalnosc, to perspektywa jakas byla na zarobki
      gdybym wtedy zapytala na forum, to by mnie tu wszyscy zjedli, ale forum wtedy nie bylo smile
      w 2002 mieszkania byly na szczescie tanie, frank tez stal jakos sensowniej, mi sie firma rozkrecila i splacilam kredyt w 9 lat, z odsetkami to bylo 120 tysiecy, a mieszkanie jest dzis warte prawie 300
      zycie jest przedziwne, z perspektywy czasu i ogladu mojej owczesniej sytuacji byl to ruch nierozsadny, i to delikatnie mowiac
      a wyszlo jak widac smile
    • pani_replay Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINAŁ 04.04.13, 13:26
      Po przeczytaniu i przeanalizowaniu wszystkich Waszych postów, za które dziękuję, jednak nie zdecydowałam się na kredyt. Postanowiłam na początek wynająć kawalerkę (lub 2 pok) by uwolnić się od współlokatorów i żyć na swoim. Powoli zaczęłam rozglądać się za mieszkaniem i ... dzień przed świętami dostałam info o obniżce pensji o 40%. W takiej sytuacji nie ma mowy o zmianie mieszkania, muszę zostać tam gdzie jestem. Jedyne co mnie cieszy to fakt nieposiadania jednak tego kredytu bo dzięki temu mogę spać spokojnie i nie będę musiała jeść ziemniaków przez cały miesiąc wink
      Było kiedyś na forum, że ludzie proszą o rady i nie piszą co dalej, no więc ja postanowiłam napisać.
      • tiszantul Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 04.04.13, 14:48
        > Po przeczytaniu i przeanalizowaniu wszystkich Waszych postów, za które dziękuję
        > , jednak nie zdecydowałam się na kredyt. Postanowiłam na początek wynająć kawal
        > erkę (lub 2 pok) by uwolnić się od współlokatorów i żyć na swoim. Powoli zaczęł
        > am rozglądać się za mieszkaniem i ... dzień przed świętami dostałam info o obni
        > żce pensji o 40%. W takiej sytuacji nie ma mowy o zmianie mieszkania, muszę zos
        > tać tam gdzie jestem. Jedyne co mnie cieszy to fakt nieposiadania jednak tego k
        > redytu bo dzięki temu mogę spać spokojnie i nie będę musiała jeść ziemniaków pr
        > zez cały miesiąc wink
        > Było kiedyś na forum, że ludzie proszą o rady i nie piszą co dalej, no więc ja
        > postanowiłam napisać.

        Czyli z punktu widzenia osób, które w dyskusji o spłacaniu kredytu uwzględniały podwyżki, które kredytobiorcy dostaną w przyszłości wychodzi na to, że aby teraz zaliczyć chociażby 20% podwyżki od stanu wyjściowego, po wspomnianej obniżce wymagałoby to już podwyżki pensji o 100%.
      • tiszantul Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 04.04.13, 20:27
        Powoli zaczęł
        > am rozglądać się za mieszkaniem i ... dzień przed świętami dostałam info o obni
        > żce pensji o 40%. W takiej sytuacji nie ma mowy o zmianie mieszkania, muszę zostać tam gdzie jestem. Jedyne co mnie cieszy to fakt nieposiadania jednak tego kredytu bo dzięki temu mogę spać spokojnie i nie będę musiała jeść ziemniaków przez cały miesiąc wink

        Gdybyś posłuchała rad z forum, już po miesiącu od wzięcia 30-letniego kredytu miałabyś ratkę w wysokości 70% zarobków, z czynszem 80%. Doradzającym kredyt gratuluję złotego strzału i czekam na Wasze kolejne porady smile
        • babcia.stefa Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 09:06
          A tak będzie nadal uskuteczniać odpowiednik palenia pieniędzmi w kominku w postaci płacenia na wynajem. Nie wiem, czy jest się z czego cieszyć.

          Ja kredyt brałam niejako tuż przed wylaniem mnie z roboty - bo wiedziałam, co się święci, a moja ówczesna robota była idealna jako podkładka pod kredyt i robiłam wszystko, żeby ten kredyt wziąć właśnie wtedy, bo potem byłby problem, i udało się. Nikt nie ma gwarancji pracy na 30 lat, w takiej perspektywie jakiś problem z pracą jest pewny. A kredyt należy brać jak najwcześniej, bo chętniej dają, dłuższy okres kredytowania i rata niższa. Ja brałam po 40 i to nie jest najlepsze rozwiązanie - ale nie miałam na to żadnego wpływu, tak się życie ułożyło.
          • astrum-on-line Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 11:35
            Po prostu świetna rada, nic tylko się bić o kredyt. A potem zęby w ścianę i zajadać tynk. Co za chore podejście że albo kupienie mieszkania na kredyt albo nic innego. Założycielka postu jest w tym momencie w świetnej sytuacji która pozwala jej na odłożenie pewnej sumy pieniędzy która jeżeli zapragnie kupić mieszkanie pozwoli jej na zagospodarowanie się w mieście w którym mieszka lub jakimś innym do którego wyjedzie za pracą lub za granicą. Topienie się w kredycie jest największą głupotą. Zwłaszcza teraz gdy mieszkania raczej nie będą drożeć (mimo pobożnych życzeń deweloperów).
                • volta2 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 13:32
                  Wystarczyło się nie wahać miesiąc temu i teraz spłacałaby własny.

                  zapytaj się tylko ile teraz zaoszczędzi na własne m w skali miesiąca? bo przecież własne m ma postawione wysoko w hierarchii realizowania potrzeb.

                  gdyby tiszantul się jednak nie zapytał, to ja się dopytuję, możesz autorko powiedzieć, ile będziesz odkładać na ten cel?

                  no i jeszcze jedno mnie frapuje- zgodziłaś się na obniżkę pensji o 40%?
                  • pani_replay Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 13:39
                    volta2 napisała:

                    > Wystarczyło się nie wahać miesiąc temu i teraz spłacałaby własny.
                    >
                    > zapytaj się tylko ile teraz zaoszczędzi na własne m w skali miesiąca? bo przeci
                    > eż własne m ma postawione wysoko w hierarchii realizowania potrzeb.
                    >
                    > gdyby tiszantul się jednak nie zapytał, to ja się dopytuję, możesz autorko powi
                    > edzieć, ile będziesz odkładać na ten cel?

                    Volta, przy obniżce pensji odkładana kwota na mieszkanie wyniesie pewnie 0zł.
                    Biorąc pod uwagę koszt, mieszkania, wyżywienia, benzyny, odkładania na urlop (to stoi wyżej w hierarchii niż własne m) i na czarna godzinę (dentysta, popsute auto, itd.) na odkładanie na mieszkanie mi nie wystarczy.

                    > no i jeszcze jedno mnie frapuje- zgodziłaś się na obniżkę pensji o 40%?
                    Nie podjęłam jeszcze decyzji. Może założę na ten temat wątek na forum wink
                  • tiszantul Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 13:59
                    > Wystarczyło się nie wahać miesiąc temu i teraz spłacałaby własny.
                    >
                    > zapytaj się tylko ile teraz zaoszczędzi na własne m w skali miesiąca? bo przeci
                    > eż własne m ma postawione wysoko w hierarchii realizowania potrzeb.
                    >
                    > gdyby tiszantul się jednak nie zapytał, to ja się dopytuję, możesz autorko powi
                    > edzieć, ile będziesz odkładać na ten cel?

                    no nic nie odłoży, ale będzie żyć. Natomiast gdyby miesiąc temu wzięła kredyt, to w tej chwili nie byłoby jej stać na podtrzymanie własnego życia w sensie biologicznym.
                    • volta2 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 15:41
                      Natomiast gdyby miesiąc temu wzięła kredyt,
                      > to w tej chwili nie byłoby jej stać na podtrzymanie własnego życia w sensie bio
                      > logicznym.

                      nie wiem jak tam to wyliczyłeś, bo ona jednak decyduje się na wynajem mieszkania. wynajem i kredyt to porównywalny wydatek.
                      u nas rata to ok. 1800-2000 m-c a wpływ z wynajmu to 1700. o różnicy metrażu dyskretnie przemilczę.
                          • pani_replay Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 16:17
                            babcia.stefa napisała:

                            > Czyli mając trzydziechę na karku mieszka w studenckim kołochodzie. No po prostu
                            > zajebioza, cud miód & orzeszki - uważasz takie rozwiązanie za normalne?!

                            A czy normalne jest, że pracując za średnią krajowa ludzi nie stać na m2 mieszkania?
                            Normalne jest, że wynajem plus rachunki pochłaniają połowę pensji? Że nie ma tanich mieszkań czynszowych? To jest normalne? To jak mieszkam nie jest moim wyborem tylko sytuacja mnie do tego zmusza, a sorry nie oszukujmy się, nie miałam najniższej pensji, piszą tu ludzie, których cieszy połowa z tego co mam (miałam) i jest ich sporo.
                            A normalne jest branie kredytu w górce w walucie i zakredytowanie się pod korek? To jest bardziej normalne?
                            Cieszę się, że kryzys Cię nie dotknął, są knajpy 3 razy w tyg i wakacje i poruszasz się SUVem. Tylko pogratulować, bez ironii.
                            • astrum-on-line Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 16:25
                              Pani_Replay, to nie jest normalne. Jestem kilka lat starsza od ciebie ale ja tego dziadowania w Polsce mam dość. I właśnie dlatego zastawiam się zupełnie poważnie nad zwinięciem się z tego dziwnego kraju. Na razie na próbę przeprowadziłam się do kraju w którym mieszkanie wynajmuję bezpośrednio od spółdzielni a zarabiając marne pieniądze i tak mnie na nie stać.
                  • tiszantul Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 14:07
                    > No to spłacałaby - a jak tak będzie czekać, to zyska tyle, że wyrzuci kupę kasy
                    > w błoto, a od pewnego wieku będzie mieć z każdym miesiącem oczekiwania wyższą
                    > ratę.

                    biorąc pod uwagę rentowność najmu, to raczej właściciel mieszkania wyrzuca kasę w błoto, udostępniając je najemcy za rynkowe stawki. Na dodatek ofert najmu coraz więcej, pracy coraz mniej, więc nawet te stawki są nie do utrzymania, mimo że stabilizuje je finansowanie z normalnych uczciwych pieniędzy, które najemca musi zarobić, a nie z tego, co wydaje mu się, że zarobi za 30 lat.
                      • tiszantul Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 15:04
                        > SRSLY wynajmując za półtora tysiaka moje mieszkanie kupione 10 lat temu za gotó
                        > wkę wyrzucam kasę w błoto? Pacz pan, czego to się człowiek na forach nie dowie.

                        Też się zdziwiłem, jak pisałaś, że najemca spłaca komuś kredyt - w sytuacji, kiedy można przebierać w mieszkaniach nieobciążonych kredytem. Zyskałaś na wzroście wartości mieszkania, natomiast stopa zwrotu od obecnej wartości jest przeciętna, zatem trzymasz je dalej z powodów innych niż biznesowe.

                        swoją drogą, dlaczego zalecasz innym kredyt na górce, kiedy sama kupujesz za gotówkę w dołku? w warunkach znacznie korzystniejszych właśnie dlatego, że na rynku nie było kredytów? różnica okoliczności byłaby zresztą znacznie mniejsza, gdyby nie wejście do UE. Wchodzimy obecnie do jakiejś UE lub do czegoś porównywalnego, że polecasz zakup? czy jakikolwiek wzrost gospodarczy? Paradoksalnie dzięki zadłużeniu wzrost PKB musiałby być koło 5%, żeby był jakikolwiek faktyczny wzrost...
                        • babcia.stefa Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 15:33
                          Najemcy jest wszystko jedno, czy mieszkanie jest obciążone kredytem czy nie.

                          Indywidualne posiadanie przez jednostkę gotówki nijak nie zależy od tego, czy akurat jest góra, czy dołek.

                          10 lat temu nie było kredytów? Bitch, please, chyba w jakieś rzeczywistości równoległej egzystujesz. Kredyty hipoteczne istniały nawet 15 lat temu, kiedy kupował mieszkanie mój eks - czasem dziwne, bo dziwne, jak nieszczęsna niespłacalna "Alicja", ale były.

                          Nie wiem, czy zauważyłoś, ale tu się głównie dyskutuje o zakupie nieruchomości w celu samodzielnego w niej zamieszkiwania, znaczy - żeby mieć dach nad głową i wyprowadzić się od mamusi, nie w celach spekulacyjno-zarobkowych.
          • falllen_angel Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 13:39
            babcia.stefa napisała:

            > A tak będzie nadal uskuteczniać odpowiednik palenia pieniędzmi w kominku w post
            > aci płacenia na wynajem. Nie wiem, czy jest się z czego cieszyć.

            I ominął ją ten wspaniały aromat i wykwintny smak pasztetowej z Biedrony oraz 365 dań z ziemniaka na co dzień i od święta. Zazdrościmy szczerze...

            > Ja kredyt brałam niejako tuż przed wylaniem mnie z roboty - bo wiedziałam, co s
            > ię święci, a moja ówczesna robota była idealna jako podkładka pod kredyt i robi
            > łam wszystko, żeby ten kredyt wziąć właśnie wtedy, bo potem byłby problem, i ud
            > ało się.

            Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że dostanie kredytu to taki mistyczny, współczesny Święty Graal. Najważniejsze go zdobyć, a potem jakoś to będzie, spłaci się sam, albo w postaci miniratki.

            A gdyby nie to rodzina pomoże.... Albo bank...

            W.
            • babcia.stefa Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 14:01
              falllen_angel napisał:

              > I ominął ją ten wspaniały aromat i wykwintny smak pasztetowej z Biedrony oraz 3
              > 65 dań z ziemniaka na co dzień i od święta. Zazdrościmy szczerze...

              Gdybym była w sytuacji założycieli wątku, to wolałabym jeść pasztetową z Biedronki niż mieszkać w jakimś studenckim kołchozie.

              > Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że dostanie kredytu to taki mistyczny, współcz
              > esny Święty Graal. Najważniejsze go zdobyć, a potem jakoś to będzie, spłaci się
              > sam, albo w postaci miniratki.

              A żebyś wiedział. Pierniczenie się z załatwianiem kredytu zajęło mi pół roku, znalezienie nowej roboty - miesiąc.
              • falllen_angel Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 14:04
                babcia.stefa napisała:

                > falllen_angel napisał:
                >
                > > I ominął ją ten wspaniały aromat i wykwintny smak pasztetowej z Biedrony
                > oraz 3
                > > 65 dań z ziemniaka na co dzień i od święta. Zazdrościmy szczerze...
                >
                > Gdybym była w sytuacji założycieli wątku, to wolałabym jeść pasztetową z Biedro
                > nki niż mieszkać w jakimś studenckim kołchozie.

                Ale zdajesz sobie, że na pasztetowej z Biedrony i tysiącu dań z ziemniaka to można kolejnych 30 lat po prostu nie dać rady?

                W.
              • pani_replay Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 14:09
                babcia.stefa napisała:


                > Gdybym była w sytuacji założycieli wątku, to wolałabym jeść pasztetową z Biedro
                > nki niż mieszkać w jakimś studenckim kołchozie.

                No to jestem dziwna bo wolę już mieszkać w kołchozie, jeść coś innego niż pasztetową i pojechać na zaplanowany urlop i żyć jak człowiek niż jej ziemniaki i kupować najtańsze produkty, ale napawać się tym że jestem we własny (własnych czy banku? wink 4 ścianach.
                • babcia.stefa Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 14:13
                  O rany - a ktoś Ci broni?

                  Mieszkaj dalej w kołchozie, tylko może nie zawracaj ludziom głowy swoimi dylematami.

                  > (własnych czy
                  > banku? wink

                  Jak nie wiesz, kto jest właścicielem nieruchomości obciążonej hipotecznie, to może daj sobie spokój z kredytami, do tego jednak trzeba jakąś wiedzą dysponować...
                  • tiszantul Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 14:34
                    > Jak nie wiesz, kto jest właścicielem nieruchomości obciążonej hipotecznie, to m
                    > oże daj sobie spokój z kredytami, do tego jednak trzeba jakąś wiedzą dysponować

                    Tak, osobom, którym brak wiedzy własność kojarzy się z konsumpcją, z zabezpieczeniem materialnym, w ogóle z jakimiś profitami. Natomiast dla wyedukowanych kredytobiorców własność oznacza obciążenie kosztami w perspektywie 30 lat. Spróbuj raz spóźnić się z ratą o jeden dzień, to uchwycisz subtelną różnicę między tradycyjnym rozumieniem własności a koncepcją własności stworzoną na użytek kredytobiorców. Kredytobiorca jest właścicielem tylko po to, by w razie czego odpowiadał całym majątkiem za zaprzestanie obsługi zobowiązań, jakie na nim ciążą. U nas udało się to sprzedać jako powód do dumy.
                      • falllen_angel Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 06.04.13, 00:32
                        volta2 napisała:

                        > myśmy się spóźnili jeden dzień z płatnością raty i wiesz, nikt nam mieszkania n
                        > ie zabrał.
                        >
                        > fucktem jest, że pobrali za przypomnienie jakieś zbójeckie pieniądze i na drugi
                        > raz raczej się nie spóźnimy - ale większych dział niż ten telefon nikt nie wyt
                        > oczył.

                        Fantastycznie, tu jakaś zbójecka opłatka za jeden dzień spóźnienia, tam jakieś 4000 CHF za mały wkład własny... Ale kto by się przejmował drobnostkami, ważne, że jesteśmy "na swoimi"...

                        W.
                    • ganna_risatdinova Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 15:58
                      Spróbuj
                      > raz spóźnić się z ratą o jeden dzień, to uchwycisz subtelną różnicę między tra
                      > dycyjnym rozumieniem własności a koncepcją własności stworzoną na użytek kredyt
                      > obiorców.

                      No mnie się zdarza spóźniać nawet 2 tygodnie. I co? I nic. Przysyłają jakieś pisemko, że mam zapłacić i że naliczyli mi 1,5 zeta odsetek.
                      Jak chce im się pisać, to niech piszą na zdrowie, mnie to nie przeszkadza.
                      T-mobile też do mnie pisze, bo konsekwentnie opóźniam opłaty o 2 tygodnie, bo tak mi wygodnie. Robię to od lat, ale oni widocznie lubią do mnie pisać, to piszą.
                      A nie, sorry, oni piszą smsy. Mnie to w sumie nie przeszkadza. Opłat nie naliczają.
                  • falllen_angel Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 06.04.13, 00:29
                    babcia.stefa napisała:

                    > O rany - a ktoś Ci broni?
                    >
                    > Mieszkaj dalej w kołchozie, tylko może nie zawracaj ludziom głowy swoimi dylema
                    > tami.

                    To teraz wolno tylko opowiadać jaki kredyt jest cacy i jak się jeździ SUVem mając kredyt?!

                    Wszelka krytyka jest z miejsca nie na miejscu i powinna być zakazana?!

                    W.
                • ganna_risatdinova Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 15:47
                  > No to jestem dziwna bo wolę już mieszkać w kołchozie, jeść coś innego niż paszt
                  > etową i pojechać na zaplanowany urlop i żyć jak człowiek niż jej ziemniaki i ku
                  > pować najtańsze produkty, ale napawać się tym że jestem we własny (własnych czy
                  > banku? wink 4 ścianach.

                  Ale wzięcie kredytu nie oznacza wcale zaciskania pasa, co uparcie próbują przeforsować pewni frustraci. Ja jeżdżę na wakacje zagraniczne 2 x w roku, a ubieram się np. tu
                  kossmann.com.pl/lookbook/
                  No i poza tym napawam się własnymi czterema ścianami (poza tym weekendem - okna kurka trzeba umyć - że też ja sama jestem właścicielem fuck).
                  • volta2 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 15:53
                    Ja jeżdżę na wakacje zagraniczne 2 x w roku

                    a ja to nawet za granicę na parę lat wybyłam, normalnie bank tak mnie/nas uwięził tym swoim kredytemsmile
                    a za tom granicom to pasztetowa normalnie na specjalne zamówienia była dowożona, taki to luksus, bo na co dzień to tylko kawior nam zostawał.
                    mąż to jeszcze czasem na kolacjach u prezydenta się stołował, ale ja - pasztetowa z exportu i ziemniakismile
              • tiszantul Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 14:13
                > A żebyś wiedział. Pierniczenie się z załatwianiem kredytu zajęło mi pół roku, z
                > nalezienie nowej roboty - miesiąc.

                sytuacja typu wywalenie z pracy albo obniżka pensji o 40% z dnia na dzień to są przecież tylko mało istotne detale zasadniczej opowieści o stabilizacji finansowej i czekających nas w przyszłości podwyżkach
                  • tiszantul Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 15:17
                    > Oczywiście nie namawiam do brania kredytów byłych pracowników PGR-ów ze ściany
                    > wschodniej, ale człowiek z dobrym zawodem w dużym mieście da sobie radę.

                    Kontynuując wnioskowanie: najważniejsze to dobrze ocenić, czy przez następne 30 lat będziemy mieli dobry zawód (czy nasz zawód będzie dobry albo czy będzie można go zastąpić innym dobrym), bo inaczej nie damy sobie rady. Pomijając niespodzianki typu - dobry zawód jest, ale błędnie obstawiliśmy miasto jako duże. Wtedy sobie nie damy rady. Bo chyba nie ma sensu wyjeżdżać do dużego, żeby spłacać w innym, które nagle okazało się nieduże?
                    • volta2 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 15:32
                      nie ma sensu wyjeżdżać do dużego, żeby spłacać
                      > w innym, które nagle okazało się nieduże?

                      zignorowałeś mój post dyskretnym milczeniem w innym temacie, to w tym ci tylko odpowiem, że wzięcie kredytu na 120% wartości mieszkania jaki mamy na głowie, w niczym nam nie przeszkodziło a już zwłaszcza w zamianie miasta większego na mniejsze(warszawa w końcu mocno zapyziała jest i w naszym przypadku wypadała dość blado w stosunku do naszego emigracyjnego)

                      nawet zyskaliśmy kasę z jego wynajmu - przez parę lat wpadło nam ok. 100 tysięcy. oczywiści były od razu przelewane na konto banku, ale nie uwiązał nas ten kredyt do niczego.
                      a miło było wrócić na stare śmieci po powrocie z emigracji. kilka lat wynajmu a nawet remontu nie trzeba było robić, poza wyczyszczeniem jak na święta. ]
                      więc nie strasz tak kredytem, bo nie masz racji.

                        • volta2 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 18:24
                          na utrzymaniu

                          no widać, jak bardzo jesteś merytoryczy. pogratulować mądralowania na forum, w życiu też tak dobrze doradzasz?

                          ja się pytam, ile nasza pani forumowa będzie teraz odkładać na swoje m, które jest dla niej ważne, nie chce z niego zrezygonować, czynszowych u nas nie ma jeszcze?

                          a ty wyjeżdżasz z zamożnym mężem. helloł, może pora podyskutować na argumenty?
                          wolność - oczywiście jest jednym z nich - do obalenia
                          coś oprócz wolności masz nam, maluczkim do zaproponowania?



                  • falllen_angel Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 06.04.13, 00:42
                    babcia.stefa napisała:

                    > W perspektywie 30 lat prawdopodobieństwo wywalenia z roboty dąży do jedności. W
                    > tedy się po prostu bierze i szuka nowej.
                    >
                    > Oczywiście nie namawiam do brania kredytów byłych pracowników PGR-ów ze ściany
                    > wschodniej, ale człowiek z dobrym zawodem w dużym mieście da sobie radę.

                    Konfabulować też trzeba umieć...

                    Człowiek z dobrym zawodem w dużym mieście to wchodzi do banku, na przykład Millennium, i dostaje 100 000 kredytu konsumpcyjnego na dowód. I to w 15 minut. A nie pierdzieli się pół roku, żeby dostąpić przyznania Św. Graala...

                    A potem cieszy się jak szczur na otwarcie kanału....

                    W.
                • volta2 Re: kredyt hipoteczny - dylemat singielki - FINA 05.04.13, 14:25
                  obniżka pensji o 40% z dnia na dzień to są
                  > przecież tylko mało istotne detale

                  przez 30 lat to trudno uniknąć takich przygód - to fakt.

                  ale w wątkach okolokredytowych wyraźnie przewija się informacja, że na mieszkanie można odłożyć "normalnie" i kupić je za kesz. jak loda w cukierni. w ciągu nawet 7 lat - wyliczenia były.

                  no to dopytuję autorkę ile odłoży na to swoje m, żeby je kupić za kesza. otóż napisała, że 0 zł najprawdopodobniej.
                  no i co na to nasi forumowi specjaliści od niebrania kredytów? i kupowania za kesz. ty chyba też z tej opcji czy się mylę?

                  jaka propozycja dla autorki -oprócz powitania w świecie wolnych ludzi?

                  ps. żeby nie było - ja też się cieszę, że autorka zdecydowała się na wynajęcie, bo potencjalnie przybyło mi ten sposób klienta na moje mieszkanie.

                  i w sumie dobrze że nie ma pętli kredytowej na szyi, choć, przy podanych zarobkach 3200 w startowym poście, to nie wiadomo, czy znalazłaby w ogóle jakąś pętlę?