tully76
02.01.13, 10:17
Właśnie mój mąż dostał wypowiedzenie, co oznacza, że z końcem lutego zostaniemy z jedną pensją, jeśli niczego wcześniej nie znajdzie. Rodzina 2+2, dzieci lat prawie 6 i prawie 8.
Co oznacza, że do dyspozycji będziemy mieli przez jakiś czas 3500 zł. Zrezygnujemy z niani i z prywatnego przedszkola, zapiszemy córkę do szkoły tam, gdzie syn (do 5-6-latków), więc odejdzie nam w sumie jakieś 2 tys. wydatków, łącznie z obiadami w szkole. Właśnie - czy jestem w stanie ugotować dla dzieci obiad za 10 zł? Bo tyle mnie kosztują dwa obiady w szkole, zastanawiam się, czy własne gotowanie wyjdzie taniej - ale chyba tak, więc zrezygnuję z tych w szkole.
Co zostaje z rzeczy obowiązkowych co miesiąc:
- 1200 zł kredyt hipoteczny
- 400 zł telefony, internet, stacjonarny - do maja nie do ruszenia, bo umowy na abonamenty
- 300-350 zł gaz - średnio w skali roku, mamy ogrzewanie gazowe i podgrzanie wody piecem gazowym. Postaramy się zmniejszyć rachunki paląc w kominku brykietami.
- 50 zł woda
- 240 zł szambo. To są dwa wywozy miesięcznie, po ok. 6 m.
- 120-170 zł prąd. Takie mamy prognozy, dopłat nie mamy raczej, jeśli już to drobiazgi. Koszt prądu podwyższa nieco płyta indukcyjna i piec gazowy.
- 39 zł TV, 37 zł śmieci
- 570 zł kredyt gotówkowy - ale zamierzamy sprzedać samochód i spłacić całość kredytu. Za resztę kupimy jakiś mały samochód - mieszkamy pod miastem i musimy mieć czym jeździć po zakupy raz w tygodniu, czy awaryjnie do lekarza itp.
Wychodzi max. 2500 wszystkich opłat. W niektórych miesiącach mniej nieco. Czyli zostaje ok. 1000 zł na jedzenie i całą resztę - niedużo, ale chyba jakoś damy radę? Oszczędności nie mamy żadnych, bo kupowaliśmy i wykańczaliśmy mieszkanie. Mamy za to zapasy leków, witamin, ciuchów - nie musimy nic kupować, łącznie z butami dla dzieci na wiosnę i kurtkami, bo mają.